Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. To wezmę go (chyba, że Pink nie wytrzyma z niszczycielem, to się wymienimy - moje suczydła oduczą niszczycielskich zapędów, heh). A Wodzisław ma stronę z psami? Lubię przyzwyczajać się do myśli o tymczasie mogąc czaem popatrzeć (a i pokazać tz-towi, jaki biedny... i jak nas potrzebuje....)
  2. Nie powiem, że się nie cieszę. A ja jak odsapnę i serce mi zabije do kogoś, jak ostatnio do Shilutka, a wcześniej do Bajki, to też się dołączę.
  3. Aaa, OK. Może i lepiej, bo jeszcze nie rozmawiałam z TZ-tem. Ale niestety mam przeczucie, że mogą go nie oddać. (czasem ludzie tak mają, że jak ktoś chce zabrać to, co im jest zawadą, to nagle już wcale się tego pozbywać nie chcą, taki syndrom psa ogrodnika)
  4. Do południa? Tymczasowy? Czy to znaczy, że może zostać odwołany? A po południu jaki mam urlop? Taki prawdziwy, czy może go nie mam wcale? Jutro muszę podać dziewczynie z sąsiedniej wsi godzinę sobotnią, kiedy będę jej pomagać w nauce. Jej rodzice muszą dostosować swoje plany do mnie, bo wieś sąsiednia daleko i ją przywożą.
  5. A jak Radom wygląda? Nie chcę być zaskoczona w ostatniej chwili, bo mam parę terminów do ustawienia - mam dowolność, ale z wyprzedzeniem muszę to podać ludziom.
  6. OK, to czekam na info, co dalej. Jutro wieczorem może już będzie wszystko wiadome.
  7. To jak tz nie będzie zbyt mocno protestował, to podjadę po tego niszczyciela w sobotę do Wrocławia i tu te jajka bym mu ciachnęła, w tej bliższej lecznicy. Po co Pink ma jeździć drugi raz później z nim tu po kastracji. Niech już do jednego miejsca się przyzwyczai. O ile go ci właściciele dadzą i Pati go przywiezie, bo może tacy mocni, żeby się pozbyć, a jak już, to się wycofają. (ja też powinnam popracować, bo szefowa dziś spytała o pewne zaległe sprawozdanie, a ja zełgałam, że jest OK, ale teraz mam pilne rzeczy do zrobienia, ale że się pojawię. No i jak jutro spyta to klapa, jak nie będę miała...) (Ale pójdę chyba spać, bo jutro o 5:00 pobudka...)
  8. To w takim razie myślcie. Jakby rzeczywiście transport udało Ci się zorganizować, to może tego małego diabełka udałoby się nam (myślę o pomocy moich dużych) poskromić. A Pink wzięłaby tego drugiego na dt. W razie czego mam taki składany kojec, w którym kiedyś zamykałam szczeniaki, a ważyły wtedy po tyle, ile miniatura dorosła i nie rozwaliły. Pamiętam, że przymocowałam go do mebli, żeby nie jeździł. Może udałoby się go tam neutralizować na czas nieobecności ludzi. W pomieszczeniach gospodarczych mam szczególnie cenne rzeczy (pompa ciepła, kable, rowery, itp.), więc tylko kojec lub klatka (ale nie mam klatki). Ja w zasadzie chałupę mam nieco zdewastowaną przez wszystkie pospołu i moje i tymczasowe, ale wolałabym nie pogłębiać tych zniszczeń i nie dokładać strat.
  9. Mieszkam w stronę Oleśnicy. C to znaczy, że sam nie zostaje w domu? (ja mam trzy duże suki, więc nikt nie zostaje sam w domu, tylko z nimi, jakby co, ale za to na długo - 7-8 godzin dziennie w jednym ciągu, a zdarza się, że 4 godziny dodatkowo w drugim ciągu, po krótkim spacerku, jak muszę wrócić do pracy).
  10. Myślę i myślę. Sprawdzałam PKP - mam 7-9 godzin w jedną stronę z 3-4 przesiadkami (/Oleśnica/, Kluczbork, Opole, Zawiercie). Więc kwestia pojechania po niego jest nadal nie do przejścia. Jeśli chodzi o kastrację, to w Kątnej, 8 km ode mnie też jest weterynarz, czynne ma wieczorami, tam jeżdżę z Tajgą na szczepienia, bo ona źle znosi jazdę autem. Sterylek tam tymczasowiczkom tam nie robię, ale kastracja to chyba prostszy zabieg? Nie znam się na facetach.
