Jump to content
Dogomania

Toska1

Members
  • Posts

    5136
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Toska1

  1. [quote name='ARESIK_B']Jeszcze jedno zdjęcie mojego największego skarbu, kocham cię tak bardzo Aresku, teraz Twoi nowi koledzy wreszcie będą wiedzieć jak wyglądasz, buziaczek w nosek!!!! Rasta dziękuję bardzo za pomoc w przedstawieniu mojego "braciszka". HIPPIES poznaj Areska Piękny złocistorudy pies jest szczególnie urzekający w "zielonej oprawie" ogrodu. Głębokość spojrzenia charakterystyczna dla psich seniorów... W mojej kamienicy mieszka młody spanielek Rex- uwielbiał mojego Atosa, Atos jego mniej, z powodu niezwykłego temperamentu młodego, ale życzliwie tolerował. Myślę, że po tamtej stronie nasi przyjaciele dogadują sie bez problemu. Pozdrawiam.
  2. Dziękuję Zurdo, dobrze jest mieć bratnią duszę, w trudnym czasie. Kolejny siódmy wtorek przyszedł i minął bez żadnej treści, nawet praca nie jest radością, jeśli później nie można cieszyć się z odpoczynku w towarzystwie kogoś bliskiego. Atos miał prawie 16 lat, nie sądzę bym jeszcze kiedyś zdołała nawiązać tak szczególną więź z innym czworonogiem. Wszystkie sprawy były tak podporządkowane jego potrzebom i trwało to tak wiele lat, że teraz bez niego wydaje mi się, że mnie też już nie ma, a tylko zaprogramowany organizm funkcjonuje jakoś siłą przyzwyczajenia...
  3. [quote name='zurdo'] Tu mnie jeszcze nie było, tylko... jak tu siknąć? Zabawa magicznymi, śnieżnymi piłeczkami, które znikają po zderzeniu z ziemią zostawiając tylko zapach zurdzich rąk. Nie mam zimowych zdjęć Atosa, ale dzięki tym pięknym fotografiom Rasty wracają wspomnienia szaleństw na śniegu, do których mogę się uśmiechać. Dziękuję. Czy Raście też tworzyły się lodowe kulki w łapkach?
  4. Atosku imienniku mojego przyjaciela byliście równolatkami, ale masz dłuższy staż po tamtej stronie, zajmij mojego jakąś zabawą, niech nie widzi, że ja tutaj siedzę i płaczę. Udanej zabawy w gronie przyjaciół. Jak to dobrze, że u was czas już nie płynie i nie trzeba się bać przemijania...
  5. [quote name='zurdo'] Rachulcu, ile ja bym dała za Twoje kuchenne porządki, nic już tutaj nie żyje własnym tajemnym i nieprzewidywalnym życiem, wszystko jest takie, jak to zostawię. Nudne, lodowate, nie do wytrzymania. Nie przestaję za Tobą tęsknić, Madame. Ze wszystkich tyranów rządzących światem, najsurowszym władcą są nasze własne uczucia. George Sterling Witam Cię Zurdo - towarzyszko niedoli, w ostatnim dniu roku. Życzę Ci, aby w Nowym Roku cierpienie powoli topniało w Twoim sercu i abyś mogła wspominać Rastę z rozrzewnieniem, pozbawionym już bólu. No i oczywiście nowej psiej miłości.
