Jump to content
Dogomania

Delph

Members
  • Posts

    3340
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Delph

  1. Nie chcę zapeszać, ale mamy za sobą normalną przespaną noc i teraz też jest spokój. Pomogła nospa i furgin, bo cały czas daję, czy mamy przerwę w atakach padaczkowych po prostu? Może pójdę do wróżki? ;) sleepingbyday: Wszyscy lekarze mówili, że po atakach normalne są napady głodu, bo organizm jest wycieńczony, stąd zalecenie tej glukozy. Poza tym Luminal wywołuje zwiększony apetyt. Przy problemach z tarczycą też tak jest. No ale ona po pierwsze odkąd dostaje Luminal nie miała takich typowych ataków, a po drugie jakoś inne psy padaczkowe nie tyją tak bardzo jak Saj (od powietrza) i nie szukają żarcia aż tak obsesyjnie. Aha, no i wcześniej Luminalu nie dostawała, a i tak żarła jak opętana. Teraz się zastanawiam, czy iść do dr Lenarcika dziś czy nie iść. Oto jest pytanie. Saj wygląda normalnie, więc właściwie pójdę tylko na pogawędkę. Daleko nie mam, ale czy warto? To kolejna kasa. Czy czekamy co będzie dalej na tych lekach co dostaje, zrobię badania tarczycowe, zbadam kupę i dopiero wtedy się wybiorę z wynikami? Może to ma większy sens? Termometr ważna rzecz. To musi być jakiś weterynaryjny?
  2. To może ja się przejdę jutro do neurologa dr Lenarcika i zapytam, czy takie objawy to mogą być ataki? On przyjmuje tylko raz w tygodniu, w środy. sleepingbyday: No więc czuję dokładnie to co Ty, oszaleć można, bo nie wiem co robić. Ja dam radę przebrnąć przez ciężki przypadek, tylko muszę wiedzieć, czego się złapać, a nie błądzić jak dziecko we mgle. Pomagacie mi, wpłacacie na Saj, nie chcę robić głupot i trwonić pieniądze. Jakby to było za darmo, to wtedy można próbować wszystkiego, a nuż się coś trafi :eviltong: Ja Twoich psiaków nie przygarnę, jak się pewnie domyślasz :cool1: Mój tz jest już na granicy obłędu i się mu nie dziwię :diabloti: To i tak złoty człowiek jest. Ale dziękuję za zakupy, bo to pomoc dla Saj. lilk_a: Kaloryfery grzeją, ale ja jestem maniaczką wietrzenia, ciągle coś otwarte, bo nie znoszę zaduchu i lubię chłód w mieszkaniu. Nie sądzę, żeby jej było gorąco, moje stare psiaki nie narzekają w ogóle, wręcz chowają się do łóżek gdy nadchodzi jesień. A może mózg jej się grzeje, stąd dyszenie? Neurolog mi mówił, żeby w razie ataków chłodzić jej głowę okładami. Albo ma gorączkę? Wiem, że to podstawa, ale nie mam termometru żeby jej zmierzyć temperaturę. Anula, maarit: Coś jest na rzeczy. Teraz powstaje pytanie, czy to ból lub złe samopoczucie spowodowane padaczką i trzeba się skupić na dobraniu leków p. padaczkowych, czy ma inne podłoże i Saj jest chora jeszcze na coś innego.
  3. I te częściowe napady mogą wyglądać tak jak opisuję? Żeby nie było, że jestem gołosłowna, aktualne pozdrowienia od przytulanki Sajuki :loveu: :
  4. Javena Super, bardzo dziękuję, pomoc na wagę złota. Jesteśmy na minusie 700,04 zł za same badania, a zaraz dojdą kolejne, więc jestem Wam wszystkim naprawdę bardzo, bardzo, bardzo wdzięczna. Gdyby nie ta pomoc już bym zwariowała z bezsilności. lilk_a, to co, jednak rtg? Jedno zdjęcie to 60 zł, do tego opis jakieś 40. Nie bardzo chcą zrobić bez opisu (nie dziwię się, bo jaki to ma sens, sama sobie psa nie zdiagnozuję), ale jest taka możliwość. Zawsze można najpierw spojrzeć, a później zdecydować się na opis lub wizytę u jakiejś mądrej głowy. Na razie i tak kolekcjonuję kupy i szykuję się na tarczycę+cukier. Poprawna: A czy wtedy gdy wystąpiła aura bez ataku, to był też ten trzeci etap, stan taki jakby atak jednak wystąpił? Jakieś osłabienie na drugi dzień, wzmożony apetyt, ból, cokolwiek nietypowego? Ja też dostałam zalecenie podawania wody z glukozą po ataku. Do tego wit. B i magnez. Jak na razie ataków nie ma (chyba że to przez co przechodzimy to ataki?), więc glukozy nie daję. Może źle robię, skoro ona ma obniżony cukier? Marycha35: Umknęło mi, oczywiście Sajuki wycałowana w oba uszka. Ma je wielkie jak u nietoperza i grube, jest w co całować. Dzisiaj w miarę spokój z dolegliwościami, jeśli nie liczyć głodu, więc możemy się w spokoju przytulać. Saj właśnie się we mnie wtula na kanapie i chrapie mi do ucha :lol: Dziękuję Ci z całego serca za zapraszanie tak wspaniałych Ludzi na na wątek :loveu:
  5. Dostaje od wczoraj. Oba moje psy to śmieciojady, walczę z tym zawzięcie, a one są wyjątkowo oporne w tym temacie. Zjadają różne świństwa, wyrzucone resztki itp. Szukają takich rzeczy i tylko czekają na moją chwilę nieuwagi. Trudno, szukam rozwiązań na spokojnie, zmieniam diety, daję żwacze, witaminy, szkolę itp. Ale to co robi Sajuki to jakiś amok. To nie jest zjadanie odpadków, to jest chęć zjedzenia czegokolwiek. Liście, kamyczki, chusteczki, papierki, cokolwiek. Jak już pisałam nadgryzła mi rękawiczki (zabrałam, szukała skórzanych rzeczy), chodziła po domu, wspinała się na półki, aż wreszcie znalazła coś, co można zjeść. Teraz też to robi, chodzi po całym mieszkaniu z nosem przy ziemi i szuka. Tak samo na spacerze. Ale tak sobie teraz pomyślałam, że równie dobrze to może być przez jakiś problem w przewodzie pokarmowym. A także przez niedoczynność, cukrzycę, Luminal i samą padaczkę :niewiem:
