-
Posts
3854 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Agmarek
-
*FPR-ZwP* umierajacy WEST TERRIER- pomocy!!! - Toska zostaje u nas.
Agmarek replied to olgaj's topic in Już w nowym domu
[B]Wanda Szostek [/B]no to mamy podobne psy, tyle że mój jest w DS. Nie wyobrażam sobie jego w innym domu. Słucha się tylko mnie I to nie zawsze, a jak wyjeżdżamy, to teściowa też nie może sobie poradzić z wyprowadzeniem go na spacer :diabloti: Mój pies trochę złagodniał po kastracji, a poza tym teraz kiedy jest u nas Szansa też się trochę od niej uczy. Kiedyś dzikus totalny atakował wszystkich obcych, teraz widzi że onka nie gania ludzi, to i on nie zawsze to robi. Zaczął nawet "akceptować" znajomych którzy przychodzą do nas od kilku lat. Tak to musieliśmy go zamykać. Warczy nawet na moją mamę z którą mieszkaliśmy od samego początku. Nie mieszkamy u niej od dwóch lat, ale często nas odwiedza. Jego plusem jest to że kocha moje dzieci i w ich obronie próbuje atakować nawet mojego męża kiedy się wygłupia z chłopakami, a oni wrzeszczą na ratunek. No to już taki typ jest. Mój mąż mówi że bezmózgi. Jedne psy ze strachu stają się bierne, inne agresywne. W domu mam obydwa typy i każdy z nich ma inne wady. Jednak wolę jak pies jest bierny. [B]Olga [/B]wiemy coś na temat przekonań intuicyjnych. Czyż nie? :razz: Niewiem tylko czy Tola zgodzi się na taki manewr. Lepsze byłoby to pierwsze wyjście. Żeby ktoś przychodził do Ciebie, zabierał ją na spacery i zapoznał się z suńką zanim weźmie ją do domu, bo obawiam się że jak rzucisz ją na głęboką wodę, to może się barrrdzo zdenerwować :mad: To nie Szansa że po pięciu minutach poszła ze mną do samochodu. Tolcia pewnie będzie stawiać opór :mad: -
[quote name='olgaj']Ja tez bardzo nie lubie lecznic, w ktorych co rusz jest ktos inny na duzurze. Dlatego mamy jednego sprawdzonego, ktory zna moje słoneczko od dawna, a dla Kubka tez mniejszy stres, bo zna lekarza i wie ze z jego rak nie spotka go nic złego. Wizyty u weta dobrze mu sie kojarza, czasami az za dobrze, bo jak tylko wysiadzie z auta gna do gabinetu ile sil w nogach, nie patrzac na to, ze w poczekalni sa inni pacjenci :) Reakcja odwrotna niz u innych psów, ale u niego wszystko jest odwrotnie, wiec juz nas nic nie zdziwi :)[/quote] No to faktycznie Kuba jest jakiś inny :razz: Mój pies u weta chowa się w najciemniejszy kąt, a już do gabinetu wchodzi "na rękach" i oczywiście w kagańcu :evil_lol: Takie małe bździdło, ale kąsa do krwi :roll: Chyba jednak będę jeździła tam gdzie wcześniej. Co prawda gabinet mniejszy i mniej exclusiw, ale przynajmniej miła obsługa :lol: Olga. Jak to jest z tymi oświadczeniami przed sterylką? Mogłabyś zapytać Łukasza?
