Jump to content
Dogomania

kudlataja

Members
  • Posts

    914
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kudlataja

  1. P.S Transport jest potrzebny z Zamościa, ewentualnie z Lublina. W razie potrzeby odpowiem na każde pytania i mogę przesłać zdjęcia piesków. Sunia jest dosyć duża, natomiast piesek malutki.
  2. Zrobiłam ostatni przelew do Agnieszki (223zł). Pieniądze zostały rozdysponowane. Na moim koncie znajduje się jeszcze 600zł na sterylkę Wery, to tak dla przypomnienia:) Mam też pytanie/prośbę. otóż poszukujemy jak [B]najszybciej transportu do Krakowa, dla ciężarnej suni i pieska[/B], albo pomysłu na transport. mamy już 100zł na ten cel ale to raczej nie wystarczy. Psiaki nie mają swojego wątku, ale pojawiło się o nich parę słów chyba na wątku szczebrzeszyńskim (nie jestem pewna do końca czy właśnie tam) w związku z szukaniem miejsca dla malamutki z tego samego podwórka. Lusi (malamutka) miała szczęście. już jest w domu tymczasowym, zaopiekowała się nią fundacja, natomiast pozostałe pieski czekają ciągle na swoją szansę. Gdy pojechaliśmy tam na interwencję psy były rażąco zaniedbane: pozbawione budy, dostępu do wody i na głodowych racjach żywnościowych. Kiedyś znalazłyśmy surowe obierki z ziemniaków w misce jednego z psów... W związku, z brakiem możliwości zabrania ich stamtąd postanowiłyśmy opiekować się nimi na miejscu i w między czasie szukać jakiegoś rozwiązania. Od pół roku opiekowałyśmy się tymi psami, zawoziłyśmy jedzenie, Krystyna z Aśką zawiozły tam budy i dłuższe łańcuchy. Jednak cały czas miałyśmy świadomość, że pieski nie mogą tam zostać. Ludzie u których przebywają są biedni i w tej swojej biedzie, nie zwracają uwagi na los zwierząt i są nieczuli na ich krzywdę, głód czy też potrzeby. No i teraz pojawiła się szansa i osoba, która zaproponowała zaopiekowanie się nimi w Krakowie i znalezienie im domu. [B] Piszę do was z nadzieją, że ktoś nam coś podpowie lub będzie w stanie w jakiś sposób pomóc. Sytuacja jest pilna, gdyż sunia lada dzień może urodzić![/B]
  3. Mogę powiesić plakat Borysa, niedługo się tam wybieram z jednym pieskiem:)
  4. Hej. No właśnie sobie Lunkę pooglądałam. Strasznie wyrosła dziewczyna i widać, że jest jej dobrze Ciebie, pomimo traumy przez którą przeszła. Pozdrawiam.
  5. Witam, powiesiłam plakat Borysa w restauracji wegetariańskiej w Zamościu, może to coś pomoże:-)
  6. Pieniądze na sterylkę dla Wery mam zabezpieczone (600zł). Więc kwota o którą pytasz jest cała na bezdomniaki ze Szczebrzeszyna i nic nie trzeba będzie zwracać:) Dostałam już konto od Agnieszki i wieczorem zrobię drugi przelew. Pozdrawiam
  7. Przelałam dziś [B]223,66zł[/B] na rachunek Dory. Zostało jeszcze [B]223zł[/B]. Nie dostałam jak do tej pory drugiego numeru konta.
  8. Jestem już i w każdej chwili mogę przelać pieniążki, jeśli tylko zapadnie jakaś decyzja. Chyba warto je już rozdysponować i jeśli nie ma innych propozycji to po prostu rozdzielmy je dla piesków Dory i dla Agnieszki_K, nie ma sensu,żeby leżały, skoro są potrzebne. Rzeczywiście nieczęsto bywam na dogo i w ogóle nieczęsto korzystam z internetu, po prostu nie mam czasu, jednak mam kontakt z Funią i ona mobilizuje mnie do pisania i informuje o sytuacji na forum;) Wejdę na dogo wieczorem i jeśli nie będzie innych propozycji i sprzeciwów to poproszę zainteresowane dziewczyny o nr konta na pw, żebym mogła zrobić przelewy. Teraz juz musze zmykać. pozdrawiam. P.S Pojawiło się też pytanie, czy operacja Miki (dla której wzięłam 100zł) tyle właśnie kosztowała? No nie, wetka która ją zoperowała dużo pomaga okolicznym zwierzętom, chociaż musi dojechać do zawady z dosyć daleka. Kwota ta była symboliczna. Jak już chyba wcześniej napisałam zaoferowała sterylkę dla suni gratis, jak tylko wydobrzeje po operacji.
