-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
Shilka przede wszystkim stęskniona, bo jej pani włóczy się po nocach, zamiast ją głaskać. Pozostałe dziewczyny też. Ale serce mi pęka jak myślę o tej Misi, która po 1 dniu w ds spłoszyła się i od 3 dni włóczy się po tym zimnie - może jednak jak więcej ludzi będzie się rozglądało, ktoś ją wypatrzy. Grace pochwę ma OK, wyniki moczu dobre, nie wskazują na stan zapalny, choć mocz był prawie czerwony. Od wczoraj nie zauważyłam popuszczania (albo kamufluje się, wylizuje). Tej nocy i rano będę szczególnie czujna, bedę ją sprawdzać co parę godzin. Wet na razie polecił obserwować. Patrzeć też, jaki mocz jest. Czekam na wiadomości z Krakowa, co do terminu. I kocham Shilunię coraz bardziej (właśnie leży pod moimi nogami). Kochana przylepa się z niej robi. Coraz mniej głucha na spacerach, w zasadzie zaczęła słuchać - widzi, że spacery są i będą, więc nie trzeba aż tak łapczywie się nimi napawać. No i włączyłam regularny program obdarowywania na spacerach smaczkami, jak się do mnie przybiega, a ona zrobiła się okropnym łakomczuszkiem. Ale nie ma tendencji do tycia, jest smukła (bardziej niż po schronisku), a je o wiele więcej niż prawie 2 x większa Tajga.
-
Ja już od godziny w domu, ale inni jeszcze szukają. Dziś nie było telefonów, nie ma nowych śladów na śniegu w pobliżu domu. Odkąd się dowiedziałam, że Misia spędziła dobę w nowym domu, mam nadzieję, że będzie tam wracała, jeśli nic jej nie przeszkodzi. Niestety trasa jest ogromnie ruchliwa, a ona ją przebiegała. Czekam, aż Poker i Ulv wrócą i coś napiszą.
-
Ja po wizycie u weta (na którą zaraz jadę, do Wrocławia) też będę szukała, tak od około 17:30 - męża wyślę z Psiaka do domu z Grace, a zostanę i wrócę pociągiem do domu na koniec. Więc zapewne się spotkamy gdzieś tam.
-
Czy w ulotkach napisane jest, żeby nic do niej nie gadać, nie próbować łapać, tylko zadzwonić tel. i obserwować? Ja łaziłam ok. godziny od 15:30. Widziałam, że chodziła przy bloku jakaś kobieta też wyglądająca na szukającą czegoś. Pomysł z jedzeniem w tych krzakach jest super. A może jest coś z hoteliku do położenia? Jak ona wraca, to dobrze. Kaja też trzymała się miejsca blisko ds. Chyba tylko trzeba tę trasę między Biedronką a blokiem przeczesywać na okrągło. Ja jutro dopiero wieczorem, po pracy i po weterynarzu będę, tak od około 18:30.
-
Poker, a jaka ulica i numer bloku? Ja tam za godzinę będę w stanie pojechać. Zawsze to lepiej, jak więcej osób szuka. (a mnie psy wszelkiej maści w miarę akceptują, zdarzało mi się obłaskawiać bezpańskie)
-
A czy była widziana w okolicach Biedronki PO tym jak ją łapaliście i nawiała pod Polar? Czy PRZED? Bo jeśli po, to jest szansa, że krąży w tym samym rejonie, jak tylko przed, to może już stamtąd uciekła (a okolice Polaru, Kłokoczyc, stacji PKP są okropnie trudne do przeszukiwania, a nawet do wejścia na ten teren). Ja też 2 godziny się kręciłam trochę pieszo, trochę autem. Padał śnieg, ona mogła się zaszyć pod dachem, czy to śmietnika, czy to jakiejś firmy, altanki, czy klatki schodowej. Chyba tylko plakaty pozwolą ją namierzyć.
