-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Tak prawdę mówiąc wiele zależy od tego, jak będzie wyglądała sytuacja autorki w chwili ukończenia liceum. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i Kochająca dostanie się na wymarzony kierunek, znajdzie mieszkanie w okolicy, która spełni potrzeby spacerowe psa, znajdzie współspaczki/współspaczy sensownych, to jak najbardziej z psem da radę. W sumie pies się do grafiku dostosuje, pracę można często jakoś tam też pod psa podciągnąć, a np. mi spacery z psami bardzo pomagały podczas sesji, w trudnych chwilach, w trzeźwieniu po imprezie :) Moja mama jest wykładowcą i ma wielu studentów, którzy wynajmują, pracują i spokojnie wychowują psa (Albo dziecko, co jest bardziej czasochłonne niestety). Da się, tylko radziłabym się nie nastawiać, że wszystko pójdzie idealnie tak, jak to sobie zakładasz teraz, coś się po drodze zawsze może sypnąć - ot, przewrotność losu. Także szukaj na razie źródła psa idealnego, zabierz się za wychowanie psiaka tak, zeby umiał zostawać sam, zeby nie miał problemu z akceptacją ludzi itd. Potem pewnie wszystko się ułoży :)
-
Motylek, sprawdź interakcje na ulotce. Jeśli nie ma przeciwwskazań, to można spróbować. Magda - jak u nas były (dużo mniejsze) problemy z brzuszkiem, radzono nam morfologię, ewentualne USG jamy brzusznej, a potem badanie kału. Inna sprawa, ze może mieć uczulenie na coś, co jada codziennie, np. jakąś kaszkę, pieczywo, mięso, owoc lub warzywo. Co jada wyjątkowo regularnie? Np. nietolerancja glutenu może się tak objawiać, próbowałaś na kilka dni odstawić wszelkie jego źródła?
-
Motylek, my leki podajemy po prostu strzykawką do buzi. Zależy, ile mleka z tym żelazem musisz dać.
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Gdzie Rzym, gdzie Krym... Też akita, też UK i na tym się podobieństwa kończą. Pies na swoim prywatnym terenie spał spokojnie, odizolowany od ludzi drzwiami. Dzieciak go "zaatakował" skacząc na niego. Nieistotne, w jakim celu skakał, pies śpiący nie wiedział, co się dzieje, więc zareagował odruchowo. Tajfun nie spał, znał osobę, którą zaatakował, teren był publiczny. I wsjo. -
Tylko podrzucę - jak mały podrośnie, weź go do jakiegoś psiego przedszkola, czy gdzieś, gdzie nauczy się zdrowych relacji z innymi psami. Mój mąż miał kiedyś tak wcześnie odebranego pieska (konieczność niestety, bardzo cieżko chora mama i część miotu) i pies po prostu nie umiał wysyłać żadnych normalnych sygnałów do innych psów, w sumie chyba nie kumał, ze jest psem. Ciężko się z takim cudakiem żyje, ale można go naprostować, jeśli zacznie się go wcześnie socjalizować. Tak więc poszukaj info na ten temat w swojej okolicy. Co do karmienia - są mleka zastępcze dla szczeniąt, kup najpierw jedno w zoologu, a potem poszukaj online, najlepiej od razu, zeby zdążyło dojść, bywa znacznie taniej. Znalazłam np. taki zestaw: [url]http://www.zooplus.pl/shop/psy/karma_dla_psa_sucha/mera_dog/32253[/url]
-
Monia, po to jest forum, zeby pytać ;) My też byłyśmy wszystkie zielone. Pamiętam, jak z Witem wróciłam do domu, mąż z moją mamą poleciał do supermarketu po mleko dla dziecka (miałam problem z karmieniem), ja byłam totalnie wykończona, dziecko płakało, więc siedziałam z nim na łóżku i nie wiedziałam, co mam zrobić, aż się popłakałam, bo niby najedzony, przewinięty, a wył strasznie... Potem się dopiero okazało, ze mi tarczyca wysiadła i miałam w sumie coś na kształt depresji poporodowej, tylko nakręcane skokami hormonów wywołanymi chorobą Hashimoto. Swoją drogą jakiś czas po porodzie warto sprawdzić poziom TSH, szczególnie, jeśli ktoś w rodzinie ma lub miał problemy z tarczycą. Tu się łatwo ustawia leczenie i potem jest ok, ale na początku, jak tyłam, wyłam i nie wiedziałam, co się dzieje, było strasznie.
