Jump to content
Dogomania

klaki91

Members
  • Posts

    1621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by klaki91

  1. [quote name='Amber']Ja tez sie pare razy przejechalam i nie mialam problemu... az do ostatniego razu, ktory byl definitywnym koncem moich podrozy autobusowych. [B]Gdyby szczeknal jamnik to wszyscy zaczeli by jeszcze ciumciac [/B]:diabloti:[/QUOTE] Na 100% :) u mnie jak ktoś zacznie gwizdać do rudej to ruda na ogół robi swoje "buu" i patrzy sie na mnie czy ma iść dokopać delikwentowi :D ludzi to rozczula..zaczynają wtedy swoje "ajajaj, ciuciu, niegrzeczni jesteśmy cio?" gdyby to był doberman czy w ogóle duży rozmiarowo pies nie przypominajacy wyglądem przytulanki to pewnie by mnie wyrzucili przez okno razem z psem :)
  2. [quote name='panbazyl']a ja chronicznie jeżdżę pks z moimi futrzuńskimi, bo nie mamy samochodu. Czasem z dwoma (ostatnio czarny labrador i ogar - co prawda półroczny ale wielkości labradora). I mam dobre wspomnienia z pks - być może kierowcy już się przyzwyczaili do naszego widoku? A ostatnio w Lublinie w miejskiej komunikacji sprawdzali bilety i sie okazało, że psy, bagaże i rowery jeżdżą za darmo :) byle psy w kagańcach były.[/QUOTE] Ja z kolei mam same miłe wspomnienia jeśli chodzi o pkp :) nikt się nawet nie bulwersuje jak pies bez kagańca jedzie, wszyscy są nastawieni raczej pozytywnie :) Inna sprawa, że ja mam kurdupla, często ludzie bardziej pobłażliwie do takich podchodzą, duże psy budzą więcej respektu i strachu :evil_lol: ma to swoje duuuże plusy W Poznaniu psy też za darmo (przynajmniej do tej pory, chyba nic sie nie zmieniło choć kto wie..), ale z rowerami robią problemy, właściwie zalezy od kierowcy. Nam raz się udało rower przewieźć, innym razem kierowca kazał nam się wynosić...więc różnie to bywa. Raz byłam świadkiem jak na młoda dziewczynę, która wsiadła do tramwaju ze staffikiem (kaganiec+smycz) naskoczyła jakaś starsza kobieta, że ona sobie nie życzy żeby ten morderca siedział zaledwie metr od niej i zwyzywała biedną dziewczynę, która na szczęście zamiast wdawać się w durne pyskówki zmierzyła babcię i odwróciła się do niej tyłem ;) właściciele psów uważanych przez nasze społeczeństwo za chodzące krwiożercze bestie mają zdecydowanie gorzej
  3. [quote name='evel']Przecież ja nie piszę, że pies ma kochać cały świat. Podejrzewam, że moja suka nienawidzi innych psów, ma na nie totalnie wylane (teraz, bo dwa lata temu chciała rozpruć każdego psa) i jeśli jej nie zaczepiają to nie istnieją. Rozumiem, że każdy pies "z przeszłością" być może będzie miał jakieś schizy do końca życia, ale warto brać pod uwagę, że mamy społeczeństwo takie a nie inne i trzeba brać sprawy w swoje ręce - a czasem brać naszego psa w swoje ręce i odsyłać kopniakiem namolnego podbiegacza. Niestety.[/quote] Zgadzam się, moja wypowiedź nie była adresowana do Ciebie, tylko ogólnie we wszechświat :lol: bo mam wrażenie, że co niektórzy uznają, że psa, który ma schizy można wyprostować i sprawić, że będzie taki jak chcemy czy sobie wymarzyliśmy. A tak nie jest ;) ja przez długi czas byłam mocno rozgoryczona faktem, że ruda to nie jest mój wymarzony pies- zawsze chciałam psa otwartego, serdecznego, chętnie nawiązującego znajomość z innymi ludźmi i psami :D ale już się z tym pogodziłam, znalazłam plusy [quote]Nie masz jakichś dojść do zrównoważonych, kontrolowanych psów? Dla mojej obrazą majestatu było, że ktoś ją wącha, ale po solidnym przepracowaniu tematu jest w stanie się ładnie przywitać z nienachalnym psem, po czym każde idzie w swoją stronę.[/quote] Nie mam, akurat na chwilę obecną cały czas przebywa z moją druga suką i z nią nawet potrafi sie bawić, ale gdy zacznie się rok akademicki wracamy do Poznania. Stąd pomysł sesji szkoleniowych, mi już dawno przestało zależec na tym, żeby ona inne psy polubiła. Udało nam się wypracować bardzo ładne zachowanie polegające na tym, że podbiegała do innego psa za moim pozwoleniem- witała się z nim i uciekała z powrotem do mnie po smakołyka. Wszystko poszło sie {ekhm} gdy została zaatakowana na spacerze przez psa, który może i złych zamiarów nie miał, ale dla zabawy sobie po niej przebiegł. I za nic nie moge znowu osiągnąć tego stanu. Cięzka jest praca z psem z agresją lękową :) a ile radości sprawiają drobne sukcesy :)