  6. Ostatni dzień roku. Wszędzie czas podsumowań, planów na przyszłość, postanowień i dobrych rad na udanego Sylwestra… W zeszłym roku wracałam prawie pustym autobusem z Niemiec, aby spędzić ten czas z tobą. Nie przepadałeś za nocą pełną pijanej młodzieży na ulicach, huków i błysków. Nie był to jednak strach, raczej irytacja i zniecierpliwienie niestosownym ludzkim zachowaniem. Przy szczególnie głośnych wystrzałach odzywałeś się niskim, groźnym w wyrazie głosem, nie używanym na co dzień. Dziś we śnie wchodziłam po schodach naszej kamienicy w drodze do sąsiadki, drzwi naszego mieszkania były uchylone i zaproszono mnie do wejścia, odmówiłam mówiąc wyszłam stąd z Atosem, nie mogę tam wejść bez niego… Kiedyś jednak będę musiała, oprowadzając obcych ludzi – potencjalnych kupców po naszej „dziupli”. To będzie jak rozdrapywanie delikatnej blizny, czy wypada prosić kogoś o pomoc przy sprzedaży własnego mieszkania? Muszę się nad tym zastanowić. Jeśli chodzi o podsumowanie roku 2006, to nie był rok dobry, a mówiąc wprost, najgorszy od 1995,kiedy odszedł Tato. Może masz inne zdanie na ten temat Atosku, w tym roku zjadłeś więcej psich przysmaczków niż w ciągu poprzednich 15 lat, rozpuściłam cię do tego stopnia, że pozwoliłeś sobie na poczęstowanie się ciastem przygotowanym dla gości. Byłam na każde twoje „skinienie”, przyznaj się, że trochę nadużywałeś mojej uprzejmości i nie zawsze sprawa była taka pilna… To już tylko historia w wersji mikro. Moja własna, prywatna smuga cienia, w której zniknąłeś. Bardzo mi ciebie brak. Wciąż cię kocham moja chudzino kochana.
  7. Wpatruję się w twoje wiosenne zdjęcie sprzed roku, stoisz pewnie na silnych jeszcze nogach z uśmiechniętą miną i błyskiem w oku. Ale nie takiego kochałam cię najbardziej, najbliższy mi byłeś stukając przednimi łapami w posadzkę dopominając się pomocy przy wstawaniu, szturchający kieszeń w oczekiwaniu na ciasteczko w nagrodę za zdążenie z potrzebą na trawnik. Kochałam twoje zanikające mięśnie, potykające się na nierównościach terenu łapki, zasnute lekką mgłą oczy. Bardzo tęsknię i płaczę, rodzina wysyła mnie do psychologa. Uważam, że leczyć powinny się osoby przechodzące nad stratą psiego przyjaciela do porządku. Przeglądam wątki na Psach w Potrzebie, wszystkie ofiary ludzkiej nieodpowiedzialności zasługują na normalny dom, ale wiem, że w imię mojej do ciebie Atosku miłości w naszym przyszłym domu będzie miejsce dla starych, porzuconych, dużych psów, które nagle przestały być potrzebne.
  8. Atos. Spadł śnieg. Powiesz mi po co?
  9. Jestem. Sześć tygodni mija od chwili, gdy mówić i myśleć o tobie mogę tylko w czasie przeszłym. W tamtym dniu o tej porze wygładzałam gołymi rękami to miejsce, żebyś miał wygodne posłanie na wieczność, chociaż nic już nie czułeś. Pamiętam. I nie tylko ja.
  10. Rasta oda do rozpaczy Biedna rozpaczy uczciwy potworze strasznie ci tu dokuczają moraliści podstawiają ci nogę asceci kopią święci uciekają jak od jasnej cholery lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła nazywają cię grzechem a przecież bez ciebie byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz wpadłbym w cielęcy zachwyt nieludzki okropny jak sztuka bez człowieka niedorosły przed śmiercią sam obok siebie Jan Twardowski
  11. Dziękuję Zurdo za piękne życzenia świąteczne z pierwszej strony, jutro znowu wtorek a że świąteczny, to będzie dużo czasu na wspominanie i :placz:. Obudziłam się dziś z rozpaczą w sercu, a tu jak na zamówienie w TV film dla dzieci: "Wszystkie psy idą do nieba 2". Oglądałam z przyjemnością (każdy ma w sobie coś z dziecka) ale na zakończenie "piesek aniołek" dostał drugą szansę i został wśród żywych. Tym się niestety bajki różnią od rzeczywistości, że tam tylko szczęśliwe zakończenia... Pozdrawiam Cię ciepło.
  12. Wiem, co oznacza czekanie na zdarzenie nieuchronne, radość z jeszcze jednego dnia przeżytego przez przyjaciela w zadawalającym stanie, ten wielki ból przy podejmowaniu decyzji ostatecznej. Współczuję i rozumiem co przeżywasz, mi najbardziej szkoda tego piasku na lśniących parkietach, choć bywało, że trochę mnie irytował...