-
Dopiero teraz obejrzałam film, wcześniej tylko przeczytałam opis. Jak dla mnie to ten Powiatowy Inspektor Weterynarii powinien spędzić tydzień w tym domu, wtedy by mógł się wypowiadać, a nie, ze sobie kogoś wysłał, kto odpękał robotę i stwierdził, ze wszystko pięknie, cudnie. Tam jest koszmar, tych psów żal potwornie, poza tym chyba przetrzymywanie non stop w klatkach już jest wykroczeniem w ramach przepisów o ochronie zwierząt (12h na uwięzi, jeśli dobrze pamiętam).
-
To jest taki przypadek, w którym przydałaby się po prostu pomoc - odebranie większości psów, masowa sterylizacja i kastracja, pomoc tej kobiecie (również pomoc specjalisty od problemu zbieractwa). Bo w sumie i psy się męczą i ona.
-
Monia - śliczna mała i śliczne imię :) Też chciałam Marysię, ale siostra meża tak ma na imię, więc odpadło, zeby nie mieszać. Ja w tej ciąży przybrałam na wadzę na razie 4,2 kg :) I nadal 9 kg brakuje do maksymalnej wagi przy Witku. W ogóle we wtorek byłam na konsultacji diabetologicznej, bo mam podejrzenie cukrzycy ciążowej. Od trzech tygodni mam glukometr, przestrzegam diety i się mierzę - dwa razy zdarzyło mi się normę przekroczyć, w związku z czym pani dr mnie zrugała, ze ja chyba z tą dietą przesadzam, ze zbyt restrykcyjnie się jej trzymam :| Ok, jeśli okazjonalne wsuwanie pączków i generalnie łamanie zasad to restrykcyjne trzymanie się, jeśli gotowanie/pieczenie/duszenie chudych mięs z dodatkiem kasz, pełnych makaronów i duzej ilosci warzyw to przegięcie, to co, mam wsuwać wszystko z głębokiego tłuszczu, zeby mi się wyniki popsuły? Bo nie kumam :) dzodzo, mi kazali iść pobiegać po korytarzu, to odmówiłam - miałam rację, bo dzieciak by mi się na podłodze urodził, kwadrans po tym poleceniu był na świecie. Skurcze też miałam moze godzinę, od razu potężne. Pamiętam pretensje położnych, że co ja tak histeryzuję, jeszcze wiele godzin przede mną, a na moje, ze boli po prostu non stop jedna mnie zbadała i się strasznie zdziwiła, że mam 7 cm już (a 40 minut wcześniej były 3 cm). I tak już poleciało, przy czym w ogóle przy wypisie dowiedziałam się, ze dziecko było owinięte pępowiną, nikt wcześniej mi o tym słowem nie pisnął...
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Berek, ta suka boi się dzieci - to jest fakt. Na wszystkie dzieci w rodzinie od zawsze startowała z zębami, a właściciele NIC z tym nie robią. Izolacja u nich w domu nie polega na zamknęciu jej, czy jakimś fizycznym odizolowaniu, ale na trzymaniu na kolanach dziecka i psa (Zazdrosnego o dziecko) i trzymaniu tegoż psa za pysk, zeby nie ugryzł. Tak się nie robi, bo przez to ten pies kojarzy moje dziecko tylko ze stresem. Jeśli chodzi o przemoc - próbowałam np. fizycznego zrzucania jej z kanapy, jak do nas przychodzi (brudna, niewytarta pakuje się w pościel) - ten pies od razu wpada w panikę, ze chcą go mordować. Miała cieżkie przejścia, a w obecnym domu nie ma poczucia bezpieczeństwa i to widać. Miałam psy po przejściach, lękliwe, które na początku przypadały brzuchem do ziemi na ruch ręką, czy podniesienie głosu, ale z latami im to mijało, jak uczyły się, ze tu nic im się nie stanie. Z nią jest inaczej - ona jest jakby... autystyczna lekko? Dzika? Nie wiem, jak to określić, ma ataki kompulsywnego lizania wszystkich po twarzy (pani ją nauczyła, bo to taaakie słoooodkie, nie ważne, że jej nie odrobacza, my to zrobiliśmy, jak się dowiedzieliśmy, ze od 3 lat nie była odrobaczana, bo po co, a pani jest po weterynarii), z jednej strony w mieszkaniu chodzi za człowiekiem jak cień i jest autentycznie upierdliwa, a na dworze znika po prostu. Jak sie ją odwoła, po jakimś czasie przybiega, ale spacery są w zasadzie bez psa, zero kontaktu, ona jest niesamowicie skupiona na polowaniu na ptaki i wiewiórki i cieżko ją z tego stanu wybić. Przynajmniej