-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Jest chyba ze sto wątków na temat nauki czystości szczeniaka w domu - użyj opcji szukaj i naprawdę znajdziesz bardzo dużo wartościowych informacji.
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Koło mnie jest pies, który - co prawda w kagańcu tutce - wystartował mi raz do nogi, bo szłam pomiędzy nim, a jego odśnieżającym auto panem. Zwróciłam facetowi uwagę, ze taki pies nie powinien latać samopas i prawdę mówiąc u mnie pies jest na cenzurowanym - drugi wyskok w kierunku moim lub mojej rodziny i wzywam SM. Fajnie, że ma kaganiec, ale niefajnie, ze startuje do idącego człowieka, tym bardziej, jeśli człowiek ma ogromny ciążowy brzuch i idzie ostrożnie, zeby nie wyrżnąć na lodzie. Gdybym się bardziej wystraszyła i walnęła, coś by się stało z moją ciążą, pies by żywy z imprezy nie wyszedł - i mówię serio. Nie mam za grosz tolerancji do psów, które startują z zębami do przechodniów, nie interesuje mnie stan psychiczny i wiedza ich właścicieli, masz psa, bierzesz za niego odpowiedzialność, w tym za jego życie i śmierć. Pani Urszula dała ciała i to ona jest JEDYNĄ osobą winną śmierci swojego psa - przez głupotę i zaniedbanie. -
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Zosia, pies pogryzł dwukrotnie bardzo poważnie, w tym drugi raz już w trakcie trwania szansy, którą zaprzepaścił. Nie wiadomo, ile osób przedtem lekko nadgryzł, ile nie zgłosiło sprawy. Jedyną opcją dla niego była śmierć, bo z takim zwierzęciem już nikt nigdy nie będzie całkowicie pewny, ze nagle, w najmniej spodziewanym momencie, psu nie odbije ponownie. Ja rozumiem miłość do psów, ale ślepoty na takie zdarzenia już nie zupełnie nie ogarniam. -
Cudak, ja mam akurat i u mnie jedyny problem jest taki, że nie wymawiam R i nie mogę języka wywalić tak bardzo, jakbym chciała. Moja szwagierka też miała, to jej podcinali, ale zauważyła to jej babcia - stomatolog. Ja nie chciałam podcinania i już tak zostanę, bo mi to pasuje.
-
[quote name='*Monia*'][B]Cudak[/B] - śliczny bąbelek :loveu: Mam pytanie, może któraś z Was się spotkała lub się orientuje - jak to jest ze zwolnieniem w przypadku nie urodzenia do terminu? Podobno ginekolog nie wystawia już zwolnienia (odkąd są te długie macierzyńskie) i trzeba iść do internisty. Tylko na co wystawi internista? Przecież ciąża po terminie nadal trwa a nie zmienia się w chorobę... Druga opcja to macierzyński, a przecież skoro nie ma jeszcze dziecka to nie ma podstaw do pójścia na macierzyński. Odechciewa się jakiejkolwiek ciąży napotykając non stop jakieś dziwne problemy z lekarzami :shake:[/QUOTE] O ile wiem, to jak nie urodzisz do terminu, dzień po masz się stawić do Izby Przyjęć i wtedy biorą Cię do szpitala - przynajmnniej u nas tak jest, ze wszystkie mamy, które do terminu nie urodziły, lądują na OCP, a skoro jesteś w szpitalu, masz wystawione zwolnienie szpitalne. Chodzi o ciągłe monitorowanie pod KTG, ewentualne podanie oxytocyny, ocenę, czy nie trzeba robić cc.