  4. [quote name='socurek']Ja już sobie nie wyobrażam życia bez Norka i przywykłam do tych jego odpałów. Wszystkie te swoje ekscesy na spacerach wynagradza oddaniem i miłością w domu. Przychodzi, kładzie łeb na kolanach i patrzy tymi maślanymi oczkami, a człowiek zapomina o cąłym źle tego świata. Myślę, że kiedyś powtórzę przygarnięcie dobermana, ale jeśli trafię podobnie- od razu będę szukać pomocy.[/quote] No ja mojej też nie oddam, już koszmarnie przeżywam gdy musze ją na kilka dni zostawić pod opieką kogoś innego :roll: Moja starsza suka jest równie kochana jak ten mały schroniskowy dzikus, też ciągle by się przytulała i domagała miziania...nie widze między nimi różnicy, która by wskazywała, że niby pies po przejściach czy ze schronu "kocha mocniej" jak to sie mówi :roll: tyle, że starsza jest psim ideałem dla mnie mimo że te problemów trochę w latach młodości sprawiała. [quote]Zgadzam się z Tobą w 100%. Odkąd tamta sunia bernardyna do nas podeszła "z zaskoczenia" Norton reaguje o wiele bardziej nerwowo na widok innych psów. Wiem, że mam niewychowanego psa. I wiem, że w dużym stopniu jestem temu winna, bo nie potrafiłam sobie z tym poradzić. [/QUOTE] U mnie wystarczy, że trafi sie jeden radosny psiak, który chce się przywitać i od razu zacząć bawić w zapasy. Ja się winna nie czuję, wziełam psa po przejściach, udało mi się wyprowadzić go w miarę na prostą, ale nie zmienię tego, że jest fiźnięty i niezrównoważony psychicznie, tak samo jak nie zrobię z niej nagle wielkiego hiroł- to mała zeschizowana lękliwa suka i zawsze taka będzie, moge jedynie nauczyć jej określonych reakcji i zachowania w różnych sytuacjach, ale nie mam co oczekiwać, że stanie się radośnie usposobiona do całego świata, będzie sama zachęcała inne psy do kontaktu i będzie robiła za psiego terapeutę :roll: z takim psem pracuje się całe jego życie. Na pewno wielkim plusem jest to, że dzięki niej nabrałam troche pokory, bo po starszej suce wychowanej na świetnego psa uznałam, że ze mnie taki super szkoleniowiec jest, że z każdym psem sobie poradzę :roll: Moim jedynym błędem było pozwolenie na zawieranie kontaktów z innymi psami jak leci. Bo tak wszyscy radzą. Żeby psa nie izolować i inne blabla. Jak się zorientowałam, że raczej trzeba wybierać w psich kumplach dla swojego czworonoga było już po ptokach. Co lepsze- u mnie żaden pies jej nie pogryzł. Wystarczyło to, że jakiś zbyt nachalnie ją obwąchiwał, lekko pacnął ją łapą zachecając do zabawy w zapasy. I efekt jest jaki jest.
  5. [quote name='socurek']Nie każdy może z psem pracować od szczeniaka. Jak brałam swojego psa ze schronu nie wiedziałam nawet, że istnieje coś takiego jak agresja lękowa. Gdybym wiedziała, być może bym się nie zdecydowała, ale nie wiedziałam...[/QUOTE] Ja miałam dokładnie tak samo. I mówie otwarcie- gdybym drugi raz miałą się zdecydowac to bym rudej nie wzięła tylko odłożyła sobie kase na rasowca z dobrej hodowli. Najgorsze w podbiegaczach jest to, że o ile jeszcze na psie zrównoważonym nie zrobią większego wrażenia nawet jak sie będą rzucac i szczekać (moja starsza suka), o tyle psa zeschizowanego, z agresją lękową utwierdzą w przekonaniu, że trzeba się bronić zawczasu i atakować zanim oby pies podejdzie albo co najmniej mieć szczote na grzbiecie na widok innego psa i patrzec na niego spod byka. Tak przynajmniej jest w przypadku mojej dzikuski. Cofa się człowiek o 10 kroków w całym procesie resocjalizacji, jeden pies potrafi zepsuć to, nad czym się pracowało miesiąc czy dwa.