  9. Witam. Oto zaległa relacja z interwencji w Wielączy. Jakieś 2 tygodnie temu byłam z Krystyną u tej Pani sprawdzić co z pozostałymi pieskami. Razem także zabierałyśmy wcześniej stamtąd szczeniaki. O ile szczeniaki były w tragicznym stanie to pozostałe psy wyglądają dobrze. Trudno nam było to zrozumieć. Myślałyśmy, że jadąc tam drugi raz trafimy na kolejną tragedię, jednak okazało się, że dorosłe psy mają się całkiem dobrze. Kobieta zapytana o tą sytuację tłumaczyła, że ostatnio często przebywała w szpitalu i podczas jej nieobecności pozostali domownicy nie zatroszczyli się o szczeniaki właściwie i po prostu je zaniedbali z własnej głupoty. Nie rozumieli, że młode pieski wymagają więcej uwagi niż tylko nakarmienie i zapewnienie im dachu nad głową. Zresztą to wynikło także z rozmów z synami tej kobiety. Zupełnie nie rozumieli początkowo swojej winy i zachowywali się w stosunku do nas arogancko. Dopiero nasze tłumaczenia ( trzeba ich było troche postraszyć ustawą o Ochronie zwierząt), relacja z gabinetu lekarskiego i drastyczne zdjęcia spowodowały zmiane ich nastawienia i obietnicę współpracy w zapewnieniu pozostałym psom właściwej opieki. Miałyśmy okazję zobaczyć pozostałe tam psy jak biegają po dworze i zrobiłyśmy zdjęcia, które wkrótce będą na dogomanii. W tym momencie u niej na posesji znajdują się 3 psy, w tym jeden, który żyje z domownikami i dwa (sunia i pies), które mieszkają w piwnicy. Są bardzo przywiązane do Kobiety, która je przygarnęła. Problemem jest jedynie ogrodzenie dla nich i buda. Jak już wspomniano na wątku właścicielka jest chorą kobietą, ale los piesków leży jej na sercu. Była bardzo wdzięczna za naszą wizytę i propozycję pomocy. Zgodziła się od razu na sterylkę suczki, tylko ją na to nie stać. Psy są w dobrej kondycji i widać od razu, że mają dobry stosunek do właścicielki. Piesek z piwnicy jest dosyć agresywny stąd nie może być cały czas wypuszczony. Zaoferowałyśmy tej Kobiecie pomoc, mamy już budę dla psów, a jej synowie zobowiązali się, że jak tylko zarobi się cieplej zabiorą się za zrobienie jakiegoś ogrodzenia. Myśle, że nie ma narazie sensu zabierać stamtad zwierząt, przeciez nie o to chodzi. Są przywiązane do tego miejsca i do właścicielki. Istnieje duża szansa na poprawienie warunków ich bytowania. Będziemy całą sprawę monitorowały i dopilnujem, żeby poczynione przez tą rodzinę zobowiązania zostały dotrzymane. [B]Najważniejsza sprawa to w tym momencie sterylizacja suczki i znalezienie na ten cel funduszy, żeby nie doszło już do podobnej tragedii. [/B] P.S. Szczeniaczek w tej chwili ma się dobrze, oglądała go zaprzyjaźniona wetka. Rozrabia u Krystyny w domu i domaga się stałej uwagi. Potrzebuje jak najszybciej własnego miejsca, u Krysi jest już zbyt wiele zwierząt. Z tego co wiem wkrótce będzie miał robione ogłoszenie adopcyjne
