Jump to content
Dogomania

Aysel

Members
  • Posts

    1382
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Aysel

  1. [quote name='ambird']8 godzin, to wcale nie jest dużo. [/QUOTE] Powiedz moim chiłkom z pęcherzem wielkości kasztana żeby wytrzymały osiem godzin bez siku. Wtedy możemy porozmawiać czy kuweta może być tymczasowo czy jeśli ktoś pracuje może sobie stać 'na wypadek gdyby'. Dla ścisłości tak jak wszystkie normalne psy załatwiają się głównie na podwórku. Kuweta czyli mata higieniczna stoi po to, by pies nie musiał usilnie trzymać 8-10 godzin moczu, bo ani to zdrowe dla tak małego psa ani przyjemne. Jak człowiek ma 40'C gorączki to dla mnie jest chwilowo obłożnie chory. O to mi chodziło.
  2. Myślę Marto, że dużo zależy od samych psów. Nie czarujmy się - od rasy, wczesnej socjalizacji u hodowcy także. Na pewno dużo zależy od szczęścia lub pecha... Ja tam sądzę, że autorka tematu powinna sama to przemyśleć i rozważyć. Ogólnie to jestem za więcej niż jednym psem jeśli ktoś jest jednak długo poza domem - oczywiście zakładając że to kulturalne, wychowane już psy ;) Jednak razem jest chyba raźniej. :)
  3. Według Ciebie umożliwienie psu załatwienia się w wyznaczonym miejscu (mata, trawka) w razie takiej zaistniałej (podczas np. nieobecności czy obłożnej choroby) potrzeby jest traktowaniem psa jak zabawki? Bo tak właściwie to nie rozumiem o co chodzi? Co jest w tym złego? Że dam się psu wysikać w wyznaczone miejsce a nie 'trzymać' przez 8 godzin zanim wrócę? Różne są sytuacje, może czasem warto po prostu być realistą.
  4. [quote name='ambird']To może następny niech będzie kotek? A jak masz lenia, to pluszowy psiaczek będzie idealny :)[/QUOTE] Uwielbiam ludzi na dogo którzy klepią posty byleby klepać ;) W poprzednim poście idealnie opisałam to zjawisko ;D Teraz mogłabym dopisać zdecydowanie coś jeszcze ;]
  5. Moja sytuacja wcale nie była inna. Mialam psa z problemami gdy wzięłam drugą. Druga suka z kolei była podrośniętym szczeniakiem, miala pewne zachowania które należało wyeliminować - swoje przyzwyczajenia. Sporo osób które znam ze środowiska chihuahua kupuje jedną chi i dwa - trzy miesiące później słyszę że kupił kolejną. I radzą sobie, ich psy są socjalizowane, szkolone i nie drą się w niebogłosy jak człowieka nie ma w domu tylko zajmują się sobą. Wiele osób, z którymi się kontaktuję i ktore znam stwierdza, że lęk separacyjny u ich psa znacznie się zmniejszył lub ustąpił gdy dołączył kolejny psiak. Nie słyszałam natomiast, by się pogłębił, no ale może taka inf po prostu do mnie nie dotarła, nie wiem ;) Tak czy inaczej droga Marto, to że Ty twierdzisz, że to jest 'poroniony pomysł' to jest Twoje własne zdanie. Jeśli Ci ludzie decydują się na dwa psy naraz to chyba mają świadomość zwiększonej liczby obowiązków. Znam jak już mówiłam ludzi którzy biorą do hodowli po kilka szczeniaków jeden po drugim, czasem nawet biorą np. dwa szczeniaki z hodowli. Czy to jest złe? Zapewniają im to, co potrzeba, wychowują je, może nie szkolą ich w kierunku sportowego obedience czy innego, ale nie każdy chyba musi. Druga sprawa to to, że te szczeniaki nie będą jak mówiła autorka tematu psami duzych gabarytów. Ja bym się bała wychowania dwóch dogów niemieckich naraz czy psów podobnych im gabarytów (choć też są ludzie którzy sobie z tym radzą), ale z mniejszymi psami, choć to może śmierdzi mitem - jest jednak o wiele łatwiej. Pozwólmy ludziom decydować za siebie. aka_nina nie jest jakimś totalnym laikiem, trochę w psach chyba 'siedzi'. Siłą rzeczy posiadając psa nasze zycie podporządkowuje się delikatnie pod niego. Ale może niektórzy to akceptują po prostu? Może niektórzy chcą właśnie żeby w ich życiu była taka (zwana przez niektórych ;)) 'przeszkoda'... Ja nie lubię ludziom takiego wpierania swoich poglądów. Nie odbierz tego do siebie, bo w tym momencie to moje refleksje, nie na Twój temat absolutnie ;) ja po prostu jak czytam dogomanię, to czasem mam wrażenie, że niektórzy ludzie żyją w jakiejś bajce... Perfekcyjny dogomaniak to taki który siedzi w domu całymi dniami, albo pracuje 4-5 godzin (to ja też chcę taką pracę :)), a potem nawet nie jedząc obiadu pędzi z pieskiem na szkolenie. Oczywiście do 'pozytywnej' szkoły, ale takiej prawdziwie bezstresowej. Oczywiście piesek zgodnie z zaleceniami wychodzi na wielogodzinne spacery, z rana minimum 1,5 godz - jak wyjdziesz na pół godziny to jesteś złym człowiekiem - po południu to już w ogóle 2 godz, a wieczorem następne 2. Plus szkolenie w bezstresowej szkole. Dogomaniak ma przez tydzień temperaturę 39? Co z tego! Pies musi się wybiegać te 4-5 GODZIN dziennie inaczej jesteś zły, nawet jak jesteś obłożnie chory. Pies musi być tak perfekcyjnie wyszkolony, że zna najtrudniejsze z komend. Inaczej jest NIEWYCHOWANY ;) ... i tak dalej ;) To tylko takie moje przemyślenia. I absolutnie w tym momencie nie dotyczą one Ciebie Marto ;) Wręcz uważam, że w wielu kwestiach mamy podobne poglądy, z tym, że ja jestem zdania, że człowiek sam się musi okreslić - czy da radę czy nie.
