-
Posts
5136 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Toska1
-
Rozpacz przeszła do konspiracji, smutek ma odcień nostalgicznej zadumy, myślę o moim piesku z uśmiechem i łzą w oku. Jestem twarda Atosku, jeżeli moja straszna strata ma ciebie ograniczać, to schowam ją głęboko w zanadrze i tylko od czasu do czasu będę ukradkiem oglądać. Biegnij mój Niusiu, biegnij aż do krawędzi świata, ciesz się ruchem, wolnością, poszukaj Kuby, Misia, Kazana i mojej szarej chomiczki...
-
Śmierć zabiera z sobą to co najcenniejsze w żywej istocie, pozostawia tylko niepotrzebne już naczynie. Ta rzecz najcenniejsza jest jak twardy dysk komputera, nie wiemy kto go wyjął z naszego i gdzie następnie podłączył. Rasta nie ma Ci czego wybaczać, przecież była już gdzie indziej. Uśmiechnij się do swojej anielskiej psinki i jak mi napisałaś powiedz: już tydzień mniej do naszego spotkania. Rastuniu biegaj radośnie i zaglądaj częściej do swojej smutnej przyjaciółki
-
Cześć Daga. 15.02 wysłałam do Ciebie PW... Wiem, że są jakieś problemy z PW (czytałam o tym w dziale Administracja). Nie jestem pewna, czy otrzymałaś moja wiadomość, czy może brak odpowiedzi jest właściwa odpowiedzią :oops: . Tak, to trochę zagmatwana wypowiedź... Pozdrawiam.
-
Bliska osoba powiedziała mi dziś takie słowa: Atos był do końca dzielny i starał się ze wszystkich sił żyć jak najdłużej dla ciebie, ale nie dał rady więcej i musiał odpocząć. Jest teraz na wspaniałych zasłużonych wakacjach, znowu silny i zdrowy cieszy się słońcem, morzem i nieskrępowaną smyczą, kagańcem wolnością. Ale twoja rozpacz i łzy są dla niego ciężarem, nie pozwalającym w pełni delektować się nowym życiem a wynikają tak naprawdę z twojego egoizmu... Jestem wdzięczna za te słowa, postaram się wspominać mojego pieska tylko radośnie, dziękując Stwórcy za wspaniałe lata, gdy Atos darzył mnie swoją przyjaźnią.
-
Wspaniały portrecik, Atos jak żywy... przenikliwe spojrzenie. Ja także będę miała portret mojego Atosa - zamówiłam u mojej przyjaciółki plastyczki, ale dopiero jak się wyprowadzę z miasta - w nowym domu. W dniu kiedy fotografowałaś portrecik, mój Atos miał-by 16-te urodziny, myślę, że zaprosił na nie swojego imiennika. Pozdrawiam.
-
Obudziło mnie słońce. Cudowny dzień mielibyśmy Atosku, sucho z orzeźwiającym chłodem dziwnej zimy, ale wiemy, że już nie będzie takich dni, na pewno nie w tym wymiarze. Zastanawiałam się wczoraj, czy utrata ręki byłaby boleśniejsza, nie wiem, ale czuję się okaleczona, to jednak jakiś postęp, bo jeszcze miesiąc temu w ogóle mnie nie było. Bardzo tęsknię i kocham cię moje słoneczko. Zaczynam rozmawiać z Bogiem, bo jak napisano: "będziesz Pana wielbił w czasie dobrym i złym..."
-
Atosiu, dziś skończył-byś 16 lat... Jeszcze nie tak dawno, gdy pytano o twój wiek mówiłam prawie 16. Prawie to jednak ogromna różnica...pamiętam rok temu wracaliśmy ze spaceru zaopatrzeni w urodzinowe przysmaki dla ciebie i byłam taka szczęśliwa i dumna, że mój piesek 15-letni tak się dobrze jeszcze trzyma. Na dodatek dzisiaj tłusty czwartek, przypomnij mi ile pączków pochłonęliśmy w zeszłym roku? Rozpuściłam cię bardzo na twoim finiszu życia, podkarmiałam w zasadzie przy każdej okazji a nawet bez. Doszło do tego, że latem po raz drugi w życiu (pierwszy raz w wieku 6 miesięcy) ściągnąłeś jedzenie ze stołu, a ostatni raz na tydzień przed... Ukradziony kawałek ciasta w polewie czekoladowej zaklinował ci się na podniebieniu i trzeba było wyciągać go drewnianą łyżką. Nakrzyczałam na ciebie...Atosku przepraszam, gdybym wiedziała, że to prawie już... nie podniosłabym na ciebie głosu... Kocham cię bardzo gdziekolwiek jesteś. Bardzo tęsknię i bardzo mi ciebie brak.
