-
Posts
2029 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Maron86
-
Tak się zastanawiałam gdzie ja tą babę już widziałam w TV, coś mi się kojarzy jednak nie wiem czy dobrze. Czy przypadkiem Kasia Pisarska w psich adopcjach ją nie pokazywała? Też niby miały być psy od babiszona adoptowane, znów się skończyło wyłącznie na wymuszeniu pomocy rzeczowo/finansowym? Mi się wydaje że jej taka sytuacja pasuje, że ona lubi się nad tymi psami pastwić. Jak by mi ktoś powiedział że mi psa weźmie do weta, przebada pod każdym kątem i jak będzie ok to odda - zgodziłabym się.
-
No i właśnie o to mi chodzi, że ogólnie wystarczy przemalowany worek śniadaniowy podpisać woreczki 'na psie odchody' i zbijać kokosy... Ja mam śniadaniówki, na allegro kupiony 2 'belki' po 1000sztuk :diabloti:. Mam duże psy więc worki sobie odpowiednio dobrałam, jednak te 'psie' nie widziałam w różnych rozmiarach więc też mnie to skłaniało do zastanowienia. Jeszcze raz na wyjeździe trafiłam na takie 'psie worki' gdzie mi worek do łokcia sięgał :-o, aż sprawdziłam czy to nie były na końskie odchody. Wiadomo ja to z chęcią bym używała tych biodegradowalnych, ale taki 'zapas' 10sztuk to dziennie by mi schodził. Do tego dodajmy tymczasa który zazwyczaj zanim przejdzie na jedną stałą dobrej jakości karmę to ma erupcje żołądkowe...
-
Ja widziałam cenę tych biodegradowalnych, stwierdziłam że jestem za biedna. Chodzi mi o te eko: [url]http://allegro.pl/worki-woreczki-na-psie-odchody-kupy-100-biodeg-i3992785083.html[/url] Tych w lidlu nie widziałam więc nie wiem ocb ;). Wiem że są jeszcze takie zwykłe worki na psie odchody, ale one niczym się nie różnią od tych śniadaniowych... No dobra kolorem, bo jest czarne i nie widać że się G niesie :eviltong:
-
Oj też przez to przechodziłam, dziesiątki odchodów w koło. Lecę między minami z workiem, a tu się okazuje że pies puścił tylko bąka :cool3:, a weź teraz wróć na chodnik mając świadomość że jak wyszedł bąk to i zaraz może wyjść coś więcej jednak wcale nie musi. Swoją drogą zawsze mnie śmieszą ludzie czepiający się o psie G które na dobrą sprawę po 2-3 deszczach się rozpuści, udając wielkich ekologów jednak przyznajcie się kto używa ekologicznych worków? Moje 'robią' do śniadaniowych, nie stać mnie na bycie 'eko' w przypadku wyprowadzania 3-4 psów (policzcie sobie ile to G do zebrania :eviltong:). Ogólnie uważam że po psach powinno się sprzątać bo to zwyczajnie jest bezpieczniejsze dla naszych własnych psów, nie zarażą się żadnym świństwem mając odchyła i wąchając cudze G itp
-
Jak mam być szczera to z własnego doświadczenia wolę wetów którzy zakładają że nie jesteśmy idiotami i skoro wiemy o szczepieniach kompleksowych to również wiemy o ryzyku, a jak nie wiemy to się dopytamy. Zamierzasz już jako dorosłego psa szczepić również na przestrzeni pół roku, czy będziesz aplikować kompleksy żeby między innymi zaoszczędzić stresu psiakowi? żeby nie było nie neguje twojego wyboru, bo każdy ma prawo dokonać swojego. Tak jak pisałam, ale się znów powtórzę ja osobiście (a właściwie moje psy) nie mam jednego weta którego traktuję jako omegę. Również 'polecanych wetów' biorę od czasów Magii pod ostry 'ostrzał'... taka zachwalana i suki wyleczyć nie potrafiła :shake:. Teraz suka moja zdrowa, szczęśliwa, nie żłopie jak świnia, nie sika po domu - wszystko wróciło do normy.