  10. Dzięki za szybką odpowiedź, denerwowałam się tą sytuacją, w końcu to są pieniądze, powierzone w zaufaniu i nie chciałam tego zaufania nadużywać. Jeśli mogę się wypowiedzieć jeszcze na temat zwierząt ze Szczebrzeszyna, to uważam, że część pieniążków pozostałych można byłoby przekazać dla piesków, którymi opiekuje się DORA. Dziewczyna już nie daje rady, a robi moim zdaniem naprawdę świetną robotę, adopcje, ogłoszenia, dokarmianie, szukanie tymczasów i tak na okrągło. Nie wiem jak ona znajduje na to wszystko siłę, a sytuacja w gminie Szczebrzeszyn naprawdę jest tragiczna, ciągle nowe psy jak nie na ulicy to gdzieś na śmietnisku wyrzucane są. Ostatnio Dora bardzo pomogła np. w adopcji malutkiego kotka, którego znalazłam w Wigilię wyrzuconego na środku ruchliwej ulicy na totalnym odludziu. Dzięki takim ludziom jest mniej tego nieszczęścia na ulicach. To tylko jeden przykład i moje prywatne zdanie, ale myślę, że warto na to zwrócić uwagę. Pozdrawiam
  11. Witam. Dawno mnie nie było z wami... Wera jest przepiękna! Jako, że dysponuję pieniążkami pozostałymi po niej chciałam na pisać o pewnej sprawie. Otóż przekazałam jeszcze w ubiegłym roku w grudniu, 100zł na operację suczki z Zawady, która wymagała natychmiastowej pomocy. Przez jakiś czas nie miałam dostępu do Dogomanii z powodów osobistych i dlatego dopiero teraz zamieszczam tę informację. Sytuacja suczki była tak dramatyczna, że bez uzyskania zgody na forum postanowiłam wypłacić lekarce 100 zł na jej ratowanie. Mam nadzieję, że nikt z forum nie będzie miał mi tego za złe. Sprawa jest znana Funi i Dorze i przedstawia się następująco: właścicielami suczki są ludzie z Zawady mieszkający nieopodal mnie i Krystyny i właśnie Krystyna zauważyła już jakiś czas temu, że suczka nie ma się najlepiej. Na brzuchu wyrósł jej potężny guz, który stale się powiększał i coraz bardziej utrudniał jej chodzenie i życie. Suczka Mika męczyła się przy każdym kroku. Krystyna wielokrotnie rozmawiała z właścicielami, którzy pomimo, że dobrze traktowali suczkę nie rozumieli potrzeby jej leczenia. W końcu po długich rozmowach zgodzili się oddać ją pod opiekę zaprzyjaźnionej Pani weterynarz i wyrazili gotowość zaopiekowania się Miką po operacji, jednak nie zadeklarowali pokrycia kosztów tego zabiegu, stwierdzili że ich na to nie stać. Po rozmowie z Krystyną i Funią, jako że sunia wymagała już bezwzględnie pomocy i żeby nie przedłużać jej cierpień, postanowiłyśmy pokryć koszty operacji z funduszy pozostałych po Werze. W trakcie operacji suczce usunięto przepuklinę i guz nowotworowy, na szczęście okazało się że nie ma przerzutów. Mika czuje się już dobrze i czeka na sterylizację, którą wspomniana lekarka zaoferowała dla niej bezpłatnie. Wieczorem Funia wstawi skan rachunku wystawionego na mnie przez lekarkę i wkrótce postaramy się zamieścić zdjęcie suczki. Jeśli moja decyzja nie wzbudzi waszych sprzeciwów, to po przekazaniu wspomnianych 100zł zostaje jeszcze do rozdysponowania [B]446,66zł[/B], no i oczywiście cały czas u mnie na koncie znajduje się 600zł na sterylkę Wery. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.
