-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Problem z owczarkiem środkowo azjatyckim
Sybel replied to marcinbaczyk's topic in Owczarek środkowoazjatycki
Cóż, mój nadal rzucał się na wszystko, co się rusza, brak jajek nie oznacza braku charakteru, braku umiejętności czy zaniku mózgu. To są tylko jajka, odpowiedzialne za popęd płciowy. I wsjo. Czasem wycisza lekko, ale nie zawsze. -
Grand Basset Griffon Verdeen-Czyli co muszę wiedzieć?
Sybel replied to Grand Perro's topic in Grupa 6
Jasne, dlatego właśnie jestem za tym, zeby autorka wątku sama się zastanowiła, czy da radę, czy nie ;) Bo takie nasze "bo ja, bo ty, bo ona" niewiele raczej wniesie :) -
Grand Basset Griffon Verdeen-Czyli co muszę wiedzieć?
Sybel replied to Grand Perro's topic in Grupa 6
Lady, tyle, ze u nas jeszcze była do niedawna kwestia pracy. Mieszkamy w Zgierzu, pracujemy w Łodzi, więc wyjazd z domu o 8, powrót najwcześniej o 18. No a teraz, jak jestem na L4 ciążowym, to też nie weźmiemy, bo nie mamy gdzie wstawić łóżeczka, a pies by tu zdechł z rozpaczy w ciasnocie. No i nie wiem, czy poród bedzie naturalny, czy cesarka, więc nie wiem, kiedy wrócę do formy. Planujemy dom, wtedy będzie pies (W zasadzie dwa lub trzy ;) ). -
No, a my dziś idziemy na przegląd w ramach 28 tygodnia :) I wiecie co? Za 18 dni będę mężatką, jakie to dziwne... Ostatnie święta jako "bezdzietna panna". Jak to leci. A za tydzień startujemy ze szkołą rodzenia. To, co Witek ostatnio odwala... Ja nie wiem, jak to będzie później, skoro teraz mam wrażenie, że mi wykopie dziurę w brzuchu, brzuch skacze, lata na wszystkie strony, wierzga... A on dopiero kilogram waży :|
-
Grand Basset Griffon Verdeen-Czyli co muszę wiedzieć?
Sybel replied to Grand Perro's topic in Grupa 6
Prawdę mówiąc malo znam osób, które poświęcaja psom aż tyle czasu, żeby się te psy nie bawiły w domu. I mało który spędza naprawdę dużo czasu na spacerach i ćwiczeniach. U nas jest 78 metrów, normalnie 2 psy, ale jak sis przyjedzie, to 3. Zawsze najpierw idziemy na dłuuugi spacer, żeby Kaktus się wyszalał, ale on po przyjściu szaleje dalej, poza tym z Felkiem chociaż piłeczkę pociućkają wspólnie, co i tak kończy się gonitwą. Ja np. w 26 metrach w ogóle nie zdecydowałam się na psa, mamy szczury, psu by było za ciasno, zresztą lada moment dojdzie łózeczko dziecinne, więc juz w ogóle by masakra byla. Zawsze trzeba ocenić swoje osobiste możliwości, mam na myśli ilość i jakość spacerów. My nie byli byśmy w stanie zapewnić odpowiedniej ilości satysfakcjonujących spacerów, zresztą mieszkamy w centrum Zgierza, gdzie jest po prostu fatalnie, jeden park, gdzie można w łeb dostać najwyżej. Bardzo żaluję, że nie mam psa, ale wiem, że by mu było za ciasno, nam by bylo też za ciasno. W najbliższej rodzinie mam 4 psy, którymi staram się nadrabiać straty. Po prostu trzeba ocenić możliwości uczciwie wobec psa, a nie swojego "chcę - nie chcę". Nie namawiam do rezygnacji z planów, tylko właśnie do takiej analizy prywatnie, bo na forum to my nic nie pomożemy tak prawdę mówiąc. -
Moje psy w deszczu wychodzą normalnie, tyle, że Felek usiłuje iść pod parasolem, a że jest wysokości jamnika, to niewiele to daje... Miałam dalmatyńczyka, który w deszczu usiłował się schować pod swoją nieco niższą od niego koleżanką :) A ona nie wiedzieć czemu się wściekała :D Poza tym kiedyś Pucel wlazł w głębokie krzaki zrobić kupę. Niestety, krzaki były zamieszkałe przez stado much, czy gzów - nie wiem, co to było. W każdym razie rój się poderwał i zaczął obsiadać psa. Pierwszy raz widziałam, jak pies jednocześnie kuca i podskakuje :) Miałam też na osiedlu wilczura, Szarika, który uwielbiał koty, ale to totalnie, zawsze ich bronił i w ogóle obłęd :) Na spacery chadzał z takim białym w szare łaty, a jak deszcz padał, kot szedł równo pod psim brzuchem :D Widok mistrzowski :)