  6. Ja przez pozwolenie mojej młodszej suce na kontakty ze wszystkimi podbiegaczami doprowadziłam tylko do zaostrzenia agresji lękowej. Podbiegacze często zachowują sie jak psy, które przez 10 lat nie widziały innego czworonoga, na chama pchają się z nosem pod ogon albo wskakują łapskami, nie mówiąc już o szczekaniu i próbach gryzienia. Co innego jak podbiegacz ma nienaganne maniery, ładnie stanie sobie bokiem gdy zobaczy, że moja łapie spine i patrzy spod byka- do takich nic nie mam, wręcz sie modlę o to, zeby każdy spotkany pies taki był, bo stanowi świetny obiekt do ćwiczeń. No ale rzeczywistośc jest jaka jest. Starszą suke normalnie na takie warczące i atakujące podbiegacze szczuję, trudno, jestem chamska i wredna. Dziwnym trafem, gdy powiem jej "bierz go" i sucz odwróci sie w strone kurdupla z zaprezentowanym pełnym uzębieniem i gardłowym warczeniem to właściciel nagle wyskakuje spod ziemi i zabiera swojego Pikusia. Mlodej nie pozwalam na takie zachowania, mówię tylko włascicielom, że guzik mnie obchodzi, że "ich nie gryzie"- moja pogryźć może (co akurat niezbyt zgodne z prawda jest, bo nad nią panuję) więc radzę psa zabrać. Na szczęście większość wtedy swoje psy zabiera, z tym, że oczywiście muszą osobiście się po latającego luzem psiaka pofatygowac, bo na gwizd czy inne próby przywołania nie reaguje :] Problem pojawia się, gdy nie ma właścicieli a podbiegacz ma w dupie to, że go odizolowuję od psa soba, moją nogą- czymkolwiek. Ostatnio niestety potraktowałam z lekkiego kopa zbyt nachalnego foksa.
  7. [quote name='yamayka'] Jasne. Skoro nie jest nauczona aportu na lądzie, to na pewno od razu będzie śmigać jak sie wrzuci zabawkę do wody. Cudowna przemiana.[/QUOTE] Zapraszam do mnie ;) suka sznaucera przyniesie aport może ze 2 razy. Potem jej się to nudzi. Z wody przynosi o wiele chętniej i nagle aportowanie sprawia jej frajdę. Pies autorki wie co to aport, przynajmniej ja tak to zrozumiałam.
  8. Tak na dobrą sprawę to pasowałby jakiś mikrus z tych do adopcji, mały, bezproblemowy, któremu do szczęścia potrzebne będzie po prostu ciepły dom i kilka spacerków w trakcie dnia. Tyle, że Ty byś chciała psa, który nie gubi siersci...i to baaaaardzo zawęża wybór. Właściwie jedynie do psów rodowodowych, ale trafiają się do adopcji psy w typie, które tez nie gubią kłaków. Z tym, że musiałabyś poszukać. No i często są to psy mające jakieś problemy. jak nie zdrowotne to cos z psychiką, a jeśli chcesz psa praktycznie bezproblemowego po prostu dla samej jego obecności to sobie z takim małym sfazowanym pieskiem nie poradzisz. Nawiąż kontakt z różnymi fundacjami, co jakiś czas likwidowane są rózne pseudo, sporo jest psów w typie ras do towarzystwa, może coś dla siebie znajdziesz. Nie ma psów głupich. Są jedynie ludzie, którzy nie potrafią do psa dotrzeć i ludzie, których przerosła inteligencja ich własnego psa ;) No i co do ceny psa z rodowodem...niestety, ale bardzo często szczenięta z dobrej hodowli są własnie tyle warte, jeśli w ogóle wartość psa oceniamy w pieniądzu ;)