  6. No to się odezwę. ;) Ja mam jako takie 'doświadczenie' z różnymi egzemplarzami swoich psów. Jakoś tak mi się trafiło, że mam i psa ze skłonnością do agresji wobec innych psów i psiaka totalnie zeschizowanego, jednak bojaźliwego - za to odważnego w grupie i psa (a dla sprecyzowania sukę) która w niewyjaśnionych dla mnie okolicznościach jest taką dziwną, bardzo zsocjalizowaną dominą, że potrafi być niemiła jedynie dla psów (nie wiem czy w ten sposób flirtuje czy co hahah ;)). Mam też psa który od małego był przyzwyczajany że ma być szczekaczem podwórkowym i gdy w końcu wzięłam się za jego wychowanie sprawiał ogromne problemy bo szczekał na wszystkich naokoło. Nie dało się go też puścić luzem - momentalnie łapał trop zwierzyny, bardzo silny ma instynkt łowiecki, choć jest mieszańcem. Utrudnieniem jest fakt, że pies nie jest już młody. Przez 4 miesiące wychowywałam tez i socjalizowałam szczeniaka mojej suki. Od zera tak na prawdę. Efekt jest taki, że pies w wieku 3,5 miesiąca biegał w klasie BABY wśród owczarków kaukaskich i bernardynów bez żadnych negatywnych reakcji, na ringu zachowywał się jak w domu - zero stresu, skoncentrowany - ludzie kręcili filmiki, bo byli w szoku, że mały szczeniak zachowuje się jak dorosly ułożony pies. W tym momencie jest dorosły i właścicielka twierdzi (a przynajmniej tak mówi ;)), że to pies o najlepszym charakterze i wychowaniu jakiego ma w swojej hodowli. A hodowlę ma sporą (bałam się o to jak się zaaklimatyzuje - bezproblemowo). I teraz co muszę powiedzieć (szykuje się długi monolog :D, ale może warto poczytać). Owszem, szkoliłam go - uczyłam czystości, podstawowych komend, ale nieporównywalnie więcej w jego wychowaniu dała obecność innych psów. A mogła przecież wpłynąć tez negatywnie, bo psy mam różne, skrajne w wielu kwestiach. Moje szkolenie dało dużo, ale dużo więcej dała nauka od malucha zachowań od innych psów. Dlatego zgodzę się - dobrze jest najpierw wychować jednego psa, a następnie gdy ten podrosnie - wziąć drugiego szczeniaka. Dobrze dla laika, dla kogoś kto pierwszy raz ma psa. Ale z drugiej strony nie zawsze jest tak ładnie i kolorowo, że psy się zaakceptują. Autorka tematu jak zrozumiałam miała już wcześniej psa/psy, wie jak wygląda ich wychowanie i byłaby w stanie zająć się obojgiem tak samo. Czy się da? Przy odpowiednich chęciach - pewnie, że tak. Wbrew pozorom da się szkolić równocześnie dwa psy. Teraz po moich psach zauważam, że większości zachowań nauczyły się nie w pojedynczych sesjach szkoleniowych (pojedynczo każdy pies) a właśnie w sesjach kiedy zabierałam je na łąkę, do lasu czy nad jezioro i obydwie ćwiczyły naraz. Nie wiem czy takie są jakieś moje jednostkowe spostrzeżenia, bo specem od szkoleń i wychowania nie jestem. Zauważyłam, że gdy jedna czegoś nie potrafiła - podpatrywała u drugiej. Mam psa z uszkodzonym mózgiem i móżdżkiem. Ona nie do końca wszystko szybko kojarzy, znacznie wolniej się uczy. Natomiast jeśli nauka przebiega z jej towarzyszką - łapie pewne kwestie znacznie szybciej. Uzupełniają się. Nie wiem czy to jest jakaś dodatkowa motywacja, trudno to wyjaśnić. Zresztą historia z moimi chiłkami też była taka, że na początku kupiłam suczkę