Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. [quote name='farmerka63']...chciałabym mieć choć rozmiar 40.... :shake:[/QUOTE] I nie jesteś odosobniona w tym chceniu...
  2. Dzięki, że jesteście. Z Grace mam jutro dyspensę, bo nie ma żadnego z wetów "moich", dostałam maści, opatrywałam już te palce wiele razy, antybiotyk mam już doustny. Ale w niedzielę Szila na zastrzyk i pokazać się musi. Może więc w którymś momencie obie "wskoczą" w te same terminy. Mam nadzieję, że jutro wszystko będzie OK, bo na wszelki wypadek zostawił wenflon, jakby coś się działo, żeby przyjechać na kroplówkę. Malawaszko, opłaciłam gotówką, tak zawsze u nich jest. Liczę się z tym, że poczekam na ewentualny zwrot (muszę określić ile na jaką fakturę, no i czy wszystko mogę wpisać nie wiem). Ostatnio doszły (w wigilię): 20 zł od Liki, 126 zł od Malawaszki za fakturę. Dzięki! Ponieważ te 126 zł na fakturze zawierały, jak mniemam tylko leki na zatrzymanie laktacji (galastop na 7 dni i enroxil), czyli 2 i 3 wizytę, a nie ujęte tam było odrobaczanie, odpchlanie i USG, czyli wizyta 1, dzień po przyjeździe Szili, więc wolałabym z tych 70 zł od Liki wykorzystać +/-50 zł na tamte rzeczy, a 20 zostawić na dalsze drobne, które dojdą. Jak oczywiście darczyńca się zgadza.
  3. Uff, już po wszystkim. Trwało to całą wieczność, "głupi jaś" o 11:00, później reszta środków, a wybudzenie dopiero po 15:00. Odebrałam ją dopiero o 16:30 - wet chciał już ją widzieć w pełni przytomną zanim ją mi wyda. Podrutowana cała - szwów nie liczyłam, ale kilkadziesiąt, tak na pierwszy ogląd. Ale jest na środkach przeciwbólowych, spokojna, jak przerywam głaski, to łapką się dopomina. Przypadkowo poznana u weta Pani, która szyje kubraczki do wszystkich wrocławskich lecznic sprezentowała jej dziś kubrak uszyty na miarę, ze specjalną klapką zasłaniającą szwy na plecach (po usuwaniu martwicy wokół tej starej blizny), tak, żeby nie drażniły jej węzły i nie mogła się dostać do rany. Oprócz sterylki też oczywiście usunięte 2 sutki z jednej z listw mlecznych, te z guzkami. Po ogoleniu przed zabiegiem okazało się, że ma uwięźniętą przepuklinę pępkową, ale raczej doktor doradził, żeby ją tak zostawić, bo nie wystawała na zewnątrz, w niczym nie powinna w tym stanie przeszkadzać; takie zwykle zostawia się w spokoju. Koszty niebotyczne (600 zł), ale wet rozłoży mi na 2 faktury, sterylkową i niesterylkową. Muzę szybko zgłosić na sterylkowym. Licząc czas zabiegu i ilość szwów, nie dziwię się, że tyle to kosztowało. Tak w ogóle, to po ogoleniu okazało się, że ta blizna rozciągała się równo po obu stronach i oczywiście na górze - prawie jakby Szila była wtedy przepołowiona i jakoś trudno mi wyobrazić sobie, by tak regularna blizna pochodziła od psich zębów - chyba, że została rozerwana przez ciągnięcie z dwóch stron. Biedna, ile musiała się nacierpieć! No i teraz bardzo mi jej żal, bo znowu pocięta. Ale już teraz będzie tylko lepiej. Szczególnie trudno będzie przetrzymać te pierwsze dni, no i później do zdjęcia szwów. Moja Grace też niewyraźna - kuleje na obie łapy, w zasadzie nie chodzi, tyle, co na siku pod dom. No i muszę teraz jeździć z nimi na zmianę, co drugi dzień z każdą, a więc codziennie z którąś mam wyprawę 60 km.
  4. Jej mina chyba pokazuje zdziwienie, co też Pańcia wyprawia z nią omotując ukochaną sunię w sweterek (zwłaszcza lewą łapkę).
  5. I pojawiłam się (uciekł mi wątek z subskrypcji, to i nie zaglądałam, a teraz wpis na wątku Saszki mnie tu skierował). Zadeklarowałam tylko 10 zł, bo to na pewno będę w stanie zawsze przelać. Mam kilka jeszcze zobowiązań, do tego 3 swoje duże panny, w tym jedna na stałych lekach i jedna duża tymczasowiczka, więc nie chcę deklarować za duzo, jesli miałabym się nie wywiązać. Ale jak mogę, to będę czasem wysyłać 20 zł. Dziś puszczę przelew za grudzień, a gdzieś w połowie stycznia za styczeń.
