Jump to content
Dogomania

klaki91

Members
  • Posts

    1621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by klaki91

  1. [quote name='evel'] Wiem, że to już jest dziwne z tymi podobieństwami, ale u nas jest identycznie :cool1: Pies na samo "ej!" jest w stanie się ogarnąć, a korekty dostawał na szelkach, bo niestety obroża czy dławiki i inne cuda nie wchodziły w grę ze względów zdrowotnych.[/QUOTE] No proszę :cool3: u nas to samo- szkoleniowiec po pierwszym spotkaniu (na obroży) stwierdził, że u niej łańcuszek/kolczatka czy nawet sama obroża nie ma sensu bo raz, że może jej zrobić krzywdę, dwa- potrzeba było "nacisku" na inne części ciała, bo szyję miała dość nieczułą i nie robiło to na niej większego wrażenia. Ale przyznaję się bez bicia- ja na początku byłam pod wielkim wrażeniem metod pozytywnych (z wyjątkiem klikera, ale go nie doceniam zapewne bo nie jest mi w sumie potrzebny), bardzo mi pomogły na początkowym etapie, kolczatka, łancuszek czy nawet krótka korekta na obroży wydawały mi się bestialstwem, ale jestem wręcz przekonana, że gdyby mi ktoś wcześniej pokazał jak fajnie można ułożyć psa stosując równolegle korekty i bardzo mocne wzmacnianie pożądanego zachowania to pewnie ruda byłaby o wiele mniej irytująca chwilami. Człowiek się uczy na własnych błędach ;)
  2. [quote name='Milka__']Też się spotkałam z oduczeniem psa warczenia na rzecz gryzienia... warczenie to naturalne zachowanie psa, komunikat - karcenie za to psa np. korektą jest perfidnym ignorowaniem jego sygnałów i prowokacją do ataku. Nie polecam. Tylko wzmaga agresję. Co do tych osób piszących o kolczatce i innych rzeczach typu: " pies musi wiedzieć że tak nie może" albo "musisz stanowczo pokazać, że Ci sie to nie podoba" - ludzie, jest masa psów które miałyby w d. Wasze "nie podoba mi się to", nie bojących się konsekwencji typu szarpanie, krzyk, a nawet bicie... wiele psów, które mają twardy charakter kompletnie nie przejmie się takim czymś, a tylko wzmocni agresję. Ponadto pies, który jest nakręcony dużo słabiej reaguje na ból... adrenalina robi swoje. Trzeba znaleźć przyczynę problemu i pracować nad nim. Nie mówię, że korekty są nieskuteczne, ale nie można po prostu stwierdzić, że jak się psu pokaże jego miejsce, to wszystko wróci do normy... bardzo często pokazanie psu, że jakieś zachowanie nam się nie podoba, nie daje żadnego skutku... bo są psy, zwłaszcza jeśli ktoś nie ma wypracowanego autorytetu, którym to kompletnie zwisa i będą dążyć do swego. Widziałam przypadek psa, który nie chciał zejść z kanapy. Warczał przy próbie zgonienia go. Próby zastraszania, bicia nie robiły na nim żadnego wrażenia, był gotowy naprawdę zaatakować. I co w takiej sytuacji zrobić? lać psa do upadłego? Od razu mówię, że ja się tym przypadkiem nie zajmowałam... mówię, co widziałam. Trzeba znaleźć sposób na psa... nie ma złotego środka. sathori, myślę że trafiliście na godnego uwagi szkoleniowca. Życzę powodzenia w pracy z psiakiem.[/QUOTE] Jeśli dla ciebie szarpanie, krzyk, próby zastraszenia czy bicia to to samo co korekta to nie mamy o czym mówić. Nikt tu nie napisał, że na tego psa to na pewno tylko taka czy siaka metoda, wszyscy doradzają szkoleniowca, który dostosuje metodę do psa. Ja mojego psa potrafię skarcić zwykłym "fe", a uświadomienie suce co znaczy "fe" odbywało się właśnie przy pomocy korekt. I UWAGA- korekty były na...szelkach! no na pewno mega ją to bolało, zwłaszcza że ma szelki z dodatkową poduszką na klacie i pod łapami. Poza tym- tak, mam nie karcić mojego psa za to że łapie spinę i warczy na psa który po prostu sobie koło niego przechodzi/chce się z nim przywitać? W przypadku mojej suki właśnie takie były rady pozytywnych szkoleniowców- efekt mizerny bo suka uznała że może sobie warczeć zawczasu, a od tego tylko mały krok był do wściekłego rzucania się na smyczy na widok innego psa. Wpychanie w nią smakołyków, wieczne oczy dookoła głowy i ogólna spina żeby w razie czego się odwrócić i uniknąć innego psa, gdy widzę że ona się denerwuje= zero efektów na pewnym etapie. Pomogło jedynie na darcie ryja, nie polepszyło jej zachowania w bezpośrednim kontakcie z innym psem. Jest masa psów na które same metody pozytywne nie działają, a przynajmniej nie przynoszą tak szybkich efektów jak ich połączenie z korektami. Prawda jest taka, że szkolenie czy resocjalizacja psa to złożony etap, nie polega jedynie na stosowaniu korekt/ wpychaniu smakoli, ale zwłaszcza na wyrabianiu sobie więzi z psem. Ja o oduczeniu warczenia na rzecz gryzienia spotkałam się jedynie w opowieściach i wszystkie dotyczyły kwestii warczenia psa na człowieka, a nie na innego przedstawiciela swojego gatunku.
