-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
Fizycznie zawsze no i miał kaganiec...Tylko, że siła nie tkwi w fizis a w umyśle. Żeby psa naprostować, nie można zamknąć go w czterech ścianach co nie znaczy, że musi on stwarzać zagrożenie. Uczenie zwichrowanego psa prawidłowych zachowań to nie jeden dzień a cały proces. Nie wystarczy nauczyć "siad" w domu, musimy to przetrenować na zewnątrz, potem w rozproszeniach i w końcu w sytuacjach ekstremalnych.
-
Beatrx- a jak się mieszka w mieście? Ja mieszkam w Warszawie, niemalże w centum. Musiałam z psem przetrenować wszystko bo inaczej nie wyszłabym "za płot". Początkowo oszczędzałam "stresu" i efekt był taki, że otrzymałam schizola z którym nie mogłam iść na normalny spacer.
-
Evel czy twój pies umie "siad"? To, że fika z "koziołkiem" to jeszcze przecież o niczym nie świadczy:evil_lol:
-
[quote name='evel']A znasz zasady uczenia się psów, wprowadzanie rozproszeń i takie tam? Można sobie zapanować nad psem w jakichś warunkach, a później wypadałoby te warunki zmienić, żeby doprowadzić do zgeneralizowania zachowania. Wtedy czasowo obniżamy kryteria, jeśli jest to sytuacja nowa, stresująca, inna niż zwykle. Ja swojego psa ciągałam przez nasze wspólne 3 lata i ciągam dalej wszędzie, gdzie mogę. Zjeździł ze mną pół Polski, od morza po Śląsk. Nie jest psem idealnym. Ma swoje odpały. Ma psy, których nienawidzi i gdyby mógł, to poszedłby się z nimi tłuc na 150%. Nie lubi dzieci. Niektórych sytuacji się boi. Czy to oznacza, że powinnam z nim siedzieć w domu, ewentualnie na wsi, żeby nie łazić z nim "do ludzi"? Nie sądzę. A mnie spotyka co i rusz chamstwo ze strony właścicieli dużych psów, którzy uważają, że skoro ja mam małego psa to mogę sobie go wziąć pod pachę i spoko. A mój pies po to ma nóżki, żeby ich używać. I nie życzę sobie przykładowo, żeby do nas podbiegał labiszonek i wgniatał moją sukę w glebę, bo "chce się tylko pobawić" i "ma dopiero dwa latka", a tak w ogóle "to jest rasa do dogoterapii, proszę pani". Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.[/QUOTE] :fadein: nic więcej do dodania
-
Ja z szetlandem mam ogólnie spokojną głowę. Czy to tłok w autobusie, czy torba szurnięta po psie, ręka wyciągnięta znienacka, niepełnosprawni, wózki, dla mnie całkowity luz. Collie od dawna nie nosi kagańca. Wydaje się że nauczyła się, że unikamy sytuacji niekomfortowych a nie je "atakujemy". Jednak pewności stuprocentowej nigdy nie mam i obawiam się takich sytuacji jak opisała evel z psem koleżanki. Teoretycznie pies dobrze wychowany ale co mu stuknie do łba jak ktoś na niego wdepnie, wywali się na niego, walnie w głowę. Mogę przewidywać, że prędzej ucieknie niż zaatakuje ale jak widać wypadki chodzą po ludziach. Czasami jak czytam takie opisy sytuacji to sama się zastanawiam czy nie lepiej na tłocznej ulicy jednak ten kaganiec założyć i mieć święty spokój.