-
Widziałam reportaż i jestem wstrząśnięta, nie wiem czy to ten sam który leciał. Jednak ten pies który został odebrany... Ta jego łapa... Widać że to nie jest od urodzenia, cała spuchnięta, wykrzywiona. Pewnie babkso mu włoiło tym kijem. Te wszystkie przerażone oczęta uciekające przed nią, ta suka co miała suty do ziemi .... Rodzice moi stwierdzili że powinni tego psa wykastrować bo widać że ma jakąś chorobę jąder - jak im powiedziałam że to brzuch i listwy to byli jeszcze bardziej wstrząśnięci niż ja! Do tego to kłamanie że psy mają 3 wetów, idę o zakład że one szczepienia nie mają, książeczki zdrowia... a weta to na oczęta nie widziały. Ten przekręt żeby psa odebrać, też paranoja. Ją jeszcze mogę zrozumieć że kombinowała, ale ten facet? Po co, dla czego, w jakim celu?
-
U nas niby są te dyspondery, ale dają tam to papierowe byle co i szczerze jakoś nigdy nie wzięłam stamtąd bo jak potrzeba to niema. Koszy kilka jest na psie odchody jednak tylko w jednym miejscu na całą miejscowość, do tego zawsze zapchane wszystkim tylko nie odchodami. Ostatnio coś mnie trafiło gdy baba darła paszcze że 'gdzie to g*wno, są na to kosze', stwierdziłam że fakt są ale przez nią zapchane (chwilę prędzej wywaliła tam reklamę tesko tak że nic już się nie dało upchnąć)... jednak jak chce to proszę bardzo i postawiłam worek z wielkim śmierdzącym G na ten kosz który stał może z 1m od ławki na której babsko siedziało :diabloti:. Kilka razy jeszcze prędzej i później widziałam jak paszcze na ludzi darła którzy za wolno sprzątali, lub wywalali nie do tego kosza... Swoją drogą ostatnio widziałam jak ta sama baba lazła z yorasem (prędzej nie miała psa), specjalnie za nią poszłam i przydybałam jak nie sprzątnęła po kundlu który zrobił na chodnik. Wydarłam się na nią 'w zemście' za tamtą sytuację (jestem mocno pamiętliwa) że co za chamstwo, że ma po psie posprzątać i jak tego nie zrobi to dzwonię po SM :evil_lol:. Babsko skrępowane tłumaczyła się że niema woreczka, że kręgosłup ją boli, że inni też nie sprzątają - skwitowałam że trzeba było psa nie brać skoro nie może po nim sprzątnąć, a jeszcze lepiej jak by się ludziom prędzej nie narażała to by teraz jej się nie czepiali.
-
U nas to działa wręcz na odwrót, ludzie się czepiają dużych psów, opiekunowie sprzątają po dużych spach, duże psy robią na trawie. Natomiast paniusie po yoraskach niehańbiący się sprzątaniem G bo przecież to małe G i go pawie nie widać, jednak dupkę psy chusteczką wytrą, yorasy srają po chodnikach i jest ok. Swoją drogą jeśli chodzi o wielkość odchodów, ostatnio się zdziwiłam że z takiego małego yorasa wyszło więcej jak z mojego MT ... i to na chodnik! Chamstwo jest ogromne, nie raz się z chamskimi tekstami spotkałam pomimo że ludzie boją się podejść do psów to ryja na całą okolicę wydrą - pomimo że sprzątam G! Chociaż nie powiem są sytuację gdzie G nie zbieram: a) nie ma nigdzie śmietnika b) pies biega w lesie na lince c) pies ma takie rozwolnienie że fizycznie nie da się zebrać d) ktoś mnie tak wku**** że chowam worek i mam wszystko gdzieś e) akurat mi się skończyły worki czego nie zauważyłam
-
My tu właściwie piszemy o 'prywatnych zbieraczach', a ja niestety byłam świadkiem jak na 'dużym pokoju' (pokój wielkości tego co mam w domu dużego, a mimo wszystko u mnie to m4) gnieździło się ponad 37kotów! W tym chorych, młodych, starych, zarażających... Później płacz dlaczego koty chorują, zbieranie środków bo się zarażają, UMIERAJĄ na wirusowe choroby. To wszystko 'w dobrej wierze' fundowała im organizacja pro zwierzęca, idea ratowania wszystkiego jakoś do mnie nie przemawia. świata się nie zbawi i moim zdaniem lepiej pomóc 1-2 zwierzakom jednocześnie zapewniając im naprawdę profesjonalną opiekę, szkolenie, wyciągniecie z problemów ... niż nagromadzić zwierzyniec, zamknąć po czym lamentować że 'gdzie jest bóg' itp.
