-
Posts
5136 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Toska1
-
Podobno cierpienie uszlachetnia, mam inne zdanie na ten temat. Wtorek. Trzy tygodnie. 19:30 oczekiwanie na rzeczy ostateczne: kroki na schodach, dzwonek do drzwi, łagodny uśmiech na miłej twarzy... Miałeś ciekawe życie Atosku, a śmierć jak z filmu. Dziękuję Bogu, że mogłeś odejść jak żyłeś z godnością. Zawsze mogłam na ciebie liczyć, choć nie byłeś rozkosznym psiakiem, ale miłość zdobyta z trudem ma chyba jednak większą wartość. Pamiętam jak na I roku miałam dwa egzaminy dzień po dniu, w tym jeden koszmarny z matematyki. Obudziłam się w nocy ze snu pełnego wzorów i zadań, a ty stałeś przy łóżku i lizałeś mnie po twarzy - nigdy nie byłeś wylewny, musiałam chyba krzyczeć, a może czułeś jakieś niebezpieczne iskrzenie w moim biednym przegrzanym mózgu. Dziękuję za wszystko. Kupiłam wczoraj "Mojego Psa", dziwne wrażenie: mój pies na papierze, mój pies jako tapeta na monitorze, mój pies w ramce na nocnym stoliku, ale to wcale nie pomaga. Tylko kto powiedział, że będzie lekko?
-
A ja nie dawałam Atosowi prezentów na Mikołaja... czasami pod choinkę:-(. Jak Ci się udaje wspominać z taką radością, uśmiechać do wspomnień. Czy to kwestia czasu, czy naszego podejścia do życia? Ja niestety jestem pesymistką. Ciesze się, że potrafisz pogodzić miłość do nowego pieska nie zapominając o jego poprzedniku, może mi też kiedyś będzie to dane. Pozdrawiam.
-
Tęsknię strasznie, mam wrażenie, że coraz bardziej, jednocześnie twoja postać zaczyna się z lekka zacierać w mojej wyobraźni, czy będę Cię pamiętać za rok, za 5 a za 20? Coś dzisiaj postanowiłam, czuję lekki przypływ energii i jednocześnie straszne poczucie winy. Nie mogę dojść do ładu sama z sobą... Byłam z ciebie taka dumna, że nie widać starości, że mądry, łagodny, miły, choć potrafiłeś czasem zaskoczyć w obliczu zagrożenia, ale wszystko w dopuszczalnych granicach. Mieszkaliśmy w nieciekawej dzielnicy i czasami czułam wstyd z powodu ludzi przed tobą - tyle miałeś w sobie godności. Jestem bardzo zmęczona, nie mogę spać, choć oczy mam czerwone od łez i braku snu. Boję się poranków, budzę się i nie słyszę lekkiego posapywania, nie ma cię wcale i wciąż. Chodzi mi po glowie piosenka z trochę nieudanej polskiej komedii: "Szukam cię cierpliwie dzień po dniu, staram się podążyć twoim śladem, szukam cię i sama nie wiem juz i sama nie wiem, kiedy znowu cię odnajdę".
-
Nie przepraszaj, cieszę się, że Atos Ci się podoba, dzięki za współczucie, to dla mnie ważne.
-
Dziękuję bardzo Jolu za pomoc:Rose: , te zdjęcia były robione w zeszłym roku wiosną i latem, Atos był rzeczywiście pięknym psem, jeszcze dwa tygodnie przed śmiercią, kiedy poruszał się dość sprawnie choć powoli, ludzie zwracali na niego uwagę. Chciałam tutaj podkreślić, że choć wszystkie "ochy" i "achy" były dla nas zawsze miłe, to tak naprawdę jego uroda nie miała wpływu na mój stosunek do niego, ta szczególna więź wynikała z cech jego charaktery: przebojowości, uporu, poszanowania dla słabszych, wytrwałości - te cechy nie są również mi obce, może dlatego tak dobrze się rozumieliśmy...
