Jump to content
Dogomania

Ekiana

Members
  • Posts

    1287
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ekiana

  1. Przepraszam, że nie odpisałam wczoraj, ale dzień był zbyt krótki. A mam dużo do opowiadania, będzie długo... nie wiem czy to regulaminowe... :) Jesteśmy już w Legnicy. Kubuś ze mną, a Michaś z Łukaszem. Odpoczywam nieco od Michasia i mogę troszkę popisać. Przyjechaliśmy w nocy - dlatego na razie pierwsza część, wyśpię się i napiszę resztę - dokleję do tego posta. Oby jutro :) Dziękuję Bros za Twoją wypowiedź - ja też często piszę pierw w notatniku :) Ćwiczenie z pustą i pełną miseczką wcieliłam w życie już następnego dnia podczas podawania kleiku ryżowego z kurczakiem. Bardzo intensywnie też biorę nacisk na podawanie mu wszelakiej karmy z ręki. Czasem to bywa bolesne bo nie jest delikatny. Kiedy jest głodny bywa żarłoczny i myli ciało z jedzeniem, zdarza się, że omyłkowo podgryza rękę. Ale nie tak często i to jest omyłkowo. Chciałabym jednak nauczyć go delikatności - nie wiem jak? Może jeszcze częstsze karmienie papkami? On breji nie lubi, ale kiedy jest głodny wchłania wszystko jak orka na polowaniu. W środę była u nas ciocia Elentia. Było super. Byliśmy na spacerze, wiele się od Elenetii nowych fajnych rzeczy nauczyłam, wyobserwowałam, dowiedziałam. Michaś bardzo pozytywnie się zmęczył bo doszedł aż do parku i przez ulicę, której się wcześniej bał. Generalnie w parku był na pierwszym ze mną spacerze, a potem jeszcze tego samego dnia razem wspólnie wybraliśmy się tam jeszcze z Łukaszem. Za pierwszym razem Michaś był zaciekawiony i wszędzie szedł zachwycony. Wracając musiał być już zmęczony no i ruch samochodowy się zwiększył. Bał się tych samochodów, pokładał się po drodze. Wiem, że ryzykowałam, jednak nie chciałam go ciągnąć, czułam, że wynoszeniem go na rękach z tej sytuacji nie nauczę go niczego pozytywnego - tak więc (kontrolując sytuację) puściłam smycz i odeszłam kilka kroków i zaczęłam go przywoływać. Ze Stasią się udawało. Z Michasiem też się udało. Popełniam mnóstwo błędów i wiem o tym i ciągle mam różne myśli z tym związane, nie jestem z siebie zadowolona. Cały czas myślę, że różne rzeczy, ktoś inny zrobiłby lepiej. Pies byłby szczęśliwszy i lepiej wychowany. Ale cóż - ja to tylko ja. Staram się naprawdę na maxa bo wiem, że nawet to, to nie jest jakiś szczyt, ale jak odpuszczę to już w ogóle będzie klęska. Drugi spacer w parku tego samego dnia był z Łukaszem, znów lęk samochodowy. I oczywiście nasze błędy :) No bo dla Łukasza to nie problem pieska przenieść, a prędzej będziemy się bawić w parku no to tak właśnie zrobiliśmy. Lepiej byłoby jednak cierpliwie ćwiczyć przechodzenie przez ulicę. W parku rzeczywiście zabawa była przednia - Michaś w deszczu aportował piłeczki Łukaszowi, ja obserwowałam sącząc piwko pod parasolkami :) Wszyscy bawili się wyjątkowo dobrze :) Na kolejne spacery już nie wybieraliśmy się do parku, spacerowaliśmy w pobliżu bloku ścieżkami. Koncentrowałam się na wyszukiwaniu dzieci, dobrej socjalizacji. Jednak Michaś za bardzo nam brykał. Nie wiedzieliśmy jak z nim chodzić na tej smyczy. Robiliśmy wszystko aby smycz nie była napięta. Generalnie oczywiście staraliśmy się go zabawiać aby nadać kierunek, ale często było tak, że w ogóle na nas nie reagował, a my chodziliśmy tam gdzie on chce. Raz mnie wywiódł w krzak kolczastych róż :) Tak więc zaczęliśmy go jednak wyprowadzać na najbliższy trawnik na lince trenerskiej do, której końca przywiązana jest gumowa kość :) Identycznie jak w blogu - zgapiłam - patent rewelacyjny. Z Elentią byliśmy więc pierwszy raz w parku od tamtego czasu o którym pisałam wyżej, czyli chyba od półtora tygodnia. Pokazała mi jak zrobić żeby nie ciągnął na smyczy. Wystarczy się zatrzymywać kiedy smycz jest napięta, a iść z hasłem "idziemy" kiedy Michaś zwalnia smycz (tzn. zatrzymuje się, kładzie, czy cokolwiek, ale nie ciągnie). "Idziemy" samo w sobie ma być nagrodą. Czasochłonne to może, ale dla mnie rewelacja, zero agresji, tak naprawdę bardzo łatwo to wykonać. O wiele łatwiej niż próby doganiania go i kuszenia smakołykami. On jest jednak jeszcze dość niski, zatrzymywał się czasem wtedy plątał między nogami, smakołyk upadał - a przecież nie chcę go uczyć aby jadł z ziemi. Kiedy smakołyk upada zawsze go staram się podnieść aby Michaś uczył się jeść z ręki, a nie "podłogi". Na dworze to trudne. Dlatego sposób uczenia chodzić na luźnej smyczy przekazany przez Elentię bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. Praktykuję kiedy tylko jest okazja. Tych okazji ostatnio nie było zbyt wiele - ale o tym jeszcze chwilka i zaraz napiszę. Druga rzecz w moim rankingu naj naj, która - niby prosta, a urzekająca w swojej prostocie i pac głowę, że