-
Rastuniu wszystkiego najlepszego z okazji 13-tych urodzin, mam nadzieję, że świętujecie razem z Atoskiem. Bawcie się dobrze. :new-bday: .
-
Wczoraj trzynaście tygodni, dzisiaj trzy miesiące. Czas. Jestem już kimś innym bez ciebie. Dzwonił dzisiaj mój kolega ze starej pracy, pytał jak sobie radzę i wspominał ciebie. Jeszcze raz zadeklarował się pojechać ze mną po szczeniaczka, kiedy już się zdecyduję. Oglądam ostatnio mnóstwo rozkosznych maleństw o ślicznych oczkach bez wyrazu. Oglądam również psy w potrzebie, dotknięte, zranione jak ja, samotne w gromadzie podobnych sobie istot. Nie wiem Atos czy zdołam jeszcze kiedyś... Boże mój dziękuję za tego przyjaciela, towarzysza, który do samego końca był dzielny, dumny ale niepyszny i taki mój.
-
Jeszcze jest wtorek, kolejny bez ukochanego stworzenia przy boku. Istoty, która zniknęła choć to nie do uwierzenia, pozostawiając zranione zdumienie. Pamięci Rasty\*/
-
Atos przestał chodzić wieczorem w niedzielę 12 listopada, decyzję o jego odejściu podjęłam w poniedziałek, ale pomyślałam jeden dzień, może jednak jeszcze powalczy... Powinien odejść 13-tego, a dziś 13 lutego mija trzynasty tydzień od jego śmierci. To pewnie nic nie znaczy, przypadek i tyle, ale jakoś mi dziwnie.
-
Płaczemy, bo nie możemy przejść do porządku dziennego nad naszą niepowtarzalną stratą. Cieszmy się z naszego cierpienia, ponieważ potwierdza ono wyjątkowość naszych kochanych przyjaciół i naszych z nimi relacji, o ileż ubożsi są ludzie niezdolni do opłakiwania innych istot, także czworonożnych. Rasta \*/
-
Bardzo, bardzo dziękuję Wszystkim, minęło dwanaście tygodni, nie wiem czy to dużo, w skali wieczności nic, ale jak napisała Zurdo coraz bliżej ponownego spotkania z wszystkimi naszymi bliskimi, których musieliśmy pożegnać. Atosiu kochany dzień się już pięknie wydłużył, ale pewnie wiesz, że to również mnie nie cieszy. Wczoraj wracałam z pracy o normalnej porze i zaczęłam sobie wyobrażać, że czekasz na mnie w domu - to była miła chwilka iluzji. Niedługo wyjdę w pracy na prostą i nie będę musiała spędzać tam całych dni, tylko czym mam się zająć? Ciągle rozmawiam z tobą, a właściwie uprawiam monolog wewnętrzny, czy wiesz, że jestem porządnie przeziębiona, mimo łagodnej zimy i braku wysiłku fizycznego, po raz pierwszy od kilkunastu lat jestem chora, kiedy ty byłeś nie miałam czasu na takie słabości, ale teraz nie mam chyba dostatecznej motywacji do walki z niemocą. Pamiętaj o mnie w tej szczęśliwej krainie, w której przebywasz, ja pamiętam...
-
Dziękuję Zurdo, że mimo wielu obowiązków znajdujesz czas aby wspomnieć mojego Atosa... Często zaglądam do wielu wątków TM, ale nie mam siły nic pisać. Jest chyba coraz trudniej, mam wrażenia, że znieczulający pierwszy szok minął, ale "krajobraz po bitwie" jest jeszcze bardziej przerażający. Rastuniu [*] nawet sroga Pani Zima stwierdziła, że nic tu po niej, skoro zabrakło takich cudownych uwielbiających ją futrzaków... poszła chyba was szukać za Tęczowym Mostem.
-
[quote name='daga10011'] [IMG]http://i46.photobucket.com/albums/f132/Wiktoria/jeszczetujestes.jpg[/IMG][/quote] Pewnie wiele psów wykonuje takie gesty, ale taki wyraz oczu miał tylko mój Atos i Twój Dali. Jakby trochę zakłopotany tym, że tak bardzo potrzebuje czułości i bliskości człowieka. Bardzo lubię Dalego i proszę o więcej jego zdjęć, są dla mnie wielką pociechą w moim smutku.
