Jump to content
Dogomania

klaki91

Members
  • Posts

    1621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by klaki91

  1. Jezu, a co to za frajda z posiadania psa, gdy musi on ciągle chodzić na smyczy i w kagańcu O.o W Poznaniu też niby tak jak wszędzie- smycz, kaganiec i inne blabla, prawda jest taka, że trzeba mieć pecha żeby wlepili ci mandat. W Kołobrzegu to samo. Niby zakaz chodzenia z psem na plażę a sporo ludzi go łamie (w tym ja, ale tylko wieczorami albo wczesnym rankiem ;)). 3 razy miałam starcie. Raz policja, drugi SM, trzeci SG. Za każdym razem na piekne oczy i uśmiech poparty "oj..bardzo przepraszam, to się nie powtórzy" dostawałam upomnienie, nawet panowie nie przystępowali do prób wlepienia mi mandatu. Może na psiolubnych trafiałam ;) Ja zaproponuję inne rozwiązanie- następnym razem jak pies zacznie się zasadzać i za Wami leźć to gaz pieprzowy i jedno krótkie psiknięcie. Wiem, drastyczne, ale w tej sytuacji to jedyne rozsądne rozwiązanie, bo ani SM nie pomoże, ani TOZ ani właściciele sami nie stana się odpowiedzialni. Wiem jak to jest np. z TOZem. U mnie w sąsiedztwie facet trzymał dobermana. Pies miał chorobę skóry, z którą nic nie robili. Wyglądał przerażająco, jakby się żywcem rozkładał. Bąbel na bąblu, jak go zobaczyłam gdy wpadłam do domu po kilku miesiącach to mnie zamurowało. Ociekał ropą zmieszaną z krwią, nie miał właściwie w ogóle sierści. Przez pewien okres pies siedział na posesji sam, tylko raz dziennie ktoś przyjeżdżał żeby dac mu jeść. Ja bym od razu go odebrała. A ludzie z TOZu wezwani przez mojego ojca co zrobili? "Panie, pies jest dobrze odżywiony, nie ma podstaw do interwencji, nawet mu żeber nie widać. A jak na moje oko to zdechnie niedlugo i tak trzeba by go uśpić". Ten pies wył z bólu, cierpiał okrutnie (nawet na dogo nie widziałam jeszcze tak drastycznych zdjęć), a oni stwierdzili że nic nie mogą zrobić :]
  2. [quote name='Lonley']Chciałam zapytać czy ktoś z was ma może obrożę Furkidz Active ? Wydają się fajne, ale czy w praktyce też takie są ? No i najważniejsze czy są wytrzymałe ?[/QUOTE] Podbijam. Czy wyrywają sierść? czy farbują? Suka uwielbia pływać, ma białą kryzę i dotychczas kupowane obroże zawsze trochę farbowały ;/
  3. [quote name='sacred PIRANHA']dokładnie tak. Ja mam dwa yorki, wiec dla mnie każdy podbiegacz jest nie na miejscu a juz wybitnie wnerwiają mnie podbiegające pieski jak ja coś robie z psami...jestem sobie na górce ćwicze coś z psami...przecież widać, że coś z nimi robie - daje im smaki, zostawiam je w siadzie odchodząc i mowiac do nich itp itd a przechodzą sobie ludzie ze swimi wesołymi spuszczonymi pieskami i ida sobie a ich pieski zostają ze mną...bo ja mam piłki i inne zabawki i smaczki...a ludzie sobie idą i tyle...albo ewentualnie stają i mowią "niech moj tez sie pobawi z pani pieskami!" No i ludzie z dziecmi...albo nie pytają wcale tylko dzieciarnia zaczyna z łapskami latać za moimi unikającymi je psami...albo pytają i jak usłyszą, że nie nie wolno pogłaskać to sie bulwersują że jak to tak jakaż zarozumiała blondyna z yorusiami![/QUOTE] Ja do małych podbiegaczy podchodzę bardziej na luzie niż do tych dużych. Choć też mnie irytują. Ja gdy widzę innego psa albo mojego przywołuję i zapinam smycz albo odchodzę na bok i sobie idziemy ładnie bokiem, suka na mnie skupiona, ewentualnie spokojnie obserwuje innego czworonoga. Ona i tak raczej sama z siebie nie podchodzi do innych psów, bo ich nie lubi. No ale zawsze zachowuję czujność, bo zanim udało nam się to