-
Bo z rozdzielaniem psów jest jak z ripostami, pomysły przychodzą po fakcie :diabloti:... Np ostatnio byłam sobie z mamą i trójcą na spacerku wieczornym (koło 22-23), Szaman zasiadł żeby zrobić co trzeba. Gdy skończył to go ustawiłam żeby nie wyrwał do faceta z dzieciakiem i szukałam worka na G. Kiedy już miałam zbierać G z workiem na ręce doszedł do mnie wrzask faceta 'teraz zbieraj to gówno, nie udawaj że go nie widzisz (tu epitety)', ja pochylona nad tym G z myślą 'a sam se zbieraj frajerze', matka do mnie 'zostaw to, będzie ci szmaciarz wtykał'. Miałam ochotę tym zebranym gównem rzucić w niego, jednak szkoda mi było dziecka - takie z 4lata gdzieś. W sumie dziecko nagle do ojca powiedziało 'przestań, przecież pani sprząta. Wstydzę się ciebie'. Nagle cała złość mi minęła, a tak o wracając do domu przyszła do głowy masa epitetów i ripost :lol:. Swoją drogą wkurzają mnie ludzie którzy czepiają się że pies 'stawia kloca' na trawie, jednak się nie odezwą słowem do ludzi z yorasami s**** po chodniku. Dziwi mnie to.
-
Nie zagłębiam się dokładnie w ten temat bo i psychologie miałam w 'wersji podstawowej' w szkole, jednak z tego co się uczyłam to w każdym z nas jest lekki psychopata i od nas zależy czy wypuścimy szaleństwo 'na światło dzienne' by sobie pofolgowało... Co do osób balansujących na granicy, sama na dogo obserwuję kilka takich osób którym naprawdę nie wiele żeby stać się sadystą nie zdając sobie z tego sprawy. Chociaż możliwe że źle to widzę ;) więc i nie osądzam (jeszcze :cool3:). Wydaje mi się że część zbieraczy zaczyna właśnie od dobrego serca i chęci niesienia pomocy wszystkim i wszystkiemu, po czym sprawa faktycznie i realnie zaczyna przerastać. Taki zbieracz przywiązuje się do zwierząt i nie chce ich wydawać 'bo to ich kochane dzieci'. Jednak trzeba zauważyć jedną zależność, jeśli zbieracz traktuje zwierzaki jako dzieci to czy ... łoi je kijem? Nie tu mi się wydaje że wychodzi właśnie psychopata, a zwierzaki traktuje się jako swoją własność którą nikt nie ma prawa ruszyć nawet jak by zdechły wszystkie przy ich nogach ... Odniosę się jeszcze do odebrania psów, wydaje mi się że osoba prywatna ma nikłe szansę żeby cokolwiek zrobić w tej sprawie. Jeśli wyśle się karmę do tej 'kobiety' to będzie (moim zdaniem ofc) przyzwolenie na jej działanie i sygnał że może wziąć jeszcze więcej zwierząt. Bez zrzeczenia nie można jej odebrać siłą zwierząt, na DT nikt (przy zdrowych zmysłach) mający swoje zwierzęta/zwierzęta pod opieką nie weźmie chorego lub potencjalnie chorego psa pod dach. Można by się na sterylizację wszystkiego żyjącego u niej zrzucić, jednak ona się nie zgadza na sterylizowanie/kastrowanie.... Więc na dobrą sprawę co może zrobić osoba prywatna prócz oburzenia się?