-
O matko, pod tą Biedronką też byłam, rano. Okropna pogoda, śnieżyca. Biedna sunia, bardzo się boi. Ja tam zaraz jadę. Będę się przemieszczać w stronę Pawłowic a później w stronę Polaru i dalej w kierunku torów przy stacji Psie Pole i obejrzę obie strony tej drogi. Będę od 18:30, przez godzinę-dwie. Jakbyś ulvhedinn ją namierzyła, dzwoń 603569417, to podjadę, będzie łatwiej razem. Na Okulickiego też u weta zostawię wiadomość (niestety tylko karteczkę z nr tel. i opisem suni - drukarkę mam zepsutą).
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Ja też bym wolała, żeby go wziął ktoś z "naszych", bo ci, którzy adoptują słodkie szczeniaki ze schronisk często się ich pozbywają po jakimś czasie. A Saththa nie będzie miała takiej możliwości, bo ją byśmy dopadli, gdyby miała takie haniebne pomysły. -
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
W sumie nie wiem, czy dobrze, że krąży na fejsie. Zawsze boję się, że jakieś podłoty podchwycą pomysł jako dobry, żeby się nie nudzić, a sami nie wpadliby może na to.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Tekla, dziś zawiozłam do badania siki (koloru prawie czerwonego) i wet pocieszył mnie, że ma nadzieję, że ona jest "tylko" chora, bo choróbsko się wyleczy, a tak już do końca życia trzeba by było podawać syrop na to nietrzymanie moczu. USG pęcherza super, ścianki cienkie, żadnych kamoli. Czekam na wyniki moczu i duży profil krwi. (sorry, Waszko, że na Twoim wątku, ale swojego nie mam, to się podczepiam).- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Będę czujna, jak będę jeździła (rano jadę do weta tamtędy i wracam). Biedna, tak krótko była w ds, że nie wiadomo, gdzie się będzie snuła teraz i czego szukała. Poker, mnie kiedyś przez przypadek tylko drasnęła Grace, bo wystawiłam nogę, jak ona rzuciła się z zębami (w innym celu, nie na mnie). To z powodu szybkości, jak tak szybko kłapie i przypadkiem trafi, to naprawdę tnie jak toporem. Miałam też niezłą ranę, choć nie aż taką, brr.
-
[quote name='Poker']Niezła jazda, chyba bym zawału dostała albo to ja bym była pogryziona, bo pewnie straciłabym głowię i wlazła między psy.[/QUOTE] Ja prawie między nie wlazłam, bo inaczej by nie dotarło, ze wrzeszczę "Spokój". One na szczęście chciały to zakończyć i chyba pasowało im, żeby to przerwać (a ja już kombinowałam, którą za nogi łapać i odciągać, ale tyle tam nóg było, że trudno było coś zobaczyć). Tak naprawdę to przemknęła mi najgorsza z myśli. Ale w sumie to łagodne suki są, nieagresywne jednak. Same się chyba zdziwiły po fakcie, że taką zadymę zrobiły. Teraz grzecznie śpią wszystkie 4 przy biurku koło mnie i każda którąś dotyka jakąś częścią ciała.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Zgredek taki poważny, że aż śmieszny, zwłaszcza w tym ubranku. Jego miny chyba najbardziej wyraziste. Ale wszystkie są superaśne. Figa widać, że jeszcze nie potrafi się tak rozluźnić, jak te pędziwiatry, ale już i tak zrobiła postępy. A moja Grace biedna - myślałam, że jest już lepiej, bo nie było dziś żadnych plam na podłodze i legowiskach. A teraz widzę, że ona po prostu dokładnie wylizuje podłogę, jak pomoczy. I bardzo się zmieniła - posmutniała od tych kliku dni, jakby nie umiała zaakceptować, że brudzi własny dom. Przestała się też kłaść na legowiskach, bo chyba widzi, że tego nie zliże. Smutno mi, jak taką ją widzę. Dziś nie złapałam sików. Może jutro się uda i zawiozę rano do laboratorium. A jak nawet nie, to i tak jutro ją biorę do weta. Może da się to poprawić lekami.