wypracować było kilka niemiłych sytuacji. Z tym, że zawsze przepraszałam... Z dużymi jest jeden problem- są cieżkie i po prostu jak moja suka zostanie zdzielona dla zabawy łapą np. labradora to niestety ją to boli a to automatycznie cofa mnie w jej prostowaniu :( pamiętam jak raz przebiegł po niej wyrośnięty szczeniak laba :( a właścicielka jeszcze na mnie naskoczyła, że mam agresywnego psa (Ruda wyskoczyła na niego z zębami gdy po niej przebiegł i skoczył jej na plecy w formie zabawy). Nawet mi nie podziękowała, że jej tego laba złapałam, bo sama nie mogła sobie poradzić. A na mój tekst o tym, że wypadałoby psa puszczać ze smyczy wtedy gdy się ma opanowane przywoływanie odpowiedziała "nie moja wina że się mnie nie słucha, kiedyś się nauczy". Co innego jak podbiegnie do mnie pies, który się nie słucha, a właściciel zaraz się pojawia i przeprasza. Ja jestem wyrozumiała, wiem że trzeba czasu żeby psa wyszkolić. No ale jak komuś pies na spacerze puści sie pędem za moim, a właściciel jeszcze na mnie z mordą naskoczy, że mój zeby pokazuje i szczeka to ręce opadają. Inna rzecz, która mnie irytowała- komentarze ludzi. Moja suka (wzięta ze schronu) na początku swojego pobytu u mnie przejawiała zachowanie typowego dzikusa, który reaguje szczekiem i agresją na lękowe sytuacje. Darła się na wszystko. Na gazety, progi spowalniające (!), własny cień na ścianie, siatki po zakupach, dziwnie jej zdaniem wyglądających ludzi (np. dziewczyny chodzące w spodniach- alladynach). Co ja się nasłuchałam....że pies durny, że widać że niewychowany, że dzikus, że ja jestem taka siaka i owaka, bo sobie z nią nie radzę...masa rad w stylu "niech go pani raz porządnie trzepnie to mu sie odechce drzeć japy"... ludzie na drugą stronę ulicy przechodzili ze swoimi psami gdy mnie widzieli. Potem wszystkim spotykanym na spacerach psiarzom mówiłam, ze to schroniskowiec i spotykałam się z większym zrozumieniem a nawet podziwem, gdy praca nad Ruda zaczela przynosić efekty :D
  4. A ja szukam chętnych na spacerki (od II połowy września :)) którzy mają psy wybitnie spokojne, opanowane. Mam sukę, która niechętnie odnosi się do obcych psów- jeśli inny pies jest spokojny i nienachalny to nie ma większych problemów :) chciałabym sobie z nią poćwiczyć, najlepiej jakieś równoległe spacery, mile widziane zwłaszcza psy starsze czy ogólnie wiekowe, żeby na spokojnie zacząć :) Może być Cytadela albo Morasko i Różany Potok ;)
  5. Ja już mniej więcej wiem kogo unikać na spacerach, a do czołówki należą niestety właśnie beagle. Najmilej natomiast odnoszę sie do yorków :D które zresztą nie mają najlepszej opinii wśród właścicieli psów sporych rozmiarów. Ale dla mojego niskopodłogowca są w sam raz, nie są wobec niej nadmiernie nachalne :)
  6. Mnie do pasji doprowadzają biegające luzem labradory i zapieprzające na flexi beagle. Mam suke, która innych psów po prostu nie lubi, choc udało się nam już wyjść z agresji lękowej i gdy nie jest zaczepiana to inne psy olewa. Szlag mnie trafia gdy widze jak leci z impetem w naszą stronę wesoły labrador a właściciele na moje "czy mogę prosić o odwołanie psa?" odkrzykują "ale on nic nie zrobi! niech sie pobawią". Dobrze że suka waży tylko 7 kg, biorę ją na rece i czekam aż mili państwo zabiorą swoje psisko bo oczywiście pies na wołanie nie reaguje :] A beagle to oszołomy, nie spotkałam jeszcze ani jednego normalnego, ale fakt faktem nie widziałam też żadnego puszczonego luzem. Mnie by z pewnością też frustracja roznosiła gdybym na flexi ciągle chodziła.