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Przykre, bo zapłacił za błędy człowieka, ale z dwojga złego to i tak lepiej niż oddać go właścicielom (co prawda to sugerował w podanym powyżej raporcie trener, ale ta pani średnio się na opiekuna nadaje - co też z raportu wynika w stwierdzeniu, że widać, ze pies był prowadzony źle, bez znajomości potrzeb), albo zatrzymać w ośrodku. Szkoda go, ale za duże ryzyko wiązało się z przywróceniem go między ludzi. -
No właśnie, my też mamy misia kąpielowego - gąbkę na łapkę. Młody uwieeelbia :)
-
Infante, zależy o jakich karmach myślisz. Karmy z supermarketu faktycznie są delikatnie mówiąc słabej jakości, ale są na rynku również karmy naprawdę dobrej jakości. Jeśli chcesz karmić naturalnie, moze poczytaj o BARFie, tu karmisz psa tylko naturalnie, również surowymi produktami, masz jadłospis rozpisany. Wielu psom to służy (dla mnie byłoby zbyt pracochłonne, ale w sumie kiedyś, jak mi dzieci dorosną, chciałabym tak moje zwierzaki karmić. Moje psy - dorosłe - jedzą 2 razy dziennie po spacerze porannym i południowym, obecnie tak koło 11 i 17-18 (kiedyś było wcześniej, ale ponieważ teraz mieszkają z moją mamą, która ma taki, a nie inny rytm dnia, psy jedzą tak i im to służy. Koło 14 dostają kilka ciastek psich, jak mama pije kawę, mają dobrą kondycję i dobrą wagę. Myślę, ze warto ustawić rytm dnia tak, by zawsze wstawać o stałej porze, ogarnąć się, wyjśc z psem, dać mu jeść i w przypadku szczeniaka zdążyć jeszcze np. przed pracą go wystawić na dwór. I potem kolejne 2-3 posiłki w równych odstępach czasu. My podajemy zawsze trochę po spacerze, ponieważ żoładek obciążony jedzeniem może podczas szaleństw spacerowych zakręcić się i mamy skręt żołądka, który jest zabójczy, jeśli nie zostanie bardzo szybko rozpoznany, a pies zoperowany. Dlatego u nas od wielu lat jest akurat taka zasada.
-
Nie wiem, u mnie na ostrego raka prostaty umarł jedyny niekastrowany samiec, kastrowane są w doskonałej kondycji, jeden ma 14 lat, drugi jakieś 8. Znam sukę, która niesterylizowana umarła na ostre ropomacicze, znam dwie suki jamniczki, które co cieczka miały ciąże urojone, a potem ciągłe operacje guzów sutków. Moja sterylizowana suka i kilka znajomych również sterylizowanych suk problemów nie ma (nie miało, moja suka umarła na zawał w wieku prawie 14 lat, pół roku po udarze wywołanym śmiercią mojej babci, którą uwielbiała). Niewątpliwie kastracja i sterylizacja ma jeden OGROMNY plus - ogranicza niekontrolowany rozród psów, w tym w stadach wsobnych, gdzie KAŻDY samiec kryje, nie ma układów dzikiego stada, kto się dopcha, ten ma. Uważam, ze w przypadku tak wielkiego problemu bezdomności kastracja i sterylizacja psów bezdomnych powinna być obowiązkiem. Jeśli chodzi o psy typowo domowe ze stabilną sytuacją życiową, jeśli właściciel uważa, że jest w stanie psa lub sukę dopilnować i zwierzę nigdy nie będzie miało okazji sie rozmnożyć, może swobodnie wybierać, jaką opcję woli. Jeśli pies NIGDY nie ucieka, nie gania za sukami, nie wyje po nocach, nie gwałci wszystkiego i wszystkich, jeśli suka nie ma ciąż urojonych, guzów w sutkach - może nie ma sensu zabiegu przeprowadzać. Ja tam moje psy ciacham, tak jest mi łatwiej, wygodniej, mam spokój (tak wiem, jak tak można, Hitler bla bla bla), bo widzę zalety tych zabiegów przeprowadzonych, gdy zwierzę jest dojrzałe. Nie widzę u