-
dzięki wielkie :loveu:
-
Ja bym najpierw wezwała behawioryste, a później zależnie od tego jaką wyda opinię. Pamiętaj że hormony utrzymują się do około pół roku po zabiegu kastracji! To nie jest tak że wytną psu jajca i nagle stanie się psem miłującym cały świat, jeśli już ma zachowania dominujące (chociaż z tego co piszesz ciężko wywnioskować o co naprawdę chodzi) to tylko pracą można go oduczyć i utemperować. Nie wierzyłam w behawiorystów, myślałam że to zwykli naciągacze...Jednak stało się coś co zmieniło moje postrzeganie na ten temat. Sukę którą wyadoptowaliśmy próbował gwałcić samiec już tam mieszkający, tak mocno zaszczuł sukę że tego samego dnia wróciła do nas. Wróciła żeby nie było sytuacji że suka psa znienawidzi, a samcowi zakoduje się wyłącznie jedno spostrzeżenie z suką. W każdym razie wystarczyła słownie jedna sesja z psami by samiec nauczył się że NIE wolno gwałcić suki. Teraz psy razem śpią, pilnują 3h ziemi, chodzą na szkolenie. Trzeba pamiętać że praca właściciela psów nie kończy się na wezwaniu pomocy, tu się dopiero zaczyna 'cała zabawa'. No i druga sprawa często behawiorysta również ma swoją szkołę szkoleniową, stamtąd czerpie wiedzę itp. Więc rozglądając się za behawiorystą weźcie pod uwagę jego 'staż' oraz z jakimi psami pracował. Popieram cię Bandyta - jak się moje żarły to od razu był 'telefon do przyjaciela' inaczej mówiąc szkoleniowca który prowadził nam samca, pomimo że to suka atakowała. Teraz po długiej, mozolnej, ciężkiej pracy, przede wszystkim konsekwencji psy potrafią się wspólnie bawić i spać na jednej kanapie. Jeszcze taka ciekawostka z życia, to że pies starszy nie atakuje jako pierwszy wcale nie oznacza że nie wysyła masy CSów zachęcając do walki. Wy postrzegacie tego psa jako 'biednego staruszka zaszczutego przez głupiego 8m-c samca', a może być też tak że ten biedny staruszek próbuje sobie ustawić młodego co nie jest aprobowane przez jego silny charakter. Jest też możliwość że twój pies chce się bawić tylko nie wie jak bo wciąż dostaje zębami przez swoją ogromną ekscytację. Żeby postawić 'diagnozę' (ofc trafną) należy widzieć jak psy reagują, gdzie leży problem. Nie można działać nie mając wiedzy. Ja mając 'całe życie psy' byłam pewna że wszystko o nich wiem, a tak naprawdę najwięcej nauczyłam się przy obecnym samcu + prowadząc DT dla psów ze schroniska. Oj a trafiają się przypadku pozornie beznadziejne...
-
Prawdę 'pisząc' nawet nie zauważę czy to witaminy pomagają czy olej lniany, jednak jak i tak i tak robiłam zakupy to wzięłam i ten 1l oleju lnianego. Też się cieszę że mamy to już to za sobą, 'troszkę' nadszarpnęło domowy budżet jednak cóż począć. Najważniejsze że znów wszystko wróciło do normy :loveu:, chociaż sunia zrobiła się jeszcze większa panikara niż była. Właśnie jak to z jajkami jest, ja daję ogólnie gotowane. Gdzieś czytałam że jedno się 'sparza', a drugie nie - tylko właśnie nie wiem czy żółtko czy białko...
-
Magia nie ma nużycy, ogólnie nie ma choroby skóry. Antybiotyk ją strasznie wyniszczył... Futro jej odrasta jednak siwe, bez pigmentu. Możliwe że to już ten wiek że suka siwieje (około 4-5lat, chociaż też nie wiadomo). Ogólnie sprawa rozwiązana, suka trzyma i nie sika po domu nawet kiedy bardzo chce. Wychodzę z nią 4x na dobę i też jest po problemie.