-
[quote name='olgaj']Agus szukaj dobrego weta z twoich okolic. Moze ktos cos podpowie, kto jest dobry w tamtych stronach? Jesli masz jakiekolwiek watpliwosci co do swojego weta, nie ryzykuj. Pamietaj, ze gra toczy sie o zdrowie i zycie Szansy, a ona nie jest juz podrostkiem, w sile wieku, jest starsza damą.[/quote] No i właśnie po tej wizycie i rozmowie z tą panią zaczełam mieć wątpliwości czy napewno chcę powierzyć życie i zdrowie Szansy takiemu bezdusznemu człowiekowi. Wrócę chyba tam gdzie wcześniej leczyłam swoje zwierzaki i nikt nie traktował mnie przedmiotowo. Jeszcze jedno mnie zastanawia. Jak kastrowałam swojego psa i kota w innym miejscu, to nie podpisywałam żadnych oświadczeń, a jak sterylizowałam kotki, to podpisywałam takie oświadczenie że w razie czego nie będę rościć żadnych pretensji itd. Czy zmieniły się jakieś przepisy??? To był niedługi odstęp czasowy, więc czemu tu podpisywałam taki dokument, a tam nie? Przyznam że zaniepokoił mnie ten świstek papieru. Nie dlatego że chciałabym ewentualnie mieć jakieś pretensje, ale czytając co może się stać przy narkozie i po kula mi stanęła w gardle. Nie chciałam tego podpisać! Pani mnie uspokoiła że to tylko formalność. Sama niewiem czemu zaczęłam tutaj jeździć. Może dlatego że miałam bliżej? Że nie musiałam walczyć z kotami, bo przyszedł do domu i je zaszczepił? Pewnie tak. Teraz zaczynam się grubo zastanawiać. Może nie tyle nad nim, co nad jego pracownicami. Nie lubię tego jak każdego dnia jest inny wet i żaden nie wie o co chodzi. Tak było po sterylce kotek. Pani mnie opier... że nie byłam z nimi na wizycie kontrolnej, a przecież on był u nas w domu. Tak samo było ze szczepieniem. wiem że niema obowiązku szczepienia kotów, ale dla własego spokoju sumienia zrobiłam to, bo nigdy nic nie wiadomo. Nie dostałam natomiast żadnych książeczek, ani świstków że takowe koty były szczepione. No właśnie. Chyba zaraz do niego zadzwonię w tej sprawie :mad: Wiem że on ma dużo spraw na głowie, ale dla mnie TO jest ważne!
-
[quote name='orpha']haha jakbys zgadła , byłam z nimii na 1,5 godz. wieczornym spacerku a poniewaz spotkałysmy psie stadko wiec sie wyszalalo towarzycho :evil_lol:. Jak wróciłam do domu to az sie zdziwiłam bo niya na kocyk zaległa i spac odrazu poszła , Jaga jak zawsze na łozeczku czule sie wtula w Setke i Tz , Secia pod kołderka a Senior przy łózku lezy i chrapie ile sil w płucach :diabloti:[/quote] No nie! W resztę uwierzę, ale że Niya w domu? Na kocyku?? :crazyeye: Niemożliwe!!! Chyba się przeforsowała bidulka dzisiaj :roll:
-
Pogotowie i Straż dla Zwierząt - Pytania, pytania, pytania....
Agmarek replied to medar's topic in Fundacje i stowarzyszenia
[quote name='orpha']a ja sie pogubiłam ....[/quote] Ja też się pogubiłam, więc się nie odzywałam, dopuki [B]zofia&sasza [/B]nie narzuciła powrotu do kociego tematu, ale widzę że walka wre, to poczekam na lepsze czasy :scared: -
[quote name='Aga i Eto']Powiem wam jeszcze coś ciekawego. Jesli ma się mieszkanie np w PZU ubezpieczone i jest tam zawarte też OC to pies też jest chroniony tym OC. Więc jeśli pies spowoduje wypadek, to OC mieszkania powinno pokryć koszty. Tak mi powiedziała agentka. Jutro jej zapytam jaki dokładnie ma być zapis w OC domu/mieszkania aby pokrywał takie szkody.[/quote] Tak. Mi też agentka tak tłumaczyła, tylko że ona bardziej dogłębnie to zrobiła. Że jak ktoś sobie nogę złamie na Twoim podwórku, albo Twój pies go pogryzie, to ubezpieczenie to pokrywa. Ciekawa jestem jak to jest dokładnie z tym ubezpieczeniem psa. Określenie wieku Szansy jest mało możliwe, bo niema kompletnego uzębienia, ale jakbym przycisnęła weta, to by napisał że ma 6 lat :mad: Jesteś pewna że starszych psów nie można ubezpieczać??? Chodzi mi tylko o te nieprzewidziane choroby. Z resztą sobie poradzę.