-
Oczywiście, że są psy przy których nie używamy korekt wcale bo nie jest to konieczne ale są też psy, które łatwo wpadają w fiksacje i pobudzenie więc korekta staje się koniecznością. Pozytywne działanie ma sens zanim pies ruszy do ataku. Wytrącenie go z napiętej pozycji zanim dojdzie do eskalacji za pomocą metod pozytywnych jak najbardziej się sprawdza pod warunkiem, że uchwycimy ten moment. Jeśli pies już ruszy do ataku kuszenie go kiełbaską może być całkowicie bezskuteczne. Dla mnie zezwalanie na rzucanie się na smyczy pogłębia problem i prowadzi do całkowitej frustracji. Praca z psem problemowym zawsze powinna przebiegać wielotorowo z naciskiem na budowanie więzi, posłuszeństwa wyłącznie metodami pozytywnymi ale wypadki przy pracy gdy zachowanie psa wymyka się spod kontroli i stanowi zagrożenie dla nas, psa lub innego człowieka czy zwierzęcia powinno być ostro korygowane. Nie można dopuszczać do sytuacji gdzie pies samowolnie podejmuje decyzję o ataku bo nie lubi np. labków, owczarków czy panów w czarnych płaszczach. Odwrażliwiamy psa metodami pozytywnymi korygujemy gdy pies podejmie nietolerowaną przez nas akcję. Dla mnie to podstawa pracy inaczej spacery z psem staną się koszmarem dla nas i innych osób mających do czynienia z takim psem. Dla mnie osobiście nie ma nic gorszego niż pies za każdym razem rzucający się na moje i właściciel ćwierkający do swojego potwora. Jest to całkowity brak zrozumienia dla "pozytywnej pracy z psem" bo nie na tym ona polega. Przyznam się szczerze, że mijając kilka razy dziennie kilku moich "ulubionych" pseudopozytywistów z ich uwieszonymi na smyczy pupilami pieniącymi się dwa centymetry od moich psów mam ochotę na mało pozytywną interwencję. Mało mnie obchodzi, że te psy są na smyczy bo wcześniej czy później smycz się zrywa i samemu trzeba sobie radzić z wychuchanym pieszczoszkiem.
-
Patmol - do mojej sąsiadki przyjezdża córka z podobnym psem. Twierdzi, że to krzyżówka owczarka z amstaffem. Pies jest niebywale skoczny. Natusia - piękny "wilk". Moja babcia miała podobnego i miał na imię Argo. To było wieki temu a ciągle pamiętam tego miłego i nad wyraz inteligentnego psa, który towarzyszył nam w naszych dziecięcych wędrówkach po świętokrzyskich lasach.
-
Jest jeszcze jedna kategoria idiotów w stylu "psy się muszą poustawiać" i zazwyczaj do mojego kurduplastego szetlanda wystawiany jest onek, amstaff, rotek czy coś w tym guście. No i rzeczywiście wlaścieciele się nie mylą, jak w porę nie zainterweniuję to szetland zostanie zgnojony i sponiewierany szczególnie że to suka w wieku średnim i nieskora do walki o terytorium a do "ustawiania" wysyłane są suki młode, chętne do bitek.Chęć do ustawek bardzo szybko przechodzi jak zabieram na spacer jeszcze sukę collie która od lat ma na osiedlu bardzo złą renomę:diabloti: (choć teraz już całkiem niesłusznie bo i wyszkolona dobrze a i starość ją powoli zaczyna łamać)
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2013 roku...
badmasi replied to siekowa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzisiaj pożegnałam mojego prosiaka. Inka miała siedem lat. Cóż powiedzieć, wracają wspomnienia...Mała świnia świeżo przyniesiona do domu, szaleństwa w trawie, łepek wystawionyy do czochrania, poranne witanie się z psami i kotem ogólnym wylizywaniem po nosach, moja córka, jeszcze mała ze świnią w kocyku. Znowu skończył się kolejny etap mojego życia. -
Raczej tak. Jak dawno temu, jako nastolatka miałam jamnika to reagował radością na odgłos lakieru do włosow. Mialam wtedy na głowie coś w rodzaju irokeza i przed wyjściem na spacer zawsze poprawiałam "fryzurę". Psiuknięcie lakieru to był znak, że zaraz wychodzimy:lol: Moj obecny pies reaguje na wyjmowanie telefonu przed spacerem. Nauczył się, że umawiam się z koleżanką i jej psem. Potem nie chce się ruszyć sprzed klatki schodowej bo wie, że koleżanka zaraz wyjdzie. Nie dotarło jednak do główki, że koleżanka nie zawsze może wyjść na spacer:roll:
-
Okazało się, że na moim "kwadracie" aż roi się od rottweilerów. Strasznie to dziwne bo znam tylko jednego i akurat tej bestii i jego porąbanych właścicieli nie ma na liście. Zlokalizowałam jednego pit bulla i tak się składa, że widuję psa i właściciela. Ten pies - straszny agresor według portalu to najspokojniejsze "cielę" jakie widziałam, świetnie ułożony, dopilnowany. Mam też podejrzenia, że redaktor portalu nie lubi Mokotowa a że jestem lokalną patriotką to przysięgam, że weszłam na tą beznadziejną stroną ostatni raz:eviltong:
-
Coś źle robisz. Być może wybierasz nieodpowiednie towarzystwo do socjalizacji lub twój pies potrzebuje innego sposobu. Warto na początku wybawić szczeniaka np. aportowaniem piłeczki, nauka prostych komend a potem dopiero doprowadzać do kontaktów z psami kiedy trochę energia zejdzie. Lepsze są spacery równoległe z psami (na smyczach) na początek - niech zapoznają się w "trasie" a nie bezmyślna kotłowanina. Pierwsze kontakty na luźnych linkach a gdy suka zaczyna być zbyt natarczywa zabierasz ją na bok aby ochłonęła. Nie dopuszcza się do sytuacji aby obcy pies karcił szczeniaka i nie wolno prowokować takich akcji aby dorosły pies tracił cierpliwość. Niektóre dorosłe psy najzwyczajniej w świecie nie bawią się ze szczeniakami i nie należy ich do tego zmuszać bo potem takie kwiatki... Myślę, że waszego szczeniaka rozpiera energia i tyle. Wątpię aby miało to podłoże agresywne, psy mają bardzo różny styl zabawy. Należy dobierać odpowiednich kompanów do szaleństw.
