-
Posts
5136 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Toska1
-
Coraz częściej zastanawiam się, gdzie przebiega granica słabości mojego psa... Kiedy miał 10 lat zrozumiałam, że nie może już skakać przez przeszkody, dwa lata później, że całodzienne spacery nie są już dla niego. W 13-tym roku życia był umierający (moczówka) ale właściwa diagnoza, mój upór i jego silny organizm pozwoliły mu żyć nadal. Rok temu przestał wstawać, intensywne leczenie nie pomogło, kupiłam dywaniki nie do końca spełniające swoje zadanie i przeszłam nad tą słabością do porządku. Zimą zaczął się moczyć nad ranem, zmieniłam czas posiłków i jest trochę lepiej ale często jeszcze się moczy. Kiedy wracam z pracy on leży na boku i czasami nawet nie podnosi głowy, podchodzę do niego, głaszczę, masuję kręgosłup i nogi, podnosi przednią część ciała i czeka aż pomogę mu z tyłu...na spacerze idzie spokojnie, ale często na naszej ulubionej trasie wyprzedza mnie i idzie pierwszy – spacery ranne ok.50 minut, po południu 1 godz. I 15 minut, wieczorem 20 min. Ostatnio zaczął się przewracać w czasie postoju np. na światłach, jego lewa tylna łapa nadmiernie przez całe życie obciążona z powody dysplazji na prawej, nie daje już rady. Od dwóch dni podaję Rimadyl i jest trochę lepiej chociaż u nas straszne upały. Otrzymuje też leki wzmacniające serce i układ nerwowy (Karsivan), mam nadzieję, że poczuje się lepiej. Przepraszam za przydługi wywód ale chciałam wyczerpująco przedstawić sytuację. Według mnie Atos ma jeszcze radość życia: z przyjemnością wita się z psami (ale się już nie bawi), ma apetyt, system pokarmowy funkcjonuje prawidłowo, chociaż jest na karmie weterynaryjnej, z zainteresowaniem „czyta” psie wiadomości na spacerach i uwielbia ludzi częstujących go psimi ciasteczkami. Proszę dogomaniaków o wypowiedzenie się w tym temacie, nie mogę już znieść spojrzeń i uwag ludzi (również psiarzy) twierdzących, że męczę psa, a moja troska o niego to czysty egoizm.:-(
-
Witam serdecznie Dogomaniaków z Wysp, przeczytałam pierwsze 20 stron tego wątku i nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi na problem mojej znajomej, dlatego proszę o pomoc. Znajoma ma psa w typie amstaffa i wyjeżdza na stałe do Londynu, pies jest już w okresie kwarantanny, która kończy się za cztery miesiące, poniewaz ona wyjeżdża już we wrześniu, postanowiła psa umieścić w hotelu i tam powiedziano jej, że nie wpuszczą Juniora do UK, ponieważ jako pies bez rodowodu traktowany będzie jako pitbull. Junior w paszporcie ma wpisaną rasę amstaff, jest łagodny dla ludzi i zwierząt. Moja znajoma pani wet, twierdzi, że wysłała już wiele psów w typie amstaffa bez problemów do UK. Proszę wypowiedzcie się jak to może wyglądać w praktyce, znajoma z bólem serca rozważa oddanie psa... Pozdrawiam z upalnego Wrocławia.
-
[quote name='Niufomanka:)']Przesadzacie... wyzywać moją sunię od kundli;( Nowofundklanda łatwo rozpoznać bo ma harakterystyczną budowę, oryginalny kształt głowy i chód. Mówiło mi to kilku weterynarzy, ludzie którzy mają niufki i treser. Wiec proszę bez głupich uwag tego typu bo to już przesada:/ I wcal;e się nie boje bo nie mam czego! Poprostu nie chciała bym miec psa który będzie llubił wszystkich do okoła i cieszył się na widok każdego na ulicy dalej jakieś głupie uwagi macie do mnie?:([/quote] To już moja ostatnia wypowiedź w tym temacie, muszę dbać o poziom mojego ciśnienia (z reguły niskiego) ja się nie wstydze mojego psa i gdy mnie pytają co to za rasa, odpowiadam: kundel w typie DONka. Nowofunland ma nie tylko "harakterystyczną budowę" ale też łagodny charakter, zanim zdecydowałaś się na zasilenie kasy "hodofcy" trzeba bylo troche poczytać o rasie, nowofunlandy to psy łagodne i trzeba szczególnego talentu aby uczynić z niego agresora. Ale nie martw się może Ci się uda w mojej dzielnicy jest czarny labrador z rozmnażalni, rzucajacy sie z wsciekłością na każdego mijanego psa i niejednego czlowieka. Żegnam.
