Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Widziałam u mnie w okolicy pawie trzymane w takiej wolierze, jak to dobrze wykonać, to ptak miał by jakis tam teren do biegania. Można wykorzystac cos takiego: [url]http://centrumgrodzenia.pl/pl/siatka-hodowlana[/url] Na allegro pewnie by taniej było, albo w jakimś sklepie hurtowym. Do tego jakies słupki stalowe czy drewniane, przymocować to gwoździami i ta wielka biała zaraza by była bezpieczna, a przy okazji inni też by byli bezpieczni. (A na spacer szeleczki i flexi - a co! :D )
  2. Jak dotychczas uczyliscie ją zostawania w domu?
  3. Ja pamietam, jak kiedyś jechałysmy z psami autobusem do babci i moja Fifi piekna dostała akurat rano odrobaczacze. Ja patrzę, a ona się kręci, drepcze, przykuca w tym autobusie. Ja bohatersko złapałam futro za ogon, zeby nie mogła kucnąć i na najbliższym przystanku była ewakuacja. Głupio to wyglądało, idzie suka, a ja za nią ciągnąc ogon do góry, zeby jej się nie udało kucnąć... Wałek wyszedł, bo suczysko się wpakowało dla dyskrecji do rowu, zanim zdązyłyśmy zareagować i nie było jak posprzątać. Co się nagimnastykowałysmy, żeby znaleźc klocka i zobaczyć, czy aby pasażerów nie ma po tabletce... Jakoś mało inteligentna akcja nam wtedy wyszła :| No ale bywa, nauczkę miałyśmy na przyszłość :)
  4. Wrzuć na psy w potrzebie w odpowiednim województwie, napisz też do dalmatyńczyków w potrzebie, moze oni pomogą. Ja miałam kropka i uwielbiam tę rasę, ale teraz nie mam niestety warunków na psa - siedział by sam w kawalerce nawet 12h, więc bez sensu, i tak by cierpiał.
  5. Abrakadabra, ale z Twoich postów tylko taki obraz się wyłania, Litterka chyba nie jest jedyną osobą na forum, która tak Cię niestety odbiera. Cóż, słowa i ich dobór bywają bardzo zdradliwe :)
  6. Proponuję bana dla tej Gwiazdy. Przypuszczam, ze psa w ogóle nie ma, tylko szuka zaczepki, a na innych forach już poblokowana. Ubranko dla psa można zrobić z rękawa starego swetra/polaru. Nic nie kosztuje, tylko trzeba się pięć minut pomęczyć. Moim psom ciotka szyła derki i też działały. Teraz kupiłyśmy wdzianka i są ok.
  7. Bosz... Kiedy ja 51 kg ważyłam :( Niestety 2h dojazdu z pracy i do pracy plus 8h siedzenia na tyłku spowodowały u mnie w ciągu dwóch i pół roku straszny przyrost - po prostu wracam do domu i padam.
  8. lilk_a, nie zawsze pies musi być na smyczy i w kagańcu. W Łodzi na przykład pies musi być tak zabezepieczony jedynie w ścisłym centrum, a na obszarze reszty miasta ma być pod kontrolą właściciela. Jedynie rasy (podkreślam - RASY) uznane za agresywne mają być prowadzane na smyczy i w kagańcu na całym obszarze miasta. Takze ajeczka sama musi sprawdzić, jakie prawo obowiązuje w jej mieście.
  9. Tak, tylko wtedy facet może uznac to za nachodzenie. Ja bym nie probowała z nim rozmawiać nieprowokowana, nie reagować tak długo, jak się da. Jak gośc ma odchyły, może każdą próbę porozumienia uznac za atak na swoją osobę. Nie wiem, jak wygląda tak do końca jego zachowanie, Ajeczka, sama musisz osądzić, czy warto iść z nim rozmawiać.
  10. Po pierwsze gaz pieprzowy na wypadek otwartego ataku, po drugie filmiki z komórki z agresywnym panem jako dowód, ze to on Was atakuje. Poza tym ignorujcie - pruje się, omijajcie szerokim łukiem. Możecie też zapraszać znajomych czasem na spacery, zeby było więcej świadków. To mi przychodzi na razie do głowy w celu zabezpieczenia się dowodami przed tym panem, jakby Was otwarcie zaatakował. Wtedy dzwonicie na policję, zgłaszacie długotrwałe napastowanie. Można też się postarać o opinię bahwiorysty, ze rudzielec jest łagodny.
