-
Posts
914 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kudlataja
-
[COLOR=#222222][FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif][SIZE=2]Witami przychodzę z nowymi zdjęciami Kacperka i z dobrymi informacjami.[/SIZE][/FONT][/COLOR][COLOR=#222222][FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif][SIZE=2][B]WczorajKacper ustał przez 5 minut na tych tylnych łapkach:)[/B][/SIZE][/FONT][/COLOR][COLOR=#222222][FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif][SIZE=2]a do tego jest tak sprytny, że jako pierwszy wita nową Pancię wdrzwiach i jest szybszy nawet od zdrowego Kuby w tych swoichpowitaniach. Piesek nie lubi samotności i uwielbia towarzystwoczłowieka, jest zupełnie niegroźny dla kotów, więc jak dojdziedo siebie ma szansę na fajny ds. Natomiast koteczka, którązawiozłam wraz z nim do Krakowa ma mieć amputowaną część uszka,gdyż okazało się odmrożone, swoją drogą właściciele też jąolewali i do domu nie wpuszczali, nawet w największe mrozy:/[/SIZE][/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif][SIZE=2]Codo właściciela Kacperka, to nieudzielenie psu pomocy przez ponaddwa tygodnie (na co są świadkowie) i pozwolenie by błąkał sięod domu do domu po całej wsi w poszukiwaniu współczucia i ratunkuchyba oznacza porzucenie i zrzeczenie się praw do psiaczka jak dlamnie i nie wymaga komentarzy. Zresztą dziewczyny z tego co wiemwybierają się na kontrolę bytowania innych zwierząt u tego Pana iprzy okazji wezmą formalne zrzeczenie. Facet poszedł niejako nawspółpracę, zobowiązał się pokryć w miarę możliwości częśćkosztów leczenia psiaczka, które to w Krakowie wcale nie będzietanie. Przestraszył się chyba nie na żarty bo jako sołtys miałbypoważne problemy..myślę że taka kara finansowa rozejdzie sięechem wśród okolicznych mieszkańców i będzie pewnego rodzajuprzestrogą. z doświadczenia wiem, że zgłaszanie na Policjęróżnie się w takich przypadkach kończy, niekoniecznie ukaraniemsprawcy..konsekwencje finansowe i społeczne jakie ten Pan poniesiesą moim zdaniem w miarę satysfakcjonujące i psiaczek ma dzięki temuzabezpieczony przynajmniej start leczenia. Poza tym jak jużwspomniałam sprawdzona zostanie posesja i byt innych zwierząt i odtej pory Pan sołtys będzie świecił przykładem...[/SIZE][/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif][SIZE=2]Spróbujęzgromadzić jakieś fanty na bazarek dla Kacperka, a teraz już muszęlecieć. Pozdrawiam wszystkich gorąco i zapraszam do odwiedzaniakacperkowego wątku:)[/SIZE][/FONT][/COLOR] [IMG]http://i49.tinypic.com/fa7yw0.jpg[/IMG]
-
Jestem już. Musiałam wyjechać i dopiero dorwałam sie do internetu... Wiesci sa obiecujące i pokrzepiające, piesek dostał imię - Kacper i śmiga po mieszkaniu, zaprzyjaźnił się z innymi zwierzętami ( bo oprócz niego jest tam jeszcze Kuba zabrany z Bortatycz z łańcucha zawieziony przeze mnie chyba w listopadzie i ciągle szukający domu, 2 suczki wlascicielki i 3 koty do adopcji:). Najwazniejsze jest jednak to, ze Kacperek próbuje stawać na tych chorych lapkach, nie wychodzi mu to jeszcze, ze wzgledu na zanik mięśni ale już ich tak nie podkurcza i próbuje nimi łapac równowagę. Wczoraj psiaczek dostał jakąś specjalną poduszkę elektryczną do rehbilitacji w kolorze czerwonym i podobno fajnie z nią wygląda, czekam wiec z niecierpliwością na zdjęcia. Piesek był też już na pierwszej wizycie w krakowskiej lecznicy. Mam rochę nieprzyjemności ze strony właściciela i nieprzyjemne telefony od różnych ludzi, gdyż wlaściciel będzie zmuszony pokryc część kosztów związanych z leczeniem pieska, ktoremu nie udzielił pomocy i rozpowiada to po wsi, a ludzie, ktorych uważałam za w miarę normalnych dzwonią do mnie z pretensjami, zostałam uznana za donosicielkę. Już chyba nie mam tam znajomych, ale takich znajomych to lepiej nie mieć!! Będę na bieżąco zamieszczała informacje na temat postępów w leczeniu i wkrotce mam nadzieję już pierwsze zdjęcia z nowego domu. Pozdrawiam ciepło wszystkich przejetych losem psiaczka:) Pozdrawiam Renatę, która tak troskliwie zajęła się Kacperkiem:) p.s piszę z komórki, więc od razu przepraszam za stylistykę