  3. [quote name='sathori'] I dowiedzialam sie rowniez, ze kastracja nie koniecznie bedzie lekiem na cale zlo. Ze moze rowniez zaszkodzic. Jesli pies jest agresywny ze strachu to testosteron doda mu nieco pewnosci siebie. Jesli zabierzemy ten testosteron - moze juz w ogole byc bardzo lekliwy, tchorzliwy i agresywny to chyba tyle[/QUOTE] Identyczną rzecz usłyszałam od naszego szkoleniowca. Doradza ludziom z lękliwymi psami jak najpoźniejszą kastrację/sterylizację- właśnie dla dodania psu pewności siebie. Do tego jeszcze poleca szkolenie łupowe, jak najsilniejsze nakręcenie psa na szarpak/piłkę i inne. To bardzo się przydaje- jak się psa nakręci to świata nie widzi poza swoim panem i tym przedmiotem, co zdecydowanie ułatwia spacery. Czyli jednak jamor miał rację ;) Prawda jest taka że, z tego co widzę, agresja najczęściej ma podłoże lękowe. Ćwiczcie, na pewno będą efekty- sporo już pracy sama odwaliłaś, masz psa skupionego na Tobie, a to też wcale nie jest łatwe do wypracowania osobom, które dopiero się biorą za prostowanie błędów wychowawczych.
  4. [quote name='WHWT']Zależy jak na to spojrzeć. Dla mnie legalna hodowla, to ta która jest uznawana przez FCI, psy są w 100% rasowe, przebadane, nie są trzymane tylko dla zysku. Jest jeszcze jakaś jedna organizacja którą zaliczam do wyjątków - nie jest uznawana przez FCI, wystawy są rzadziej organizowane ale wszystkie pozostałe punkty spełnia i nie zrzesza pseudohodowców. To chyba [SIZE=2]Polski Klub Psa Rasowego[/SIZE] ale nie jestem pewna na 100% więc jeżeli ktoś mógłby się wypowiedzieć na temat tej organizacji to byłabym wdzięczna. Nielegalna hodowla to pseudohodowcy, którzy nie dają za wygraną i tworzą jakieś śmieszne organizacje, podrabiają rodowody, wydają lewe książeczki zdrowia itp. Liczy się dla nich tylko zysk, rozmnażają psy w typie rasy a nie rasowe. Psy nie posiadają żadnych badań. Długo by można o tym pisać. Jak masz inną propozycję co do nazewnictwa pseudohodowli to napisz.[/QUOTE] Przymiotnik "legalny" ma określone znaczenie- tj [B][URL="http://sjp.pwn.pl/slownik/2565782/legalny"]legalny[/URL] «zgodny z obowiązującym prawem lub mający moc prawną» [/B](Słownik języka polskiego) Wiem jaki jest zamysł tego tematu, tak się tylko czepiam szczegółów (moim zdaniem istotnych) ;)
  5. Ale te powstałe związki są jak najbardziej legalne ;)
  6. klaki91

    Spacery

    [quote name='bp&mikus'] Moim zdaniem problemem jest to ze moj maz dolozyl sie do tego schodzac z psiakami 2x w ciagu 4 godzin czyli o 18:00 i o 22:00 [/QUOTE] Nie masz racji. Częstotliwość wychodzenia z psem nie ma wpływu na trzymanie moczu, widzę to po moich sukach- są dni w które wychodzą kilka razy na spacer (więcej niż 3), są i takie gdy całe dnie spędzają na dworze, a sa i takie gdzie zmuszone są siedzieć w domu przez 12 godzin. I nie ma niespodzianek. Ja sugerowałabym badania pod kątem schorzeń układu moczowego+ postępowanie z tym jednym problemowym psem jak ze szczeniakiem- spacer co 3 godzin i chwalnie jak zrobi na dworze
  7. [quote name='SAIKO']Bzdura... to nie jest kwestia tego, że psa można oduczyć warczenia... Chodzi o wybicie psa ze stanu "chce Ci dokopać" na rzecz... przerwania nieodpowiedniego zachowania - chwilowy szok i trwoga, czyli "co Ty mi robisz" - upomnienie, że tak nie wolno się zachowywać w obecności przewodnika. Przestańcie filozofować, że pies po korekcie przestanie prezentować takie zachowanie jak "warczenie"... Warczenie, to jeden z sygnałów... jeden z wielu, musisz wiedzieć ze jest ich cała masa i warto je poznać ;). Pytanie za sto punktów, czy komuś wgl to się udało wyeliminować, wyeliminował ktoś kiedyś osobiście warczenie psa na rzecz ataku bez ostrzeżenia...? Nie interesują mnie książki/publikacje/artykuły... Chcę wiedzieć, czy komuś się to udało, mi jeszcze nie :).