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Dziś po pracy przeżyłam chwile grozy. Towarzystwo było prawie 8 godzin samo, więc na spacer wybiegło z ogromnym impetem, wpadając na siebie, wskakując , zapraszając do zabawy, ale takiej ostrej. Ostatnio Shila z Hondą dość ostro się bawią, trochę to ograniczam, bo siły mają nierówne, ale Shila wygląda na taką, która lubi nieco adrenalinki, a Honda nie używa całej swojej siły, no i jak Shila pokazuje, że już nie chce, to Honda respektuje te sygnały. Jak tak ostro zaczęły spacer, to ja żeby je zająć i wyładować zgromadzoną energię, zaczęłam rzucać patyki (a właściwie źdźbła kukurydzy, bo mamy tu resztki pola kukurydzianego). Podjęły zabawę, biegały jak szalone, świetnie się bawiły i nagle Shila tak się rozkręciła, że zaczęła robić wokół mnie kółka, wskakiwać na mnie, a nawet podgryzać. To Honda to samo, bo przecież Shila nie może mnie mieć na wyłączność i podgryzać mnie. Wyglądało to zabawnie, ale one dostały jakiegoś amoku. Honda złapała źdźbło i zaczęła z nim podskakiwać, podrzucać je sobie i łapać, a Shila dawaj, za nią i chce zabierać jej to to źdźbło. No i zaczęło się kotłowanie, szybko skończyły się żarty, a zaczęło gryzienie. Wkroczyła Grace, żeby je rozdzielać, no i już nie wiedziałam kto kogo gryzie taki jazgot się zrobił, szał ciał, warkot i pisk Shili. Trwało to moment, wrzasnęłam żeby był spokój, ale one chyba też już miały dość i przestały. Hondę złapałam, żeby skarcić, było jej wyraźnie głupio, przepraszała. Shila otrzepała się, Grace i Tajga jakieś nieswoje się zrobiły i wszystkie razem, jak gdyby nigdy nic, grzeczniusio, spacerkiem zaczęły iść sobie w stronę domu, wcale nie dopominając się o dalszy ciąg spaceru. Obejrzałam Shilę w domu - nie ma nawet draśnięcia. Duże też. A jakby ktoś tę akcję widział, to mógłby pomyśleć, że dotkliwie się poraniły. A co ja przeżyłam, to trudno opisać, bo w końcu Shila jest u nas 2 miesiące, więc przemknęła mi myśl, że może jej nie akceptują do końca i ten moment wykorzystają, żeby wyładować zazdrość, że ona jest z nami, a one musiały to grzecznie znosić.
-
Za parę dni dowiem się, jaki to dzień tygodnia będzie i próbuję tak to zorganizować, żeby być osobiście i nie ograniczyć tego do 5 czy nawet 15 minut. Jakby co, to przecież wyjazd służbowy jest na dzień, trzeba stawić się raczej rano. Jakby wypadło w środę, to pojadę do Wrocka rano po p. Kaję, przywiozę do mnie, pójdziemy na spacer, a później pojadę do pracy i ją odwiozę (zaczynam od 11:00, mogę załatwić, że to przesunę nawet na 11:30). Wieczorem tylko oddanie psa, żeby nie musiała się z Shilą włóczyć po Wrocku bez sensu przez cały dzień, kiedy koleżanka jest w tej pracy, do której przyjedzie. To samo wtorek, też zaczynam późno. A w czwartek mogę być w domu nawet już o 15:00, jest wtedy jeszcze jasno. Gorzej, kiedy w pracy u mnie będzie jakaś nasiadówa, o tym dowiaduję się na 1-2 dni wcześniej dopiero.