  13. Tej nocy nie przyszedł, ale w ostatnim tygodniu był dwa razy. To były dziwne sny, wiedziałam, że mój pies nie żyje, ale Bóg pozwolił mu przyjść, abym mogła nacieszyć się nim choć przez krótki czas. Jest mi dzięki temu lżej, choć czas Świąt Bożego Narodzenia z powodu ich rodzinnego charakteru jest dla mnie prawie nie do zniesienia... Atosiu mój, dawno cię tu nie odwiedzałam, ale ktoś potrzebował pomocy i zupełnie nie miałam czasu, ale ty przecież wiesz, że ciągle o tobie myślę i wyciągam z mojej zmęczonej świadomości chwile szczęścia, takie proste, niewyszukane, ale jednak piękne, dzięki temu szczególnemu porozumieniu, do którego dochodzi się po latach wspólnej koegzystencji. Ot choćby taka: idziemy w kwietniowe popołudnie na Niskie Łąki, zaczynasz mnie wyprzedzać i wychodzisz na czoło naszej miniaturowej kolumny, węszysz nowości, a ja podążam za tobą w moich cichobiegach, masz ochotę sprawdzić czy odległość na jaką się oddaliłeś nie jest zbyt dużą, ale starszemu panu nie chce za bardzo się odwracać nieco sztywnego już karku, więc tylko zwalniasz i uszy jak radary odwracają się w moim kierunku, w odpowiedzi na twój sygnał kolejne moje kroki są wzmocnione lekkim przytupem, odbierasz wiadomość i spokojnie dalej podążasz za interesującym śladem... Dziś pierwszy dzień Świąt, zawsze go bardzo lubiliśmy, rankiem w mieście panowała cudowna niemal wiejska cisza, na ulicach tylko podobne do nas pary ludzko-psie, w domu wciąż unosił się zapach piernika i kurczaka z pigwą/kaczką z jabłkami. Wspomnienia, sama nie wiem, czy są błogosławieństwem, czy wprost przeciwnie... W zeszłym roku zostawiłam cię na Święta... Wydawało mi się, że ktoś potrzebuje mnie bardziej od ciebie, pojechałam za granicę, nie mogłam cię wziąć, bo samochodu nie mam, a autobusem takiego kochanego bydlaczka nie da rady. Kiedy wróciłam nie byłeś ani obrażony, ani przesadnie uradowany, uspokoiłam się, że wcale cię ten mój wyjazd nie obszedł, zwłaszcza, że Mama i Agnieszka pozwalały ci się paść nielegalnie pod stołem wigilijnym, na co ja nigdy nie zezwalałam. Na Wielkanoc spakowałam plecak i poszliśmy na kilka dni do domu rodzinnego, po przybyciu na miejsce (ostatni taki nasz spacer 6 km) kręciłam się po mieszkaniu i nagle ze zdziwieniem zauważyłam, że cały czas chodzisz za mną krok w krok. Co się stało? Dotarło do mnie po chwili, że boisz się, że zaraz wezmę plecak i znowu cię zostawię... Usiadłam przy tobie, objęłam za kudłatą szyję i obiecałam, że nigdy, ale to nigdy w życiu nie zostawię cię nawet na chwilę, poza oczywiście codziennymi obowiązkami. A teraz to ty mnie zostawiłeś... Tak bardzo tęsknię mój stary, kochany przyjacielu...
  14. Dla Rasty Witaj Zurdo, powoli kończy się kolejny wtorek, pewnie kiedy ich liczba dojdzie do kilkudziesięciu przestaniemy liczyć, będziemy tylko pamiętać, że TO stało się tego właśnie dnia, zaczniemy liczyć miesiące, a potem lata... Pozdrawiam Cię ciepło.
  15. Marzenia się spełniają, cieszę się, że widziałaś i czułaś swojego Atoska. Zdarza mi się wąchać psy albo przynajmniej ręce po głaskaniu i żaden nie pachnie tak jak mój... Koło łóżka leży kocyk, którym mój Atos był okrywany, jeszcze dwa tygodnie temu zapach był wyraźnie wyczuwalny, teraz boję się sprawdzić, bo co zrobię jeśli okaże się, że sie ulotnił:placz: ?