-
[quote name='Rinuś'][I][B]Tylko to już nie chodzi o to, że ja to robię bo lubię kopać obce psy...tylko tutaj wchodzi już w grę bezpieczeństwo mojego psa.W momencie kiedy jest ono zagrożone jestem w stanie zadać ból obcemu psu, który to zagrożenie stwarza. Dosyć się już natitałam w swoim życiu i naprosiłam ludzi aby zabierali swoje psy, bo po pierwsze ja nie mam zamiaru się szarpać a po drugie mój pies na smyczy ma mniejsze szanse podczas ewentualnego starcia. A jak do tego dochodzi paniusia bądź panicz który nic sobie z tego nie robi, to uwierz mi ale kopnięcie jego psa w większości przypadków wywołuje reakcję.[/B][/I][/QUOTE] Ooo tak. moja smycz łańcuszkowa lądująca na atakującym ONku w cudowny sposób sprawiła, że pan nie dość że odwołał psa to odwołuje go nadal na każdym spacerze na jakim się spotkamy. Rok mediacji z panem nie przyniósł tak wspaniałych rezultatów jak smycz za 13 zeta.
-
[quote name='asiak_kasia']Dla jamnika to nie jest wiek senioralny- te cholery zyją dłużej niż ustawa przewiduje, wiec jeżeli mówimy o psie 15 letnim mającym problemy ze zdrowiem, to serio sądzisz, że to jest jakiś wykładnik?[/QUOTE] Potwierdzam, jamniki są długowieczne.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Mnie się wydaje, że to trochę zależy od rasy na jaką się decydujemy. W szetlandach kolor nie ma wielkiego znaczenia. Możemy sobie wybrać merle i większości hodowli posiadających takowe umaszczenie znajdziemy fajnego psa bez problemu. Problem może być dopiero z bikolorem bo rzadko pojawiają się takie psy i zazwyczaj pozostają w hodowli. Co do borderów to raczej stawiałabym na konkretną hodowlę i konkretne krycie aby nie wpędzić się w kłopoty. Co do collie to wogóle zrezygnowalabym z kupna jakiegokolwiek egzemplarza collie rough (dla mnie zbyt obfita sierść) a postawiłabym na gładkowłosego, w typie klasycznym lub zwykłego mixa z dobrymi popędami. Dla mnie szetland musi obowiązkowo być ładnym psem a już border czy szkocki collie niekoniecznie choć miło by było aby choć odrobinę przypominał przedstawiciela swojej rasy.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Olson']tak, ONki są fajne. :)[/QUOTE] Onki są bardzo fajne, takie wielofunkcyjne psy. Niestety na moim osiedlu królują onki znudzone, szukające wrażeń i mające w zadzie właścicieli. Zauważyłam pewną cechę wspólną tych stworzeń, pozbawione zajęcia szybko znajdują sobie takowe same. Zazwyczaj są dwie formy aktywności - kopanie dołów lub polowanko na mniejsze psy. Jeśli miałabym wybierać jakie aktywności znudzonych psow najbardziej lubię to ujadanie będzie na pierwszym miejscu, zachęcanie do "zabawy" gdzieś po środku a na końcu atakowanie. Kirinna- nie jestem rasistką jeśli zatakuje mojego psa cokolwiek innego niż onek to łańcuszek też się przyda. Aczkolwiek tak się jakoś składa, że zazwyczaj są to asty, onki i rotki. Raz napatoczył się jakiś terier, doberman i raz briard ale to wyjątki potwierdzające regułę.