-
[quote name='Niufomanka:)']Mój pies nie jest z hodowli. I nie chcę zrobić z niej agresywnego psa. Tylko posłusznego, takiego który nie bedzie się bał w razie niebespieczeństwa i nie schowa się za mnie. Ale pewnie tego też nikt nie zrozumie...[/quote] Mój pies też nie jest z hodowli, ale wybaczam to sobie, ponieważ dostałam go za darmo i nie przyczyniłam się do nakręcania biznesu pseudohodowcom, Atos miał szczęście , że trafił na mnie bo skończyłby w najlepszym razie na łańcuchu. Jeśli będę miała kiedyś jeszcze psa, to tylko RASOWEGO w całym tego słowa znaczeniu, nie mam już siły na prostowanie psychiki kolejnego psiaka z niepewnego źródła. Skoro kupiłaś psa od rozmnażacza, zainwestuj przynajmniej w prawidłowe szkolenie.
-
[quote name='Niufomanka:)']A PSO i PT1?? co to jest??[/quote] PSO - pies stróżująco-obronny PT1 - pies towarzyszący I stopień Odradzam szkolenie obronne, mój pies chodził na PSO i żałowałam tego przez lata, włożyłam masę pracy aby wyhamować u niego chęć obrony. od kiedy się zestarzał problem zniknął, ale nigdy nie będę szkoliła psa w kierunku obrony. Jeśli twoja suczka będzie z Tobą związana emocjonalnie, w sytuacji realnego zagrożenia będzie Cię bronić, niufka trudno wyprowadzić z równowagi ale jeśli wychowasz ją na agresora nie będziesz w stanie jej powstrzymać przed atakiem na przypadkowego przechodnia. Ja z Atosem sobie radziłam ale jestem dużą kobietą a pies waży 35 kg, Ty jesteś nastolatką a suczka będzie ważyć przynajmniej 60 kg. Zastanów się...
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
Toska1 replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Bardzo się cieszę, że Boluś pomyślnie przeszedł zabieg i możesz odetchnąć z ulgą po godzinach pełnych napięcia. Mam nadzieję, że u nas również wszystko odbędzie się bez komplikacji, w każdym razie dzięki wam poziom mojego optymizmu wykazuje tendencję rosnącą. Dziękuje i pozdrawiam. PS. Może wspomnij o udanym zabiegu w wątku na weterynarii.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Atos do przedszkola nie chodził, w czasach jego młodości nikomu się o takich zajęciach nie śniło. Obecnie mieszkamy w pobliżu Niskich Łąk i zdarza nam się spotykać osoby ze szczeniakami udajacymi się do przedszkola prowadzonego przez Związek Kynologiczny. Nie spotkałam się z negatywnymi opiniami właścicieli, zajęcia obejmują socjalizację i elementy szkolenia z zakresu posłuszeństwa. W zeszłym roku rozmawiałam z p. Januszem Arnoldem u którego szkolił się mój pies (1992r), dowiedziałam się, że przedszkole dla szczeniąt jest bezpłatne - organizatorzy liczą na to, że później pieski trafią do nich na PT. Pozdrawiam
-
Atos będzie miał zabieg 12.06 o godz.8:Kciuki bardzo się przydadzą, dziękuję. Ja również będę kibicować Bolusiowi w najbliższy wtorek. Pozdrawiam
-
Ja również zdecydowałam się na zabieg, chociaż jest duże ryzyko, że pies nie wybudzi sie z narkozy. Atos nie będzie miał robionych żadnych badań jak dwa lata temu przy kastracji... Weterynarz mówi, że nie ma innego wyjścia, za parę tygodni pies nie mógłby normalnie jeść bez uszkadzania nadziąślaka i ciągłego intensywnego krwawienia. Dostanie lekarstwa wzmacniające serce, które jest w niezłej kondycji jak na jego wiek oczywiście. Bardzo sie boję, ale liczy się nie tylko długość ale i jakość życia, pies jest zdziwiony, że zabrałam mu wszystkie zabawki, w parku krzyczę "nie", gdy chce przynieść patyka do aportowania. Jeśli wszystko pójdzie dobrze czeka go jeszcze trochę radości, jeśli nie... :-(