-
Przykro mi z powodu tego wypadku, rozumiem, że amputowano samą stopę? Kiedyś w lecznicy pewien pan pytał weterynarza o możliwość wykonania protezy łapki psu i pokazywał ubytek na moim Atosie - to była przednia łapa, nie wiem, czy to ma znaczenie. Lekarz dał mu namiary na osobę wykonującą takie protezy. Jednak nawet bez niej pies powinien sobie radzić z takim kalectwem, choć jest już wiekowy, wiem, bo mój miał prawie 16... Pozdrawiam i trzymam kciuki za Twojego ulubieńca.
-
Trzecia sobota, od rana błękitne niebo i piękne słońce, którym nie mogę się cieszyć, a prawdę mówiąc trochę mnie irytuje. Kiedy przestanę liczyć kolejne soboty, wtorki? Kiedy przestanę budzić się tak wcześnie, choć nie muszę? Mam nową pracę, wierzę , że jest mi dana aby jakoś przejść przez ten traumatyczny okres życia... Skoro na razie lekarstwem na jedną miłość nie może być druga, to może stres związany z nowymi niełatwymi zadaniami pomoże zagłuszyć trochę rozpacz rozstania. Wieczorem idę do Agaty, zaniosę twoje zdjęcia - będziesz miał swój portret nad kominkiem w naszym przyszłym domu...:placz: naszym?
-
NIGDY okrucieństwo tego słowa również do mnie powoli dociera. Rozumiem i współczuję:-( .
-
Pojechałam wczoraj do lecznicy po odbiór dokumentów... Była godz. 17-ta, kiedy przechodziłam jak wiele tysięcy razy wcześniej przez nasz park przy Panoramie Racławickiej, byłam zadowolona, że jest już ciemno i mogę sobie spokojnie popłakać. W gabinecie 13-letnia kotka podłączona do kroplówki - mocznica - może się jeszcze uda, pozostałe wyniki bardzo dobre. Skąd ja to znam? Też miałeś dobre wyniki, a serce rewelacyjne, tylko chodzić nie mogłeś i jeść nie chciałeś:placz: . Siedziałam przy biurku, nigdzie mi się teraz nie spieszy, kiedy przyszła młoda para z czteromiesięczną koteczką na odrobaczenie, przemijanie - stare ustępuje przed nowym, normalna sprawa, ale jak nas nie dotyka bezpośrednio... Wracałam później ulicą przy której był nasz dom, opuszczony dwa miesiące wcześniej, abyś nie musiał chodzić po schodach na trzecie piętro. Patrzyłam w ciemne okna i nie czułam nic, byłam nawet zdziwiona. Żadnych łez? 11 lat biegłam z pracy, do ciebie, a teraz stoję tu bez wzruszenia. Bo to nie jest już żaden dom, twoja obecność czyniła z niego miejsce do którego chciało się wracać, a teraz to niewielka klatka dla ludzi położoną obok setek podobnych. Nie mam teraz swojego miejsca na ziemi, jeśli jeszcze będę kiedyś u siebie ty będziesz tam ze mną. Najtrudniejsze są ranki, budzę się z poczuciem beznadziei, choć wieczorem zdarza mi się snuć plany. Śnił mi się dom, jakby nasz nowy wymarzony na wsi i był tam wielki pies jakby bernardyn , ale czarny i wiedziałam, że nazywa się Atos, przechadzał się obok mnie, ale taki jakiś nieobecny, zaczęłam mu tłumaczyć, że bardzo mi przykro, ale musi zmienić imię, bo Atos w moim życiu był tylko jeden.. Zauważyłam, że sierść przeciera mu się w miejscu, gdzie ty miałeś tę okropną ranę (leczona dwa tygodnie prawie zagoiła się w dzień śmierci) byłam przerażona tym, ze nie dam sobie rady z takim ciężkim psem...Przyjacielu, czy musisz do mnie powracać w takich smutnych snach? A może dla odmiany jakaś szaleńcza gonitwa po łąkach albo pływanie w morzu...
-
Dziękuję bardzo za słowa otuchy, na nowego psa jest za wcześnie, ale mam nadzieję, że na wiosnę zmienię zdanie.