-
[quote name='przez.rozowe.okulary']Ja miałam inną głupią sytuację.Jestem na polanie z moim labkiem,który bawił się swoją piłką i wszystko inne miał gdzieś.Nagle ni z gruszki ni z pietruszki biegnie bojowo nastawiony cezarek :).No i oczywiście rzucił się na mojego psiaka i zaczął go gryźc. Po chwili mojemu puścily nerwy i zaczął się bronic.A ja dostałam opierdziel od właścicielki za całą sytuacje :crazyeye:.To się dopiero nazywa tupet!!!Nie wiem jak jest u Was,ale mojego labka często atakują małe psy,które są bez smyczy bo przeciez "mały nic nie zrobi" :/[/QUOTE] U mnie zupełnie na odwrót. Jak idę z collie i szetlandem to wszystkie psy są skrupulatnie odwoływane a jak idę tylko z szetlandem to hulaj dusza piekła nie ma. W podbieganiu celują owczarki niemieckie, mają niestety inklinacje do polowania na małego psa a labki w celach zabawowych. Jeszcze labki zniosę bo szetland kilka razy pokaże zęby i delikwent znika ale polujących owczarów nie trawię. Ostatnio mam smycz łańcuszkową i nie ukrywam, że się bardzo przydaje. Wczoraj onek po raz kolejny mi przyatakował psa prowadzonego przy nodze. Jedno sieknięcie łańcuszkiem całkowicie zalatwiło sprawę.
-
Mnie wczoraj pan "osłabił". Idę a w zasadzie przedzieram się wzdłuż osiedlowej ulicy, chodnik zasypany śniegiem, dwa psy na smyczy. Nagle człowiek idący z naprzeciwka puszcza wielkie coś i to wielkie coś pędzi do moich psów. Włażę w zaspę, psy do siadu a pan w ostatniej chwili odwołuje coś olbrzymie i rzuca do mnie tekstem "puściłem bo myślałem, że się pobawią". Ja się tylko zastanawiam jeśli wogóle pobawią to przepraszam gdzie? Przy ulicy:crazyeye:? no i wogóle czy ja prowadząc dwa psy na smyczy w konkretnym kierunku wyglądam na kogoś kto idzie na zabawę? Dobrze, że pies mądrzejszy był od pana... A tak a propos Evel - ja kiedyś dostałam opieprz od człowieka bo ryknęłam na mojego szetlanda coby nie dziamgał na jego sznaucerka. Pan powiedział "Jak będziesz drzeć się gówniaro na psa to w ryj dostaniesz". Pomijając ten ryj to ja się zastanawiam jak długo jeszcze będę "gówniarą". Może jakieś zmarszczki powinnam sobie podoklejać, paltot założyć i jakiś zgrabny berecik:roll:
-
Ja w swoim "szetlandzkim" świecie slyszałam tylko o dwóch przypadkach chorych psów - dysplazja. Rasa wygląda na całkiem zdrową, może dzięki temu że malo popularna a i wzorzec nie jest krzywdzący. Z moich "osiedlowych" obserwacji wynika, że kundle chorują tak jak psy rasowe tyle, że te choroby są mniej przewidywalne. Choroby nowotworowe, alergie, zapalenia uszu, słaba odporność, choroby stawów to codzienność. Nikt tam nie bada na co chorowali przodkowie szczeniąt, na co rodzeństwo miotowe. Nikogo to nie interesuje lub nie ma dostępu do "materiału porównawczego". Jak by wypadły takie badania? To by mogło być bardzo ciekawe.
-
Jeśli chcesz uczyć psa o tej wadze wskakiwania na plecy i odbić od ciała to polecam zakup ochraniaczy i specjalnej kamizelki. Pies może cię poważnie "uszkodzić". Moi znajomi z psami o mniejszej wadze pracują z ochraniaczami. Do nauki wskakiwania na plecy przydaje się druga osoba. Co do odbić np. od nogi. Klękasz na jedno kolano. Psa ustawiasz przy zewnętrznej stronie zgiętego kolana - czyli masz go ciut za plecami. Wyrzucasz wysoko frisbee nad głową tak aby pies musial się odbić od ugiętego kolana aby je złapać. Czyli wyrzut musi być wyższy niż wtedy kiedy pies tylko skacze przez kolano. Pies przy tym ćwiczeniu powinien być tuż przy tobie, nie rozbiegujesz psa bo cię wywali. Może to zrobić nawet z siadu.