ja nie potrafię, a naprawdę miałam do czynienia z różnymi sfiksowanymi psami. Przy niej czuję się, jakbym miała do czynienia z psem, który nie jest psem. I nie, teściowie nie są tłamszeni, to typ, który ma zawsze rację, który chciał moje dziecko wychowywać tak samo, jak swojego pierwszego psa, który wysyłał kompletnie mylne sygnały - jednocześnie mową ciała mówił "cześć, miło cię widzieć" i "spier..., bo ci łeb urwę", co było naprawdę ogłupiające. Po prostu uważam, ze pewien typ ludzi nie powinien mieć psa, bo go zepsuje. Są pewne zachowania, któe można wyeliminować ciągłą pracą - na co dzień, choćby prosta komenda "wyjdź" ćwiczona codziennie u nas ze wszystkimi psami dała ten efekt, że na raz rzucone słowo psy wychodzą z kuchni i siadają w drzwiach, bo wiedzą, ze dalej wejść nie wolno. Tak samo zejdź, zostaw, ciasteczko, łapa, siad itd - takie proste, użyteczne polecenia, które ułatwiają życie i nam i psom. Przecież my wszyscy pracujemy, psy zostają same na te 8-9h, a i tak tyle naszej obecności, ile jest możliwe, wystarcza, by je nauczyć podstaw. Tam nie, tam nie ma komunikacji i pies potem w kontakcie z nami głupieje, jak była u nas w wakacje tydzień, schudła (dobra karma) zaczęła więcej łapać, chodziła na smyczy (dusiła się, ale chodziła), była non stop odwoływana, dzięki czemu nie zdążyła zniknąć z zasięgu wzroku, była odsyłana na swoje miejsce, jak się pakowała do łóżka i generalnie pojawiły się zasady w jej życiu. A potem się wszystko rozsypało. Przypuszczam, ze na podobnej zasadzie mółby wyglądać tak swoją drogą powrót Tajfuna do jego pańci - najpierw niby coś tam by robiła, ale szybko by machnęła ręką, bo jej piesek by przestał byc taki fajny i milusi, jak był wcześniej. I kończę już ot. -
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Berek, są psy, które można jakoś tam układać przemocą. To nie jest taki pies, jest krucha psychicznie, rozhisteryzowana, rozpieszczona. Owszem, pilnuje się od czasu do czasu, jednak pies miejski powinien zostać NAUCZONY w pełni świadomie przez swoich ludzi chodzenia na smyczy - takie, a nie inne są przepisy, ze w komunikacji miejskiej pies powinien być na smyczy i w kagańcu, że w przypadku niesprawowania kontroli nad zwierzęciem zwierzę to na terenie miasta ma być na smyczy. Ludzie nie sprawują nad nią kontroli, ale suka lata luzem i zagryza wiewiórki, pewnie również jeże. Argument właścicieli? Musi się wybiegać. Teściowie NIE mają prawa głosić takich tekstów, ponieważ sami zaproponowali, ze ją wezmą, my szukaliśmy jej domu - byłą ogłaszana, były plakaty. W pełni swiadomie ją wzięli, więc mogą mnie cmoknąć, tak samo mojego męża. Wszystkie psie dokumenty są na nich, my jako znalazcy opłąciliśmy jej sterylizację, zamawiamy jej karmę, ale prawnie jest teściów. Także kulą w płot, Berku. -
Monia, ja rodziłam bez. I do tej pory twierdzę, ze mogę dziecko spokojnie urodzić bez znieczulenia, ale borowania bez znieczulenia nie przeżyję :D Kwestia, jaki kto ma próg bólu i sposób odbierania. Tyle, ze ja się nie namęczyłam, skoro od odejscia wód poprzez skurcze aż do wydania na swiat mojego Nazgula minęły niespełna 3h. Zobaczymy oczywiście, co będę mówić tym razem, jak sie Wiedźma pojawi :) I ile to potrwa... Ja prosiłam o gaz, ale mi go nie dali, bo "za wcześnie", a kwadrans później było już za późno na cokolwiek. Najgorzej bolało szycie, bo mi pan doktor szanowny nie raczył poczekać, aż miejscowe zadziała i szył na żywca :| No wtedy to darłam ryja, jakby mnie mordowali :)
-
Magda, dlatego panikuję przed sobotnim USG - oby się potwierdziło, ze dziecko głową w dół, bo ja nie chcę cesarki, nie chcę znieczulenia, chce miec to szybko za sobą :)
-
Moja koleżanka po punkcji lędźwiowej tydzień miała takie bóle głowy, ze stać, ani siedzieć nie mogła. Dlatego ja zzo nie chcę.
