-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Ja znam dzieciaki (te, co nadal śpią z mamą), które mają totalnego hopla na punkcie czystości. Tak do bólu. Jak byłam mała, bawiłam się na podwórku w aptekę - tarliśmy niedojrzałe owoce na papkę na betonie, kasztany, kredę, wszystko mieszaliśmy z wodą - no syf i malaria, a jaka radość. Ci chłopcy dostają histerii, jak mają brudne ręce, jak pomarzą sobie buzię. Młodszy, jak miał trzy lata, zaczął wyć, ze on nigdzie nie idzie, bo te buty są niewypastowane. Jak zobaczyli nasze szczury, bali się podejść. Jak mój TZ chce im dokuczyć, bo są męczący i ciągle chcą na barana (TZ ma prawie 2 metry), to bierze coś (np. krem z ciastka) i im buzie smaruje. I z głowy. A my z młodą latałyśmy na bosaka po lesie, po kolana w mule w Zatoce Puckiej, ściągałyśmy do domu potwornie brudne, zabiedzone psy (np. nasz Pucel, dalmatyńczyk, cuchnął niebotycznie, miał w obu oczach zaawansowane entropium i ostre zapalenie uszu), a raz na wakacjach trzy zdziczałe psy, kota z wypaloną dziurą na czole i dwie sarny, bo takie stadko chodziło razem i żebrało... Mamę zatkało. Zimował u nas szpak po wypadku, usiłowałyśmy ratować kormorana (ale nie przeżył, leśniczy myślał, że to szczur...), miałyśmy dwie małe kawki po wypadku, które trzeba było karmić do dzioba, wymazałyśmy cały pokój świecówkami, owinełyśmy włóczką, jak robiłyśmy pajęczynę...ehhh...
-
Ja jeszcze młodego nie czuję, ale z tego, co piszecie, to mi się wyłania obraz takiego małego obcego siedzącego i robiącego skrrrob skrrrrrob... maaaaamooooo... skrrrrrob... :] A tak na serio, to musi być fajne :)
-
Mi jakoś migdały zmieniły smak, ja je zawsze uwielbiałam, a teraz... łeeee... Mam owoce, do dóch pomarańczy się juz tydzień modlę i nie mogę. Zaraz będą pomidorki, chleb razowy i jajka na twardo. Pomogło mi, jak czytałam "Grillbar galaktyka" Mai Lidii Kossakowskiej, tam cały czas było o jedzeniu, w tym takim atrakcyjnym (Ale nie tylko, bo to bajka o kosmicznym kucharzu, do tego nabijająca się z niektórych kwestii unijnych - polecam). Wczoraj w ogóle poszliśmy wieczorem do kina na nowego Sherlocka Holmesa (polecam, bardzo fajny film), w ramach chrupawki kupiliśmy te małe marchewki marwitu, także wieczór udany :) Tym bardziej, ze mój TZ teraz siedział w robocie cały weekend (dziś zamykają faze projektu i ma urwanie czachy), więc ja siedziałam non stop sama w domu.
-
Florentynka, dzięki. Ja teraz mam tak, ze za bardzo siebie słucham chyba... Na dodatek mam ogromny problem z jedzeniem. Wstałam przed 9 i cały czas chodzę koło kuchni i się usiłuję zabrać do jedzenia. I nie mogę. Teraz się jajka gotują, to może się uda, ale jedzenie mi koscią w gardle staje. Ostatnio zjadłam śniadanie i pół naleśnika na obiad - i nie mogłam, bo zgaga, bo niedobrze. A pierwsze 3 miechy były lżejsze, tylko zapachy drażniły. Majuska, my z moją siostrą też podobno syf robiłyśmy. Ja wpadłam do szamba, na szczęście opróżnionego, ktoś nie zamknął po czyszczeniu, a miałam może 3 -4 lata. Potem regularnie wpadałam a to do rowu z jakims syfem, a to do stawu z bardzo paskudną woda, bo żabkę zobaczyłam... I żyję. Więcej krzywdy mi narobił lekarz, który źle w pierwszym roku przepisał dawkę jakiegoś leku. Jak się urodziłam, ważyłam poniżej 3 kg (mama miała wielkie blizny po wyrostku i się nie mogłam dobrze rozwijać, zrobiłam za to miejsce dla siostry). Lekarz mi kazał dawać jakieś zastrzyki, tylko dawkę dał dla trzylatka... Któraś pielęgniarka z kolei się połapała dopiero, że coś nie halo, ale już kilka kolejek dostałam. No i prawdopodobnie po tym mam kilka większych problemów zdrowotnych...