  11. 3x, zalezy od pracy. No i to też jest tak, ze powstało błędne koło. Babki biorą zwolnienie, bo szefowie są chamscy, a szefowie są chamscy, bo babki biorą zwolnienie. Swoją drogą ja bym nie miała co robić, moja mama mi nie pozwala nawet z psami wyjść samej, bo ktoś musi według niej Filipa prowadzić. Generalnie obłęd, a w pracy jestem traktowana normalnie.
  12. Nasz Dziekan też był świętej cierpliwości. Jak sie urodziłam, to z dziadkiem pilnował, aż zasnę (zwykle oni zasypiali przede mną :P ), kradł mi i siostrze smoczki, pilnował, czy sie obudziłyśmy. Jak uczyłyśmy się chodzić, chodził przy nas i podstawiał bok, jak traciłyśmy równowagę (był odpowiedniej wysokości akurat :) ). Potem pakowałyśmy go na kanapę, przykrywałyśmy kocykiem, zakładałyśmy mu czapeczkę i karmiłysmy ciastkami... Nie miał źle :)
  13. A ja tylko uściślam, skąd taka decyzja ;) Gdyby to było 8h w excelu czy czyms takim, to ok, ale tak to ja podziękuję :)
  14. Havana, u mnie dochodzi jeszcze to, że siedzę na słuchawce, mam do obsługi w sumie 3 projekty. Nasz zespół liczy 8 osób, co 4 tygodnie jest zmiana. Jest tak: 4 tygodnie obsługi nieruchomości należących do firmy w UK (cateringi, kurierzy, wszelkie security, awarie, problemy z drzwiami, oknami, meblami etc.), wtedy jest około 30 telefonó i 100 maili na osobę dziennie, 4 tygodnie na switchboardzie (przełaczanie telefonów, ktoś mówi, ze chce z kimś rozmawiać, a ja łączę) i tu mamy od 180 do 320 telefonów na osobę dziennie (zależy od tego, na którą sie przychodzi). Tu taki telefon trwa około 18-20 sekund, ale jeśli konsola na monitorze wyskoczy w sumie ten 1800 razy dziennie, robi się niedobrze, do tego to wzbudza agresję dosłownie, a w okresie mdłości mdli niemiłosiernie od tego. Trzeci projekt jest obsługiwany przez 2 osoby i jest w DOSie, zamawiamy części dla TESCO w całym UK. Jak to się robi na switchboardzie, to jest naprawdę wykańczające. Do tego u nas się pracuje w open space, siedzi z nami jakieś 60 osób z innego zespołu i jest po prostu hałas jak cholera, telefony dzwonią, ludzie gadają. Wykańczające, ja wracam i padam na nos, żadnego filmu, żadnej muzyki, ani TV, najchętniej cisza i spokój, leżeć i spac. Także ja walcze o te 4h, bo nie chcę się tak obciążać. Brzuch po tym boli po prostu.
  15. Coś mi się poprzestawiało :| Ale chciałam dobrze :D
  16. Mnie dziś zatkało. W mojej firmie pracuję prawie 3 lata. To jest wielka międzynarodowa korporacja, u nas w centrum jest jakieś 400-500 osób, obsługujemy wielojęzykowe centrum pomocy IT (komputery itd), dzwonią ludzie z całego swiata i wiele zespołów operuje non stop, w tym w święta itd. Ja akurat nie, mamy przedział miedzy 9 a 20, mały zespół z obsługą UK. Zaniosłam zaświadczenie o ciąży i zaczęłam się dowiadywać, co z 4h przy kompie. Czego się dowiedziałam? W firmie w tej chwili jest około 10 dziewczyn w ciąży i ja jestem jedyną, która do 5 miesiaca chciała by pracować. Reszta poszła od 2 miesiąca na l4 :| Jak dla mnie przegięcie, co robić przez 7 miesięcy w domu? Wyć do ścian? Przeze mnie powstał precedens, trzeba stworzyć jakieś procedury. Jedna dziewczyna pracowała do 5 miesiąca, ale 4h i wychodziła, choć oficjalnie siedziała 8 - gdyby w tym czasie coś jej się stało, firma by odpowiadała, choć nawet o tym nie wiedziała, bo laska to ze swoim szefem dogadała tylko. Okazuje się, ze będę siedzieć 4h z zespołem i 4 h będę udawać, ze coś robię w dziale HR, żeby fer było. Generalnie chore, dziwne. Dziewczyny według mnie przesadzają, same sobie i innym szkodzą takim podejsciem, przecież to nie jest choroba, tylko normalny stan. Tak długo, jak wszystko jest ok i praca nie szkodzi maleństwu i mamie, nie ma sensu iśc na l4. Jeśli faktycznie są wskazania, to nie ma o czym debatowac, ale sytuacja, kiedy w 2 miesiacu idzie się na l4, bo firma i tak zapłaci... No dla mnie nie fer wobec siebie i reszty zespołu.