  6. Dotarło wsparcie od Anuli oraz Panny Marple :loveu: Sajuki pięknie dziękuje! Wróciłam z pracy, Saj zadowolona, ale za to znowu piekielnie głodna. To jest naprawdę przerażające, na spacerze się nie załatwia, tylko cały czas próbuje wszystko zjeść, nawet liście, trawę itp. W domu to samo, dostała porcję karmy, ale to niczego nie zmieniło. Dałam ucho do gryzienia, na chwilę mam spokój, bo inaczej kluska chodzi i szuka co by tu przekąsić. Słuchajcie, może te dziwne zachowania to naprawdę takie nietypowe, hamowane przez Luminal ataki? Pasowałby napad głodu na drugi dzień, odsypianie, osłabienie (ona w niedzielę i w poniedziałek rano ledwo powłóczyła nogami) i to, że wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Jednego dnia się dobrze czuje, a za chwilę nie może sobie znaleźć miejsca i cierpi. Poprawna: Czyli teoretycznie może być tylko aura i faza końcowa? Bez typowego ataku? Sajuki przytomności i kontaktu nie traci (chyba że to naprawdę moment i nie zauważyłam?), robi się za to nachalna, wpatruje się we mnie mówiąc mi wyraźnie, że coś jest nie tak. Chodzi za mną, trąca nosem. Ale zachowuje się przy tym bardzo dziwnie, nie może usiedzieć w miejscu, piszczy, wędruje, dyszy, dobija się na balkon (to dzisiaj w nocy). Próbuję ją uspokajać i głaskać, ale udaje się tylko na chwilę. Cukier jest nawet trochę za niski, weterynarze twierdzą, że przy cukrzycy byłby podwyższony. Ale wczoraj podczas wizyty ustaliłam, że przy okazji badań tarczycowych dołożę dodatkowy parametr - cukier, to zwiększy koszty tylko o kilka złotych, a nie trzeba będzie jej dwa razy kłuć. Na balkonie leży posłanie, zostało jeszcze z cieplejszych dni, kiedy moje psy lubiły się tam wylegiwać. Naprawdę mogę jej pozwolić na leżenie na balkonie? Jest już zimno, gdyby było lato nie miałabym żadnych wątpliwości. Sajuki nie jest zimnolubna, pytał o to prof. Lechowski podczas wizyty, bo podejrzewa niedoczynność tarczycy. Przy tej dolegliwości psu jest zimno. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, bo epizod z balkonem był wczoraj, że Sajuki jest typowym kanapowcem. Ciężko ją wyrzucić z łóżka. Lubi się przytulać, nawet próbuje do moich psów, mimo ich wyraźnego niezadowolenia ;) O to głównie są między nimi spięcia (tzn. Saj ustępuje, to moje burki ją odganiają). waldi481, lilk_a: Choroba Meniera wykluczona, dr Lenarcik jest niejako ekspertem od tej choroby i oglądając filmy to wykluczył. Znajoma przez kilka lat myślała, że ma padaczkowca, dr dopiero postawił dobrą diagnozę - właśnie choroba Meniera. Zresztą ataki przy tym schorzeniu są zupełnie inne niż u Saj, pies pozostaje przytomny, Sajuki traci przytomność. mdk8: Tarczycę sprawdzę. Też myślałam o ciele obcym, Saj jest obżartuchem, a poprzedni dt wychodził z nią bez smyczy, zjadała śmieci i co tylko jej się nawinęło. Tylko to by chyba wykryto na usg? Wyszłoby we krwi? Dlatego rozważałam rtg (ze względu na nerki i kręgosłup też), ale jakoś na razie weterynarze wykluczają ciało obce.
  7. Pytałam o cukrzycę na początku naszej drogi, bo też mi pasowało: otyłość, ataki, ospałość, głód. Podobno to nie to, ale jeszcze raz dopytam dla pewności i poproszę o uzasadnienie. Jest jeszcze jedna rzecz. Wczoraj doktor powiedział, że jej okresowe złe samopoczucie i dziwne zachowanie to mogą być tak naprawdę ataki padaczki, tylko takie, nie wiem jak to nazwać, ukryte? Nie ma drgawek, bo bierze Luminal, ale źle się czuje. Podobno szansa na to jest znikoma, takie coś bardzo rzadko się zdarza. Ale piszę, co usłyszałam. Za mną kolejna nieprzespana noc. Wieczorem u dr Saj się czuła nawet dobrze, za to w nocy dala mi popalić. Od 4:00 rano zaczęły się wędrówki po domu, piszczenie, wycie, zaczepiała mnie i wyraźnie czegoś chciała. Byłyśmy na spacerze, dałam nospę, furagin, rutinoscorbin (tak jak miałam dawać), dałam trochę karmy jak nie przechodziło, bo myślałam, że może napad głodu. Wreszcie Saj zaczęła dobijać się do wyjścia na balkon, wypuściłam, a ta położyła się na balkonie. Po chwili zaczęła wędrować po balkonie, usiadła. Nie chciała wracać. W domu dyszała, nie wiem czy z bólu, zdenerwowania, czy gorąca (nie mam ciepło w mieszkaniu, dużo wietrzę). No ale przecież nie zostawię jej na balkonie, jest zimno, a ona chora. Wciągnęłam na siłę i tak sobie nie spałyśmy do rana. Zdrzemnęłam się od siódmej do teraz. Wyszłam przed chwilą z nią na spacer, a ta mała zołza radosna, ogon do góry i próbuje gonić ptaszki :mdleje: Wykończy mnie ta psina, mówię Wam.