sama nie wpadłam na to - to taka, że "puść" warto ćwiczyć na zabawkach, na luzie, a nie w sytuacji kryzysowej. To dlatego, że lubię kiedy Michaś bawi się zabaweczkami, to słodkie, cieszę się kiedy on się cieszy (i sam sobą zajmuje! :):) ) - dlatego mi to do głowy nie przyszło aby przeszkadzać mu wtedy komendami "puść". Ale to żadne przeszkadzanie dla niego, wręcz dodatkowa forma zapracowania na smaczki, które tak uwielbia. Elentia na luzie z nim tak przećwiczyła jakiś dłuższy czas raz po raz, że Michaś cudownie puszczał tego dnia. On naprawdę jest niesamowity bystrzak - to my często zupełnie niechcący uczymy go też złych zachowań :/ Uświadomienie sobie tego jest okropne - ale już lepiej mieć tą świadomość niż nie mieć jej w ogóle. Ogólnie wizyta i spacer bardzo były udane - mam nadzieję, że Elentia podziela nasze wrażenia :) Fajna ciocia jesteś. Prosimy o kolejne wizyty, zwł. że Łukasz nie miał okazji nam towarzyszyć w akacji, a szkoda bo naprawdę wiele by na tym skorzystał. Taka obserwacja wiele daje. Ja mu mówię jak ma postępować i on się ze mną zgadza i chce, a wychodzi różnie. Ja mam wrażenie, że Michaś bardziej Łukasza lubi - Łukasz więcej się z nim bawi i jest dla niego łagodniejszy - ja jestem surowa i dyscyplinuję go, ale za to często karmię (zawsze za coś). Efekt jest taki, że jeszcze nie zostałam ugryziona, moja krew się jeszcze nie polała. Wiadomo, że nie zliczam takich lekkich dziabnięć niechcący czy na próbę sprawdzania czy zareaguję. Pisząc o krwi mam na myśli ugryzienia po których trzeba nakładać plaster. Zabawne to jest bo mówię "nie", Michaś przestaje, ale zaraz znów bierze lekko do paszczy moją nogę/buta/spodnie, ponawiam surowym tonem "nie", on przestaje, patrzy z ukosa i znów dziabie i taka seria z 7 razy :) aż w końcu kładzie się koło tego buta czy nóg z pyszczkiem bardzo blisko, że niby w gotowości go ugryzienia ale jednak tego nie robi. Uparciuch :) Nie wiem co to wszystko oznacza, ale zabawny jest, a ja z kolei nieugięta :) On ma bardzo wyrazistą mowę ciała i mimikę, ale ja nie umiem jeszcze tego rozczytać. Zakupiłam 4 książki. Jedną z polecenia pani z Kakadu - chociaż Pani bardzo fajna, to książkę odradzam. Drugą poleciła mi Elentia (super) . A dwie pozostałe dobrałam pod wpływem sugestii pani z tej księgarni. Są całkiem dobre i warto się z nimi zapoznać. Tytuły i autorów podam tutaj niebawem. Będziemy studiować psichologię  W każdym razie, często myślę sobie w nocy pełna wyrzutów sumienia na temat swoich metod wychowawczych (stosowanych nie raz z intuicji i po omacku, co zawsze mnie wkurza bo lubię być pewna czegoś jak coś robię), ale myślę też o sukcesach, o tym co się udało osiągnąć. Upłynęło 3 tygodnie, a pozytywne zmiany są naprawdę duże mimo znaczących "niedoskonałości". Kiedy miałam Stasię podśmiewywałam się z ludzi co unie umieją się z psem zaprzyjaźnić, wypracować chodzenia ładnego na smyczy albo z tego, że mam psa grzeczniejszego niż wiele osób dzieci. Teraz łapię się na tym, że patrzę na ludzi wyprowadzających swoje dorosłe psy i myślę sobie - Boże, skoro oni mają takie grzeczne psy, to może i mnie się to uda? Chyba nie jestem taka najgorsza z najgorszych? W każdym razie piszę o tym, o tych dwóch postawach - może nie skrajnie, ale jednak nieco różnych między mną, a Łukaszem dlatego, że trzeba stwierdzić fakt, że Łukasz został już dwa razy przez Michasia pogryziony do krwi - a ja nie. Miałam szczęście, fuksa, może on się mnie boi, może to, że go karmię, a może to dlatego, że w dzieciństwie obcowałam z psem, który gryzł i miałam niezbyt dobre doświadczenia ze szczeniętami i być może robię coś o czym nawet nie wiem w inny sposób niż Łukasz, który żadnych złych doświadczeń nie ma. Z pewnością jest we mnie więcej zdystansowania, nie spoufalam się z Michasiem, wycofuję się kiedy w zabawie chce podgryzać, piszczę (Łukasz nie, twierdzi, że przeszedł mutacje i nie umie), właściwie robię wszystko aby się obronić bez dotykowo, ewentualnie jak mi wpadał w histerię o czym pisałam to radziłam sobie dokładnie jak u Super Niani w przypadku agresywnych dzieci. Może mi to procentuje, a może miałam fuksa. Nie chciałabym mieć pogryzionych rąk jak Łukasz... Do pogryzień doszło zawsze kiedy Łukasz usiłował Michasiowi coś wyciągnąć z buzi na spacerze. Nauki Elentii szlak trafił - może nie do końca bo mnie się udało kilka sukcesów uzyskiwać. Jednak Łukasz musi mocniej popracować. (CDN) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/207.jpg[/IMG]
  2. Oj przyda się przyda, dziękuję Wam bardzo za te wypowiedzi. Kończy się dzień był w ostateczności bardzo męczący chociaż się zaczął przeprzyjemnie bo odwiedziła nas ciocia Elentia. Opowiem jutro szczegóły bo jestem padnięta. P.S. Michaś waży 9 kilo!