-
Współczuję z całego serca, sami przechodziliśmy mękę z sikającą suką która nadmiernie piła wodę. 6lat dzień w dzień całą chata zasikana, do tego suka lekko zwichrowana psychicznie i agresywna do wszystkich prócz mamy... Cóż jak się powiedziało 'A' i wzięło psa, to trzeba powiedzieć 'B' i się 'przemęczyć'. Jednak wiedz że rozumiem co czujesz, w pewnym momencie ma się do psa sprzeczne uczucia i samemu siebie przestaje rozumieć (jak można jednocześnie kochać i nienawidzić). Ostatnio miałam ten sam problem z 'nową' adoptowaną suką. Nadmierne picie wody, sikanie, obsikiwanie siebie... Proszę sobie wyobrazić co człowiek czuje gdy wszystkie wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą! Ja bym na twoim miejscu najpierw zaobserwowała i zmierzyła w litrach ile pies tak naprawdę pije, dalej przeliczyła na wagę psa (zdrowy pies w normalny dzień 30-60ml/1kg masy, pies z gorączką lub w pomieszczeniu grzanym max 100ml/1kg masy). Jeśli faktycznie za dużo pies pije to się nie dziwmy że sika. U mnie z suką (tą drugą) wszystkie badania wyszły naprawdę dobrze, a suka mimo tego żłopała i sikała. W końcu wet podał antybiotyk, teraz suka nie żłopie jak świnia, miska stoi na ziemi pełna i faktycznie jest wypijane tyle ile trzeba. Tu podsyłam temat Magii żeby nie powielać i nic nie pominąć bo sporo tego było: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/250118-Magiczny-problem[/URL] Jeśli chodzi zaś o zachowanie psa w sensie piszczenia to, niektóre psy faktycznie próbują sobie wymusić coś tym lamentem. Mój pies też tak ma, ale najlepszą opcją jest ignorowanie go natomiast reakcja dopiero jak pies się zamknie. Żadne krzyki, stanowczy głos, błaganie nie pomaga... Jak robisz psu jeść i on cię popędza to skończ nakładać i odejdź, niech pies czeka na żarcie, jak się uspokoi dopiero wtedy daj żarcie. W końcu załapie kiedy coś osiąga, a kiedy ma wręcz przeciwny rezultat.
-
Nie zgodzę się z tym, widziałam program chyba na TTV jak to i młodzi zbieracze kolekcjonowali zwierzęta tak samo chorzy i patologiczni. Zazwyczaj zaczynało się nie od nadmiaru tylko od braku: uczuć, przedmiotów, finansów w młodym wieku, ignorowania przez społeczeństwo. Nawet ratować, a może przede wszystkim ... należy z głową, by później się nie zapętlić w swoich poczynaniach krzywdząc inne zwierzęta. Nie jestem w stanie zagwarantować że tu na dogo się nie kryje jakiś teraźniejszy zbieracz, a co dopiero przyszły. Za to mogę zagwarantować że nikt z mojej rodziny nie będzie zbieraczem czy to za młodu czy na starość. Dla mnie osoba która sama nie jest wstanie zająć się swoimi psami powinna znaleźć jakieś finansowe możliwości które prędzej nie przychodziły jej do głowy, lub je zwyczajnie oddać w lepsze miejsce gdzie ludzie będą w stanie się nimi zająć. Ta kobieta jest chora, psychicznie chora. Ona nigdy nie miała zamiaru wydać zwierząt ze swojego 'syfu', nie miała zamiaru ich sterylizować 'bo to nienaturalne', nie leczy ich bo jest ich za dużo, tłucze je bo ma taką naturę - żaden ze zbieraczy o których był wyemitowany program nie tłukł swoich zwierząt, traktował je jak dzieci, krzywdził nie widząc chorób, jednak rozdzielał gdy się żarły i nigdy nie bił. Nie można usprawiedliwiać takiego zachowania, takiego okrucieństwa, a w szczególności takich rozmiarów tragedię zwierząt. Prawda jest też taka że ta kobieta zwyczajnie straszy samobójstwem, jak już dawno wszem wiadomo samobójcy nigdy o swoich planach nie mówią głośno. Nigdy nie jest to szantaż 'daj mi to albo się zabiję', na samobójstwo nakłada się wiele problemów zarówno społecznościowych jak i psychicznych. Ta 'stara baba' znalazła sobie sposób jak wszystkich przepędzić, straszy dobrych ludzi mających uczucia że będzie na ich sumieniu... Dodam jeszcze że każdy wariat ma swój rozum, więc całkiem możliwe że babka jest ostro kopnięta jednak wie co zrobić by jej psów nie zabrano.