  7. Próbowalam ale ona uwielbia kopac i aportowac, kaganiec jej w tym wybitnie przeszkadza. Na razie wyjada z kaganca smaczki, i daje sobie go zalozyc na jakies 40 sekund bez drapania :D
  8. [quote name='basia$diana']Nie całymi dniami, pies wykorzystuje tu i teraz, bardzo żałuję że dałam sobie zamydlić oczy, jestem zmęczona i frustrowana, nie tylko efektami, ale również tym, swoich predyspozycji nie przeskoczę.[/QUOTE] Jak mam być szczera to z Twoich postów bije frustracja, zmęczenie i rozżalenie faktem, że pies jednak nie jest taki jakbyś oczekiwała. I ja sie nie dziwię szczerze mówiąc. Myślałaś może o tym, żeby zainwestować w dobrego szkoleniowca, który poświęciłby Wam dużo czasu (nie mówię o 2-3 spotkaniach, ale o większej ilości) i nauczył w jaki sposób powinna się kształtować Wasza relacja? Ja bym szczerze mówiąc pewnie spasowała ze względu na dziecko. Pies musiałby wrócić do DT. Wiem, że zaraz by się pojawiły głosy, że jestem nieczuła i nieodpowiedzialna, że nie chce się pracować z psem itd Ale cholera jasna, DT jest po to żeby psa poznać dogłębnie i po to żeby pomóc wybrać ODPOWIEDNI dom dla sierściucha. Jeśli Ty sobie z nią nie radzisz, w dodatku pies ma jakieś "ale" do dziecka to nawaliła cała procedura adopcyjna i pies trafił nie do tej osoby, do której powinien. Przykro, że trafiło na Ciebie... A jak w ogóle osoba, od której psa adoptowałaś reaguje na wiadomości o suce?
  9. a ja mam przypadek beznadziejny, bo ją drażni cokolwiek co jest założone jej na mordkę, nie ma różnicy czy skórzany czy materiałowy czy fizjolog- we wszystkich trze mordą o ziemię i łapami o pysk nam potrzebny jest tylko do przejazdów komunikacja miejską, wiec moze jakos bedzie biedna wytrzymywać jak zaczniemy powoli ją z nim oswajać
  10. Kurcze, psom z odzysku na prawdę są potrzebni tacy ludzie jak Ty rooob90- którzy mają jakieś doświadczenie (a miałeś owczarki, psa ze schronu...), chęć do pracy, wiedzą mniej więcej jak powinna się układać relacja pies-pan. Owszem, takie psy moga być przez pewien czas bardziej absorbujące jeśli chodzi o ich szkolenie i prostowanie po życiowych doświadczeniach, ale nikt przecież Ci nie każe brać psa z kompletnie zwichrowaną psychiką i ogromnym bagażem nieprzyjemnych doświadczeń. Zwyczajny kundelek ze schroniska może Ci nawet przysporzyć mniej problemów niż niejeden rodowodowy psiak ;) Nie chcę oczywiście na siłę przekonywać do adopcji, ale....czy jest sens kupna psa rodowodowego gdy tak na dobrą sprawę nie masz jakiś wiekszych oczekiwań? Rozumiałabym gdybyś szukał psa do sportu czy szkolenia użytkowego, dogoterapii i innych, a Ty po prostu chcesz wiernego towarzysza na spacery i wycieczki. Do schronisk trafiają też zwierzaki zupełnie "normalne", których własciciele np. nie wiedzieli co z psem zrobić na wakacje albo których pan czy pani zmarła i nie znalazł się chętny krewniak do opieki. Nie musisz brać psa z interwencji, pobitego, głodzonego, bojącego sie własnego cienia czy agresywnie broniącego zasobów. Jeśli się obawiasz to pomyśl o psie z DT albo młodziutkim szczeniaczku, którego w razie czego łatwiej wyprowadzić na prostą (sporo szczeniaków trafia do schroniska, bo ludziom oszczeniła się suka i nie wiedzieli co z brzdącami zrobić- takie