-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Mój bardzo dawny pies (nie żyje ze 22 lata) Dziekan miał też brzydki nawyk. Nawet kilka. To był taki pies ponizej kolan, długowłosy, czarny z krawatem. Uwielbiał po pierwsze duże rude suki, więc usiłował się dobrać do znajomej stereki. Nawet z krawężnika nie dosięgał biedaczek. Kiedyś pogryzł go wilczur - przelazł przez płot i wytarmosił Dziekana porządnie. Po tym Dziekan rozpoczął projekt "eliminacja wilków". Witał się z takim, a jak już się rozchodzili, cichaczem podbiegał od tyłu, gryzł wilka w jaja i w nogi... Poza tym dwa razy uratował życie mojemu dziadkowi - dziadek zasłabł, a Dziekan leciał do domu po pomoc. Fajny pies był, do tego baaardzo mądry.
-
LIKWIDACJA PSEUDO W WIEKOPOLSCE - KOSZMAR potrzebna pomoc!!!!
Sybel replied to Agnes_Jot's topic in Już w nowym domu
Lula, jest wątek bulw w potrzebie, poszukaj tam, można się kontaktować bezpośrednio z opiekunem tymczasowym konkretnego psa i są namiary na człowieka podane. Nie ma co rezygnować, wiem, że Vito ma też sporo na głowie i może niekoniecznie przystępny styl bycia, ale psom pomaga - to chyba najważniejsze. Nieporozumienie z ludźmi nie musi przekreślać szans jakiegoś psa na normalny dom. A może grzywacza byś chciała? Gdzieś tu wcześniej jest podany link, ze znaleziono pseudohodowlę grzywaczy, 60 psów tam jest... -
LIKWIDACJA PSEUDO W WIEKOPOLSCE - KOSZMAR potrzebna pomoc!!!!
Sybel replied to Agnes_Jot's topic in Już w nowym domu
Ok, czyli dokładnie ma się kontaktować z TOZem, ze Strażą dla Zwierząt? Tak konkretnie może. Kobieta chce adoptować psa, więc fajnie by było odpowiadać w miarę sensownie, po co pies ma tracić czas? -
LIKWIDACJA PSEUDO W WIEKOPOLSCE - KOSZMAR potrzebna pomoc!!!!
Sybel replied to Agnes_Jot's topic in Już w nowym domu
Przepraszam, czy tylko mnie się wyświetlają posty lula2010 dotyczące białej buldożki? Pyta, pyta, a odpowiedzi nie ma... -
Killer już za TM [*]. Dług u weta został:(
Sybel replied to a.s.'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Sig, daruj już. Naprodukowałaś masę postów jeden pod drugim. Nic to nie zmienia. Pies jest psem w typie rasy, więc daj proszę spokój z tekstami balansującymi bardzo na granicy dobrego smaku i kultury osobistej. Tak poza wszystkim, po prostu zluzuj zamiast histeryzować. Pies dostanie czapę - szczęśliwa? Możesz juz spac spokojnie, że ta "popłuczyna" nie będzie grasować po naszym różowym, dobrym świecie. -
LIKWIDACJA PSEUDO W WIEKOPOLSCE - KOSZMAR potrzebna pomoc!!!!
Sybel replied to Agnes_Jot's topic in Już w nowym domu
Ja tam się martwię, co będzie z setkami psów z pseudo, których nie uda się teraz sprzedać. Jak one skończą? Przypuszczam, że czeka nas w 2012 boom na bezdomne psy w typie modnych ras... -
Florentynka, ja miałam zwykłe USG, nie miałam genetycznego (chyba...) Miałam robione w 13 tygodniu na przezierność fałdu karkowego - to jest genetyczne? Poza tym krew - morfologia, cukier, toxo, różyczka, cytomegalia, HIV, żółtaczka zakaźna, kiła, grupa krwi plus ogólne moczu. I wsjo. Trzy razy. Toxo mam co miesiąc robić na wszelki wypadek, nie zaszkodzi na pewno. W domu mam szczury, w domach rodziców psy.