-
Hodowlę i rasę też trzeba wybrać z głową. Mam psa z rodowodem, nie ma alergii, nigdy nie chorował, je wszystko, ma fajny charakter hodowca normalny zawsze "pod ręką". Mam psa bez rodowodu, przez pierwsze dwa lata cierpiał na alergie pokarmowe, wymagał bardzo intensywnego szkolenia na wielu frontach ze względu na fiksacje, z "hodowcą" kontakt zerowy. Teoria a propos kundli i z rodowodem w moim przypadku nie sprawdza się.
-
Jak masz psa z potencjałem to zapisz się na jakieś zajęcia z frisbee. Myślę, kilka lekcji wystarczy abyś nauczyla się podstaw a jak się wkręcisz to i może do zawodów cię przygotują. Co do komend to jak na razie wystarczy, no może jeszcze "puść" na puszczanie dysku. Można tez uczyć komendy na przeskakiwanie i odbijanie od ciała oraz obieganie . Psy też dobrze reagują na komendy wydawane samym dyskiem - jego ustawienie inicjuje zachowanie psa. U mnie wystarczy machnięcie dyskiem przy nodze i jest to znak do obiegnięcia. Podniesienie ręki z dyskiem jest np. sygnałem dla psa aby wypuścił już trzymany w paszczy itd....
-
[quote name='evel']Jakiś czas temu pisałam o bardzo podobnym zachowaniu samca akity... Szpice są dziwne :evil_lol:[/QUOTE] Mój kolega, który miał malamuty zaprzęgowe to jak się pojawiałam z psami to wiązał bydlaki w stodole. Jak się spytałam dlaczego to powiedział, że one zeżrą wszystko co mniejsze od nich i dla nich nie ma znaczenia czy pies czy kura.
-
To może nie rzucaj zbyt daleko. Rzucaj blisko i stopniowo wydłużaj rzuty jak zacznie łapać te bliskie. Jest taki sposób - naucz psa obiegać cię na komendę. Jeśli rzucasz prawą ręką to od prawego boku do lewej strony. Jak pies osiągnie tą umiejętność to w momencie jak wybiega zza pleców lekko wyrzucasz dysk - tak odrobinę do przodu. Pies musi widzieć dysk dlatego jak znajdzie się już frontem do ciebie to przepadło. Stopniowo wydłużasz rzuty i gotowe. Możesz też dodatkowo ćwiczyć uciekając z dyskiem trzymanym w ręku. Jak pies wyskakuje aby złapać talerz wydajesz komendę np. łap! Komendę możesz zastosować przy rzucaniu. Chodzi o to aby pies był w ruchu, ćwiczenia muszą być dynamiczne Co do drugiej rzeczy. Możesz wzmocnić aport szarpaniem jeśli pies to lubi. Szarp się z nim talerzykiem czy piłką na sznurku. Jak będziesz to robić to pies będzie miał większą motywację aby przynieść ci przedmiot do ręki bo będzie wiedział, że czeka go nagroda. Trochę trzeba nad tym popracować ale da się zrobić. No i jeszcze jedno, sama dużo trenuj rzucanie. Bywa, że sami kiepsko rzucając obarczamy psa winą za brak efektów. Pies zawsze musi widzieć dysk dlatego wyrzucamy go przed nim a nie nad nim, talerz musi lecieć stabilnie i zawisnąć w powietrzu na pewnym etapie czyli powinien być mocno podkręcony. To tak na początek coby pies się nie zniechęcił.
-
Mój mniejszy pies ma fastback flex i bardzo go lubi. Ona nie gryzie dysków więc dla mnie wytrzymałość na zęby nie jest podstawowym kryterium. Ja lubię fastbacki bo są tanie, wygodnie się nimi rzuca, psy lubią je łapać. Hero Air jak na mój gust lata bardzo podobnie jak klasyczny fastback. CS jest "szybszy" co dla wolniejszego czy starszego psa taki mój drugi nie koniecznie jest dobre. Z CS soft nie miałam do czynienia. Rzucałam też superwytrzymałymi dyskami kilku firm, są trochę cięższe i trzeba się nimi nauczyć rzucać a potem jest git. Ten o którym pisze GrubbaRybba jest wytrzymały i o wadze takiej jak standarty więc godny uwagi.