wielu znanych mi psów utraty masy mięśniowej po zabiegu - psy nadal są tak samo aktywne, a moją rolą jest dawanie im takiej ilości karmy, by się nie zapasły (znam wiele niesterylizowanych zwierząt, które są po prostu otyłe, ale wynika to z niewiedzy, nieumiejętności odpowiedniego żywienia zwierzęcia). Inna sprawa, ze cały ten tekst zalatuje takim mniej więcej poglądem, jak akcje antyszczepionkowe u dzieci - nie szczepmy, bo jest tyle i tyle skutków ubocznych szczepionek, bo to zło, spisek firm farmaceutycznych itd. Jakoś nikt nie wspomina, że obecnie dzięki ucieczkom od szczepień mamy wielki powrót chorób zakaźnych typu różyczka, odra, świnka, koklusz, czy polio, które potencjalnie niosą znacznie większe ryzyko dla zdrowia i życia dziecka, niż szczepionka jako taka. Nikt nie wspomina, ze dzieci o obniżonej odpowrności, które np. nie mogą na czas być zaszczepione, znacznie bardziej ryzykują zdrowiem i życiem idąc do szkoły, w której są dzieci nieszczepione z powodów światopoglądowych. Każdy wybiera to, co uzna za słuszne, ale warto mieć na uwadze nieco szerszy obraz sytuacji, zbierać informacje z obu stron i samemu wyrobić obiektywną opinię. Jeszcze chciałam zapytać o źródła powyżej przytoczonych wyników, na jakiej grupie zwierząt przeprowadzono obserwację, w jakim kraju, kiedy, w jakich warunkach, kto zlecił itd..
-
Dara, u nas Wit wygląda na 3 lata i dlatego to gadanie o wózkach, co nie zmienia faktu, że to niczyja sprawa, w czym dziecko jeździ. Z tatą normalnie na nogach zasuwa, ale mi jest łatwiej go wcisnąć do wózka i nie musieć go łapać, ganiać, dźwigać, mam już taki wielki brzuch, ze ledwo się ruszam. Ania, my mamy w Łodzi (i we Wrocławiu też jest) salon fryzjerski Fryzjerek. Wita tam nam na krótko ścięli w dosłownie 5 minut, dziecko wyjść nie schiało, tak mu się podobało. Facet wsadził go do wybranego przez Wita fotelika w kształcie autka, włączył na tablecie bajkę i obśmigał w 5 minut z mokrym grzebieniem. Zapłaciliśmy 33 zł i gwarantuję, że nasze dziecko będzie cięte tylko tam tak długo, jak się da, bo było zachwycone. Magda, u nas to samo, ale wiem, ze u nas to kwestia tego, ze jak mu płuczę włosy, to się szampon czasem do oczu dostaje. Tzn tak, u nas młody pływa, ma ileś tam zabawek w wannie, więc np. kładzie się na brzuszku i wiosłuje nogami łapiąc zabawki. Czasem np. wrzucam mu mydło w mydelniczce i wtedy jest wielkie polowanie na to śliskie, co ucieka. Poza tym on czasem też włazi do łazienki, jak ja lub mąż się myjemy i widzi, że my też spokojnie się chlapiemy (u nas jest wanna i prysznic - specyficzny pomysł byłych właścicieli, Młody boi się prysznica, a uwielbia wannę). Młody kąpie się ze swoimi autami, ma puste butelki po szamponie i robi nimi bąbelki, ma świecącą kąpielową ośmiorniczkę i inne zabawki i może się nimi zająć. Wychodzenie jest tylko przy spłukiwaniu włosów (niby johnson&johnson, ale dzieciaka i tak piecze cała ta śmieszna formuła no more tears...). Nie wiem, jak Theosia kąpiecie, ale myślę, że warto pokombinować z uatrakcyjnieniem kąpieli - no, chyba, ze już ma tam masę atrakcji, a i tak wychodzi. Widziałam takie jakby ronda od kapelusza do kąpania dziecka, zeby mu się na twarz nie lało, do kupienia u nas w smyku, nie wiem, jak u Was to wygląda, ale może też będzie. Zakładasz na głowę, włosy są na wierzchu, a buzię chroni rondo i dziecko szczęśliwe.