-
Czy faktycznie łapanie psa za stawy i ciągnięcie jest takie humanitarne? Ja bym się o to kłóciła że jest mniej szkodliwe niż podduszenie psa, można np takiemu psy stawy wybić i będzie masakra bo duży pies ze zniszczonymi stawami ... Inną sprawą jest to że 'jaką metodę' się wybierze zależy wyłącznie od danej sytuacji i tego co nam do głowy przyjdzie. Faktycznie niektóre psy nic na sobie nie noszą i wtedy rodzi się pytanie 'czym poddusić'. Ja osobiście lata temu miałam sytuację gdzie mój mały pies (a byłam wtedy 'dzieciakiem' jakoś 11-12letnim) -mały porównując d tych ma mam teraz, według tabel był średni - został złapany przez ONkę i tarmoszony tak że mi smycz z ręki wyrwało. Jedyne co mi wtedy przyszło do głowy to dorwanie Onki i ... wykręcenie jej uszu jednocześnie wgniatając łeb na dół. Myślę że pomogło tylko dlatego że w większości ONki są jakie są i szczerze myślę że innego psa np takiego Asta to by tylko rozzłościło. Tylko że to były czasy gdzie Asty tak o sobie nie biegały. zmierzchnica, jeśli nie możesz sama niczego zgłosić bo się boisz o psy to nie dziw się innym... Osobiście nie mam tego problemu mieszkając w bloku, nikt mi psów nie otruje itp. Jednak u nas np w gminie jest 'prawo', a właściwie obowiązek noszenia kagańca przez psy spuszczone ze smyczy.
-
Zapewne gdy psy ją rozszarpią i zeżrą to zostaną uśpione... Czy to będzie dla nich lepsze niż taki żywot, cóż każdy powinien ocenić według własnych przekonać. Ja ogólnie się dziwię że jej nie zamknęli w psychiatryku i psów w ten sposób nie odebrali, ona normalna ewidentnie nie jest więc co za problem :razz:. Pewnie zanim by wyszła i znów zdążyła psy nazbierać to by kopnęła w kalendarz, mi osobiście takich ludzi nie jest żal. Tak swoją drogą próby samobójcze są zgłaszane, a ona ewidentnie grozi samobójstwem więc sprawa w ogóle powinna być prosta. Czasem mam tylko wrażenie że ludzie uwielbiają utrudniać nawet gdy nie mają w tym interesu...
-
Trudno mi powiedzieć bo nigdy swoich kundli nie rozmnażałam, ogólnie uważam że rozmnażanie kundli jest 'zuem' i w ogóle :razz:. Jednak ja stoję 'po tej drugiej stronie' i widzę że im bardziej przyszły właściciel musi się natrudzić, tym jakoś bardziej później się przykłada i w ułożenie psa i w trzymanie go w zdrowej kondycji. Psy oddawane za darmo bardzo często niestety są zwracane lub nawet wywalane...
-
[quote name='gops']Też suche sypie tylko pewnie mniej bo mam mniejszego psa i sypie połowe (bo je 2 razy dziennie) więc nie jest taki pełen ten wobbler . 30min to dobry wynik myślalam że "krótko" to jakieś 5min :lol: mój je w max 15 , hałas przy tym jest okropny .[/QUOTE] Większość czasu pochłania jej zabieranie zabawki Szamanowi no przecież Magia żarcia nie odpuści, ja też sypię na 2 tylko że pół do miski, pół do zabawki. Ogólnie naprawdę byłam przekonana że jest wytrzymalszy i taki o kundel (w sensie że nie TTB :P ) jej nie poniszczy.