-
Powiem Ci Olga szczerze że nie chciałabym się z nią więcej zobaczyć :shake: Miała troskę wypisaną na twarzy, a mimo to nikt nie zareagował (mam na myśli weta i jego pracowników). Miałam stówę więcej, więc cośtam dołożyłam do jej i tak rosnącego długu. Poza tym mam BIGwstręta do swojego weta. Za wszystko. Za to że zdarł ze mnie za sterylkę trzech kotek, za to że nie odebrał telefonu kiedy go potrzebowałam i wogule za to że jest. W lutym/marcu umówiłam się z nim na sterylizację z Szansą. Niewiem czy nie zmienić lecznicy, bo skąd mam wiedzieć czy jak przyjdzie czas na mnie, to czy też nie będzie ze mnie tak zdzierał dając nadzieję?! :angryy: W zeszłym roku mój kot miał (podobno) zapalenie oskrzeli. Charczał i dusił się siedząc za łóżkiem. Zaczynam wątpić w jego dobre chęci :shake:
-
Pogotowie i Straż dla Zwierząt - Pytania, pytania, pytania....
Agmarek replied to medar's topic in Fundacje i stowarzyszenia
No nareszcie zaczyna się znów robić przyjemnie :razz: [B]Chandler [/B]nie wiesz co tracisz nie mając kota :diabloti: [B]Vectra [/B]dziwisz się że Twój kot Ivanek jest takim agresorem?? :crazyeye: Ja już nie! Po walce z takimi bestiami jest zaprawiony w bojach jak widzę! W sumie chciałabym zobaczyć miny Twoich biednch piesów po łomocie jaki im sprawił kociek :mad: U mnie też na początku było nieciekawie, choć przyznam nie tak drastycznie. Kiedy zaczęliśmy dokarmiać dziką Koćkę mój sznaucerek był nią żywo zainteresowany, dopuki nie dostał po nosie, a zrobiła to tak szybko że nawet ja nie zauważyłam. Efekt jest taki że polała się krew(psia),a piecho kocha kocię i ona jego :loveu: Kiedy pojawiła się w naszym domu Szansa sytuacja była podobna, tyle że suńka po łomocie omija kotkę z daleka. Kiedyś przyszli do nas znajomi z amstafem. Bardzo grzeczny wobec ludzi, nietolerancyjny wobec kotów. Biegał sobie po podwórku, aż w końcu zapragnął powąchać jedno z dzieci mojej kocicy które siedziało pod samochodem. W efekcie dostał w twarz od matki, a już za chwilę dwa inne koty jeździły mu na grzbiecie :mad: Od tamtej pory czeka na właścicieli pod bramą :evil_lol: -
Najgorsze jest to że piecho tej starszej pani niema żadnych perspektyw na przyszłość, a jednak ona tak bardzo go kocha że nie umie się z nim rozstać :-( Ja sama stanęłam przed wyborem uśpić - nie uśpić. Uśpiłam kiedy już nie było żadnych perspektyw na przyszłość wydając wcześniej masę forsy na leki i zabiegi. Efekt był taki że przedłużyłam mojemu Maxiowi życie, ale też i cierpienie. Nie szkoda mi już tej kasy którą wydałam, ale tych nerw (moich i mamy). Do końca miałam nadzieję że odejdzie sam. Niestety tak się nie stało. To ja musiałam podjąć tą decyzję która była najtrudniejszą chyba w całym moim życiu. Mój pies odszedł w domu wśród bliskich, otulony ramionami mojej mamy. Do dziś mam ten obraz przed oczami :-( Nigdy więcej nie chcę dokonać takiego wyboru. Jednak zastanawia mnie co by było gdybym wtedy nie miała pieniędzy na leczenie. Mówisz Olga pomóc tej pani? Ale jak? Każdy ma swoje problemy i perypetie życiowe. Każdy codzień staje przed jakimś wyborem i musi się z tym zmagać (zazwyczaj) sam. Orpha współczuję Ci tego co przeżyłaś z tą kotką, a jednocześnie Ci zazdroszczę bo nie musiałaś podejmować trudnych decyzji związanych z jej uśpieniem. Bela51 Tobie też bardzo współczuję, bo walczyłaś do końca, a jednak w pewnym sensie przegrałaś tak jak wielu innych. Pytanie tylko czy byś się zadłużyła nie mając perspektyw na oddanie tych pieniędzy? Bonsai_88 sama wiesz że taka decyzja o uśpieniu jest barrrdzo