-
[quote name='Saththa']hmmmm w sumie mając na uwadze przyjęcie pod dach psa, któremu i miski i legowisko i smycze i obroże... to możliwość zaoszczedzenia 300zł... jest miła...[/QUOTE] Jak przyjadą w tygodniu, późnym popołudniem, to będzie ciemnawo i nici z mojego planu, żeby naocznie zobaczyli jaki to włóczykij. Chciałam wziąć ich z psami na łąkę na 15 minut choćby, tak dla zademonstrowania zachowań, jakie ona przejawia "na wolności". Bo mówienie to jedno, a zobaczenie na własne oczy zagrożeń, to coś innego. To by na pewno zadziałało najbardziej profilaktycznie w temacie spuszczania ze smyczy. A w dodatku jak to będzie środa, to wracam dopiero o 21:30 i nie ja wydałabym psa, tylko mąż. Albo ja, ale w mieście, w przelocie, bez możliwości sensownej rozmowy. U mnie zresztą zawsze może wypaść w pracy jakaś rada, szkolenie itp. i wtedy po południu i do wieczora muszę też być w pracy.
-
Dziś po raz kolejny stwierdzam, że Shila tą mądra sztuka. Na spacer wzięłam smaczki, żeby utrwalić przywoływanie dużych i uczyć małą. Niestety mała cholera jak tylko podbiegała, to metr ode mnie zawracała i w długą (ostatnio rzeczywiście łapałam ją tylko w związku z zapinaniem na smycz). No a duże prawie wykończyły smaczki, bo musiałam jakoś nagrodzić za przypędzenie do mnie. Za którymś razem Shila też zdobyła się i podeszła. Dostała smaczki i nie zapięłam jej! Następne przywołanie i... Shila jest przy mnie i nie ucieka. Znów smaczki. Za trzecim razem już nie miałam smaczków, ale pogłaskałam, wypuściłam. Na każdym spacerze muszę ćwiczyć podawanie smaczków, to może dotrze do włóczykija, że warto przybiegać. Muszę też na chwilę przypinać i zaraz puszczać, żeby też się przyzwyczajała.
-
Przypomniała mi się nie tak wcale dawna sytuacja (z dogo), że ON zagryzł małą adoptowaną (albo tylko przebywającą na dt, nie pamiętam) sznupkę. Co prawda ON był niewiadomego pochodzenia, przygarnięty, więc nie wiadomo jak mógłby reagować, ale to i tak było straszne i nic tego nie zapowiadało, jak pamiętam. Dlatego dobrze, że Sary nie zostawiłaś. Nawet jak miałoby się potoczyć pomyślnie, to jednak kosztem dużego lęku małej, a po co fundować jej stresy. Dość już przeżyła.
-
Ja mam taką naturę, że zawsze szukam dziury w całym, rozważam wszystko na 100 sposobów. Też w związku z tym mam różne wątpliwości (ale je miałam przy każdym psie, którego wydawałam). Np. to, że dopiero za kilkanaście dni pani przyjedzie zabierając się z kimś, kto jedzie służbowo. Wyobrażałam sobie, że namówi męża na wyjazd po Shilę (tak pisała). Wiem, że paliwo jest nietanie, a Kraków daleko od Wrocławia, ale zawsze włącza mi się takie myślenie, że przecież wydatki na psa też są niemałe (chyba, że ktoś stawia na chappi i będzie oszczędzał na weterynarzu). I zaczynam mieć wątpliwości. Mój mąż podszedł do tych moich wątpliwości bez emocji mówiąc, że jak można nie wydać paru stów, to lepiej ich nie wydawać, bo jednak 2 x 300 km to 250-300 zł, więc sporo, więc się nie dziwi. I tak biję się z myślami w tę i w drugą stronę.
-
Nika , wrocławianka z konińskiego schroniska za Tęczowym Mostem
marako replied to NikaEla's topic in Już w nowym domu
Ale śniegu! Nika szczęśliwa, jak widzę. Pięknie tam, w Krainie Twojego Dzieciństwa. I dom też ma swój klimat.