  6. [quote name='malawaszka']super, że się ośmieliła pochodzić w końcu :) [B]teraz pójdzie z górki[/B] :)[/QUOTE] Jasnowidz z Ciebie. Właśnie znów dołączyła do reszty i równo darła japę z nimi na dworze, a wyszła przez taras. Jak je wołałam, to moje siedziały już pod drzwiami tarasu, a ona jeszcze darła się z przodu działki. Skorzystałam i zawołałam ją przez jeszcze inne drzwi od tarasu, którymi wchodzi się do innego pokoju niż salon. W ten sposób chcąc nie chcąc musiała przejść się po mieszkaniu. Tak, jak nie lubię ujadania psów, tak widzę, że tym razem ma ono uzdrawiającą moc i Szila nabiera odwagi. Dziś nawet chyba trochę za daleko się posunęła, bo zawarkotała na Hondę, jak ta zbliżyła się do jej legowiska. Oby żadnej z moich nie chciało się odpowiedzieć siłowo (Honda się wycofała, a ostatnio jest dość mocna i sięga po władzę w sforze).
  7. Nie mogę się tylko doczekać, aż odrosną jej włosy. Jednak sznupowe owłosienie to jest to. Za to dziś muszę obciachać Hondę, bo już zarosla jak niedźwiedź, no i niestety zauważyłam na brzuchu, bliżej pach sporo filców. To efekt mokrych spacerów i braku rozczesywania przez dłuższy czas ostatnio. Wciąż odkładam to na jutro, bo to w przypadku Hondy wielki wyczyn dać radę z jej kudłami - ma ich tyle, co 3 przeciętne sznaucery, a dorastają do długości kilkunastu cm. Ale wciąż mi żal widoku mopa, gdy położy się na plecach i robi słodką minkę, łapki jak zajączek składa, albo wyciera nimi pysk, jakby się myła. Jutro pod nóż idzie Grace - będzie miała robione palce (wycinane chore pazury do zera i czyszczone dokładnie, pod narkozą). Pojutrze o 11:00 Szila. Mam stracha.
  8. On musi być zwyżlonym sznupem - raz, że wzrost - ok. 55 w kłębie, sylwetka nieco dłuższa, dwa - kościec nie taki mocny jak u sznaucera, trzy - niesamowita chęć tropienia, zarówno dolnym, jak i górnym wiatrem.
  9. [quote name='malawaszka'] marako czy ona ma takie dłuugie uszy????[/QUOTE] Ma za nisko osadzone (patrząc na wzorzec sznaucera), gdyby były osadzone 2 cm wyżej, to byłyby tak ze 3 cm krótsze, a tej długości u sznaucerów "papierowych" często są. Teraz właśnie szczeka (nie chciała wyjść z psami na ogród, a one tam na coś poszczekują). Chyba ją wypuszczę, może zechce. (przerwa) I oniemiałam. Nie tylko szczekała, ale ZESZŁA Z LEGOWISKA I PODESZŁA DO DRZWI TARASOWYCH. Wypuściłam ją, w tym czasie one weszły, więc zrobiłam kilka kroków na tarasie, żeby wszystkie wyszły razem. No ale po 5 sekundach wróciły w komplecie. Ale to wielki sukces!!!