-
Problemem jest nie regularnosć posiłków, a odpowiednio dobrane porcje. Akurat regularne posiłki psu nie zaszkodzą (a tak zabrzmiał Twój post, moze źle odebrałam). Może o BARFie poczytaj?
-
Ja młodego też nigdy nie zostawiam do wypłakania (Wyjątek jest wtedy, jak mamy poważną awanturę i albo wyjdę policzyć do 1000, albo go uduszę, ale tak skrajne emocje miałam 2-3 razy w życiu). Co jakiś czas słyszę, ze jestem złą matką, bo dziecko grube (mąż mu daje chałkę, serki homogenizowane itd., a ja kaszę, warzywa, chude mięso, ale to ja jestem ta zła w oczach teściowej).
-
Generalnie kurczak z ryżem i marchewką to danie stosowane na rozwolnienia, bo psa zatyka. Karmiłam swoje psy dłuuugi czas w ten sposób, przeszłam potem na dobrą suchą karmę zamawianą hurtowo online i jest ogromna różnica - psy ładnie się wypróżniają, nie mają porannych wymiotów, które poprzednio były normą, inaczej (lepiej) pachnie ich skóra, lepiej wygląda sierść, nie śmierdzi im z pysków, a jechało, ze łolaboga. Do tego nie szukają dodatkowego żarcia na spacerach, bo nie mają już braków. Jeden np. w sezonie zżerał kilogramy mirabelek spod drzew, a potem miał dziwny zapach skóry. Przeszedł na Joserę, potem na Bosha i teraz mirabelki nie istnieją. Pomyśl o dobrej suchej karmie, policz, jaka porcja jest wskazana przy Twoim piesku (zawsze jest rozpiska), ile porcji mieści się w największym worku, ile w związku z tym kosztuje jeden dzień na karmie. Może wyjść bardzo podobnie, a przy promocjach (np. w zooplusie) taniej, niż gotowanie (licząc gaz/prąd, czas i produkty wraz z suplementami). Można dodawać do karmy np. oleju z dorsza lub łososia (są w sklepach zoo), zeby wzmocnić sierść, ale przy dobrej karmie w sumie nie ma potrzeby. Np. tutaj masz karmę dla dużych psów 2x15 kg, za kilogram wychodzi niespełna 7,50 zł [url]http://www.zooplus.pl/shop/psy/karma_dla_psa_sucha/bosch/bosch_junior/31652[/url] Z takich dwóch paczek wychodzi 85,7 porcji karmy (przyjmując szczenię czteromiesięczne, a że rośnie, to załóżmy, ze nawet 70-75 dni). Karmę mozesz rozłożyć na kilka posiłków, w tym dwa przeznaczone na szkolenie zamiast przysmaków.
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Patys, pies to zwierzę UDOMOWIONE, a lew i pantera to zwierzę dzikie, absolutnie nienadające się do trzymania w domu, zagrożone wyginięciem w dużej mierze. Trzymaj wszystkie agresywne psy całe życie w klatkach - wspaniałe życie, cudooowne, bez kontaktu z czymkolwiek, co taki pies może skrzywdzić, czyli drugim psem, człowiekiem... Idealne warunki dla zwierzęcia stadnego. Co za bzdury wypisujesz. -
Ja mam sposób na zaklejenie dziecka. Daję mu podzieloną na cząstki mandarynkę, on kawałki ciamka, ale skórek nie połyka, tylko zbiera w policzkach, aż poproszę żeby odpluł. Im dłużej nie proszę, tym dłużej jest cicho. Jestem złą matką, wiem :)
-
Jamniki są fajne, takie wesołe, znam kilka bardzo otwartych psów tej rasy. W wersji szczotowatej też są fajne :) Może sznaucer miniaturka lub średni? Mam kolegę, mieszka z partnerem, obaj pracują, od kilku miesięcy mają sznaucerka białego (sprowadzany, w PL miotów nie było) i bardzo dobrze im się żyje, panowie nie są jacyś mega aktywni, a pies trochę ich rozruszał, ale generalnie dobrze się go szkoli, jest taki pozytywny, wesoły, może lekkie adhd, ale w granicach przyzwoitości. Wiem, ze te psy są postrzegane jako szczekliwe, ale myślę, że można znaleźć fajny miot po fajnych rodzicach. Pielęgnacja nie jest jakaś bardzo skomplikowana, w sumie wygodniej wziąć do fryzjera, nie linieje, wygląda jak pies.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Moje dziecko mówi, jak członek jakiegoś plemienia afrykańskiego - wydaje takie mlaskające "p", strasznie trudno to opisać prawdę mówiąc. Słów za wiele nie ma, ale i tak nam wali wykłady - dziś rano np. w brodziku był rybik cukrowy, młody wszedł do łazienki i się zaczęło, jak zauważy "-bka! -bka!" (czyli rybka), a potem do niego gada swoim narzeczem, ręce rozłożone na boki tak pytająco i gada i gada... :) U niego bardzo dużo robi mowa ciała, jest mega bogata :) Z resztą ćwiczymy dopiero.