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Sybel replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Ja uwieeelbiam metamorfozy :D Po prostu godzinami mogę patrzeć i zawsze staram się podkreślać znajomym, że pielęgnacja i miłość działa cuda. A już jak widać zmianę spojrzenia z przerażonego na rozpieszczone i wyluzowane - ja zawsze mam ochotę płakać ze wzruszenia ;) -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Sybel replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Jak mój Filip się błąkał, też ludzie mówili, że brzydki, że wstyd takiego psa brać. My wzięliśmy, został wykąpany, regularnie chodzi do swojej fryzjerki, więc nagle jest "jaki ładny piesek". Wkurza mnie to strasznie. Filip jest do kolan, czarny, pod spodem popielaty (w zasadzie w prążki), jakaś wariacja na temat sznaucerka i pudla. Teraz jest w ogóle bardzo zadbanym facecikiem, rozpieszczonym, dobrze nakarmionym, ale z ładną sylwetką, nie spasionym. Ma podobno 12 lat - według weta, ale skacze jak szczeniak, po porostu sprężynka z niego. Zresztą wszystkie moje psy były z ulicy i wiadomo, nie wyglądały powalająco. Ludzie nie rozumieją, ze jak psa wyczeszą, wykąpią, dobrze nakarmią, zadbają o jego kondycję, to zyskają piękne zwierzę. U nas nawet dalmatyńczyk z ulicy wyglądał fatalnie, jak go wzięłyśmy - był potwornie brudny, poraniony, z entropium w oczach. Kąpiel, czesanko, szybki zabieg weterynaryjny na powiekach, kastracja i piękny pies się wyłonił :) -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Sybel replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Co do rasy, znalazłam artykuł, zupełnie niezwiązany z kynologią. Spójrzcie na zdjęcie, na Tigrę. [url]http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,11418921,Pedofil_zaatakowal_przy_kosciele__Dzielne_kobiety.html[/url] No i tam drugim akapicie jest tekst "zabrałam ze sobą naszą labradorkę Tigrę". To jest wszystko, ale nie labrador... Ludzie naprawdę nie mają pojęcia o psach. -
A może to zmiana pór roku? ;) Bo Was wszystkie to zaatakowało na wiosnę, może młodzież poczuła dłuższy dzień i nie wie, co z tym zrobić :] Tak na serio - no po Waszych opisach zaczynam się bać prawdę mówiąc...
-
Magda, nie, wolę nic na głowę nie brać, generalnie wolę po prostu ciszę, ciemnosć i poduszkę pod głową zamiast leków. Teraz się zwlokłam tylko, zeby szczury zagnać do klatki, a generalnie chyba pogoda tak na mnie działa dziś :( Ale zaliczyłam dwa solidne spacery z piesami u mamy, więc to na plus :) I byłam dziś na próbnym czesaniu ślubnym, czekałam z tym upięciem do powrotu TZ, więc latałam z psami po łące z różowym kwiatem we włosach (różowy, bo taki fryzjerka miała). Narobiłam porządnym psom niezły obciach :D A, odkryłam fajną sprawę - bardzo mi na wszelkie problemy żołądkowe pomagają tabletki z lnu z serii zioła w tabletkach. Polecam, kosztują moze 6 zł za 20 sztuk, mi po nich przeszła zgaga, zmniejszyły się problemy z wypróżnianiem (W zasadzie znikły), teraz planuję dorzucić len zawsze do musli, tylko muszę kupić. Idę do łózka, wczoraj zasnęłam o 21, dziś już wytrzymuję do 22, a potem się budzę 5-6 ;( Straszne... A zawsze zasypiałam o 1-2 i mogłam spać do oporu lub do pierwszego psa w łóżku, jeśli zaspałam na spacer choć minutkę... A potem drugiego.
