-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
A_niusia, u nas jest stres, jak jakikolwiek pies podbiegnie. Tzn. teraz udało się Filipa z kilkoma dziewczynkami zaprzyjaźnić i cieszy się jak szczeniak, ale generalnie problem jest. Filip trafił do nas, jak miał 7 lat (według mnie mniej, ale już tam, bo teraz ma teoretycznie 12, a jest bardzo sprężysty, energiczny, ma białe zęby i wygląda maks na 9). Pies prawdopodobnie błąkał się minimum pół roku, przedtem chyba mieszkał w ogrodzie, nie był wychowywany w domu. Na początku był agresywny również wobec nas, ale kastracja plus dobre wychowanie dały taki efekt, że teraz można zrobić z nim wszystko (tulenie, na ręce, wycieranie, problem jest z czesaniem łap, bo jak do nas trafił, miał zapalenie stawów i nadal kojarzy mu się to z bólem). W każdym razie jak podbiegnie coś dużego (Filip jest do kolan), to pies dostaje zajoba totalnego, chce nas bronić itd. Amok. Komenda siad troszkę go na chwilę uspokaja, ale pies przez resztę spaceru rozgląda się nerwowo i szuka celu ataku. Także każdy obcy podbiegacz jest problemem, ostatnio taki się trafia o masie 70 kg - spasiona mastiffka lub w typie. Strix - co do Hillsa, to było jakieś 5-6 lat temu. Fiśki i Babci już nie ma niestety z nami (Babcia umarła, a Fiśka dostała po jej smeirci udaru, udało nam się ją jakoś wyprowadzić, ale pół roku później dostała zawału w upał. Poza tym siadywała w pokoju Babci i wyła... Masakra). Wtedy nie wiedziałyśmy, ze Hills to bubel, wet polecił, to kupowałyśmy. No suce nie zaszkodził w każdym razie. Bardziej zaszkodził jej stres i wiek. Teraz jedziemy na karmie Josera licząc, ze jest ok.
-
A u mnie nie tylko problem ze spaniem, ale w piatek coś mi się porobiło w krzyżu i nie mogłam spać w ogóle na plecach, na boku (o brzuchu nie wspomnę), bo nie mogłam się podnieść, w ogóle coś mi promieniowało z krzyża na pupę i uda, także średnio. I tak od piatku wieczorem do soboty wieczorem. Przeprowadziłam sporo eksperymentów z pozycją, poćwiczyłam, kupiłam wałek pod plecy i pupę i w niedziele mogłam się ruszać i podjechać do Sokolnik na spacer po lesie. Poza tym pęcherz - dramat, co chwila sikac, a tam trzy kropelki. Uh, masakra. No a poza tym zyjemy. Własnie w piatek i sobote było fatalnie. Poza krzyżem permanenta zgaga i ósmy dzien migreny, także tylko stopy miałam uzywalne :) Mam nadzieję, ze to się nie powtórzy, bo ja strajkuje.
-
Moja babcia emerytka karmiła sukę hill'sem light, jak suce się pojawiły problemy z kręgosłupem ;) Także czasem można całkiem skutecznie uświadamiać. Suka przedtem dostawałą ryżyk i dobre mięsko z warzywami :)
-
Są akcje typu Arka Noego, gdzie sie psy kastruje i sterylizuje np. na koszt miasta, za pół ceny, czy inne grosze. Są też schroniska, np. Medor w Zgierzu, gdzie schronisko oferuje zabieg za darmo.
-
Wiesz filodendron, ja sama nie cierpię takich porównań, jak pies ze schronu - dziecko z domu dziecka. Po prostu człowiek z pewnym poziomem powinien miec na tyle rozwiniete poczucie etyki, morlaności, empatii, że nie porównuje dzieci i psów. No ale skoro rozmówca tak rzuca, staram się dopasować argumenty :| Sama w sumie myślę o tym, żeby kiedyś, za kilka lat, adoptowac dwójkę dzieci (poza planowana dwujką własnych), zeby dac małym ludziom w wieku dowolnym jakąś szansę na dom. Oczywiście wiadomo, czas i nasze mozliwości zrewidują plan, ale chciała bym i wiem, że nasze wspaniałe prawo rzuca taką ilosc kłód pod nogi, że sie odechciewa.. Panbazyl, miałam to samo skojarzenie. Jak mamie o tym opowiedziałam, to teraz na hasło [I]szczur[/I] krzyczy "NIE MÓW MI NIC O SZCZURACH, BO MI NIEDOBRZE!"