ciężka i potem ma się wyrzuty sumienia, bo może można byłoby spróbować tego czy tamtego. Przepraszam dziewczyny, ale rozmowa z tą kobietą nastroiła mnie melancholijnie i ciekawa byłam co Wy o tym myślicie. Ja po odejściu mojego piesa myślałam sobie że mogłam zawsze zrobić więcej. Zamiast zmęczona po pracy wskakiwać do łóżka mogłam iść z nim na spacer, albo porzucać mu piłkę. Niestety tego nie zrobiłam :-( Wiem że każdy jest tylko człowiekiem, bo wet która przyjechała uśpić mojego piesa powiedziała że miała kiedyś owczarka którego potrącił samochód i pies był sparaliżowany. Po tygodniu zdecydowała się go uśpić, bo wiedziała że już mu nie pomoże. Myślałam wtedy że to głupia baba, ale miała rację. Kiedyś mój Corsik złapał kleszczysko. Zanim się zorientowałam musiałam na rękachwynosić go z samochodu, zapłacić extra pani wet (bo już było po 21 i kończyła pracę) i jeszcze odwieźć ją do domu. Przeszłam krótki kurs pielęgniarski, a w domu siedziałam z kroplówką w ręku i strzykawkami. Potem przez tydzień zastrzyki i masa pieniędzy. Za to kiedy drugi raz złapał kleszcza (zawsze polował na te zarażone) mnie nie było w domu. Mąż pojechał z nim do innego weta, a ten dał mu zastrzyk i powiedział że za godz. będzie jak nowy. Tak też się stało. I teraz kto ma rację? Ta pani która przez tydzień kazała mi do siebie przychodzić, czy ten wet który dał tylko jeden zastrzyk??? No i nadal pozostaje pytanie -uśpić nie uśpić- ??? Obym ja nigdy już nie musiała stanąć przed takim wyborem...
-
A swoją drogą, to chciałabym poruszyć temat który zawsze siedział mi w głowie. [B]Weterynarze[/B] Jak ostatnio byłam uregulować dług u weta (bo zabrakło mi kasy) spotkałam starszą panią która (prawie że) opowiedziała mi historię swojego życia. Więcej nie zdążyła, bo przyszła moja kolej do gabinetu :diabloti: Pani na emeryturze ma starego pieska który zaniemógł. Nie miała siły go uśpić, ani wyrzucić, więc postanowiła go leczyć. Leczenie niewiele pomaga, bo pies jak nie chodził tak nie chodzi, ale przynajmniej je i nie sika pod siebie. Dama o wątłej budowie ciała codziennie znosi go z 2 piętra, kupuje mu specjalistyczną karmę i zotawia u weta prawie całą swoją emeryturę. Powiedziała że sama czasem nie dojada, bo piesowi karmę trzeba kupić. Wet jest tak wspaniałomyślny (:mad:) że rozkłada jej opłaty za leki i pokarm na raty. Mówiła że gdyby jej syn się o tym dowiedział...:shake: Ta rozmowa skłoniła do mnie do dłuższej chwili refleksji. Człowiek biorąc zwierzę nie jest w stanie przewidzieć czy będzie ono długo żyło i czy będzie zdrowe. Przez całe życie kocha to zwierzę i się nim opiekuje, a co jeśli zachoruje? Ta kobieta obrała drogę "pomocy za wszelką cenę), ale są i tacy co wyrzucają zwierzaka na bruk, albo zaprowadzają do weta na uśpienie (wiem że takie rzeczy się praktykuje). Zastanawiam się jaką Wy -ludzie z dogo- obralibyście drogę... Wiem że ratunek za wszelką cenę, ale co by było jakby się fundusze skończyły? Co wtedy? Czy na bruk? Czy uśpienie? :-( Uważam że posiadanie zwierząt jest zarezerwowane dla bogatych, bo usługi weterynaryjne narawdę kosztują za dużo! Głupie szczepienie raz do roku jak się ma 7 szt zwierzyny to jest 175 zł, a gdzie jeszcze inne nieprzewidziane atrakcje? Czy ktoś mi wytłumaczy czemu to tyle kosztuje do cholery??? Zła jestem na swojego weta, bo mało że naciąga tą kobietę, bo pies i tak nigdy nie stanie na nogach, to jeszcze wpędza ją w długi? Czy nie może jej poprostu powiedzieć że dla tego psa niema już ratunku??? Naciągacz. Powiedzcie mi co Wy o tym sądzicie???