  3. Reaguje, tylko, że ta baba głośno się drze naprawdę z daleka. Właśnie wróciłam ze spaceru... :) Michaś o ile zabawkę jest w stanie oddać w zamian za smakołyk, o tyle znalezionej dziś na dworze kurzej kości warczeniem i uciekaniem udowadniał, że nie :) Chciałam mu ją odebrać na miło, na przekupstwo, na czułe słówka ale nic to. Ucieczka i pośpieszne rozgryzanie żeby prędzej zjeść niż ja zechcę zareagować bardziej - a jaka mina przy tym takiego zaciętego bachora :) Wcześniej dopadł niedopitą plastikową butelkę z herbatą Nesti to "na miło" się udało odebrać. Ale w przypadku kurzej kości już nie. No to trudno, wzięłam go między nogi, rozdziabiłam paszczę (bałam się trochę żeby mnie nie użarł) ale jak zobaczyłam kość to od razu opuściłam mu pysk i na szczęście wypadła, a ja zdążyłam ją capnąć nim się obejrzał :) A jakie dźwięki przy tym były, na szczęście szybko to udało się załatwić i on wiedział, że jak zacznie gryźć to kość mu wypadnie :) Jakiś czas potem zadzwonił do mnie telefon, Michaś sobie leżał na trawce niby nic ją z lekka podskubując. Uwielbia wyrywać trawę i kopać doły, niemal orać w tym trawniku (kolejna szansa na mandat... ech). Staram się go wtedy zabawiać, koncentrować zainteresowanie na gumowej gości do której mam przywiązany koniec linki trenerskiej. No,ale nie zawsze to skutkuje. Wykorzystał moment, że rozmawiam i dość mocno się zaangażował. Patrzę, a tu już nie ma trawy tylko świeżo rozkopana ziemia. Mówię, proszę, zabawiam - nic, no to odciągam smyczą. Konsekwencje identyczne jak z wymiocinami, tyle, że na smycz się rzucił. A potem położył się tyłem do dziury (bo ja nie ciągnęłam go jakoś mocno, tylko mówiłam "nie" żeby nie kopał) i minę taką obrażoną jak by chciał powiedzieć "no co? tylko sobie tutaj poleżę", a w duchu " już ja ci pokażę!" :):) Koniec świata :)
  4. Dokładnie! Już nie wiadomo czasem co gorsze. O ile Michaś cudzych kup już nie jada, to chusteczki uwielbia. Są prawdziwą plagą, albo torebki po zestawach z McDonalda. Tak to prawda, że istotny problem to brak śmietników. Lecz akurat w Warszawie przy moim bloku są aż dwa i generalnie w bardzo bliskich odległościach często są tu poustawiane. Kompletnie inaczej jest w Legnicy. Rozumiem też, że ciężko jest posprzątać "sraczkę", też tego nie robiłam bo nie umiem. Ale rażą mnie kupy w miejscu w którym naprawdę nie ma problemu z ich usunięciem. A co do tej kobiety to naprawdę jestem zdeterminowana jednak wytłumaczyć jej bolesną prawdę.
  5. To super, bardzo się cieszę. W takim razie zapraszam w środę lub w czwartek bo w piątek jedziemy do Legnicy, a dziś pierwszy raz od lipca mogę pójść do centrum na zakupy! :) (najpierw dół po odejściu Stasi, a potem konieczność siedzenia ze szczawikiem) P.S. Ta kobieta od nawoływania dziś znów to robiła!! Dziś krócej, było widać, że ewidentnie nie ma czasu i idzie szybkim krokiem, ale wołała go z imienia. Na szczęście używa tej wersji na którą on nie reaguje i była na tyle daleko, że udało mi się go zainteresować czymś innym. No przecież czego ona oczekuje, to nie dziecko. Czy on ma do niej podlecieć i dziko się cieszyć, może na nią skoczyć, ciekawe czy była by taka zadowolona zwł. za kilka miesięcy hehe ;)
  6. Tak, nam także on się kojarzy z wyprawioną skórką na dywanik kiedy tak się rozpłaszczy i giry wyrzuci na tył ;) Uparty jest potwornie, wszystko pięknie kiedy jest po jego myśli,ale jeśli tylko nie to oj zęby idą w ruch i wszelkie szczenięce onomatopeje. Stasia była taka eteryczna, delikatna, a ten nie - kompletnie nie. Ja z nim pracuję w taki sposób co by mi do głowy ze Stasią nie przyszło. Wredna suka jestem ;) za nim dostanie miskę ze 3 razy ma mi podać łapę na przemian z siadem i warowaniem w różnych kompozycjach :) A jak dostaje histerii to robię tak jak z dziećmi, że blokuję go między nogami i rękami złożonymi na krzyż na kolanach, tak, że mi się nie wywinie, ale jednocześnie go właściwie nie trzymam. Czekam aż się uspokoi, mówię "spokój" spokojnym tonem. U Super Niani podpatrzyłam no i uczono mnie też na studiach podczas pracy z dziećmi autystycznymi. Ze trzy razy może mu tak zrobiłam. Za pierwszym razem szał totalny, ale następne to już zajarzył, że wystarczy się nie szamotać i będzie fajnie. A taki przykład z wczoraj - nażarł się czegoś najwyraźniej podczas spaceru z Łukaszem. Trudno jest wszystko wypatrzeć, zwł. że był to wieczorny spacer. No, ale przyszedł do domu i to zwymiotował - Ł. mówił, że było tam jakieś sreberko. To dobrze, że zwymiotował, no i żadnych innych konsekwencji z tego nie było na szczęście. Łukasz chciał posprzątać, a Michaś wymiociny zjeść. No i konflikt interesów. Łukasz go dość delikatnie odpychał od tych wymiocin, to trwało jakieś 4 sekundy, kilka razy Michaś próbował, a Łukasz swoje. Jak się Niedźwiedź wkurzył, od razu zaczął gryźć i po swojemu onomatopejować. Typowa sytuacja