-
Dla wielu to jest problem sądząc po ilości psów w schroniskach (tak samo, jak dzieci w domach dziecka, ale wraz z moim zdaniem dotyczacym ludzkiej sterylizacji, aborcji itd już inna kwestia). Wielu ludzi bierze psy z myślą "suka raz w życiu musi być szczenna dla zdrowia" - lepiej, zeby dostali sukę wysterylizowaną. Ewentualnie puszczaja psy po osiedlu (jak przez wiele lat robili rodzice mojego TZ, zanim on mnie poznał i zrobiłam im wykład na ten temat) - bo według nich "pies musi się wyszalec, wróci w swoim czasie" Po prostu kastracja/sterylizacja likwiduje całkowicie ryzyko, ze coś pójdzie nie tak i pies da nogę, wydupczy trzy suki i narobi w sumie 21 młodych, niechcianych psów, których znów ktoś nie upilnuje i znów się rozmnożą. Otóż problem z upilnowaniem jest duży, na samym forum była dziewczyna, która miała sukę z cieczką i po prostu pies ze wsi przelazł przez płot. A potem to samo spotkało córkę tej suki. Poza tym znam wiele bezjajecznych psów i nie moge powiedziec, zeby na nie jakos to wpłynęło, tak samo, jak sterylka na suki. Sobie zyja swoim psim życiem zadowolonego, rozpuszczonego, zrelaksowanego psa
-
Odpowiedz proszę na moje argumenty. [QUOTE]a usypianie miotów to zwyczajne zabójstwo na żywej istocie. [/QUOTE] Spróbuj przeprowadzić zabójstwo na nieżywej istocie ;)
-
[QUOTE]Bo wszystkie istoty są równe. Człowiek nie jest w niczym lepszy od psa. [/QUOTE] Ale to człowiek odpowiada za populację psów, również bezdomnych, za ich byt lub niebyt, za ich pozywienie, dach nad głowa itd. Człowiek w większosci wypadków opanowuje swój popęd, nie przelatuje każdej aktualnie płodnej samicy w okolicy, samica płodna nie lata z tyłkiem na wierzchu. Psy zaś kopulują ze sobą co cieczka, jeśli im pozwolić, bo tak u nich działa poped. Także kastracja jest jak najbardziej uzasadniona w wielu przypadkach - w tym np. w przypadku psów niehodowlanych, które co cieczka dostają hopla na tle suk i wyją, płaczą, uciekają. Przypominam jeszcze raz o trzech milionach psów do odstrzału na Sri Lance. Chyba lepsze życie bez jajek, niż nieżycie.
-
Jak dla mnie lepiej, zeby pies żył spokojnie kilkanascie lat bez jajek, niz żeby doszło do sytuacji, jak ta, gdy Sri Lanka godzi się na zabicie 3 milionów psów, bo wprowadzony w 2006 zapis o sterylizacji okazał się fiaskiem z powodu ogromnej korupcji. Pieniądze na zabiegi szły do kieszeni, a terz 3 miliony psów zostaną zabite, jakoś nie sądzę, że humanitarnie. Także co lepsze? Masowa rzeź, czy "okaleczenie", którego pies nawet nie odnotuje w swoim życiorysie.
-
Swoją drogą znam jedna parę, która nie chce mieć dzieci i tak po prawdzie - nie powinna. Są totalnymi naukowcami, aż do bólu i nie moga zrozumieć, dlaczego dwulatek nie rozumie ich dyskusji. Takze są ludzie, którzy powinni miec tę opcję :)
-
Ja na 6 psów mojego życia 1 wzięłam z adopcji, reszta sama przyszła, wiec mam gdzieś umowy i tym podobne wobec mnie. I tak spełniam wymagania, ale nie będę się płaszczyć. Jeśli będe chciała zaadoptować, psa, owszem, zaporszę na wszelkie wizyty dotychczasowego opiekuna, podpiszę wszystko, byle było rozsądne. Mi chodzi o psa, nie o czyjąś dumę czy inny element osoby :P
-
No tak, mogły po prostu pójść na łatwiznę i kupić takiego samego joraska, jak koleżanki. Rozumiem, ze każda osoba szukająca tu psa do adopcji to leniwy hipokryta, który nie raczył ruszyć odwłoku do schroniska. Wiesz, ja na przykład bym nie umiała pójść do schroniska i z czystym sumieniem wybrać jednego psa. Dlatego też nie potrafię być wolontariuszką - mam za słabe panowanie nad emocjami i po prostu bym się zapłakała, a to psom nie pomaga. Dlatego faktycznie łatwiej jest poszukać konkretnego psa przez forum dogomania, którego celem jest POMOC psom w POTRZEBIE. Kobieta liczyła, ze jest może akurat w potrzebie taki pies, o jakim z wnuczką marzą - mały, słodki, modny - bo dlaczego nie? Dlaczego inni mogą mieć rasowego psa, a ona nie, bo chce adoptować, zamiast kupić.