szczeniaki nie mają zjechanej psychiki i jeśli zostaną raz dwa zabrane to nawet nie wpłynie na nie specjalnie pobyt w schroniskowym boksie). Ja miałam "pecha" w pewnym sensie, bo wziełam suczke już nieco starszą, miała 7 miesięcy, nie wiem co sie z nią wcześniej działo, ale nic dobrego bo tak jak pisałam- bała się wszystkiego, włącznie z własnym cieniem,a już nie daj Boże żebym ja niechcący szurneła za nią noga czy się potkneła- od razu wyrywała do przodu na całą długość smyczy, cała zjeżona się obracała i szczekała na mnie, że ją straszę.... Praca była ciężka, ale żadne słowa nie są w stanie oddac satysfakcji gdy się widzi postępy takiego zeschizowanego psa, gdy się widzi jak powoli zaczyna ufać człowiekowi na nowo :)
  11. [quote name='Frances_B'] Na prawdę mnie jeszcze zadziwia to, że ludzie biorą psa ot tak, żeby był i nic z nim nie robią oprócz spaceru dookoła bloku...[/QUOTE] Skąd ja to znam....moja koleżanka oddała swojego kundelka znajomym bo "głupi jest i szczeka i sąsiedzi mi grożą strażą miejską". Jedynym sposobem na oduczenie psa szczekania było zakładanie mu kagańca materiałowego:roll: A z takich tekstów róznych zasłyszanych na spacerach to klasycznie: jaki piekny pies! a jaka śliczna właścicielka! :D
  12. O, to jeszcze ja jako posiadaczka mieszańca sznaucera się wypowiem :) Moja suka ma teraz prawie 13 lat, jej matka była rasowym sznaucerem olbrzymim, ojciec-wiejski kundelek. Psica jest wyjątkowo zrównoważona, idealny pies do dzieci, bo nawet gdy jakieś przesadza(ło) to zawsze po prostu odchodzi na odpowiednią odległość, raz tylko zdarzyła się sytuacja, że pokazała zęby, mnie przy tym nie było ale z opowieści rodziny wynikało, że mały nieprzypilnowany synek wczasowiczów wszędzie za nią łaził, nawet w krzaki gdy się tam schowała. Do innych psów różnie, sporo za młodu była atakowana przez małe wiejskie podbiegacze, ale mimo to nie była agresywna, gdy jakiś pies jej nie podpasuje to po prostu patrzy spod byka i pokazuje zęby. Nie ma w niej tej zadziorności, którą często się przypisuje rodowodowym sznaucerom. Jeśli chodzi o obcych ludzi to miała świetną pamięć, mogła kogoś nie widziec dwa lata a i tak taką osobę poznawała. Do obcych na spacerach czy wpadających w gości podchodziła z rezerwą, 3 razy zdarzyło jej się złapać kogos za kostkę, ale to wynikało z tego że taka osoba mimo jej groźnego szczekania i tak otwierała furtkę i wchodziła na posesję gdy nikogo nie było. Miała kilka osób, których nie znosiła, nie wiem w sumie dlaczego. Teraz na starość toleruje wszystkich. Zdarzało jej się głuchnąć na spacerach, miała swoje zdanie, jeśli uznawała jakieś polecenie za bezsensowne to po prostu udawała że nie słyszy. Świetnie się z nią pracowało na żarcie, dalej zresztą jest bardzo łakoma :D Uwielbiała pływać (teraz z racji wieku raczej jej nie pozwalamy), aportowanie ją nudziło, chyba że polegało na wynoszeniu czegoś z morza czy stawu :) I co do kopania czy szukania myszy- moja to uwielbiała! Teraz już jej się nie chce, ale kiedyś namiętnie przekopywała łąki i kilka razy udało jej się złapać mysz, miała świetny wech i zawsze kopała w takim miejscu że po pewnym czasie ukazywało się np. gniazdo myszy (niestety dość często z młodymi myszkami :( ). Kopanie było jej