histerii. Ja natomiast zastosowałam pierwszy raz blokadę antyfuriową kiedy nie byłam w stanie mu przepiąć smyczy na linkę trenerską bo się z furią odgryzał. Pomogło, teraz wie, ze podczas przepinania się ma nie ruszać. oczywiście próbuje tam capnąć,a le to jest nie szkodliwe w stosunku do furii za pierwszym razem. (cd) :) Zaobserwowałam też jakie błędy popełnialiśmy od pierwszych spacerów. Na przykład Marysia mówiła, żebyśmy wszystkie rzeczy, których został nauczony w domu trenowali wpierw na najbliższym jednym trawniku. A my od razu z nim spcerowaliśmy. Najbliższy trawnik jest upstrzony kupami i dlatego. Tak mnie wkurzają ci właściciele co nie sprzątają po swoich psach, że coś strasznego. Po pierwsze wielokrotnie za te osoby dostaję ochrzan od ludzi. Wystarczy, że idę z psem - tak było ze Stasią, tak jest z Michasiem. Wystarczy, że ktoś mnie widzi z psem i powiedzmy nie lubi psów i ogólnie jest nastawiony negatywnie, a już mam wykład na temat nie sprzatania. Mimo tego, że ja sprzątam to obrywam. To wkurzające. Wkurzające jest też ryzyko umazania linki trenerskiej w cudzej kupie. Obecnie wynalazłam niewielki fragment trawnika, niestety opatrzonego tabliczką "nie wyprowadzać psów", który jest w miarę czysty i tam chodzę z Michasiem. Przez te osoby, które nie sprzątają, ja kilka razy dziennie ryzykuję, że zapłacę mandat! :[ Na spacerach staram się trenować przede wszystkim koncentrowanie na sobie uwagi Michasia, co nie jest łatwe. Wczoraj oburzyła mnie sytuacja taka, że ja tu próbuję powyższe, a przez ileś metrów, już z daleka jakaś pani mi psa odwołuje. Gwizdała do niego, nawoływała, cmokała... Najpierw nie zwracał uwagi,ale to trwało na tyle długo, szła wzdłuż chodnika, potem poszła do sklepu i jak wyszła dalej nawoływała... Czy to nie lepiej się podejść i przywitać ze mną i w normalny sposób poznać psa. Może ktoś akurat z tym psem pracuje nad czymś. Oburzyło mnie to totalnie,ale nic nie powiedziałam bo pani była starsza i w towarzystwie innej pani niepełnosprawnej, więc wiadomo, z szacunku dla wieku i ogólnej kultury nie zrobiłam nic. W sumie to była okazja aby Michasia zapoznać ze sprzętem tylko jednak wolałabym sama z nim podejść, a nie żeby mi ktoś przez 20 metrów ciągle psa nawoływał. Michaś chętnie podchodzi do obcych osób bo tak jak Zofia z blogu od początku uczę go komendy "przywitaj", a obcym daję ciasteczka, zwł. dzieciom aby mile je kojarzył. Tak więc on zawsze liczy na te ciasteczka :) Podeszłam, chociaż to on pierwszy w końcu podleciał do tej pani, zrobiłam "przywitaj". Oczywiście wychodzi to różnie. Tym razem nie wyszło. No i inny błąd, który zauważyłam u siebie, to taki, że kiedy mu przepinam smycz na linkę to nie mówię w zasadzie nic. A powinnam nauczyć go wyodrębniania sytuacji kiedy ma iść przy nodze, kiedy spacerować na luźnej smyczy, a kiedy może sobie hulaj dusza biegać. Oglądam dużo tych programów o wychowaniu psów, Miasto Psów, albo Ja albo mój pies :) Faktycznie, testuję teraz kwestię wpływu mojej "energii", na zachowanie psa. To jest trudne. Postanowiłam, więc odemocjonalnić niektóre sytuacje. Wyjść z założenia, że to ja jestem głową stada i to jest oczywiste, że ja wiem po jakim zdarzeniu jaki następuje skutek. Staram się nie robić kar, tylko traktować to jako naturalną konsekwencję działań Michasia. I tak chyba najważniejszym przykładem jest najgorsza "kara" czyli separatka. To już jak coś naprawdę nie dociera. Mówi się, a on swoje. Bardzo dla nas było to trudne na początku. Wydelegowanie psa za drzwi sprawiało nam wielką przykrość i ogromne wyrzuty sumienia, zwł. że na początku płakał. (Teraz już tego nie robi, grzecznie leży pod drzwiami i czeka na możliwość wejścia) Dlatego traktowaliśmy to jako ostateczność, jak już nam nerwy puszczały i często myliły nam się komendy - zamiast powiedzieć "zły pies", albo coś tam zawsze tego samego konkretnego aby znał hasło, to padały słowa emocjonalne. W końcu wyszło na to, że najczęściej były to słowa "mowie nie!". Pomysł na odemocjonalnie tego mam taki, że nie czekam do granic swoich nerwowych wytrzymałości, tylko kilka razy ostrzegam "nie" i jak nie obchodzi go to, to mówię "głupia suka" i za drzwi. Oczywiście już się wycwanił i próbuje mi nawiewać :) ale nie udaje mu się :) "Głupią sukę" znam od Marysi, jest to zabawne i faktycznie pomaga się wyluzować i uświadomić sobie, że nie robię tego bo jestem zła, ale dlatego, że Michaś się nie słucha, więc konsekwencja jest taka, a nie inna. Nagrałam też zabawy Michasia na filmik na komórce, zabawy, które przerodziły się w taką głupawę, że wywalił mopa z zawartością (o tym już pisałam). Dużo mi dało obejrzenie go sobie. Były w nim kilku sekundowe ujęcia, że Michaś siedzi i patrzy co dalej, co ja mu zaproponuję. Oczywiście nic mu nie proponowałam bo byłam zajęta kręceniem filmiku, no to on sobie sam wymyślał. Muszę się nauczyć takie momenty świadomie wyłapywać, w trakcie, a nie po fakcie. Ogólnie jest mi o tyle trudniej, że od dwóch tygodni borykam się z totalnym bólem kręgosłupa. Ale już jest lepiej. Albo go sobie przeziębiłam (pierwszy raz w życiu?:)) albo i to i przeładowanie stresu po Stasi bo niestety tak mam, że kiedy trzeba to staję na wysokości zadania, a za jakiś dłuższy czas ni z tego ni z owego dopada mnie niemoc w innym wydaniu. Zaraz biorę apap i gryzonia na spacer ;)