  12. Witam, dawno mnie nie było. Widzę że na razie nie ma propozycji co do spadku po Werze. Pozdrawiam
  13. [quote name='ba-cha']A i jeszcze jedno; Panie nie dzwonily do pani doktor proszac tylko o pomoc; Panie od razu zasugerowaly uspienie, ktore jak wczesniej pisalam byloby nielegalne ze wzgledu na brak wlasciciela; [/QUOTE] Witam. Piszę zbulwersowana tą dyskusją i osobiście urażona, gdyż na własnych rękach zabierałam pieska spod tej komórki i pomagałam w desperackim poszukiwaniu pomocy dla umierającego na moich oczach i kolanach zwierzęcia. Nie zamierzam dolewać oliwy do ognia w tych bezsensownych sporach. Mogę jedynie przedstawić mój punkt widzenia wynikający z osobistego udziału w akcji. Nie zamierzam również nikogo oczerniać, choć sama czuję się głęboko dotknięta wyżej zacytowanym zdaniem. [B]Oświadczam, że nawet przez moment nie przeszło nam przez myśl usypianie pieska i proszę sobie takie insynuacje zachować dla siebie Pani ba-cho[/B]! i nie atakować bezpodstawnie ludzi bezgranicznie poświęconych bezpośredniej pomocy zwierzętom tj. Krysyna i Dora. Nie miałam wcześniej możliwości się wypowiedzieć i nawet przez myśl mi nie przeszło ze głównym tematem stanie się nie sytuacja psa tylko czyjaś urażona duma. Ale wróćmy do całej akcji, konkretów i faktów. Może zacznę od przygotowania interwencji. W ogóle nie sadzę, że można coś takiego wcześniej przygotować. jadąc na interwencję nigdy tak naprawdę nie wiadomo co się wydarzy i jak tak naprawdę wygląda sytuacja na miejscu. Zazwyczaj sprawę zna się jedynie z doniesień sąsiadów bądź świadków i tak było w tym przypadku. Krystyna znała jedynie relację sąsiadki i jak sama powiedziała mi tamtego dnia gdy jechałyśmy by zbadać sprawę nie od razu wierzyła w to co od niej usłyszała. Było to zbyt przerażające nawet dla osoby o tak dużym doświadczeniu jak Krystyna. Sytuacja na miejscu nas przerosła, a już na pewno mnie. Zaprowadzono nas pod ciemną, mokrą komórkę z której wyczołgała się do nas ostatkiem sił ta biedna zagłodzona i sponiewierana psina. Właściciel robił tylko dziwną minę a ja nawet nie byłam w stanie ze zdenerwowania zrobić zdjęcia przez dłuższy czas. Zrobiło się nieprzyjemne zbiegowisko lokatorów kamienicy i zapanowała nerwowa atmosfera. Właściciel utrzymywał,że weterynarz widział psa i że stwierdził niestrawność żołądka, na co pokazał nam jakieś zaświadczenie z pieczątką szczebrzeszyńskiego weterynarza i jakieś puste strzykawki, podobno po lekach. Krysia rozmawiała, mnie zamurowało i tylko trzymałam psa na rękach i wydawało mi się, że umiera gdyż dostał ataku drgawek, sztywniał cały i ledwo czułam, że oddycha. Nie ulegało wątpliwościom,że musi go natychmiast obejrzeć lekarz i to właśnie oznajmiłyśmy właścicielowi. Została podjęta decyzja o zabraniu psa do najbliższego lekarza. Wszystko odbywało się w obecności właściciela, który uparcie utrzymywał, że leczy psa i że ta cała sytuacja to cyt. komedia, ale zapytany czy po wizycie u weterynarza zaopiekuje się nim i zapewni mu jakiś ciepły kąt stanowczo odmówił i szybko zrzekł się psa i kazał go zabierać. Było już dobrze po 15, gdy wyruszyłyśmy stamtąd w poszukiwaniu jakiejś pomocy, najbliżej było do lecznicy w Szczebrzeszynie. Postanowiłyśmy również sprawdzić, czy weterynarz rzeczywiście widział kiedykolwiek tego psa gdyż istniało uzasadnione