-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Olka, ja w 16 pierwszy raz poczułam skrobanie młodego :) Także skup się ;)
-
Co do tego bullka zza granicy, jestem co prawda słowenistką, ale pi razy oko mogę przełożyć: [I]PROSÍM VŠETKYCH hlavne z okolia Šale a blízkych miest[/I] [I]pomôžte pri pátraní po majiteľovi. Mestský úrad v Šali sme už kontaktovali, dajú nám odpoveď, no skúste ísť na obecné úrady v okolitých dedinách a popýtajte sa, či tam nemá niekto evidovaného psa, cca +/- 6 ročný bullteriér samec. Možno by niekto vedel, prosím tých ktorí sú z okolitých obcí okresu Šaľa a Galanta, pomôžte nám, máme toho naozaj veľa [/I]Prosimy wszystkich głównie z okolic Sale i pobliskich miejscowości, pomóżcie znaleźć (chyba) właściciela. Kontaktowaliśmy się już z urzędem miasta Sale, czekamy (?) na odpowiedź, spróbujcie jednak w innych urzędach i popytajcie, czy ktoś nie ma podobnego psa w wieku około 6 lat, bullterrier samiec. Może ktoś coś będzie wiedział, prosimy więc ludzi z okolicy okręgu Sala i Galanta, każda pomoc się przyda [I] Dnes 11.3.12 sme boli privolaní mestskou políciou k tomuto dobitému bulterierovi. Psíka asi vo veku 6 rokov, dnes niekto brutálne ubil kusom betónovej kocky, hlavne v oblasti hlavy - čím mu spôsobil silný otras a opuch mozgu, má zlomenú pravú prednú nohu, množstvo tržných zranenín a v plúcach má asi po silnom údere vzduchovu väčšiu vzduchovu bublinu. Momentálne mu boli podaré všetky potrebné lieky a infuzia, zostal v Nitre na veterine. Jeho stav je momentálne kritický a vážny.[/I] Dnia 11.3.12 zostaliśmy wezwani przez policję miejską do bardzo pobitego bullterriera. Pies ma około 6 lat, został brutalnie pobity kawałkiem boetonowej kostki, głównie w okolicy głowy - czym zafundował psu silny wstrząs i obrzęk mózgu, ma też złamaną prawą przednią nogę, możliwe są także obrażenia wewnętrzne, w płucach po silnym uderzeniu płyn (tu nie jestem pewna, ale tak wygląda). Natychmiast dostał odpowiednie leki i kroplówki, jest pod stałą opieką weterynaryjną. Jego stan jest w tej chwili krytyczny. Pies nie przeżył, jak wynika z komentarzy. Znam słoweński, troszkę serbski, rosyjski i zarys staro cerkiewno słowiańskiego, więc detali nie wyłapałam, ale sens jest taki, jak powyżej. Swoją drogą brzmi bardzo podobnie, jeśli to zblizony rejon, to możliwe, ze ktoś zbiera takie psy i katuje dla sportu... Flaki się wywracają, ze takie odpady chodzą po mojej planecie.
-
Z tego, co się orientuję, pies był również potraktowany czymś ostrym, poza tym z wypowiedzi w TVP2 wynika, ze był znaleziony w kagańcu, przywiązany do latarni, mial też starsze obrażenia...
-
Hehe, ja wczoraj, jak autobusem do mamy jechałam, co chwila w lewy bok obrywałam :) Aż łokieć podskakiwał :D Super uczucie :D
-
Ja normalnie mam wyższe, a przy takim fruwam pod sufitem :) Siostra mojego TZ ma normalnie poniżej 100, bo od małego pływa i organizm jej sie tak przestawił :) Zawsze się śmieje, że cisnienia to ona w ogóle nie ma :)
-
Ja dzis mierzyłam cisnienie, mam srednio 102/54, a ja sie dziwię, że mi słabo :P Engelina, to Ty już lada moment będziesz pączkować :D Ale Ci zazdroszczę :D
-
No, zapisałam się na pierwszy wolny termin do lekarza, czyli na 20.03. Kawę co jakiś czas piję, ale też nie za często, zeby młodego nie zalać kofeiną :) Martwię się, bo to dwa dni z rzędu, zobaczymy, jak dziś będzie. Przedwczoraj miało to swoje uzasadnienie, miałam bardzo ciężki dzień, bardzo dużo biegania z zaproszeniami po całej Łodzi, do tego mnie troszkę przewiało i myślałam, ze to dlatego. No ale wczoraj już nie było powodu, także na razie obserwuję.