  9. [quote name='Meeegy']wiek szczeniaka był tak w przybiżeniu podany :) no nie potrafiłam tego odczytać, Majka rzadko ma styczność ze szczeniakami... kiedyś gdy jeszcze mojej siostry ciotecznej ratlerek żył spędzała z nim dużo czasu i było ok, ale psy były w tym samym wieku..[/QUOTE] Wiesz..to już po prostu trzeba ocenic czy rzeczywiście wprowadzenie nowego lokatora ma jakikolwiek sens poza ludzkim widzimisię :) sa psy, które bez problemu szczyla zaakceptują, a są i takie, którym będzie on przeszkadzał co może doprowadzić do przeróżnych problemów od zwykłych starć między psami, gdy młodszy podrośnie do "dziwnego" zachowania ze strony psa starszego, który np. zacznie pokazywać swoje niezadowolenie poprzez posikiwanie w domu ;) Ja np. od razu wiedziałam, że moja starsza suka (też 12 lat ;)) zaakceptuje szczyla (7 miesięcy) i nie bałam się o to, że się potną. Natomiast już z suką mojej kuzynki (pudel, lat 12) od samego początku relacje były napięte i gdy moja młoda podrosła zaczęły się awantury. Co prawda więcej wrzasku niż bijatyki i raz dwa można je rozdzielić, no ale nie wyobrażam sobie trzymania ich pod jednym dachem, bo to by była żadna przyjemnośc tylko ciągłe rozkminianie co tu jeszcze może je sprowokować do kłótni. Tak samo nie wyobrażam sobie póki co wprowadzenie kolejnego psa do stada, bo niestety nie mam zaufania do mojej psicy jeśli chodzi o obce psy i bałabym się, że to jednak źle wpłynie na jej samopoczucie ;) a też miałam raz szczeniaka na przechowaniu i zachowywała sie względnie OK choć widac było, że cała sytuacja działa jej na nerwy. To już sama musisz ocenić czy Twoja suka rzeczywiście nie będzie miała problemów z zaakceptowaniem nowego czworonoga (a sporo psów na początku ma- potem sie przyzwyczajają), a wrazie czego zawsze możesz skorzystać z pomocy specjalisty jeśli będzie tego wymagała sytuacja ;)
  10. [quote name='Leaa']Problem z nią polega na tym, że ją nie tylko dzwonek doprowadza do takich akcji. Każdy łoskot na klatce, hałas u sąsiadów, każdy szmer z pod okna, a nawet czyjeś niespodziewane wychylenie się zza rogu gdy jesteśmy na spacerze powoduje, że moja suczka dostaje szału szczekania[/QUOTE] To nie jest normalne zachowanie dobrze wychowanego zrównoważonego psa. Nad takim czyms się pracuje. Natomiast "nieuzasadniona wrogość" względem dzieci wcale nie jest taka nieuzasadniona. Dzieci na ogół biegają, piszczą, sa mało delikatne. Pies warczy bo nie chce kontaktu i tyle, nie ma tu żadnej nieuzasadnionej wrogości ;) sa psy, które dzieci nie lubią i tyle w tym filozofii. [quote]Drugi przypadek to właśnie zazdrość o innego psa. Warczy na tego, którego głaszczę. Ale tutaj sprawa nie jest taka jednoznaczna. Kiedyś znajomi podrzucili nam szczeniaka na parę dni bo wyjeżdżali. W pierwszych dniach warczała na niego, ale później po prostu zaczęła go ignorować. Mały chciał się bawić - ona go odpychała. Nie reagowała nawet wtedy kiedy jadł z jej miski. To jest jakaś forma akceptacji. Może gdy pobył u nas dłużej zacieśniliby więzy... Dlatego właśnie z optymizmem patrzę na perspektywę sprowadzenia drugiego psa. Tylko ten drugi musi być bardziej otwarty bo jeśli będzie równie nieufny do obcych to będą tylko patrzeć na siebie z byka.[/quote] A tak na dobrą sprawę...jaki jest sens sprowadzania starszemu psu na głowę szczeniaka? Starszy, wiekowy pies być może chce świętego spokoju, a tu nagle pojawi się brykający brzdąc wpychający mordę do misek starszego i zabierający mu zabawki. Młodszy podrośnie i znowu mogą zacząć sie problemy, bo skończy mu się okres ulgowy i starszy zacznie zaprowadzać porządki, bądź też młodszy stłamsi starszego. Po co tak na dobrą sprawę drugi pies skoro starszy wcale taki bezproblemowy nie jest? Na ogół radzi się przed sprowadzeniem sobie do domu nowego psa dobre wychowanie tego, który już w domu mieszka ;) no ale wiadomo- zrobisz tak jak uważasz. Inna sprawa, że suka jest już w bardzo zaawansowanym wieku i prostowanie jej zachowania może długo potrwać, a nawet nie dać wielkich efektów bo podejrzewam, że przez te wszystkie lata zachowanie to było wzmacniane.