  16. Niestety to niemożliwe, przecież dziś mamy wtorek. Błogosławiony niech będzie krótki dzień grudniowy, skrywający miłosiernie skrzywioną, mokrą twarz, ofiarowujący odosobnienie w spieszącym się przedświątecznym tłumie. Śniło mi się dzisiaj, że miałam wyjeżdżać w góry, bez Atosa, chodziłam po mieście i chciałam załatwić zgodę na zabranie psa u organizatora tej wycieczki, ale w tym pośpiechu Atos gdzieś mi zginął i nie mogłam go znaleźć… Mimo wszystko nie był to zły sen, odnalezienie Atosa było w nim tylko kwestią czasu… Z Psalmu 34: Będę błogosławił Pana w każdym czasie Chwała jego niech będzie zawsze na ustach moich w. 2 Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane, A wybawia utrapionych na duchu. w.19 Wracając wieczorem z pracy poczułam pierwszy oddech zimy, może na Święta spadnie śnieg? Uwielbiałeś śnieg i stosowałeś gorliwie zarówno do użytku wewnętrznego jak i zewnętrznego, nigdy nie przeziębiłeś gardła pochłaniając jego duże ilości. Tylko w zeszłym roku dał ci się we znaki, a w zasadzie to niedoinwestowane lub leniwe służby porządkowe, stosujące do odśnieżania zabójczą dla środowiska i twoich biednych, startych poduszeczek sól, po której nie mogłeś chodzić a alternatywą było lodowisko na podwórku… Obiecałam, że na kolejną zimę zamówię ci buty w jakich biegają pieski w zaprzęgach, ale nie dane mi było wywiązać się. Wracałam i wydawało mi się, że idziesz obok i wycierasz swój ośnieżony suchy łeb o mój płaszcz z prośbą o przytulenie i tak mi się przyjemnie maszerowało, tylko dlaczego sąsiadka dziwnie na mnie spojrzała?
  17. Dziękuję Zurdo, też bym poszła... Atosku, nie potrafię zebrać myśli, a wiesz, że nie lubię chaosu w żadnym działaniu, więc powiem tylko, że bardzo tęsknię i wspominam cię ze łzami.
  18. Również wysłałam.
  19. Gdzieś w Biblii jest napisane, że Bóg nie daje ciężarów większych od tych, które jesteśmy w stanie znieść. Wierzę w to mocno, chociaż codziennie o 6 rano, kiedy dzwoni budzik, zastanawiam sie po co właściwie wstawać... Jest mi z pewnością łatwiej niż Tobie, we wrześniu Atos zaczął kaleczyć sobie łapy przy zsuwaniu się ze schodów, nie było rady, postanowiłam przeprowadzić sie do mojej Mamy, do mieszkania w którym Atos spędził pierwsze trzy lata życia. Teraz widzę w tym palec Boży, bo nie wiem jak poradziłabym sobie z jego odejściem w miejscu, gdzie wszystko krzyczy o stracie ukochanej istoty. Mam nową pracę, zdecydowałam się na nią dzień po jego śmierci, jestem bardzo zajęta i to pozwala mi nie wspominać, przynajmniej przez większą część dnia. Zaczynam również myśleć o nowym piesku, dziwne to wcale nie chcę mieć następcy Atosa, moje serce - podobnie jak u Ciebie - jest w całości zajęte, ale wiem również, że jestem osoba odpowiedzialną i kiedy piesek już będzie, będę musiała okazać mu czułość i ciepło. To będzie taka potraumatyczna terapia, która z czasem przerodzi się w głęboką więź. Pozdrawiam
  20. Kiedyś, dawno temu jako nastolatka trafiłam na tekst pewnej dezyderaty, w pamięć zapadł mi fragment: Miarą właściwą szczęściu jest CHWILA. Trzeba mieć dużo szczęścia, by być szczęśliwym przez godzinę, rzadko ktoś liczy je na dni, a nikt na całe życie. Mi to pomaga, wyławiam z pamięci i gromadzę jak perełki te moje szczęśliwe chwile. Pozdrawiam Cię ciepło.