  17. blackraven, być moze czymś takim własnie jeden stary gość mi groził w bardzo niewybrednych słowach, że zapi**doli mnie i mojego psa, bo ten mu s*a pod oknem (sprzątam po psach). Mnie tak wryło, ze kazałm mu wsadzić lufę tam, gdzie słońce nie dochodzi i zagroziłam policją. Zatkało go i zwiał, nie spodziewał się, ze baba, gówniara mu odszczeknie. Chociaż moze to był raczej gazowy... No nie wiem, do domu wróciłam na bardzo miękkich nogach i dopiero, jak usiadłam na kanapie, dostałam histerii. Taki trochę opóźniony zapłon :) Ale na dziada podziałało. Dodam, ze on nigdy psa nie miał.
  18. a_niusia, wiesz, jak się reaguje na zasadzie "i tak to nic nie zmieni, i tak nie zadziała, to bez sensu", to faktycznie NIC się nie zmieni. Należy działać, owszem, nie zdołałać zapobiec skrzywdzeniu swojego psa, ale możesz zapobiec po pierwsze ponownym atakom, po drugie zmniejszyć zagrożenie dla innych psiarzy. My mieliśmy gościa, który psiarzom groził bronia, aż trafił na mnie. Nie musiałam nikogo wzywac, to był starszy facet, ale tak go opier*oliłam, że uciekł i z tego, co wiem, żadnego psiarza więcej nie atakował. Broń chyba była gazowa, nie wiem, nie sprawdzałam, ale zagroziłam mu policja i wyciagnęłam telefon tylko udając, że wzywam pomoc. Ilekroć go teraz mijam, kłania mi się, nie stanowi zagrożenia (albo takie sprawia wrażenie). W każdym razie przekazałam to innym znajomym psiarzom, których też napastował - tak na wszelki wypadek. Zadziwiające, jak wiele jest w stanie zmienić zagrożenie policją lub gazem pieprzowym, (ewentualnie jednorazowe danie psu gazem w pysk). I to jest solidna nauczka dla psa i właściciela.
  19. Ja np. piszę z perspektywy osoby która na 6 psów miała 3 naprawdę z problemem agresji lękowej, z tendencją do atakowania wszystkiego, co się rusza. Piszę z perspektywy osoby, która rozważała uśpienie psa z powodu agresji, ale psa udało się naprawić. Tylko widzicie, te psy nie zaliczyły schroniska, zabrałam je na własną odpowiedzialność prosto z ulicy, nie szukałam im domów adopcyjnych (ewentualnie szukałam, ale szybko zrezygnowałam, bo uznałam, że nie są adopcyjne) i podjęłam decyzję, że odpowiadam za nie. Nigdy nie doszło do pogryzenia, bo cała rodzina pilnowała tych psów, puszcani byli tylko w warunkach ścisle kontrolowanych, nigdy po osiedlu. Gdyby te psy trafiły do schroniska, uczciwie mówiąc powinny były zostać uśpione, szczególnie dalmatyńczyk, bo były nieadopcyjne, praca nad nimi trwała by lata, a ten czas wolontariusze czy behawioryści mogli by poświęcić na psy rokujące cokolwiek. Po prostu trzeba uczciwie oceniać swoje psy, patrzeć realnie, bo to nie są pitu pitu pimpusie, tylko zwierzęta z niezłym naciskiem szczęk i sporym uzębieniem bądź co bądź. Powinno się dawać szansę przede wszystkim psom adopcyjnym, bo jest jeszcze taki drobiazg: człowiek bierze psa ze schronu, pies okazuje sie agresywny (przejawiał jakieś tam oznaki w schronie, ale uznano, że warto spróbować). Pies albo dostaje czapę, albo ląduje gdzieś w lesie, albo wraca do schroniska, a co robi eks-adoptujacy? Np. kupuje na pocieszenie szczeniaczka z pseudo, bo ze schroniska już NIGDY nie weźmie, przejechał się i będzie to odradzał znajomym.