-
Mój długo dostawał histerii, jak go z moich kolan przekładałam na kolana taty, jak szłam się kąpac, a on zostawał z tatą itd. Trudno, zostawiałam go, wrzeszczał, a taty rolą było go przekonać do siebie. I się udało jakoś, stopniowo, ale jednak. Dzieci z czasem się dostsoswują, nie ma się co spinać.
-
Spoko, u mnie było to samo, też, że za dużo noszę itd. Młody ma kontakt z dziećmi w żłobku, ale jest jeszcze za mały na jakieś wielkie przyjaźnie, po dzieciach raczej po prostu przechodzi. Mnie tam wkurzają teksty typu "taki duży i w wózku", a p;otem zaskoczenie, jak mówię, ze tak, bo ma półtora roku, a ja w 30. tygodniu ciąży nie mam siły za nim ganiać po ulicy. Albo starsze panie zaczepiające dziecko i pocieszające na siłę, kuzynki męża dające mojemu dziecku zabawki swoich dzieci na własność, choć mówimy oboje, ze sobie nie życzymy, bo nie chcemy mieć rozpuszczonego dziecka itd.
-
Pies mojej siostry też miewa takie problemy, miał bardzo trudny start i jako szczenię jadł w zasadzie to, co znalazł na śmietniku, w związku z czym teraz, jeśli zje cokolwiek niewłaściwego, od razu jest biegunka, gorączka, czasem też wymioty. Pies dostaje dwa mniejsze posiłki zamiast jednego dużego, żeby nie obciążać żołądka. Je karmę z Bosha, akurat jemu służy (dla delikatnych żołądków). Miał badaną wątrobę (lekko podniesione wyniki, ale w górnej granicy normy), trzustkę (nie wiem, co wyszło). Warto to przebadać i moze pomyśl o rozłożeniu jej posiłku dwa dwie - trzy mniejsze porcje, może wtedy się uspokoi.
-
Zawsze jakoś wychodziłam z założenia, że nie żyjemy w probówce, tylko jednak w naturze - zmodyfikowanej przez wieki, ale nadal w naturze. W naszej naturze leży mieszkanie w mieszkaniu, hodowla zwierząt, uprawa roślin oraz znajdowanie coraz to nowych ulepszeń. W naturze psa leży mieszkanie z człowiekiem i między innymi jedzenie miesa (a także mieszkanie z kotem). Nie lubię teju wizji odcięcia od natury, bo jest dość... nienaturalna i doskonale uzasadnia różne dziwne poglądy.