-
Czytałam rozmowę z jednym lekarzem dotyczącą krwi pępowinowej. Za mało się jej w tej chwili pobiera, ta ilość wystarcza chyba na organizm do 30kg, na dodatek najlepiej, jak by to szło powiedzmy "krzyżowo" między rodzeństwem, bo własna w wielu przypadkach nie pomaga - choroba ją zna i tak samo niszczy. Bardzo długo o tym myślałam i przy obecnym systemie podobno średnio to ma sens. Gdyby był duży bank pozwalający korzystać z krwi o odpowiednim stopniu podobieństwa, ale nie koniecznie spokrewnionej, to miało by to sens - ale wtedy ta krew powinna być pobierana rutynowo przy każdym porodzie. Moze niejasno napisałam, łeb mi pęka i strasznie śpiąca jestem, więc rano sprawdzę, czy bełkot nie wyszedł ;) A artykuł był jakiś czas temu w wysokich obcasach, pewnie do znalezienia ;) A Agnieszka to super imię, sama je noszę i jest bombowe :D
-
Darianna, gratuluję :D Z imieniem ciężka sprawa, ale ja wiem, że młodsza siostra Witka będzie Zofia ;) Gorzej, jak nam wyjdzie drugi chłopak, bo męskie imię, które by nam się podobało, to ciężka sprawa...
-
Na pewno przyda się behawiorysta, nasze teoretyzowanie niewiele da. Mi się na przykład wydaje, że pies po przejsciach teraz chce sobie ustawić rodzinę według swoich zasad. Jest on z Mamą, pod nimi Tata, tak leciutko w dół, potem Ty, a Mąż raczej na boku, na zasadzie "ja Ciebie nie widzę, to Ty mnie też nie zobaczysz i nie istniejesz". Najpierw sie bał, ale teraz, kiedy zyskuje pewnosć siebie, chce przegonić po pierwsze konkurencję do Mamy, po drugie wszelkie psy, które zagrożą jego pozycji, a po trzecie obcych ludzi, bo broni Mamy. Nie wiem, czy ma to sens, ale ja tak to widzę.
-
Do końca życia go obszczekiwał, tak dla zasady, a potem kładł się przy ojcu i spokojnie spał. Jak była burza czy wichura, chował się u ojca za plecami na kanapie, ufał mu generalnie, ale miał swoje zasady i obszczekać musiał. Z tego, co wiemy, Maks był w tym garażu od 24 do 48h. Był bity, pocięty, zlany benzyną i inną chemią, przez to poparzony. Bardzo długo nie chodził na smyczy, jak już go wzięłyśmy do domu, to się nas pilnował bardzo, nie uciekał. Chyba po pół roku pierwszy raz dał sobie smycz założyć. Do końca życia bał się nagłych ruchów, kiedyś spadła kartka u babci z biurka, to usiłował wejść pod łóżko i prawie dostał zawału. Jak babcia zgubiła klucze do mieszkania i ciotka właziła przez okno (na szczęście parter), myślała, że Maks będzie szczekał, a on przerażony do granic możliwości trząsł się u nas w pokoju. Z czasów bezdomności miał kumpla, który też znalazł dom. Był malutki, żółty (a Maks duży, umaszczenie, jak gończy polski, ale masywniejszy). Razem chodzili na spacery, Maks się z nim dzielił jedzeniem, nawet kosci dzielił, jak się błąkali. Tamten niestety wpadł pod samochód :( Maks w ogóle był biednym, ale bardzo dzielnym psem. Był naszym opiekunem, jak byłyśmy małe, nigdy nie pozwolił nas skrzywdzić, nawet jak obrywałyśmy za coś od rodziców, stawał miedzy nami i nimi i tylko patrzył (zaznaczam, myśmy nigdy lania nie dostały, po prostu były awantury, jak coś przeskrobałyśmy). Jak przybłąkała się Fifi, chora na parwo, to on przy niej czuwał. Potem dostała cieczki, trafiła na noc do schroniska (to było dawno, mama spanikowała), Maks siedział, wył i dosłownie płakał. Mama o 6 rano odebrała Fiśkę, ciotka nie pojechała na wakacje, tylko 3 tygodnie się małą zajmowała, potem młodą wysterylizowaliśmy i na stare lata Maks dostał koleżankę. Na jego i nasze nieszczęscie nikt nie wpadł na to, zeby go wykastrować, w efekcie umarł na raka prostaty - uśpiony w swoim ukochanym domu. To był piękny, dumny, mądry pies, ale do końca życia miał lęki. Mieszkał u nas 8-9 lat i miał bardzo dobrze (tylko na starosć Fiśka mu tak gryzła uszy, że dostał zapalenia... Małpa jedna...). Miał mężczyzn, którym ufał, bardzo kochał dzieci, był cudownym przyjacielem. Niestety praca z takim psem trwa całe życie, bo czasem jeden drobiazg potrafi zachwiać kruchą równowagę takiego psa na długo.
