-
Posts
535 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Miawko
-
Spike, czemu Ty wybierasz tylko pojedyncze zdania z kontekstu, a często wręcz nadinterpretowujesz czyjeś wypowiedzi? Nie, nie chcę żeby do mojego psa podbiegały obce i często agresywne psy. Nie, jesli się to zdarzy, to ich nie kopię ani nie krzyczę - da się z tymi psami zwykle "porozmawiać" postawą ciała moją i psa. Nie, nie chcę żeby mojego psa głaskały / zaczepiały nie znane mu osoby bez mojej wiedzy. Nie, jeśli się tacy znajdą, nie krzyczę na nich ani nie obrzucam wyzwiskami - zwykle skupiam się na reakcji psa i w miarę możliwości tłumaczę dlaczego taki eksperyment może (nie musi!) się źle skończyć. Prowadzę mojego psa zawsze na smyczy i nie widzę powodu, żeby się tego wstydzić - wiem jaki ma charakter, wiem też, że nie jestem w stanie kontrolować go w 100% Mój pies idący na smyczy nie jest socjopatą tylko czychającym żeby odgryźć głowę dziecku lub psu. Nie ma problemów w poruszaniu się nawet w tłumie pod sceną. Po prostu staram się minimalizować ryzyko, które mimo, że minimalne, przecież istnieje. Proszę tylko o to, żeby w przestrzeni publicznej, gdzie prawo przebywać w komfortowych warunkach mamy wszyscy, pozwolono mi i mojemu psu normalnie spędzać czas. Mnie nikt nie ciągnie za włosy, bo "takie śliczne" ani nie przytula "bo taki misiaczek". Bardzo bym chciała, aby nie spotykało to też z niespodzianki mojego psa. Jeśli człowiek jest znany i pies wie czego się spodziewać, to czemu nie? :) I tyle. Nie sądzę aby moja postawa była agresywna czy roszczeniowa. Złota zasada współżycia w społeczeństwie mówi, że "moja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się Twoja".
-
Cieszę się, że wszyscy się zgadzamy, że "nie powinni" nas i naszych psów zaczepiać ludzie i inne psy w przestrzeni publicznej. To już postęp. Szczerze, jak mnie ktoś będzie natrętnie (zaznaczam, że nie chodzi o zaczepianie o dwa złote lub pijackie podrywki, póki nie robią się agresywne) zaczepiał, to może i nie uderzę, ale na pewno będę się starała odejść i zadzwonię po policję. Jak mi się odejść nie uda, będę krzycześ i wzywać pomocy. A jak i to nie pomoże i dojdzie do przepychanek, to będę się bronić. Tylko dlatego, że jestem w przestrzeni publicznej, ktoś ma prawo mnie napastować? Naprawdę? I dlaczego ktoś miałby uważać, że z psami jest inaczej?
-
Ta rada jest zupełnie nie na miejscu w przypadku stwierdzonego u psa AUTYZMU. Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że nigdy się z atakującym psem nie spotkałeś. Jeśli zareagujesz na czas, owszem masz szansę rozładować sytuację smaczkami, odwróceniem uwagi, czymkolwiek. Ale jeśli psy już się gryzą... Ty serio te rady?
-
Ja takie psy widziałam i nie stanowiły żadnego problemu (o ile labradory są WIELKIE). W ogóle nie zwracały uwagi na mnie, ani na Nikkou. Zaaferowane były tylko swoimi sprawami i właścicielem. Nie zaczepiały ani ludzi, ani zwierząt. Super wychowane - wręcz gratulowałam właścicielowi tak grzecznych psów :)
-
Mój zwykle też, ale zdarzały się sytuacje, że był tak zaaferowany jakimś zapachem, że po prostu nic wokół nie widział :) Podałam kilka przykładów sytuacji, które mogą (nie muszą) psa zaskoczyć i sprowokować do nietypowych dla niego normalnie zachowań. Większość z nas ćwiczyła z psem w tłumie, przyzwyczajała do dziwnych dźwięków i sytuacji, ale nie przygotujemy go na wszystko, a charaktery psie są przecież bardzo różne. Niby mojego tak dobrze znam, a przecież mnie kilka razy zaskoczył. Trudno mi uwierzyć, że ktoś jest swojego psa w każdej sytuacji 100% pewny. Jeśli tak jest, to szczerze zazdroszczę :)
-
Nie no zaraz. Chwileczkę. Gdzie ja napisałam, że prowadzenie psów na smyczy wyklucza prowadzenie psów komendami? O.O Jeśli ktoś taki poziom wychowania psa osiągnął, że nie musi się martwić wiewiórkami, kotami, tłumem ludzi, grupami pijanych nastolatków, oponami strzelającymi samochodom na wybojach (to akurat sprawia, że mój pies potrafi dwa metry w bok skoczyć z nagła), karetkami na sygnale, psami doskakującymi nagle do bram i innymi tego typu normalnymi zdarzeniami w mieście, to czemu miałby psa nie prowadzić bez smyczy? Jak długo ten pies mnie i mojego psa na smyczy nie zaczepia, nie widzę najmniejszego problemu. Ze Spike'iem dyskutujemy tak długo o czymś innym: według niego ten pies luzem ma święte prawo każdego psa i człowiek zaczepiać, bo czemu nie? To ja i mój pies powinnam być zawsze gotowa i chętna zapoznać się z jego zwierzakiem. A to mi już nie do końca odpowiada.