-
To jest zespół po wkłuciu i zdarza się chyba u 20% pacjentek. To nie kwestia anestezjologa, tylko organizmu, niektóryz tak mają, inni nie.
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
CELTIC, ja usiłowałam tę sunię szkolić swego czasu. W życiu nie spotkałam tak dziwnego psa, serio. Zamknięta, jakaś taka obojętna, zero mimiki - psy przecież robią różne miny, a ona ma maskę dosłownie. Pierwszy w moim życiu pies, którego absolutnie nie rozumiem. Nie znalazłam żadnego motywatora do szkolenia - zabawki jej nie kręcą, jedzeniem gardzi, pieszczot ma pod dostatkiem od pańciostwa, więc gardzi, pozytywnym nakręcaniem głosem też. Poważnie, nie wiem, jak do niej dotrzeć. Zresztą... Ona nie jest niczego uczona, nawet nie umie na smyczy chodzić, bo zawsze jest luzem, nawet w tramwajach. Dla mnie nie do pomyślenia, ale nie mam na to wpływu. Co gorsza, jak powiem, ze mi coś nie pasuje, to usłyszę, ze... to przecież pies mojego męża (my ją znaleźliśmy, ale to oni ją wzięli), więc niech mąż się nią zajmuje. Nie mam na to siły, wiec psa izoluję od dziecka, jak mogę. -
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Jak dla mnie też naturalne jest, ze pies ostrzega, a nie od ręki startuje z mocnym zamiarem uszkodzenia ciała przeciwnika. Właśnie suka moich teściów wystartowała ostatnio bez ostrzeżenia i to jest naprawdę dużo gorsze od wysyłania sygnałów, bo nie wiadomo, o co chodzi, dlaczego i kiedy pies ruszy. -
Monia, ja na przykład panicznie się cc boję, bardzo chcę rodzić naturalnie - szczególnie wziąwszy pod uwagę, ile mi to ostatnio zajęło. Ale fakt, wokół mnie też sporo cesarek, przy czym wiele takich, o których zdecydowano w ostatniej chwili i tylko jedna z powodu łożyska przodującego, zaplanowana dawno temu. Ja rodziłam naturalnie bez znieczulenia, bo po prostu nikt nie zdążył mi dać i da się :)
-
Monia, termin mam na 29.03, ale wziąwszy pod uwagę wszystkie okoliczności towarzyszące Zosieńka pewnie pojawi się ze 2 tygodnie wcześniej. Jej brat przyszedł na swiat w 38 tc i 3 dniu, do tego w sobotę dowiemy się, jak mała jest duża - martwię się ze względu na tę moją cukrzycę ciążową (lub też jej brak, w sumie to cieżko powiedzieć, bo wyniki mam ok, chyba, ze wsunę coś bardzo słodkiego). Plus od początku leży nisko, głową w dół, gotowa do drogi :) No i martwię się, jak to pójdzie, bo Witka rodziłam 3h, a tu już się wkręciłam, ze nawet do szpitala nie zdążę dojechać :) Śmiejemy sie z mężem, ze trzeba wyściełane wiaderko na dziecko w aucie naszykować :)
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
Wczoraj suka moich teściów u nas w domu usiłowała ugryźć moje dziecko w twarz, na szczęście trafiła w brzuszek osłonięty bluzką i ciepłą kamizelką. Myślałam, ze ją wypatroszę po prostu. Sytuacja była taka, ze mąż z teściem robili u Młodego w pokoju szafę wnękową, a teściowa z suką przyszła w odwiedziny. Chciała wziąć moje dziecko (w tej chwili niespełna 20 miesięcy) na ręce i suka wystartowała do Młodego z zębami. Nikt oczywiście nie uczył jej, że dziecko nie jest jej wrogiem, ona się Młodego bardzo boi, ja oczywiście go pilnuję, od początku pozwalałam suce podchodzić do dziecka, wąchać, lizać itd. To samo robiłam z pozostałymi trzema psami należącymi do mojej mamy i siostry. Tam nie ma żadnych problemów, bo moja rodzina ma zdrowe podejście do psó, nie trzyma ich