  10. Czasem Szila ze zdziwieniem patrzy na szaleństwa Hondy [IMG]http://img803.imageshack.us/img803/7083/miniszil2.jpg[/IMG] Ale ogólnie przypasowała jej [IMG]http://img6.imageshack.us/img6/1738/miniszil5.jpg[/IMG] [IMG]http://img528.imageshack.us/img528/8928/miniszil4.jpg[/IMG] [IMG]http://img805.imageshack.us/img805/5873/miniszil6.jpg[/IMG]
  11. Szila pilnuje nas bardzo, robi kółeczka wokół nas - odbiega, powęszy i wraca. Zwykle biega z Tajgą, bo Honda chodzi głównie ścieżkami, a Grace, dopóki nie wyleczy łap, chodzi tylko na bardzo krótki spacer, po którym zostawiamy ją w domu, a bierzemy na dłuższy resztę psów. Tam, gdzie chodzimy nie ma nic, co mogłoby przestraszyć - nic nie jeździ, nikt nie spaceruje. Wszystko to jest blisko domu, więc dokładnie wie już jak wrócić - mimo 2 lat w schronisku ma dobrą orientację w terenie - chyba przedtem była "wolnym" psem, który gdzieś mieszkał u kogoś na dworze i dostawał baty, jak tylko wszedł w zasięg człowieka. I uwaga: Szila ma nową przyjaciółkę. Od kilku dni widzę, że coś zaczęło się między nimi, a dziś już zaiskrzyło mocniej. [IMG]http://img259.imageshack.us/img259/1930/miniszil1.jpg[/IMG] [IMG]http://img23.imageshack.us/img23/8885/miniszil3.jpg[/IMG]
  12. Zrobiłam dziś kilka krótkich filmików z Szilą, ściągnęłam programik do przycinania, ale i tak po przycięciu są bardzo ciężkie - 10 MB najmniej 10 sekundowy filmik. Jakim go odchudzić? Załadowałam szczęśliwie bardzo skrócony (5MB) na Imageshacka, ale to okropnie długo się tam ładowało i zapewne będzie tu ciężko się otwierać. [video]http://img138.imageshack.us/img138/4518/xcfbiringlgbwtqddamksj.mp4[/video] (nie wiem, czy w ogóle załaduje się)
  13. [quote name='malawaszka'] myśmy ostatnie kilka lat mieli choinki żywe - w donicach (.............) tak myślę czy jutro nie podjadę do Koziegłów po sztuczną i będzie na lata, chociaż to nie to samo już co prawdziwa...[/QUOTE] Pewnie, że prawdziwa najlepsza. Mnie zawsze tylko okropnie żal, jak więdnie i robi się z niej suchy badyl, a igły się sypią. Jakoś nie wierzyłam, że taka w donicy może się przyjąć z tak okrojonym systemem korzeniowym i nie próbowałam kupować... Ale może za rok... Wyprawa po zakupy to zawsze dla mnie nadludzki wysiłek, jakoś zdziczałam na tym odludziu i nie lubię tłumów. Wystarczy mi, że mamy tłum dzieci w pracy (mamy ponad 700, to duża szkoła + 450 pływających z obcych szkół).
  14. Pokaż karmnik (ja zebrałam brzozowe gałęzie po ścince drzew już z pół roku temu i też zabieram się za zrobienie, ale jakiś mamy, więc wciąż odkładam). Choinki nie tylko Ty nie będziesz miała - ja nie zniosłam ze stryszku ani choinki, ani pudła z ozdobami, jutro do pracy, klejenie uszek i też chyba nie będziemy w tym roku mieli. Najwyżej ze spaceru trochę gałęzi przyniosę do wazonu, bo niedawno ścinali jakieś sosny w pobliżu. Co do sprzątania - ograniczyłam się do kupienia szczotki ryżowej i kijka teleskopowego w nadziei, że doszoruję fugi, ale realizacja poczeka... Życzę ptaszorów, jak spadnie śnieg i zrobi się zimno, przylecą. Nie wiem, jak u Was, ale u nas około zera tylko i śniegu nie ma (teraz zaczął sypać). Porozsypuj trochę ziarna w pobliżu karmnika na ziemi, zawieś słoninkę w pobliżu, to na pewno zwabisz. U mnie najpierw przylatywały na taras, a później dopiero do karmnika. (przeczytałam o kulach - właśnie takie miałam na myśli mówiąc o słonince - u nas słoninki nie uświadczysz, bo nie jadamy mięsa, więc kupuję takie kule. To najlepszy wabik)
  15. Od razu wszystko - priorytet to guzki, ale to na pewno razem. A jak wystarczy czasu, to blizna.
  16. Sama nie wiem, chyba lepsze bieganie i szczekanie na wroga niż leżenie w łazience ze szczękaniem zębami, i drżeniem całego ciała (a nawet sikaniem pod siebie).