-
[quote name='malawaszka'][COLOR=black][B]Czy ktoś się z tym spotkał????[/B][/COLOR] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Mój Atos ma nadziąślaka od 1,5 roku, lekarz który go wtedy leczył, stwierdził, że nie trzeba z tym nic robić. W styczniu br zauważyłam śladu krwi na narośli i pojechałam do lecznicy, niestety stwierdzono, że nic z tym się nie da zrobić, bo pies jest za stary (15 lat) na narkozę, a w znieczuleniu miejscowym nie poradzą sobie z zabiegiem u tak silnego psa, lekarz stwierdził ponadto, że po paru miesiącach narośl odrośnie. I tak żyliśmy z tym problemem, do wczoraj... na spacerze pies bawił się kijem i uszkodził sobie to świństwo, krew kapała przez kilkanaście minut. Po powrocie do domu wydawało się, że jest lepiej, zjadł suche jedzenie i poszedł spać. Ok. godziny później zaczął się intensywnie wylizywać, zauważyłam, że krew sączy mu się dość obficie z tej rany, nasza obecna pani wet zapisała leki uszczelniające naczynia krwionośne i zimne okłady. Pies leki zażywa, na okłady nie dał się namówić... obawiam się, że może dojść do zakażenia tej rany. 12 lat to nie jest bardzo zaawansowany wiek dla pieska małej rasy, ja na Twoim miejscu zdecydowałabym się na zabieg, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji jaką ja mam obecnie.[/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman] [/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Pozdrawiam.[/SIZE][/FONT]
-
Pytanie do tych którzy stracili swoich przyjaciół..
Toska1 replied to Ania i Psy's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Atos jest czwartym moim psem, ale pierwszym, który dożywa przy mnie swoich dni... Wiem, że następny pies na pewno będzie, mam nawet upatrzoną rasę. Dzisiaj, wydaje mi się, ze będę potrzebowała kilku miesięcy na wypłakanie się i pogodzenie z nieuchronnością pewnych zdarzeń. Uważam, że każde dzieciństwo powinno być radosne i szczęśliwe i nie chcę zatruwać go malcowi swoją rozpaczą. Takie jest dzisiaj moje zdanie, ale nie mam pewności, czy nie postąpię jak Lazy i nie zacznę szukać szczeniaczka zaraz po...:-( Fakt, że zastanawiasz się nad przyjęciem następnego pieska, świadczy o tym, że potrafisz znaleźć miejsce w swoim sercu także dla niego, jeśli obawiasz się porównywania go z sunią, która odeszła wybierz może pieska o innej rasy. Pozdrawiam -
Gratuluję ślicznej suni, ze wzruszeniem oglądam zdjęcia Idy - do złudzenia przypomina mi małego Atosa... Jeśli chodzi o charakter DONków, to spotkałam sie kiedyś z opinią fachowców (szkoleniowca i weterynarza) twierdzących, że są trudniejsze do ułożenia i bardziej niezależne niż owczarki krótkowłose, ze swojej strony mogę sie z tą opinią zgodzić, w wychowanie pieska wlożyłam bardzo, bardzo dużo pracy - szybko się uczył, ale problemem było wyegzekwowanie poleceń. W zasadzie dopiero w wieku dojrzałym (ok. 7 lat) mogłam w pełni kontrolować jego zachowanie, a dzisiaj bez wahania mogę stwierdzić, że Atos jest najlepiej ułożonym psem w mojej dzielnicy. Oczywiście z Idą tak być nie musi, pochodzi z hodowli a nie od rozmnażacza jak mój psiak... życzę wam samych sukcesów i dużo radości we wzajemnym poznawaniu się.