-
Ostatnia krew ponownie wykazała anemię lekką, a do lekarza idę za tydzień po skierowanie i 27.03 do mojego prowadzącego. Żona kolegi, która zaraz będzie rodzić, regularnie mdlała pod koniec, więc przypuszczam, ze u mnie jest podobnie, choć w mniejszym stopniu. Mam bardzo niskie ciśnienie, to moze dlatego.
-
Dziewczyny, czy w okolicach trzeciego trymestru zdarzały Wam się zawroty głowy? Drugi wieczór z rzędu mam po prostu helikopter, jak się położyłam wczoraj do łóżka, to było tak, jak po sporej ilosci alkoholu, szczególnie z zamkniętymi oczami mi wszystko wirowało. W ciągu dnia nie, tylko wieczorami. Słyszałam, ze się mdleje czasem itd, ale w sumie nie spodziewałam się takich wiraży :|
-
A w lesie ja jestem za tym, zeby ktoś sprzątał po dzikach, np. dziki :] Jakiś czas temu spuściłam Fela na pół sekundy z oczu i zaraz był podwoziem do góry - na szczęście bobki były mrożone :) Mamy taką legendę rodzinną o naszym pierwszym psie, Dziekanie, historia sprzed 30 lat, ale w kwestii śmieci nic się nie zmieniło. Mama poszła z Dziekaśkiem na spacer, na moment spuściła go z oczu, a ten od razu pod sklep rybny i bęc - w wielką stertę starych popsutych śledzi. Podobno najgorszym szokiem było potem samo wejście do łazienki, w której znajdował sie bardzo z siebie dumny pies (on zawsze był z siebie dumny). No i napchał sobie ryb do uszu - wymyj to potem... Teraz się trafiają za to luźne głowy karpi, chociaż FIlip ostatnio znalazł całą wędzoną rybę...
-
Wiecie, u mnie część ekipy naprawdę ciężko pracuje, a część (czyli w sumie dwóch facetów) obija się, aż furczy. W jednym podzespole przypada około 800-1000 telefonów dziennie na 4 osoby, przy ciągle wyskakujacej na pierwszy plan konsoli (np. pisanie maila lub wykonywanie pozostałych obowiązków jest koszmarem, bo cały czas konsola miga). Po odebraniu 250-300 telefonów dziennie idzie się popłakać, ja do tej pory w domu nie włączam radia, żadnej muzyki, siedzę w ciszy. Problem w tym, że rozbieżność wyników była gigantyczna: ja miałąm np, 300 telefonów dziennie, a kolega 100-120... I dostał ostatnio taką samą podwyżkę, jak ja -za co? Dlatego teraz zamierzam pokorzystać, jestem wychowana w ogóle jako osoba, która pracę szanuje, czuję się bardzo odpowiedzialna za zlecone mi zadania, w pracy zajmowałam się ulepszaniem serwisu (dobrowolnie), bo wiecznie znajdowałam coś, co można przyspieszyć, ułatwić itd.
-
Ja jakiś czas temu dostałam ofertę od koleżanki, ze jakbym chciała powiększyć stadko szczurów, to ona chętnie z nami zamieszka, bo też chce być tak rozpieszczana :) Ale my kupujemy też karmę z wyzszej półki, czyli jakieś 18 zł za pół kilo, co wystarcza na dość długo, jak domieszać trzy rodzaje musli, otrąb, do tego suszone owoce, warzywka itd. Plus szampon - ale tu taki dla niemowląt, bo dla gryzoni jest znacznie droższy.