-
[B]Witam i w końcu jestem. Bardzo dziękuję za zainteresowanie:)[/B] Przepraszam, że dopiero teraz piszę, padłam wczoraj jakoś, trochę adrenaliny w drodze powrotnej dało mi się we znaki. Gdy już rawie dojeżdżałam do domu koło 21 wybiegł mi na drogę kotek, podczas gdy ja uważałam na 2 jego kolegów bawiących się na poboczu w najlepsze on wyskoczył mi przed maskę, hamowałam i skręcałam i go [B]nie przejechałam[/B], ale serce omal nie wyskoczyło mi z piersi... [B]Przejdźmy do konkretów, czyli do pieska,[/B] którego udało się w końcu dotransportować do Krakowa. Droga z nim nie była łatwa, bardzo się o niego martwiłam, gdyż cały czas popiskiwał, momentami nawet wył żałośnie, więc nie było łatwo. myślę, że po prostu ta nowa sytuacja bardzo go zestresowała, samochód i kontenerek to dla niego zupełna nowość. Razem z nami jechał jeszcze koteczek od Krystyny (niedawno znaleziony), który na miejscu okazał się być koteczką;). Poza tym piesek najwidoczniej zaczął odczuwać ból gdy znalazł się w ciepłych warunkach domowych, bo po kilku dniach od znalezienia zrobił się bardzo niespokojny i popiskiwał przy podnoszeniu. W drodze do Krakowa zahaczyliśmy jeszcze o lecznicę w Sitańcu, w której odebrałam karty informacyjne z leczenia, oraz zdjęcie rentgenowskie, które o dziwo nie wykazało żadnych śladów urazu. Okazało się że trzeba wykonać drugie zdjęcie, w narkozie z innej perspektywy, bo niektórych urazów nie da się potwierdzić zdjęciem z "boku". Piesek dostał tez porcję leków (antybiotyk i leki sterydowe) aby zabezpieczyć go na drogę i na kolejny dzień oraz całą masę zaleceń dotyczących dalszej diagnostyki. Z otrzymanych kart wynika, że stan pieska jest dosyć poważny i diagnostyka nie będzie łatwa, a rokowania są "różne i niepewne". Piesek był mocno zaniedbany, zapchlony, wychudzony, miał liczne otarcia na tych bezwładnych kończynach, co może świadczyć o nawet ponad dwutygodniowym!!! ciąganiem ich za sobą, poza tym gdy go znalazłam był apatyczny i obojętny... Jednak psiaczek jest dość młody, ma około 4-5 lat więc zdaniem lekarzy trzeba dać mu szanse na leczenie i rekonwalescencję. Należało jak najszybciej podjąć decyzję co dalej, gdyż każdy kolejny dzień działał na naszą niekorzyść. [B]Zdecydowałam się na szukanie pomocy dla niego za wszelką cenę i tak powstał pomysł zawiezienia go do Krakowa, gdzie moja znajoma zaproponowała, że zajmie się jego rehabilitacją i leczeniem, zaalarmowałam też świetne dziewczyny z forum, które nigdy nie odmawiają pomocy:). [/B]Trochę denerwowałam się tym wyjazdem, nie wiedziałam jak to będzie, czy ona sobie poradzi, czy to nie zbyt duży ciężar dla niej będzie, jednak już jestem spokojna. Piesek trafił w dobre ręce i mam wielką nadzieję, że będzie znów chodził. Przede wszystkim jak już pisałam, trzeba dokończyć diagnostykę czyli to zdjęcie i jak już będzie wiadomo skąd ten niedowład można włączyć leki (wet w Krakowie mówił o ludzkim leku Nivalin, witaminach B complex, niewielkich ilościach oleju do pożywienia) oraz zacząć intensywną rehabilitację, by pobudzić zanikające mięśnie do działania. Piesek czuje się w miarę dobrze, nie ma problemu z apetytem, jest wynoszony za potrzebą, został wyczesany, co bardzo mu się spodobało, ma swój pokój i towarzystwo innych zaciekawionych nim zwierzaków. Jestem w stałym kontakcie z dziewczyną, która podjęła się opieki nad nim i będę zamieszczała na bieżąco wieści na temat postępów w leczeniu..[B]Ja, osobiście odniosłam wrażenie, że już nastąpiła pewna poprawa, gdyż po pierwszej nocy spędzonej w Krakowie i po dwóch dawkach leków piesek jakby próbował podczas jedzenia podpierać się na tych bezwładnych łapkach,już nie trzymał ich podkurczonych i schowanych pod sobą..Nie wiem może to na razie moje nadzieje się we mnie odezwały ale jestem dobrej myśli i wierzę że jeszcze będzie chodził. [/B]Co do kosztów paliwa, to samochód, który udostępniła nam jak zawsze niezawodna [B]ala123 [/B]jest bardzo oszczędny w eksploatacji, średni koszt paliwa to tak ja policzyłam około 220-230zł.
