Witam
Muszę się wtrącić, bo Krysia jest "nieinternetowa" i sama nie może się bronić. Wczoraj próbowałam napisać posta na temat naszej wyprawy ale mnie wyrzucało ze strony. A więc z mojej strony wygląda to następująco. Nic złego nie widziałyśmy będąc w Chełmie. Krysię zdziwiły trochę te kojce i brak budy i to wszystko. Bardzo zaangażowała się w sprawę Wery i chciała aby suczka miała jak najlepiej. Zresztą ona mocno wczuwa się w sytuację zwierząt, którym pomaga. W kojcach rzeczywiście nie było psów, ale to chyba dobrze (i do takiego wniosku doszłyśmy w drodze powrotnej), bo przecież nie powinny w nich siedzieć w ciągu dnia tylko przebywać jak najwięcej na wybiegu. Gdy dojechałyśmy przywitały nas głośnym szczekaniem suczki właścicieli. Po umieszczeniu Wery w kojcu miałyśmy też okazję obejrzeć wybieg dla psów i odwiedzić suczkę zabraną wcześniej z interwencji ze Szczebrzeszyna, wyglądała dobrze i była zadbana. Właściciel poinformował nas o planach powiększenia wybiegu, już nawet ogrodził teren. Myślę, że Krystyna została po prostu źle zrozumiana, wyraziła tylko swoje wątpliwości co do tych kojców i tego że niewiele jest psów w hoteliku poza psami właścicieli. Dla mnie taka akcja to nowość, dużo się uczę o d Krysi i nie wiem jak powinien wyglądać taki hotelik. Myślę, że nie dzieje się tam psiakom krzywda, a warunki tam panujące każdy powinien ocenić sam. Moim zdaniem jest tam czysto i przyzwoicie i mam nadzieję, ze Wera dostanie dobrą opiekę i będą zamieszczane informacje na temat postępów w jej leczeniu. Jestem wdzięczna właścicielom hoteliku, że zgodzili się wziąć chorego psa i podjąć się leczenia, sytuacja Wery była tragiczna i wymagała natychmiastowej reakcji, co nie było by możliwe bez ich udziału. Takie też jest zdanie Krystyny.
Pozdrawiam i czekam na informacje o Werze i może jakieś zdjęcia.