[/QUOTE] Ja moją ostro karcę za warczenie i efekt jest tylko taki: nie warczy+nie rzuca się. Gdy pozwalałam jej warczeć przy bliskim kontakcie z innym psem efekt był taki że warczała na inne psy juz z daleka. Dlatego też sceptycznie podchodzę do rad "nie karć za warczenie". Co innego gdy pies warknie bo inny pies jest nachalny, ale jak pies warczy w sytuacji gdy inny po prostu się z nim wita to coś jest nie halo i moim zdaniem jak najbardziej należy mu się korekta. Nie widzimy Twojego psa, może to mieć tak jak twierdzi jamor- podłoże lękowe. Zresztą opisane przez Ciebie zachowanie polegające na tłamszeniu innego psa gdy się wycofuje bardzo mi przypomina zachowanie mojej suki sprzed 2 lat- ona zgrywała hojraka, jak się inny pies stawiał to wpadała w histerię ale uciekała, a jak się jej wystraszył to go zaciekle tłamsiła. Moja też łapała (i łapie dalej czasami) tzw przyczajkę na inne psy (szła na "przykurczu", czając się, uszy do przodu, cała napięta) - u nas szkoleniowiec to zinterpretował jako zachowanie w stylu "jestem małym pieskiem, nie rób mi krzywdy, ALE tylko spróbuj to ci pokaze" :lol: Moja suka to histeryczna alfa, może Twój pies też ma problem w tym stylu? Jak dla mnie to najlepiej byłoby jednak skorzystać z tego szkoleniowca. Łatwo po prostu popełnić mase błędów, zwłaszcza przy psie lękowym (jeśli Twój taki jest)- widzę to po sobie, a zawsze miałam sie za osobe, ktora wie cos tam o psach i sobie z wychowaniem poradzi. No i byla mala zagwózdka przy mojej rudej.
  8. U szczeniąt może wystąpić w okresie dorastania tzw okres lęków- wtedy mogą zacząć się bać rzeczy, które dotychczas ich strachu nie budziły. Co robić? Zapewnić jak najwięcej kontaktu z ludźmi, zacząć od tych spokojnych (jak najbardziej opanowanych, którzy nie są zbyt energiczni, głośni itd), niech się nie narzucają (to błąd popełniany przez 3/4 populacji- pies podchodzi to wyciągają ręce, pies zaczyna szczekać to do niego mówią, zachęcają do kontaktu- a to że pies podchodzi nie oznacza że chce się spoufalać, on obwąchując zbiera info o obcym), niech pozwolą się obwąchać ignorując przy tym suczkę. W międzyczasie niech od niechcenia położą/rzucą na ziemię smakołyk, fajnie też zaopatrzyć gościa już na wejściu w kilka smakoli i poprosić przed wizytą żeby dawał je suczce gdy ta będzie do niego podchodzić. Bez gadania, bez wpatrywania się w nią, bez głaskania itd. Podobnie z psami- jak najwięcej kontaktu, ale bez rzucania ją na głęboką wodę w postaci biegających luzem w parkach psich stad. Chodzi o kontakt ze zrównoważonymi dorosłymi psami, takimi które nie będą się narzucały i będą potrafiły odpowiednio zareagować widząc jej strach. Poczytaj o spacerach równoległych- wiele dają gdy tylko się znajdzie chętne do pomocy osoby z fajnymi psami
  9. [quote name='Rinuś'][I][B]A ja jestem ciekawa czy wszyscy z Was latają co chwilę do bramy ileś tam metrów żeby wpuścić rodzinę, znajomych i osoby ,które psy dobrze znają i krzywdy nie zrobią.Nie wyobrażam sobie abym co pół godziny szła otwierać komuś znajomemu furtkę. Ciężko też dorobić wszystkim ludziom klucze od bramki no bo z jakiej racji? widać pół dogo jak zawsze idealna :loveu:[/B][/I][/QUOTE] Możesz sobie tego nie wyobrażać, ale gdyby nie daj boże coś się komuś stało i miałabyś sprawę w sądzie to byś przegrała z racji nieodpowiedniego zabezpieczenia posesji. I można się oburzać, ale jest jak jest. Zwykłe zamknięcie furtek i powieszenie tabliczek nie jest uznawane w sądach za wystarczające zabezpieczenie.