  7. [quote name='ludwa']Niezły jest. Na pewno się nie nudzisz i pewnie nie raz zatęsknisz za spokojem;) Mam nadzieję, że się nie obrazisz ale Ida i ja działamy sobie teraz same, bez zaplecza finansowego fundacji, więc bardzo prosimy o wszelkie wsparcie, pomoc w ogłoszeniach, podbijanie wątku i co tylko komu wpadnie do głowy;) [URL]http://www.dogomania.pl/threads/193070-Zarośnięty-oblepiony-z-odleżynami-kudłacz-zerwany-z-łańcucha-pomocy[/URL]-!!![/QUOTE] Jasne - że ok. Fafik śliczny. A co do tęsknoty za spokojem to nie ma dnia abym za nim nie tęskniła i za zrównoważeniem Stasi i wszystkim co z nią związane. Mam nadzieję, że wyrośnie z niego jakiś owczarek z niemieckich bo wiele osób na ulicy mi zapowiada mix kaukaza. Niemal się modlę każdego dnia aby to był po prostu pies bezpieczny i zrównoważony. Charakter jak poczytałam ma trochę kaukaski bo uparty strasznie, dominujący, cichy i straszny bystrzak. Czytałam, że kaukaskie owczarki wychowywane nieumiejętnie mogą być niebezpieczne, natomiast niemieckie potrafią wiele wybaczyć nawet niedoświadczonemu właścicielowi :) No i często myślę, co to będzie, Boże, co to będzie.... Myślę, że jeszcze nie wykorzystaliśmy w pełni swojej wiedzy, którą mamy. Postanowiłam dać sobie ze dwa tygodnie czasu jeszcze nim poczynię kroki w celu umówienia się z trenerem. Pewnie to nie będzie jedna wizyta, więc i kasę muszę naskładać. Zanalizowałam już wiele naszych sytuacji i myślę, że najpierw sami możemy skorygować swoje błędy, których już jesteśmy świadomi żeby potem przedstawiać konkrety - co się udaje, co nie i w jaki sposób robimy to czy tamto.
  8. No dalsza część swawoli :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/191.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/192.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/193.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/194.jpg[/IMG] No, a teraz dawać ręce bo zabawki mi się znudziły, a gryźć muszę! :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/195.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/196.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/197.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/198.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/199.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/200.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/201.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/202.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/203.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/204.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/205.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/206.jpg[/IMG]
  9. Tak, Michaś to odmiana kolosalna. Napiszę więcej przy okazji, a tym czasem mała dokumentacja z szaleństw :) Tu akurat jedna z póz jakie przybiera podczas spania :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/178.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/179.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/180.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/181.jpg[/IMG] No, a teraz hulaj dusza! Piekła nie ma!! JEST MICHAŚ! Wszystko mi wolno, wszystko wygryzę, halo co jeszcze pod ząbek?:) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/182.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/183.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/184.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/185.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/186.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/187.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/188.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/189.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/190.jpg[/IMG]
  10. Niedługo napiszę co u Miśka. W sumie dobrze, ale czasem dokazuje jak mało kto, uparty jest strasznie, a bywa, że gryzie jak upiór. Ale pracujemy nad tym. Szczegóły niebawem. A jeszcze poza tym to słodki jest jak śpi, strasznie mocno zasypia i wtedy wszystko można z nim robić czesać, wyszukiwać ostów, robić zdjęcia z lampą błyskową, śmiesznie też leży i zarzuca nogi to na okno, to na kanapę, albo trzecią nogę od sztalugi :)
  11. Super!! Ogromnie się cieszę. Miałam naprawdę dobre przeczucia, a teraz się one spełniły. Pozdrawiam Nowy Domek - życzę wszystkiego co najlepsze!!! Królewna w końcu ma swoje królestwo, super!!!!!!