pasją do tego stopnia, że nie szło jej odwołać i trzeba było leźć do niej przez jakieś zarośla żeby na siłę ją odciągnąć. Ale to też kwestia braku wychowania i pracowania nad zachowaniem ;) Najgorsze moim zdaniem były pierwsze 2 lata, potem się uspokajała. Przez te 2 lata nieźle zdemolowała nam ogródek, przesadzała drzewka (miała tendencję do wykopywania świeżo zasadzonych krzaczków i wynoszenia je pod furtkę- chyba jej sie nie podobały :D), zdarzały się sporadyczne ucieczki, ale moim zdaniem to po prostu był efekt frustracji, bo głównie sobie latała po podwórku + miała dziennie spacery tak do 2 godzin max. No ale prawda jest taka, że to nigdy nie był pies jakoś wybitnie szkolony czy wychowywany, gdyby przyłożyć się więcej do jej wychowania to byłaby pewnie psem idealnym :) Co do psów schroniskowych- ja mam suczkę ze schroniska z Poznania. Lęku separacyjnego zero, choć na początku gdy zostawała sama trochę zawodziła, kilka rzeczy pogryzła ale były to przedmioty zostawione na widoku (np długopis, kwiatek). Sporo się z nią nawalczyłam bo był to kompletny dzikus, do tego z agresją lękową (nad stosunkiem do obcych psów dalej musimy pracować niestety :(), ale... ona ma jak dla mnie typową psychikę owczarków. Powiesz "siad" to wykona od razu, ta sznaucerowata musiała najpierw przemyślec czy sie jej aby na pewno opłaca :) sprawia wrażenie jakby czytala w myślach, uwielbia aportować, uczyć się sztuczek, jest zapatrzona w przewodnika a przy tym wykazuje skłonności do stróżowania. Lubi zarówno aportowac z ziemi i wody(frisbee zwłaszcza ;)), jak i kopać (ale dla samej frajdy kopania- nie ma w niej za grosz instynktu jak w przypadku sznaucerowatej). To że ma niestabilny charakter to już inna sprawa ;) Ale z opowieści różnych znajomych wiem, ze nie zawsze jest tak, że schroniskowiec ma coś z psychą, sporo spośród tych znanych mi psów ze schroniska nie wymagało jakiejs wielkiej pracy nad ich zachowaniem. Jeśli trafisz na odpowiedzialnych, dobrze znających swoich podopiecznych wolontariuszy to może udałoby się wybrać jakiegoś psiaka dla Ciebie, warto dac im szansę, tym bardziej, że piszesz że masz zamiar z psem uczęszczać na szkolenie, pracowac z nim itd ;) szczeniaków jest masa do wyboru, co chwile trafiają nowe, sznaucerowaty szczyl też się znajdzie ;) Ja przez długi czas mówiłam, że nigdy więcej psa ze schronu, a teraz stwierdzam, że kolejnego też jednak wezmę czy to z DT czy bezpośrednio ze schroniska. Te psy zasługuja na szanse, jeśli masz jakieś doświadczenie, wiedzę na temat szkolenia i przede wszystkim -chęć do pracowania z psem to ja bym na Twoim miejscu pomyślała jednak o adopcji ;) zwłaszcza, że z tego co piszesz wynika, że na dobrą sprawę nie masz jakiś szczególnych oczekiwań co do charakteru psa. Pieniądze, które wydałbys na rasowego możesz wydać na odpowiednie kursy, behawiorystę, psie przedszkole czy inne. Zresztą nikt Ci nie da gwarancji, że z rasowca wyrośnie pies stabilny psychicznie, zawsze może coś pójść nie tak i konsultacja ze specami i tak okaże się konieczna. No ale to Twoja decyzja, ja bym tylko sugerowała zagłebienie się w temat psów do adopcji :) na rodowodowe zawsze znajdzie się chętny, na te schroniskowe (zwłaszcza dorosłe) niestety niekoniecznie.