-
Ok, widzę, że się nie dogadamy skoro wiesz o mnie więcej niż ja sama :) Odnośnie agresji w wypowiedziach - spojrzyj też w swoje proszę, bo wskazują na niesamowite pokłady agresji u Ciebie. Nie mam pojęcia jakim cudem dogadujesz się z kimkolwiek :D
-
Wydaje mi się, że jednak trochę przesadzasz. To, że "sobie nie życzę" podbiegających do mnie obcych psów nie znaczy jeszcze, że chodzę z kijem i je odganiam, albo krzyczę na ich właścicieli. Nie jestem furiatką i zakładam, że większość osób na tym forum też nie. Szczerze, to nigdy mi się jeszcze nie zdażyło podnieść głosu na kogoś, kto do mnie podszedł (z psem, czy też bez) na spacerze. Czemu miałabym być agresywna? To jest kontraproduktywne, wyzwala agresję we mnie, w osobie, na którą chce wpłynąć, a dodatkowo w obu psach. Totalna głupota. Moje "nie życzę sobie" przejawia się zwykle w spokojnym zwróceniu uwagi i prośbie o zabranie psa lub odsunięciu Nikkou tak, żeby dzieciak, który do psa łapy wyciąga bez pytania, nie znalazł się w zasięgu pyska. To działa w obie strony - jak mnie ktoś poprosi, żebym się może jednak psa zapięła, albo żebym przeszła odgradzając sobą psa od danej osoby, bo się zwyczajnie boi - nie widzę najmniejszego problemu żeby tego nie zrobić.
-
@a_niusia Ty tak złośliwie? Chodzi tylko o to, żeby psa z nagła nie przetrenować, bo ja mam akurat wenę na rower. Chłopak, który temat zaczął akurat tego problemu nie ma - z tego co pisze, wypady na rower robią regularnie i suka jest zadowolona z wycieczek. Twoje psy, z tego co piszesz, też są przyzwyczajone do regularnego biegania w równym tempie. No i super. Są jednak ludzie, którzy swojego psa, który nigdy do tej pory przy rowerze nie biagał, biorą nagle na pół godzinne bieganie w upale i po asfalcie, a potem się dziwią czemu im nagle pies kuleje. Raczej do nich zwracała się Berek. (Nie sądzę jednak, żeby problem dotyczył tylko pracowników korporacji, choć oni pewnie w Warszawie tworzą największą grupę statystyczną ;))
-
Prawda. Może. Ale w 80% przypadków, z którymi się spotkałam, właściciel nie miał prawie żadnej kontroli nad psem w szelkach. W jednym ekstremalnym przypadku spotkałam się tak z chłopakiem, który na szelkach, na automatycznej smyczy i do tego na lodzie (lód był wtedy wszędzie - nie jego wina ;)) wyprowadzał na spacer swojego pitbula, którego w ogóle nie kontrolował. Nawet nie zwracał na niego specjalnie uwagi. Tak więc, gdy ta psina wystartowała do mojego Nikkou, to najpierw pies smycz rozciągnął (zanim chłopak się zorientował co się dzieje), potem chłopaka na lodzie przeciągnął, a potem od drzewa oderwał. Żeby tylko dotrzeć do mnie i mojego psa. Takie tam małe traumatyczne przeżycie :D Same szelki to nic złego, tak jak i pies bez smyczy - byle właścicel był świadomy i odpowiedzialny,a to, jak pisałam wcześniej, niestety rzadkość :)
-
Stanę chyba trochę w obronie biednej Akirki bo przypisuje jej się wypowiedzi, których nie popełniła :) Z tego, co doczytałam dziewczyna pisze tylko, żeby psa w miejscach publicznych prowadzić na smyczy. Nic nie było o kojcach, izolowaniu, nie spuszczania psów ze smyczy w ogóle i wyprowadzaniu ich zawsze w kagańcu. Nie wiem, skąd się takie opinie wzięły... Podoba mi się jej podejście o tyle, że jest pragmatyczne. Oczywiście, że najlepiej by było, żeby psy odpowiednio wychowywać. Oczywiście, że nerwowe, agresywne, zbyt podekscytowane psy to wina właścicieli. I co z tego? Nie jesteśmy w stanie zmienić ludzi na siłę. Dyskusje o obowiązkowych szkoleniach, testach na posiadanie psa (a może też od razu i dzieci ;)) uważam za utopijne