non stop na kolankach, nie niunia do nich, nie pozwala na wszystko, ustawia jasne granice, co psy mogą w domu i na spacerze, a czego nie. Suka teściów lata po osiedlu luzem, bez żadnej kontroli, śpi z państwem w łóżku, zagryza wiewiórki (bo po co kaganiec...), za to w mieszkaniu teściowa od początku przeganiała ją od dziecka. No i jest problem. Jak ją nam podrzucają na pół dnia na przechowanie, siedzi w przedpokoju sama, bo zamykam bramkę do pokoju, w którym jest dziecko - nie będę ryzykować, ze wystartuje. Jeśli nie zamknę, suka ładuje się do naszego łóżka, do łóżka dziecka, histeryzuje i jest generalnie niestabilna. I efekty są. Co gorsza, nie wiem, co się dzieje, jak Młody trafia pod opiekę dziadków, kiedy ja np. muszę iść do lekarza, czy coś załatwić. On teraz biega, jest ciekawski, chce sukę głaskać (uczę go miziu miziu po psim grzbiecie, a eliminuję ciągnięcie, nie pozwalam mu też podchodzić do obcych psów, chyba, ze właściciel wyrazi zgodę lub wręcz sam zaproponuje). Co do opisywanej przez Ailemę sytuacji pod sklepem - nie zostawia się psów w takich miejscach, bo jest to pozbawianie zwierzęcia kontroli w skupisku ludzkim i to właściciel by beknął, gdyby pies cokolwiek zrobił komukolwiek. -
Co do zostawania, pies mojej siostry zostawał, odkąd miał skończone 4 miesiące (znajda). Najpierw niszczył, dlatego warto zapoznać się z kwestią klatki kenelowej - nie jako więzienia dla psa, ale jako azylu, gdzie pis czuje się bezpiecznie, gdzie odpoczywa i relaksuje się. Poczytaj o tym ;)
-
Co do kwestii, czy wziąć dwa szczeniaki na raz, czy nie, to ja się wstrzymam od komentarza, bo nie wiem - u nas zawsze były psy dorosłe, minimum podlotki ośmiomiesięczne. Prawdę mówiac wymagały wiecej pracy, niż szczeniaki, bo były z ulicy, zwichrowane. Miałam maksimum trzy psy, kwestia dominacji jednego nad innym nie miała wiele wspólnego z rozmiarem, raczej kwestia charakteru. Jak będziesz wybierał psy, poczytaj dokładnie opis rasy, poznaj jej użytkowość, pochodzenie, pożądane cechy charakteru. Jeśli planujesz psy rasowe, szukaj DOBREJ, doświadczonej hodowli z rodowodami FCI (a więc ze związku kynologicznego), pogadaj z hodowcami i popytaj o opinie. W ogóle jest taka opcja, że może przypadkiem trafisz na hodowlę dwóch ras - małej i dużej, obu takich, które Tobie pasują. Może akurat będą miały mioty w tym samym lub podobnym czasie i moze się zdarzy, ze kupisz dwa szczeniaki wychowane razem. Małe szanse, ale jednak. Musisz się liczyć, ze pies z rodowodem to dosć spory koszt, więc to minimalizuje szanse zakupu dwóch szczeniąt na raz. U mnie psy nie znaczyły terenu, jak były wykastrowane i wysterylizowane. Na początku było podsikiwanie, jak psy do nas trafiały i chciały pokazać, jakie to są ważne - bo zawsze trafiały jako drugi czy trzeci pies w rodzinie i usiłowały znaleźć sobie pozycję. Utrata jajek likwidowała problem. Jeśli chodzi o koszty, to zależy - jeśli masz dwa psy wymagajace regularnych zabiegów fryzjerskich, to płacisz te 2-3, czy 4 razy w roku za każdego (ja mam jednego takiego, 2-3 razy w roku idzie 50 zł), dwa razy płacisz za szczepienia, odrobaczanie, odpchlenie, akcesoria, różne karmy, jeśli psy tego wymagają (poczytaj sobie tabelki róznych dobrych karm, ile wymaga dany przedział wagowy karmy na dobę, policz, ile to porcji w paczce i masz orientacyjny obraz, ile będzie