-
Też odradzam kontakt fizyczny, pies jest niestabilny, boi się, a jeszcze go nakręcać, jak np. będzie w trybie obrony w kuchni. Lepiej nauczyć go komendy WYJDŹ/ZEJDŹ i stosować, ilekroć pies zachowa się agresywnie. U nas dalmatyńczyk usiłował zdominować babcię, też był poważny problem, bo ją kompletnie olewał, więc babcia musiała najpierw siebie, a potem psa nauczyć, ze ona się liczy bardziej w domu, że to ona dyktuje, kiedy pies je itd. Pomogło, ale babcia się napracowała razem z nami.
-
Mój jeden pies tak miał, pomagał fakt, ze mój ojciec się nim głównie zajmował. Tata wychodził z Maksem na wszystkie spacery (no, na większość, pracował), karmił, z czasem zaczął też kąpać, czesać, jak Maks mu zaufał nieco. Tata psa nagradzał, nigdy nie karcił, było troszkę na zasadzie "dobry i zły glina" np. u weta - mama psa trzymała, a potem tata pocieszał po zastrzyku. U nas zadziałało, ale Maks raz ojca ugryzł, po latach, jak ten przyszedł do domu w stroju roboczym. Pies się przestraszył, nie poznał, złapał i dopiero zapach ojca dotarł - ale już była dziura w nodze... U Maksa to wynikało z faktu, ze zanim w końcu mamie i babci udało się go złapać (Długo się błąkał), jakieś bydlaki zamknęły go w garażu i strasznie skatowały, polały benzyną rany i w ogóle dramat. Dlatego pies tak reagował. Moja siostra miała 3 lata, ja 5. Jak młoda przy psie założyła spodnie po raz pierwszy, też wystartował, ale na szczęście szybko się połapał, ze leci na dziewczynkę, nie mężczyznę. Z drugiej strony w ogóle bronił przed mężczyznami dzieci i małe psy, które np. były na rękach - to był dopiero problem na spacerach. My nie rozglądaliśmy się za innymi psami, a za mezczyznami z dziećmi :| Pomóc powinien dobry behawiorysta, który pokaże, jak psa poprowadzić bez strat w ciele faceta.
-
A w jakim wieku jest ten domownik, to facet czy kobieta, jaki ma stosunek do psa? Bo trzeba zacząć od określenia, kto to, czy zajmuje się psem itd.
-
Gajos, on nie jest noszony w sensie na spacerze nie chodzi. Zwykle ląduje na rękach, jest wtedy wyściskany, a następnie wraca na ziemię, waży te 15 kg. Normalnie biega, chodzi, nie jest bagażem, nie jest pieskiem-zabawką. Był bardzo agresywny, zaczął ufać, zaczął się w końcu łasić, więc pogłębiamy tę jego potrzebę - ten pies ma lekki autyzm, więc jemu ta bliskość pomaga w naprawdę widoczny sposób. To nie jest mój pierwszy pies, ale zdecydowanie pierwszy taki... dziwny.