  12. Czyżby imieniny Ryśka dziś?:) Jeśli tak to moc buziaków, pozdrowienia i sto lat!!!! :)
  13. [quote name='Neigh']Ludzie Kochane - nie jezdzi ktoś z Waszych znajomych do Wrocławia - a?[/QUOTE] My jeździmy do Legnicy przez Wrocław.
  14. Nie kojarzę. Pewnie dlatego, że moja Stasia nie umiała/nie lubiła bawić się z pieskami, raczej przywitała się chętnie, a potem leżała czekając aż skończę rozmowę. Misiek to co innego :) z ciekawością bada nowych kolegów i koleżanki :). Na szczęście nie jest tak natarczywy jak Fuma (szczenię labka, które kiedyś było w odwiedzinach u Stasi). To może tym razem się gdzieś spotkamy :) że nasze szczęścia się wspólnie pobawią :) Kojarzę natomiast młodą dziewczynę, Panią Bariego (mix ON) bo jakoś zgadałyśmy się dość wcześnie. Akurat ja byłam na świeżo po adopcji Stasi, a ona kilka miesięcy wcześniej rocznego wówczas Bariego. Możliwe, ze Ty możesz ich kojarzyć bo Bari taki komunikatywny fajny pies. Pańcia tez.
  15. Te relacje Psikus - Michaś nie układają się jak dla mnie idealnie bo jednak Michaś go goni, no chce się bawić,ale kot niestety ucieka zamiast dać Michasiowi łapą do zrozumienia, że sobie nie życzy. Ja bym chciała aby Michaś w ogóle na kota nie reagował, ale z drugiej strony jak są blisko siebie, to kot zasyczy, nafuka i ucieknie. Mimo to kot nie boi się przychodzić w odwiedziny albo jeść nawet gdy w pobliżu jest gapowaty klusek Michaś :) To pocieszające :) Lulka - faktycznie możemy blisko siebie mieszkać - a jak Twój piesek wygląda i ma na imię? Ja niestety ludzi mało kojarzę, pieski o wiele lepiej :)
  16. No i nie wytrzymałam wczoraj, wzięłam go na spacer. Miałam już dość wysiadywania w domu, a poza tym widziałam, ze i Michasia to męczy. Dzień wcześniej dostał takiej głupawy, że wywalił wiadro z mopem (z całą zawartością wody i jego sików:)) i musiałam ratować pokój przed potopem :) Misiek był oczywiście w 7 niebie, uwielbia chlapać łapkami wodę :) Spacer się podobał - i mnie i jemu :) Może trochę przesadziłam, że wzięłam go od razu do parku, ale najbliższe spacery był tak obkupione, ze bałam się czy czegoś nie zje. Spacerowaliśmy na najbliższym parkowym trawniku. Park jest 2 minuty stasiowym krokiem ode mnie. Michasiowi zajęło trochę dłużej no i przez ulicę musiał przejść! Za pierwszym razem ok. ale wracając ruch się zwiększył i już się bał. Uczę go chodzenia na luźnej smyczy, efekty całkiem niezłe, ale jeszcze mocno niezadawalające. Jednak to dzieciak, myślę, że niebawem się nauczy. Uwielbia węszyć, świat jest taki ciekawy, że wabiki kiełbasiane na razie z tym przegrywają :) Gdyby był dziewczynką, z pewnością miałby na imię Foczka :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/165.jpg[/IMG] A tu Foczka śpiąca :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/166.jpg[/IMG] A tu ze spaceru :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/167.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/168.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/169.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/170.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/171.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/172.jpg[/IMG] Miał też okazję poznać małe dzieci i jednego naprawdę ogromnego psa. Wszyscy w sumie bardzo mili, poza jednym dzieckiem, które było dziwne, jakieś strachliwe, wiec i on się tej dziewczynki bał. Ale najwięcej czasu spędził z takim 2 i pół rocznym chłopczykiem, który był naprawdę super i z bardzo fajną mamą. Dziś tez będę polować na fajne dzieci :) A tym czasem po spacerze... Kot Psikus uwielbia odwiedzać naszego Kubusia (świnka morskiego) :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/173.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/174.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/175.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/176.jpg[/IMG] Michaś w tym czasie regenerował siły po spacerku :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/177.jpg[/IMG]
  17. Szkoda bo mam wrażenie, że ona ma tak medialny wygląd, że wystarczy ją pokazać "światu", a domek lada moment by się znalazł. Oczywiście, to moja opinia - dla mnie jest prześliczna. Jak bym miała warunki na dwa pieski to by długo nie czekała.