  13. Odświeżam bo potrzebuję pomocy. Potrzebny mi szkoleniowiec, który pomoże mi przełamać moją sukę jeśli chodzi o kontakty z innymi psami. To schroniskowiec, od początku kompletne braki socjalizacyjne, potem kilka moich błedów i ciężko jej się nawiązuje znajomości zarówno z obcymi psami jak i z obcymi ludźmi (agresja lękowa). Nie zależy mi na nauce posłuszeństwa czy innych takich, bo to mamy względnie wypracowane, choć wiadomo że nie na takim poziomie jaki prezentują psy po kursach. Dotychczas na własną ręke szkoliłam ja korzystając z metod pozytywnych, aczkolwiek bez klikania. Myślałam o p.Lidii Rychlewskiej z DogMasters. Wiem, że różne opinie można o niej spotkać, ale mi zależy jedynie na wyprostowaniu stosunku mojej suki do obcych psów i ludzi. Co sądzicie?
  14. Słuchajcie czy ktos z Was dojezdza tam komunikacja miejska? Czy jest to w ogole wykonalne? Na chwile obecna nie mam samochodu, a z tego co widze to trzeba by dylać z 20-30 minut i to Bałtycką ;| jest tam w ogóle chodnik?
  15. Podnoszę, może ktoś zauważy I upomne się przy okazji o namiary i dokładny adres miejsca, w którym znajdują sie psiaki ;)
  16. [quote name='marta.k9080'][B]DELPH[/B] Podziwiam Cię za wytrwałość.Niestety,nie ma szans ,że ona wyjdzie z kimkolwiek poza mną.Nawet z moją mama nie da rady,na spacerze jak oddałam smycz i oddaliłam się na jakieś 5m ,sucz wpadła w histerię.:crazyeye:[/quote] To bardzo źle, nie możesz doprowadzić do sytuacji, w której pies nie widzi poza Tobą świata i wpada w histerie gdy Ciebie nie ma. Niech Ci się coś stanie (odpukać), będziesz np. w szpitalu przez miesiąc i co wtedy? [B][quote]KLAKI91[/B] na dworze ogólnie to wypatruje zagrożenia,rzadko cokolwiek do niej dociera,czasami dotyk tzn puknięcia palcem w łopatkę. Smaczki ,zabawka-nie działają.Komend nie wykonuje,czasami siad zrobi jak nie ma ,aż takiego stracha.Ja zachowuję spokój,nie wypatruję zagrożeń,nie spinam się-staram się być mega opanowana,nie wrzeszczę,nie biję,nie zmuszam.Sucz na każdego stracha ma jedno rozwiązanie-wiać jak najdalej.Jak widzę ,ze mi zaraz zacznie wariować to każe jej usiąsc,ale to nie zawsze działa.Ogólnie to ona zachowuje się jakby wszystko naokoło było straszne ,dosłownie byle co ją przeraża.[/QUOTE] Czy konsultowałaś się z jakimkolwiek szkoleniowcem? Coś jest nie tak w Waszej relacji, coś musisz robić źle skoro ciągle nie widać poprawy tylko raz na jakiś czas uda się przeskoczyć jakiegoś stracha. Trzeba ją nauczyć określonej reakcji, szukania pomocy u przewodnika, bo na razie, z tego co wynika z Twoich postów, to Twój pies tak na prawdę nie uważa Cię za kogoś kto może go obronić. W prawidłowej relacji pies nie powinien ignorować swojego przewodnika, powinien szukać z nim kontaktu, reagować na polecenia. Ja popełniłam sporo błędów, a teraz dopiero widzę, że gdy między psem a jego włascicielem jest odpowiednia więź to z takim psem można jechać gdzie się chce, nie ma znaczenia czy jest się w domu, na spacerze w mieście, lesie, parku. My musimy jeszcze popracować nad innymi psami, ale tutaj skorzystam już z pomocy szkoleniowca. [quote name='Eden']Pies w stresie nie będzie reagował na przysmaki i komendy opiekuna, to co zajmuje zrównoważonemu psu minutę poznawanie innych psow, reakcja na nowy przedmiot i teren itp naszym zajmuje godzinę, one same muszą dojść do wniosku co to jest, wierzcie mi nie jest łatwo z takim zestresowanym psem.[/QUOTE] Dlatego uważa sie, że w sytuacjach gdy pies nie reaguje ani na zabawki ani na smakołyki należy go jak najszybciej zabrać ze stresującego go otoczenia i zacząć od takiego, w którym mniej jest bodźców. Wiem, że w mieście to jest praktycznie nierealne. U mnie praca wyglądała inaczej bo suka nie włączała trybu ucieczki ale tryb ataku, z bloku wychodziła cała najeżona i nabuzowana, gotowa dokopac każdemu kto ją czymś wystraszy. Swoją drogą- psiak jest z jakiejś hodowli?