nakolankową, która była bardzo bojaźliwa (najniżej w stadzie u hodowcy). Miała dodatkowo problemy zdrowotne. W pewnym momencie zachowywała się jak kot - upodabniała się do niego, bo tylko jego się nie 'obawiała'. Zamknęła się, inaczej nie da sie tego opisać. Oczywiscie była stale szkolona, trenowana, socjalizowana. Największym problemem była jej nieśmiałość i bojaźliwość którą nie za bardzo dało się 'przeskoczyć' (do dziś nie do końca to wyeliminowałyśmy). Zaryzykowałam biorąc kolejną sukę, 6 mczną, gdy Desi (ta pierwsza) miała niespełna rok. Czyli przez pewien moment miałam dwa psy z 'problemami'. Jedna miała braki w podstawowych komendach i nie garnęła się do nauki, za to ogólnie rzecz biorąc była zsocjalizowana z innymi psami, druga nadal była jednak bojaźliwa i bardzo trudna w socjalizacji, ale umiała wiele komend. Połączenie ich obu w szkoleniu w mojej opinii okazało się być słuszne. Dlaczego? Bo podpatrywały u siebie pewne zachowania. Desi po pewnym czasie stała się jednak odważniejsza, co prawda na początku tylko w 'grupie' znanych jej psów ale jest juz znacznie lepiej niż było. Nadal nad nią pracujemy, mimo, że ma już 4,5 roku... I nie wynika to z tego, że 'źle' się nią zajmujemy, tylko z jej charakteru, który nie jest latwy. Dodatkowy pies okazał się tu nie przeszkodą, a pomocą - minimalną, a jednak. Dlatego ja sądzę, że wszystko zależy od tego, czy psy będą ze sobą w jakiś sposób współpracować, także w trakcie szkolenia. U mnie się jakoś 'zgrały' i wyszło znacznie lepiej niż gdy Desi była sama. Obecność drugiej suki Eniji, jej przeciwieństwa, znacznie ułatwiła mi z nią pracę. Mimo, że obie przecież tej pracy wymagały. Jeśli jest czas i chęci to się da. Ludzie w hodowlach niekiedy mają 3 kilkumiesięczne szczeniaki naraz, pracują zawodowo i dają radę - ich psy są zsocjalizowane i może nie nadają się do startu w obedience, ale podstawowe komendy i posłuszeństwo mają opanowane. Inna sprawa, że dla niektórych ludzi wystarczą właśnie podstawowe komendy i posłuszeństwo u ich psa, nie muszą sportowo ich trenować ;) To też trzeba zrozumiec i zaakceptować. Masa ludzi sama trenuje własne psy. Pewnie, że lepiej pójść do trenera. Kłopot w tym, że często trenerzy wpadają w jakiś dziwny schemat, starają się każdego psa szkolić tymi samymi, jedynie słusznymi metodami, nie uwzględniając jego potrzeb osobniczych. I takie szkolenie potrafi narobić niestety często więcej złego niż dobrego. Przynajmniej takie jest moje wrażenie.
  7. To jedyne suche gowno które zastepczo od barfu chcą jeść moje psy :) Jest to zdecydowanie najbardziej zbliżone do barfu suche, dlatego przydaje sie podczas wyjazdow czy chwilowego przestoju w dostawie mięsa, bo nie powoduje rewolucji zoladkowych. Jest też całkiem nieźle dla niejadkow, szczeniat, psów rekonwalescentow. Ja mogę polecić. Z racji braku dostępu do mięsa musiałam przejść na suche - ziwi sie sprawdziło. Przejście było niezauwazalne - kupy takie same i tak samo regularne jak na barfie. Z racji tego z mam niezwykle wrażliwe pokarmowo psy było to dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. :) Niestety znaczący minus tej karmy jest taki, że w Polsce jest horrendalnie droga...