  18. Tak, ja też na to patrzyłam z dwóch stron. To chyba przez tą wielomiesięczną obecność na dogomanii wiele się we mnie zmieniło. Z jednej strony opłakuję Stasię, ale z drugiej strony, z boku patrząc - miejsce w domku się zwolniło u osób, które już co nieco na temat opieki nad psem wiedzą. Ze Stasią mieliśmy niezłą szkołę, a przed jej adopcją byliśmy zieleni jak szczypiorki. Stasia była wyrozumiałą i cierpliwą nauczycielką. Jasno pokazywała co chce, inaczej niż z Michasiem. Stasia już wiedziała co dla niej dobre i pokazywała to, Michaś jeszcze lubi chcieć rzeczy złe :) To prawda, że ja ze swojej strony zgodziłam się na przyjęcie Michasia dla niego samego i dla Łukasza, a nie dla siebie samej. Na pewno strata Stasi sprawiła, że podeszłam do sprawy na chłodno. Po pierwsze Michaś zyskał dom i bardzo oddanego Pańcia w osobie Łukasza. Cieszę się z tego bo w przypadku Stasi jakoś tak ich niechcący odseparowałam, byłam taka pochłonięta nią, zafascynowana, że jak bym mogła to bym ją "zjadła" taka pyszniutka była w każdym calu, każdej łapie i zachowaniu. No i Łukasz gdzieś był z boku. Teraz ja się trzymam nieco z boku, tzn. dojrzałam do tego :) aby zauważyć pewne rzeczy i widzę jak fajnie się miedzy nimi zacieśnia więź, fajnie się bawią. Po drugie, cały czas podziwiam Ludwę, że mi zaufała ponieważ dla mnie to by było bardzo trudne. Widziałam, że Michaś się podoba ludziom dlatego, że fajna z niego kulka, ale on przestanie być w końcu kulką i być może mógłby się przestać podobać, a ma całe życie przed sobą. A co jak go później by ktoś wyrzucił, albo wychował na agresora, a tu jest zbyt wiele takich przypadków. Ja wiem, że u mnie ma gwarancję domu i opieki nawet jak "zbrzydnie". Akurat ja osobiście nie widzę w nim tego piękna co inni bo wolę dorosłe pieski :) wiec chyba się dobrze złożyło. Nie wzięłam go dla wyglądu, ale już się nie mogę doczekać jak będzie "normalny" :) I czy ja wiem czy ja mu daję 150% ?:) Czytam bloga Zofii i szczęka mi opada, że piesek taki super, taki grzeczny i ma takie wspaniałe dzieciństwo i sukcesy i nagrody. Hee, też bym tak chciała, ale z tym nicponiem naprawdę różnie bywa :)
  19. Dziwne, śliczna, młoda królewna i jeszcze nie znalazł się książe? A może by ją dać do "Pytanie na śniadanie"?
  20. Też tego kiedyś nie wiedziałam, aż mi się trafiła kapryśna Stasia :) i zaczęłam zawracać d*pę każdemu kto mi się trafił z wykształceniem weterynaryjnym :) Ale nadal wielu rzeczy nie jestem pewna, wiec jeśli ktoś ma większą wiedzę i doświadczenie, to może się wypowie i nas wesprze :) rozwieje niejasności :) Mało w necie jest na temat płuc, znalazłam tylko tyle, że - mają mało tłuszczu, są niskokaloryczne. Dla laika (którym jestem) nie prosto jest też znaleźć jednoznaczną definicję "podroby", o ile wikipedia wyraża się na ten temat jasno, o tyle na rożnych stronach o żywieniu już informacje nie są tak klarowne. Tylko, że w większości te strony piszą copywriterzy, a nie specjaliści, wiec nie są godne zaufania. Najczęściej trafiam na info, że z wielką ostrożnością należy podawać podroby, szczególnie wątróbkę. Za to płuca obfitują w tkankę łączną i są bardzo cennym pokarmem, ale podawać je należy w małych ilościach (100-200 g) i w postaci zmielonej. Ale już nie zostało napisane ile razy w tygodniu. Znalazłam tez w necie info na temat białego sera, który co się okazuje jest bardzo wskazany dla psów, szczególnie psów i może nawet wtedy zastępować mięso... Ale, kurczę, najlepiej zapytać weterynarza. Sama jestem zainteresowana tematem bo czasem faktycznie jest tak, że trzeba przygotować samemu żarcie dla psa i staje się przed dylematem ile czego w czym i co coś zawiera :) Mam niejasne wrażenie (nie poparte wystarczającą wiedzą, nie jestem żadnym znawcą), że Rysiek nie przytyje na płucach, ale nie znalazłam ile zawierają białka, a głównie chyba na tym psom przyrasta masa mięśniowa. (?) Ale fakt, że ciekawa jestem tematu.