  8. Dotarły wpłaty od mdk8 i Tianku, uaktualniłam pierwszy post. Ogromne podziękowania od Sajuki :Rose: A więc tak, ochłonęłam i pojechałam jeszcze raz do mojej lecznicy. Z weterynarzami tam jestem zaprzyjaźniona, więc rozmawiamy całkiem szczerze. Najpierw było, że sytuacja Sajuki jest beznadziejna, nie tylko zdrowotna, ale też w kwestii znalezienia domu i finansów. Tak jak piszecie, nie usłyszy się od lekarza o rozwiązaniach radykalnych, więc nikt nie mówił o usypianiu. Było tylko o beznadziei i konieczności dalszych badań, które nie wiadomo czy coś wykażą. Wreszcie zapytałam wprost, czy uśpilibyście ją, gdyby była zwykłym pacjentem, przyszła "z ulicy" w takim stanie jak jest teraz i z tymi wynikami, ale z właścicielem. Natychmiastowa odpowiedź, "oczywiście, że nie". Mnie to wystarcza, jak dla mnie sprawa jest jasna. To, że poprzedni opiekunowie chcą, abym ją uśpiła, że nawet dzisiaj osoba od lat pomagająca zwierzętom i mająca do nich olbrzymie serce powiedziała, żebym ją uśpiła to.... dla mnie za mało. Jeżeli weterynarze nie mają MEDYCZNYCH podstaw do uśpienia, to ja tego nie zrobię. Postaram się ulżyć Sajuki w cierpieniach, wyleczyć to, co się da. Jeżeli mi się nie uda, dopiero wtedy pozwolę jej odejść, ale muszę mieć pewność, że próbowałam i zrobiłam co się dało. Później było kolejne wnikliwe czytanie badań, długa rozmowa, moje wypytywanie o wszystko, co tu rozważamy. A więc tak (mam nadzieję, że nic nie pokręcę, nie jestem weterynarzem, a rozmowa była długa): - Nie chcą robić testów na choroby odkleszczowe, bo przy pasożytniczych są podwyższone eozynofile i coś jeszcze (skracam, bo nie wszystko pamiętam, a nie chcę czegoś palnąć), a Saj ma te parametry nawet zaniżone. Nie ma innych typowych objawów. To spore koszty, a wynik nie daje pewności. Jak się uprę, to zrobię, ale moim zdaniem nic na siłę, może jeszcze nie teraz, zaraz napiszę dlaczego. - Mimo wszystko kał warto zbadać, bo odrobaczyć ją trzeba, a lepiej tego w ciemno nie robić przy padaczkowcu, dostałam pojemniczki na kupę. - Tarczycę warto zbadać, koszt duży, ale po pierwsze prof. Lechowski to naprawdę nie byle kto, a po drugie moim weterynarzom też coś nie gra z jej tuszą i ospałością. Wygląda to na problemy metaboliczne. Trzeba wykluczyć niedoczynność, bo ta ma wpływ na ataki padaczkowe, więc jest to ważna sprawa. - Saj ma zarówno w badaniach sprzed roku, jak i w obecnych niski poziom cukru. To może wywoływać utratę przytomności i ataki padaczki. Mam zalecone podawanie jej kilka razy dziennie małe porcje jedzenia. - Długo rozważaliśmy rtg. Najpierw było, że stanowczo robić, bo przy okazji oglądania nerek sprawdzimy, czy nie ma zwyrodnień w kręgosłupie, które mogą dawać objawy silnego bólu. Wreszcie stanęło na tym, że na razie nie, bo: - Doktor zaczął badać Sajuki palpacyjnie. Wstępnie chodziło o ten kręgosłup, ale jak już zaczął macać, to macał wszystko ;-) Pies sobie spokojnie stał, nie zwracając na nic uwagi. I w pewnym momencie nasza flegmatyczna i łagodna Saj się odwinęła. Ponowny ucisk w tym miejscu i powtórka. Nie reagowała tak przy nacisku na nerki (a te jak wiadomo są wrażliwe nawet jak są zdrowe), stąd opinia, że to raczej nie kamienie. Na kręgosłup też nie reagowała. Reakcja była na ucisk okolic pęcherza, doktor się zaśmiał, że jakby to był pies, to by powiedział, że to prostata :evil_lol: Mógłby to być problem z kikutem macicy (Saj jest po sterylce), ale wtedy podobno widać by to było na usg. Prawdopodobnie chodzi o pęcherz, ewentualnie może coś na końcu jelita grubego, co wywołuje silny ból. Podsumowując, przyjęliśmy metodę priorytetów proponowaną przez sleepingbyday ;-) Mam podawać Sajuki nospę dwa razy dziennie, furagin, rutinoscorbin, do tego to co do tej pory, czyli Luminal i wit.B. Chodzi o to, żeby spróbować jej ulżyć, może się uda. Badania na razie tylko niezbędne, czyli: tarczyca (z dodatkowym cukrem, to kilka złotych więcej, a warto sprawdzić) i zbieram kupę z trzech dni, mocz zależnie od tego co się będzie działo przez najbliższe dni. Innego wyjścia chyba na razie nie mamy, trzeba trochę popróbować, bo nie mogę czekać na następny napad bólu. mdk8: Dwóch neurologów dr Lenarcik i prof. Lechowski potwierdzili, że poprzednie ataki były typowo padaczkowe, niestety :-( Saj ma przepisany Luminal i na czarną godzinę Relsed. Odkąd podaję, ataków nie ma. Możliwe, że jakaś dodatkowa choroba wzmacnia te ataki i pogłębia padaczkę, np. niedoczynność tarczycy. Możliwe też, że jak opanujemy inne dolegliwości dawkę leków przeciwpadaczkowych będzie można powoli i stopniowo zmniejszać (co trzy miesiące nie więcej niż -25% dawki, tylko jeśli ataki przez ten czas w ogóle się nie pojawią). Ale nie da się przewidzieć do jakiego momentu i nie ma gwarancji, że będzie można je kiedykolwiek odstawić.