  8. TTB a Ty rozumiem jesteś z psem 24 h/ dobę nie pracujesz/nie uczysz się i jesteś idealnym właścicielem psa? To nie na tym rzecz polega żeby siedziec z psem calymi dniami. Tylko na tym, żeby zapewnić mu odpowiednią dawkę ruchu, zabawy, szkolenia i socjalizacji. Psy we dwójkę, trójkę czy czwórkę są znacznie bardziej zajęte same sobą i zdecydowanie dłużej potrafią wytrzymać bez właściciela w mieszkaniu. Pomysł z kuwetą jest rozsądny i normalny jak się PRACUJE a nie siedzi całymi dniami w domu. Jak pies ma do niej dostęp to jest mu łatwiej i prościej, bo na bieżąco jest w stanie załatwić swoją potrzebę, a nie musi 'dusić' pęcherz przez 5-8 godzin. Ludzie PRACUJĄ/UCZĄ SIĘ i mają psy, koty i inne zwierzęta. Nie czyni ich to tragicznymi ich właścicielami. Ocenianie tego jak ktoś zajmuje się zwierzęciem wyłącznie na podstawie tego jak długo bywa poza domem jest z lekka dziwne. Można mieć własne zdanie ale trzeba najpierw je w jakiś sposób zweryfikować. Śmiem stwierdzić, że zdanie o kuwecie jest wytrzaśnięte z kosmosu, niczym niepotwierdzone, tak dla dogomaniackiej zasady ;)
  9. W naturze wilk/ zdziczały pies nie je samego mięsa. Je też kości i podroby. Dodatkowo (robi to też kot) je różne owoce leśne, jeżyny. Makaron i zboża to zbędne wypychacze. Warzywa i owoce są głownym i w postaci rozdrobnionej - głównym źródłem witamin - u kotów także. A to co doradzają weterynarze to heheh ;) Tak się dziwnie składa, że wiem jak wyglądają zajęcia z żywienia na weterynarii. Nie zdziwiłabym się żeby któryś z nich doradził jedzenie samych makaronów z witaminami. Wet dietetyk - co innego. Prawda jest taka, że podstawą zarówno w przypadku kota jak i w przypadku psa jest mięso. Powinno być go jak najwięcej a posiłki roślinne powinny się ograniczać wyłącznie do warzyw i owoców (choć po prawdzie wszystko co psu potrzebne w sensie witamin znajdzie m.in w wątrobie). Nie dlatego, że takie jest widzimisię barfiarzy, a dlatego, że zboża dla psa są czymś kompletnie obcym w diecie, rozpowszechnione zostały gdy wprowadzono suche żarcie (czyli podczas kryzysów ekonomicznych ;)). A to decyduje o przynależności psa do danej grupy, jak również długość przewodu pokarmowego, której u psa nie da przyrównać się do wszystkożerców nijak.
  10. No obserwowanie skrajności takich jak jedzenie przez psy pomyjów i popcornu zdecydowanie nie należy ani do naukowych ani zdroworozsądkowych obserwacji. Na tzw. 'zdrowy rozsądek' to człowiek może jeść same korzonki z ziemi a świnia same ziemniaki - przeżyje. Psy mojej prababki po wojnie jadły świńskie pomyje i żyły. To nic że wyglądały jak kościotrupy - dożywały tak wielu lat. Pies nie jest wszystkożercą, ponieważ posiada typowe dla mięsożerców cechy - m.in charakterystyczne zęby, prawidłowe pH żołądka bardzo niskie, zdrowy mocz bardzo kwaśny i bardzo podobną do wilka długość przewodu pokarmowego. Prawdę powiedziawszy 100-200 lat karmienia pomyjami i suchymi karmami opartymi na zbożu za bardzo nie zmieniło jego sposobu odżywiania się. Ewolucja to proces znacznie bardziej długotrwaly. To jest wbrew pozorom bardzo dobry chwyt marketingowy. Pies owszem, jest przystosowany bardziej do jedzenia pokarmów roślinnych, ale nie jest przystosowany do jedzenia zbóż. I nigdy ich nie jadł. Dopiero gdy weszły suche karmy nagle okazało się, że pies o przewodzie pokarmowym niemal identycznym z wilkiem może jeść zboża :) Kot 'przetrwał' w ludzkiej mentalności jako mięsożerca bo jest wybredny. I ma silny instynkt łowczy. Ludzie nie musieli weń wpychać zbóż, bo sam sobie złapał mysz jak zachciało mu się jeść. U psów żywionych głównie pokarmem roślinnym znacznie częściej występują niektóre choroby, dodatkowo wystarczy zbadać krew - to najlepszy dowód na to, że takie jedzenie psu nie służy. Przeżyje, tak jak i świnia karmiona monodietą czyli codziennie ziemniakami. No i pytanie jak długo, bez dostarczania tauryny, która i psu jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania (to też świadczy o mięsożerności psa).