-
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Strasznie mnie martwi to jego sztywnienie. Trzymałam go dziś na rękach to przednie łapki miał strasznie napięte a tylne leżały bezwładnie:( -
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jednak poprawa była bardzo krótkotrwała, to był dosłownie jeden dzień kiedy odetchnęłyśmy z ulgą. -
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Antybiotyk był podawany przez cały tydzień, Krystyna robiła zastrzyki Bartkowi... -
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja kompletnie się na tym nie znam i ufam w tych kwestiach lekarzowi. Tak to u nas w Zamościu wygląda.. -
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Lekarz nie mówi nic konkretnego, poza tym, że to na pewno sprawy neurologiczne. Pisałam niedawno na wątku Krystyny (jakoś w pośpiechu przegapiłam, że Bartek ma swój wątek), że głowa Bartka nie jest w najlepszym stanie i nosi ślady jakiegoś poważniejszego urazu. Poza tym oczkiem na które nie widzi, również stan kości jego czaszki pozostawia wiele do życzenia, w kilku miejscach czaszka jest zapadnięta, w kilku wystają kości, których tam nie powinno być. Tomografia powinna wiele wyjaśnić. -
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ostatnie zdjęcie Bartusia -
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif]Witam, dużo na wątku nieścisłości i wątpliwości więc postaram się to jakoś usystematyzować. Właśnie wróciłyśmy od weta z Krysią i nie jest prawdą to co wet powiedział Ali w rozmowie telefoniczne,że już dawno sugerował tomografię a my nie reagowałyśmy. Ja uparcie od samego początku dopytywałam o to badanie, gdyż jakiś czas temu usłyszałam w lubelskim radio, że w Lublinie udostępniono pierwszy bezpłatny tomograf dla bezdomnych zwierząt. Dopytywałam lekarza o tomografię i o różne możliwe schorzenia, sprawdzałam objawy na różnych forach. Weterynarz nie sugerował tomografii tylko na początek podstawowe badania i my mu zaufałyśmy, jako że ma opinię najlepszego weterynarza w Zamościu. Bartuś ma zrobioną pełną morfologię (wyniki zamieszczę poniżej) oraz dziś wykonany został test na nosówkę, którą również podejrzewaliśmy. Test nie dał jednoznacznych wyników, ale wet powiedział, że na 80% wyklucza nosówkę. W między czasie Bartek przez cały czas dostawał leki, które początkowo, na krótką metę przynosiły poprawę jego stanu zdrowia. W sobotę nawet myślałyśmy, że już wszystko jest na dobrej drodze do jego wyzdrowienia. Przez cały czas Krystyna czuwa nad nim i mimo swoich dolegliwości ciągle monitoruje jego stan, już dwie noce nie spała, bo jak mi powiedziała "Bartuś nie spał i się o niego martwiła"...Niestety poprawa była chwilowa i znów jest gorzej, nawet fatalnie. Dziś Bartek już nie chciał niczego zjeść i nie czekałyśmy do jutra na wyznaczoną[/FONT] [FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif]wizytę tylko od razu pojechałyśmy z nim do lecznicy. W między czasie, czyli dzisiaj pojawiła się w końcu kwestia tomografu. Wet podał nam numer do kliniki lubelskiej, Ala zadzwoniła i umówiła badanie na jutro na 16. Oczywiście zrezygnowaliśmy z badań rtg wyznaczonych na jutro[/FONT][FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif] i dopiero dziś wet skierował nas do Lublina. [/FONT][FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif]Krysia od grudnia jeździ z Bartkiem po lekarzach, pierwszy wet zbagatelizował sprawę, może dlatego, że objawy nie były wtedy tak jasne i wstrząsające, jednak Krystyna nie dawała za