-
77 dni. Zastanawiam się jaka była twoja ostatnia myśl. Czy poszybowała jak ptak do prawdziwego życia, czy zgasła jak znikający punkt w wyłączanym telewizorze. Takie krótkie pssst i nie było już nikogo.
-
Mój Boże... Zurdo, cóż Ci mogę napisać... jeśli tę bestię zatrzymano, to zapłaci za to co zrobił. Trzymaj się, musisz być silna dla swoich bliskich istot. Ktoś kiedyś napisał (chyba M. Musierowicz), że ludzie w większości są dobrzy, tylko tych złych więcej widać. Jestem z Tobą.
-
Dla Rasty Zurdo, bardzo się cieszę, że masz nową psinę, życzę Ci wielu, wielu lat wspanialej przyjaźni może tym cenniejszej, że wzrastającej na gruncie przejmującego żalu po rozstaniu z KIMŚ wyjątkowym. Mój Atos, też urodził się 15 lutego...
-
Dostałam od siostry zdjęcia, których wcześniej nie widziałam. Zrobione kilka lat temu, gdy nieuchronność rozstania nie było tematem do codziennego rozważania. Uświadamiam sobie, że tęskniłam za tobą, gdy jeszcze byłeś, już wtedy czułam żal, że kiedyś to się musi skończyć, ale ciągle miałam nadzieję, że jeszcze miesiąc, kwartał, rok... Nie potrafię już o tym mówić, drażnią mnie własne sformułowania, gdy próbuję uzmysłowić ludziom co czuję, są takie banalne, zupełnie nie oddają tego co kłębi się w mojej duszy. Na ogół więc milczę i płaczę. Analizuję po raz kolejny powody, które spowodowały podjęcie DECYZJI. Nie wiem dzisiaj, czy naprawdę tak należało zrobić, kim jest człowiek, aby decydować o czyjejś śmierci. To przyszło chyba zbyt łatwo, zima taka łagodna, może doszedłbyś jeszcze do siebie. Nie wiem i nigdy juz się nie dowiem. Trwam, ale z życiem niewiele to ma wspólnego.
-
Będzie na pewno, mógłby być nawet już, ale nie mieszkam teraz u siebie, a rodzina boi się zasikanych dywanów... W moim życiu były już pieski, wszystkie kochane i opłakiwane, ale tak to życie się toczyło, że odchodziły do innych domów i miejsc. Atos trafił do mnie, gdy byłam jeszcze dziewczyną, przeżyłam z nim najlepsze, najbardziej twórcze lata mojego życia i był pierwszą istotą, której śmierć oglądałam z bliska. Może kiedyś jeszcze poczuję. że życie ma jakiś ukryty smak, zawsze jednak zaprawiony nutą goryczy. Wszystko ma sprzedaż Atosku, nieznani ludzie oglądają NASZ prywatny świat, dziwią się dlaczego szafa wnękowa kończy się metr od podłogi - legowisko dla psa? Bardzo dziwne. Bidet? fajnie, że jest - rzadko ludzie miewają - do mycia psich łap? A dlaczego pani sprzedaje, jak takie ładne? Bo pies nie mógł chodzić po schodach? Niektórzy to proszę pani w głowach mają poprzewracane tak się nierozumnym zwierzęciem przejmować... Cieszę się, że nie muszę tam chodzić, że ktoś mnie wyręcza...wracałam wczoraj zmęczona rozmowami z agentami nieruchomości, szłam jak zwykle odkąd ciebie nie ma powłócząc nogami, minęłam beztroskich młodych ludzi pod Heliosem i stwierdziłam, że nie wiem kim jestem i nie wiem gdzie idę. Jadę jutro oglądać dom, nie czuję żadnych emocji, gdzieś po prostu trzeba mieszkać, byłoby zupełnie inaczej, gdybyś żył, wiem, że kiedyś musiałeś odejść, ale tak mi żal, że nie doczekałeś...
-
Cóż ci mogę powiedzieć Atosku w dziewięć tygodni po... zdarza mi się uśmiechać do ludzi. choć chwilę później ukradkiem ocieram łzy zawstydzona przelotną słabością. Nie chcę się uśmiechać, nie chcę podejmować decyzji, które będą skutkować coraz większą przepaścią między NASZYM życiem a tym nowym wyłącznie już moim... Czas zawieszenia nie może jednak trwać, wybacz, że dalej pójdę już sama. Bardzo za tobą tęsknię, wydaje mi się, że coraz więcej.