dywagacje nie prowadzące do rozwiązania problemu psów i ludzi w przestrzeni publicznej. Można jedynie narzucić pewne standardy współżycia, które z zasady będą obowiązywały wszystkich. Obecnie pies w Polsce w miejscach publicznych ma być pod kontrolą. Co oznacza kontrola każde miasto / gmina decyduje samo. Byłoby świetnie gdyby psy, których właścicele włożyli trud w szkolenia i są ich pewni 120% mogli je wyprowadzać w miejscach publicznych bez smyczy. Spotkałam takich ludzi na spacerach - da się :) Ale to faktycznie jest ułamek całej populacji psich właścicieli. Generalnie, spotykając psa luzem lub na szelkach, spodziewam się spotkania pyskiem w pysk, co może się skończyć bardzo różnie w przypadku mojego psa (należy do tych gorzej wychowanych - proszę mnie nie bić).
-
W tej bazie powinien być podany numer kontaktowy pod którym można zgłosić, że pies jest u Ciebie - to oni będą się kontaktować z poprzednim właścicielem. To właśnie poprzedni właścicel powinien zmienić dane w bazie. Jeśli to większa baza, to numer chipa powinien być też dostępny w ogólnoeuropejskich bazach - może można te dane przekopiować do którejś z polskich baz?
-
Korygowanie oznacza jedno krótkie pociągnięcie za smycz i odpuszczenie. Przy braku reakcji - powtórzyć. Nie przeciągamy się z psem, bo to do niczego nie prowadzi. Jednakże, jeśli wyprowadzasz psa na szelkach, to nie masz raczej możliwości tego sposobu zastosoować. Chyba, że ktoś wie, jak korygować chodzenie na smyczy psa na szelkach - ja niestetey nie znam :9 Jak mój wychodzi na szelkach (np. w góry na szlak), to zakładam mu też obrożę, do której podpinam smycz w zamieszkałych terenach. Po prostu znacznie łatwiej go wtedy kontrolować.
-
Tylko, że szpice to raczej nie są uległe psy. Dla rodziny, przy dobrym prowadzeniu, to cudowne psy, ale można się na ich niezależnym charakterze "przejechać". Tu jest potrzebna żelazna konsekwencja i, paradokslanie, duża delikatność w stosunku do psa. Da się, ale to nie jest najłatwiejsza grupa :)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Jak to nie ma być pies mega aktywny, to beagle stanowczo odpada. To niewyczerpany wulkan energii, a do tego pełen pomysłów, jak tę energię spożytkować ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Nie znajdzie. Każdy pies trzymany w domu brudzi i nie ma się co oszukiwać, że jest inaczej. Chyba, że pies miałby być w kojcu, a do domu wchodzić tylko do towarzystwa domowników.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Niesforny szczeniak Beagle- Formy kary? POMOCY :(
Miawko replied to Katarzyna19's topic in Wychowanie
No i jeszcze na pewien czas schowałabym dywan, skoro pies go od maty nie odróżnia ;) -
Niesforny szczeniak Beagle- Formy kary? POMOCY :(
Miawko replied to Katarzyna19's topic in Wychowanie
Faktycznie matę trzeba zabrać, bo wygląda, że masz psa, który załatwia swoje potrzeby jak kot, z tym, że zamiast kuwety wykorzystuje matę ;) Poza tym, możesz ją karcić za sikanie w domu jeśli robi to przy Tobie. Wygląda, że na razie psiak w ogóle nie skojarzył, że to jest zachowanie niepożądane. Jeśli mieszkacie w domu można ją w takiej sytuacji od razu wystawić na dwór. -
Nie wiem, czy takie szkolenie w ogóle jest potrzebne psom ras stróżujących. Mój bez szkolenia robi dokładnie to, o czym piszesz. Chociaż Bogiem, a prawdą jeszcze nie miał okazji nikogo na swowim terenie pogonić - nie zdarzyło się... Szkolenie na psa obronnego, to chyba niezbyt dobry pomysł - przy psach z instynktem stróża (gdy pies już i tak jest nieufny w stosunku do obcych) może się stać zbyt agresywny.