  10. [quote name='asiak_kasia']Niby racja, ale jakoś nie widzę powodu, dla którego miała bym za każdym razem lecieć zamykać furtkę, szczególnie, wtedy, kiedy domownicy są w dalszej czy bliższej okolicy. TZ był w domu, szwagierka w stajni, także psy nie były bez nadzoru ;) W sytuacji kiedy zostają same, mamy opatentowane zabezpieczenia godne niejednego sejfu :diabloti:[/QUOTE] Nie no wiadomo, że facet-idiota, ALE- orzecznictwo jest jakie jest, gdyby doszło do pogryzienia i sprawy w sądzie to niestety guzik by dały tłumaczenia, że pan zignorował ostrzeżenie na furtce i wlazł na własne ryzyko.
  11. [quote name='RudyKas']Witam, Postanowiłam też się tu dopisać, ponieważ mam taki sam problem. Moja adoptowana psina szczeka na każdego, nieważne czy obcy, czy dobrze znana osoba. Tylko dodatkowo jej szczekanie brzmi niestety dość groźnie,więc ludzie się jej boją. A Puszka jest małą psiną, wet.ocenia jej wiek na ok.3-4 lata. U nas od pół roku. Może jednak jest ktoś, kto coś wie w temacie i mógłby spróbować nam pomóc...?[/QUOTE] Na ogół (ale nie zawsze! najlepiej gdyby ocenił to szkoleniowiec) szczekanie wynika z psiego lęku- sposób radzenia sobie z tym problemem był już nie raz opisywany, zwłaszcza w dziale agresja (zwłaszcza tematy z agresją lękową). Poszukajcie trochę ;)
  12. [quote name='Szura'] Sama się też ostatnio wstydu najadłam, wyszłam z psami o 1 w nocy na szybkie siku, sama zaspana, nie zauważyłam boksera, Tonik się przestraszył i naszczekał, odwołałam go i przeprosiłam, ale jednak siara. [/QUOTE] ja takich sytuacji też trochę miałam, siara nie siara- wystarczyło ładnie przeprosić, nigdy nikt na mnie nie wyskoczył ;) mnie akurat nie irytują ludzie z problemowymi psami dopoki potrafią przeprosić. A identyczną sytuację też miałam z suczką pseudomaltańczyka (na szczęście ona pozorowane ataki przypuszczała a moja na ostre FE po prostu sobie od niej odeszła, ale reakcja właściciela identyczna "tititi niedobra, co sie dziewczynko denerwujesz, no no"), ja w ogóle mam wrażenie że niektórzy na mnie polują. Od kilku tygodni czaił się na mnie pan z jakimś młodym terrierowatym kundelkiem, miałam okazję widzieć jak ten pies się wita z innymi psami (bardzo energicznie i entuzjastycznie) i uznałam że będę go unikać bo moja od razu do niego wystartuje. Ale nie- jego pan uznał że musi go koniecznie z moją zapoznać. Oczywiście bez pytania się mnie o zdanie. Co ja leze w jedna strone to on za mna, albo skreca tak zeby zaraz na mnie wejsc. Chamsko juz go omijałam jak szedł prosto na mnie, suka na komendzie równaj przez pół spaceru, bo nie wiadomo skąd facet wyskoczy. Terrierek oczywiście na flexi, mega nakręcony na inne psy, no po prostu mój ideał miejskiego psa :roll: koniec końców wpadłam na niego kilka dni temu, wyszedł nagle zza rogu, psy się witały ja już widze że moja lapie spine bo terrierek co raz bardziej się spoufala, szybko odwróciłam jej uwage i zwiałyśmy. Z tyłu słyszałam tylko "no widzisz, pani nie chce żebyście się bawiły" :cool1: Jest też u mnie genialny facet ze szczeniakiem JRT (o ile jeszcze go ma, bo juz dawno go nie widzialam), ktory w ramach socjalizacji usilnie próbował go zapoznać z moją suką. Widzi że schodzę mu z drogi i idę trawnikiem, to nie- musi leźć centralnie na mnie. W końcu po kilku dniach takiego uciekania przed nim powiedziałam mu, że z mojej suki słaby materiał na socjalizację i że prosiłabym nam nie utrudniać spacerów. Obraził się chyba bardzo, przynajmniej miał taka minę :D
  13. Ja gazu nie użyłam nigdy i takiego nie posiadam, ale mój kolega potraktował z niego sporego psa który go gonił gdy jechał na rowerze i próbował go złapać za nogawkę. Pies zarył mordą w ziemię, a potem wstał i szybko uciekł. Kolega się zestresował czy mu krzywdy nie zrobił i pojechał za nim kawałek, ale pies zwiał na posesję do budy i tylko z niej szczekał.