podejrzenie, że zaświadczenie zostało wystawione na drugiego psa tych samych właścicieli, trzymanego przez nich w domu. Weterynarz potwierdził nasze przypuszczenia, okazało się że nigdy nie widział psa ani go nie leczył,jednak nie zdecydował się udzielić pomocy chociaż widział w jakim stanie pies się znajduje. Zachęcone tablicą informacyjną na lecznicy, że pomoc udzielana jest całodobowo postanowiłyśmy zadzwonić. Wspomniana już sąsiadka, która zgłosiła nam sprawę i zaoferowała podwiezienie do lekarza, próbowała dodzwonić się na jeden z zamieszczonych tam numerów. W końcu dodzwoniła się na domowy numer weterynarza i na prośbę o pomoc usłyszała od weterynarza, że nie zostaniemy przyjęte i że weterynarza nie ma w domu.Usłyszała to już drugi raz od tego samego weterynarza, ponieważ jeszcze przed naszą interwencją prosiła o pomoc dla tego właśnie psa i dowiedziała się że nie są spełnione wystarczające procedury by weterynarz mógł przyjechać, że przyjedzie tylko na wezwanie Policji. Policja natomiast zignorowała sprawę. Z naszej strony nie było mowy o usypianiu tylko o udzieleniu konającemu psu pomocy. Nie było mowy o tym, że pies nie ma właściciela, ani też prośby o bezpłatną wizytę. Oczywiście zgadzam się, każdy ma prawo do czasu wolnego i dokonywania wyborów i chyba nikt tego nie kwestionował, przynajmniej nigdzie tego na forum nie wyczytałam. Fakty są natomiast takie, że nie udzielono nam pomocy w Szczebrzeszynie w nagłym przypadku i motywy nie są tutaj istotne. Pies żyje tylko dzięki szybkiej reakcji pana Łachno, który przyjął go w swoim domu, chociaż akurat miał gości i dzięki pomocy Pana dr Kulika, który również poświecił swój wolny czas, co zresztą czynił już niejednokrotnie i nigdy nie odmówił pomocy w nagłym wypadku. Dziś Krystyna odwiedziła pieska w Schronisku. Dochodzi do siebie w ogrzewanym pomieszczeniu pracowniczym, w dobrych warunkach, powoli wraca do zdrowia i na widok pana Łachno i Krystyny nawet zamerdał wesoło ogonem. Teraz kwestią jest znalezienie dla niego miejsca, by nie został w schronisku gdy wydobrzeje, a nie spory o czyjąś urażoną dumę. Pozdrawiam i chętnie odpowiem na wszystkie pytania.
  14. Witam, zrobiłam zaległe przelewy i sprawa wygląda następująco 796,66-150zł (do Rybnickiej skarpety)-100zł (dla Luny) i zostaje jeszcze [B]546,66zł[/B] do rozdysponowania. Oczywiście Wera ma zabezpieczone u mnie 600zł na sterylkę i szczepienia.
  15. Witam i zamieszczam bieżące rozliczenie 1096,66-100zł dla wery na szczepienia daje 996,66zł. Właśnie zrobiłam też przelew 200zł dla Miśka oraz za hotelowanie Fanty i Figi, o który prosiła mnie handzia. 996,66-200zł daje w tym momencie kwotę 796,66zł do dalszego rozdysponowania.
  16. Witam, zrobiłam przelew w końcu. 1216,66-120=[B]1096,66zł [/B]zostało na koncie:) Pozdrawiam
  17. Witam i proszę o decyzje, czy przelać te pieniążki na konto podane przez Funię.
  18. Witam, według mojego rozliczenia wygląda to podobnie, wyszło mi 736,50zł+50zł (paliwo na dowiezienie Wery do Chełma), czyli razem 786,50zł wydatków z mojego konta i po zabezpieczeniu 500zł na sterylkę Wery zostaje [B]1216,66zł[/B] do rozdysponowania dla innych psiaków, więc czekam na decyzję ile i dla kogo mam przelać:-) Ja ciągle jestem pod wrażeniem Wery, nie mogę napatrzeć się na nią i zupełnie jej nie poznaję:-) Pozdrawiam