  11. Hej - możesz mi powiedzieć na jakiej naukowej podstawie wnioskujesz wszystkozernosc DRAPIEŻNIKÓW jakimi są psy? O ile wiadomo ich przewód pokarmowy różni sie minimalnie od przewodu pokarmowego wilka, stąd zastanawiają mnie takie teorie
  12. [quote name='bezag'] Ja traktuje życie człowieka i zwierzęcia na równi, gdyż człowiek to zwierze.[/QUOTE] Tym jakże 'pięknym' zdaniem zakończmy tą dyskusję. Zawsze możesz postarać się zmienić gatunek, np. zostać flamingiem. One z tego dobra świata popełniają samobójstwa skacząc z urwisk, bo 'coś' im podpowiada, że tak będzie lepiej dla dobra ich gatunku i innych ;]
  13. [quote name='bezag'] i jeszcze bym siedziała cicho, gdyby wypominała mi to osoba, która nie popełnia błędów w pisowni,ale tak nie jest. [/QUOTE] Proszę o jakieś przykłady ;) Więcej się nie wypowiadam, nie dlatego, że brak mi argumentów, a dlatego że nie za bardzo jest z kim dyskutować. Nie z kimś kto nie wie, że krowie mleko, które kupujemy pozyskiwane jest od wielu różnych rolników (nie z jakiejś 'ogólnej farmy') a następnie przetwarzane na tzw. UHT. I sorry, z krowami i tu i tu jest tak samo - są rozmnażane, by dawać mleko. Cielaki odsadza się od krowy by nie ssały mleka - karmi się je sztucznie, aż do osiągnięcia wystarczającej masy by je zabić. Mam masę kontrargumentów na Twoje śmieszne teksty, na prawdę. Tylko czy jest sens tłuc coś osobie która jest tak zadufana w sobie jak Ty i jest tak skrajnym radykałem? Nie. Więc idę porobić coś sensowniejszego. P.S: nadal czekam na swoje błędy ortograficzne :D Chyba takich pokroju 'czustki' nie znajdziesz.
  14. Krowy dają mleko bo rodzą tak często jak to tylko mozliwe cielaki. Cielaki te idą na mięso. Idąc Twoim dziwnym tokiem myślenia można stwierdzić, że pijąc mleko przyczyniasz się do śmierci cielaków. Zresztą już nie rozumiem - jeszcze niedawno mleka nie piłaś i nie jadłaś jajek, nagle jesz. I jeszcze odniosę się do tego, co napisałaś o ludziach. Taką politykę 'jednego dziecka' stosują Chińczycy dla ograniczenia populacji. Wiesz czym to się kończy? Tym, że 'nadliczbowe' dzieci umieszczane są w tzw. 'sierocińcach' w których są poniewierane i w których wszyscy starają się by jak najszybciej te dzieci uśmiercić. Tak się dzieje, jeśli nie przeprowadzi się aborcji. Które w Chinach są normą. Nawet takie na kilkumiesięcznym płodzie. Ale Ty tego nie pojmiesz - dla Ciebie człowiek jest pasożytem, niepotrzebnym szkodnikiem. Ja szanuję człowieka i wybacz - jego życie przedkładam ponad życie jakiegokolwiek zwierzęcia. To jest normalny stan rzeczy.
  15. [quote name='bezag']Nie mojej kultury, lecz Waszej, konsupcyjnej, która prowadzi jedynie do zguby. Praca się znajdzie, jest mnóstwo branży, które nie są rozwijane, bo trzeba sie nieco postarać i je rozwinąc. A [B]rybołustwo[/B] i tak upadnie, bo w morzu jest co raz mniej ryb. Ludzi nie powinno przybywać w takim [B]tępie[/B]. Zamiast na ilość, może postawić na jakość? Jedynie rodziny, których stac wykształcić i odpowiednio wychowac dziecko [B]powini[/B] te dzieci mieć. A jak na razie takie rodziny mają jedno dziecko, a tam gdzie panuje bieda po sześcioro. Ja mam tyle par butów. Zamiast kupowac chiński badziew lepiej zainwestowac [U]w europejski produkt[/U]- droższy, ale na dłużej starczy. Dla Was każda wizja stworzona nie tylko z myślą o wygodzie człowieka jest utopijna.[/QUOTE] Ad. pogrubione wyrazy Ja bym się zastanawiała nad wpływem wegańskiej diety na rozwój takich cech jak umiejętność poprawnego pisania i czytania. U Ciebie z tym słabo. I nie wykręcaj się dysleksją - zawsze można zainstalować automatyczny slownik, choćby razem z firefoxem Ad. podkreślone Inwestuj w europejski produkt - proszę bardzo. Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak bzdurne prawo tworzy UE i że UE to jedna wielka hipokryzja, ponieważ z jednej strony 'powstrzymują' globalne ocieplenie (jeden wybuch wulkanu wyrzuca do atmosfery tyle gazów cieplarnianych ile czlowiek produkuje w ciągu... na prawdę wielu wielu lat), a z drugiej strony maksymalnie modyfikują genetycznie rolnictwo i chów zwierząt. Nie taki europejski produkt wspaniały jak go malują.
  16. weroniko, nie można mieć 3 przydomków naraz. Jak chcesz kupić psa to z ZKwP będzie najpewniej.