  21. Tak więc Atosku dziś mija pierwszy miesiąc bez ciebie. Cóż mogę powiedzieć, zadziwiające, ale jednak jakoś żyję. Mam nadzieję, że ty masz się lepiej niż ja. Zawsze bardziej dbałam o twoje sprawy i przedkładałam twoje potrzeby nad własne. Teraz już nie muszę dbać o nikogo, za nikogo nie jestem odpowiedzialna i jest mi z tym dziwnie. Ale trzeba przeżyć taki stan przejścia z jednego etapu życia do kolejnego. Niedawno mijał mnie z naprzeciwka maleńki shi-tzu, musiał poczuć twój zapach na wełnianych spodniach i obszedł mnie dookoła aby powąchać. Miałam mieszane uczucia, z jednej strony cieszyło mnie, że dla niego ty wciąż jesteś realny, z drugiej, po raz kolejny dotarło do mnie, że już NIGDY... Wyobrażam sobie, że głaszcząc cię, przesuwam rękami po twojej głowie, czuję pod palcami jedwabiste kudełki za uszami, zbliżam do karku, muszę uważać aby nie ucisnąć krwiaka na łopatce - pamiątki po ataku niewychowanej koleżanki - aby zakończyć na chudych nóżkach zanikającymi mięśniami, ukrytymi dla niepoznaki w gęstwinie czarnego futra. Wydaje mi się, że wystarczy się odwrócić a ty będziesz się wpatrywał z wyrzutem, jak zawsze, gdy za długo przesiadywałam przed komputerem, jak miło karmić się tą iluzją. Wczoraj odważyłam się zerknąć do książki. Ty wiesz dlaczego mi tak trudno, To była taka nasza godzina, kiedy już po północnym spacerze i ostatnim twoim posiłku (często też moim-nieplanowanym) kładłam się do łóżka z poczuciem dobrze przeżytego dnia i świadomością, że jesteś wysikany, nakarmiony i zadowolony, więc i ja mam chwilkę na relaks z lekturą. Nie mogłam czytać książek po twoim odejściu, wczoraj spróbowałam i na razie już nie chcę, chociaż twórczość Małgorzaty Musierowicz zawsze była balsamem na moje smutki. "Frywolitki 3 - odkryłam je u mamy na półce - muszą jeszcze poczekać".
  22. Ach te nasze "DONki" z wiecznie otwartymi pysiami, zawsze czujne i gotowe do działania, myślę, że gdybyśmy mieli okazję się spotkać, to pieski na pewno polubiły by się. Mój Atos zawsze był zachwycony spotkaniem z psami podobnymi do siebie, a suczkami w szczególności. Nigdy nie był namolny i witał się przez delikatne lizanie uszek, taki to był dżentelmen... Może gdzieś tam biegają razem i jako nowicjusze dodają sobie otuchy...
  23. Dzisiaj mija czwarty tydzień od śmierci mojego Atosa, Tosia, Niusia, Puszka-Śmierdziuszka, Kochanej Wredoty... można by długo wyliczać. Tego dnia wyniosłam cię na rękach na siku, byłeś wylękniony ale wiedziałeś, że cię nie upuszczę. Potem stałeś spokojnie lekko podtrzymywany i powoli, z namaszczeniem węszyłeś przestrzeń: wszystkie zapachy znane i nowe napływały do ciebie a ty delektowałeś się nimi jak koneser win wykwintnymi trunkami. Jestem pewna, że miałeś świadomość niezwykłości tej chwili... Wróciliśmy z pewnym trudem pokonując te kilka stopni do windy po raz ostatni. Po raz ostatni RAZEM weszliśmy do domu, ostatni raz napiłeś się wody, jadłeś ciastka i próbowałeś nawet bawić się piłeczką. Okryłam cię niemowlęcym kocykiem Justysi, wciąż mimo upływu lat cieszącym oczy intensywnie ciepłym, słonecznym kolorem, i już nic nie mieliśmy do roboty. Patrzyłam na ciebie, i podobnie jak niegdyś Sara - "mała księżniczka" z cudownej książki z dzieciństwa uczyła się na pamięć swojego ojca, tak ja usiłowałam nauczyć się ciebie. Przepraszam cię za moje łzy kapiące na twoją biedną zmęczoną głowę, wiesz, że zawsze byłam istotą emocjonalną... Wcześniej już przygotowałam plastikową koszulkę i nożyczki - pan Marek od małego Atoska zostawił sobie na pamiątkę sierść zza uszka, chciałam również... ale o tym zamierzeniu przypomniałam sobie, kiedy byłeś już szczelnie zawinięty w "mój-twój" brązowy futrzak i nie chciałam zakłócać twego snu... Osoba, która jest dla mnie autorytetem i lubi psy powiedziała, że po śmierci zwierzę jest już tylko padliną i nie należy o nim myśleć... Trudno mi się z tym pogodzić, muszę przestudiować Biblię pod tym kątem.