  11. A co to za tymczas we wrocku? A nie mogliby oni wykastrować od razu, jeśli sunia jeszcze cieczki nie ma? Ja weta mam naprawdę daleko i wiele muszę przeorganizowywać, żeby na zabiegi jeździć, na zastrzyki, zdejmowanie szwów itp. Bo najpierw do pracy do Wrocka 30 km, później do domu 30 km i znów do weta 30 km i powrót to samo. Same dojazdy w takim dniu z wetem - 4 godziny, a praca 8. Jak ktoś mieszka we Wrocławiu, to dla niego wiele razy prostsza sprawa. Przyznam, że dla mnie to jest największe utrudnienie przy braniu tymczasów - konieczność wizyt u lekarza. Reszta - zadbanie o sierść, odkarmienie, socjalizowanie, spacery - OK, robię to przy 3, mogę i przy 4. No i w taką zimę jak tam dojechać?
  12. Fotki już z nowego domu (a las prawie taki sam jak nasz...): [IMG]http://img18.imageshack.us/img18/4974/shekrak1.jpg[/IMG] [IMG]http://img826.imageshack.us/img826/8927/shekrak2.jpg[/IMG] Jak P. Kaja pozwoli zamieszczę też takie, na których są dzieci (z bliska, wiec rozpoznawalne). Te samej Shili lub z dziećmi daleko przyznam, że bez zgody wkleiłam (najwyżej usunę, jakby co,... nie miałam cierpliwości czekać na zgodę, a nawet nie poprosiłam jeszcze...)
  13. [quote name='malawaszka']cudowne wieści :loveu: Kaja bardzo ładnie pisze - ma swojego bloga :)[/QUOTE] Podczytałam trochę, obiecałam sobie wrócić do niego, bo spodobał mi się przeczytany fragment. Mam wrażenie że taka jest, jak i pisze, zresztą Pan Shili jest też bardzo wrażliwym i opiekuńczym człowiekiem, oboje mi się spodobali, otwarci, szczerzy, ze świetnym podejściem do psów. I podoba mi sie też ich stosunek do dzieci - są opiekuńczy, ale nie nad- , kształtują w dzieciakach empatię i wrażliwość, ale tak spokojnie, z wyczuciem, super.
  14. Dziś środa, więc wróciłam przed chwilą dopiero do domu. Ale w pracy odbierałam pocztę i kilka baaardzo pozytywnych maili od Nowej Pani Shilutka. Zdała mi szczegółową relację z nowych chwil suni w domu, kontaktu ze schodami (!!!), spanku, spacerze, relacji z dziećmi - a wszystko to widać, że przepełnione ciepłym wielkim uczuciem do naszej Shiluni. Ja wiem, że takiego skarba trudno byłoby nie pokochać już od pierwszych chwil, więc te uczucia są jak najbardziej uzasadnione. Shila jest więc w kochających rękach i trudno było trafić lepiej. Dostałam też foty, więc zaraz zamieszczę (trochę to potrwa, bo mam słaby net) A teraz cytat z ostatniej wiadomości (sprzed godziny): "Jestem po trzecim spacerze z Shilą. Pierwszym bez dzieci. Mam chyba dwa psy w domu J Shila na spacerze to radość, entuzjazm, przyjazna, czujna. Wita się z psami (niesamowicie ciągnie ją do innych psów, chyba brakuje jej towarzystwa, które miała u Pani), przyjaźnie nastawiona do ludzi i dzieci. Shila w domu…. Osowiała. Przed południem jeszcze przychodziła do nas. Jednak po południu chyba dopadła ją tęsknota, bo nie chciała ruszyć się ze swojego miejsca. I leżała tak cały czas. Kilka razy poszłam ją pogłaskać to nawet wstała i poszła za mną. Ale po południu już na bardzo krótko wstawała. Natomiast spacery to jej żywioł J Och, cudownie na taką się patrzy, kiedy nareszcie jest taka radosna J"
  15. Na sobotę, przy okazji zakupów na Psiaku umówię się z Panią Miśki, jeśli będzie jej pasowało. Cyknęłabym wtedy parę fot i zamieściła tu jako uwieńczenie happy-endu. No i zobaczyłabym Misię z bliska, bo tylko znam ją uciekającą jak nocna zjawa i z fotki na plakacie.
  16. To Radomsko 180 km ode mnie, daleko. No i jak wczoraj wyjechała Shila, to tz zaznaczył, że teraz muszę się wstrzymać z nowymi, bo dość kłopotów innych mamy (Grace znowu kuleje, chyba ten pazur znowu się paprze). No i czy taki mały może mieć ciachane jajka, bo mam sukę przedcieczkową. No i jak zwykle koszty, jakby co. Ale jak biedaka wczoraj zobaczyłam, to zaraz na mapy Google wskoczyłam, bo o nim pomyślałam.
  17. Biedna, a tu jeszcze ta kwarantanna. Naprawdę nie można operować podczas kwarantanny? Po pierwszym coś też wpłacę, choć niewiele będę mogła.