-
Darianna, spokojnie ;) Podobno wagowy boom bywa dopiero w trzecim trymestrze (więc zaczynam się martwić, zeby nie wytworzyć równika i nie nabawić się własnej grawitacji ;) ). Trzymam kciuki za czwartek w takim razie, ciekawe, co masz :) Magda, ja 03.04 ide do szkoły rodzenia w moim szpitalu i też pozwiedzam :) Nie moge się doczekać, a potem mam ataki paniki i tak aktualnie w koło Macieju... No i martwię się ślubem, ale wprowadziliśmy ulepszenie - rodziny zamówią karmę w sklepie internetowym na adres schroniska, a my dostaniemy tylko kwitki z zamówienia :) Co by nie targać...
-
Darianna, ja jestem właśnie na początku siódmego miesiąca, brzuszek widać solidnie, a waga skoczyła w sumie o jakieś 3-4 kg (na początku zrzuciłam, a teraz ważę o 2 kg więcej, niż przed ciążą), także spokojnie, tak trzymaj ;) 10-15 kg to norma, ale bywa, że dziewczyny nie przybierają wcale - lepsze to, niż po 20-30 kg, jak u moich koleżanek :| A ja odkryłam, że zaraz idę na USG w 30 tygodniu i wiecie co? Powoli zaczynam panikować, bardzo bym chciała dostać znieczulenie w kręgosłup, absolutnie nie głupiego jasia (podobno obecnie bardzo popularny w wybranym przeze mnie szpitalu) i bardzo bym nie chciała cesarki. No zobaczymy, co będzie. Chciała bym też, zeby szybko poszło, żeby mój TZ ze mną był (na szkołę rodzenia jest bardzo chętny, więc liczę na niego, ile tylko da radę - chcę mu oczywiście dać mozliwość wyjścia, jak podłoga zacznie go atakować). Wiem, sporo życzeń, ale chyba wszystkie standardowe :) A już za kilka tygodni ślub :) Co ja się sukienki naszukałam... Będzie ciemna, ale dodatki jasne - nie znalazłam innej ciążowej, a szyć nie chciałam, bo to za drogo jednak na nasze potrzeby. Za dużo mam ostatnio wrażeń :)
-
Gajos, ja rozumiem, że Twoje psy itd. Filip jest psem specyficznym, był bardzo agresywny, a teraz mu się przestawiło - staje słupka, jeśli się pochylam i zaczynam głaskać, dostaje "przykurczu" tylnych łap i zdecydowanie chce na ręce. Smycz, obroża, sucha karma, szkolenia - to też ludzkie wymysły. Wolę, jak chce na ręce i potrzebuje bliskości - kolan, tulenia, niż jak na początku - rzucał się na rękę, bał się dotyku. Zdecydowanie preferuję ludzkie wymysły, niż ludziopochodną agresję lękową, z którą przyszedł. Wyproszenie psa działa (u moich 4 w każdym razie) jak kubeł zimnej wody - oj, jednak nie mogę poskakać, a ludzie nie chcą mnie tutaj. To po prostu jest jakaś zmiana, która przerywa to, na czym był skupiony. Ja to traktuję jak formę kary i u nas działa skutecznie, jeśli któryś skoczy i usłyszy Wyjdź, przerywa skakanie, skupia się na nowej komendzie.
-
To może być też na zasadzie "ja chcę być w centrum zainteresowania, zajmijcie się mną, nie sobą wzajemnie". Ja w takiej sytuacji każę psu usiąść, a jeśli nadal świruje, wypraszam z pokoju, aż ochłonie. U mojego chodzi o to, ze on też chce się przytulic, a najchętniej trafić na ręce...
-
Magda, jak trzepotanie, to właśnie młody zmienia pozycję ;) Ja dziś u znajomych byłam i znowu mi lewy bok tańczył. Wczoraj sprzedawczyni w jednym sklepie opowiadała, że jak jej syn szalał, to wiecznie miała niesymetryczny brzuch - raz na lewo, raz na prawo :)
-
O tak, jak walnie pod żebra, albo w wątrobę... Mój waży jakiś kilogram, jeszcze sporo większy będzie, a dziś o 5 mnie obudził swoją salsą... Przy okazji znalazłam film, który może się spodobać w ramach rozrywki przed maluchem ;) [url]http://www.filmweb.pl/film/Mroczne+cienie-2012-483333[/url]