  17. wszystko jasne ;) Przepraszam, ale musiałam. To jest tak jak z rusyfikacją albo germanizacją - wpajanie dziecku od samego początku pewnych idei i silne ich motywowanie, prowadzi do takich właśnie przykładów totalnych świrów, jak będąca tu bezag ;) Czy Ci się to podoba czy nie, dieta wegańska nie wpływa dobrze na płód i tu nie chodzi tylko o aminokwasy egzo. Chodzi o witaminy i minerały których nie ma w wystarczających ilościach w owocach i warzywach. Tu nie chodzi o poronienia. Tu chodzi o to, czy będziesz weganką nosząc w sobie dziecko. Czy będziesz w stanie spojrzeć temu dziecku w twarz gdy jednak okaże się, że Twoja dieta spowodowała u niego poważne wady rozwojowe, czy nawet rzecz taką jak krzywica. Bo tak może być. Pewnie - możesz przyjmować silne suplementy. Możesz przyjmować tysiące, miliony syntetycznych suplementów. Tylko w tym momencie należałoby się zastanowić jak one wpływają na dziecko, bo nie są obojętne (suplementy firmy farmaceutyczne produkują po to, by mieć nas z czego leczyć). Prawdopodobieństwo poronien nie zależy od diety, to fakt i ja nie staram się go naciagać w żaden sposób. Fakty są też jednak takie, że o wiele łatwiej w takiej diecie narobić dziecku krzywdy niż w diecie tradycyjnej, w której białko zwierzęce występuje. Albo choćby wegetariańskiej w której spożywa się jaja i mleko. Ty jesteś młoda, masz takie myślenie bardzo proste, nie wybiegające w przyszłość. Ja uważam, że narzucanie komukolwiek, w tym własnemu dziecku swojej diety nie jest dobre. Koniec kropka. I nigdy nie pokusiłabym się o zrobienie czegokolwiek co mogloby choć minimalnie zaszkodzić mojemu dziecku, nawet jeśli byłoby to sprzeczne z moimi poglądami. Ty mam wrażenie jeszcze tak nie myślisz... Masz prawo, bo zapewne macierzyństwo jest tematem jeszcze bardzo Ci odległym. PS: moja dieta nie była nigdy zmieniana gwałtownie. Post zawsze poprzedza 4-tygodniowe przygotowanie w którym stopniowo rezygnuje się z mięsa, potem mleka, sera, jajek. Nie jesteś moim lekarzem, nie wiesz co mi dolega, więc błagam nie mów mi, że będąc na świetnej drodze do cukrzycy i mając notorcznie na diecie owocowo-warzywnej ataki hipoglikemii powinnam wpychać w siebie same warzywka. Nie znasz się na tym kompletnie, więc po co się wypowiadać?
  18. * trzustką Okej, jeśli Ty lepiej wiesz co mi dolega i stawiasz diagnozę to... Haha śmiać mi się chce serio ;) Mam początki cukrzycy. Po Wielkim Poście (nie jestem katoliczką, i poszczę 50 dni nie jedząc mięsa ani ryb a same warzywa i owoce oraz produkty zbożowe - prawdę mówiąc przechodzę wtedy na wegetarianizm w sensie diety) mam coraz częstsze ataki hipoglikemii. Nie mów mi co jest dla mnie zdrowe a co nie - bo to ja choruję i to moje ciało a nie Twoje. Humanitarne zabijanie nie istnieje według Ciebie. Według mnie istnieje. Zabijam i jestem tego świadoma - jesli Ci to nie pasuje Twój wybór. Ja nie czuję się z tym źle, bo jestem świadoma tego, że zwierzę przed tym jak je zjadłam żyło godnie. I godnie umarło. Bezag mam pytanie - czy jeśli kiedyś zajdziesz w ciążę, również, mimo tego stanu będziesz uważać dietę wegetariańską za największe dobro, czy pójdziesz po rozum do głowy i przynajmniej w takiej sytuacji dobro swojego dziecka postawisz ponad to? Bo płód potrzebuje niestety również białka zwierzęcego, choćby ryb, by prawidłowo się rozwijać. Bo ja w takim przypadku nawet gdybym nie wiem jak radykalne poglądy miała - dobro jak Ty byś to nazwała kolejnego "szkodnika", który byłby moim dzieckiem postawiłabym ponad to. Bałabym się osoby takiej jak Ty - serio. Jesteś autentycznie nie tyle radykałem co osobą która racji innych niż swoje własne po prostu NIE CHCE SŁYSZEĆ. Dla mnie to kosmos. Wyłączam się, idę porobić bardziej pożyteczne rzeczy ;)
  19. Jak będą miały awaryją 'trawkę' czy matę to nawet jeśli ich pęcherze będą zapełnione - nauczone, pójdą sobie ulżyć tam :)
  20. [quote name='bezag'] Cholera, nie widziałam goryla jedzacego mięsa, jedynie szympasy polują, ale nadal głównym pokarmem są rośliny.