Jump to content
Dogomania

Ekiana

Members
  • Posts

    1287
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ekiana

  1. A teraz z Warszawy. Kubuś z kolegą Psikusem :) Ten kot to jak by na telewizję, na reality show do Kuby przychodził. Codziennie tam leżakuje i dogląda :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/246.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/247.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/248.jpg[/IMG] I jeszcze odrobina foczki, też już z warszawy :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/249.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/250.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/251.jpg[/IMG]
  2. :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/245.jpg[/IMG]
  3. No tooooo jazdaaaaaa!!! [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/232.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/233.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/234.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/235.jpg[/IMG] :angryy::diabloti::angryy::diabloti::angryy::diabloti::angryy::diabloti::angryy::diabloti::angryy::diabloti: [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/236.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/237.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/238.jpg[/IMG] Nie żartowałam kiedy pisałam o tym, że Michaś gryzie. Ale na szczęście jest już co raz lepiej. A póki co dalszy ciąg zabawy z tamtego wieczoru :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/239.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/240.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/241.jpg[/IMG] Dokładnie w takim poważaniu ma moje upomnienia. Ja mu pokazuję "palec grozy" (czasem nazywam go "palcem sprawiedliwości"). Mówię mu "nie!" i wystawiam palec, on wie, że broń go Panie Boże ugryźć no i pokazuje co o tym myśli. Czasem próbuje go dziobać, albo jakąś część mojego ubrania, a jak nadal palec mu grozi i nadal jest, że "nie" to pokłada się urażony bardzo blisko tego czego nie wolno mu ruszać i zerka z ukosa z fochem :) No,ale często jest zaraz zabawa, jakieś polecenie, jakiś smaczek na wyluzowanie atmosfery. [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/242.jpg[/IMG] No i znów mina aniołka :) :evil_lol: [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/243.jpg[/IMG] ... że niby to sobie tylko zerkam ot tak na tą poduszkę :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/244.jpg[/IMG]
  4. Ojej, ale dawno nie pisałam. Dotarło to do mnie gdy odkryłam na karcie aparatu zdjęcia jeszcze z Legnicy. Michaś nam tyje, tzn. rośnie :) Wczoraj było ważenie - jak w każdą środę odkąd się poznaliśmy. Waży 12,30 :) A to jeszcze fotki z Legnicy. Wtedy ważył mniej :) Taki grzeczny chłopczyk jestem :) :diabloti: [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/221.jpg[/IMG] Lubię swoje lekarstewka, podaję łapy za nie. [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/222jpg[/IMG] Mniam, o smaku banananowym :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/223.jpg[/IMG] Rozkosz na języku :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/224.jpg[/IMG] No, a teraz czas na zabawę!!! [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/225.jpg[/IMG] Ale co to? Takie dziwne, puchate i się mnie nie boi, ale bawić się też nie chce... [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/226.jpg[/IMG] Nie chce gadać, to udam obrażoną minę :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/227.jpg[/IMG] Ale za to Pańcia ma tu ciekawe rzeczy do ciągnięcia... [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/228.jpg[/IMG] Naiwna, myśli, że mnie przekupi na ten sznur :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/229.jpg[/IMG] Może jednak faktycznie ten sznur fajny jest :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/230.jpg[/IMG] Zabawę uważam za zaczętą!!! Hulaj dusza, piekła nie ma!!! [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/231.jpg[/IMG]
  5. Nie ma sprawy. Niteczka, prześliczna dziewczynka. Szkoda, że boi się tak bardzo znikającego z pola widzenia domku. Ale w sumie to ja się jej nie dziwię. Myślę, że z czasem oswoi lęk i zaufa.