wygraną i to z jej inicjatywy i uporu podjęte zostało diagnozowanie Bartka. Została mu udzielona wszelka nam dostępna pomoc i opieka. Jeśli po moim poście będą jeszcze jakieś niejasności, to proszę pytać, chętnie wszystko wyjaśnię i na wszystko odpowiem. [/FONT] Oto wyniki Bartka wraz z kosztem poszczególnych wizyt. Za dzisiejszą wizytę zalegamy (18zł), gdyż nie miałyśmy już pieniędzy. [FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif]http://i46.tinypic.com/11m6sr5.jpg[/FONT] [FONT=Verdana, Arial, Tahoma, Calibri, Geneva, sans-serif]http://i49.tinypic.com/258t4hs.jpg[/FONT] -
pies z torów ..... za tęczowym mostem [*]
kudlataja replied to Becia Lublin's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Witam, wiem że wszyscy czekają na wieści, ale nie mogłam się zalogować. Na szczęście się udało, teraz tylko nie wiem od czego zacząć... Długo czekałyśmy w kolejce i Bartek przez cały czas spał u mnie na kolanach, niestety to taki niezdrowy sen:( W kocu wizyta i znowu dużo niewiadomych. Wyniki zrobionych niedawno badań krwi są całkiem dobre. Bartek ma jedynie nieznacznie powiększoną liczbę płytek krwi, co zdaniem lekarza może świadczyć o jakimś przedawnionym urazie. Wet przebadał go pod kontem odruchów bezwarunkowych, pobieżnie zbadał łapy i kręgosłup. Powykręcał biedaka 'na wszystkie strony' i nic. Jedynie przy schylaniu głowy Bartek stawiał opór, jednak nie wiemy na tym etapie, czy to przypadkiem nie było spowodowane sytuacją stresową, bo on strasznie nerwowo reaguje w gabinecie i nawet na chwilę mu się poprawia i chce zwiewać. Lekarz pokazywał mi też nieprawidłowości na jego czaszce wynikające prawdopodobnie z jakiegoś mocnego i przedawnionego urazu - stwierdził nawet, że na czaszce Bartka mogliby uczyć się studenci jak nie powinny być rozmieszczone poszczególne jej części. Można sobie tylko wyobrażać, co ten pies rzeszedł i jakim cudem udało mu się przeżyć...Poza tym brak stanów zapalnych, uszy przebadane-zdrowe, prawidłowe odruchy a mimo to pies nie może utrzymać równowagi na dłuższą chwilę, słania się, zasypia. Lekarz wykluczył choroby fizjologiczne, robaki. Spytałam o choroby po ugryzieniu kleszcza, badania krwi wykluczają babeszjozę, ale niekoniecznie boreliozę. Na chwilę obecną sytuacja wygląda tak, że Bartek dostał do domu antybiotyk, leki wzmacniające i witaminy oraz ma wyznaczoną wizytę na wtorek 14.30 na prześwietlenie kręgosłupa szyjnego i czaszki, oraz na test na nosówkę - która podobno również daje objawy neurologiczne. Jesteśmy więc na etapie diagnozowania. Dobrze byłoby w międzyczasie szukać jakichś alternatywnych miejsc dla Bartka, nie wiem na jak długo starczy naszemu wetowi pomysłów na działanie.. Niestety Krysia także nie najlepiej znosi już taką sytuację, chociaż nie skarżyła się jakoś szczególnie. Mówiła tylko, że nie może już patrzeć na cierpienie i że z coraz większym trudem to znosi, po tylu latach. Ratujemy Bartusia jak możemy, a on jest przy tym taki kochany i wdzięczny... -
Tobi juz w swoim cudownym domku zameszkał z Farcikiem :)
kudlataja replied to diana79's topic in Już w nowym domu
Witam Muszę pokazać Krystynie te zdjęcia. Przyciągnę ją dzisiaj do siebie na kompa. Jeszcze tamte w płaszczyku oglądała i na pewno się wzruszy Tobiaszem, bo wygląda cudnie i nie jest taki chudy, chyba że to aparat pogrubia:) Pozdrawiam -
Czekam w związku z tym na wieści. Wera wygląda zjawiskowo. Pozdrawiam
-
Można je przecież przeznaczyć np na inne potrzebujące zwierzęta. Ciekawa jestem co u Wery słychać...?