  14. [quote name='Aleks89']Przepraszam ,ale co to jest 10km dla młodego aktywnego psa?W dodatku tempem jogingowym jak mniemam.[/QUOTE] Dlatego napisałam, że sporo zależy od tempa. Jeden robi 10 km w ponad godzinę, drugi schodzi do 40 minut. Moim zdaniem niewytrenowany pies którego aktywność ogranicza się do kilkudziesięciu minut spaceru dziennie nie da rady codziennie popylać 10 km szybkim tempem, powiedziałabym nawet że w tempie joggingowym miałby problem. A psy ze schroniska formy raczej w boksie nie nabiorą ;)
  15. [quote name='Izolda'][B]pies dla biegaczki/aktywnej rodziny - husky, labrador czy...?[/B] [INDENT] Witajcie, piszę z prośbą o fachową poradę :smile: Od jakiegoś czasu noszę się z decyzją o posiadaniu psa, ale wciąż nie mogę podjąć decyzji - jaki to powinien być pies. Mam 5-letnią córkę, mieszkanie w bloku (70m) i kota. Razem z mężem prowadzimy bardzo aktywny tryb życia, biegamy, dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Biegamy regularnie od kilku lat, przygotowujemy się właśnie do półmaratonu, planujemy pobiec dwa maratony w tym roku. Potrzebuję psa, z którym będę mogła biegać (mój średni dystans dzienny to 10 km, raz w tygodniu 20 km), późno wieczorem też. A także takiego, który dogada się z naszym kotem i córką. Obydwoje pracujemy, ale ja do pracy mogę przychodzić z psem. No i koniecznie chcę psa ze schroniska. Rozważam husky, ze względu na bieganie, ale stresuję się, czy kot i husky pod jednym dachem to dobry pomysł. Rozważam też labradora, ale czytałam, że niektóre z nich nie mogą/nie powinny biegać. Będę wdzięczna za wszystkie rady. [/INDENT] [/QUOTE] Po pierwsze: musisz wziąc poprawkę na to że pies nie będzie mógł z Tobą od razu pokonywać tak dużego dystansu bez zatrzymywania się ;) psa tez trzeba kondycyjnie przygotować. Sporo też zależy od Twojego tempa. Po drugie: bieganie z psem to frajda tylko wtedy gdy pies jest wychowany. Do biegania trzeba więc go przygotować pod względem posłuszeństwa i reagowania na wydawane mu polecenia. Są też psy dla których bieganie to żadna frajda (obie moje suki :D). Po trzecie: jest tutaj odpowiedni dział, psy do adopcji-> przygarnę, załóż tam temat ;) najlepszy dla Was byłby pies z domu tymczasowego, sprawdzony na koty i dzieci, do tego aktywny, najlepiej typ sportowca, a nie masywna klucha ;) ja bym uważała z braniem psa bezpośrednio ze schroniska- można się nieźle naciąć zwłaszcza gdy ma się jakieś wymagania (czyli kwestia dziecka i kota), psy w schronisku często zachowują się inaczej niż poza nim. Lepsza jest opcja schroniskowca którego ktoś ulokował w domu tymczasowym i więcej o nim wiadomo.