  9. Marycha35: No moje, oczywista rzecz :razz: Ujęcie najbardziej atrakcyjnej ich strony :diabloti: Po lewej lękliwa sunia, która wcześniej miała wiecznie podkulony ogon, po prawej ten co miał rozerwany pysio. Oboje mają po kilkanaście lat (chociaż wierzyć się nie chce, jak na nie patrzę, ale nijak inaczej w rachunkach nie chce wyjść, mam udokumentowany ich 5 letni pobyt w schroniskach). Jakbyście chcieli poczytać historie z happy endem, to tutaj: Bestseller ;-) - Felek Mój pogryziony - Krecik/Jagger Moja sunia, może komuś się przyda jak ma lękliwego psiaka - Cofi I jej wątek ogólny Mój obecny "tymczasowicz" staruszek - Seiko/Iggy Połamana pitbullka - Laleczka Resztę możecie sobie wyszukać :eviltong: Ale nie są takie ciekawe ;-) Większości zwierzaków nie zakładałam wątków, chyba że informacyjne, w celu szukania domów. Jak pisałam, nie proszę o pomoc, gdy sama sobie świetnie radzę, po Wam głowę zawracać. lilk_a: To ja już nic z tego nie rozumiem :shake: Informację dostałam od wetów i potwierdziła ją w rozmowie moja znajoma od koteczki, że ma u siebie taki przypadek. Ja nie wiem, nie miałam nigdy nerkowca u siebie... Poprawna: Ja również dziękuję za wpis. Zdaję sobie sprawę z tego wszystkiego. Jak znaleźć kogoś, kto zajmie się padaczkowym psem i zrobi to odpowiedzialnie? Do tego jeszcze inne dolegliwości Sajuki. Podejrzewam, że gdybym nie miała Sajuki u siebie, tylko miała się wypowiedzieć, to doradzałabym uśpienie. Tylko jak ja mam to zrobić? Ona się właśnie do mnie przytula i patrzy mi w oczy... Jeszcze nigdy nie poniosłam takiej porażki.. A do tego tak naprawdę nie wiemy, na co dokładnie Saj jest chora. Może to coś uleczalnego, co po wyleczeniu spowoduje, że ataki nie będą tak silne, a dzięki lekom nie będzie ich w ogóle? Fundacja, z którą mam kontakt nie ma funduszy na leczenie Saj. Pozostałe nie kwapią się do przejęcia padaczkowca. Może źle szukam. Tylko gdzie ją umieszczą? W boksie w hotelu? Kanapową sunię z padaczką? I znowu zmieni dom, będzie się tułać? A jak dojdzie do nieudanej adopcji? Mnie nie chodzi o to, żeby pozbyć się problemu, jak innym. Ja chcę tej suni pomóc.
  10. To fakt, moje też liżą przed wymiotami albo gdy mają jakieś problemy trawienne. Czasami to też objaw zapalenia gardła. Najważniejsze, że u Lilki wszystko dobrze się skończyło :)
  11. To nie doświadczenie, tylko pech do najgorszych przypadków :diabloti: Weci jak mnie widzą, to się śmieją co tym razem za zagadkę prowadzę :evil_lol:
  12. Mój wet twierdzi, że przy boreliozie jest stan zapalny stawów, a opuchnięta nie jest, bo wtedy również łapy by miała nabrzmiałe. Test podobno jakiś jest, ale niewiarygodny i kosztowny, weterynarz nie zapalił się do tego pomysłu. Dwóch wetów mi mówiło o tych kamieniach niewidocznych na usg, dodatkowo moja znajoma ma kotkę, u której coś takiego wykryto. Mimo usg źle się czuła i miała złe wyniki, dopiero rtg pokazał kamulce. Lilk_a, cudownie, że z Twoją sunią się udało :) Ja wiem, że trzeba samemu drążyć. Mam u siebie staruszka, który miał umierać w grudniu zeszłego roku na wydumane poważne problemy z sercem, duszności i wodę w płucach. Okazało się, że pies ma od wielu miesięcy wbity patyk w dziąsło i przebite podniebienie aż do zatoki, wszystko gniło, stan zapalny... Po usunięciu wszystko przeszło jak ręką odjął, nic dziwnego. Żyje u mnie do dziś. Pamiętacie mojego podopiecznego, Felka? Najlepsi chirurdzy i specjaliści chcieli go usypiać albo odcinać mu obie nogi. Miał nigdy nie chodzić i rozkładać się żywcem (zakażenie kości, miał zmasakrowane obie łapy i brak czucia). Pies ma się świetnie do tej pory, biega, nic mu nie dolega, jest szczęśliwy. Sleepingbyday powinna pamiętać, bo walczyliśmy wtedy wszyscy dzielnie ;) Mam sukę, która była na dwóch silnych psychotropach i nigdy miała nie wyjść z lęków i potwornych fobii prowadzących do samookaleczeń. To opinia trzech behawiorystów. Sunia jest ze mną, normalna, wyjątkowo uczuciowa, sympatyczna i spokojna. Bez leków. Mam też Jaggera/Krecika z dogo, wzięłam po pogryzieniu w przytulisku. Odgryziony ogon, rozerwany pysk, martwica tkanek. Miał mieć usuwany policzek, całego fafla, wtedy zęby byłyby stale na wierzchu i byłby problem z jedzeniem. Groziło zakażenie mózgu. Uniknęłam zabiegu, zagoiło się, ma tylko bliznę, a pysk jest prawie kompletny, prawie tego nie widać. Miałam pitbullkę z nużycą, rozwalonym biodrem po resekcji główki kości udowej, po ciąży i porodzie, od razu po sterylizacji. Miała być kaleką, biega i jest szczęśliwa w nowym domu. To tylko przypadki, o których możecie poczytać tutaj, na dogomanii. To były psy z olbrzymią wolą walki, psy wspaniałe, które zawalczyły i nie moja w tym zasługa, ale weterynarzy i samych psów. Ja tylko dałam im szansę. Sajuki mnie rozłożyła na łopatki. Staram się, staję na rzęsach, a jest gorzej. Nikt nic nie wie, ja już w ogóle nie mam pomysłów. Koszty porażające. Tu nie ma widocznych jak na dłoni urazów, nie wiadomo, czego szukamy. To jest najgorsze, ta niewiedza. Adopcja w ogóle na chwile obecną odpada, nie ma takiej możliwości, żebym wsadziła człowieka na minę, a do tego zaryzykowała kolejne porzucenie Saj. A to czwarty wymagający wyjątkowej opieki pies w moim domu. Dziewięć spacerów dziennie, chociażby. Napiszcie proszę coś wesołego, bo inaczej będę tu smażyć takie długie rozpaczliwe posty ;) Ogon dziwny, jakby załamany w połowie pod spód. Może u innego psa byłby podkulony, a ona po prostu nie może go inaczej podkulić? Wcześniej nosiła sterczący do góry i zawinięty na grzbiet (jak się dobrze czuła) albo zwyczajnie opuszczony, zwisający.