  19. Wspaniały tekst do ogłoszeń, oby to coś dało.
  20. Witam, ja jak zwykle spóźniona. Przepraszam, że czekałyście na wieści ode mnie tak długo. Nie mam swojego kompa i jestem na dogo w dopadki. Ale dosyć o tym. Nie wiem, czy jeszcze coś wniosę do sprawy... Jak zabierałyśmy Reksa/Borysa:) z posesji jego właścicielki zauważyłyśmy, że ma jakąś dziwną ranę przy ogonie co nas mocno zaniepokoiło. Poza tą raną piesek wyglądał dobrze na pierwszy rzut oka, bardzo ucieszył się na nasz widok i niezbyt trudno było go załadować do samochodu. Jest niezwykle przyjazny i poczciwy, więc z transportem nie było problemów, no może poza takim, że nie chciał siedzieć na siedzeniu tylko wygodniej było mu na kolanach Krystyny, co wyglądało dosyć komicznie bo Borys jest znacznych rozmiarów:). Po drodze na tymczas zdecydowałyśmy, że wcześniej udamy się do lecznicy w Szczebrzeszynie i tak też zrobiłyśmy. Diagnoza P. weterynarz była następująca : ropne zapalenie skóry (HOT SPOt), którego zaczątkiem może być ugryzienie pchły albo złe żywienie psa (cyt. zbyt duża ilość tłuszczu w pożywieniu), a tę ranę piesek wygryzł sobie sam walcząc z uciążliwym świądem. Okazało się, że konieczne jest wykonanie zabiegu, by zapobiec dalszemu samookleczaniu, a że zabieg jest niezwykle bolesny dla psa trzeba było podać mu narkozę. W przypadku Borysa stało się to trudne, gdyż długo nie poddawał się znieczuleniu i nie chciał się położyć, walczył i niemalże zasypiał na stojąco. Zauważyłyśmy też, że musi być bardzo głodny bo pomimo drugiego już zastrzyku z narkozą uparcie podąża w kierunku pomieszczenia z karmą, obok gabinetu weterynaryjnego. No ale sprawę trzeba było doprowadzić do końca i jakoś w końcu udało się położyć uparciucha na podłodze i wykonać zabieg, chociaż Borys nie zapadł raczej w głęboki sen, ale był przynajmniej wystarczająco znieczulony. Zabieg polegał najpierw na wygoleniu rany (patrząc na to zrozumiałam co lekarka miała na myśli mówiąc o bolesności), a następnie odmoczeniu strupów, odkażeniu rany i założeniu opatrunku. Po tym wszystkim zadźwigałyśmy jakoś półprzytomnego pieska do samochodu i odwiozłyśmy na tymczas. Dostałyśmy receptę na antybiotyk i zalecenia co do żywienia (karma jednoskładnikowa). Za 10 dni Borys ma się zgłosić do kontroli. Najważniejsze, że jest już bezpieczny. Dziękuję wszystkim za pomoc i wsparcie. Pozdrawiam i pędzę do pracy
  21. Pozdrawiam Werę. Co tu tak pusto?
  22. Chory pies to Misiu, ten kudłaty. Oczywiście jedzenie na pewno się przyda, ale wydaje mi się że nie ma możliwości zapewnienia im w tamtym miejscu bezpiecznego bytu.
  23. Psy są bardzo dobrze karmione, "kobieta ta sama nie zje a im da"- to słowa Krystyny. Zresztą widać to na zamieszczonych zdjęciach, tak samo jak wielkość piesków. Co do wieku to trudno jest to stwierdzić, przy kolejnej wizycie weterynarza można zapytać o to. Problem leży w środowisku w którym się znajdują. Kobieta jest tam jedyną osobą, której los psów nie jest obojętny. Psy są ewidentnie podtruwane i jak napisałam była tam wcześniej suczka, która została otruta. Blok jest robotniczy a pani Gawlik jest emerytką i nie ma żadnej ziemi poza tą komórką, przy której pieski się znajdują. Krystyna nie jest właścicielką psów tylko na jej prośbę założony został wątek, co zostało zaznaczone w pierwszym poście. Jest osobą, która ma kontakt bezpośredni (telefoniczny) z panią Gawlik, czyli właścicielką.
  24. O sytuacji psów dowiaduję się na bieżąco, stąd to nieporozumienie z wypadkiem. Teraz już chyba wszystko będzie jasne.
×
×
  • Create New...