-
Babcia mojego TZ jest dentystką (aktywną zawodowo w wieku 74 lat). Zawsze powtarza, ze człowiek ma najwięcej bakterii nie w okolicach zadka, a w buzi. Także jak dla mnie najgorsze, najbardziej niehigieniczne, co można zrobić, to wyciućkać dziecku smoka w celu "odkażenia" (?!). Co tam, ze to przerzuca przy okazji bakterie odpowiedzialne za próchnicę i inne schorzenia zębów. Poza tym wielu ludzi nie dba o mleczaki. Akurat babcia mi kiedyś pokazywała RTG szczęki trzylatka bodajże. Podobno już noworodek ma zawiązki zębów stałych, więc zaniedbane mleczaki są gwarancją poważnych problemów z zębami stałymi. Dziewczyny, tak sie zastanawiam. Jestem w 16. tygodniu, zdarzają mi się czasem lekkie bóle w macicy, takie bardzo delikatne, ale nieprzyjemne, w stylu troszkę przedmiesiączkowym. Popytam o to gina, ale idę dopiero 19 na wizytę (Wcześniej albo lekarz nie przyjmuje, albo przyjmuje tak, ze mi bardzo z pracą koliduje) i wolę podpytać, czy to bywa, czy mam się martwić. Poza tym od trzech dni mi tak łeb pęka, że ani spać, ani wstać, ani nic. Masakra, chyba od pogody.
-
W ogóle to wczoraj moja mama zadzwoniła, zdenerwowana straszliwie. Poszła z chłopaczkami (Felek & Filip) ma spacer i po raz kolejny zobaczyła z daleka taką sukę, miks jakiegoś mastiffa, spasioną do masy 70 kg jak nic. No, daleko krówsko było, to mama strategicznie wybrała ścieżkę oddalającą się od terenu wypasu tamtej. A tamta i tak ich wypatrzyła i ruszyła. Poprzednio, jak ruszyła, to powąchać i na luzie, a teraz z zębami, zjeżona. Pańcia hen za nią świńskim truchtem. Jak dopełzła, mama była już tak wykończona odganianiem jej, ze nawet słowem się nie odezwała, choć jak dla mnie powinna babę pojechać od góry do dołu, bo to druga taka sytuacja w ciągu 2-3 tygodni. Ma nieodowływalną sukę, cięższą od niej i puszcza ją luzem, łązi jak błędna, nie widzi, że wokół ludzie z psami, a suka leci jak taran. Moje oba psy razem ważą 25 kg, więc wiele by z nich nie zostało. Jak miałam taką akcję z gościem z owczarkiem, że nam wiecznie szarżował, to tak gościa opieprzyłam, ze do tej pory nas szerokim łukiem omija. Bo on o moim Filipie (który był na smyczy, ale chciał wilka przetrzepać) "oj, jaki niegrzeczny". A ja lodowatym tonem "za to ten pana cielak bardzo grzeczny, tylko ma pana serdecznie w doopie." I potem litania o smyczach i psim obowiązku pilnowania nieusłuchanych psów.
-
Charakterem bardziej pod Belzebuba pasuje. Mały, rozpuszczony, spasiony, wrzeszczący chłopiec, co jak mu cokolwiek nie przypasuje, to wpada w kwik, a jak miska z oczu zniknie, to już dramat. Bracia są bardziej kontaktowi, lubią na ręce, nie leją po wsjem, są szczuplejsi. Belek poza tym jest u nas przypadkiem, wybraliśmy najpierw jego braci, a potem dowiedzieliśmy się, że reszta idzie na karmę dla węży. Akurat Belek wylazł z klatki, to jeszcze jego zgarnęliśmy. Poza tym nie wiem, czemu, Baltazara nie mogę zapamiętać :| Belek ja ma fazę, to nawet przylezie się pomiziać, ale generalnie histeryk, płaczliwy taki. Jak się czasem zdarzają tacy spasieni chłopcy, co piłkę nożną znają doskonale, ale w teorii, a jak im każesz biegać, to jest płacz. Taki typ. Pozostali są bardziej ciekawscy, Meluś uwielbia siedzieć na moim Tolkienie (nie wiem, czemu), przegryzł nam cztery komplety kabli sygnałowych do głośnika, wszędzie wlezie. Kacper zaś musi na ręce, na głowę, pod koszulę, tylko miziaj miziaj MIZIAJ... Taka moja łasiczka, siedzi na rękach i tylko grzbiecik nadstawia. Swoją drogą cztery miesiące temu nie wpadła bym na to, ze każdy gryzoń ma swój unikatowy charakter. Są tak różni... I tacy ciekawscy, towarzyscy, no super :) Tyolko mój Felek chce ich przekąsić, jak wpada w odwiedziny. Sztywnieje i zaczyna wydawać dźwięki, jak by mu się woda gotowała - gwiżdże jak czajnik :] Jejku, ja to teraz o szczurach mogę godzinami. Wczoraj jakiejś przypadkowej parze radziliśmy, jaką ściółkę wziąć, bo wybrali trociny dla pierwszego szczura, a trociny uczulają i szczury w nich kaszlą, kichają, duszą się. No i trociny po trzech dniach trzeba wymienić, bo cuchną.