  20. Można zacząć wychodzić z suką na spotkanie przed domem, chłopak się z wami wita, a jak suka jest grzeczna, dostaje od chłopaka coś, co lubi (psie ciacho, jakiś smaczek). Potem wchodzicie do domu, pies nadal pod kontrolą. Jeśli się zrelaksuje, można ją puścić, a jeśli nie, to można ją odesłać na miejsce. Chłopak niech ją ignoruje totalnie, jeśli się źle zachowuje, a nagradza, jesli panienka jest grzeczna. Można też probować robić tak, ze chłopak zacznie chodzić z córką i suką na spacery, zeby suka mu zaczęła ufać i akceptowac jego towarzystwo. Można też innych znajomych namawiać na takie spacery, zakończone wspólną kawką w domu z suką. U nas kiedyś był pies, który panicznie bał się mężczyzn (był przez nich bardzo katowany, kiedy się błąkał) i szczekał nawet na ojca, choć bardzo mu ufał na spacerach, jak się bał burzy, to szedł do niego, ale oszczekać musiał. Przy gościach musielismy psa zamykać, bo był zbyt nieprzewidywalny, a to było w czasach, kiedy nie za bardzo wiedzieliśmy, jak z psem pracowac. Udało sie go za to zapoznawać z ludźmi, jeśli najpierw poszliśmy na wspólny spacer. Wtedy akceptował nawet psy wzięte do domu po spacerze.
  21. W sumei jak bys mogła do Warszawy podjechac, tam jest pewnie więcej sensownych wetów. Wiem, ze to nieco większa wyprawa, ale jeśli np. jest jakieś zakażenie, a wet u Ciebie to zignoruje, to mogą być powazne problemy. Martens mieszka w Grodzisku, wiem, ze ma dobregop weta, spróbuj napisac do Niej PW, ona ma sukę z probloemami z tarczycą i na kogoś sensownego trafiła. Może pomoże.
  22. Generalnie zasada jest prosta: mam psa, więc JA za niego odpowiadam, również za jego ataki. To tak samo, jak z bronią. Nikt nie powie chyba "trzymałam w ręku, ale sama wystrzeliła te 6 razy :| ". Niestety, jak się ma psa, który ma szajbę, albo ma się psa, którego reakcji się nie zna, to się go pilnuje. Jak się go nie upilnuje, odpowiada się karnie za spowodowane przez swojego psa straty. Proste jak konstrukcja cepa i w sumie nie ma nad czym medytować. Pies pogryzł, ale pies nie był samoswój, tylko pani, która go nie upilnowała. Gdyby mój tak zrobił, na mnie by spadły konsekwencje i doskonale o tym wiem, bo mam kretyna-podbiegacza. Tak już ma, ja o tym wiem i moim psim obowiązkiem jest UNIKAĆ ataków. Pracuję nad nim, bo to też mój obowiązek. Jeśli atak psa jest brutalny, niesprowokowany w żaden sposób, psa należy ocenić i uśpić (lub uśpić). Przykro mi, ale w moim schronisku w zeszłym tygodniu w ciągu jednego dnia przyjęto 89 psów (by było 90, ale pani od warzyw pękła i przygarnęła szczeniaka, którego miała zgłosić, bo dobra kobita jest).