-
Moja suka jest po matce pszenicznego teriera więc nie powinna się sypać (tym bardziej że przed nią mieliśmy psa bez papierów adoptowanego właśnie 'pszenicznego i swoje futerko tarmosił w dywan ofc poza szczotkowaniem), a sypie się jak iglak ścięty. Charakterek ma typowo terierowaty. Trzeba pamiętać że kundelek to kundelek, czy jest w typie rasy okaże się jak psiak dorośnie. Kupowanie za złotówkę, słyszała, popieram, baa nawet uważam że powinno się psa oddawać za realny zwrot szczepień (rachunek od weta, na danego szczeniaka) chociaż by dlatego żeby ten przyszły właściciel 'poczuł' od początku odpowiedzialność. ;)
-
Nie twierdzę że nie jest to dobra czy tak jak twierdzisz najlepsza klinika, zwyczajnie nigdy tam nie byłam. Zdziwiło mnie jedynie to że tak zachwalasz ze względu na szczepienia rozdzielne, bo tak jak piszę ja to wiem od 11lat od kiedy miałam pierwszego szczeniaka który był szczepiony właśnie tak jak ty masz zamiar/szczepisz swojego. Jeśli chodzi zaś tak jak piszesz o kanapowce to również nie widzę (przy dorosłym psie ofc) sensu męczyć zwierzaka by jeździć z nim co rusz na kolejne szczepienie 'bo kombajn jest be'. Może mam szczęście, ale żaden z moich psów nie chorował po szczepieniu, nie miał skutków ubocznych itp mimo że właśnie w wieku dorosłym były szczepione kombajnami. Muszę dodać że wątpię w to 'szczęście' bo zwyczajnie zwierze to zwierze tak samo jak człowiek jak ma dostać skutku ubocznego to i po pojedynczych szczepionkach dostanie. No i teraz puenta, nie uważam żeby istniał jeden jedyny doskonały wet/lecznica od wszystkiego. Tak jak pisałam wyżej, mamy tylu specjalistów w szczecinie że naprawdę nie ma co się przywiązywać do jedynego. Natomiast uważam że weterynarz 'prowadzący' powinien być 'na telefon' w razie nagłej choroby naszego pupila, to jest dla mnie najważniejsze nawet jeśli powie że proszę szybko przyjechać bo ma akurat operację i sam nie może - a nasz zwierzak może nie dotrwać do momentu aż zamknie klinikę (po pracy ofc) i przyjedzie na wizytę domową.
-
Wcale nie twierdzę że trzeba się litować nad psem, zresztą nie ma czasu na litość trzeba działać i to tak jak pisałam niezależnie czy to nasz pies 'zjada' czy jest 'zjadany'. Później jest czas na złość, przepraszanie, wyzywanie - zależnie od sytuacji. Podduszenie to chyba mimo wszystko najlepsze rozwiązanie, tylko trzeba pamiętać że obroża musi być na krtani inaczej faktycznie guzik to da. Mój pies nie boi się wody i też jakoś nie wierzę w jej działanie, no chyba że takim wężem strażackim z mocnym ciśnieniem co by psa 'wymiotło' :diabloti:. Chociaż nie wiem czy wtedy nie wymiotło by dwóch psów. Próba rozwarcia szczęk w przypadku mojego psa niemożliwa, mimo nawet w przypadku gdy trzyma zabawkę. Nauczył się ostatni (nie zawsze to potrafił) bawiąc z suką którą mam ze schroniska, zawsze mu wyrywała zabawki i go miała w nosie... aż w końcu pies zaczął trzymać tak że naprawdę jak sam nie puści to można go ciągnąc za daną rzecz i przeciągać po wszystkim. Ostatnio przeciągnęłam go po domy 'na jego szczekach' gdy stwierdził że nie odda mi poduchy którą uwielbia gryźć (pewnie dlatego że to skóra, sobie zrobił z niej zabawkę). Tak samo po jajach nie ma co kopać, bo to