-
I znowu jest wtorek, dwa tygodnie temu żegnałam się z tobą, mój kochany przyjacielu, nie zdołałam powstrzymać łez przytulając się do twojego ciepłego, jedwabistego futra, starając się powiedzieć ci jak najwięcej miłych, kojących słów. Usiłując zapamiętać twój zapach, smutek spojrzenia, czy wiedziałeś, że idziesz za Tęczowy Most? Czy bałeś się Atosku? Bardzo tęsknię, wspominam, oglądam zdjęcia, ale one nie oddają całego ciebie...:-(
-
Niufki: Zmorka, Szelma[*], kot Tommy[*], collak Aris[*] i puli Luśka .
Toska1 replied to arima's topic in Foto Blogi
[quote name='Pysia']Jeszcze raz Ruda [URL="http://www.dogomania.pl/forum/%5BIMG%5Dhttp://i84.photobucket.com/albums/k26/Sarnow/Lipiec/cieczka/dziwy/25pogoria211.jpg%5B/IMG%5D"][IMG]http://i84.photobucket.com/albums/k26/Sarnow/Lipiec/cieczka/dziwy/25pogoria211.jpg[/IMG][/URL][/quote] Dzień dobry. Nie chciałabym być złym prorokiem, ale kiedy złota rybka podrośnie potraktuje gupiki jak przekąskę, wiem to niestety z autopsji. Pozdrawiam. -
Nie wiem jak Ci mam dziękować, pomagasz mi przejść przez najgorsze: Twoje rady są konkretne i jednocześnie nacechowane empatią, której mi brak w relacjach z rodziną i ze znajomymi (poza nielicznymi wyjątkami). Dzisiaj, dzięki Tobie zdecydowałam się pojechać na działkę i jest zdecydowanie lepiej, a jeszcze wczoraj byłam pewna, że moja noga tam nie postanie już nigdy. Mam nadzieję, że nasze psiaki odnalazły się w tamtym wymiarze, Atos jeszcze na ziemi miał najlepszego kumpla - imiennika, kremowego szpica z którym codziennie spotykali się na rannych spacerach i zajadali wspólnie mini śniadanie ciasteczkowo-bułeczkowe. Kiedy mały Atos odszedł wiosną, mój jeszcze przez 3 mce biegł na umówione miejsce spotkań by z niedowierzaniem wrócić do domu... teraz są już wszystkie razem, może utworzyły za TM klub "TYLKO DLA ATOSÓW";-) ?
-
Odważyłam się pojechać i nie żałuję. W pierwszej chwili, gdy zobaczyłam niedopitą wodę w misce poczułam się strasznie, grabiłam liście i płakałam. Wynosiłam liście na zewnątrz przez furtkę sąsiada, której Atos nie umiał przechodzić ze względu na wysoki próg - zawsze spacerował wzdłuż brzegu sąsiedniej działki, aby nie spuszczać mnie z oka. Po godzinie przyszło wrażenie, że nie jestem sama, że ktoś mnie obserwuje, to była dobra obecność: czułam się bezpieczna. Zrozumiałam, że dobry Bóg chce zabrać mój ból, wydawało mi się, że widzę kątem oka Atoska obgryzającego kija, albo skruszonego "nielegalnym" posikiwaniem trawnika... po raz pierwszy od jego odejścia zaczęłam snuć plany na przyszłość i znajdować w tym przyjemność. Pewnie jeszcze wiele kryzysów przede mną, ale może będzie łatwiej?
-
Atosku! Wczoraj wydawało mi się, że wracam do równowagi, że udało mi się pogodzić z tym co było nieuniknione, byłeś taki zmęczony... Dzisiaj wszystko wróciło, tęsknię do naszych przechadzek, do zdziwionego wyrazu pyszczka, kiedy wcześniej wracałam z pracy, do twej radości i pośpiechu w czasie drogi do pani doktor. Trzeba jechać na działkę zgrabić liście, na jutro zapowiadają piękną pogodę... ale jak mam tam jechać bez ciebie :placz: ? Byłam wczoraj u Agaty, schodziłam z Amolem ze schodów i odruchowo starałam się go podtrzymać, a to przecież piesek w sile wieku... Zabrałeś z sobą moją radość życia, a ja nie jestem pewna, czy chcę ją odzyskać.