  13. Dziewczyny, jesteście ANIOŁAMI. Bez Was już dawno bym zwariowała. Byłam u mojego weterynarza w okolicy... Szczerze mówiąc, to chyba za chwilę się rozpłaczę, a nie zdarza mi się to często, właściwie prawie nigdy... Zawsze walczę o moje psiaki i twardo się trzymam, teraz pierwszy raz jestem w rozsypce, mam bardzo złe przeczucia. Badania na choroby odkleszczowe to kolejne duże koszty. Trzeba zbadać kał (ok. 35 zł). Trzeba zrobić rtg w kierunku kamieni nie widocznych na usg (jedno zdjęcie jakieś 60zł + wizyta). Trzeba powtórzyć badanie moczu (ok. 20 zł) i najlepiej krwi (kilkadziesiąt zł). Trzeba również zrobić badania tarczycowe (kolejne co najmniej 100 zł). A na koniec możemy znowu niczego się nie dowiedzieć albo wykryć np. kamienie i co wtedy? Nie robi się operacji usuwania kamieni u psów. I co, na koniec tego wszystkiego uśpię sunię? Mój wet delikatnie sugeruje, żebym odpuściła. Wie, jaką mam sytuację finansową. Wie, że to może do niczego dobrego nie prowadzić, wie też, że poprzednie osoby się kolejno psa pozbywały, bo nie chciały mieć takiego ciężaru. Jest mu szkoda psa i mnie. No ale co zrobię? Wyrzucę psa, jak reszta i będę sobie spać spokojnie, wiedząc, że ona gdzieś cierpi, umiera, jest zagryzana podczas ataków, przeżywa kolejne porzucenia? Uśpię ją nie wiedząc tak naprawdę, co jej dolega? Może oprócz padaczki to jest coś możliwego do wyleczenia? Tylko jakim kosztem? Marycha35: Ja już odpadam, Saj widzieli najmądrzejsi weterynarze w Warszawie. Prof. Lechowski jest bardzo szanowaną osobą z olbrzymią wiedzą, dr Marciński najlepszym w Polsce specjalistą od usg. Dr Lenarcik neurologiem polecanym w całym kraju. Poza tym sześciu innych weterynarzy zapoznało się z wynikami badań lub wykonywało diagnostykę, sterylizację jeden z najlepszych chirurgów itd. Wystarczy spojrzeć na dokumentację. Nawet opinia radiologa jest. Co ja jeszcze mogę zrobić? Nikt nie postawił jednoznacznej diagnozy, zalecali dalsze badania, żaden też nie powiedział, że pies jest zdrowy. Chyba pojadę jeszcze do dr Traczyka, z którym dzięku kejciu kontaktowałam się jedynie telefonicznie, ale widział Sajowe wyniki. To będzie taka ostatnia deska ratunku zanim do końca nie zwariuję. Tylko potrzebny mi będzie transport do Nowego Dworu Mazowieckiego.... Jakieś inne pomysły? Ja naprawdę jestem na granicy, tak bardzo nie chcę popełnić żadnego błędu, tak bardzo chcę pomóc temu psu... Sajuki zaczęła dziwnie nosić ogon....
  14. A nic się w ciągu tych ostatnich 6 miesięcy nie zmieniło w jej życiu? Może macie kolejnego psa, jakieś zmiany wśród domowników, w otoczeniu? Może to reakcja stresowa po prostu? Albo rzeczywiście powoli traci wzrok lub słuch i stąd nerwowe reakcje, niech weterynarz to sprawdzi? Zrób badania, jak wszystko wyjdzie ok, to może porozmawiaj z weterynarzem o jakichś delikatnych nieszkodliwych środkach uspokajających, jak KalmAid czy StressOut albo obroży feromonowej?
  15. Sajuki jest bardzo wrażliwa emocjonalnie. Nie jest psem lękliwym, ktoś z zewnątrz mógłby tego nie zauważyć, ale ja widzę, że ona jest bardzo delikatna i wrażliwa. Dzięki Isadora7 za wpis. Sajuki dostaje od czasu ataku Luminal 50 mg rano i 50 mg wieczorem, na razie, odpukać, nie ma ataków padaczkowych. Ma za to napady bólu i źle się czuje, nawet przestała wchodzić na kanapę, wczoraj jakoś się wdrapała, ale to nie jest to co powinno być. Wychodzi na to, że oprócz padaczki mamy jednak do czynienia z czymś jeszcze. Saj nadal jest otępiała, jest minimalnie lepiej, ale to nie jest zdrowy, wesoły pies. Czy psy mogą ze stresu mieć objawy aż takiego bólu? W końcu Saj bardzo wiele przeżyła, ostatnio zaginięcie, schronisko, zmiana domu... Tak strasznie mi jej szkoda, a skończyły mi się pomysły. Może znacie weterynarza, który jest dobry w sprawach nerkowych albo chorobach odkleszczowych? Może gdy ktoś wczyta się w wyniki Saj zobaczy coś, czego inni nie widzą? Bo co ja mam robić? Na razie gdybym miała się ściśle trzymać zaleceń weterynarzy, to wygeneruję kolejne potężne koszty, bo trzeba Saj zrobić badanie kału, rentgena, pełen profil tarczycowy, pewnie powtórzyć krew lub mocz, ewentualnie badania w kier. chorób odkleszczowych (bo to co napisała lilk_a brzmi naprawdę sensownie). Co temu psu dolega? :( Jeszcze może i głupie pytanie, ale czy padaczka daje jakieś objawy bólowe? Wiem, że po atakach pies jest obolały, bolą wszystkie mięśnie (Sajuki na drugi dzień po feralnej nocy cały czas piszczała i nie mogła sobie znaleźć miejsca), ale tak na co dzień? Coś ją może boleć?