-
Aktualizacja - Twój pies ma chipa? ---> SPRAWDŹ W BAZIE DANYCH
Miawko replied to Agata Balu's topic in Chipowanie
Czy to jest na pewno właściwy numer? Z tego co zdążyłam sprawdzić numer chipa powinien się składać z 15 znaków, ale w tym wypadku powinien zaczynać się od 616, a nie od 0. "pierwsze 3 cyfry to kod współdzielony (900), kod kraju (np. 616) lub kod producenta (9XX)" Tu mamy chyba drugi przykład. -
A tak a propos ciągnięcia na smyczy - trochę off top, ale może da się z tym rodezjanem wykorzystać. jak pisałam wcześniej, beaglica moich rodziców ciągnie. Poza tym szybko się ekscytuje innymi psami, łapie tropy i generalnie na smyczy jest szał :) Rodzicom na codzień pomaga kolczatka. Problemu oczywiście nie rozwiązuje, ale pozwala go w miarę opanować. Mamy też drugi sposób - od święta :) Gdy jestem w odwiedzinach zdarza nam się podpinać ich sunię do mojego białasa. Wygląda to tak, że ja prowadzę na smyczy Nikkou, a smycz suni przypięta jest bezpośrednio do jego obroży. Ja kontroluję mojego psa, a on z kolei wpływa na suczkę. Wygodne to dla mnie, bo się z nią szarpać nie muszę, ale zauważyłam też, że jest wtedy po prostu spokojniejsza. Może ten rodezjan ma jakiegoś znajomego, podobnego gabarytowo psa, któremu ufa? Wtedy można by wypróbować takie podejście. Może pomoże :)
-
A jak to w ogóle działa? Czy w ogóle taki kantar to konieczność? Sama mam dość dużego psa, któremu zdarza się wyskoczyć na wroga, ale nauczyłam się go kontrolować (no i on tę kontrolę też akceptuje), tak więc stanowcze pociągnięcie smyczy (żadne kolczatki i inne takie) zwykle wystarcza. Właściwie to oderwanie mu przednich nóg od podłoża, lub pozbawienie równowagi (pociągnięcie lub popchnięcie w bok - nie mówię, żeby psa przewracać, bo i nie ma takiej potrzeby) spokojnie wystarcza żeby psa wyrwać z amoku. Zdarzyło mi się go nawet raz faktycznie zawiesić na smyczy, i to lewą ręką (!), a jakoś specjalnie silna nie jestem 9chyba adrenalina zadziałała ;)). Na beagla rodziców ta metoda słabiej działa, ale tu z kolei nie ma potrzeby takiej pomocy, jak kantar, bo to dość mały gabarytowo psiak... Nie mam wiele doświadczenia, więc z czystej ciekawości - jak to z innymi dużymi rasami wygląda?
-
To zgłaszam i weg damit :)
-
Czy to jest po prostu reklama, czy prowadzicie akurat otwarte konsultacje dla każdego i za darmo?
-
No patrz, a ja myślałam, że ta praktyka w końcu umarła. Przynajmniej u ludzi, którzy mają problemy z ogarnięciem swojego psa... Rozumiem zawodników startujących z nieswoimi psami, ale człowiek, który ma problem z posłuszeństwem u swojego psa i oddający go komuś do szkolenia i czekający w domu spokojnie na wyniki jest dla mnie nie do zrozumienia. Może dlatego, że widziałam wynik takiego podejścia w praktyce: dobermana zamkniętego cały dzień w kojcu, a na noc wypuszczanego tylko na szczelnie ogrodzony placyk. Żadnych spacerów czy zabawy z właścicielami, bo się go po prostu bali. Pies był w stosunku do nich dominujący, ustawiał ich jak chciał, jak mu się coś nie podobało warczał, ewentualnie atakował. Słuchał tylko trenera, który z nim pracował, żeby tę agresję wykorzenić... Gdzie tu sens?