-
Izura, my już mamy plan z moim TZ :] Mamy podiweszany sufit, to się wytnie dziurę, wyciszy, są takie systemy bloczków do podwieszania rowerów, to na nich się będzie łóżeczko pod sufit podciągać, zeby szczury mogły swobodnie po podłodze biegać :P No a tak na serio to ja nie kumam histerii, ze dziecko chce psa. My chciałyśmy drugiego psa, to po prostu przyprowadziłyśmy. Mamę zatkało, kombinowała, ale pies został. Kilka lat później sama sprowadziła trzeciego... Jasne, nie każda rodzina tak ma, ale od tego są wizyty adopcyjne. Przypomniała mi się sytuacja, jak rok temu zimą odebrano dwa zagłodzone, zmarznięte dogi z ogromnej posesji z willą. Kasy w bród, ale nie na psy. A taka pani Władzia sprzątaczka za psa by się dała pokroić..
-
Widzę, że nie rozumiesz jednego drobiazgu. Może ludzie nie chcą kupić psa, tylko przygarnąć, bo w ten sposób pomoga psu i zyskają przyjaciela. Może stac ich na leczenie - to nie jest ani Twoja, ani moja sprawa, a jedynie ewentualnego DT. Ja, jak już pisałam, gdybym chciała berneńczyka (modna rasa) lub haszczaka (bardzo modna rasa, popularna w schronach), to bym adoptowała, nigdy kupiła. Btw, kundel nie nadaje się do sportu? Np. taki w typie rasy? To też zakrawa o hipokryzję :) Strix, ja na razie mam wizję mojego Fela kradnącego pełne pieluchy i wcierajacego sobie ich zawartość w uszy... Bo on ma niezwykły talent do przemykania cichaczem... Poza tym pewnie będzie foch o wózek, o łózeczko i - przede wszytskim - o smoczki i plastikowe obiekty, bo czemu to małe płaczące może, a my, psy, dorosłe - nie?!
-
Psu? Hello! W porywach pieciu psom i trzem szczurom :D Z najblizszej rodziny psom. Ze mną teraz żaden nie mieszka, ale ja z powodu szpitala w maju się do mamy przeniosę i wyniosę w sierpniu gdzieś. Więc pod jednym dachem wtedy będą na codzien moje szczury, dwa psy mojej mamy i w odwiedziny pies siostry. Plus dwa psy teściów w odwiedziny :) Także dramat.
-
Wiem. Ja się własnie zastanawiam, czy jak w czerwcu urodzę dziecko, to mam uśpić je, czy zwierzęta. Masakra jakaś. I na dodatek oboje z moim TZ pracujemy.
-
Brezyl, a nie wpadłaś na to, że może człowiek chce dac szanse bezdomnemu psu zamiast kupić? Ja np. marzę o berneńczyku lub goldenie, ewentualnie dalmatyńczyku lub bokserze i jak tylko będę miała możliwość, postaram się adoptować, nie kupić. Jestem może snobem, ale mi się te psy podobaja i wolę adoptować. A tu problemem jest zawód pani i fakt, że ma wnuczkę. Powinna być samotną dobrze zarabiającą osobą w średnim wieku - wtedy by miała szansę na cokolwiek. Weź też pod uwagę, ze w ostatnim czasie zlikwidowano conajmniej trzy pseudohodowle, w sumie ponad 100 zwierząt szukało lub szuka domu, w tym championy z rodowodem z dosc drogiej rasy, jaką są grzywacze. I co? Jak teraz ktoś by chciał, to niech będzie snobem w pełni i kupi zamiast adoptowac?
-
Erica... Ale się wkurzyłam, jak to zobaczyłam. I skomentowałam :| Omg... Sachma, ja też tak z moim kundliskiem robiłam, co więcej, pies potrafił złapać za smycz i skakać dookoła mnie usiłując się odbić od ziemi, żeby "polatac"
-
Myslę, że chodziło o komentowanie takie, jak np. w moim opisie. Kobieta nie rozumiała, co widzi, ale komentowała. TTB - terrier typu bull, o ile mi wiadomo :)
-
Ja się spotkałam z oburzeniem pewnej pani. Skarżyła mi się, ze wezwie policję na jednego gościa, bo pastwi się nad psem. Otóż facet miał jakies TTB (nie wiem dokładnie, co, pitt albo ast, ale ja ciemna w tej kwestii jestem) i podwieszał mu na drzewie opone, za którą pies szarpał wisząc nad ziemią. Pies to uwielbiał, wracał do domu z jęzorem po pas, a pani myslała, że ten gość psa chce zamęczyć. Na nic się zdały moje i tego człowieka tłumaczenia, wyzwała go od najgorszych i poszła do domu zadzwonić na policję.