  16. [quote name='busiu']Włączę się do dyskusji, bo jestem świeżo po spotkaniu z behawiorystką. Mam bardzo podobny problem i próbowałam tu już wielu wymienionych sposobów. Haru zaczął być agresywny wobec innych psów około 8-9 miesiąca. Objawiało się to ujadaniem, dzikim szarpaniem na smyczy, a Haru był przy tym zjeżony na maksa. Stopniowo przestał tolerować nawet swoich psich przyjaciół. Wtedy to przy wizycie u weterynarza, kiedy go kastrowaliśmy, poprosiłam o pomoc. Lekarz dał mi ulotkę do szkoły spod znaku ZKwP. Pojechałam, zapłaciłam 600 zł za kurs posłuszeństwa i się zaczęło. Instruktorka powiedziała, że Haru nie może uczestniczyć w kursie na zwykłej obroży, więc najpierw był łańcuszek, później kolczatka. Wyglądało to mniej więcej tak, że zawsze, kiedy Haru startował do obcego psa (a zdarzało się to non stop) miało być gwałtowne szarpnięcie smyczą i wrzask "fe!". Z kursu wracałam cała podrapana i spłakana, bo w zachowaniu mojego psa nic się nie zmieniało, a właściwie było gorzej- Haru, kiedy nie mógł dorwać drugiego psa, zaczął przekierowywać agresję na mnie. Szczerze, nie wiem co by się stało, gdyby Haru nie miał na sobie porządnego kagańca. Nie chodziliśmy na ten kurs długo, bo nie mogłam już patrzeć na mękę mojego psa, swoją i innych psów. Bo chociaż Haru był trudnym psem, to cała reszta też chodziła zakolcowana, nawet psiaki takie jak goldeny, berneńczyki, które nie miały żadnych problemów, były zaledwie niesforne, a szarpali nimi na tych kolczatkach tak, że aż piszczały z bólu. Wtedy właśnie odezwałam się do behawiorystki, pani Jolanty Łapińskiej. Była u nas tydzień temu na wizycie, żeby z nami porozmawiać i zobaczyć, jak Haru się zachowuje. Dała nam kilka bardzo pożytecznych ćwiczeń, które musimy stopniowo opanowywać, a przy tym trochę wyprostowała nasze myślenie. Dlatego rady dotyczące szarpania smyczą bardzo odradzam. To podnosi stres związany ze spotkaniem innego psa, daje niemiłe skojarzenia z widokiem obcego psa, a także daje sygnał naszemu psu- pani szarpie, to znaczy, że coś jest nie tak, jest jakieś zagrożenie. Jeśli jest zagrożenie, to są dwie drogi- ucieczka lub walka, a to pierwsze, ze względu na smycz, jest niemożliwe. Druga sprawa- jedzenie. Kiedy widzę innego psa, jest to dla mnie okazja, żeby popracować z Haru. Zanim się nakręci, daję mu siad z dala od trasy drugiego psa i wyciągam smaczki. Najlepiej sprawdza się pasztet, bo wtedy on traci energię żeby wszystko dokładnie wylizać, lub Brit Let's Bite, zwykłe smaczki z reguły przelatują mu przez gardło. Obcy pies przechodzi, a Haru jest zajęty smakami i tym samym nagradza się też za dobre, spokojne zachowanie. Później, kiedy obcy pies się oddala, zaczynamy go "śledzić". W bezpiecznej odległości, żeby Haru był spokojny i węszył. Następny krok to będą spacery równoległe, ale do tego jeszcze kupa czasu. Kiedy Haru zaczyna się rzucać czy szczekać (a teraz zdarza się to już o wiele rzadziej), po prostu odchodzimy dalej. Odbiegam, cmokam, chwalę kiedy przyjdzie, nagradzam smakami. Jeżeli się rzuca, to znaczy, że ta odległość nie jest dla niego komfortowa, więc należy ją zwiększyć. Bez krzyków, szarpania, bo to tylko nakręca, a także niszczy naszą pozycję jako przewodnika. I dla mnie, chyba najważniejsze, a co zaniedbywałam do tej pory- chwalenie. Zawsze, kiedy Haru robi to, co trzeba, mówię "brawo, dobry pies" słodkim głosem, nagradzam sowicie. Za wszelką cenę należy wzmacniać dobre zachowanie, bo w przyszłości to zaprocentuje.[/QUOTE] Bo prawda jest taka, że wszystko zależy od psa. Moim zdaniem najlepszy sposób to ten sugerowany przez Beatrx, czyli zwykłe połączenie różnych metod i umiejętne przeskakiwanie z jednej na drugą (korekta-pozytywne wzmocnienie pożądanego zachowania). Umiejętnie zastosowana korekta daje szybkie efekty, przynajmniej w przypadku mojego psa. Z tym, że my korekty stosujemy na szelkach, nigdy nie chodziła w kolcach. Do tego dużo pochwał, sporo "zapożyczyłam" z metod pozytywnych, zwłaszcza na początku gdy budowałam jej zaufanie do mnie. Z drugą suką się tak nie patyczkowałam (czasy Fishera :D), była kolczatka i jak coś nie pasowało (w okresie dorastania strasznie rzucała się na samochody, nie pasowały jej niektóre psy) to było ostre FE plus szarpnięcie+wylewne chwalenie dobrego zachowania i nie zrobiło to z mojego psa chodzącej bestii, wręcz przeciwnie ;) Dlatego uważam, że najlepiej jest zobaczyć się ze szkoleniowcem. Ja też myślałam że dam sobie radę sama, a teraz widzę że gdybym się od razu zdecydowała na pomoc to na pewno efekty pojawiłyby się dużo szybciej i nie trzeba by było odkręcać zachowania, które sama nieświadomie wzmacniałam ;)
  17. co zrobić? niech ZK się bardziej zepnie i rozpocznie swoją akcję informacyjną skoro tak to godzi w jego interesy. Ja dalej uwazam, że jak ktoś poważnie podchodzi do kwestii zakupu psa (bo przecież to wcale nie taki mały wydatek) to się zorientuje że jest kilka związków. A jak ktoś ma jakieś większe plany związane z psem to powinien zmienić swój status laika, bo bez tego daleko nie zajedzie.