  21. Biję się z myślami co napisać. Tak, Ludwa ma rację - ja mam żal do siebie, że nie utuliłam ją w tym ostatnim momencie. Chociaż bardzo się cieszę, że jeśli nie ja to inna dobra osoba to zrobiła. A jak by się to stało nawet w domu, ale byłabym w sklepie, to myślę, że czułabym się gorzej. To co powiedziała teściowa koleżance Pliszki było okrutne. Ludzie czasem walą takie teksty nawet się nie zastanawiając nad konsekwencjami. Ja z kolei usłyszałam od bliskiej mi osoby w rodzinie komentarz na temat Michasia, że szybko się pocieszyłam... Nie będę pisać kto to był, ale gdybym to zrobiła to byście w pełni zrozumiały skąd moje opory przed wzięciem nowego pieska. Opory tak duże, że wręcz odgórnie narzucające mi myśli jako by to był gest wręcz nieprzyzwoity. Ostatnio jak byliśmy z Miśkiem na Białobrzeskiej było mnóstwo piesków i niektóre z naprawdę widocznymi nowotworami (np. jamniczek z czymś dużym na nosku). I był też piękny duży labrador, spokojniutki, taki stasiowy. Nawiązała się rozmowa z jego Panią i okazało się, że psiak ma raka kości z dużą ilością przerzutów, że jest już po kilku operacjach i ma już wycięty język, że leki przeciwbólowe już nie działają, że choroba zaatakowała stawy i ma takie dziwne narośle na nich i z wielkim trudem chodzi, ledwo wstaje, a czasem nawet na to nie ma siły. Zachował jednak pogodę ducha, nadal umie pocieszać i rozbawiać swoją Panią. Mimo wszystko, mimo bólu, swojego cierpienia, odkłada to na bok bo kocha swoją Pańcię. I widziałam w jaki sposób Pani o tym mówi, chociaż nie ujęła to w słowa to było widać jak jej ciężko podjąć decyzję o pożegnaniu się z przyjacielem, było widać, że ciągle walczy, że ma nadzieję, a teraz przyszła po nową inną porcję leków. Można sobie tylko wyobrazić ile wysiłku potrzeba aby napoić czy nakarmić psa bez języka. To jest straszne - prowadzić walkę o życie swojego psa i wiedzieć, że jest się skazanym na porażkę. Gdzieś ostatnio w telewizji słyszałam taką wypowiedź rodzica, który miał głęboko upośledzone dziecko, wypowiedź o tym, że marzy aby zdążyć zamknąć oczy swojemu dziecku. Jest coś w tym, że miłość to też pomaganie odejść, pozwolenie odejść. Ale to bardzo ciężkie jest. A zwłaszcza, że obok są inne głosy, nieprzemyślane wypowiedzi, nierozumiejące sytuacji, egoistyczne. Ludwa, myśli o tym, że nie było Cię wtedy z nim sprawiają Ci przykrość, powodują wyrzuty sumienia... Ale mnie mówiono zarówno po śmierci Stasi, jak i podczas podawania jej narkozy przed operacją (lekarz), że bliski kontakt z Pańciami powoduje, że pies się emocjonalnie szarpie, jest niespokojny i nie pozwala mu się to zrelaksować, spokojnie zasnąć. Naszego bólu i różnych myśli nie ukoi nic. Ja jednak mam nadzieję, że może dzięki mojej nieobecności Stasia mogła skoncentrować się na sobie, a nie na mnie. Chociaż ja bym wolała oczywiście aby wszystko było inaczej.
  22. To super, ze karma smakuje! Bardzo się cieszę i oby tak dalej. Trzymaj go na tej karmie to nauczy się dla swojego dobra jeść konkrety i ząbki będzie miał dłużej lepsze. Z zabawkami to super pomysł i w domu i na dworze. On ma dużo energii i widać chłopak potrzebuje się zmęczyć. Tylko przetrenuj z nim zabawę najpierw w domu, potem na najbliższych trawkach (niskich), a dopiero potem na łące bo wybulisz na zabawkę i Ci zgubi w tych chaszczach ;) A co do płucek, to niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę, bo ja kiedyś w sprawach Stasi rozmawiałam z jednym znajomym weterynarzem na temat kompletowania jedzenia przygotowywanego w domu i mówił, że ma być podzielone na 3 części - mięso, warzywa, zapychacz (np. ryż), a ta część mięsna to jej jedna trzecia to podroby (wątróbka, serduszka itp.). I teraz mnie się zdaje na podstawie powyższego, że płuca to też podroby? Przy lekturze dot. żywienia szczeniaka czytałam, że podroby to w ogóle mogę podać tylko z 1-2 razy w tygodniu bo to bardzo zanieczyszczone mięso (co do wątroby to rozumiem i powiedzmy, że nerek, ale płucka...<?> ) To jak jest z tymi podrobami i płuckami? W każdym razie nawiązując do Acany fajnie, że mu smakuje bo to super karma, Stasia naprawdę na niej wypiękniała. Trochę żałuję, że nie kupiłam jej Michasiowi, ale nie wiedziałam, ze u nas zostanie i nie chciałam przyzwyczajać psa i kogoś wrabiać w koszty.
  23. Nieustannie jestem pod wrażeniem, że piękne psy lądują na bruku... Ogólnie każdy pies ma w sobie unikatowe piękno, ale niektóre mają szczęście przypominać miłe nam symbole (a to rasę, a to niedźwiadka:)) Dopuszczam oczywiście możliwość oddania psa, tak jak z dzieckiem, jeśli się czuje, że nie jest się w stanie poradzić, to lepiej znaleźć dobre miejsce/dom, który stworzy nowe lepsze możliwości dla psa/dziecka. Ale nie dopuszczam opcji zostawiania na śmietniku, wyrzucania z samochodu itd... Kolokwialnie ujmując " w pale mi się to nie mieści".
  24. A moja Mika (a właściwie mojej siostry) uwielbiała wszystkim skakać na nogi, było to bardzo zabawne zwłaszcza kiedy jakaś pani lub panna wybrała się do nas w goście w delikatnych rajstopach, Mika okazywała swoją radość - dla nas rozkosznie :) (goście niekoniecznie, ale kto by tam o nich myślał, kiedy Misia tak pięknie się cieszy!) :) No i to wszystko było super do momentu jak mi skoczyła na łydkę hacząc pazurami ciało na 4 szwy :)
×
×
  • Create New...