  23. W rodzinie też miałam chłopaka-jaminka i tłukł się z każdym samcem. Podobno u nich tak często bywa. Suki są za to dosyć towarzyskie i urocze, no ale kręgosłup bywa problemem, podobnie skłonność do tycia i silny instynkt łowiecki - jamnik mojej ciotki potrafił znaleźć każdą dziurę w płocie i zawsze zwiewał na polowania, wracał z kolcami jeża w pysku i innymi cudami. W końcu zapolował na żmiję zygzakowatą na wakacjach i szlag go trafił (wieś, 80 km do najbliższego weta, bez samochodu). Inna sprawa, jak ciotka go pilnowała...
  24. Magda, my 10.12 idziemy na kolejne USG - 12 tydzień, wtedy podobno można wykryć ewentualne ( tfu tfu ) wady malucha. Tak na wszelki wypadek daję znać ;) Poza kwasem foliowym (w zasadzie zamiast) są też zestawy witaminowe dla kobiet w ciąży do 12 tygodnia i potem od 12 tygodnia nieco inny skład, warto się rozejrzeć. Ja mam femibion, ale u Ciebie to nie wiem, co może być. Wzruszające przeżycie swoją drogą, prawda? Ja się jakoś nie poryczałam, choć nie wiem, jak :) Przy okazji - jak samopoczucie? Wsjo ok? Mnie biust boli, nieco się rozrósł i muszę staniki kupić :| No i na razie schudłam 2kg (dobrze, bo ja jestem gruba niestety). No i wreszcie mdłości zaczynają się zmniejszać, choć teraz mam jazdy, czy z małym wszystko ok. Poza tym na drugiej wizycie wyszło już takie chamstwo mojej (byłej) prowadzącej, no myślałam, ze mnie szlag trafi. Pierwsza wizyta trwała 3 minuty, przyszłam, powiedziałam, że okres mi się spóźnia, test ciążowy pozytywny, dałam wyniki na toxo, różyczkę, krew, mocz - wszystko ok było, a pani dr tonem obrażonej "no co?! w ciąży pani jest i tyle". No ok, sama na to JAKOŚ wpadłam... Pytam, co mam teraz robić, czego unikać, itd - znowu mnie ofuknęła jak natrętną petentkę, ale uznałam, że może gorszy dzień, czy coś. Dostałam skierowanie na USG, grupę krwi, HIV, żółtaczkę i takie tam. Po jakimś czasie wróciłam z wynikami, a pani doktor znów skwaszona. Badanie na fotelu trwało 30 sekund (max), nie zważyła mnie, wagę podałam na oko (dopiero w sobotę dostałam wagę w ramach parapetówki). Znów mnie opieprzyła o samą obecność chyba, po czym odkryła, że nie ma bloczków ze skierowaniem, więc usiłowała wykręcić wewnętrzny. Niestety pańcia nieczytata chyba, bo zamiast wewnętrznego podanego wołami wykręcała końcówkę zewnętrznego i się bulwersowała, że nikt nie odbiera (a w słuchawce sygnał "nie ma takiego numeru..."). Usiłowałam jej podpowiedzieć, ale ponieważ ona ma doktorat, a ja nie, nie posłuchała, tylko mi walneła "jak pani chce skierowanie na USG i krew, to proszę iść do recepcji i kazać mi przynieść bloczki". Poszłam, bo już prawie 20, ja po 8h pracy, chciałam iść do domu, a nie się użerać. Dostała bloczki, wypisała, a potem znów problem, bo poprosiłam o zaświadczenie, ze jestem w ciąży - no do pracy mi potrzebne :| Zażądałam kategorycznie, to wypisała, ale łaskę robiła. Dodam, że pani jest jakimś super ekstra endokrynologiem w moim województwie, ale cham taki, ze słów brak. To były wizyty w ramach firmowego abonamentu w prywatnej klinice, ale więcej do małpy nie idę. W środę za to piszę skargę. No i zmieniam lekarza. Uznałam, ze chcę rodzić w łódzkim Rydygierze, podobno rewelacyjny dr Boradyn tam przyjmuje, więc idę do niego na prywatną wizytę po usg.
  25. Jak jest problem z zostawaniem, rozważ też zabawkę typu Kong (napychana suchym żarciem i pies ma zabawę dłuuugo dłuuugo, zeby wydobyć żarełko). Są różne typy: [url]http://www.zooplus.pl/ask?query=kong&num=20&form=Szukaj[/url]
×
×
  • Create New...