  18. Dojechali szczęśliwie. Mogę iść spać, bo noc miałam ciężką i spałam malutko. Budzik nastawiłam po północy niby na 5:30, a okazało się, jak zadzwonił i zataczając się poszłam do łazienki, że jest pierwsza w nocy dopiero, czyli spałam parę minut. Zamiast wbić 05:30 wbiłam 00:53. Nawet się zdziwiłam, że psy nie drgnęły, jeden tylko ziewnął wymownie, bo zwykle niecierpliwie czekają na wyjście o tej porze. Wiecie jaką poczułam ulgę, że to jeszcze nie do pracy tylko do wyrka (dobrze, że zajrzałam na zegarek)! Ale jak myśli mi zaczęły się kłębić o Shilutku, to koniec spania. Dzięki wszystkim za wspieranie mnie w trudnych momentach. Jak będą foty z nowego domku, oczywiście zamieszczę. Na spacer zapomniałam wziąć aparatu, choć przedtem specjalnie naładowałam baterię, żeby cyknąć fotki z rodzinką Shili jeszcze tu u nas. Jakoś się pogubiłam z tych emocji.
  19. [quote name='wilczy zew']Miśka się znalazła?[/QUOTE] Po 6 dobach, w niedzielę wieczorem. Dzięki szerokiej akcji, oplakatowaniu, ulotkom, przeczesywaniu terenu i bardzo dużej pomocy ludzi z osiedla po którym krążyła (oni ją złapali wabiąc jedzeniem na swojej działce).
  20. [quote name='Anula']Dobrze,że Shila tak przywitała Państwa,a jak na dzieci zareagowała? (...)Opowiadałaś Państwu o Miśce?[/QUOTE] Dzieci delikatnie ją głaskały, bardzo miło się odnosiły do niej. Ona też miło do nich. W ogóle dzieciaki mnie zaskoczyły, bo żadnego płaczu, jęków, a przecież parę razy Honda w swojej wesołości zdzieliła ogonem po twarzy małą Olę, kilka razy z mokrymi od śniegu mordami wszystkie naraz pchały się do dzieciaków, a tu zero negatywnej reakcji. O Miście wiedzieli już wcześniej, bo pisałam o poszukiwaniach, a teraz na spacerze poznali możliwości Shili w szybkim oddalaniu się. O szelkach już pisałam, że wczoraj leciałam kupić, żeby mieli na pierwsze dni oprócz obróżki. Pojechała i w obróżce i w szelkach (na wypadek zatrzymywania się na stacji benzynowej itp., żeby się nie wyślizgnęła z obroży).
  21. I pojechali. Najpierw rozmawialiśmy trochę, głównie o psach, spisaliśmy umowy i poszliśmy na spacer do lasu. Dzieciaki mają fajne, myślałam, że po takiej męczącej podróży będą kaprysiły itp., a tymczasem zachowywały się nieźle. Ludzie otwarci i sympatyczni. Po bliższym poznaniu w zasadzie utwierdziłam się, że dobrze zrobiłam oddając tam Shilę. Ona przywitała ich bardzo ciepło, od razu prosiła o głaski. Myślę, że dadzą radę dobrze się nią opiekować, dzieci już nie są takie absorbujące, jak np. rok temu. Psy były zawsze w ich rodzinach, więc raczej dziwną jest sytuacja bez psa. Moje duże też ich dobrze potraktowały, a one mają wyczucie do ludzi. Trochę smutno teraz. Do kolacji przygotowałam cztery miski, wciąż przyłapuję się, że szukam wzrokiem Shili. Ona jest taka delikatna, subtelna i będzie mi tego brakowało (moje suczydła są raczej bezwzględne, czasem brutalne w okazywaniu uczuć).
  22. Zamieniłam się na dyżury w pracy, będę o 14:30, mam nadzieję, że zdążę przelecieć podłogę po szybkim wyprowadzeniu psów (mają być ok. 15:00). Dziś przycięłam małej pazury, nadal ma długie, choć skracałam wielokrotnie (ale zaczynałam od zakręconych kilkucentymetrowych szponów). Pobiegłam dziś kupić szelki, bo z obroży może im się wymknąć, ma wąską główkę. Lepiej zabezpieczać się na początku podwójnie, a zdaje się, że oni tylko obróżkę zakupili. Pójdziemy na spacerek, niech jeszcze zakosztuje wolności! Kochanie słodkie. A oni niech zobaczą jej szybkość i amok w oczach, jak podejmie trop. (choć ostatnio nawet przybiega, jak wołam, odzyskała chyba słuch, bo wcześniej jakby głucha była). Cyknę pożegnalne foty. A później to chyba cały wieczór ryku będzie. Nawet mój mąż markotny, że rano zobaczy ją ostatni raz.
  23. Wiem, że psiaka boli tylko na początku, to my pamiętamy i wspominamy z łezką w oku znacznie dłużej... Ale i tak smutno się rozstawać.
×
×
  • Create New...