-
1 tydzień 7 dni 170 godzin bez ciebie... Wiem, że bardzo chciałeś i bardzo się starałeś, ale nie mogłeś być ze mną dłużej. Byłeś zawsze ambitnym i dumnym psem, na szkoleniu najszybciej opanowywałeś nowe komendy, nigdy nie zniżyłeś się do agresji względem mniejszych od siebie ujadaczy. Może to antropomorfizacja, ale ja wyrażnie widziałam twoje zażenowanie, kiedy pomagałam ci w chodzeniu na ostatnich dwóch spacerach, a przechodnie komentowali twój stan bynajmniej nie zlośliwie. Teraz widzę, że już wcześniej zacząłeś się wycofywać z aktywnego uczestnictwa w moim życiu, jeszcze rok temu biegałeś za kasztanami, a później za śnieżkami, wiosną jeszcze aportowałeś patyki, ale z coraz mniejszym entuzjazmem - przyniosłeś raz, drugi - potem udawałeś, że nie możesz go znależć... W domu biegłeś za swoją kolczastą piłeczką i kładłeś się aby ją obgryzać... Cieszyłam sie jednak, że jesteś i masz się nieźle. Tyle słów do ciebie kieruję, za twojego życia nie musiałam tak się "produkować", rozumieliśmy się bez słów, wystarczyło spojrzenie, ruch dłoni, pochylenie głowy. Komunikacja niemal doskonała, szkoda, że dochodzi do niej dopiero wtedy, kiedy trzeba powiedzieć do widzenia. Byłam w niedzielę w miejscu, w którym spoczywa mój Atos, chowany był w nocy, chciałam sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, czułam ulgę i nie miałam już wrażenia, że go tam porzuciłam. Dziękuję wszystkim za słowa otuchy i za pamięć o moim przyjacielu.
-
Dziękuje Ci bardzo za wsparcie, którego w tych dniach bardzo potrzebuję. Mam wrażenie, że dobrze Cię znam - śledzę ten wątek od początku, a wcześniej również ten założony na weterynarii. Zawsze chciałam do Ciebie napisać, próbować pocieszyć... wylałam wiele łez nad twoim Atoskiem, ale nie miałam śmiałości, podświadomie czułam się winna, że mogę jeszcze cieszyć się moim psiakiem. W tym czasie, gdy pożegnałaś Tonia, mojemu udało się przezwyciężyć wyniszczającą moczówkę, na którą zapadł po kastracji. Dopiero dzisiaj, kiedy obie tęsknimy za naszymi Atosami mogę tu napisać. Większość psiarzy po stracie ulubieńca, decyduje się na tą samą rasę, albo pieska zbliżonego w typie, a Ty wybrałaś całkowitą odmianę, ja również tak bym zrobiła. Jednak na tę chwilę myśl o nowym psie wydaje mi się absurdalna, może kiedyś będzie inaczej... Pozdrawiam
-
Jeżeli świadomie rozmnożyłeś sukę bez uprawnień hodowlanych, bądź szczenięta pojawiły się w wyniku niedopilnowania matki, a jeszcze chcesz na maluchach zarobić, to powinieneś się bardzo wstydzić. Kilka dni temu pożegnałam mojego psiego przyjaciela, który przyszedł na świat w wyniku ludzkiej bezmyślności. Atos musiał umrzeć, bo przestał chodzić z powodu dysplazji odziedziczonej po rodzicach "rasowych bez rodowodu".
-
Pierwszy weekend bez ciebie, nie mogę znaleźć sobie miejsca, przechodzę za stanu rozpaczy do apatii i zastanawiam się czy tęsknota za tobą, to świadectwo mojej miłości czy przyziemnego przyzwyczajenia do codziennego rytmu dnia... Jutro pojadę do miejsca w którym odpoczywasz, usiłuję uwierzyć, że jesteś w jakimś innym wymiarze, ale nie wychodzi mi to. Dziękuję Bogu za te wszystkie lata, w których byłeś towarzyszem mojej samotności i proszę Go o siły, aby pogodzić się z definitywnym końcem naszej wspólnej drogi.