-
Pamięci Rasty 10 tygodni, 70 dni, wciąż dopisujemy kolejne jednostki smutku określające czas waszego nieistnienia w tym jedynym znanym nam wymiarze. Lubię liczby, pracuję z nimi, uporządkowują wiele kwestii w moim życiu, odliczam więc upływający czas z nadzieją, że w lepszym świecie nie działa już na niczyją niekorzyść i kochane stworzenia za którymi tęsknimy bez lęku wpatrują się w wieczność.
-
Dziękuję wszystkim za odwiedziny i pamięć o Atosie. Dziś - dwa miesiące po jego odejściu znowu analizuję wszystkie swoje decyzje podjęte w ostatnich miesiącach jego życia. We wrześniu, kiedy poważnie osłabła jego zdolność przemieszczania się, dowiedziałam się o bonharenie - leku stawiającym na nogi psy w bardzo złym stanie. Miałam dwie możliwości sprowadzenia tego leku - przez osobę z Czech, który miał przyjechać na wystawę do Wrocławia i panią z Warszawy. W tym drugim wariancie, trzeba było jechać następnie do Warszawy po odbiór, a ponadto byłam na krawędzi limitu na koncie i brakowało mi pieniędzy na ewentualną podwójną dawkę bonharenu. Stwierdziłam, że postawię na hodowcę z Czech i nieudało się... nie zdążył zamówić leku i zostałam z niczym. Bonharen można kupić w kraju ale jego cena kilkakrotnie przekracza tą czeską. Być może, gdyby Atos we wrześniu otrzymał bonharen, jeszcze do dziś byłby ze mną. Zawiodłam przyjaciela, który był gotowy oddać za mnie życie. Atosiu, przepraszam, że nie udało się, że musieliśmy się rozstać. Chcę wierzyć, że jesteś gdzie indziej, znowu młody i zdrowy, ale nia zawsze mi to wychodzi. Chyba zdecyduję się na dom w okolicy miejsca twojego spoczynku. Postaram się w przyszłym tygodniu go obejrzeć, wymaga jednak wykończenia i przeniosę się tam zapewne dopiero jesienią, jak dobrze pójdzie. Jakie to smutne, że gdy marzenia zmieniają się w plany a potem w rzeczywistość, źródło tych projektów gaśnie zostawiając pustkę, zdziwienie i żal. Poprzedniej nocy "wybierałam" się z tobą na spacer, wsiedliśmy do dziwnej windy i bardzo długo zjeżdżaliśmy w dół, zaczęłam się niepokoić, że nie zdążymy z sikaniem na dwór, ale w tym czasie głaskałam cię i byłeś bardzo zadowolony, to było takie realne, czegoż ta podświadomość nie wymyśli, aby człowiek całkiem nie zwariował...
-
Miałam do załatwienia sprawę w naszej dzielnicy i włóczyłam się trochę dawnymi ścieżkami. Spotkałam kilka znajomych osób wiedzą. że odszedłeś i wspominają cię ciepło. Szłam przed siebie, zgarbiona, powłócząc nogami, trasą, którą jeszcze we wrześniu pokonywałam niczym bolid, śpiesząc się do ciebie. Ul. Oławska zawsze pełna spacerujących ludzi, jeszcze niedawno strasznie mnie irytowali, bo przecież ja tak się śpieszyłam, a tam normalne korki z pieszych. Tym razem ja byłam najwolniejszym przechodniem, podziwiałam świąteczne dekoracje i pięknie odnowione budynki i trotuary. Jeszcze w zeszłym roku odprowadzaliśmy naszych gości tą trasą i nie było tak pięknie, ale czuliśmy się dobrze, bo byliśmy RAZEM. Doszłam do Rynku, piękny olbrzymi świerk (a może to jodła) umiera na stojąco ustrojony żółtymi lampkami, pewnie jest starszy od ciebie, może ma nawet 30 lat, mam nadzieję, że dał ludziom trochę radości i jego śmierć nie będzie bezsensowna. Miasto się zmienia, w lutym zaczną jeździć tramwaje niskopodłogowe, na które czekaliśmy od dwóch lat, szkoda, że nie doczekałeś. Boli mnie serce, to nerwicowe, bo EKG miałam zawsze wzorcowe, ale nie martwi mnie to, dzięki temu wiem, że żyję.
-
Zurdo...jesteś niesamowita. Cieszę się, że Ciebie mam, jeśli oczywiście pozwolisz mi tak o sobie myśleć. Dawno nie pisalam, bo doszłam do takiego punktu, w którym słowa już nie potrafią oddać stanu ducha. Czytasz w moich myślach, dziękuję.