  18. [quote name='elaja']Dokładnie :evil_lol: Babcie , chociaż tv i radia słuchają , nadal daja się nabierać na wnuczka , inwestorzy na parabanki , inni bez namysłu oddzwaniają na nieznane nr tel. a potem im oczy rośną na widok rachunków . My dogomaniacy w innych dziedzinach pewnie nie raz dokonaliśmy złego wyboru i przyczyną była nasza niewiedza . Jednak w temacie kynologii , rodowodów i ich legalności uznajemy tylko jedną możliwość - całe społeczeństwo ma obowiązek mieć taką wiedzę jaką my mamy :evil_lol:[/QUOTE] A gdzie ktoś napisał, że całe społeczeństwo ma obowiązek posiadać taką wiedzę? Kupisz zły ekspres do kawy- możesz miec pretensje do samej siebie, kupisz psa z lewym rodowodem- możesz mieć pretensje tylko do siebie. No chyba że ktoś celowo cie w blad wprowadzi. Najłatwiej jest obwiniać pseudo i te wszystkie stowarzyszenia, typowa nasza polska mentalność, wszyscy źli tylko nie ja, a rząd nas oszukał.:roll:
  19. No ja mu też powiedziałam coś niemiłego mimo że facet starszy ode mnie o dobre 30 lat. No ale jak ktoś na moją prośbę o zabranie psa nie reaguje tylko się śmieje żebym ją położyła bo jego nic nie zrobi (a chwilę wcześniej na nią właził w wiadomych celach), a w dodatku pies się po mnie wspina żeby dosięgnąć mojej suki..... facet mnie potem gonił bo po serii wyzwisk z jego strony ruszyłam przed siebie, a jego pies lazł za mną mając w d... próby przywołania i co jakiś czas był odpychany nogą bo doskakiwał do mnie i bałam się że mi poszarpie kurtkę :roll: Psiak fajny, zupełnie nie agresywny ale typowy osiedlowy gwałciciel :D
  20. No co prawda to prawda, choć facet z którym miałam spięcie i który mnie zwyzywał od poje...piz... za to że potraktowałam z buta jego psa-gwałciciela jak mnie widzi natychmiast znajduje smycz/idzie w inną stronę :D więc na niektórych można jakoś wpłynąć. Mnie już podbiegacze nie drażnią, nawet je lubię jeśli nie są z rodzaju gwałcicieli lezących za nami jeszcze 200 metrów mimo prób odgonienia. Ale kiedyś jak jeszcze nad rudą nie panowałam wpieniały mnie niesamowicie :)
  21. Bardzo możliwe że to jest też wywołane stresem z tym rzucaniem go po domach. Bardzo też możliwe, że rozładowuje ten stres poprzez atakowanie innych psów, może mu to sprawiać super frajdę, bo agresja to zachowanie często samonagradzające. Mozliwe tez że łączy się tu kilka czynników. Choćby jakiś efekt uboczny tego implantu. Pies jak dla mnie powinien być wykastrowany (bo może to pomóc w "terapii", a z tego co piszesz wyjątkowo nierozsądne byłoby rozmnażanie go), potem porządne szkolenie przez profesjonalistę. Nawet jak go będziesz puszczać w kagańcu może zrobić krzywde innemu psu bądź nabawić go traumy na resztę życia. Jak dla mnie to doraźne rozwiązanie to kaganiec+linka (taka 10-metrowa, w miare cienka, ktora by sie za nim wlekla i ktora mozesz w razie czego przydepnąć). Uzbieraj kasę na weterynarza, zacznij szukać jakiś dobrych szkoleniowców. A na razie zadbaj o to, żeby pies nie mial okazji do ataków
  22. [quote name='Diana S']Owszem, ja bym spusciła psa, bo nie czułabym sie niepewna swojego psa. A, jak przewodnik, ktory nie czuje swojego psa ma sie bronic, jak sam nie potrafi siebie obronic i psa tez, to powinien chodzić tam, gdzie diabeł mowi dobranoc.