-
Mi się przypomniało, jak miałam jakieś 7-10 lat i mnie nasz Maks oblał. Na dodatek na takie czerwone buciki, co mi pięknie farbę puściły... Ale nie pamiętam, czy podszedł i nasikał, czy ja mu z nieuwagi wlazłam pod strumień. U nas jest problem jeszcze z Felkiem, Filipem i Tyfusem, oni są w rozmiarach "stopniowanych" od małego do duzego i bywa, ze chcą to samo w tym samym czasie olać. Zwykle wszystko laduje na Felu, bo najmniejszy. Przypuszczam, ze notoryczne oblewanie przez jednego szczura się nie liczy? Bo mam trzy, o ile Kacper i Melchior są mało sikalni, to Belzebub, spaślak jeden, specjalnie się wspina na rękę, leje i w nogi...
-
Ja zakładam, ze młode będzie miało łóżeczko, zeby w nim spać. Owszem, jak będzie alarm, czy inna awaria, to wtedy może z nami, ale jak patrzę na jedną kuzynkę, której maż od 8 lat śpi na kanapie, bo ona śpi z dziećmi, bo dzieci nie chcą same, to... Ja postoję. Psa zawsze można wyprosić, a jak dziecku wytłumaczyć, ze np. rodzice chcą się poprzytulać we dwójkę? Bo pies sam wie, kiedy wyjść, przynajmniej nasz. Dobrze, że szczury nauczone spać w klatce... Poza tym troszkę dystansu do żartów, forum jest psie i skrzywienia też psie. Nasze poglądy na to czy tamto nie są wyznacznikiem tego, jak dobrymi/ złymi mamami jesteśmy/będziemy. Np. moja mama według wielu byłą złą matką, bo nas zabierała na włóczęgi i zdarzało się, ze złapała nas ulewa w lesie, a my wracałyśmy zachwycone. Albo się wpakowałyśmy w pokrzywy wyższe od nas i tzreba było przez nie jakoś przejść. Jakoś wyszłyśmy na ludzi (wielu mówi, ze niemoralnych, bo mieszkamy z facetami bez ślubu).
-
Ja niestety nie wrzuciłam galerii moich szkarad. Plan jest taki, ze wrzucę za jakieś 2 miesiace, jak pójdę na zwolnienie ciążowe w okolicach 6-7 miesiaca. Będę miała fuuul czasu i okazje do nowych fotek psów i szczurów :) A na fotki małej bardzo liczę :D
-
Deer, właśnie odkryłam, ze bierzesz Milkę - psa, który podobał mi się na dogo chyba najbardziej ze wszystkich :D Gratluję, zazdroszczę i aż się wzruszyłam, bo mała jest tak powalajaąco piękna, że gdybym miała warunki, bym mojego TŻ na śmierć o nią zameczyła. A tak tylko wchodziłam i wzdychałam do jej fotek :) Bardzo gratuluję cudownego nowego domownika :)
-
Mój tylko czeka, żeby mu jeża rzucić... Też wkurzajace, choć najzabawniejsze było, jak drugi jeża wystawił, a ten nie wiedział, w czym rzecz, poleciał pomóc i... się o jeża potknął i walnął na pysk. Mówią, ze psy sie upodabniają do właścicieli, ale ja aż taką pierdołą nie jestem.