-
Koło domu mojej mamy otworzył się jakiś czas temu gabinet weterynaryjny dra Uzarka Rosomak. Jako rodzina zazwierzęcona bardzo się ucieszyliśmy. Teraz już wiemy, że nie ma czym. Pan Doktor za każdym razem powtarza, ze ON to zrobi lepiej, niż jakikolwiek inny weterynarz. Cokolwiek by to nie było. Siostra chciała wykastrować psa, Tyś waży jakieś 25 kg. Pan Doktor zaśpiewał 300 zł, ale on obetnie psu też piąte palce w tylnych łapach, bo tak się robi i już. Nieważne, że siostra powiedziała, że ona nie chce, zeby psu obcinać cokolwiek poza jajkami, Pan Doktor wie lepiej. Tyś został wykastrowany w Sowie za 180 zł, a przy tym stracił tylko jajeczka i rodzina była pewna, że pies jest pod dobrą opieką. Odrobaczanie u niego dwóch psów (wewnętrzne plus wcierka na kleszcze) o wspólnej masie 25 kg to minimum 100 zł. Przedwczoraj moja mama poszła do niego po coś na uspokojenie, bo nasz Filip na stare lata zaczął się bać wystrzałów. Dostała 13 tabletek za 60 zł. Kazałam jej w necie sprawdzić, co dostała (nie powiedziała mi nazwy). Potem zadzwoniła, ze lek wywala w aptece do pudełka, bo dostała Sedalin... Dla psa, który boi się wystrzałów! Mówiłam, żeby wzięła coś ziołowego,syrop jakiś, ale mama o Sedalinie nigdy nie słyszała (ja dzięki dogo tak, ale jak szła do weta, nie mogłam sobie nazwy przypomnieć niestety). Pan Doktor nawciskał mamie kitu, ze to drogi, dobry lek, bardzo trudno dostępny w hurtowniach. W necie mama sprawdziła, opakowanie kosztuje poniżej 30 zł (13 tabletek to niecałe pół listka, nie wiem, ile jest w opakowaniu). Pan Doktor zaśpiewał 60 zł... Masakra jakaś. Na pewno byłą to ostatnia wizyta u niego. Tyle z moich doświadczeń. Mam jeszcze o nim historię od znajomej, za którą sama nie mogę poręczyć, ale może jest prawdą - nie wiem, tego nie mam prawa oceniać, nie znam z pierwszej ręki, Znajomej przyjaciółka mieszka z Panem Doktorem po sąsiedzku. Wie, ze weterynarz, więc poprosiła go o uśpienie swojego bardzo chorego psa. Zwykle daje się najpierw znieczulenie, potem zastrzyk śmiertelny. Pan Doktor w ramach oszczędności ograniczył się tylko do drugiego zastrzyku i pies skonał ludziom w męczarniach. Na pewno przyjmuje u nas w Rosomaku na Chryzantem, podobno zajmuje się też psami na Kosodrzewiny, ale tego na 100% nie mogę potwierdzić. Jeśli ktoś ma jakąś inną opinię na temat tego lekarza, z chęcią sie zapoznam, bo na razie mam ochotę iść i mu ten sedalin do gardła wepchnąć. Kazał psu dać pierwszego dnia 5 tabletek, drugiego 8 (nie wiem, jaka dawka, podobno 2 tabletki na 2,5 kg). Mama jest tak zdenerwowana, że nie wiem. Masakra z tym człowiekiem...
-
Killer już za TM [*]. Dług u weta został:(
Sybel replied to a.s.'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Prawdę mówiąc też bym ugryzła w takiej sytuacji... Psa można zignorować, kazać mu wyjść, wstać, odejść i tym samym przerwać zabawę, ale walić na ziemię i dociskać... Psa, który jest niestabilny, zestrachany, który nie ma poczucia pewności, dopiero je buduje. Omg, dobrze, że Tobie twarzy nie rozwalił :| -
Dziewczyny, a ja mam prośbę do Was o cofnięcie się o kilka-kilkanaście miesięcy. Jestem w 15. tygodniu i się tak zastanawiam, bo od początku ciąży waga mi na razie spada, nie rośnie (dobrze, bo jak już pisałam, kawał baby ze mnie). Po prostu się martwię, czy to ok nadal, czy 4. miesiąc to już powinna się waga zatrzymać. Od świąt mi ponad kilogram zszedł - przy czym ja mam dramatyczną przemianę materii, a teraz idzie nawet pół kilo w dwa dni - to jest naprawdę dużo u mnie. Poza tym tak patrzę na te Wasze maluchy, na ich fryzurki, miny i w ogóle i serce mięknie... Już się doczekać nie mogę :) Tak sie zastanawiam przy okazji, czy w tym tygodniu powinnam robić jakieś badania dodatkowe? Mam na myśli jakieś przesiewowe krwi czy coś na okoliczność genetyki? Mój lekarz prowadzący nic nie mówił, ale wizyta trwała nawet nie 10 minut z badaniem... Robiłyście coś?
-
yamayka, ja byłam przerażona, jak miałam to zrobić. Okazało się jednak, ze pies zupełnie zmienił zachowanie. Najpierw świrował (w kagańcu), ale dosłownie po chwili zaczął kontaktować. Po prostu reszta go zaakceptowała, jak zaczął się stawiać, był ustawiany - nie brutalnie, a konsekwentnie. Jeśli pies nie umie się zachować wśród psów, warto dać mu szansę się tego nauczyć. Mój pies NIE decydował, komu chciał wkopać. Bał się, u nas miał wsparcie, ale nie ingerowaliśmy. Po prostu sam musiał się dogadać - jak dzikie dziecko w przedszkolu. I nie, nie było krwi, obrażeń, lęków egzystencjalnych, traum. Ma za to wreszcie, po latach znajomych, wpuszcza psy do domu, bawi się. Nie miał tego przez 4 lata u nas. Został zmuszony do kontaktu i podziałało. Nie zawsze nagradzanie pomaga, czasem pies musi poradzić so0bie sam na moment. Z łagodnymi psami. Inna opcja to zwykłe zajęcia grupowe z psami. Pod okiem trenera. My poszliśmy na żywioł, ale nie żałujemy, psy znały teren, znały swoje zapachy już wcześniej, i to pomogło.
- 21 replies
-
- dominacja.
- gryzienie
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Killer już za TM [*]. Dług u weta został:(
Sybel replied to a.s.'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ma_ga, ale właściciel też musi zostać nauczony odpowiednich zachowań. Po prostu jeśli pies wróci do domu, a tam znów co innego, niż na szkoleniu, to cała praca szkoleniowca może pójść na marne. Wiem coś o tym, pies, o którym pisałam, był wychowywany przeze mnie, siostrę, mamę i babcię. Jak ojciec wrócił z zagranicy, to pozwalał psu na wiele rzeczy, na które u nas nie miał przyzwolenia. I co? Problemy zaczłęy wracać, aż urządziłam ojcu piekło (wyprowadził się na 2 tygodnie, bo chciał psa oddać do schroniska, ze głupi). Także opiekun MUSI brać udział w szkoleniu. Jakoś, nie wiem, jak, ale to jest konieczne. -
Killer już za TM [*]. Dług u weta został:(
Sybel replied to a.s.'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
A nie lepsze by było szkolenie na miejscu? Takie kompleksowe? Mam na myśli pakiet pies + ludzie, bo co da szkolenie samego psa, jeśli ludzie się potem pogubią gdzieś po drodze? No i pies nie jest u nich zbyt długo - czy to nie spowoduje, ze straci znów pewnosć siebie, nie wybije się z powoli budowanej relacji ze swoimi ludźmi? Może jest tam gdzieś w okolicy ktoś, kto by mógł czasem dojeżdżać, te pieniądze, które są zebrane, przeznaczyło by się na dojazdy ternera, szkolenia. Nie wiem, tak rzucam, bo wydaje mi się, ze zabierać stabillizację niestabilnemu psu.. Tak troszkę niefajne :| I może się psu czkawką odbić. Decyzja należy do Was naturalnie, podrzucam tylko obcy punkt widzenia, moze posłuży jako argument, a może nie ;) -
Killer już za TM [*]. Dług u weta został:(
Sybel replied to a.s.'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja ich rozumiem, też miałam psa, który mi do twarzy wyskoczył, ale zdążyłam dać mu w pysk. Rzucał się na wszystko i wszystkich, jak mu coś do łba strzeliło. Ważył te 30kg (dalmatyńczyk), rozważaliśmy bardzo poważnie uśpienie. Tylko wiecie... Czasem się nie da, czasem chce się dalej próbować, bo taki pies nagle pokazuje inne oblicze i się mięknie. To jest cholernie trudna decyzja. Łatwo wyrokować, jak się siedzi w domu, przy kompie, między swoimi milutkimi, łagodnymi psami. Ciężej, jak widzisz te wielkie, lekko szalone oczy i wiesz, ze to nie jest wina psa. On nadal się boi, nie ufa, myśli, ze musi walczyć o każdą sekundę. U nas pies został, wykastrowaliśmy go, na początku też nie był traktowany tak, jak bym to teraz zrobiła. Staraliśmy się być delikatni, ale jeśli mu odbijało, trafiał na totalną ścianę, natychmiast było kategoryczne Wyjdź (Ale był dość karny). Jak dla mnie decyzja, jaka by nie była, należy do tych ludzi. Niech próbują. Może się uda. Może pies nagle zaskoczy, o co biega i złagodnieje - czasem tak bywa, jakby się coś w głowie przestawiło nagle. -
Obroża antyszczekowa jak dla mnie jest troszkę okrutna. Serio. Najpierw trzeba go oduczyć pewnych zachowań, zamiast montować mu kopiące niskim napięciem urządzenie. Zawsze można umówić się z grupą znajomych psów i puścić małego z nimi w stadzie. Będzie się rzucał, dostanie po tyłku i nagle się zacznie dogadywać. Mój pies taki był, rzucał się na wszystko, co się rusza. Wzięliśmy go na działkę z moim drugim psem i dwoma mojego faceta, których Filip nie znał. Troszkę się pokotłowali, teraz jest miłość, poza tym dzięki temu od czasu do czasu mamy jakiegoś psa na tymczasie, a Filip ma też na osiedlu koleżanki. Są psy, których nie akceptuje, ale wiele polubił. Tylko ważna rzecz - NIE INGEROWAĆ, jeśli nie jest bardzo ostro. Psy będą się przepychać, przygniatać do ziemi, ale jeśli krew się nie leje, żaden nie wpada w morderczy amok, to nalezy ingerować. Krzywdy sobie nie zrobią, poustawiają zasady i już.
- 21 replies
-
- dominacja.
- gryzienie
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Kiepskie święta :( Bardzo mi przykro.
-
sed_, a w jakim wieku pies do Was trafił? Miał minimum 8 tygodni? Czy od początku był jakoś socjalizowany z innymi psami, z dziećmi? Czy też był izolowany? Usiłowaliście chodzić na regularne spacery z innym, spokojnym, młodym psem? Może np. zwykły marsz koło innego psa tak na dobry początek pomoże? Potem dopiero próby jakiejś zabawy, czy czegoś. Najpierw niech się zapozna z psem. Co do dzieci, jeśli znacie jakieś, które nie boją się psów, a które można wykorzystać do nauki psa - moze spacer z dziećmi, a jak pies do nich podejdzie i nie obszczeka, dziecko daje smaczek w nagrodę. Poza tym psie przedszkole lub inne tego typu szkolenie grupowe by dobrze wszystkim zrobiło, bo to jest szkoła dla psów i ludziów ;)
- 21 replies
-
- dominacja.
- gryzienie
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Mój TZ jest informatykiem, jak go wysyłam po zakupy, to potem sama idę dokupić 2/3 rzeczy, o których pomimo listy zapomniał... Generalnie on często powtarza taki dowcip: Żona wysłała męża - informatyk po zakupy: "Kup 6 parówek, a jak będą jajka, to 12" Mąż wchodzi do sklepu i pyta "Czy są jajka?" "No są" "To poproszę 12 parówek"
-
Gwoli sprostowania - moja siostra nie ma żadnych problemów z ostrym R, bo poza mamą i ciocią w rodzinie były bacie, tata, inne ciocie. Takze bez przesady z tym poprawnym wzorcem, mało kto mieszka na odludnej wyspie bez innych ludzi. Akurat wiem, jak wygląda sprawa z dosyć krótkim więzadłem, np. przy prześwietleniu zębów w dolnej szczęce podkłada się (lub podkładało za mojego dzieciństwa) takie kartoniki blokujące język. Gość się wściekał, ze mi to wypada i pociął kartonikiem całe więzadełko właśnie. Miałam jakieś 7 lat, a do tej pory to pamiętam. Takze jeśli dziecko ma naprawdę krótkie, nie ma na co czekać, bo to potem w niektórych kwestiach komplikuje życie. Nie bardzo, ale niektóre kwestie tak. Np. na bank nie nazwała bym dziecka Barbara lub Ryszard :P A jak mówię bardzo zirytowana "nosz ku*wa", to mój TZ jakoś zwykle parska śmiechem i mówi, ze wychodzi mi to z wyjątkową pasją... Nawet w imionach psów unikam R :)
-
Potwierdzam to, co pisze gameta, jeśli chodzi o brak ruchomosci języka. Mam, znam i nie jest to fajne. Trzeba koniecznie podciąć, a potem ćwiczyć. Ja jestem z wykształcenia filologiem i nie wyobrażacie sobie, jak frustrujący jest fakt, ze Słoweńcy mają ostre R. Tylko po angielsku mi ono ładnie wychodzi. Czasem dobry logopeda znajduje się na uniwerku, na pedagogice. Moze to być jakiś wykładowca, który pomoże maluchowi w ćwiczeniu właśnie.
-
Ta, było, że można dać psa jako gratis do wyprawki i tego nikt nie zabroni, więc nie ma się czym martwić. Dno i trzy metry mułu.
-
Jestem w 4 miesiącu ciąży, w związku z czym moja mama zabrania mi prowadzić Filipa. Filip waży zawrotne 15 kgt, według mamy szarpie, według mnie - nie. No i się uparłam, że będę go prowadzić, postawiłam naturalnie na swoim (starcie tytanów, czyli dwa uparte osły rzucające argumentami - było na co popatrzeć pewnie :D ). Idziemy sobie spokojnie, Felo (10kg) lata luzem. Hen daleko widzimy babkę z wielką mastifowatą suką, więc strategicznie udajemy się w przeciwnym kierunku. Już myślałam, ze spacer będzie spokojny, a to krówsko leci na nas. Niefajny widok, suka waży jak nic 70 kg i ja się jej boję, bo jest nieco zafiksowana. Za nią leci pańcia. Filip na komendę usiadł, Felek raczył nawet podejść do mamy, obwąchał się z suką, ona oczywiscie cała zjeżona i już miałą na Filipa startować, ale moja mama ją złapała za obrożę. Pańcia dotruchtała "ona nic nie zrooobiii...", ale jakoś mam wątpliwości, bo Filip jest dziki i na bank by ją sprowokował, a wtedy niewiele by z niego zostało - co najwyżej carpaccio. Mnie w takich sytuacjach krew zalewa. Jak wiesz, ze pies nie słucha, NIE PUSZCZAJ GO ZE SMYCZY w miejscu, gdzie są inne psy. Proste? Nie...
-
pepsicola, z wędzidełkiem, to jak będzie starsza, idź do logopedy koniecznie. Ja mam i wymawiam "franuskie r", które dla mnie brzmi jak jakieś coś pomiedzy j i l. Ogólnie mi nie przeszkadza, ale gwarantuję, ze dzieci są bezlitosne i w szkole będzie miała przechlapane. Można wędzidełko podciąć i rozruszać język. Ja się o tej opcji dowiedziałam mając ponad 20 lat, bo u mnie mama i cioctka też nie wymawiają ostrego r i rodzina nie zwróciła na to uwagi po prostu. Tyle, że moja wychowawczyni w klasach I-III była logopedą i nie zwróciła na to uwagi...
-
Dzięki, to mam o czym myśleć :) Ja się biję z myślami, na razie zakładam, ze będę miałą pokarm (mam spory biust, w rodzinie nikt nie miał z tym problemów), z jednej strony mi się to marzy, z drugiej... boję się bólu, szczególnie przy ząbkowaniu. Może poakrmię 3-4 miesiące i odstawię? Nie wiem, pomyślę, pogadam z TZ, niech ma swój wkład :) Agaga, Ty o Dukanie myślisz? Ja bardzo, ale to bardzo odradzam. Szkodzi na nerki, mi rozwalił żołądek, choć stosowałam go w ograniczonej formie - straszna zgaga, no masakra. Bardzo to szkodliwe. Poza tym po kilku dniach mi sie na myśl o posiłkach cofało. Koleżanka na tym 16 kg zrzuciła, a potem pół roku wyprowadzała nerki na prostą, bo pomimo picia ogromnych ilości wody białko zapchało nerki. Wyła z bólu. Jak juz, to ja sama, jako regularny grubas, polecam dwie opcje, które sama chcę rozważyć po ciąży. Pierwsza to po prostu współpraca z dobrym dietetykiem. Druga, nieco tańsza, to zapoznanie się z indeksem glikemicznym jedzenia. To jest chyba dieta dla cukrzyków, nazywa się to Dieta Montignaca. Chodzi o to, zeby jeść zrównoważone jedzenie, w odpowiednich ilościach i odpowiednio przyrządzone (np. surowa marchew ma znacznie niższy indeks glikemiczny, niż gotowana). Dukan i wszystkie te diety białkowe to jest zabójstwo dla układu pokarmowego (zaparcia, zgagi, brak zrównoważonej gospodarki witaminowej, że o psychice nie wspomnę - owoce, warzywa, słodycze, chleb, an które patrzysz z tęsknotą, a wsuwasz jakieś paskudne placki z jajka, twarożku i mąki kukurydzianej). Owszem, jest spadek wagi, przynajmniej na początku, ale końcowy bilans wypada niekorzystnie, bo za bardzo obciążasz sobie organizm. Moze rower, basen, nordic walking i do tego warzywa, wołowina, drób, zdrowe słodycze? Ja np. o tym marzę aktualnie, w ciązy zrzuciłam 2kg i na razie nie tyję, staram się nie jeść w ogóle wieprzowiny, czasem zjem gęś (polską owsianą), poza tym zupki (bez śmietany, niektórzy dodają mleczko sojowe w proszku), cukier tylko trzcinowy, zrezygnować z ziemniaków na rzecz brązowego ryżu, chleb pełnoziarnisty, na śniadanie pomidorek, czy dwa, do tego sałatki greckie itd. Serio, Dukan jest baaardzo szkodliwy, czego by o nim nie pisano. Pół roku miałam po nim solidne problemy, bóle żołądka i inne cuda. Nie warto.
-
Dałyście mi do myślenia z tym karmieniem. Dotychczas myślałam, że innej opcji, niż cyc nie ma, a tu się okazuje, że jak najbardziej. Mogę zapytać, czemu zrezygnowałyście? Po prostu chcę mieć o czym pomyśleć przez kolejne 5 i pół miesiąca :) A ja tymczasem lezę w łóżku z gorączką. Dziś już lepiej, ale wczoraj i przedwczoraj dobiłam do 38 i spanikowałam. Zimny prysznic, prenatal w pigułach, wczoraj wzięłam panadol, bo mi nie schodziło dziadostwo. Jak na mnie i tak łagodnie, bałam się, ze będzie moja klasyczna gorączka, czyli 41 stopni - potrafię tak 3-4 razy w roku załapać. No masakra, a tu na szczęście organizm pamiętał, ze mamy młode na pokładzie i się zachował, doszedł do akceptowalnego limitu... No doła wczoraj miałam na maksa, jeszcze na dodatek przedwczoraj przyszła teściowa podjęła kolejną rozpaczliwą próbę nawrócenia mnie na adwentyzm, nawet "Wielki bój" dostałam z dedykacją... Może od tego z wrażenia mi temperatura skoczyła :| Mój TZ się ucieszył, że będzie czym w piecu palić :] Teraz się martwię, czy panadol był dobrym pomysłem, czy maluchowi nie zaszkodził... No ale miałam opcję albo panadol, albo coraz wyższa gorączka - tak źle i tak niedobrze. No nic, zobaczmy, co dalej z tym. Dziś mam 37.0, więc ok, leżę w łóżku. Otworzyłam szczurom klatkę, ale jeden nauczył się wychodzić i co chwila musiałam go wyciągać a to z paczki brykietu, a to z jakiejś dziury... No i mają kolonię karną w zamkniętej klatce.