  11. Czemu szczeniak zostaje kupiony w tak młodym wieku?
  12. [quote name='jusbil456']Witam Pewnego czasu zastanawiam się nad kupnem/zaadoptowaniem pieska do domku. Zależy mi właśnie na takiej rasie, która nie osiąga gigantycznych rozmiarów, gubi mało (lub wcale) sierści - coś typu york. Niestety nie mogę pozwolić sobie na innego by potem nie było, że w schroisku pełno szuka domu i jak możesz kupować "szczura" za nie wiadomo jaką to kwotę. I o to pytanie, są jeszcze jakieś rasy tego typu oprócz yorków, shih tzu, Chihuahua, maltańczyk i pekińczyk ? Będę wdzięczna za odpowiedzi, pozdrawiam.[/QUOTE] Zainteresuj się rasami z gr IX FCI. Musisz jednak brac poprawkę na to, że rasy które linieją mniej niż inne na ogół wymagają większej pielęgnacji- trymowania/strzyżenia/częstszego kąpania. Aha- i jeśli chcesz żeby piesek osiągnął takie a nie inne rozmiary i gubił mało sierści to koniecznie musi to być pies z rodowodem, ze sprawdzonej hodowli zarejestrowanej w ZK. W tych hodowlach porejestrowanych w różnych dziwnych stowarzyszeniach rozmnażane są zwierzęta bez zwracania uwagi na pochodzenie i różne kwiatki potem wychodzą ;)
  13. [quote name='LadyS']Nie trzeba brać 2miesięcznego szczeniaka z hodowli - ja wzięłam półrocznego, wytrzymywał po te 8 godzin od samego początku ;) Na wszystko jest rozwiązanie, tylko trzeba chcieć je znaleźć.[/QUOTE] To też jest opcja :fadein:
  14. [quote name='Hanako'] szczerze mówiąc, najfajniej jest, jeśli twój pies jest twoją pasją. wtedy spacery z nim traktujesz jako relaks po pracy, sprawiają ci po prostu przyjemność, to twoje hobby i w związku z tym masz na to czas, [/QUOTE] O, z tym się zgadzam w 100 % ;)
  15. [quote name='Tree'] A czy jest wielka różnica w potrzebie ruchu między goldenem a flatem i tollerem?[/QUOTE] To juz najlepiej byłoby się zapytać u źródła czyli u hodowców, którzy hodują te rasy, a sporo chyba jest takich, którzy równolegle mają np. goldeny i labradory/goldeny i flaty itd ;)
  16. [quote name='LadyS']Ale co w rozkładzie dnia jest nie tak? Przecież praktycznie każdy psiarz pracuje ;)[/QUOTE] Ja zrozumiałam to tak, że pies od samego początku będzie zostawał sam na 8-9 godzin, 5 razy w tygodniu, w dodatku nie ma drugiej osoby, która by choćby z psem wyszła po kilku godzinach. Szczeniak tyle nie wytrzyma choćby ze względów fizjologicznych. A szczeniak i to już nawet niekoniecznie aktywnej rasy zacznie przemeblowywac mieszkanie. Żaden szczeniak nie wytrzyma też 9 godzin w klatce kennelowej. Moim zdaniem nie jest to dobre rozwiązanie. ;) no chyba, że ktoś może sobie zafundować kilkutygodniowy urlop, ale w kilka tygodni nie nauczysz też 2 miesięcznego szczeniaka nie załatwiania się przez tyle godzin.
  17. [quote name='maryszarda']O, tu masz rację. Na moim osiedlu są 2 beagle - 2 na flexi :p[/QUOTE] Nie no, flexi samo w sobie nie jest złe, ale niestety przez wielu ludzi traktowane jest jako alternatywa smyczy dla ciągnącego na zwykłej smyczy psa albo jako alternatywa linki (bo zwijać nie trzeba samemu, nie brudzi się), gdy tymczasem zwykła linka jest lepsza, bo można psa na niej puścić i się za nim wlecze, a w razie czego sie przydepnie ;) [quote name='Tree']Mogłabym mu poświęcić ok. 1 godziny ćwiczeń dziennie (psie sporty: bieganie w zaprzęgu i frisbee, może też agility) + kilka krótkich spacerów na smyczy. W domu wolałabym, żeby był spokojny, ale co jakiś czas robiłabym mu sesje szkoleniowe i zabawy węchowe. Pies byłby ok. 8-9 godzin sam (praca). Nie może to być rasa dominująca jak np. dobermany, rodezjany, bo nie wiem czy dałabym radę takiemu psu. Nie może być też przerasowiony i o sierści wymagającej czasochłonnej/drogiej pielęgnacji. Rasa powinna być dość zdrowa. Myślałam o wielu rasach, ale każda ma wady i zalety, np. z greyhoundem nie byłoby problemu z nadaktywnością, ale boję się o jego instynkt łowiecki podczas spuszczania ze smyczy. Myślałam o takich rasach: owczarek australijski, toller, spaniel bretoński, springer spaniel, flat-coated retriever, collie krótkowłosy, biały owczarek szwajcarski, ale nie wiem czy one jednak nie są za bardzo aktywne. Nie wiem jak zapracowani ludzie znajdują codziennie kilka godzin na spacery dla psa i z tym jest największy problem. Oprócz tego chciałabym spytać, co w sytuacji, gdy się zachoruje i jest się jedyną osobą, która może psu zapewnić długi spacer? Zniesie to czy zrobi przemeblowanie w domu?[/QUOTE] A czemu akurat chcesz psa bardzo aktywnego? Twój rozkład dnia niezbyt uzasadnia taki wybór ;)
  18. [quote name='LadyS']Hihi, to nie oceniaj ogólnie, bo wiele osób, które ma jednak rasowe psy (w sensie przemyślane, jaką chcą rasę, kupione za własne, cięzko odłożone pieniądze itd), ma je wychowane ;)[/QUOTE] A gdzie ja dokonałam ogólnej oceny ludzi?