-
Prawdę mówiąc, jak mam te zdjęcia przed nosem, mam jedynie ochotę puścić pawia. Nie po to jestem na tym wątku, zeby sobie zaświnić klawiaturę, bo ktoś ma inne od mojego poczucie estetyki. Jak są fotki rozwalonego psa, piszemy "UWAGA, DRASTYCZNE". Tu proszę o to samo. Nie rusza mnie to, co jest na tych zdjęciach, o moim młodym też nie myślę jeszcze "on, ona", myślę na razie "to", bo na wszelki wypadek się nie przywiązuję - wciaż mogę poronić (będzie wyglądało podobnie).
-
Nie, mi się tylko zdarzyło, ze mi pies sukę obsikał, bo ona na awaryjne siczku poszła. Jak wróciła, polożyła się na kanapie, a ten kretyn Pucel podszedł, obwąchał i nalał jej na czoło. Nas zatkało, a mina Fiśki z siuśkiem cieknącym miedzy oczami była bezcenna... Ale poza tym to nie, nie zdarzyło się.
-
[U][B]Wiecie, jak dla mnie przegina z fotkami i proszę o ich usunięcie.[/B][/U] Sama o sobie wiem, że gdybym dowiedziała się, ze moje dziecko będzie niepełnosprawne do końca życia i zależne od innych usunęła bym. Po prostu. Rozmawiałam z rodzicami dwóch chłopaków. Jedni mają syna, 26 lat, zespół Downa. Od 26 lat mama nie robi nic poza opieką nad nim, nie pracuje, nie ma dnia wolnego. Kochają go, ale oboje przyznali, że gdyby wtedy wiedzieli, że młody ma zespół, usunęli by. Drudzy mają syna, 20 lat, rozszczep kręgosłupa, jeździ na wózku, problemy z koncentracją, rozwalone nerki, wieczne operacje, walka z NFZ o refundację rehabilitacji. Powiedzieli to samo: kochają go, bo jest ich synem, ale gdyby wiedzieli, ze będzie niepełnosprawny, usunęli by. Obie rodziny panicznie się boją, że chłopcy przeżyją rodziców, że będą skazane na łaskę i niełaskę dalszej rodziny lub państwa. Przez naszą idiotyczną ustawę wielu lekarzy odmawia uzasadnionego zabiegu zasłaniajac się klauzulą sumienia. Jak mają takie sumienie, było iść do pracy na kasie, tam sobie o tym debatować, a nie decydować o cudzym zyciu i przyszłości. Jestem niewierząca, nie wierzę w życie poczęte jajeczka, w jego duszę itd. I nie rozumiem, dlaczego osoby wierzące mają mi narzucać prawnie takie czy inne rozwiązanie. Kobiety, które chcą mieć przeprowadzony zabieg i tak to zrobią, czy to u lekarza na czarno, czy u oszusta szprychą do roweru, czy też na łbie staną, zeby poronić. Znam taką, co piła bimber, żeby się dziecko poroniło, a ono na swoje nieszczęście przyszło na świat. Jeśli w Polsce kiedyś pojawi się zdrowy system opieki nad dziećmi niechcianymi i rozsądne wsparcie dla rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi, aborcja jak dla mnie bezie mogła zostać w dużym stopniu zlikwidowana. Na razie nasz wspaniały, chory kraj powinien dać jakąś opcję, a nie - odmowę tabletek antykoncepcyjnych i testów ciążowych w aptece, bo to niezgodne z sumieniem pani farmaceutki. Bo ona się na "aborcję" hormonami nie godzi! Dodam jeszcze, że jak się chce, to ciąży można uniknąć. Jakoś od wielu lat sypiam z moim partnerem, przedtem sypiałam z poprzednim i dopiero teraz zaszłam w ciążę w sposób w pełni kontrolowany. Żadna filozofia, można użyć gumkę, pigułki (mając świadomość, że trzeba dobrać dobre, bo kiepskie mogą zaszkodzić), plasterki (mnie akurat klej uczulał), wkładkę domaciczną lub inne cudo. Jak dla mnie kwestia sumienia powinna pozostać kwestią prywatną. Prawo powinno pozwalać na zabieg, a już wyborem kobiety jest, czy się zdecyduje, czy nie. Ja miałam z mamą kiedyś, dawno temu rozmowę pod tytułem "a co, jak wpadnę?". Mama powiedziała mi wtedy coś, co uznałam za mega cenne "nie ważne, że z kimś, z kim nie będziesz, dziecko w naszej rodzinie zawsze będzie kochane i traktowane godnie". Miałam wtedy moze 17 lat i pierwszego faceta miałam mieć dopiero za 4 lata, ale jakos to mnie uspokoiło. A rozmowa była po tym, jak do domu "przybłąkała się" nastolatka w ciąży, którą ojciec na zbitą twarz wyrzucił, bo się "puściła". Dałyśmy jej jedzenie, jakieś ciuchy, wykąpała się, zadzwoniłyśmy do punktu pomocy i dałyśmy bilet. Jeszcze mi się przypomniało - koleżanka ze studiów wyskrobała się, jak miała 15 lat. Kolega ze szkoły zgwałcił ją w drodze do domu - zawlókł w krzaki, ona się bała, nie krzyczała, uznała, że będzie mniej boleć. Jej mama do tej pory o tym nie wie. Ja jej się nie dziwię, mieć 15 lat, tak traumatyczny pierwszy w życiu stosunek, do tego zwieńczony dzieckiem, na które nie mogła by patrzeć. Po 6 latach mi to opowiedziała zanosząc się histerycznym szlochem, a potem dodała, ze absolutnie nie żałuje tej decyzji i stojąc tu i teraz ze znacznie szerszą wiedzą zrobiła by to ponownie. Bo jej sumienie na to pozwoliło. Rozpisałam się, ale wkurza mnie, jak ktoś mi narzuca swój światopogląd. Po prostu powinno być prawo wyboru. Moja macica, mój biznes, jak trafię na kretyna, który spartoli zabieg - mój ból do końca życia, ze więcej nie będę mogła mieć dzieci. Ale MÓJ, nie cudzy, nie państwowy, koscielny, sądowy czy pani urzędniczki. MÓJ.
-
Tylko żelowy się bardziej sprawdza w wietrzne dni, taki w gazie może zwiać na psikającego. Miałam i taki i taki, testowałam je sobie kiedyś i w żelu jest po prostu pewniejszy z naszego punktu widzenia.
-
Ja się muszę dowiedzieć, czy są dostępne jakieś znieczulenia w szpitalu, który sobie wybrałam, czy nie, a jak są, to po ile. Ja się bardzo boję cesarki i chyba wolała bym rodzić bez zneiczulenia, choć ból ogromny itd. Na ból mam zawsze patent, że myślę, że to przeciez minie, nie będzie trwać wiecznie, więc dam radę. Natomiast po mojej mamie odziedziczyłam wiele wspaniałych rzeczy, w tym tendencję do brzydkiego gojenia i ogromnych blizn po małych zabiegach, po zdartych kolanach itd. Także ja się tego boję. Jeszcze przy mojej i tak kiepskiej figurze pogarszać sobie sytuację - no chyba, ze nie będzie innego wyjścia.
-
Ja bym wzięła flexi, linka sie zaplącze o najbliższy krzak, flexi jest napięta i łatwiej nią manipulować - przynajmniej mnie.
-
Już było tak przyjemnie i pojawiła się obronczyni jorasków :] Ratatata! Czy to ptak? Czy to samolot? NIE! To super Balbina z joraskową odsieczą :D Nawet wiem, jaki mogła byś mieć kombinezonik i płaszczyk :] Lady, na przyszłosć zaproś pańcię na herbatkę. Tylko pamiętaj! W różowej porcelanie, nie jakiś tam bubel. A Jax niech poczeka na klatce lub za oknem.
-
Moja siostra mieszka w strasznej okolicy, same jorki i miksy ttb, typowo dla szpanu. Ona ma Tysia, który jest kundlem, ktorego ja uwielbiam, pies ma ctaką mimikę, ze można paść, brwi pięknie zaznaczone, no a charakter mega cudny :D Na szczęście ktoś go jako szczeniaka wywalił na działeczkę mojej ciotki i nas poprosiła o pomoc, bo pinczerek biega. Jak zobaczyłam pinczerka, to padłam, bo Tyfus wyrósł na miks rottka z czymś nieco drobniejszym. W każdym razie raz go prowadziłam na spacer, bo była sytuacja awaryjna, młoda i jej TZ musieli robić nadgodziny i Tysia trzeba było wystawić. Poszłam z nim i rzuciło się na nas stado jorków z bloku obok. No 6 sztuk jak w mordę strzelił, wszystkie luzem i Tysia po łapach gryzą. Jak włascicielowi zasunęłam wiązankę, ze ma te pier****one szczury natychmiast zabrać, bo policję wzywam, że psy agresywne bez smyczy i kagańca, po czym wyciągnełam gaz, zeby po nich przejechać, to pańcio normalnie ślizgiem je łapał. Najpierw się smiał, ze taki duży pies i sobie nie radzi, a Tyś jest po prostu pacyfistą. Najgorsze, ze to przy samej ulicy i bałam się, że Tyś mi się z szelek wywinie. No dziad podobno młodą łukiem szerokim omija do tej pory :P Ma tam też na osiedlu starszą parę, tak koło późnej szcześćdziesiątki, z dwoma nieco zwichrowanymi miksami TTB. Parę razy miała panikę, jak pani sama wyszła i psy utrzymała zaczepiając się o drzewo, bo chciały Tysia na tatara przerobić, No masakra tam jest.