  24. Sobota, uwielbialiśmy je, kiedy byłeś jeszcze pieskiem w bardzo dobrej formie (tak do ok.12 lat) byłeś na tyle łaskawy, że nie budziłeś mnie przed 10-tą. W kolejnych latach wstawałam skoro świt, wypijałam "zieloną" mini kawę i szliśmy na krótki spacerek, potem spałam jeszcze do 10-11 i budziłam się wypoczęta w nastroju pogody i radości z wolnego dnia. Sprzątaliśmy chałupę - ty bardzo pomagałeś - grzecznie ewakuując się do pomieszczeń juz oporządzonych i cierpliwie czekałeś na koniec cotygodniowego "trzęsienia ziemi". A potem długi spacer, najciekawszy w tygodniu, bo spotykaliśmy dużo piesków na codzień nieosiągalnych - nagle następował "cud": Atos powoli człapiący nagle dostawał wigoru i usilnie dotrzymywał kroku Morisowi - małemu sznaucerkowi i już wcale nie miał ochoty skracać spaceru. Dzisiaj obudziłam się wypoczęta ale pogoda ducha i radość są dla mnie tylko wspomnieniem, takim jak ty mój piesku. Nie trzeba wstawać, nie ma z kim podzielić się jogurtem... Jak ty pięknie i z namaszczeniem wylizywałeś kubeczki po jogurtach, zwłaszcza wysokie:lol: . Chciałam nakręcić filmik na ten temat i wysłać do "Śmiechu warte", ale skończyło się tylko na planach, były wydatki ważniejsze od kamery. Czy ty mnie jeszcze pamiętasz? Czy tam się tęskni?
  25. [quote name='zurdo']7 listopada o 15.50 zgasło moje Słonko To najdłuższy miesiąc w moim życiu. I najczarniejszy, a przecież taka piękna jesień. Tuśka, byłaś, gdy zaczynałam pierwsze studia, gdy je kończyłam, gdy zaczynałam kolejne i kolejne kończyłam, gdy zaczynałam doktorat... Uzbrojono mnie w chłodny racjonalizm, nauczono, że na świecie nie ma faktów, które w porządku tego świata by się nie mieściły. A teraz staję wobec faktów oczywistych i odwiecznych – i nie rozumiem. Nie rozumiem, że świat trwa, że nie zawalił się i nie skończył. Że na zewnątrz, poza mną, wszystko jest jak zawsze. Dlaczego? Jakim prawem? Jak to możliwe, że życie toczy się dalej swoim trybem, jak gdyby nic się nie stało? A jeśli Twoja śmierć tak łatwo wpisuje się w ten świat – dlaczego wciąż nie potrafię się z tym pogodzić? Czekam na dzień, w którym znowu poczuję radość z życia i coraz mniej wierzę, że on kiedyś nadejdzie. Atos również odszedł we wtorek, tydzień później około 20-tej... Dziękuję Ci bardzo za to, ze dzielisz się z innymi swoimi przemyśleniami na temat tych najtrudniejszych dla nas spraw. Potrafisz je ubrać w słowa piękne i nadać im głęboki sens. To bardzo pomaga... Jeszcze raz bardzo dziękuję. Świadomość, że nie jesteśmy sami w naszym bólu jest w jakimś stopniu "okolicznością łagodzącą" tej ciemnej strony życia, mam nadzieję, że także dla Ciebie.
×
×
  • Create New...