-
Mi się podobała opowieść kolegi ze szkolenia :) Ma owczarka, chodzili za moją rada do przedszkola, spodobało się i teraz są na szkoleniu. Ekipa to 8 onkowatych plus york :D Ostatnio jeden ON zobaczył jakiegoś sporego ptaka i poleciał w krzaki. Szukali go chyba z godzinę, w koncu wrócili na miejsce szkolenia i tam czekali. Po jakimś czasie pies wrócił cały zadowolony i przyniósł właścicielowi... kuropatwę. To się nazywa szkolenie pozytywne człowieka :D
-
Ja się wczoraj dowiedziałam, że jednak mam 4 h pracować normalnie, a 4 h w HR udawac, ze coś robie. W związku z tym wymyśliłam, ze będę pracować 4 h normalnie, a 4 h szkolić chłopaków, któryz mają obsługiwac nasze projekty nockami i w weekendy, a od początku lutego idę na zwolnienie. Chciałam pracowac, ale firma chce mnie po prostu wypchnąc na zwolnienie i już :| No i mi wychodzi problem z biodrem, który myślałam, ze minał kilka lat temu. Bo dawno temu wyrżnęłam na schodach w autokarze (w Holandii na wakacjach, po 7 rundkach na rollercoasterze troszkę mi w głowie wirowało) i stłukłam sobie staw biodrowy. Noga bolała, sztywniała, ale rower i basen to jakoś naprawiły. No a teraz w ciązy wyłazi i 8h siedzenia powoduje niezły cyrk - noga sztywnieje, ból promieniuje od biodra aż do palcy. Masakra... Z pozytywnych - zaklepałam sobie termin slubu :D 14.04.2012 :] Nie dość, ze dzień po urodzinach mojej siostry, to gdyby przesunąć równiutko o 2 tygodnie, były by 3 i pół roku od naszego pierwszego spotkania. Jestem dziś cała w skowronkach :D
-
No u mnie to śmieszne jest to, że nazwisko mojego TZ jest bardzo niemieckie. Np. Szymon by w tym zestawieniu brzmiał bardzo izraelsko :) Dodając do tego naszą urodę, czyli ciemne włosy i duze nosy, to tylko pejsy dodać :) Ale chyba i tak będe przy nim obstawac, bo mi się podoba, w końcu z Łodzi jestesmy, żydowskie korzenie tu są nadal solidne, więc by młode pasowało. Najzabawniejsze imię dla mnie do wymówienia, jakie znam to Radomir, nazwisko też zaczyna się na R, a ja R nie wymawiam :D
-
No generalnie rozumiem pytania o klatkę itd, ale jesli o weta chodzi, to nadal do mnie to nie trafia, ale tylko dlatego, ze jedni mogą kogoś chwalić, a inni nie. Np. jakiś czas temu założyłam wątek o pewnym łódzkim wecie, którego uważam za partacza, a inna dziewczyna się zdziwiła, bo to jej ulubiony wet. My ze szczurami chodzimy akurat do Sowy, staramy się zawsze trafic na zmianę doktor Jóźwik, która ma hopla na tle szczurów i zna się na nich. Dostają karmę versele laga plus różne płatki zbożowe, warzywa, czasem wafelki ryżowe (dadzą się za nie pokroić), jak kichaja, to zaraz odrobinka jogurciku z lekiem na wzmocnienie, a klatka ma 100 cm szerokosci, w najwyższym punkcie ponad 100 cm wysokości, do tego na klatce domek z pudełka po butach, dalej parapet z widokiem na podwórze (lubią wyglądać), kołowrotek jako huśtawka (siedzą na niej i się bimbają) i ogrodzony paczkami brykietu drzewnego wybieg na podłodze. Mają chyba więcej miejsca od nas, ale może z powodu mojego podejścia do nich ankiety mnie drażnią (bo pewne rzeczy są dla nas oczywiste...) To samo z psami, u nas mają dobrze, sa zawsze kastrowane/sterylizowane, opieka u dobrego weta, dobra karma, kasa na leczenie jest zawsze, choćbyśmy mieli głodować. Znaczy ja rozumiem, ze te ankiety są niezbędne, ale wiecie.. Są ludzie i ludzie.
-
Kiedy zaczynaliście myśleć o imieniu? Ja dziś miałam dyskusję w pracy i wyłoniły nam się imiona Willibald i Wilhelmina :] Willibald to pradziadek mojego TZ ;) A tak na serio, Małgosia, Zosia, Adam i Szymon. Ciekawe tylko, co nam wyjdzie ostatecznie :)