-
Bardzo proszę o jakąś decyzję w sprawie tych pieniązków.
-
Witam, dawno mnie nie było. Chciałam tylko przypomnieć o pieniądzach na sterylizację Wery. Na moim koncie jest 600 zł na ten cel przeznaczonych i nikt się o te pieniążki nie upomina.[B] Czy Wera została już wysterylizowana? [/B]
-
Szczebrzeszyn- pomocy! uratujmy serce psiaczka bezimiennego!
kudlataja replied to Nadziejka's topic in Już w nowym domu
Już wysyłam linka rudaska dziewczynie od ogłoszeń. Zastanawiam się tylko czy zrobić mu dwa pakiety, czy drugi przeznaczyć dla bezdomnej suczki, o której się dzisiaj dowiedziałam. Od około dwóch tygodni bytuje pod szkołą mojego syna. Dzieciaki ją karmią, ale co będzie w wakacje i zimą? A może wiecie o jakimś nowym bazarku ogłoszeniowym to wykupię jej oddzielne ogłoszenia?? Najpierw jednak sprawdzę czy rzeczywiście jest bezdomna, żeby nie było wpadki i będę ją ogłaszała. -
Szczebrzeszyn- pomocy! uratujmy serce psiaczka bezimiennego!
kudlataja replied to Nadziejka's topic in Już w nowym domu
A gdzie tego pieska szukać, ma swój wątek na dogo? Chętnie go ogłoszę tylko nic o jego sprawie nie wiem. -
Szczebrzeszyn- pomocy! uratujmy serce psiaczka bezimiennego!
kudlataja replied to Nadziejka's topic in Już w nowym domu
Dziękuję DORA za tekst. Chyba na szczęście się nie przyda. Właśnie się dowiedziałam od Krysi, że piesek poszedł już ze schroniska do adopcji do Żukowa koło Zamościa. Jest podpisana umowa adopcyjna i uzgodniona wizyta po adopcyjna, wkrótce pojedziemy,zamieszczę zdjęcia i relację. Pozostaje sprawa wykupionych ogłoszeń, możemy przeznaczyć na inne pieski/pieska. Wykupiłam dwa pakiety. -
Szczebrzeszyn- pomocy! uratujmy serce psiaczka bezimiennego!
kudlataja replied to Nadziejka's topic in Już w nowym domu
Proszę o pomoc w napisaniu tekstu, bo robiłam już ogłoszenia jednemu psiakowi, który został wyrzucony w mojej miejscowości pod lasem i chyba nie bardzo trafiły komuś do serca i świadomości, bo piesek wylądował w schronisku dzięki "życzliwym ludziom". Nadal pieska ogłaszam, ale jak na razie nie ma odzewu żadnego. Może mój tekst był kiepski i nie chce już takiej wpadki. Więc jeśli ktoś byłby w stanie mi pomóc to będę wdzięczna i Szczęściarz także. Wiem tylko, że piesek jest przyjazny w stosunku do człowieka i innych psów, jednak nie znam jego nastawienia np. do kotów. Wiem też, że jest "skoczkiem" czyli szukamy domu z dobrym ogrodzeniem i właścicieli z odpowiednim podejściem i to pewnie znacznie utrudni sprawę. Podobno właśnie z tego powodu piesek trafił w końcu do schroniska. Kurcze on tyle przeszedł, cudem uniknął śmierci, nie daje mi to spokoju od czasu kiedy go zabierałam z tamtej komórki... -
Szczebrzeszyn- pomocy! uratujmy serce psiaczka bezimiennego!
kudlataja replied to Nadziejka's topic in Już w nowym domu
Myślę nad ogłoszeniem, niestety kiepsko mi idzie. Niewiele wiem o charakterze pieska. Może mi coś podpowiecie, może razem będzie łatwiej. Pakiety zamówione i zapłacone tylko tekstu nie ma,w głowie pustka a tu trzeba jak najszybciej pieska ogłaszać. Nie ma szczęścia nasz Szczęściarz jak na razie:( -
Tobi juz w swoim cudownym domku zameszkał z Farcikiem :)
kudlataja replied to diana79's topic in Już w nowym domu
P.S Piękne te zdjęcia Tobiasza i jego kolegi...A jea w końcu nauczyłam się wstawiać zdjęcia i jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Poszło łatwiej niż myślałam:) Pozdrawiam