  16. A zanim kupisz książki p. Mrzewińskiej, które również polecam, przeczytaj jej archiwalny dziennik, to konieczna podstawa do dalszej lektury :): [url]http://www.owczarek.pl/szczeniak_w_domu[/url]
  17. Dziękuję, że jesteście, dziękuję za obecność, za rozsyłanie wątku i wsparcie :) Od razu mi lepiej na duszy. Saj wspięła się do mnie powoli na kanapę i sobie leżymy. Nadal odpoczywa. Mam nadzieję, że kryzys minął, bo jutro muszę już iść do pracy i zostawić psy same. Mam nadzieję, że nic się nie wydarzy. Sajuki olbrzymi apetyt ma cały czas, niezależnie od ataków i podawania leków (oprócz wczorajszego i dzisiejszego dnia, gdy wymiotowała). To jest naprawdę głód, na spacerach muszę ją trzymać przy nodze, bo szuka czegokolwiek do jedzenia, potrafi złapać nawet suchy liść. To samo w domu, musiałam pochować wszystko, co mogłoby nadawać się do zjedzenia. Ona jest bardzo spokojna, łagodna, delikatna. Ale aż za bardzo, wręcz powolna. Nie bawi się, nie biega, nie wykonuje żadnych gwałtownych ruchów. Gdy wchodzi/schodzi z kanapy, wysiada z samochodu, kładzie się na podłodze robi to bardzo powoli, jest spięta, jakby w zwolnionym tempie. Wydaje mi się, że po prostu coś ją cały czas boli. Wczoraj było nasilenie potężne, nie mogła się nawet położyć, ale na co dzień takie zachowanie jak opisuję też nie jest normalne dla młodego sprawnego psa. Nie podoba mi się też jej zapach z pyszczka, może to przez wczorajsze wymioty, ale jest taki dziwny, jakby metaliczny. lilk_a: Z tego, co podałaś, praktycznie wszystkie objawy się zgadzają. Czy jest jakieś badanie pozwalające wykryć boreliozę? Jutro zapytam weterynarza, co o tym sądzi. Rozesłałam Wam pw z moimi danymi, mam nadzieję że dotarły, ogromnie wszystkim dziękuję za pomoc, jesteście Wspaniali ! I oczywiście zapomniałam: Panna Marple: W moczu Sajuki wyszły erytrocyty "świeże i częściowo wyługowane 1-3 w polu widzenia - pojedyncze w preparacie".
  18. Na początku moja wetka wykluczyła niedoczynność właśnie przez wyniki cholesterolu. Ale w czwartek byłam u prof. Lechowskiego i to on przepisał mi euthyrox i skierował na badania tarczycowe. Jestem skołowana, bo to świetny specjalista, niczego mu nie sugerowałam, o wszystko wypytywał i wreszcie stwierdził, że wiele objawów mu pasuje. Oglądał ją w ruchu nawet, sprawdzał wole (ale nie ma wyczuwalnego). Saj gdy nie sika, to po prostu nie oddaje moczu na spacerach. Nie przykuca, nie próbuje się załatwić. Tak jakby nie czuła potrzeby po prostu. Pęcherz też nie jest wtedy przepełniony, gdy wreszcie się wysika to nie jest tego wyjątkowo dużo (na pewno nie tyle ile powinno być po dwóch/trzech dniach). Jak się sprawdza boreliozę? Może to coś odkleszczowego właśnie? Nawet myślałam, czy to nie jakaś przewlekła postać babeszjozy. Edit: Saj wstała, przyszła do mnie sama w trakcie jak pisałam posta :) Jest lepiej, uffff...
  19. Sajuki odkąd w nocy ustały wymioty cały czas leży. Śpi albo czuwa, ale nie wstaje i nie chodzi po domu. Nie wchodzi nawet na łóżko i kanapę, co wcześniej było nie do pomyślenia. Po jedzeniu nic się nie działo, nie zwymiotowała dzisiejszego posiłku. Ale na spacery wyciągam ją na siłę, idziemy tylko przed klatkę na siku, człapie za mną z opuszczoną głową. Wracając podtrzymuję ją na schodach na szelkach. Pewnie jest wycieńczona wczorajszym dniem. Plus jest taki, że jej nie wygina, może spokojnie leżeć i chyba nic ją nie boli, a przynajmniej nie tak jak wczoraj, gdy prawie chodziła po ścianach.
  20. Dziękuję za podesłanie wątku, nie napawa optymizmem, bo Liza wróciła z adopcji po atakach... "Właścicielki" zostawiły ją pod bramą na zewnątrz, bo się przestraszyły... Anula: Bardzo smutne jest to, co opisujesz :( Ja mam jeszcze nadzieję, że ataki Sajuki będzie można opanować lekami, jest teraz na podstawowej początkowej dawce Luminalu i odpukać na razie nie ma ataków. Dawkę jeszcze można zwiększać, w razie czego w zapasie są jeszcze inne leki p.padaczkowe (np. bromek, nowy pexion i inne). Tylko co z innymi jej dolegliwościami? lilk_a: Możliwe, że jest opuchnięta. Tak też zresztą trochę wygląda. To przecież młody pies. Tylko jak sprawdzić to, o czym piszesz, sama widzisz, że narobiłam już mnóstwo badań. Kreatynina w normie, mocznik w normie. Mocz zagęszczony, jest go mało. Pęcherz moczowy miernie wypełniony, bez uchwytnych zmian w budowie, brak złogów (z opisu usg). Nerki ok, miąższ bez zmian. Usg robił najlepszy specjalista w Warszawie. Zrobić jej rtg żeby szukać kamieni innego rodzaju? Murka: Bardzo dziękuję za odzew. Wlewki Relsed oczywiście mam, bo Sajuki też wchodzi w ataki gromadne i grozi jej stan padaczkowy, a wtedy... :( Ma zaordynowane przez dwóch neurologów podanie aż dwóch wlewek w razie ataków, a jak nie przejdzie to kolejnych dwóch. Więc jednak sprawa jest poważna. Obaj lekarze twierdzą, że musi być coś jeszcze, co te ataki pogłębia, bo u nas tomografia nie wykazała zmian w mózgu. Problemów skórnych Saj nie ma. A czy Liza przytyła na Luminalu? Macie problem z utrzymaniem wagi? Da radę ją odchudzić?