  17. Jestem umówiona na zabieg na piątek, czyli 28 grudnia na 11:00 (w moje urodziny, a które, zmilczę). Pokarm już zanikł (są śladowe ilości), guzki (w jednym sutku, ale dość spore) - zostały. Łudziłam się, że o może jakiś stan zapalny z powodu zalegającego mleka, choć wet na 99% jednak wskazywał na guzki. Ale uczepiłam się tego 1%. No i może też, jak wszystko przebiegnie planowo pozbędziemy się tej blizny. Malawaszko, dostałam fakturę za leczenie zatrzymanie laktacji Szili. Wyślę ją jutro rano razem z tą, która przyszła w paczce z lekiem na stawy. Ta, którą dziś dostałam jest na 126 zł - na AFN. Szila wczoraj wieczorem upominała się nieśmiało o głaski, jak przestawałam miziać za uszkiem albo po łapce. Kładła mi na rękę łapeczkę, przybliżała pyszczek. W ogóle to od wczoraj, choć nadal tylko leży w domu, to obserwuje otoczenie, głowę często ma podniesioną i patrzy sobie na to, co się dzieje. Dziś dzień pełen wrażeń. Najpierw spacer, później podróż do weta do City, a przy okazji odwiedziliśmy z nią targowisko na Dworcu Świebodzkim - nawet nieźle szło jej chodzenie wśród ludzi , wózków, a nawet i aut. Jak Grace kręciła się na stole u weta, bo miała trochę rozgrzebywany palec, to Szila do niej podeszła i długo obwąchiwała. Po powrocie do domu po raz pierwszy nie pobiegła od razu na swoje legowisko, ale do łazienki razem z Grace (bo była otwarta, a Grace chciała się napić więc pobiega pod bidet, czyli swój wodopój). Oczywiście prawie od razu Szila zawróciła na swoją kołderkę, ale miły był widok Sziluni w innym miejscu mieszkania. Jeszcze przed zapadnięciem zmroku mąż wziął je wszystkie na spacer, a ja niestety musiałam zostać przy garach. W końcu dzieci też muszą coś jeść, jak już przyjechały do mamy na święta. Dziękuję wszystkim, którzy znajdują czas by tu zaglądać i nas wspierać mimo przedświątecznej gorączki. No i życzę, by Wasze/nasze czworonogi przemówiły ludzkim głosem (moje na pewno powiedzą: "objadacie się takimi smakołykami, a nam tak mało dajecie, że musimy zaczajać się na kompostownik, jak nie patrzycie", bo są nienasycone). A propos - Szila je coraz chętniej, ale jedynie z mojej ręki. Obiecuję sobie, ze w końcu ją przegłodzę, dopóki sama nie zacznie jeść, ale wciąż nie mam sumienia.
  18. [quote name='lika1771']Marako czy doszly tamte pieniazki?[/QUOTE] Lika, wpłynęły już wczoraj, ale nie zaglądałam na konto, więc nie wiedziałam. Dzięki wielkie. Jutro ogarnę rozliczenia, bo dziś cały dzień w mieście i padam. Najechało mi się dzieci, a w lodówce pusto, więc trzeba było wybrać się do Wrocka po zakupy. Kolejki okropne, więc zleciało 6 godzin na 3 sklepy jedynie. Dobrze, że długi spacer z psami odbyliśmy przed zakupami, bo jak wróciliśmy, było już ciemno. No, ale jutro tylko weterynarz i już w końcu można będzie pomieszkać.
  19. Przyznam, że wolałabym, żeby ona się jednak najpierw trochę bardziej otworzyła. Dobrze byłoby usunąć tę bliznę no i koniecznie te guzki (bo to gruczolaki najprawdopodobniej) i to jak najszybciej, czyli zaraz po świętach, bo z guzami nie ma co czekać. Jakby jeszcze do tego się zagoiła i ciut odrosłyby jej kudełki, to byłaby pełnia szczęścia. Bo w tej chwili troszkę wypłoszowato wygląda tak beznadziejnie obciachana nożyczkami (nie chciałam jej stresować maszynką, ani stawiać na stół, więc tylko powycinałam dredy, na leżąco. Dotychczas miałam szczęście i moje tymczasowiczki znajdowały świetne domy bardzo szybko (nawet czasem i po 2-3 dniach ogłaszania). Ale rzeczywiście miały super zdjęcia, bo to podstawa.