  6. Zdjęcia Nitki :) [IMG]http://www.ekianet.eu/dog/nitka/nitka1.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/dog/nitka/mitka2.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/dog/nitka/nitka3.jpg[/IMG]
  7. Jeszcze mam komendę "szanuj swoje ciało" "... i moje też!" , ale rzadko stosuję, więc mam wątpliwości czy kuma :) Toi wtedy jak Michaś gryzie swój ogon, albo moje ręce kiedy chcę go czymś innym wtedy zaaferować :)
  8. Przepraszam, że dopiero teraz, ale przed chwilką odczytałam maila Nutusi :( W weekend byłam w szkole i na pocztę przychodzi mi tyle mailów z wątków na dogo, że idzie oczopląsu dostać :) Wstawiam fotki Kretbulla :) [IMG]http://www.ekianet.eu/dog/krecik/en-face.jpg[/IMG] Krecia mordka :) [IMG]http://www.ekianet.eu/dog/krecik/kracia-mordka.jpg[/IMG] Profil :) [IMG]http://www.ekianet.eu/dog/krecik/profil.jpg[/IMG] Słodki!!!!!:loveu:
  9. [quote name='Ali9']Byłam dziś z Rysiem u weta (...) Dostałam także rade, ze jak będę zbierała materiał do badania (znaczy się kupkę Rysia) to żeby zbierać po troszkę kupki z całego tygodnia np. mieć pojemniczek i kupkę zbierać w poniedziałek, środę i piątek - wszystkie próbki kupek z tych dni w jednym pojemniczku przynieść do badania. Pierwsze słyszę żeby tak badać kupkę, ale może faktycznie przesiew i wykrycie jakiegoś robala jest wtedy większy w takiej próbce kupek. W każdym razie za miesiąc zbieram próbki kupek Ryśkowych ;) ale co mi tam już się ich naobserwowałam, to teraz przyszedł czas na kolekcjonowanie ;)[/QUOTE] A w między czasie w tygodniu to gdzie ten pojemniczek będziesz trzymać? W lodówce?:) hahahahahhahaahaha !!!!! Uwaga żeby się materiał badawczy nie zmarnował! :)
  10. Stasia tez Acaną nie gardziła. Michaś Acanę zjada i nawet wyjada jeśli ma pomieszaną z Britem, ale sama Acana nigdy nie była dojedzona z miski. Przygotowane porcje zostawały. 150 gramów Brita natomiast znika w 100% jako jeden posiłek, ale na szczęście nie wszystko na raz. Nie zabieram mu miski po 30 min. Niech sobie chłopak podjada w wolnym tempie byle bym wiedziała ile zjadł. Od tego smaczkowania i dokarmiania z ręki on się nauczył, że nawet karmę chętniej je z ręki :) Uważa, że z ręki to zawsze na pewno coś innego i lepsze :) Zapomniałam napisać, że weterynarz zauważył tydzień temu (ja wcześniej,ale nie bardzo się na tym znam), że nie zeszły mu jąderka. "Jeśli nie zejdą do 6-7 miesiąca jego życia to wtedy będziemy się martwić" - tak powiedział lekarz. Generalnie nie przeszkadza mu to gwałcić poduszki ;) :diabloti: Zabawny jest bo jak zobaczy w oddali psa lub ptaki to siada i obserwuje - więc wymyśliłam na te okoliczność komendę "obseruj" :) Chyba towarzystwo kota nauczyło go pewnego respektu :) Ja mu zawsze mówię - patrz i podziwiaj :)
  11. Dziwnie... tak piszą o tej wysokiej jakości, tak to zaznaczają hmmm Nic to, zobaczymy co lekarz powie. Łukasz właśnie z nim pojechał. Natomiast Michaś Brita chyba bardziej lubi. Chrupie aż miło.
  12. [quote name='Lulka']a ja miałam przyjemność poznać Michasia - śliczny jest :loveu: i podziwiam Ekianę za to jak z nim pracuje :p kurcze niedobrze, że choruje, ale może rzeczywiście to kwestia karmy, już kiedyś czytałam, że niektóre psy po acanie mają rozwolnienie - a może jak już dojdzie do siebie spróbujecie Boscha?[/QUOTE] Mam nadzieję, że to kwestia karmy, już się bałam, że może to jakiś powrót robaków :) Popróbujemy z jakąś inną karmą, ale zobaczę co weterynarz każe. Na razie zostałam z 17 kilo Acany i 9 kilo Brita :) Osobiście wolałabym żeby jego żołądek jednak się przemógł do Acany bo ma bardzo dobry skład i mam jej taki zapas... ;) No,ale zrobimy co lekarz zaleci. Tak, śliczny z niego zadzior :) Zobaczymy co wyrośnie z naszego gagatka. Ty Lulka mówiłaś, że on mały. Też mi się wydaje, że mały jak na oczekiwania w stosunku do ONka :) Zobaczymy. Ale tyje jak z tych dużych ras. Kupa dobra po lekach. Dziś jedziemy z nim na kolejną wizytę. Brita z rana wsunął aż mu się uszy trzęsły :) Chyba mu się te chrupki łatwiej gryzie. Acana ma nieco większe kawałeczki i bardziej mokre. Krew się moja już polała. W drodze do Warszawy chciałam zerknąć na tył czy wszystko w porządku. Odwróciłam głowę i hyc dyla do mojego nosa zębami... :) Z twarzy dużo leci krwi, na szczęście draśnięcie nie groźne. Natomiast nauczył się chłopak korzystać z łóżka :) Przychodzi z rana się przywitać - tzn. ja mam go głaskać, a on mnie podgryza :) Nie wiem czy to jego sposób okazywania czułości czy co.... Muszę doczytać w książkach :) Mimo wszystko mniej ma już napadów złości. Waży 10 i pół kilo. Czyli w ciągu ostatniego tygodnia przytył półtora kilograma.
  13. Tak dziwnie, że jej nie ma przy nas. Nie mogę się przyzwyczaić... U Marysi jest jej legowisko i szelki. Wypadałoby zabrać bo może przeszkadza, bądź co bądź duże. Ale nie mogę się zebrać. Jakoś mi łatwiej myśleć, że ona tam jest... Głupie to może.
  14. Strasznie smutno się to czyta, ogląda... Ech...
  15. Michaś znów u weterynarza... Od dwóch dni miał rozwolnienie. Był bardzo żywotny, więc myśleliśmy, że to może jakieś chwilowe zatrucie, ale jednak chyba nie. To się zaczęło po odstawieniu antybiotyków, a już będąc na nowej karmie. Zapomniałam napisać, że przestawiłam go na Acanę z Brita bo podgryzał ziemię i oblizywał ściany, więc pomyślałam, że nafutruję go czymś lepszym i skompletowanym. No,ale zalecenie jest takie, że dziś głodówka, a jutro wraca Brit. Zobaczymy. Dostał kroplówkę, antybiotyk i jutro następna wizyta. Michaś pojechał do lekarza z Pańciem. Z relacji wiem, że nie był zbyt grzeczny :) A ja dziś miałam z nim parę magicznych chwil :) Fantastycznie bawił się ze swoim kumplem - rocznym Huskim - Dżamalem :) Poza tym Michaś nie ma już pchełek! :)
  16. Brak jednomyślności to ciężki kłopot, ale podejrzewam, że bardzo częsty. U nas też jest niejednorodnie, ale książki pomagają - jeśli ktoś oczywiście jest gotów postawić w opozycji swoje "doświadczenie" z nową *cudzą* wiedzą ;) Kupiłam tą książkę Cezara Millan'a, o której rozmawiałyśmy będąc na spotkaniu z Rychem. Muszę jeszcze ją dokładniej przejrzeć, ale mam wrażenie, że jest mocno ogólnikowa i chyba szkoda kasy. W każdym razie postaram się może jutro na wątku Miśka wpisać tytuły i kilka słów z pierwszych wrażeń książek, które posiadam. Ja bym Ryśka poddała kastracji nie mówiąc nic rodzicom - zabieg niemal kosmetyczny trwa 30 minut i pieski mają ze dwa szwy po nim. Bądź co bądź to Ty widniejesz jako opiekun na umowie adopcyjnej. A jak kiedyś ktoś się przewróci bo się zaplącze w smycz albo pies go pociągnie bo Rysiek go wywołał do ataku (np. mama...)? No i te kwestie onkologiczne...
  17. Nutusiu, to nie rolka - to zerwana pionowa żaluzja :) Ludwa - tak, zgadzam się z Tobą. Rozumiem.
  18. Ojej, to myślisz, że on się musi zestarzeć aby "zmądrzeć"?:) Myślę, że aż tak to nie będzie. Na pewno pozostanie mu swoisty temperamencik, ale my się z nim nie bawimy jakoś drażniąco i korygujemy przesadne ekscesy. Ciągle musimy zwracać uwagę znajomym czy rodzinie żeby się z nim nie bawiono w "typowy" sposób - tzn. drażnienie i zabawa w pogryzanie. Ale wszyscy rozumieją o co chodzi i zaraz zabawa zaczyna być normalna. A tu troszkę fotek z szaleństw, znów urwał nam kolejną pionową żaluzję :) są też zabawy balkonowe i zapoznawanie z Kubusiem :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/208.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/209.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/210.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/211.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/212.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/213.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/214.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/215.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/216.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/217.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/218.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/219.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/220.jpg[/IMG]
  19. Rysiek to jest mój drugi w życiu okaz psa, który tak bardzo bardzo wręcz chłonie drugą osobę, tak bardzo pragnie jej bliskości, obecności. Drugi to Puzon Gosi - naszej przyjaciółki. Mnie się takie coś wydaje urocze. Ciekawe jaki Michaś będzie, ale nie liczę na wiele :) Acha, a Puzon ma około 8 lat i był ostatnio w hoteliku bo rodzice Goski gdzieś pojechali. Apetyt mu dopisywał, pobyt zniósł dobrze - czyli przytulakowatość nie musi koniecznie iść w parze z lękami separacyjnymi.
  20. Stasia nie miała 10 lat :) Stasia była po prostu jak człowiek :) Strasznie mi brakuje przytulania się do niej. A ten maluch to rzeczywiście, już się mniej boje o jego agresję, poczytałam trochę i potrenowałam odbieranie skarbów. Nie jest idealnie,ale znacząco lepiej. Miłe jest, że kiedy wychodzę ja albo Łukasz z pokoju to on tęskni, ale jak mu się powie aby został, to nie marudzi, siada, zostaje, czeka. Fajnie, że nie jest zbyt głośny, nie szczeka bez powodu. I od niedawna nauczył się wdrapywać na kanapę, mało tego dziś dwa razy sam wskoczył do samochodu! A to naprawdę dla niego coś! Ale przy wychodzeniu jeszcze trzeba pomagać :) Byliśmy też dziś w sklepie po nowe szelki bo stare przegryzł, wybrał sobie gryzaka (sam!) i zaniósł prawie do kasy. Nie miał pieniążkow, to my zapłaciliśmy :) A potem szalał z jadalnym krokodylkiem i podrzucał go sobie jak Stasia :) Ja miałam kiedyś małego kociaka - porównując było łatwiej i o wiele zabawniej :) A książki dobre są i wypowiedzi innych doświadczonych już "rodziców" bo upewniają, że to młodzikowatość, a nie choroba psychiczna :)
  21. Michaś poznał całą rodzinę. W ogóle wraz z Łukaszem mocno się wybujał po różnych domach i ludziach. Generalnie jeśli trafiało na osobę znającą Stasię to padały zawsze te same słowa... "oo to nie Stasia..." I tu nie chodziło o to, że ktoś nie widział, że zmarła, ale o jego temperament ;) A potem życzono szczęścia i ostrożności :)
  22. Widziałam się z Ryśkiem - potwierdzam - przytył - kręgosłup jeszcze nieco szpiczasty, ale za to żeber nie czuć tak jak na początku. W ogóle zmienił się chłopak, wydostojniał. Taki pewny, wyprężony, radosny i czujny. Strasznie czuły, bardzo lubi się tulić - nie dziwię się, ze Ala i jej mama mu ulegają. Po prostu sama już mu pozwalałam na wszystko włącznie ze skakaniem na siebie - on to jakoś mimo wszystko delikatnie robi, łapki ma w sierści miękkie i lekki jest. Tacie się nie dziwię bo to jednak pies szalony i stwarza zagrożenie przewrócenia. Trzeba uważać. Ostatnio jeden Husky (kolega Miśka) radośnie podał mi tak łapę, że od kilku dni mam siniaka po pazurach. Faktycznie też Rysiek wypatruje psów i się na nie zaczaja, byłam świadkiem. Ale jednak Ala potrafi go całkiem nieźle opanować - no nie jest idealnie,ale naprawdę dobrze. Rychu to naprawdę szczęśliwy pies! Super!
  23. Przykro mi, że nie mogę pomóc, ale chociaż się odezwę co by Lorek nie spadał. Piękny pies. Bardzo dobrze, że jego los się odmienił. Jeszcze żeby teraz jakiś nowy domek go powoli wypatrywał...
  24. No, rozpisałam się bo każdy dzień intensywny, a miałam zaległości :) Mam nadzieję, że on też uważa, że dobrze trafił, ale wiadomo - jak to nastolatek :) może uważa, że nie :) Dziś widziałam się z Miśkiem, poszliśmy do razem do knajpki obok domu. Michaś zachowywał się super. Najpierw trochę szalał, z 10 min z zabawką, potem jak przyszła Ali9 (od Ryśka) - musiał przywitać i poszaleć z szalikiem i wszystkim co można w niej pogryźć, ale też krótko, a potem... nie ma psa. Położył się i zasnął. Będziemy częściej praktykować publiczne wyjścia. A tak poza tym, to widać kolejny progres. Michaś dawał się głaskać i morusać po całej długości ciała. Był miły! Cały czas był miły! Szok :)
  25. (... CD) Im więcej czytam i … obliczam ;) wiek Michasia uspakajam się. W dostępnych mi publikacjach opisywane jest zachowanie szczeniąt młodszych i pochodzących z hodowli. Moi sąsiedzi zapytani o zachowanie ich psów w podobnym wieku również opowiadali, że właściwie nie mieli podobnych problemów, ale także i oni mają psy rasowe od hodowcy lub na tyle dorosłe, że moim zdaniem wyidealizowywanie jest bardzo prawdopodobne. Tak więc ich obcowanie ze swoim szczenięciem rozpoczęło się wcześniej niż nasze z Michasiem. Wyliczyłam, że trafiliśmy na początek dorastania, hmm takiej młodzikowatości. Nazwałam to sobie „fazą głupa” ;) W wilczej rodzinie szczenięta w tym okresie pierwszy raz zostają pozostawiane same pod opieką najniższego w hierarchii osobnika Omega. Szczynki poznają świat, polują na myszki, są podekscytowane, toczą zabawowe walki, ustalają hierarchię w miocie, ich sposób chodzenia staje się co raz bardziej precyzyjny, a hormony zaczynają szaleć bo układ hormonalny dopiero się rozbudzać i dostraja aby zaczął się proces dojrzewania  Suczki dojrzewają szybciej, samczyki wolniej, stąd „faza głupa” trwać będzie pewnie dłużej ;). Wygląda to tak, że jest pierwsza faza – nazwę ją sobie „pierwszej gryzakowatości” – szczenię jest z matką i w okolicach końca tej fazy – czyli 8 tygodnia życia szczenię od hodowcy przenosi się do nowego domu. W nowym domu szczylek jeszcze troszkę podgryza, ale wchodzi w drugą fazę – nazwę ją sobie „zależności”. Nie ma mamy, nie ma rodzeństwa – jest nowy dom, nowy opiekun i szczeniak łatwo ku niemu podąża. Czyli już rozumiem dlaczego u mnie tego nie ma ;) Dostaliśmy Michasia w trzeciej fazie – „fazie głupa”, gdzie znów wraca gryzakowatość, zębów trzeba się pozbyć, do tego te hormony, do tego ten cały interesujący świat! Wyczytałam wiele pocieszających słów dla właścicieli aby się nie martwili, że szczeniak nagle przestaje reagować na imię, może ni z tego ni z owego obszczekiwać przestawione krzesło, nagle nie wykonuje poleceń, zaczyna ignorować właściciela, że nie jest jak wcześniej. To normalne. Cieszę się i rozumiem już dlaczego tak ciężko nam wiele rzeczy wyegzekwować. Tzn. ciężko w porównaniu do różnych opisów – teraz już wiem, że czytałam o szczeniaczkach w innej fazie życia. No i teraz już rozumiem czemu on mi się kojarzył od początku z dzieckiem autystycznym :cool3: Jeśli chodzi więc o Michasia obserwowanego z tej perspektywy myślę, że jest całkiem posłuszny i całkiem niekłopotliwy. Również z tego co wyczytałam to te metody ujarzmiania go, które stosowałam nie są przemocą, są czymś normalnym. Bardzo mnie to uspokoiło ponieważ naprawdę nie byłam pewna. Ze Stasią nie musiałam robić niczego takiego – wystarczyły słowa, ewentualnie przysiadałam koło niej i głaskałam żeby miała motywację do pozostania na miejscu i czuła, że mi naprawdę na tym zależy. Albo w przypadku ochrony Kubusia, którym bardzo się interesowała od samego początku – w celach żywieniowych ;) to po prostu zabraliśmy jej pokusę z pola widzenia. Co innego z Michasiem. Też oczywiście szliśmy podobnym trybem, ale to nie wystarczało. Złapałam się nawet na tym, że unikałam chodzenia po domu – aby nie kusić go do gryzienia. Dwutygodniowy czas kwarantanny był dla nas niemal koszmarem, chociaż po zastosowaniu się do raz Marysi było o niebo lepiej. Dzięki spacerom jest okazja aby Michaś wytracił trochę energii no i zastosowałam coś odwrotnego. Staram się nie zabierać nóg żeby mnie nie gryzł, ale reagować jak próbuje, to samo z zawiązywaniem butów. Wcześniej na paluszkach szłam do toalety zabierając po drodze po cichutku buty i niby się załatwiałam, a tak naprawdę w odosobnieniu zawiązywałam buty i dopiero gotowa brałam go na spacer. Teraz staram się go zająć zabawką i ubierać buty na jego oczach. Pewnie, że sznurówki go kuszą, ale staram się wiązać jak najmniej zamaszyście oraz mówię „nie”. Powoli zaczyna to przynosić efekty. Michaś uwielbia podgryzać moje kapcie dlatego zawsze stawiałam je na biurku, krześle lub gdzieś indziej, byle nie miał możliwości dopaść. Teraz wypatruję momentu jak jest zaspany, albo zainteresowany czymś innym i stawiam wcale nie daleko niego te kapcie i przyzwyczajam go do ich obecności przy jednoczesnym braku reakcji z jego strony. Jasne, że wpadki się zdarzają, ale coraz mniej. Kiedy Michaś przyszedł do nas miałam takie nadrzędne priorytety i strasznie się dołowałam jak mi nie wychodziło. Po pierwsze nie może być to pies agresywny, po drugie jego dzieciństwo ma być jak najlepsze, najmilsze bo to jest kluczowy okres dla wykształcenia pozytywnych postaw wobec świata. No, ale jak on nas gryzie to jak ma być miło? Teraz jest łatwiej bo są spacery. Nie wiedzieliśmy też o możemy robić, a co nie. Z jednej strony powinnam odbierać mu kontakt z sobą kiedy mnie gryzie, a z drugiej strony powinnam go nauczyć gmerania w buzi aby w przyszłości nie było problemów z oglądaniem stanu ząbków. Przyznam szczerze, że od samego początku (jak się dało) jeśli ssał, delikatnie pogryzał moje palce, raczej dziamdziolił i nie czułam w tym agresji to pozwalałam mu na to jednocześnie masując jego dziąsła. Nie było to jakoś wielce często bo nie byłam pewna czy nie prowokuję go do czegoś złego, Łukasz mówił, że robię źle. Ja myślę, że to nic złego jeśli się czuje, że pies jest wyluzowany i ja wycofuję się kiedy on przekroczy granicę po której już nie jest to dla mnie miłe. Fajne efekty daje też mówienie do niego :lol: Odkryłam to kiedy bardzo chciałam opowiedzieć Łukaszowi pewien przepis na kurczaka, który właśnie obejrzałam w TV. Nie słuchał mnie! Za to słuchał mnie pies :cool1: No to dołączyłam do tego gestykulację i opowiedziałam mu ze szczegółami jak się kroi tego kurczaka, wrzuca do woreczka, potrząsa i potem wykłada na blaszkę na której jest pergamin itd… :loveu: Było fajnie ;) Podobnie też kiedy pakowaliśmy się na wyjazd, robiłam kanapki, nie mogłam się pobawić z Miśkiem, a zabawki były spakowane. Zabawiałam go rozmową :multi: No więc co udało nam się osiągnąć przez te minione trzy tygodnie: 1. Nie tolerował dotyku – przychodzi się pogłaskać, zwł. na przywitanie. Przełom nastąpił w środę drugiego tygodnia pobytu u nas. (Podczas wizyty u weterynarza pogadałam troszkę z opiekunami 7-miesiecznej Nowofundlandki i okazało się, ze oni dają mleko swojej pannie. Ja czytałam, że lepiej tego nie robić, że kłopoty z trawieniem laktozy itp. No, ale Stasia piła – jednak bałam się podać Michasiowi. Postanowiłam tej środy zaryzykować. Efekt? Pierwsza „Magiczna chwila” – tak to zaczęliśmy nazywać. Michaś wypił z bez przesady rozkoszą to mleczko, a potem podszedł do mnie, usiadł i popatrzył, pozwolił ująć delikatnie w dłonie swoją główkę i dać sobie buzi w czółko. Jeszcze dzień, czy godzinę wcześniej było by to nie do pomyślenia. Taki gest! Ta chwila była naprawdę magiczna. Szukamy takich chwil.) 2. Gryzł jak upiór przy każdej okazji – gryzie jak broni super cennej jego zdaniem rzeczy (znaleziona kość, kapsel itp.) Nie umiał nic. 3. Teraz robi „siad”, „waruj”, „łapa” w różnych sekwencjach, rozumie „nie”, na pstryknięcie palcami daje głos. Zdarza się, że robi „ kąpciu kąpciu” :lol: Przyuważyłam, że sam chętnie chlapie łapą wodę w misce, a to zabawne, więc zaczęłam go chwalić i nazywać to co robi :lol: Od czasu do czasu pozwalam mu na „kąpciu kąpciu”, chcę aby się cieszył z kontaktu z wodą, wyniosłam mu też miskę na balkon i zachęcałam do chlapania właśnie tam. Czeka w siadzie aż się rozbiorę i zacznę z nim witać kiedy wracam do domu. Nie chodzi idealnie na smyczy, ale w sumie rzadko ciągnie, musimy nad tym mocno popracować. Nie umie chodzić przy nodze, popracujemy może już z trenerem bo nie mam pomysłu na takiego smyka. Koniecznie natychmiast musimy popracować nad komendą „stój”, reakcją na imię oraz bezkrwawym oddawaniem skarbów. Chciałam przetrenować sposób jaki poradziła mi Elentia… No i teraz przechodzę do najważniejszych przyczyn dla których nie mogłam pisać na bieżąco. Sposób taki, że mam przygotowane dwie cenne rzeczy, z których jedna jest mega cenna. I najpierw podaję mu cenną, komenda „puść” i wymieniam na tą mega najcenniejsza. Aby szczylek wiedział, że ode mnie to zawsze dostanie lepsze. Sposób rewelacyjny. Jeszcze tego samego dnia kupiłam mięsko cielęce, ugotowałam i postanowiłam rozpocząć naukę handlu wymiennego  Michaś mało się nie zsikał od zapachów dolatujących z kuchni, skakał wysoko jak mógł, ale musiał czekać aż się wszystko zrobi. Najpierw zabawkę wymieniłam na suchą psią kiełbaskę (tą co tak warczał ostatnio broniąc zaciekle). Puścił nawet się nie zastanawiając zabawkę, chwycił kiełbasę. Poszłam do kuchni (dając mu trochę czasu aby się nią nacieszył) i wracam z gotowaną kostką cielęcą obrośniętą średnią ilością mięska. Puścił kiełbasę nawet nie patrząc na żadne komendy. No dobra – niech sobie poobgryza chwilę, poszłam do kuchni i wzięłam nie mały kawałek samego mięska – czyli mega lepszy skarb (tylko moim zdaniem niestety). Chciałam wymienić, a Michaś zamiast puścić połknął kość i capnął mi z ręki mięsko i zaczął wtrężalać i jeszcze powarkiwał jak zaprotestowałam! Masakra! Połknął kość :/ :[ Doszliśmy w domu do wniosku, że skoro połknął to zwymiotuje ją albo wykupka. Było około 21, a my bez samochodu. Postanowiłam pomóc podając mu sałatkę warzywną (zresztą jak co wieczór, tyle, że bez karmy tym razem, a sam pokrojony ogórek i pomidorek z serem białym). Około 2 w nocy obudził mnie fatalny zapach :crazyeye: Pomyślałam, że od jednej kupy świat się nie zawali – rano się posprząta :cool3: Ale zapach motywował do czystości natychmiast :shake: Jak wstaliśmy i zobaczyliśmy co jest przyczyną tego smrodu to byliśmy w szoku. Dwa wybuchy sraczki storpedowały nam pokój rozbryzgując się nawet po ścianie. Były w niej jakieś kawałki niepogryzione. Trochę mnie uspokoiło bo liczyłam, że w ten sposób pozbędzie się tego co zeżarł. Rano Michaś był w nastroju wyśmienitym, skorym do zabawy i pogryzania. Był sobą – jednak stwierdziliśmy, że pojedziemy dla pewności do weterynarza. Najlepiej taksówką, nie ma co czekać. Nakryłam go tez jak po kryjomu obgryzał kość, którą w tajemnicy zwymiotował, zjadł „towarzystwo”, a kostkę jak gdyby nigdy nic oblizywał  Oczywiście zaraz zabrałam mu tą kość. Nawet nie protestował. Nie wyglądał na chorego dlatego postanowiliśmy pojechać komunikacją aby przy okazji go socjalizować. Po drodze spotkaliśmy bardzo fajnych państwa, w tym pani była na wózku. Super bo okazja żeby się z czymś takim zapoznał. Państwo bardzo mili, też psiarze i też wracali z Białobrzeskiej. Pod kliniką jeszcze Michaś polował na super pionowe patyki za które uznał kule jakiegoś starszego pana :cool3: W klinice został bardzo gruntownie przebadany. Wykonano mu RTG dwukrotnie – za pierwszym razem okazało się, że klisza była zagrana i trzeba było powtórzyć. Za pierwszym razem histeryzował bardzo, trzymała go pani i Łukasz, ale Pani głośnym stanowczym tonem uspokoiła sytuację. Dobrze, że RTG został powtórzony bo Michaś już wiedział co będzie i nie histeryzował, była między tym też przerwa w czasie której miał okazję się odstresować. Zresztą zauważyłam, że za pierwszym razem zawsze jeśli mu się coś nie podoba to atakuje, warkoli i onomatopejuje, a za drugim razem jest zawsze o wiele lepiej, jak by rozumiał, że to co się dzieje to nie krzywda, że warto być spokojnym. Dostał kroplówkę, różne osłonowe leki i na ból brzucha i antybiotyki do domu o smaku bananowym :multi: (żebyście widzieli jak on strasznie chciał na ten lek zapracować, łapy obie, siadał, warował, lekarstwo było wielką nagrodą:multi:). No i oczywiście tego dnia dieta. tzn. głodówka, a w ostateczności kleik ryżowy z kurczakiem. RTG wykazał, że coś tam jakieś resztki kości są, ale przewód pokarmowy jest drożny. Zwłaszcza zachowanie Michasia wskazywało na to, że raczej się źle nie czuje. No więc właśnie na tym kleiku dietetycznym praktykowałam technikę opisaną przez Bros. Podstawiłam mu pustą miskę, a sama miałam garnek z papką. Ręką wygrzebywałam i dawałam sobie ją zlizywać, albo paciałam porcje do miski. To ćwiczenie udało nam się fajnie. Tylko trzeba je częściej powtarzać bo on się myli i łapie za ciało, a to bolesne. Ten dzień był ogromnie intensywny, a następnego dnia z samego rana wizyta kontrolna u lekarza, a potem spakowanie majdanu i jazda do Legnicy. Oba nasze szczęścia podróże znoszą bardzo dobrze – to mnie bardzo cieszy. Tylko problem jest, z tym, że Michaś węszy niemal maniakalnie i tylko szuka co by tu pożreć. Podczas tej podróży na spacerkach w trakcie przerw – wyciągałam już uszczelki, metalowe kapsle, małe kamienie i żwirki itp. Już pod moim domem Łukasz się z nim przeszedł – noc – w zasadzie ciężko wyprzedzić zagrożenie bardziej widać, że już coś dziamdzioli w buzi, przy próbie wyciągnięcia mu tego z paszczy został pogryziony w dwóch miejscach. Po pierwsze myślę, że warto kupić Michasiowi kaganiec – w końcu i tak powinien się do niego przyzwyczajać, a nam by to pomogło uchronić go przed podjadaniem niebezpiecznych rzeczy. Po drugie Łukasz i Michaś koniecznie muszą zacieśnić relacje. No i tak robią bo w czasie pobytu w L-cy, ja opiekuje się Kubusiem, a Łukasz Michasiem. Martwiłam się bardzo, że zostawiam orkę jej ofierze. Okazuje się jednak, że jest dużo magicznych chwil między nimi. Bardzo się cieszę.
×
×
  • Create New...