-
I po co piesku wstałam tak wcześnie, ty już nie potrzebujesz spacerku, nie trzeba ci szykować serowych kulek i innych "wynalazków" do przemycania lekarstw. Wszyscy mówią, że miałeś wspaniałe życie, pełne wrażeń i czułości, że taka jest kolej rzeczy. To prawda, ale to są argumenty dla umysłu, serce musi swoje odcierpieć...
-
Wiedziałam, że będzie ciężko, ale nie przypuszczałam, że aż tak. Nie można spać, jeść, pracować, nawet porządnie się wypłakać, choć z tym ostatnim jest już łatwiej. Wczorajszą noc spędziłam w stanie jakiegoś bezsennego odrętwienia, rano powlokłam się do pracy i starałam się jakoś funkcjonować. Wróciłam do domu, w którym nie ma już Atosa i nie byłam w stanie niczym się zająć. Od kiedy jestem na Dogomanii, regularnie śledziłam wątki w TM, żeby jakoś się przygotować...dzisiaj stwierdzam, że nie udało mi się... Atos skończyłby dziś 15 lat i 9 mcy, ale odszedł dzień wcześniej, zanim mogłam obdarować go przysmakiem, z okazji kolejnej miesięcznicy obchodzonej od pewnego czasu . To przyszło tak nagle, jeszcze tydzień temu dawał sobie radę na spacerkach, w środę nagle osłabł, rozjeżdżały się wszystkie łapy, prawie wynosiłam go na dwór, próbowałam go jeszcze ratować, przecież nie pierwszy raz był bardzo chory i dochodził do sił, przez parę dni była poprawa i już się cieszyłam, ale w poniedziałek przyszedł kolejny kryzys i stało się jasne, że Atos utracił radość życia i trzeba mu pomóc... odejść. Odszedł bardzo godnie, wygłaskany i utulony na tę najdalszą podróż. Byłam z nim cały czas, nie wymiotował chociaż tuż przed zjadł prawie wszystkie psie ciasteczka jakie jeszcze były w domu. Po podaniu pierwszego zastrzyku zasnął spokojnie, po następnym w serduszko, nie miał żadnych drgawek, choć prawa komora nie chciała zrezygnować z pracy i trzeba było poprawić. Pochowałam go na wsi u mojej serdecznej koleżanki, w pięknym miejscu, gdzie nikt nie będzie zakłócał jego snu, na wsi, której nie doczekał, choć wydawało się że te kilka miesięcy nie będą dla niego problemem...:-(
-
Również wysłałam.
-
Dziś wieczorem mój Atos pójdzie na daleki, wspaniały spacer, w którym nie mogę już mu towarzyszyć...:(
-
Cieszę się, że Twoje leonki powróciły do dogomaniackiej galerii, prawdę mówiąc już na to nie liczyłam i byłam zła, że tak nagle musiałam przejść przez przymusowy odwyk od leongergerów:shake:, zwłaszcza, że u Arimy również newsów brak. Pozdrawiam z Atosem.
-
[COLOR=black]Odświeżam temat, a to z powodu niemiłej scysji jaką miałam wczoraj z właścicielką boksera. W moim bloku mieszka kilkuletnia amstaffka ze schroniska, jest trochę nadpobudliwa i mam wrażenie, że przydałoby jej się więcej ruchu. Wracając z pracy na rowerze spotkałam amstaffkę na spacerze (dość daleko od domu), witała się z bokserem. Zaproponowałam właścicielowi, że mogę pożyczać mu rower, aby suczka pobiegała kilka km, na co pani od boksera zareagowała oburzeniem, że to jest pies bojowy i biegać nie może. Odpowiedziałam, że to jest w połowie terier, a teriery potrzebują dużo ruchu jako psy myśliwskie, ponadto amstaffy nie mają tak jak boksery skróconego pyska i łatwiej im oddychać. Tu na Dogomani właścicielka dogów niemieckich opisywała jak jej suczka biega przy rowerze. Jak to więc jest z bieganiem u bulowatych i wogóle masywniejszych psów? Zawsze miałam pieski owczarkowate, które świetnie biegały.[/COLOR] [COLOR=black] [/COLOR]