Jump to content
Dogomania

Florentynka

Members
  • Posts

    7536
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Florentynka

  1. Tak, Gjalpo usiadł na Pawianie...
  2. [IMG]http://img11.imageshack.us/img11/5453/napawianie.jpg[/IMG] Biedny, biedny mały kotek...
  3. Wczoraj w nocy, wracając do domu, przejechaliśmy przez miejscowość, w której kiedyś mieliśmy spotkanie z okulistą Matyldy. Adam sobie przypomniał, że gdzieś tu ją wieźliśmy... Bardzo mi się zrobiło smutno, że nie ma Matyldy, że już jej nie mogę przytulić i pogłaskać po tym śmiesznym łbie. A potem przypominałam sobie różne fajne momenty z Matyldą. Wróciło do mnie wspomnienie jej spojrzenia, jej głosu, nawet tego jej charakterystycznego, lekko krówkowatego zapachu, jaki wydzielała jeśli zmokła na deszczu. Dziś w ogrodzie zobaczyłam, że kwitnie biała róża na grobie Matyldy. Moja nieosiągalna Mati ciągle jest z nami, wciąż należy do stada.
  4. No to ja zaglądam. Niechże coś wreszcie ruszy z tymi adopcjami !
  5. Romka, a propos bohatera tego opowiadanka - chyba mam wyczeski gotowe do wysyłki - można Cię nimi uszczęśliwić?
  6. Tyż prawda. A ja mam taki śliczny turkusowy spray od weterynarza - psika się nim na rany, otarcia itp. Rewelacja. Paprze wszystko na turkusowo, a z sierści nie chce zejść całymi miesiącami. Na otarcia dobry jest też cudokrem - ten z kolei lepi się do wszystkiego, brudzi na biało no i trzeba pilnować, żeby pies nie oblizywał.
  7. Ech. Zaraz polecę do Boguchwalskich psiaków, tylko naskarżę na parówy. W sumie to wycięliśmy brzydki numer biednej Pani Matce, bo zostawiliśmy ją z chorym kotem. Kot się rozchorował oczywiście w niedzielę - bo mieliśmy wyjechać w poniedziałek bladym świtem. Nasza wetka zaordynowała antybiotyk - dostaliśmy w tabletkach. No ale kot nie chciał współpracować. Skończyło się na tym, że przez kilka dni nasza nieoceniona pani weterynarz przyjeżdżała codziennie robić kotu zastrzyk. Przyjeżdżała ze swoim maleńkim synkiem. Więc tak - dziecko z nosidełkiem, torba z lekami, wściekły kot i do tego drące mordę parówy, kręcące się pod nogami. Były nie do opanowania, więc koniec końców Pani Matka zamykała parówy w kuchni, a Kangura w sraczu ( bo tam można zamknąć drzwi na klucz).
  8. O rany! Ale co, zerwał smycz i przyszedł do Ciebie wołany? Łapsko otarte możesz potraktować fioletem (na wodzie, nie na spirytusie).
  9. No i nie było mnie parę dni zaledwie, a już Pani Matka mi psich rozpuściła - produkowała dla nich domowy jogurcik. Przyzwyczaiły się, że codziennie dostają. Następnym razem jak gdzieś wyjadę, to po powrocie pewnie zastanę parówy jadające kawior i popijające szampanem ;)
  10. Ślicznościowe legowisko! Pięknie się w nim Pucunio prezentuje, no i wyraźnie widać, że się ucieszył.
  11. Wróciwszy do świata żywych. Oświadczam, ze od jutra będę uzupełniać braki w parówkach moich, bo mi obie spadły w subskrypcjach poniżej wszelkiej krytyki. Może już nikt ich nie kocha. Oprócz mnie, rzecz jasna. P.S. A parówi chór powitalny na dzieńdobry - bezcenny!!!
  12. Wróciłam do świata ;). Kilka dni bez telefonu, internetu - było super. Ale od razu po powrocie przyleciałam sprawdzić co u Pucka - miód na moje serce! Piękne foty! No i te opisy - jak z powieści szpiegowskiej - przez dwie minuty żuł klapek w drugim pokoju - fantastyczne!
  13. Nie wytrzymałam i zadzwoniłam wczoraj wieczorem, żeby zapytać o maleństwo. W podróży była idealna. W nowym domu - jest ok. Słodka i przylepna. Swoją nową rodzinę zaakceptowała, do pani Agnieszki ciągle przychodzi się tulić, włazi na kolana. Obce osoby traktuje nieufnie. Do ogródka nie chce wychodzić sama - życzy sobie mieć ludzkie towarzystwo. Apetyt ma ;). Pani Agnieszka mówiła, że są wszyscy tak przejęci, chuchają i dmuchają, że przy własnych dzieciach tak się nie cackali. Słowem - suka trafiła jak trzeba. UFFF.
  14. Nakolankowy Pucek, ale fajnie!
  15. [B]Soemo[/B] - wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! I możesz zmienić tytuł wątku ! [B]Majusko[/B] - kupa jest przy takim "skrócie" z którego na szczęście nie musiałaś korzystać. Bardzo jest pokaźna, jakiś szaleniec buduje sobie twierdzę.
  16. Jestem, jestem. Adam mi przysiadł komputer ;). No i co mogę napisać...Atmosfera była dość obłędna, rodzina Nalandy jechała znad morza, najpierw trafili w korki na śląsku, a potem się zgubili już pod Krakowem, a właściwie w , bo niepotrzebnie wjechali w miasto. W końcu dotarli, pilotowani przez Adama na zasadzie "krzak, kupa kamieni, kapliczka i w prawo, żywopłot, szklarnia, w lewo..." dobrze, że on ma mapę w głowie ze wszystkimi detalami terenu. Nalanda przywitała się entuzjastycznie, panią Agnieszkę wycałowała i wlazła na kolana. Podpisaliśmy umowę no i pojechali - Nalanda się troszkę zapierała, jak się okazało, że my z nią nie jedziemy. Udzieliłam wskazówek co do żywienia - biorąc pod uwagę stres zmiany miejsca + trudny moment wymiany uzębienia poprosiłam, żeby ją póki co karmili barfem przez jakiś czas, bo zmiana karmy w tej sytuacji może spowodować rewolucję w żołądku. Zamieszanie było, więc zdjęć nie zrobiłam, głupia torba. Ale obiecano mi relacje z aklimatyzacji. No i trochę tęsknimy. Ale nie muszę wycierać sików ;). Moje psy były baaaardzo rozczarowane, że nie ma śniadanka.
  17. A tak BTW - wielki dzień Nalandy jest już dziś - rodzina w drodze. Trochę im się plany zmieniły, więc dziś zgarniają maleństwo w drodze znad morza ( naprawdę współczuję tej trasy, brrr). W nocy ( chyba) zniknął drugi ząb. Wróżka Zębuszka wyraźnie się stara.
  18. O tak, tak! Furminator to rewelacja! I działa na krótkowłose psy bardzo dobrze i skutecznie.
  19. Hehe, nie będę się przechwalać składem socjalnym w moim łóżku. Bywa w sumie ponad 120 kilo psów. ;) Ale ostatnio mam napad okrucieństwa. Wymieniłam meble, bo poprzedni komplet psy zeżarły, i wprowadziłam zakaz włażenia na kanapę. Psy dostały za to swoją osobistą kanapę*, osobisty fotel i komplet nowych ślicznych legowisk. Edit: *kolejną, bo dwie już miały. Teraz mają trzecią.
  20. Andzike, bo ja wczoraj miałam telefon w sprawie Nalandy - pan brzmiał obiecująco, ale nic nie wiem konkretnego, dom nie sprawdzony. Mogę podesłać Korę, aczkolwiek pan ma sentyment do pinczerkowatych ( ale dzwonił po mało pinczerkowatą Nalandę, z drugiej strony).
  21. Ulka - pobyt u Ciebie to był jakby pierwszy etap stabilizacji Pucka. Wcześniej się obijał między mną a Dominiką, nigdzie nie zagrzewając miejsca na długo. U Ciebie siedział na tyle długo, że się zdążył przyzwyczaić. No a jak już zdążył, to była ta nieszczęsna adopcja, po pół roku ( jak już pewnie myślał, że zostanie tam na zawsze) wyleciał, wylądował w DT, zdążył się przywiązać i poczuć bezpiecznie, to znowu go gdzieś wywieźli... Alexandro, błagam o wyrozumiałość dla tej biednej gadziny - daj mu troszkę czasu, on się unormuje!
  22. Alexandra, ale nie będziecie go dusić, co? Jeśli chodzi o ewentualne powarkiwania Pucka - u mnie takich zachowań nie było, ale też w sumie ja najkrócej miałam z Puckiem do czynienia w realu. Ulka i Monika mogą na pewno więcej na ten temat powiedzieć. O ile pamiętam z relacji Moniki - Pucek na początku pobytu u Niej też powarkiwał - przeszło mu. Co tym bardziej przemawia za tym, że powarkuje jak się czuje niepewnie. Temu psu miało prawo się namieszać w głowie - w ciągu roku zmienił miejsce zamieszkania...niech no policzę... 6 razy. Nie licząc tego, że u mnie był w dwóch ratach, no i u Ulki w sumie też w dwóch ratach ;). Za każdym razem, kiedy w jego życiu następuje jakaś stabilizacja, coś mu ją wywraca do góry nogami. Jestem pewna, że głupkowate zachowania mu przejdą z czasem. Ale nie wolno ich tolerować - pies się czuje pewniej i bezpieczniej, kiedy jasno mu się określi reguły.
  23. Cholera, nie wiedziałam... Powinna coś dostać? Dziś było na obiadek takie ekstra ścięgno do żucia, ale to się chyba nie liczy... Z przyszłym domem Nalandy rozmawiałam dziś znów przez telefon. Muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba, jak ludzie tak czekają na psa. W pewnym momencie musiałam przerwać rozmowę, bo Nalanda zaczęła żuć metalowy stelaż kanapy. Więc powiedziałam: - przepraszam panią na sekundkę, - nie żryj tego !!! - pani pies właśnie je moją kanapę. Pani Agnieszka zareagowała: proszę jej przekazać, żeby wytrzymała jeszcze troszkę, już prawie po nią jedziemy ;)
×
×
  • Create New...