kastrat :evil_lol:. Zatykanie nosa też dla mnie bez sensu, po pierwsze trzeba tam łapy wepchać między te gryzące się pyski, po drugie pies oddycha również przez pysk więc mając zwierzaka w ryju sobie poradzi. Rozdzielając psy w inny sposób niż podduszenie, czy przywalenie do ziemi pilnując paszczy by nie dostać (wiedząc w których miejscach chwycić by tą paszczę utrzymać) jest mocno ryzykowny. Ja swojego ściągałam za szelki norwegi (więc wiadomo że ta rączka jest daleeeeekooo od paszcz) z 'haszczaka' (mój nie gryzł, tylko przygniótł cielskiem) dostałam zębami od tego cholernego kundla. Bluzgów było co nie miara, właściciela nigdzie pies sobie ot tak biegał po mieście i szukał zaczepek, do tego przekierowanie agresji w sytuacji gdzie na dobrą sprawę nic się nie działo, do tego gdyby nie Szaman który w tamtym momencie odstraszył haszczaka. Ogólnie masakra którą przepłaciłam 4 szwami na ledwo odratowanym palcu.... To mnie nauczyło jednego - jeśli nie leje się krew, nie wtrącam się. Oczywiście w przypadku moich psów, bądź zwad między tymczasem zawsze reaguję zanim do czegokolwiek dojdzie. Jednak to są inne sytuacje bo mogę spokojnie obserwować i jestem gotowa że coś może pójść nie tak. Tym od małych psów to trochę zazdroszczę gdy się żrą, je to wystarczy że jedna osoba rozdzieli i po krzyku. Z drugiej strony współczuję sytuacji gdy duży pies ma ochotę na 'psinę', bo wtedy nie mają żadnych szans lub bardzo nikłe...
-
Witam - za trzy tygodnie pojawi się nowy domownik Akita Inu
Maron86 replied to efektywny1's topic in Akita
Wziąłeś psa w wieku 6tygodni...? Myślałam że się bierze z hodowli w wieku 9-12tygodni, to jak to w końcu jest? Szczepienia są od 6-tygodnia (miałam szczeniaka, przechodziłam przez to), pilnuje się zarówno terminów szczepień jak i odrobaczania. Ja osobiście suce nie robiłam kwarantanny, jednak moja złapała jakieś świństwo (chyba jelitówkę, już nie pamiętam było to 11lat temu) i ledwo ją odratowaliśmy. Jeśli będziesz malucha wyprowadzać to pamiętaj by dokładnie obserwować jak się załatwia (siku, kupa) i w razie czego prędko do wet. Dodam swoje 3grosze odnośnie hodowli i wszelakich związków. Nigdy nie miałam psa 'z papierami' ani z hodowli, ani ze związków itp. Jednak mam w planie szczeniaka rodowodowego, nie wiem czy będzie psem wystawowym czy nie (wszystko zależy od tego 'jaki się trafi' oraz czy będzie nam się chciało), jednak na 100% będzie to pies z papierami FCI (biorę pod uwagę 2 zagraniczne hodowlę + jedną polską). Nie dam się nabrać na żadne związki, za wiele widziałam, sama miałam na DT suki które były 'rozpłodowe'... suki wraki z guzami listwy, po wielu operacjach, jedna mocno lękliwa i niestabilna. Niestety ludzie z psami 'w typie' dołączają do związków bo jest to łatwa kasa, nie ma wystaw więc nie płaci się za nie, każdy pies może się mnożyć więc żaden eksterier czy charakter nie są brane pod uwagę, żadne badania nie są robione. Niestety taka jest prawda, widziałam może 2 głoszenia psów z 'hodowli związkowych' gdzie psy miały przebadane stawy. Stąd moje pytanie, czy masz metrykę szczeniaka (wypisanych wszystkich przodków), oraz czy rodzice byli przebadani pod kątem dysplazji (to duża rasa i mogą być problemy ze stawami)?