-
Ja po prostu uważam, że mam prawo wykorzystać należne mi przywileje. Moja firma to wielka, międzynarodowa korporacja, takie same obiekty, jak mój, czyli telefonicznie wsparcie IT 1, 2 i 3 linii są również w Portugalii i Rosji. Z tego, czego się dowiedziałam od ludzi z Portugalii, wynika, ze u mnie są najgorsze warunki. Nie mam trzynastek, jak ekipa z Portugalii, mamy dużo krótsze przerwy, wiele zespołów musi się wcześniej zapisywać na przerwę na siku, jeśli przekroczą 5 minut, muszą to odpracować (jeszcze nikt nie wpadł na wydawanie pieluch), 15 minut lunchu to troszkę mało przy jednej mikrofalówce na piętro, gdzie pracuje do 100 osób, więc się stoi w kolejce do odgrzania jedzenia. Dojada się przy biurku, ewentualnie zostaje się w sumie na 30 minut, ale wtedy trzeba odpracować. Jest zespół, który liczy 6 osób, a mają obsadzić zmiany 24/7 i wszelkie dni wolne. Za zeszły rok mają do odebrania średnio po 20 dni. Jeden człowiek pójdzie na zwolnienie i już jest paraliż zespołu, już trzeba kombinować z grafikiem. W innym zespole padają teksty "nie chcesz nadgodzin? Fajnie, w takim razie nie licz na urlop w terminie, o który prosiłeś". Także zamierzam wykorzystać wszystko to, do czego mam prawo. I w odwłoku mam, czy mojej firmie to zaszkodzi. Serio. Jak powiedziałam, ze jestem w ciąży, to zespół był zachwycony, a szefowie zdruzgotani pytali "ale to wpadka była, tak?" na co ja radośnie "w trzyletnim związku, przy dzisiejszej antykoncepcji wpadka? jakim cudem?" - wiecie, jakie miny mieli? Masakra.
-
O ludzie... Panienka się sama powinna była uśpić za ciężką głupotę. Na razie chociaż zapiszę, bo nic nie mogę. Tylko dopingować...
-
Wiecie, ja moją pracę też cenię, przez 2 lata okazywało się, że byłam najbardziej wydajnym pracownikiem w zespole, dzięki czemu wyrobiłam najwyższą pensję, miałam mało zwolnień, urlopy zaklepywałam z dużym wyprzedzeniem. Teraz też firmę odwiedzam, wczoraj między innymi byłam, interesuję się zmianami, mój zespół nadal dzwoni do mnie po pomoc w niektórych sprawach. Gdyby nie to, że firma mnie poprosiła, pewnie dalej bym pracowała, ale w sumie się cieszę, bo po wczorajszym dość obciażającym dniu wieczorem miałam bardzo napięty brzuch i dość solidne zawroty głowy, jeszcze dziś się dziwnie czuję i lekko mnie brzuch pobolewa. Najgorsze, że byłam pierwszą od 3 lat osobą, któa chciała pracować i firma nie wiedziała, co ze mną zrobić :| To też nie jest ok, jeśli firma nie ma żadnej propozycji, procedur dla takich osób, jak ja. Po prostu się poczułam olana, miałam robić "coś, cokolwiek, zeby robić", a jestem raczej ambitna, lubię się rozwijać i dla mnie to było chamstwo troszkę. Takie olewanie. Zresztą firma coraz bardziej oszczędza, na miejsce osób, które odeszły, nikogo nie zatrudnia, ludzie są przemęczeni, dostają nowe obowiązki, menedżerowie nie wiedzą, co i jak, nie znają procedur z własnych zespołów, nie umieją doradzić. Ja kilka dni przed odejsciem na zwolnienie dostałam opieprz od byłej koleżanki z zespołu, która awansowała na stanowisko menedżera, jak ja na komunikatorze zapytałam, czy jej zespół mógł by do słuchania muzyki używać słuchawek, skoro pracujemy wszyscy w helpdeskach telefonicznych, w open space, 60 osób na raz gada przez telefon, a gośc puszcza techno na full. Obraziła się na mnie, opieprzyła równo, że ona nas się nie czepia, jak hałasujemy (nas jest 8, ich 50), po czym zachęcała gościa do puszczania muzyki głośniej. W takiej firmie się średnio chce pracować. A miałam ogromny zapał od początku, angażowałam się w wiele dodatkowych aktywności, bardzo się utożsamiałam z firmą, bo jednak jest jakieś poczucie lojalności zawsze. Teraz - mam to coraz bardziej gdzieś. Dlatego nie dziwcie się, że chcę wykorzystać każą lukę. W UK jedna osoba na moim stanowisku zarabiała tyle, ile u nas 5 osób. Do tego w odpowiedniku mojego zespołu w sumie były 22 osoby - nas jest ośmioro. I mamy dużo lepsze wyniki. Dlatego teraz dla mnie najważniejsza jest rodzina, nie firma. Z rodzina spędzę resztę życia, z firmą - oby nie.