  20. Elinko, żaden z dużych psów nie osacza Szili, one dają sobie po głowie chodzić wszystkim, nawet bardzo nahalnym tymczasom, a co dopiero miłej i cichej Sziluni. Jedyny raz na początku, jak Szila próbowała wejść na legowisko, nie zważając, że leży tam Grace i nadeptując ją na nogę (obok chorego palca), to ta ją ostrzegła pomrukiem. Za to kilka razy w ostatnich dniach widziałam, jak Szila chcąc pierwsza wejść do domu (i zająć swoje ukochane legowisko) wskoczyła Grace na plecy, żeby się przepchać do drzwi (zero reakcji Grace). Nie wygląda, żeby bała się psów. Na spacerach często bark przy barku biegną z Hondą lub Tajgą. A nawet raz przez 2-3 sekundy obie przykucnęły jakby zapraszały się do zabawy. Razem szczekają na przejeżdżające auto sąsiada. Chyba nauczę się wrzucać filmiki, żeby pokazać, jak Szila zachowuje się wobec psów (na wolności, czyli na spacerach). Chyba to pomieszczenia zamknięte tak na nią działają, niemożność ucieczki, brak przestrzeni, mało światła, że nic, tylko leży. Na podłodze mam kafle, może ich nie lubi. Psy w domu głównie leżą, wcale niespecjalnie baraszkują. Żaden nie zakłóca jej spokoju, chyba, że zobaczą kota na działce lub blisko podejdzie sarna, to wtedy szczekają i chcą wyjść na ogród. Na powietrzu, w ogrodzie, w lesie to zupełnie inny pies. Jedyny lęk jaki czuje to lęk przed człowiekiem - przed psami żadnego. Jak zatrzymuje się przy pokrzywach i zajada sobie, a ja ją wołam, to przez chwilę chęć na podjadanie jest na tyle duża, że nie reaguje na przywołanie. Wtedy podchodzę, żeby z bliska ją zawołać, pogłaskać, skierować do domu, a ona wtedy kuli ogonek pod siebie i przysiada, mimo, że przemawiam bardzo łagodnie i cicho. Zauważyłam już kilka razy taką reakcję. Myślę, że trzeba wciąż utwierdzać ją w tym, że człowiek nie bije, że ręka służy do głaskania, patyk do aportowania, węzeł do przeciągania itp. W końcu się przekona. Elinko, ja mam serce do psów i żaden pies dotychczas nie był zestresowany w mojej obecności. Mam dużo cierpliwości, staram się je rozumieć, niczego też nie staram się przyspieszać, robić na siłę, bo to wbrew pozorom opóźnia efekty. Na pewno byłoby nieźle nie pracować i być 24 h w domu, ale cóż - tylko bardzo nieliczni mają taką możliwość, że nie muszą jeździć do pracy. Do 1 stycznia w pracy będę tylko 3 dni, w dodatku po parę godzin tylko. Mąż ma urlop, jest syn, wnuk, córka. Nie braknie rąk do głaskania, ani chętnych do spacerów. Prawdopodobnie umówię się na sterylkę tuż po świętach. A co do DS, to jak tuż po sterylce znajdzie się taki, który będzie dla Szili lepszy niż mój dt, to natychmiast ją tam oddam, bo zależy mi, by miała najlepiej, jak tylko się da. Ale nie jestem aż taką optymistką.
  21. Mnie poznała wyżlica, którą miałam na przechowaniu 2 tygodnie, a później nie widziałam około 8-10 lat. Staruszka tak się ucieszyła, że jej rodzina nie mogła uwierzyć, w to, co zobaczyła. Ale to myślę były dla niej 2 wyjątkowe tygodnie - zabawy i spacery po 6-8 godzin dziennie , bo miałam ferie, ogromną chęć zabaw i treningów z psem, a o swoim psie nie miałam co marzyć.
  22. Też się dziwiłam, że po 2 latach tak dobrze pamięta poprzedni dom. Może i jest tak, jak piszesz. Nasza Tajga, choć fizycznie mocna suka i jest u nas już 4 lata, to jednak nadal nie można jej wołać, zdecydowanym mocnym głosem, bo wtedy nie przychodzi i widać, że jeszcze w niej jest lęk. Jej trzeba wydawać polecenia wyjątkowo łagodnie, miło i radośnie, chyba, że się rozkręci w zabawie, to już zapomina o strachu (a umie bawić się gdzieś od pół roku dopiero). Tyle trwać może tak naprawdę naprawienie zła i uciszenie lęków u skrzywdzonego psa, a nierzadko i to się nie udaje.
  23. Tulimy ją teraz na zmianę z mężem. Jest weekend, będzie miala więcej wrażeń, samych dobrych. Będzie też więcej ludzi do głaskania. Dobre wieści: kolację zjadła z apetytem całą. Karmiłam ją co prawda, ale brała sama z ręki, nie musiałam wciskać do pyszczka. I UWAGA: [B]pogryzła[/B] kilka kulek (na koniec, po mięsku daję kilkanaście kulek karmy, żeby się przyzwyczajała do suchej, bo w zasadzie to karmię głównie suchą). Dotychczas mamlała i łykała w całości lub wcale nie chciała kulek, ledwie wmuszałam pierś z kurczaka.
  24. No to teraz będziemy czekali na relacje, jak układa się Batumi w nowym domku. Będzie tęsknić, a za psim towarzystwem szczególnie.
  25. Aż zajrzałam na początki Puni i rzeczywiście - nie do poznania, taka "apetyczna", aksamitna jest teraz. Wszystkie u Ciebie prędzej, czy później osiągają maksimum zdrowia i urody, jaka jest im zapisana w genach, a nawet jeszcze więcej, niezależnie od stanu początkowego.
×
×
  • Create New...