-
Atos je z misek na stelażu już od kilku lat, tak sie przyzwycził, że gdy zdarza mu sie jeść poza domem, trzeba miskę trzymać w ręce lub ustawić na jakimś meblu - widząc miske na podłodze patrzy ze zdziwieniem na człowieka i ignoruje ją...
-
Śmierdząca sprawa, czyli kupki naszych milusińskich
Toska1 replied to Janosik's topic in Wszystko o psach
Właściciel na ogół wie kiedy pies jest chory i może zdarzyć się opisana przez ciebie sytuacja, ja wtedy oprócz woreczka zabieram duże ilości papierowego ręcznika. Zeszłego lata mój Atos nie wytrzymał trudów podróży i na pięknym deptaku w Ustce zostawił taką "pamiątkę", ludzie byli zaszokowani, kiedy starannie usuwałam ją z trotuaru i nie usłyszałam ani jednego przykrego komentarza. Pozdrawiam. -
Śmierdząca sprawa, czyli kupki naszych milusińskich
Toska1 replied to Janosik's topic in Wszystko o psach
We Wrocławiu sprzątnięte kupki można wrzucać do zwykłych koszy na śmieci (specjalnych brak), informację tę uzyskałam telefonując do Straży Miejskiej. Pozdrawiam. -
Skąd pewność, że będzie tylko jeden szczeniak, czyżby suczka miała badanie USG? Czy to badanie jest bezpłatne? I skoro bylo przeprowadzone to suczkę widział weterynarz. Na sterylizacje rzeczywiście potrzebne są pieniadze, jest to jednorazowy wydatek przeciętnie 200 zl, ciekawa jestem ile płacisz za dostęp do internetu, ja w TP SA łącznie z droższym abonamentem tel. ok 110 zl. W porownaniu z kosztami ponoszonymi przez przecietne gospodarstwo domowe w skali miesiąca jednorazowy koszt sterylizacji suczki nie ma wiekszego wpływu na finanse rodziny. To tyle jesli chodzi o aspekt finansowy, a jest jeszcze kwestia odpowiedzialności za los mlodych piesków które przyjdą na świat... :roll:
-
Mój 13-letni DON Atos po kastracji, którą przeszedł na początku maja zaczął pić coraz więcej wody, początkowo sądziłam, że powodem jest stan podgorączkowy po operacji, ale po 2 tygodniach pił już ok. 3,5 litra na dobę(normalnie ok.2) Jadł coraz mniej i nie mógł utrzymać moczu. Leczenie objawowe ketokonazolem nie przyniosło żadnych efektów, miesiąc po kastracji pies pił 5 litrów wody i przestał jeść. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Atos moczył się podczas snu mimo wychodzenia na dwór co dwie godziny. Zastosowano leczenie minirinem (składnik czynny desmopresyna), poprawa nastąpiła niemal od razu, po kolejnych dwóch tygodniach pies w zasadzie wrócił do równowagi. Moczówki nie da się zdiagnozować, leczy się ją objawowo, powodem jej wystąpienia są tak jak i u ludzi zmiany naciekowe w miejscu wytwarzania hormonu wazopressyny ( chyba w mózgu? :oops: ). Nie jest to choroba nieodwracalna, choć nasz wet sugerował, że trzeba będzie podawać desmopresynę do końca psiego życia, już w październiku Atos wypijał ok.1,5 l i ograniczyłam podawanie adiuretinu (czeski odpowiednik minirinu-5x tańszy) z 6 do 4 kropli, w listopadzie do 3 – obecnie dostaje 2 krople na dobę, a od nowego roku całkowicie zaprzestanę. Picie utrzymuje się w normie ok.1,5-1,7 l/dobę. Nasz wet mówi, że organizm zwalczył upośledzający wytwarzanie hormonu naciek, ale trzeba stale kontrolować ilość wypijanej przez zwierzaka wody, jeśli znowu przekroczy 2 l. Należy podawać hormon. Pozdrawiam
-
Witam, to mój pierwszy post (w zasadzie drugi, ale pierwszy pisany przez pól godziny przepadł :evilbat: ) Wysyłam na próbę.