-
Halter jest przez wielu krytykowany, choć ja sama też go stosowałam i byłam z efektów zadowolona. No, ale to już do poczytania i ocenienia samodzielnie, czy chcesz stosować, czy nie. Przeciwnicy mówią o uszkodzeniu kręgosłupa, choć ja sama nie wiem, jak to osiągnąc, przecież nie szarpie się psa, jakby był ogromnym perszeronem. Ja tego używałam do psa o masie 30 kg, który zżerał wszystko,a do tego był agresywny - halter pomógł mi psa naprawić. Zamiast smaczkó szukaj innych nagród - poczytaj o klikerze, który na początku tylko łączy się ze smaczkiem. Postaraj się, by Twoje głaskanie i pozytywny ton były już nagrodą. U moich psów samo entuzjastyczne "taaaak! dobry pies, o jaki dzielny pies!" działa jak tabletka ekstazy ;) Takze kwestia wytworzenia więzi, zaufania, zwrócenia uwagi na siebie, a nie na świat. Poczytaj o odwrażliwianiu na rózne bodźce, chyba w galerii LadySwallow był opis odwrażliwiania terriera na ptaki - moze to naprowadzi Cię na trop, jak działać z Twoim psem.
-
Owszem, ale z tego, co zauważyłam, ludziom nie przeszkadzają inne śmieci, tylko psie kupy. A mi i to, i to bardzo przeszkadza. A najbardziej mnie dobijają lumpy pijące piwko i sra*ące za kioskiem i budkami przy przystanku - nikomu nie przeszkadza stos flaszek i ludzkich goowien. Najmniej zaś właścicielom budek z tego, co zauważyłam, bo o jednego kupują fajki, u drugiego piwko... Dobijające. Nie bawi mnie, jak idę do tramwaju, a tu doopa wystawiona i gość wali klocka. I można sobie dzwonić po SM, a oni przyjadą i spiszą babcie z pietruszką ze skrzynki...
-
Wiem, jak teraz słucham, jak moja firma najpierw wymusza nadgodziny, a potem nie chce za nie płacić, to mi się odechciewa (gość w ostatnim czasie wyrobił 167 h, bo go poproszono, a teraz moze co najwyżej odebrać). Moja siostra nie awansowała, bo usłyszała, że jest za mało asertywna, więc teraz zawzięcie odmawia nadgodzin w ramach ćwiczenia asertywności :). Zresztą, jak opisałam koleżance numery, jakie odwalają menedżerowie, to się za głowę złapała. Moja siostra pracuje w zespole ze swoim TZ (wysłała jego CV, jak tu pracowała, przyjęli go), więc jak chcieli razem zaklepać urlop, usłyszeli od menedżerki, że to niemoralne (czy ona jest władna oceny czyjejś moralności? Wątpię). Inny gość awansował na menedżera, więc tylko jego partnerka chodzi na wszelkie szkolenia. Jeszcze inny poderwał dziewczynę, która pracowała w jego zespole ze swoim TZ - tamten się wściekł i rzucił robotę. W ogóle etyka pracy u nas leży w dużym stopniu, ludzi awansują bez przeszkolenia itd. Masakra jest, do tego mam wrażenie, ze nawet dział HR ma problem z przepisami, na wszystko odpowiedź brzmi "nie wiem, sprawdzę" i czeka się tygodniami. Moja ciąża też była wielkim problemem, bo nikt nie wiedział, co z tym zrobić...