-
Jejku, a ja bym to chciała zobaczyć :) Serio :) Niestety rzut Ku*wą działa cuda czasami. Fajnie to o społeczeństwie świadczy, nie?
-
Moi chłopcy dziecko zniosą dobrze, raczej z zaniteresowaniem, Felek szczególnie się skupi na smoczkach i pełnych pieluchach - tego jestem pewna. Martwi mnie bardziej Majka mojego TZ, ona się dzieci potwornie boi, ale takich starszych, może małe i własne ją jakos oswoi. Poza tym zastanawiam się, kiedy zacząć kupować rzeczy i właściwie co, w jakiej ilości... Myslałam, zeby po USG 20 tygodnia zacząć (czyli za 4 tygodnie - jak to leci), ale w sumie nie wiem, co. Łóżeczko chce drewniane, widziałam ładne w Ikei, może tam? Tylko czy one solidne są, bo nie macałam jeszcze. Mama jedzie na początku lutego do Londynu z zamiarem kupienia zapasu ciuszków dla kilkumiesięcznego malucha, bo tam ładne i tańsze, niż u nas. Tylko tak, ile butelek, ile smoków, co w ogóle jest musem przy maluchu? Przydała by się w pierwszym poście żelazna lista rzeczy do spakowania do szpitala i rzeczy, które nalezy mieć przy maluchu w domu. Ja np. w najbliższej rodzinie maluchów nie miałam w ostatnich latach, to jestem zieloniuchna jak szczypiorek w tej kwestii.
-
Niech mi ktoś powie, że ciąża się nie przenosi jak zaraza :D Normalnie wysyp krasnoludków rocznik 2012 :D Bira, ja mam wrażenie, że ludzie na widok kobiety w ciąży idiocieją i cofają sie z hukiem i trzaskiem w erę ciężkiego średniowiecza. Po prostu dramat, a potem setki debilnych ogłoszeń "muszę oddać moją ukochaną sunię, bo zaszłam w ciążę" - no nie rozumiem, jak pies, szczególnie dobrze wychowany, pilnowany ma zaszkodzić dziecku? Owszem, jak się trafia na młotki, które nie upilnują, nie nauczą psa niczego, a potem wyganiają od dziecka, to nie ma się co dziwić, ze pies może się zrobić zazdrosny. Sama takich znam, dziecko w jednym końcu mieszkania, pies w drugim, bo "agresywny" i matka nie pozwala mu się do dzieciaka zbliżyć. Trzeba pilnowac, bo pies na widok małej warczy, podobno obcych nie akceptuje. Tylko czemu usiłował mi wejść na ręce, to ja nie wiem, obślinił mnie, wyliniał na mnie na full, a ludzie w szoku, bo mnie pierwszy raz w życiu widział, a ja zamiast panikować przywitałam się z nim jak z normalnym domownikiem. Był zachwycony i usiłował z nami wyjść... Dodam, że to ogromny miks boksera, ma teraz 8-9 lat, dziecko 3.
-
A mnie rozwalają ludzie rzucający piłeczkę/patyczek psu na wąskim pasie zieleni z torami tramwajowymi między dwiema dwupasmowymi jezdniami. No ręce opadają, a wystarczy dokonac tytanicznego wysiłku przejścia przez cała jezdnię, żeby dojsc do parczku...
-
Wziął wędkę domowej roboty, czy raczej bacik? Lady, a może na pytanie 'no to po co tu pani idzie?" odpowiedz "ale ja tu byłam pierwsza, pan mi wlazł :P Ciekawe, co by zrobił...