  21. Też myślałam, że po prostu jest utuczona, do tego Luminal, który miała dostawać już w poprzednim dt (prawdopodobnie nie dostawała albo dostawała nieregularnie) wzmaga apetyt. Byłam pewna, że u mnie schudnie, moje psiaki odchudzam bez problemów, a tu guzik. Ruch odpada, sunia jest ospała, powłóczy nogami, co jakiś czas ewidentnie źle się czuje, próbowałam, ale nie mam serca na siłę ją za sobą ciągnąć na smyczy. Jak tylko się zatrzymamy, Saj się kładzie... Więc wolę jej nie forsować. Odkąd u mnie jest (prawie miesiąc), dostaje głodowe porcje karmy, na której pięknie chudną moje pozostałe psy i trzymają formę, rozsadza je energia, a to kilkunastoletnie staruszki. Karmę zmieniłam na odchudzającą i też nic. Ona dostaje mniej niż mój 12 kg mały staruszek, który też już nie biega z racji wieku tylko drepcze, więc energii nie zużywa. A teraz uwaga, mimo tego wszystkiego Saj u mnie.... przytyła :-( Nic z tego nie rozumiem. Z głodu zaczęła wyszukiwać w domu jadalnych rzeczy i np. nadgryzła skórzane rękawiczki, chodziła po domu szukając żarcia. Teraz tego nie robi, za to wygląda na chorego psa, którego coś boli... Kolkę nerkową podejrzewałam na samym początku, miałam w ogóle nadzieję, że tak naprawdę ona nie cierpi na padaczkę, tylko są to napady właśnie bardzo silnego bólu przez problemy z nerkami. Dopóki nie zaczęły się ataki :-( Są typowo padaczkowe. Ale badanie moczu zrobiłam, wyszedł mocz zagęszczony, bilirubina, białko i podw. leukocyty w moczu (w pierwszym poście do wglądu). Miała dostać antybiotyk, więc zrobiłam jeszcze krew. Krew w miarę w normie. Usg wykazało małe kamienie, lekarze twierdzą, że nie powinny być powodem tak silnego bólu. Ja już nie wiem, mogą być tam jeszcze większe kamienie, które są widoczne tylko na rtg albo może te małe są jakoś niefartownie umiejscowione. Faktem jest, że Sajuki jest bardzo wrażliwa na ból, piszczy nawet przy zwykłym szczepieniu czy wbiciu igły do pobrania. Piszczała i wiła się również na usg, a to przecież nie jest bolesne badanie. Raz jeszcze dzięki, czytasz w moich myślach, może wspólnie coś mądrego wymyślimy :lol: Aha, jeśli chodzi o kamienie, to w usg z zeszłego roku wyszedł jeden większy (ok. 1cm), w tym które teraz robiłam tylko dużo małych. Oba badania wykonywali uznani lekarze. Badania do obejrzenia w linkach w pierwszym poście.
  22. mdk8, Tianku, agusiazet wysłałam Wam PW, bardzo bardzo dziękuję! Marycha35: Sunia nie ma wydarzenia na FB. Nie używam fb :oops: Poza tym napiszę coś, czego miałam nie pisać, ale nie chcę, żeby powstały tutaj niedomówienia. Saj była w domu, który o nią nie dbał, jak pisałam w pierwszym poście. To był dom, hmmmm, bardzo zły. Właściciel psa oddał (szczegóły na PW), jednak teraz co jakiś czas, gdy ma bardzo zły humor upomina się o nią, raczej w ramach zemsty niż dlatego, że mu zależy na suni. Pojawiają się groźby, nie jest sympatycznie. To wyjaśnia dodatkowo, dlaczego opiekunki wycofały się z pomocy, mnie też nie jest do śmiechu, ale co mam zrobić? Dlatego jestem ostrożna ze zbytnim reklamowaniem Saj, ogłoszenia muszę robić siłą rzeczy, ale pomoc dla niej jest utrudniona.