[/quote] Pewnie, bo ktoś kto ma problemowego psa powinien chodzić z dala od ludzi i przemykac gdzieś chyłkiem po dzielni żeby go ktoś przypadkiem nie zauważył :roll: [quote]Pies zawsze inaczej reaguje, jak jest na smyczy, a jak sie go spusci, reakcja przewaznie jest odwrotna. ONK który nigdy nie byl spuszczany ze smyczy, bo rzuca sie. Ja do faceta, niech go Pan spusci, w tym rzucał sie na moje psy, ze hey.... ( jak byl na smyczy, badz widział juz w oddali moje psy) Nalegalam. Spuscił.... Pies nic nie zrobił, wrecz idealnie zareagował. Takze mozna generalizować..... ten temat.... ;)[/QUOTE] No pewnie, a ja znam kilka historii gdzie puszczenie psów luzem żeby sobie same wyjaśniły o co każdemu właściwie chodzi skończyło się źle. Jeśli pies przejawia agresję lękową (a z tego co pisze w innym temacie WiedźmOla wysnuwam taki wniosek) to ostatnim sposobem na poradzenie sobie z tym problemem powinno być puszczanie psa luzem żeby sam rozwiązał sytuację. Co innego jak się nad psem panuje- ja na przykład normalnie puszczam moją młodszą luzem mimo że ona do pro-psich psów nie należy. Ale gdy wisi w powietrzu konflikt to ja się wtryniam między psy, jak jest niefajnie to moja ląduje mi najwyżej na rękach i nie ma rozwiązywania konfliktów na własną łapę. Każda próba wyskoku nawet do nieprzyjaźnie nastawionego do niej psa jest tłamszona w zarodku. Jak się jej zluzuje trochę i pozwoli na rozwiązywanie spięć to później sama prowokuje inne psy żeby im dokopać. Ale wiem o czym mówisz- z moją drugą suką zawsze tak robiłam (gdy się znalazł jakiś pseudo-agresor który nas atakował) i zawsze rozwiązywała konflikt. Na ogół ograniczało się to do mojego przyzwolenia na pokazanie całego uzebienia i warczenia na innego psa. Jak ustępował to sobie odchodziłyśmy i tyle. Z młodą jest ten problem, że ona się nie ograniczy do zawarczenia. Ona jak zobaczy że inny pies ustępuje to nabiera odwagi i zachowuje się agresywnie, gnębi takiego psa. A to już jest w moim przekonaniu rodzaj psiego chamstwa z jej strony ;)
  23. Ja z poczekalni też mam kilka kwiatków :D od namolnych właścicieli uznających że czas czekania to genialna okazja do poznawania swoich zestresowanych psów po młodych praktykantów weterynarii którzy pchają się z łapami do psów głaszcząc je po głowie (wielce zdziwieni jak proszę żeby głaskać po bokach), klepiąc i głośno zagadując "co, boisz się mała? nie bój sie, no co tam, jeja jeja, uci uci". Na moją prośbę popartą warknięciem mojej suki jeden łaskawie przestał ją tarmosić ale stanął sobie z boku intensywnie się w nią wpatrując co wyraźnie wpływało na jej poziom zdenerwowania. Nie wiem czego tych ludzi uczą na studiach, ale zachowują się jakby totalnie olali zagadnienia z nawiązywania kontaktu ze zwierzakami.
  24. Koniecznie szkoleniowiec. Nie ma sensu żebyś sama się za to brała, musi być ktoś kto Ci pokaże jak reagowac i co robić, ktoś kto będzie miał możliwość zorganizowania spacerów z innymi psami i pokazania Twojemu że agresja nie jest mile widziana. Trzeba ocenić skąd się ten problem właściwie bierze, a tego nie da się zrobić przez internet. W dodatku tak jak sama napisałaś- stresują Cię spacery, wizja kolejnego spięcia z innym psem- a to nie jest dobry stan do samodzielnego walczenia z psią agresją. No i uszy do góry, mało jest przypadków, w których nie da rady nauczyć psa tolerowania innych ;)
  25. [quote name='Diana S']Przejmujesz sie, ja bym od razu psa spusciła, wedle Pana zyczenia.... Co by jej zrobił? Najwyzej ja pogonił.... [/QUOTE] Prosty sposób do pogłębienia niechcianego u psa zachowania. Co innego gdy puścisz psa bez odchyłów żeby pogonił natręta (sama to robię jeśli chodzi o moją starszą sukę), a co innego gdy pozwolisz działać psu, który ma ogólny problem z innymi psami (moja młodsza suka).
×
×
  • Create New...