[/QUOTE] Najbliższym 'krewnym' człowieka jest właśnie szympans, nie goryl. Orangutany również są wszystkożerne. Widziałam film Ziemianie. Nie o to chodzi, że mnie on nie wzrusza. Ja po prostu zauważam pewną tendencję, którą mogę nazwać śmiało modą, na bycie eko. Eko jedzenie, eko behawior, a w końcu to co mnie śmieszy niesamowicie, i nic na to nie poradzę ;) - ekoseks... Człowiek od wieków ingerował w środowisko naturalne. Ja nie mówię, że nadal powinien. Rozwój człowieka powinien mieć jakieś ograniczenia i jestem jak najbardziej za recyklingiem, segregacją śmieci i oszczędzaniem energii. Natomiast nie jestem za zachowaniami bardzo radykalnymi i robieniem z człowieka istoty jedynie szkodliwej, okropnej i w ogóle bezużytecznej. Nie należy wrzucać wszystkich ludzi do jednego wora. Jestem wszystkożercą - przykro mi, nie będę odmawiać sobie mięsa, ponieważ do prawidłowego funkcjonowania JEST mi ono potrzebne (zwłaszcza, że moje problemy z trzustką sprawiają, że mam problemy z węglowodanami... Które bądź co bądź to bardzo ważna część diety wege). Nie sztuką jest powiedzieć ludziom, że jedzenie mięsa jest zle. To potrafi każdy. Sztuką jest wskazać alternatywę dla nieprzyczyniania się do takiej męki zwierząt rzeźnych. Bo da się, na prawdę. Człowiek który poszuka - znajdzie humanitarnie ubitego kurczaka czy krowę. Tylko trzeba mu to uswiadomić. Bo mówienie, że jedzenie mięsa jest złe nic nie da. Ludziom trzeba mówić co tak na prawdę jest złe = przyczynianie się do takiego a nie innego traktowania zwierząt w rzeźni. I sądzę, że jeśli tak uświadamialibyśmy społeczeństwo - wielu ludzi zwróciłoby na to uwagę, a co za tym idzie popyt być może minimalnie, na mięso z niehumanitarnych rzeźni, by zmalał. Przykro mi ale nie da się zmienić świata mówiąc ludziom, że wieki ich wszystkożerności to bujda i tak na prawdę powinni wcinać warzywka. To przyniesie kompletnie inny efekt. Natomiast jeśli uświadomimy co dokładnie jest złe, co dokładnie powinniśmy zmienić, na co zwrócić uwagę - sądzę, że wielu po prostu się nad tym zastanowi i zadecyduje. Ja na prawdę zdaję sobie sprawę z tego jak to wygląda. Przez większość swojego życia mieszkałam i wychowywałam się na wsi. Ja to wszystko widziałam. Nie na filmach, na prawdę. Są ludzie dobrzy i są ludzie źli, nie szanujący swoich zwierząt gospodarskich, jak wszędzie.
  21. Aysel

    Barf

    Przedawkować chyba nie, moje dostawały praktycznie co dwa dni, jak mocno chciały. Ale bywa że pies zaczyna mieć po nadmiarze nabiału rozwolnienia. Nie tyle biegunki co właśnie rzadsze kupki. u nas przynamniej tak było ;)
  22. Kiedyś podawałam ten Viyo. Ale byly po nim kłopoty ze strony żołądka niestety ;/ U nas na suchym niestety nie jest zbyt kolorowo. Niby wyniki dobre, ale pies ciągle coś łapie...
  23. Hej - a tak całkiem szczerze? Zwierzęta żyją w środowisku zanieczyszczonym i chorują, ponieważ zjadają te zanieczyszczenia które osiadają na zbożach, warzywach i owocach. Środowisko tak samo wpływa na rośliny i zwierzęta. Ty jedząc same rośliny wcale nie trujesz się mniej. W tej chwili na wsiach, które kiedyś były na prawdę czyste, wszystko z nich można było brać 'w ciemno' są praktycznie same uprawy genetycznie modyfikowane. Nie mówię, że to złe - ale ryzykowne. Modyfikacje genetyczne mają swoje za i przeciw. Jednak nie są one zupełnie obojętne dla zdrowia. Poczynając od niewinnego pszenżyta, kończąc na modyfikowanej genetycznie kukurydzy która jest zjadana przez krowy. Dodajmy jeszcze opryski i nawożenie sztuczne (bo UE nie respektuje za bardzo nawozów naturalnych ...) A jednak pełnowartościowe białko to rzecz bardzo ważna, a nie jedyna 'zaleta' mięsa. Właśnie po to człowiek i małpy człekokształtne nauczyły się jeść mięso, by pobierać z niego aminokwasy egzogenne potrzebne do rozwoju mózgu. I dlatego stoimy na takim a nie innym szczeblu ewolucyjnym. Oczywiście procz tego wiele czynników jeszcze miało wpływ. A jednak ten był dopelnieniem układanki. Tu nie chodzi o to, że ktokolwiek z nas zjada mięso tonami i uważa się za mięsożercę. Jesteśmy wszystkożercami, tej natury człowieka nie da się zmienić, wyeliminować. Ewolucja taka jaka była u człekokształtnych nie zachodzi wstecz. Ja rozumiem i podziwiam ludzi którzy z jakichś powodów nie jedzą mięsa. Sama mam wiele znajomych wegetarianek - zawsze szykując jakieś imprezy o nich pamiętam i staram się zrobić coś smacznego i wege. Bo szanuję ich wybór i podziwiam samozaparcie. Ale sama nie skorzystam. Jestem i czuję się wszystkożercą. Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać, bo jem mięso. Jestem świadoma ale nie zrezygnuję ze swojej natury i nie zacznę się na siłę katować czymś co mi nie służy. Nie jem mięsa w tonach, jem go tyle, aby przeżyć bez zbędnych suplementów czy katowania siebie jedzeniem strączkowych których mój organizm nie trawi za dobrze. Grunt to jest jeść mięso w sposób umiarkowany, sensowny i go nie nadużywać. Bo to właśnie nie jest dobre, a nie jego ogólnie ujmując jedzenie. Wołowina, mimo, że jest mięsem czerwonym jest bardzo zdrowa jeśli się ją je w normalnych ilościach. Jeśli wcina się hamburgery codziennie to jaka ta wołowina by nie była - szkodzilaby. Wiele też zależy od przygotowania danego mięsa, by było lekkostrawne i zdrowe. I tu rodzaj mięsa nie ma wielkiego znaczenia - jeśli jest zjadany rozsądnie, jest mądrze przyrządzany - to nie wpłynie na nas źle.