  17. [quote name='auraa']A kto z Poznania może jeszcze pomóc? Dziewczyna jest nowa na dogo![/QUOTE] ja bym kontaktowała się z fundacjami, mogę wrzucić maluchy na forum Animal Security, może ktos na szybko im pomoże, trzeba je jak najszybciej zabrać, jesli nie uda sie to jutro czy pojutrze to najlepiej szybko zawiezc je do schronu bo skoncza rozmazane na ulicy potrzebuje namiary na Ciebie cairo, żeby dodać na forum AS- e-mail/kom/fb, cokolwiek
  18. Kontaktowałaś się może z jakimis poznańskimi fundacjami? Animalia, Głosem Zwierząt, Animal Security? Kurcze, pomogłabym Ci ale nie ma mnie teraz w Poznaniu ;/ jeśli chodzi o schron to w tym poznańskim psiaki raz dwa trafiają do nowych domów, zawsze są chętni
  19. Podczytuję ten wątek i wiem co przeżywasz bo sama długo walczyłam z lękami mojej suczki i na prawde dużo czasu zajęło nam wypracowanie określonego zachowania na widok strasznych jej zdaniem przedmiotów. I tak zdarzają się czasami jeszcze zachowania lękowe, ale nie jest to już czysta histeria, jest do opanowania. Wyprowadzenie z lęków przed dziwnymi przedmiotami trwało najpierw 2 miesiące, potem przyszła cieczka i mega regres, a potem kolejne pół roku mniej więcej. Przede wszystkim- wiem, że łatwo to mówić- musisz pamiętać, że Twój spokój udziela się psu. Nie zrażaj się, nie krzycz, bądź spokojna i opanowana. U mnie było tak że im bardziej się denerwowałam ja (chociaz na zewnątrz zachowywałam spokój) tym bardziej nerwowo zachowywała się moja suczka. U Ciebie jest ten problem, że troche psisko waży, u mnie to 7-kilogramowy kurdupel, który nie raz wyrywał mi prawie bark ostrym ciągnięciem, więc domyślam się co u Ciebie się musi dziać...u mnie w dodatku dochodziła do tego agresja lękowa, innych psów unika do dzisiaj, choć nad tym też zaczynamy pracować, ale już pod okiem szkoleniowca, bo sama nie dam sobie rady ze zorganizowaniem spotkań z odpowiednimi psami. Mogłabyś jeszcze raz w skrócie napisac jakie metody stosujesz? Co robisz gdy ona się boi/ Czy gdy zaczyna panikowac cokolwiek do niej dociera?