-
Przypuszczam (bez żadnego0 poparcia naukowego), ze być może do pobudzenia laktacji można podawać oxytocynę, odpowiedzialną zarówno za start laktacji, jak i skurcze podczas porodu. Kiedyś widziałam filmik z porodówki gdzieś w Afryce, tam pobudzano piersi ręcznie, udając ssące dziecko, żeby podczas porodu wydzieliło się więcej oxytocyny. Podejrzewam, ze odpowiednie podawanie i zwiększanie dawki połączone np. z użyciem laktatora ręcznego lub mechanicznego może wzbudzić laktację. Możliwe pewnie jest też podawanie sztucznej prolaktyny, ale jak to jest rzeczywiście, nie wiem, snuję tylko domysły. Tak czy inaczej teoretycznie przemysł przetwórstwa mlecznego jest tak naprawdę również niezgodny z naturą - mleko jest przeznaczone jedynie dla młodziutkich ssaków, dorosłe nie powinny go w ogóle spożywać, zamiast tego powinny korzystać jedynie ze źródeł pokarmu właściwych dorosłym przedstawicielom danego gatunku. (Nie zmienia to faktu, ze sery, szczególnie kozie, uwielbiam).
-
Tak tylko wtrącę: na Syberii żyją plemiona, które ze względu na swoje położenie geograficzne przez jakieś 70% roku nie mają dostępu do warzyw i owoców, w związku z czym ich system trawienny jest skoncentrowany na pozyskiwaniu białka z mięsa. Nie pamiętam, jak dokładnie to wygląda, jestem filologiem, z biologią mam wspólne tyle, ze żyję, ale generalnie również nie każdy człowiek może i powinien być wegetarianinem. Kwestia pochodzenia geograficznego i budowy układu trawiennego. Zresztą w naszym klimacie przed wielkim rozwojem wymiany towarów również dieta była bardzo zróżnicowana w zależności od tego, co było w danym okresie dostępne - świeże warzywa, przetwory, mięso... Bez wyrobów mięsnych przetrwać zimę (tę dawną) bez CO u nas, w Skandynawii czy dalej na północ się nie da. W wielu kulturach pierwotnych to potrawa z mięsa jest tą najbardziej wykwintną, zarezerwowaną dla najważniejszych, a więc najsilniejszych jednostek, dla cieżarnych, dla dzieci. Jakieś podstawy to chyba musi mieć, prawda? Natomiast nie rozumiem, jak można próbować zmienić zwierzę, po którym na pierwszy rzut oka WIDAĆ, ze jest stworzone do polowania, w roślinożercę. Zasada jest prosta: jesteś wege, nie chcesz mieć grama mięsa w domu, nie bierz mięsożercy i nie kształtuj go na własne podobieństwo. Podjąłeś swoja decyzję - szanuję to, jeśli Ci służy, czemu nie? Ale nieetyczne jest zmuszanie zwierzęcia mięsożernego do przejścia na dietę, która nie zawiera potrzebnych mu składników w odpowiedniej formie i ilości. To jest po prostu nie fer wobec zwierzęcia, dla którego jesteś bogiem.
-
kasiek, albo na spacery, na których nie masz pewności, ze psy czegoś nie zjedzą, zakładaj im kagańce fizjologiczne. Chyba lepsze to, niż wariować.
-
Paja, tyle, że wyniki, które miałam, NIE wskazywały na cukrzycę, jeśli miała jakieś podejrzenia, powinna była mnie wysłać do poradni diabetologicznej zamiast zamykać na 4 doby na oddziale, na którym leżały dziewczyny z zapaleniem płuc, bo to nie są warunki dla zdrowej ciężarnej po prostu. Bardziej mógł mi ten pobyt zaszkodzić, niż się przysłużyć, a tak jeszcze muszę dodatkowo latać teraz po skierowanie do poradni, bo skoro leżałam z podejrzeniem cukrzycy, to już i tak muszę być na diecie i się kłuć. Wizytę w poradni, taką pełną gębą, mam dopiero 04.02. Gdyby mi dała skierowanie w weekend, mogłabym się umówić w zeszłym poniedziałek i wcześniej bym miała termin (tak mi pani w poradni powiedziała). Teraz za to mam taką troszkę wolną amerykankę, bo opieram się tylko na książeczce, nie mam zadnego przeszkolenia nadal. Poza anemią wszystkie wyniki mam dobre. Jak się już ma jedno półtoraroczne dziecko w domu i trzeba biegiem organizować mu opiekę, bo pani dr jest nadgroliwa, to to wkurza.