  24. Ja myślę, że nikt nie mówił, że karmienie barfem zapobiega alergii. Bo tak jak mówisz Martens - tu liczy się nie tyle samo jedzenie co predyspozycje genetyczne. Ja na barf przeszłam właśnie dlatego, że miałam psy alergiki, głównie na kurczaka sklepowego. A mam chi. Można sobie wyobrazić jaka tragedia była by zastąpić tego kurczaka czymś. Bo chi nie zje ogromnej wołowej kości... Strzałem w dziesiątkę okazały się przepiórki, gołębie i inne tego typu. Bo królika u nas w mieście niestety nie ma ;/ Nie łączyłabym drożdżaków z samym barfem. Jak coś to właśnie z alergią. Ale przyczyną nie jest barf sam w sobie. Moje wręcz przeciwnie - miały niesamowity 'wysyp' drożdżaków wlaśnie na suchej karmie, nawet bez kurczaka. Po prostu na suchym miały słabszą odporność. A na barfie odchowałam swoją drogą szczeniaka chi począwszy od 3ciego tygodnia życia (zacząl się domagać mięska jak miał 2,5 tyg, więc BARDZO wcześnie). Ja do tego rodzaju żywienia miałam dwa a właściwie trzy podejścia. Za pierwszym razem zraziłam się niesamowicie, gdy musiałam maszynką ręczną mielić kości z kurczaka i indyka, a moje psy i tak miały megazatwardzenia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wypadałoby podać zwyczajnie żwacze ;) Potem mnóstwo czytałam, znalazłam ogrom informacji, zastosowałam się do nich i układałam jadłospis sama pod swoje psy. Zresztą nigdy się do tego jadłospisu nie stosowałam. Stawiałam na różnorodność. Bo ja w ogóle do jadłospisów odnoszę się nieco sceptycznie. Nie da się na odległość ułożyć psu jadłospisu dla niego idealnego. Dlatego wszystko to, co jest układane, powinno przejść naszą własną weryfikację i powinniśmy dopasować to do własnego psa, zmodyfikować w pewien niedrastyczny sposób.
  25. Aysel

    RC czy Acana?

    Nie ma żadnej różnicy między tym czy dajesz dorosłemu psu karmę zawierającą 28 czy 34 % białka. Poważnie. Tu nie chodzi o zawartość białka a o jego jakość. Mój dog niemiecki, który ma 5 lat od kiedy skończył rok je karmy wysokobiałkowe. Na tych karmach nigdy nie kulał, ma odpowiednią masę, nie ma tłuszczu, a mięśnie. Pies jako mięsożerca jest przystosowany do jedzenia... mięsa haha ;) A mięso to niestety białko. Im mniej tłuste, tym białka więcej. Acana tak jak i Orijen, TOTW i inne karmy o podobnym składzie wymagają dłuższego przestawiania na daną karmę, stąd ja często słyszalam o problemach, ale jak człowiek po raz drugi, tym razem wolniej przestawiał psa, podawał probiotyki - wszystko było ok. RC to karma tak wyjaławiająca przewód pokarmowy psa, że po dłuższym karmieniu nią bardzo często ciężko jest przestawić psa na inną. Ja przynajmniej tak zauważyłam po psach moich znajomych i tym co mówią ludzie. Może karma nie pasowała. - też możliwe. Nie każda karma pasuje dla danego psa :) Tak czy siak RC nie jest dla zdrowia psa bezpieczne. Ostatnio przegięli zmieniając składy tak, że wyglądają bardziej jak pedigree niż royal którego sama kiedyś kupowalam (jak jeszcze był z koncernu RC a nie mars).
×
×
  • Create New...