-
Kagańca ja bym nie używała do karcenia, kaganiec ma być częścią "ekwipunku", bo potem jak założysz jadąć powiedzmy tramwajem, pociągiem, czy idąc do centrum miasta, pies odbierze to jako karę. Bardzo zły pomysł jak dla mnie. Co do kramy, moze spróbuj Joserę (porównaj najpierw skład z Puriną), ja płacę około 150 zł za 15 kg. Albo Bosch lub Acana.
-
Gameta, bardzo dziękuję. Podesłałam Twoją odpowiedź też koledze, którego żona lada moment ma urodzić, pewnie też się przyda :) Ja mam do wykorzystania 4 dni z zeszłego roku plus z tego 26, poza tym mój TZ chce wziąć tacierzyński (to chyba są 2 tygodnie potrącone z mojego, prawda?). Potem na szczęście babcie się troszkę młodym zajmą, możliwe, że TZ będzie wtedy pracował zdalnie z domu (programista). Moja mama jako wykładowca uniwersytecki ma zajęcia dwa dni ciurkiem, a potem wolne, więc by też miała właśnie czas na opiekę nad Witkiem. Na razie jestem pełna optymizmu, najbardziej mnie to 7/8 interesuje właśnie. No i zmiany nocne, bo mój zespół ma być przebudowywany, dołączony do innego, pracującego 24/7, więc pewnie nocki, weekendy, swięta by były... No ale póki mam tę pracę, chcę się rok po Witku starać o drugie dziecko, TZ ma coraz lepsze perspektywy finansowe, a moja firma dosc dba o socjal, więc to dobry moment, skoro chcemy mieć dwójkę, to już za jednym rzutem - o ile wszystko dobrze pójdzie, obejdzie się bez cesarki itd.
-
Mam pytanie, może ktoś się orientuje. Jak to jest po ciąży w pracy? Rozmawiałam wczoraj z koleżanką, mówiła, ze u niej jak dziewczyny wracają na pełen etat, to dosć szybko pracę tracą, a jak są na 7/8, to przez rok są nie do ruszenia - jest coś takiego? Bo ja się kompletnie nie znam. Poza tym jestem zaskoczona, na razie jestem pod koniec 26 tygodnia, na początku ciaży schudłam jakieś 2,5 kg, teraz przybrałam 5, ale od ostatniego ważenia prawie kilogram mi zszedł. Aż dziwne :| Fakt, ze wszyscy mówią, ze mi ręce i twarz schudły, bo chyba się wszystko w brzuch przesuwa, ale aż sie zastanawiam... Ja sie dosc mocno pilnuję, bo generalnie jestem gruba, ale mimo wszystko wiecznie słyszę opowieści, ze tu ktoś przybrał 20 kg, tu 15... Wiem, ze do końca ciąży jeszcze kawałek, ale jak to u Was było/jest? Btw, mam dwa dobre przepisy, jakby ktoś miał potrzebę kolorowego jedzenia uszczęśliwającego ;) Jeden to po prostu mus owocowy zamiast słodyczy - ja zrobiłam wczoraj z pomarańczy, kiwi, jabłka, dwóch bananów - kilka dni miałam problem z wypróżnianiem, a to bardzo pomogło, a przy okazji jest pycha, szybkie, słodkie i w ogóle. Po prostu rozciercie na papkę, można dodać otręby czy coś. Drugie to stary indyjski przepis, babcia z dziadkiem mieszkali kiedyś w Ghanie (mama i ciotka były w liceum, dziadek został wysłany na placówkę, a córki uziemione w PL na kilka lat). Dziadkowie poznali tam parę Hindusów, od których dostali przepis na curry, my go oczywiście dostosowaliśmy do naszych realiów. Robicie gulasz z kurczaka lub wołowiny, z cebulką, z duża ilością curry (na ostro lub łagodnie), musi być sos. Do tego ryż brązowy w osobnej misce i różne owoce i warzywa świeże, każde w swojej miseczce. My dajemy pomidory, paprykę, ogórek, jabłka, gruszki, pomarańcze, banany, kiwi, brzoskwinie (mogą być z puszki), ananasy (też mogą być z puszki). Plus do tego orzechy nerkowca. Kładziecie na talerzu ryż. mięso, potem wybrane owoce i orzechy. Pycha :D W sumie nie wiem, czy w zmodyfikowanej wersji nie było by dobre dla maluchów :)