  23. lilk_a: Dziękuję za odzew, opinie osób mających do czynienia z tą chorobą są dla mnie bardzo cenne. Saj przy każdym ataku oddaje mocz, czasami kał, zawsze traci przytomność, ma oczopląs. Ten na filmie to taki "średni" atak, przy mocniejszych po prostu trzeba było jej pilnować, mam kilka nagrań z takich, które byliśmy w stanie nagrać. Zalecenie do badania pojawiło się, gdy Sajuki weszła w ataki gromadne, które grożą przegrzaniem mózgu i lekarze chcieli ją wprowadzić w śpiączkę farmakologiczną, a później wykonywać badania. Nie zgodziłam się na to, bo wtedy koszty poszłyby w tysiące. Natomiast na badanie zdecydowałam się, ponieważ pojawiło się podejrzenie uszkodzenia mózgu lub guza. Sajuki ma udokumentowane ataki od półtora roku, nie była leczona. Ma dodatkowe objawy, jak ospałość, otępienie, znaczne tycie, problemy z poruszaniem, zatrzymanie moczu (potrafi nie sikać przez trzy dni). Do tego dochodzą objawy bólowe i wczoraj te wymioty, mam nadzieję, że bez związku z chorobą. Lekarze nie są w stanie bez badań jej dokładnie zdiagnozować i zalecić leczenia, teraz dzięki tomografii przynajmniej wiemy, że można wykluczyć m.in. guza mózgu lub uszkodzenia i próbować ją leczyć. Jak pisałam, obecnie oprócz padaczki lekarze podejrzewają niedoczynność tarczycy, żeby dobrać dawkę Euthyroxu trzeba zrobić badania tarczycowe. Do tego jak pisałaś konieczne porządne odrobaczenie i badanie kału. Filomag mam podawać, teraz dostaje wit. B. Sajuki ma też kamienie w miedniczkach nerkowych, stąd była konieczność powtórzenia usg, czy ból nie jest wywołany rozrostem kamieni. Możliwe też, że trzeba będzie zrobić rtg, bo dowiedziałam się, że nie wszystkie kamienie widać na usg. Na usg wyszedł również przewlekły stan zapalny w korzeniu krezki i znacznie powiększone okoliczne węzły chłonne. Może to ją bardzo boli? Jak widzisz, sytuacja fatalna, nie wiemy dokładnie, co Sajuki dolega, wiem tylko patrząc na nią, że cierpi. Padaczka to tylko jeden z problemów. Zdaję sobie sprawę, że koszty są ogromne, że to wszystko wygląda beznadziejnie. Dlatego ludzie się od Sajuki odwrócili i chcą, abym ją uśpiła. Ja walczę ze wszystkich sił, patrzę w oczy Saj i nie mogę się przemóc, żeby to zrobić. Sunia jest młoda, piękna, ma wspaniały, anielski wręcz charakter. Nie wiem, czy to walka z wiatrakami, nie wiem, jak się skończy, dlatego o wszystkim staram się Was informować. edit: Nie decyduję sama, jestem w stałym kontakcie z lekarzami, również w nocy. Wiem, co to jest metacam i jakie są zagrożenia, miałam u siebie wiele bardzo chorych, kalekich lub w ciężkim stanie psów. Teraz sobie nie radzę kompletnie, co nie znaczy, że działam na oślep. Ale dziękuję, że to napisałaś, bo przez net nigdy nie wiadomo i są ludzie, którzy podają leki na oślep ;)
  24. O rany, dziewczyny, bardzo dziękuję za zainteresowanie sunieczką, weszłam na wątek, a tu taka miła niespodzianka :) Naprawdę bardzo, bardzo dziękuję, nawet nie wiecie, ile to znaczy dla mnie i dla Sajuki :loveu: Saj wymiotowała cały dzień i noc, jak pisałam, nie mogła sobie znaleźć miejsca, coś ją bardzo bolało (brzuch? nerki?), bo wyginała się i nie mogła usiąść ani się położyć. W nocy już spanikowałam, gdy było tak źle, że sikała, kupkała (nie ma biegunki) i wymiotowała. Podałam jej nospę, nie pomogła, więc później metacam. Zasnęła, nie wiem, czy po tym, czy była już wycieńczona. Dzisiaj odsypia, przed chwilą zjadła małą porcję puszki dla wrażliwych brzuchów, mam nadzieję, że nie zwróci. Jest osłabiona i tylko leży, nie rusza się z miejsca, ale wzrok ma już w miarę normalny, nie taki cierpiący. Nie wiem co to było, może zatrucie, może złapała coś na spacerze, a może jest to związane z jakimś jej choróbskiem, którego nie możemy namierzyć mimo tych wszystkich badań i świetnych lekarzy. Trafiła mi się zagadka medyczna...
  25. Nie mam niestety dobrych wieści. Wizyta u profesora Lechowskiego była naprawdę rzeczowa i profesjonalna. Sajuki została zbadana, profesor obejrzał jej wszystkie wyniki i filmy z atakami, wypytywał o wszystko dokładnie. Według niego Saj ma niedoczynność tarczycy, dostałam receptę na hormony tarczycowe, ale żeby określić dawkowanie muszę wykonać badania krwi - profil tarczycowy. Rozmawiałam też z dr Traczykiem, uważa, że Sajuki musi zostać porządnie odrobaczona, tylko że w jej przypadku nie można tego zrobić bez badania kału pod kątem pasożytów. Możliwe, że pasożyty są powodem tak silnych ataków (wszyscy lekarze zgodnie twierdzą, że nie jest to tylko padaczka, coś te ataki wzmacnia, bo są za silne, a tomografia nie wykazała zmian w mózgu). Jeżeli badania wykażą obecność pasożytów, trzeba będzie zastosować leki przekraczające barierę krew-mózg, żeby to wybić. Dr popiera też konieczność zrobienia badań pod kątem tarczycy. No i muszę kupić Saj lek Filomag (magnez i wit B, wspomagająco dla układu nerwowego). Na dodatek Sajuki dzisiaj od rana wymiotuje dużą ilością lekko czerwonego płynu. Mam nadzieję, że to nie krew. Saj czuje się bardzo źle, nie ma apetytu, nie chce chodzić na spacery, trudność sprawia jej nawet położenie się. Chodzi z kąta w kąt, dyszy, próbuje się przeciągnąć, widać, że coś ją boli. Nie mam pojęcia, jak jej pomóc... Szykują się kolejne koszty, a ja nie mam już ani złotówki, nie mam też już możliwości pożyczenia pieniędzy. Spotkałam dzisiaj na spacerze byłą opiekunkę suni, uważa (tak jak inna osoba, o której pisałam), że powinnam Sajuki uśpić, bo koszty diagnostyki i leczenia są za wysokie, a szanse na znalezienie jej odpowiedzialnego domu i uniknięcie kolejnego porzucenia znikome. Bardzo nie chcę tego robić, uważam, że gdy już coś się robi, to trzeba to zrobić porządnie do końca, nie poddawać się. Jest mi bardzo głupio, rzadko zakładam wątki swoim tymczasowiczom, a przewinęło się ich już kilkadziesiąt przez mój dom. Nie proszę o pomoc, jeżeli nie ma takiej potrzeby i radzę sobie sama. Nie mam zaprzyjaźnionej fundacji, która by mnie wsparła w tym przypadku, jestem po prostu szarym człowieczkiem, który porwał się z motyką na słońce. W przypadku Saj jestem sama z całą sytuacją i, mimo najszczerszych chęci, nie radzę sobie :( Bardzo się o nią boję :(
×
×
  • Create New...