  20. Warto by było ustalić dlaczego właściwie atakuje ludzi. Jeśli to ma tło lękowe to można zainteresować się metodami szkolenia pozytywnego, choć w takich przypadkach przy odpowiedniej reakcji dużo szybciej można osiągnąć efekt poprzez korektę pod warunkiem, że zostanie użyta w odpowiednim czasie- złe użycie może skutkować pogłębieniem problemu, choć to oczywiście dotyczy większości metod szkoleniowych. Ja gdy moja suka się rzucała na mijanych ludzi stosowałam korektę (gdy nagle mi sie wyrwała- szarpnięcie smyczą, natychmiastowe poluźnienie i komenda do wykonania- najczęściej "noga" + delikatna pochwała głosem gdy minęliśmy człowieka) i odwracanie uwagi, gdy widziałam że przymierza się do skoku (a to widać gdy dobrze obserwujesz psa- delikatny ruch uszu, ogona, intensywne wpatrywanie się w mijanego człowieka- mało jest psów, które nie sygnalizują ataku). Raz, że nie chciało mi się nad nią stac, ciuciać i wpychać w nią smaki, dwa- mijałyśmy wiele ludzi i barowanie na każdego człowieka mijało się moim zdaniem z celem. I koniecznie kaganiec, bo pies może raz się wyrwać (choćby karabińczyk pęknie) i komuś krzywdę zrobić.
  21. Czy ktoś był ostatnio w schronisku? Orientujecie sie jak wygląda kwestia szczeniąt?
  22. [quote name='GAJOS']klaki91, Tylko że w 99,999999% przypadków winny jest człowiek, nie pies. Człowiek który pozwala psu wchodzić sobie na głowę póki pies jest "słodkim szczeniaczkiem". Nagle pies dorasta, i ludziom pewne zachowania , na które wcześniej psu pozwalali, stają się nie wygodne, i jest boom. Prawie nigdy winny nie jest pies...Tyle.[/QUOTE] Zgadzam się w 100%. Ale wiadomo, że osoba, która nie potrafiła wychować psa najprawdopodobniej nie będzie też potrafiła dobrze zastosować kolczatki. Tu powinien pomóc dobry szkoleniowiec/behawiorysta moim zdaniem, zwłaszcza, że to nie psa dostosowuje się pod określoną metodę, ale metodę pod psa.
  23. [quote name='GAJOS']A by przekonać psa, że nie tylko trzeba gryźć ? W naturalnych warunkach psy tak zachowują się między sobą... Ja rozumiem, że pies to członek rodziny, i że to go może ranić emocjonalnie itd. ale ja testowałem i działa. I wcale to nie musi być kolczatka, może być równie dobrze obroża...[/QUOTE] Mam sukę, która ma agresję lękową (choć już opanowaną) i nie wyobrażam sobie zmuszać ją do kontaktów z innymi psami. U niej wcale nie pomagało zapoznawanie na siłe, wręcz przeciwnie- tylko wzmagało agresję i lęk. Zdecydowanie lepiej na jej nastawienie wpływało zapoznawanie z psami, które olewały rytuał witania i same dawały się obwąchać. Ale zanim doszłyśmy do tego etapu trzeba było do perfekcji przećwiczyć ignorowanie przez nią obcych psów i odchodzenie, gdy jakiś ją zaczepiał. Nie pojmuję jak można używać kolczatki czy obroży w celu zmuszenia do zawarcia kontaktu przy psie wykazującym agresję LĘKOWĄ, a nie wiemy z jaką agresją mamy do czynienia w przypadku psa autorki (a biorąc pod uwagę zachowanie tego psa sugerowałabym dokładne sprawdzenie czy to nie ma tła lękowego- moja też leciała z warkotem i ujadaniem na inne psy a potem przyjmowała postawę uległą przy czym nie dawała sie obwąchać tylko atakowała wysyłając przy tym masę CSów). Może w sytuacji psa o typowo dominacyjnym charakterze zmuszanie do okazania uległości poprzez przytrzymanie go w taki sposób aby inny pies go mógł obwąchać ma jakiś sens.
  24. Nie no, oczywiście, kolczatka może i ma jakieś zastosowanie ( nie wiem bo nie mam i nigdy nie miałam potrzeby stosowania), gdy jest [B]prawidłowo używana[/B] w przypadku psów agresywnych, ale najpierw wypadałoby ustalić dlaczego suka się tak zachowuje i jakie to ma tło.
×
×
  • Create New...