-
Edene, zrób jej badanie krwi pod kątem witamin i minerałów, ona moze mieć jakieś niedobory. To po pierwsze. Z tego, co wiem, wiele psów miewa podobny problem po karmach puriny. Może spróbuj inną karmę (Orijen jest dobry, ale drogi dość), moze zacznij mieszać suche z puchą (Animodna jest niezła i mocno pachnie). Do tego dodawaj raz w tygodniu twarożek do jedzenie, raz w tygodniu jajo na twardo, daj do żucia surową marchewkę - nawet ją wykorzystaj najpierw do zabawy. Po drugie zabezpiecz mieszkanie tak, żeby tam nic nie znalazła. Może łatwo powiedzieć, ale jakoś po tym, jak mi pies przekąsił plecak, udało mi się, a teraz mam np. szczury i też wszystko musi być bardzo zabezpieczone (jak się mój syn w czerwcu urodzi, to już nie wiem, jak wsjo zabezpieczę, ale to inna kwestia). Na spacery zabieraj zabawki, skupiaj psa na sobie cały czas, ilekroć odwróci wzrok, lekko ciągnij smycz, wołaj psa, oferuj zabawki, biegaj w drugą stronę, uciekaj psu. Nie wierzę, ze nie umiesz wymyślić ani jednej zabawy, która psa wciągnie, to po prostu nie jest możliwe. U mojego TZ był pies - zbieracz i nawet on wymiękał, jak mu się oferowało ulubioną zabawę. Co prawda jego akurat nauczono zabawy kamieniem i pod koniec życia miał strasznie starte zęby (głupota, nie ukrywam), ale są zabawy, np. ganianie za piłką, patykiem, szarpanie wałka do agility, które każdego psa skupią. Trzeba tylko poszukać zamiast usiaść i "nie da się, nie umiem, jejku jejku, jaki niemądry pies". Pies jest taki, jak go wychowasz. Skoro Cię olewa, to znaczy, że idziesz do niego złą drogą. Może kup linkę treningową, zabieraj psa na zabawy z innymi psami. A jeśli kaganiec, to fizjologiczny, lekki, przewiewny. Jak dla mnie to problemem jest dieta, moje psy robiły podobnie. Najgorzej było w sezonie mirabelek, Filip się nimi zażerał, potem dosłownie skóra mu śmierdziała od nich (Strasznie, nie wiedziałam, ze to możliwe). Przerzuciliśmy się na karmę Josera, w tym roku nie było żadnych problemów, ignorował mirabelki. Teraz zaczyna kombinować znowu, poluje na kupy, więc chyba czas poszukać innej karmy.
-
Czy to jest "hodowla", czy też ona prowadzi skup - sprzedaż? Bo jest też taka opcja, ze te psy skupuje , przetrzymuje i sprzedaje dalej, nie ma rozmnażalni. Trzeba to sprawdzić w sumie.
-
Ja już też wrzucam do zwykłego, jak innego nie ma, ale musze przyznać, że coraz więcej na osiedlu stawiają. Tylko co z tego, skoro idąc po klocek mojego psa muszę omijać istne pole minowe i to ludziom pod oknem. Staram sie zawsze sprzątać (chyba, ze kupa jest już kompletnie niedostępna, np. w krzakach, wtedy wiecej na butach wyniosę). Strasznie mnie wkurza, że u mnie widok osoby sprzątającej psią kupę jest taką rzadkością, tym bardziej, ze ilekroć któryś z moich psów robi kupę i jakaś osoba idzie, ja po prostu widzę, ze człowiek obserwuje, co ja teraz zrobię. A ja zawsze od razu zaczynam szykować woreczek.