-
[quote name='orpha']no i karmie ja tylko suchym chlebem i poje stęchła woda :cool3:[/quote] [B]Orpha [/B]już to widzę :razz: Ja za to swoje koty trzymam na mrozie i mimo że drapią drzwi nie chcę ich wpuścić do domu :razz: Dobra. Skończmy z tym, bo jeszcze kto uwierzy i naśle na nas jakiś TOZ :crazyeye: Znęcajmy się nad naszymi zwierzętami w domowym zaciszu :sg168:
-
[quote name='orpha']Agmarek bo dobra opieka i duzo milosci potrafia zdzialac cuda... co widac na zdjeciacj wyzej :loveu: Jak patrze na zdjecia Niyi tu po schronisku to czasem sama nie wierze ze to ten sam pies[/quote] Jak ja patrzę na zdjęcia Niyi to też nie wierzę że to ten sam pies którego teraz przetrzymujesz na siłę na balkonie i nawet w taki mróz do domu nie chcesz wpuścić :cooldevi: [B]Kosu32 [/B]a może to szczepienie to nie było przeciw wściekliźnie, tylko na? :diabloti:
-
*FPR-ZwP* umierajacy WEST TERRIER- pomocy!!! - Toska zostaje u nas.
Agmarek replied to olgaj's topic in Już w nowym domu
Wszyscy chcieliby miłe i grzeczne pieski które nie brudzą, nie szczekają, mało jedzą, (nie wyciągają łachów właściciela :mad:) i najlepiej żeby były samowytarczalne, a jak zaczynają się problemy, to heja do schronu, albo z samochodu na ulicę :shake: Nie chcę krakać, ale Toli chyba ciężko będzie znaleźć dom. Mój pieso też lubi szarpnąć za rękaw, ale na szczęście nie mnie. Poza tym ja się go nie boję, bo jest u mnie od szczeniaka. Robiąc Toli allegro trzeba skupić się na zaletach (czy takowe wogule ma?:razz:) a jednocześnie nie pomijając jej wad. Nikt przecież nie chce żeby znów trafiła do kanału. :shake: -
Mojej koleżanki suczka też miała taką gulkę po sterylce. Wet spuścił z niej płyn który tam się zebrał i powiedział że to uczulenie na rozpuszczalne szwy. Jest 2,5 roku po zabiegu. Nic się nie dzieje.