  19. [quote name='LadyS']Pięknie trafiłaś - mam JRT, który chodzi na lince - ale nie ujada. Zalicza się? ;) Bo alternatywą jest OE.[/QUOTE] Nie wiem czy się zalicza czy nie, nie wiem co robiliście żeby wyćwiczyć przywołanie, nie mi to oceniać ;) Ja akurat miałam na myśli tych ludzi, którzy psa kupili bo w filmach często występuje i taki fajny pocieszny jak Reksio wygląda. A potem zdziwienie, że nie wystarcza mu godzinny spacer na smyczy. Śmieszne to jest jak potem na spacerze ktoś komentuje "oj, ale ma pani wyćwiczonego pieska, taki usłuchany, jaka to rasa? bo mój to urwis, bo to JRT... ich ze smyczy puszczac nie można bo uciekają", a jak się zapytasz "a ćwiczył pan coś z nim?", "ale co ćwiczył?", "no przywoływanie", "aaa, nie, on taki od początku był nieusłuchany, na smyczy tylko chodzi"..... no cholera, i czy w takim przypadku to rzeczywiście kwestia rasy czy przypadkiem nie właściciela? Ale ludzie potem sobie powtarzają, mówia znajomym, sporo z nich nawet palcem nie kiwnie żeby chociaż spróbować nauczyc psa przybiegania na gwizdek. To samo z beaglami. Wiecznie na flexi, wiecznie nabuzowane, drące pape na widok innego psa, z klasyczną agresją smyczową. Wszyscy tacy własciciele się tłumaczą" nie puszczam bo to beagle". jakby to było jakies uzasadnienie. Jakim cudem istnieją w takim razie ludzie, których beagle ( i to nie pojedyncze przypadki!) chodzą bez smyczy nawet w lesie a ich odwołanie gdy wpadna na trop wcale nie jest tak niemożliwe jak to sie pisze w praktycznie każdej książce?
  20. [quote name='GAJOS']Pokazują w ten sposób, bardzo często. Ale ja również stawiam na ekscytację, nowy pies w domu, ludzie zapewne pobudzeni, więc i na psa przeszło... [/QUOTE] Źle sformułowałam wypowiedź- chodziło mi o to, że rzadko się zdarza, żeby dorosły pies pokazywał tak małemu szczeniakowi gdzie jego miejsce poprzez kopulację.
  21. Nauke tropienia najlepiej zacząć od szukania smakołyków ;) potem wprowadzać zabawki, a później co dusza zapragnie. Niektóre psy nie lubią aportować, trzeba poszukać wtedy innej formy zabawy. A może z wody chętnie by aportowała? Cockery na ogół uwielbiają wode ;)
  22. [quote name='LadyS']klaki91, gdyby to było takie proste, to wszyscy mieliby wychowane psy. Wolę psa na lince niż puszczonego luzem, bo się nie wybiega :roll:[/QUOTE] Ależ oczywiście, ale nie ma też co od razu z góry zakładac, że akurat ten pies będzie musiał na lince chodzić. Jeśli już od szczeniaka będą ćwiczyć to bardzo prawdopodobne, że pies będzie w 99% odwoływalny i nie będzie potrzebna linka. Różne są przypadki, różne są psy, ale jak widzę te ujadające na flexi beagle czy JRT to zastanawiam się czy to rzeczywiście ci ludzie trafili na ciężkie przypadki czy przypadkiem to nie ludzie nawalili w procesie wychowawczym. Czytam sobie różne fora, z różnymi ludźmi rozmawiam i co rusz pada "a od którego miesiąca można psa ze smyczy puszczać?", "boję się go puścić bo to beagle, na pewno zwieje", "puszczałem go, ale się mnie nie słucha". Jestem w stanie zrozumieć osoby, które trafiły na ciężkie przypadki, ale się starają, uczą. Moja starsza suka to też pies z rodzaju tych, co to wróci jak mu sie na pewno bardziej opłaca no i jak pozałatwia swoje sprawy ;). W młodości dostarczyła nam wielu chwil grozy ;) Natomiast nie rozumiem ludzi, którzy po prostu z góry zakładają, że pies zwieje albo prowadzą go ciągle na smyczy bo wrócic nie chciał jak kiedyś wołali. Z psem się ćwiczy a nie oczekuje, że będzie od razu idealny. [quote name='maryszarda']Ach, no tak, porządne treningi to może zbyt ... ostra nazwa. Chodziło mi o bardziej aktywne agility, chociaż do końca nie wiem, czy trzeba go aż tak forsować. [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_wink.gif[/IMG] Z pobudzaniem masz rację - moim cichym marzeniem byłoby, że rano, kiedy byłby po pierwszym długim spacerku, później spokojnie przesypiał by czas, kiedy będę w szkole. Później byłby czas na szaleństwo. [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/love.gif[/IMG] Rozumiem, że masz cavisia? [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_smile.gif[/IMG][/QUOTE] Nie mam cavisia, ale jestem żywo zainteresowana tą rasą i cockerami :) w przyszłości któregos z nich bym chciała mieć. Aktualnie mam dzikusa ze schroniska, mniej więcej wielkości cavisia, ale raczej w typie lisa, gdzies chyba na dogo walają się jej zdjęcia [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_wink.gif[/IMG]
  23. [quote name='maryszarda']otóż to. Kiedy opiekowałam się pewnym ON-kiem - miałam do dyspozycji jedynie 1-1,5 godzinki dziennie na porządny spacer i zabawy na podwórzu i zwyczajnie nie mogłam go ot tak na spacerze spuścic, bo zwyczajnie psa nie znałam, obawiałam się tego, nie byłam w swojej okolicy i miałam pojęcia, czy w tym miejscu jest bezpiecznie, czy nie przyjdzie inny pies - bo ON-ek był agresywny do innych psów ... :roll: Więc często zwyczajnie biegaliśmy na smyczy, potem chodziliśmy, później truchcik, troszkę przbieżki po lesie ... jakoś schodziło. Ale to nie był jakiś superżywy pies - to muszę zaznaczyć. Suczka miała 6 lat, była raczej spokojnym psem.[/QUOTE] Moja raz została na tydzień z koleżanką, bo ja wyjechałam i na pierwszym spacerze dała dyla na chwilkę, koleżanka się wystraszyła więc resztę tygodnia pies przechodził na smyczy. I widac było rezultat, bo jak przyjechałam i wzięłam ją na długi spacer to szalała ile wlezie, kompletnie niewyżyta była. Przed moim wyjazdem po takim długim i intensywnym spacerze by spała w domu jak zabita, a ona po powrocie chciała jeszcze żebym jej w mieszkaniu piłkę rzucała :roll: Najlepiej od małego psa uczyć przywoływania, kojarzyć obecnośc właściciela z czymś miłym, sprawić, że to ty jestes najfajniejszą "rzeczą" na spacerze. Nie trzeba będzie potem linki czy smyczy na terenie, na którym będziesz mogła psa wybiegać ;) No i warto uczyć chodzenia na gwizdek, nawet jako przywołania alarmowego.
  24. [quote name='LadyS']Psa nie trzeba spuszczać ze smyczy/linki, żeby go zmęczyć. To jest podstawowa zasada. Bo już wczoraj dowiedziałam się od "znawców", że jest coraz więcej otyłych psów, bo... jest coraz mniej miejsc, gdzie można je puścić.[/QUOTE] A, no własnie- pisząc o bieganiu "luzem" miałam na myśli bieganie luzem w normalnym rozumieniu i bieganie na lince. Choć ja i tak się cieszę, że mam gdzie psa puszczac i mamy opanowane przywoływanie bo sobie nie wyobrażam chodzić z linką wszędzie. Swoją drogą to raczej nie widuję ludzi wyprowadzających psy na lince, wolą flexi, a to już moim zdaniem jest dramat w przypadku większości psów [quote name='maryszarda']klaki, dziękuję za opinię. Może nie doczytałaś, ale na razie rodzina mojej kuzynki planuje teriera, ja natomiast jestem w 90% zdecydowana na cavalierka. [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_smile.gif[/IMG] Mimo wszystko dzięki wielkie. Tak, właśnie w związku z moim przyszłym cavalierkiem, ja mam w planach agility bądź frisbee. Czas pokaże. No, i w moim domu jest trójka dzieci (łącznie ze mną) [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_lol.gif[/IMG] Tak więc spacerki połączone czasem z zabawami + zabawy na podwórku + treningi agility w dni powszednie powinny mu wystarczyć. Natomiast w weekendy szaleństwa rowerowe, porządne treningi, wyprawy ... [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/cool3.gif[/IMG][/QUOTE] Ja bym nie przesadzała, czy cavisiowi na prawdę są potrzebne porządne treningi? Jesli chcecie to owszem, nie zaszkodzi, a i piesek szczęśliwy będzie, ale nie róbmy tez z cavaliera border collie. Ludzie trochę straszą, a życie i tak potem wszystko weryfikuje ;) nie warto teraz sobie dokładnie planowac co jak i gdzie bo potem i tak wyjdzie inaczej, a pies w razie potrzeby będzie musiał się dostosować. Trzeba też pamiętac o tym, że pies musi swoje w trakcie dnia przespać, a nadmierne nakręcanie go i pobudzanie spacerami, zabawami w ogrodzie itd nie jest rozsądne. 3-4 spacery w trakcie dnia wystarczą, ja z moją chodze 3 razy dziennie (razem daje to od 1,5 godziny do 3 godzin spacerów dziennie) i nie narzekam, a ona właśnie ma tą cechę, ze się dostosuje jak trzeba, ale nie pogardzi dłuższymi spacerkami. No i uwielbia aportowac, a to jest bardzo dobry sposób na wybieganie psa ;)
  25. [quote name='maryszarda']hm... może źle się wyraziłam. Chodziło chyba o spacery. Wybaczcie, nie mam psa, więc średnio się w tym rozumiem. Jednak wydawało mi się, że jak na żywego psa, jakim jest terier, to 2 godziny spaceru to nie jest znowu tak mało. [/quote] Prawda jest taka że pies psu nierówny. Lepiej jednak zakładać, że Twój będzie miał korbę, bo jednak wśród terrierów więcej jest tych fizniętych z adhd niż kanapowców, które po 30 minutach ciągna z powrotem do domu (jak moja sznaucerka). Podobnie spacer spacerowi nierówny. Można 2 godziny chodzić z psem na smyczy, a nie będzie tak wymęczony jak po 2 godzinach luźnego biegania, aportowania, tropienia czy innych. Lepiej założyć, że terrierowi nie wystarczą 2 godziny spacerów, dużo tez zależy od intensywności spacerowania ;) [quote]I tak jeszcze nawiązując do tematu cavalierów - one chyba nie wymagają 2 h spaceru dziennie? :lol: Zawsze mi sie wydawało, że dla tych maluchów godzina samych spacerów - bez liczenia zabaw na ogrodzie etc. - godzinka, albo 1h 20 minut by wystarczyła?[/QUOTE] Cavalier to piesek, który ma tą fajną cechę, że w razie możliwości dostosuje się do właściciela. Przynajmniej większość cavalierów bo są osobniki odstające od "normy" :) jeśli więc przez te kilka dni będzie musiał wychodzić na spacery, które razem dadzą godzinę czy półtorej to się dostosuje, ale po pewnym czasie moga sie pojawić problemy spowodowane frustracją, bo jednak szczęśliwy pies to wybiegany pies ;) Bardzo prawdopodobne, że terrier z kolei po 2 dniach wychodzenia na godzinę czy dwie na spacer zaczął by wariować, robić demolkę w domu czy frustrację wyładowywał poprzez szczekanie. Różne są opcje. Jeśli masz ogródek to sprawa też ułatwiona, bo w gre wchodzą jeszcze zabawy na powietrzu, bawienie się w tropienie, może stworzenie sobie małego toru agility? Terrier najprawdopodobniej po kilku dniach spacerów po 2 godziny dziennie (zakładając, że byłyby to spacery z rodzaju pies biega sobie luzem i tyle- żadnej większej pracy umysłowej poza porzucaniem 15 minut piłeczki) po powrocie do domu zająłby się przemeblowywaniem bądź przekopywaniem ogródka ;) Cavisiowi nie zaszkodzi choćby i 5- godzinny spacer o średnim stopniu intensywności, będzie zadowolony. Inaczej mówiąc- cavalier byłby moim zdaniem lepszym wyborem. Fajny piesek rodzinny, fajnie się go szkoli, nie ma jakiś niesamowitych wymagań, fajny towarzysz na wycieczki, ale nie jest to pies, który jak ryba wody potrzebuje masy ruchu i pracy umysłowej. Dla mnie to świetny wybór dla typowej rodziny. Lepiej wybrać psa mniej aktywnego, bo zawsze z chęcią pójdzie na dłuższy spacer niż psa bardziej aktywnego, bo może się okazać, że nie sprostamy jego potrzebom ruchu.
×
×
  • Create New...