kosztowało wyżywienie bez ciasteczek, ewentualnej mokrej karmy, czy mięsa). No i są koszty nieprzewidziane, kiedy np. oba psy coś zeżrą, zatrują się i musisz z oboma biegiem lecieć do weta (akurat mam na świeżo historię z jednej hodowli, gdzie zatruło się 5 psów, w tym jeden padł, a dla pozostałych trzeba było sprowadzać baaardzo drogie leki, zeby je uratować). Oczywiście to są takie zdarzenia, których nie przewidzisz i które mogą się nigdy nie zdarzyć. Musisz też pamiętać, ze z wiekiem pies zaczyna wymagać więcej nakładu finansowego - suplementy na stawy, częstsze wizyty u weterynarza itd. Jeśli chodzi o wychowanie, to gdybyś chciał dwa szczeniaki na raz, to bym radziła skorzystać z usług psiego przedszkola. To są zajęcia dla psów i ich ludzi, gdzie obie strony uczą się podstaw współpracy. Ponieważ jesteś laikiem, warto poszukać takiego psiego przedszkola, dowiedzieć się, czy na pewno jest dobre, a potem wybrać się z osobą towarzyszącą i oboma maluchami na zajęcia. Co do konfiguracji, to zależy od rasy. Są takie, które nie zniosą np. drugiego samca w domu - tak bywa np. z jamnikami. Dlatego warto popytać hodowców, co radzą. Ja miałam jedną sukę i pięć psów w domu (nie na raz, na raz maks 2 psy i suka) i stado bardzo ładnie sobie radziło, no ale wszyscy byli ubezpłodnieni, co likwidowało problem cieczek, walk itd. Jeśli chcesz psy z rodowodem FCI, musisz się zastanowić, czy celujesz w tak zwane pety, czyli pieski kolankowe, czy w wystawowe z ambicjami hodowlanymi. Od tego w dużej mierze moze zależeć, jakiej płci zwierzaki lepiej wziąć. Jeśli weźmiesz dwa psiaki ze schroniska lub domu tymczasowego czy fundacji, to warto pomyśleć o kastracji/sterylizacji po osięgnięciu przez nie dojrzałosci płciowej. Chyba troszkę chaotycznie napisałam, ale moze coś pomocnego tu znajdziesz ;) Powodzenia :)
-
Aresztowana i zastraszana polka próbująca uratować swojego psa!
Sybel replied to akasha3791's topic in Prawo
[quote name='Zosia-Samosia']Moze dlatego,ze wlascicielka Tajfuna (a to o nim watek) rowniez myslala/baaa nawet byla i jest pewna,ze tez nie byl agresywny.[/QUOTE] Zosia, nieznajomość [rawa nie zwalnia z jego przestrzegania. Pies był na liście ras niebezpiecznych i zgodnie z przepisami właścicielka zobowiązana była go prowadzać na smyczy. -
Motylek, mój wył po szczepieniu. Można dać lek przeciwbólowy lub po prostu przeczekać. Ja przeczekiwałam, czopki szły tylko, jak była gorączka lub bardzo bolesne ząbkowanie. Inna opcja to brzuszek, wtedy widać, bo dziecko się wypręża. Ja w takiej sytuacji serwowałam espumisan do picia i pomagało. Jeśli nie wiesz, jakie źródło, nie kombinuj, po prostu tul, noś i obserwuj. Właśnie dostałam 2 z 3 paczek zamówionych dla moich dzieci :) Mam smoki do butelek dla obojga i smoczki uspokajające dla Zosi :D Aż się wzruszyłam, wiecie? Dotarło do mnie, ze to już, zaraz :)
-
Majkowska, zrób awanturę. Serio. Ona swoje dziecko (dzieci?) wychowała, więc teraz niech się odpiórkuje, to Ty jesteś matką i to Twoje zasady obowiązują wobec dziecka. U mnie jako tako działa... Albo np. jak teściowie robią coś, z czym się nie zgadzam, przy najbliższej okazji naciągam fakty, ze po tym, co zrobili dziecko bolał brzuch/kichało/kaszlało/miało koszmary lub nie chciało zejść z rąk, a ja w ciąży musiałam je dźwigać. Może nie fer, ale mam to gdzieś, mój syn, moje zasady.