-
[quote name='olgaj']Dziękuje Agnieszko. Ciezkie chwile za nami, przed nami .... kto to wie. Szansie kibicuje wiecej osob, nie ujawniaja sie na forum. Znaja jej losy z czasow jak byla u mnie, nie moga sie nadziwic, jaki to szczesliwy pies. I wlasnie takim niedowiarkom dedykuje te zdjecia. :multi:[/quote] Wiesz Olga? Gdyby nie było ciężkich chwil, to czy nasze życie miałoby sens? A jeśli chodzi o niedowiarków, to ja też tu takich mam. Jak pokazuję im zdjęcia Szansy z początków, to nie wierzą że to ten sam pies. Tylko szrama która pozostała jej na głowie mówi o tym że jednak to ten :shake: Na tych początkowych zdjęciach jest bardzo widoczna. Teraz już zarasta, tak samo jak rany w sercu. Suniek pozwala mi już nawet zbliżyć twarz do pyska czego nie pozwalała na początku. Odwracała głowę i do łóżeczka. To Ty odwaliłaś czarną robotę. Odwiedzałaś ją, pielęgnowałaś, głaskałaś, aż w końcu zabrałaś ją do siebie. Ja tylko pociągnęłam Twoje dzieło Olga. I to właśnie dla takich chwil warto żyć. Nie możesz pomóc wszystkim, ale jeśli pomożesz choć jednemu stworzeniu, to musisz o tym pamiętać! Nie zbawisz świata. Możesz najwyżej odwrócić głowę i udawać że nie widzisz, ale Ty nie należysz do takich osób :diabloti:
-
[B]Witaj Kosu32 :lol: Miło Cię tu widzieć :p[/B]
-
*FPR-ZwP* umierajacy WEST TERRIER- pomocy!!! - Toska zostaje u nas.
Agmarek replied to olgaj's topic in Już w nowym domu
No to widzę że jednak cuda się zdarzają :multi: Trzymam kciuki za Segunie. Może dzisiaj mały cud, jutro większy i jakoś się uda. Proszę nas informować na bierząco żebym znów nie musiała pisać esów :lmaa: A co do Tolci, to wiesz że mój piecho ma podobny harrrakterek w stosunku do ludzi, więc nawet ja sama jeśli chciałam go wykąpać, to szelki na łeb i kaganiec na morde. Nie dał rady gryźć i uciekać, to w końcu się poddał. To samo było ze strzyżeniem. Nie raz go w ucho ciapnęłam jak się wyrywał. Teraz kaganiec służy już tylko do obcinania pazurów, ale myślę że jakbym chciała coś założyć mu na kark to musiałabym skorzystać z tego pomocnika :razz: Zawzięta ta Tolcia, a to że ciągle głodna to mnie akurat nie dziwi. Westy są chyba z natury obrzarciuchami, a poza tym musi nadrobić to co straciła w kanałach i nabrać nowych sił na atakowanie Kubusia :mad:. W końcu wagowo nie grają w tej samej lidze. Może malutka chce nadrobić :evil_lol: -
[quote name='orpha']strzel , to moze byc całkiem ciekawe :)[/quote] No to ja już wolę być walnięta, stuknięta, czy jak kto woli. Mnie to pasi :evil_lol: I też chętnie popatrzę na focha w męskim wydaniu :diabloti:
-
[quote name='orpha']hahah Agmarek jak Cie to pocieszy to ja mam za sciana tez taka co krzywo na mnie i moje zwierzeta patrzy :cool1:[/quote] No to możemy sobie podać ręce. Wychodzi na to że jesteśmy stuknięte, a te za ścianą i za płotem są normalne :razz:
-
[B]Dla Olgi. Żeby się uśmiechnęła [/B] [IMG]http://img56.imageshack.us/img56/9831/dscn0770yw5.jpg[/IMG] [IMG]http://img56.imageshack.us/img56/6733/dscn0765pz6.jpg[/IMG] [IMG]http://img118.imageshack.us/img118/5564/dscn0764va7.jpg[/IMG]
-
*FPR-ZwP* umierajacy WEST TERRIER- pomocy!!! - Toska zostaje u nas.
Agmarek replied to olgaj's topic in Już w nowym domu
[quote name='olgaj']Nie dalismy rady, zastalismy rodzine Łukasza, przyjechali posiedziec z Sega, strzykawki wyladowaly z powrotem w torbie, jutro rano robimy po raz juz nie wiem, ktory te same badania, jedziemy na jeszcze jedna konsultacje. Chcielismy zeby odeszla w domu, ale nie dalismy rady i pewnie jeszcze długo nie damy rady. No coz, cały czas liczym na cud. Zadne z nas tak naprawde chyba nie mialo odwagi zadecydowac o jej zyciu. Przepraszam, napewno wielu z Was sie martwilo, ale ciesze sie, ze nie dalismy rady. Jeszcze sprobujemy jej pomoc.[/quote] Oby ten cud się zdarzył :modla: