Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Co do kotów - to chyba raczej kwestia wychowania, jak od szczeniaka będzie z kotami, to będą to jego osobiste koty, nie do ruszenia. Co do whippeta - ona ma taka wadę genetyczną, tę samą wadę wykorzystuje się do hodowli bydła na mięso, są rasy specjalnie hodowane z tym właśnie genem. A pokazałam ją jako ciekawostkę :) Jej rodzeństwo zaś wygląda normalnie, panienka miała po prostu pecha.
  2. Dowiedziałam się dziś, ze dobrze jest w czasie ciąży ćwiczyć w ogóle na tej dużej dmuchanej piłce. W związku z tym pytanie: wiecie, jak dobrać właściwy rozmiar? Ja mam 170 cm i nie wiem, jaka powinna być średnica piłki. Podobno bardzo dobrze rozluźnia mięśnie miednicy, kiedy są napięte.
  3. Ten bulldog to aby nie ma jakiegoś przerostu masy mięśniowej? Bo mi się skojarzył z tym: [url]http://www.youtube.com/watch?v=5ia5zdfoou0[/url] To jest whippet, jakby kto pytał ;) Boksery są fajne, do tego ja znam na przykład same łagodne psy tej rasy, towarzyskie, łatwo współpracujące (np. w porównaniu z moimi rozpuszczonymi jak dziadowskie bicze kundlami), bardzo kontaktowe. No i maja ten look :]
  4. Ja bym mogła mieć dalmata, boksia, a z drugiej wilczaki mi się tak podobają... I corgi :D A mój marzy o jakimś TTB, ale nie w kierunku "pies morderca dla szpanu", tylko po prostu szaleje za szerokim uśmiechem, w którym widać aż wątrobę :] W kwestii porodu z lub bez męża to na razie teoretyzuję, nie wiem, co będzie w czerwcu. W ogóle to ja mam problem z liczeniem, który tydzień to który miesiąc. Jestem od jutra w 21 tc - to jeszcze 4 miesiąc, czy już 5? I nie dostałam terminu porodu i mam straszny problem z wyliczeniem. Nie wiem, czy mam watę w głowie, czy coś... Jak to się liczy? Moze głupie, ale wiecie... Magda IgM to chyba przeciwciała wskazujące na toczące się zakażenie, a IgG wskazują, że organizm kiedyś miał kontakt z toxo (albo odwrotnie, z pamięci piszę). Powinny być oba wyniki, ja za każdym razem je miałam, tak samo przy różyczce i cytomegalii.
  5. Engelina, ja właśnie taki sam będe miała :) Sukienki szukam w sklepie 9 fashion, ma w Łodzi swoją fabrykę i sklep firmowy. Obiad na 16 osób w przyjemnej knajpie, zamiast kwiatów karma dla psów z Medoru. Koleżanka na same talerzyki dla gości wydała 60.000... Ja na całość nie wydam więcej, niż jakieś 5-7.000, w tym obrączki. I tak bym chciała miec to już za sobą, o moim TZ od dawna myślę "mąż", a on o mnie od dawna mówi "żona" :)
  6. Moja siostra miała na ramieniu przez kilka lat, trafiła na dobrego dermatologa, który zlikwidował problem, ale nie pamiętam, czym, bo to lata temu było (co najmniej 20). Jakieś kremy to chyba były, które pomogły. Trzeba dobrego lekarza znaleźć, to pomoże :) U nas akurat kościelny nikt w rodzinie nie jest. Tzn mój ojciec nas kiedyś ciągał do kościoła "bo to tradycja", ale sam stal przed i palił, a my z siostrą miałyśmy klepać niezrozumiałe dla nas modlitwy. Teraz się upiera, że chrzest to polska tradycja, na co mu odpowiadam, ze według niektórych polską tradycją jest ginąć na barykadach, czego również nie planuję w najbliższym czasie. Zresztą z tego, co widzę w rodzinie TZ, to chrzty i komunie są jakąś traumą. Ludzie kasy nie mają, wiec cichaczem robią chrzest, komunię, zapraszają tylko część rodziny (czasem nawet nie własnych rodziców...), reszcie się w ogóle nie przyznają, ze cokolwiek takiego ma miejsce. I o co chodzi? Jak się komputer popsuje, to wiedzą, jak kogoś znaleźć, jak potrzebują transport - też. Dlatego uznaliśmy, że dzieciak musi rozumieć, co sie z nim dzieje. O tyle cenię adwentystów, bo tam osoba dorosła sama podejmuje decyzję. Podczas mszy dzieci są w osobnym pokoiku i się tam bawią, żeby się nie nudzić i nie przeszkadzać. Generalnie każdy wybiera, co mu pasuje. Mnie tylko dziwi zupełny brak zrozumienia wielu symboli, modlitw, zabiegów przez ogromny procent wierzących. Patrzę na moje koleżanki, które w ogóle nie bywają w kościele, ale ślub kościelny, jedna nawet szyła z mamą pokrowce na wszystkie ławki w kościele przed ślubem. Do tego opłaty za usługę "co łaska, ale nie mniej, niż..." I "bo JA brałam ślub w katedrze! O!", jakby mały kościółek na wsi był gorszy, przecież Bóg jest wszędzie, również w sadzie, zagajniku, na łące, nie tylko w katedrze... Swoją drogą raz byłam na ślubie w Białej pod Łodzią, w małym drewnianym kościółku, gdzie ksiądz mówił jak Król Julian. My musieliśmy wyjść, bo nie mogliśmy się uspokoić, po prostu pierwszy raz w życiu płakałam na ślubie - ze śmiechu :D Uznaliśmy, ze gdyby rodzina naprawdę mocno naciskała, to ślub TYLKO tam :]
  7. Mój pies nazywał się Dziekan, bo się do ciotki do dziekanatu przybłąkał. No i mama kiedyś z Dziekaśkiem odwiedziła ciocię w pracy, żeby pokazać, jaki ładny z niego pies po wyczesaniu, umyciu, odkarmieniu. Akurat jakiś pan dziekan też był i z ciotką rozmawiał, a pies miał piłkę i szczekał na ciotkę, zeby rzuciła. W końcu ciotka się wkurzyła i mówi "Dziekan, zamknij się i siad na d*pie" - a facet bach na fotel :D A pies nadal dziamał :D Także niby nie imię ludzkie, ale też bywa zabawnie :]
  8. Strix, nas kiedyś tak dwa lumpy napadły ze sznaucerem olbrzymem, jak szłyśmy z siostrą i psami. Miałyśmy wtedy moze 12 i 14 lat. Zanim zaczniecie marudzić, ze takie dzieci - psy były duże, z ulicy, ale wychowane przeze mnie i młodą w największym stopniu i nas się najbardziej słuchały, zresztą dały by się za nas pokroić. Oczywiście lump agresor zaczął na nas szczuć swojego, na co my nasze psy usadziłyśmy i się tak rozdarłyśmy, że sąsiedzi po prostu wyszli nam na pomoc. Ale psy jakoś wytrzymały. Jeśli o pamiętliwość chodzi, to na moją sukę kiedyś na wakacjach sąsiad naszczekał - do konca zycia darła pysk na wszystkich łysych z brodą... Po prostu sobie zapamiętała, problem był, jak była po udarze, a kardiolog był łysy z brodą...
  9. Ja po prostu wiem, jak panicznie mój TZ się boi lekarzy, igieł, krwi. Niby twardy i tak dalej, ale nie wiem, czy podoła. Ja wiem, na co się piszę, ale nie wiem, czy on po prostu nie zemdleje, czy coś. Wiem, jak u weterynarza to wygląda. Nawet jak szczur dostawał zastrzyki, to ja trzymałam gryzonia, a TZ stał tyłem. Jest super facetem, jest bardzo odpowiedzialny, pomocny, ale po prostu ma taką, a nie inną słabość. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało, jak brzuszek urośnie, jak zacznie być wyraźnie czuć ruchy. Na USG ze mną chodzi, bardzo się interesuje każdym wynikiem badania, pilnuje mi witamin, ale sam poród... Na razie czarno to widzę. No, zobaczymy, co czas przyniesie. Zresztą nie wiem, czy nie będzie mnie wkurzało, jak on będzie mi mówił, co mam robić - w dobrej wierze, ale jak on mi się w jakiejkolwiek kwestii zaczyna mądrować, to mnie krew zalewa, więc kto wie...
  10. Ja miałam dalmata, znalezionego, wspaniały pies, ale właśnie ofiara pseudo. Ludzie, jak ja tego wariata kochałam... Był najpierw bardzo agresywny, zaborczy, niewyżyty, więc stracił jaja, wychowanie go było zaś bardzo konsekwentne i dość mocną ręką - nie wolno i koniec itd. Efekt był taki, ze pies stał się wspaniałym towarzyszem. No ale miał 5 lat i umarł, nie wiem, co to było - zatrucie, skręt kiszek, czy inne świństwo. Długo o niego walczyliśmy, ale wet nie wiedział, nie wiedział, a pies gasł - i zgasł. To było 5 lat temu, a ja do tej pory za nim tęsknię. W ruchu był piękny, mówiłyśmy o nim "nasz mały konik". Był ciut za wysoki jak na dalmata, jakieś 3-4 cm więcej miał, był dosyć dobrze umięśniony, ale bardzo harmonijny, miał ładny łeb z solidnymi faflami - podobny do Twojego Froda, tylko był bardziej łaciaty. Co do chrztów - nie mam do nich przekonania po tym, jak dobry przyjaciel mojego TZ poprosił go o bycie ojcem chrzestnym mówiąc "a, załatwiliśmy niedrogo ślub kościelny, teraz machniemy cichy chrzest, moze to pomoze, bo mały chorowity". No odechciało mi się. Zresztą mam w rodzinie ateistów, adwentystów, świadków jehowy, muzułmanów i fizyka :P Co wybrać, skoro sama w kościele byłam wieki temu i nie jestem w stanie zdzierżyć tam, chyba, ze zwiedzam jakiś ładny stary kościół jako obiekt architektoniczny, a nie sakralny. Do pani doktor nie mam telefonu. Na razie jem jogurty i zastanawiam się, czy nie użyć maści clotrimazolum, zeby złagodzić świąd. Ja po mamie mam wiecznie grzyby :| Takie uroki dziedziczenia skłonności :)
  11. Patisa, Ty masz tez dalmatyńczyka, prawda? Akurat boksio i dalmat to taki mój wymarzony dream team, jak już będę na swoim :) Chyba, ze coś innego znajdę... Moja przyszła teściowa akurat wiecznie szukała swojej drogi, próbowała Amway, jogę, różne cuda, ale na razie zakotwiczyła się u adwentystów, już ponad 5 lat tam jest. No i teraz jest spoko, ale na początku wykłady o kulcie maryjnym, o świętych, o obchodzeniu świąt - że skoro ja niewierząca, to dlaczego obchodzę. Ja zawsze odpowiadałam, ze dla higieny psychicznej, bo święta są po prostu człowiekowi potrzebne do przerwania rutyny w życiu. My bierzemy ślub cywilny, między innymi z powodu zbyt intensywnego nawracania. Dziecko nie będzie chrzczone, jak podrośnie, nauczymy o różnych religiach i sam podejmie decyzję. Nie zamierzamy do niczego nakłaniać, choć mój ojciec stwierdził, ze przez brak chrztu nasze dziecko będzie płakać, cierpieć i będzie wyszydzane. Nie sądzę, bo coraz więcej jest takich dzieci. Poza tym będzie miał wsparcie w nas. Ja mam teraz grzyba po antybiotyku, a właśnie się dowiedziałam, ze moja pani doktor, do której miałam iść w sobotę, jest chora i wizytę mam za tydzień w czwartek. Do tego czasu zwariuję, a nie mam opcji wcześniej iść
  12. Mnie co do wspólnych porodów rozwalila opowieść koleżanki, że jej sąsiadka rodziła, mąż stał obok (nie wiem, czy nie opisywałam tego), Dziewczyna złapała i ścisnęła pierwsze, co weszło pod rękę, czyli... klejnoty ślubnego. I trzymała do końca porodu. Musiał mieć operację, ze szpitala wyszli razem. To mogło zryć psychę :D Ja urabiam mojego, zeby ze mną rodził, bo się boję szpitali, poza tym jako współautor mógł by...
  13. Swoją drogą mój jest mały, wielkości jamnika. Przedwczoraj spał z mojej strony i chrapał. O 3 w nocy mój TZ mnie obudził i pyta, co mi tak w brzuchu burczy strasznie, bo mu spać nie daję. Myślał chyba, ze to nasz syn się przewala, a to pieseczek spał brzuchem do góry, na popielniczkę i piłował :D
  14. Ja skakanie do niedawna lubiłam, ale teraz, jak jestem w ciąży, mój ukochany szalony pies jakoś zawsze usiłuje odbić mi się od brzucha, więc na wejściu jest SIAD. Poza tym Felek pakuje się też do łóżka, ale wie, że tylko po mojej stronie ma to sens, bo TZ go wywali, więc Felicjan pełznie od ściany. Filip natomiast bez żadnych uprzedzeń - pcha się w środek i zadowolony, bo on i tak zaraz złazi.
  15. Ja mam na imię Agnieszka, nie razi mnie, jak ludzie swoje suki nazywają Aga, w sumie mi to wisi. Moje psy nazywają się Feliks/ Felicja i Filip. Z drugiej strony ludzie bardziej bulwersują się, ze siostra nazwała swojego psa Tyfus (oficjalnie Kaktus, ale Tyś się przyjął bardziej), niż że wołam Felicjan ty cholero! i wypada parówka w kubraczku. Jak ktoś nazywa dziecko Nikola, Izaura, Kewin czy Brajan, to to nikomu nie przeszkadza (no, mi akurat tak, bo głupie są w polskich realiach takie imiona w moim mniemaniu). Jedyna sytuacja, kiedy naprawdę mi imię ludzkie u psa nie pasuje, to jak ktoś nazywa zwierzę na czyją cześć. Mam ciotke, która bardzo brzydką, starą sukę nazwała Grażynka na cześć swojej teściowej - to już jest nieco nie halo. Potem mój kuzyn nazwał swój złomiasty samochód, chyba poloneza, na cześć tej właśnie ciotki... Taka karma ;)
  16. Saiko, a moze pralkę zamiast psa? Nie wymaga dotykania, patrzenia, nie zagryzie i wszystkich traktuje tak samo :) Reniak, masz fajnego, zrównoważonego psa. Jak rozumiem, reszta też z psem pracuje, ale mniej? Można popróbować wspólnych spacerów, np. idziecie we czwórkę, Ty zostajesz z psem, a reszta się chowa i psa woła - to jest super zabawa, która integruje psa ze wszystkimi, a na dodatek sprawia, ze potem potyka sie o język ze zmęczenia ;) Ty jesteś Szef, a reszta to Miziacze, u nas jest podobnie, my z siostrą w tej chwili to Miziacze właśnie, bo już z mamą i psami nie mieszkamy. I psy nas jakoś nie zagryzają, nie dominują.
  17. Mnie zastanawia, że mam się pozbyć szczurów, które nigdy nie wychodziły, a psy, które bądź co bądź chodzą po dworze, wąchają kupy, siuśki, liżą różne rzeczy, nanoszą na łapach - są ok. Przynajmniej według mojej mamy i siostry. Engelina, chyba każda z nas tak miała, nie? :D Obłęd, wszyscy wiedzą lepiej, niż my, bo my teraz to mamy móżdżki wypełnione watkami i pieluszkami...
  18. A ja postanowiłam, ze jak skończę ciążę i karmienie, być może również drugą, planowaną ciążę i karmienie, to przejdę na wege. Na razie wolę tego nie robić, bo uważam, ze gwałtowna zmiana diety teraz nie była by najlepszym pomysłem. Zauważyłam, ze od jakiegoś roku, czy dwóch mięso nie sprawia mi frajdy, bardzo rzadko zdarza się, ze mam ciśnienie na potrawy mięsne, nawet teraz, jak jest zimno. Nie jem go z przyjemnością, więc uznałam, że powoli się zacznę wycofywać z diety mięsnej. Zresztą, od dawna zdarza mi się jeść mięso raz -dwa razy w tygodniu, na dodatek zwykle dlatego, że nie ma nic innego w domu. Tylko zamierzam to zrobić na początku pod okiem dietetyka, zeby sobie z własnej głupoty nie zaszkodzić, zeby nauczyc się rozsądnie komponować posiłki i tak dalej :) Ineger, tak swoją drogą masz przerażajace teksty i poglądy. Ilekroć Cię spotykam na forum, ręce mi opadaja.
  19. Ja na razie wyczesałam psy :] Potraktowałam panów odżywką w sprayu, co było tak głęboko bulwersujące dla obu, ze potem polecieli do kuchni żądać ciastek :) Uznałam, ze lepiej ich najpierw wyczesac, a potem odkurzyć mieszkanie. No ale cóż... Do pracy rodacy :|
  20. Magda, i bardzo dobrze, nie cierpię takich kretynów, olej go spokojnie :) Ja na początku też byłam średnio traktowana przez mamę mojego TZ. Co gorsza, zapraszała nas na obiadki razem z wolnymi dziewczynami ze swojego zboru, takimi miłymi, porządnymi, wierzącymi, szczuplejszymi ode mnie i w ogóle ah i oh, wegetariankami, poukładanymi i cichutkimi. Tyle, że my z TZ mamy specyficzne poczucie humoru, bardzo wyraźne charaktery i poglądy, a panny nijakie były - i tu był problem, bo nie usało jej się "nawrócić" mojego lubego na jakąś porządną dziewczynę :) Ja jestem raczej energiczna, głośnawa (choć nie zabójczo), poza tym uważam, ze jestem dobrym człowiekiem - bo staram sie pomagać, a nie dyskutować o moralności. Ale bardzo niesmaczne były te sytuacje, nie cierpiałam tych obiadków. Teraz jest znacznie lepiej, zrozumiała, ze nic z tego i mnie chyba zaakceptowała. No ale znam to uczucie, choć chyba wolała bym, zeby mnie ignorowała, niż wciągała w dyskusje religijne. OMG, jak mi się nudzi. Najgorsze, ze od 11 zabieram się za odkurzanie i od razu dostaję "paraliżu" rąk, bo tak mi się nie chce odkurzać. Argh... No nic, chyba pora najwyższa, bo zaraz trzeba bedzie śmierdziele wyprowadzić na spacer :)
  21. A ja Wam coś opowiem. No ręce opadły, w sumie śmiac mi sie chciało, ale sytuacja była śmieszno-straszna. Jest na moim osiedlu taka starsza dystyngowana pani, lat 80 mniej więcej, jak to opowiadała, córka drwala, co za podupadłego hrabiego wyszła. Strasznie się tym szczyci, w ogóle taka bułkę przez bibułkę i ah i oh. Zawsze sobie pogadałyśmy, ma wnuka dwa lata młodszego ode mnie, którego potwornie z jego matka skrzywdziły - jak był mały, to parówki nawet mu mieliły, jak na sanki, to trzy pary rajstop, geterki i dopiero gatki śnieżne, więc Henio stał i patrzył, jak dzieci się bawią, bo ruszyć się nie mógł. Poza tym teraz jest ubierany przez nie na dziadka po prostu, a ma 26 lat. Masakra. W każdym razie jakiś czas temu mama się tej pani chwaliła, ze będę miała dziecko, bo mama strasznie dumna jest :) No i wyszło przy okazji, ze ślubu to my nie mamy, że ja chodzę do ginekologa ( O MÓJ BOŻE!). Pani była zbulwersowana, bo przecież ginekolog to takie niemoralne, poza tym to powoduje poronienia, ona NIGDY nie musiała iść itd. Dziś poszłam do kiosku warzywnego, akurat panią spotkałam. Ja jak zawsze radośnie się witam, bo sami osiedlowi znajomi, wszyscy pytają, jak tam, jak młode itd, a ta pani nic. Lód, normalnie aż się szyba szronem pokryła :D Spojrzała z obrzydzeniem, zlustrowała wzrokiem, odsunęła się jak najdalej. I co potem? Ano potem, jak zostałyśmy we dwie, ta pani dosłownie uciekała przede mną na drugi koniec kiosku. Cyrk na kółkach :D Ja tam miałam ubaw, ale tak sobie pomyslałam, ze jeszcze kilkadziesiąt lat temu, szczególnie na wsiach, dziewczyny takie, jak ja, czyli "z bękartem" były właśnie tak traktowane. Co tam, ze obie córki tej pani do świętych nie należą, to już drobiazg. Ręce opadły, jak już rozbawienie minęło i doszła właśnie taka refleksja, jakie to musiało byc bolesne - spotykać się z tym na każdym kroku.
  22. Sybel

    agresywna sunia

    Pewnie, ze wielu ma problemy. Mój pies trafił do mnie problemowy i po 5 latach pracy nadal ma swoje odbicia, które chyba już mu zostaną. Nie ma psów idealnych, w każdym razie ja nie znam, są albo zbyt rozpuszczone, albo tak karne, ze mam wrażenie, że ich mózgi poszły w świat. No i są jeszcze psy pośrednie, czyli w jakimś stopniu ułozone, ale bez szału. Tak w uproszczeniu.
  23. Takie małe jak yorki faktycznie niezbyt się nadają, takie od corgi to już jako tako ujdą. Też wiele zależy od podejścia rodziców. U nas, jak się urodziłam, był kundel własnie pi razy oko wymiarów corgi i jako nianiek sprawdzał się rewelacyjnie, na dodatek w trybie wolontariatu, a nie roli narzuconej ;) W rodzinie za to mam yoraska (8 kg...)jako prezent na pierwsze urodziny dziecka i pies ma przechlapane. Jak dla mnie podchodzi pod znęcanie, na co pozwalają rodzice. Szelciak z dobrej hodowli by się moze nadawał, ale sierść...
  24. Mi do głowy najpierw przyszedł Staffordshire Terrier, niby też TTB, ale fajny, aktywny, łagodny, choć wymagający pies. W UK znane są jako psy - niańki, bo są tak troskliwymi i fajnymi towarzyszami rodzinnymi. Wymagają jednak sporo pracy w wychowaniu i lubią dużo ruchu - dlatego wrzucam go w sumie tak bez większego przekonania, ale a nuż po lekturze na ich temat się spodobają ;) Może bokser? Fajne psy rodzinne, towarzyskie, stosunkowo łatwe w wychowaniu - przynajmniej ja znam same fajne boksie. Myślałam też o kundlach, sama mam kundle i są meeega fajne ;) I zawsze jakiś z domu tymczasowego to pies z poznaną psychiką.
  25. Łoł, faktycznie kawał chłopa :) Magda, trzymam kciuki za badanie :) Ja dziś jestem tak szczęsliwa, ze czuję się jak balonik dosłownie :D Mogła bym pod sufitem fruwać :D A teraz chyba się zdrzemnę, bo się strasznie w weekend spinałam i może się w końcu zdołam rozluźnić. Wczoraj, zeby nie myśleć, naprodukowałam faworków dla całej rodziny. Nie powiem, tak rozwałkowałam, że kruszą się w palcach, ale miałam kilka godzin z głowy...
×
×
  • Create New...