-
Posts
3340 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Delph
-
Kłócicie się, a obie macie rację :eviltong: Ja swoje staruszki trzymam na karmach adult, chociażby ze względu na to, że mimo wieku są to energiczne psiaki i nic im nie dolega, a skład karm senior najczęściej ma niższą zawartość tłuszczu i białka - kosztem zmniejszenia zawartości mięsa. Tylko że [B]wooke[/B] ma psa chorego, z problemami z wątrobą (pisał w innym wątku), dlatego w pierwszym poście zaznaczył: [quote name='wooke']Szukam takiej, która nie będzie miała dużej ilości białka i tłuszczu.[/QUOTE] W takim przypadku jak najbardziej trzeba rozglądać się za karmą typu senior lub light, wsadzenie psa na wysokobiałkową bezzbożówkę, tym bardziej jeśli do tej pory jej nie jadł, może mu zaszkodzić.
-
Szczerze mówiąc marnie. Już nie płaczę, nie jestem też już wściekła na los. Teraz po prostu brakuje mi Saj. Narzekałam, że czwarty pies to duże obciążenie, a teraz tak zwyczajnie mi jej brakuje, mieszkanie wydaje się puste jak wracam do domu. Do bani z tym wszystkim, na razie odpuszczę sobie pomaganie psom. To nie tak się miało zakończyć. Wszyscy mnie wspierają, mówią, że nie było innego wyjścia, więc wątpliwości mam coraz mniej, ale to i tak nie zmienia faktu, że Saj już nie ma, że miała krótkie i smutne życie. Doszły wpłaty od Bonsai, Javeny i pani U. W. (podaję inicjały, bo nie było w tytule nicka). Bardzo Wam wszystkim dziękuję. Jak wróci TZ zrobię zdjęcie rachunku za konsultację neurologiczną. Za uśpienie nie mam rachunku, byłam w takim stanie, że nie pomyślałam o tym w ogóle.
-
Dziękuję Wam z całego serca. Jakoś się trzymamy, musimy, bo nasze pozostałe psiaki też ciężko to przeżyły, wyczuwają nasze emocje, a nie chcę, żeby cała sytuacja się na nich odbiła. Rozesłałam swoje dane, chociaż finanse to ostatnia rzecz, o której teraz myślę. Lilk_a, masz przepełnioną skrzynkę, nie mam jak odpisać, ale bardzo Ci dziękuję. Chciałam sfotografować i wkleić rachunek za ostatnią wizytę u neurologa, ale nie mogę teraz się za to zabrać, nie chcę w takiej chwili rozliczać pieniędzy. Zrobię to, jak tylko się pozbieram.
-
Ja nawet nie zamierzam się usprawiedliwiać, czegokolwiek sobie tłumaczyć. Zabiłam psa, podjęłam decyzję o zabiciu żywej istoty. I jestem tego świadoma. Położyłam na szali zostawienie spraw własnemu losowi - wtedy Saj odeszłaby w czasie ataków w cierpieniach sama w domu, w obcym otoczeniu opuszczona w lecznicy lub chora i otumaniona na skutek powikłań po leczeniu. Już nawet nie wspomnę o tym, że mógłby ją porzucić kolejny dom w przypadku nieudanej adopcji. Wzięłam na siebie odpowiedzialność i wybrałam inną opcję, że nie dopuszczę do żadnego z powyższych scenariuszy. Wiem, że nie miałam do tego prawa, wiem, że nie powinno decydować się o życiu i śmierci. Podjęłam decyzję świadomie i poradzę sobie, muszę, mimo że od wczoraj żyję jak w koszmarnym śnie. Nie żałuję tego, że wzięłam ją pod swój dach, zrobiłabym to ponownie, gdyby miało to dać psu chociaż znikomą szansę na normalne życie. Szkoda mi tylko Saj, ona nie zasłużyła na żadną z tych strasznych rzeczy, które ją spotkały. Miałam wspaniałego psa, który mimo choroby dał mi dużo radości i uczuć, jestem jej za to bardzo wdzięczna. Pożegnałam się z nią wczoraj i nigdy jej nie zapomnę.
-
Jestem, nie odzywałam się, bo nie byłam w stanie. Nadal to wszystko do mnie nie dotarło, łapię się na tym, że szukam wzrokiem Saj, wołam ją na spacer, myślę o niej nieustannie. Nie potrafię o niej mówić ani pisać w czasie przeszłym. Bardzo, bardzo za nią tęsknię :( Wczoraj ataki nie ustawały, były coraz silniejsze. Saj dostawała ataku najczęściej we śnie, więc gdy tylko wykończona kładła się, by odpocząć, zaczynał się kolejny atak. Pojechaliśmy do neurologa. Mimo potężnej dawki diazepamu (cztery duże wlewki) i podwójnej dawki luminalu, Saj nadal miała prawidłowe wszystkie odruchy, reagowała, była całkiem przytomna. Leki po prostu nie działały. Neurolog zaproponowała zmianę leków podawanych na co dzień - dołożenie kolejnych i zwiększenie dawek obecnych. Zaleciła rezonans magnetyczny, badanie stężenia luminalu, tarczycy itp. Tylko że Saj po każdym ataku, którego uniknąć się nie da nawet przy innych działających lekach (rzadko kiedy padaczkę da się opanować całkowicie, a raczej nie taką postać jak u Saj), musiałaby być wprowadzana w śpiączkę w klinice i zostawać tam na obserwację. W domu nie mogłabym jej w żaden sposób pomóc, skoro leki nie działały. Nie ma innych leków na takie nagłe przypadki. Każdy atak, każda śpiączka, to ryzyko, po którejś z kolei mogłaby doznać uszkodzeń mózgu. Leki też powodują spustoszenie. Do tego dochodzi to, że gdyby Saj weszła w ataki pod moją nieobecność lub nie mogłabym natychmiast jechać do kliniki na śpiączkę, mogłoby się to skończyć tragicznie. Wczoraj to był cud, że zaczęło się przed moim wyjściem do pracy, inaczej po moim powrocie Saj pewnie już by nie żyła, bądź doznała poważnych uszkodzeń mózgu. Odeszłaby w cierpieniach. Do tego neurolog powiedziała, że to, co ja odbierałam jako silny ból, to prawdopodobnie były ataki padaczkowe. Chodzenie po domu, piszczenie, to pewnie również to. Częstotliwość jak wiadomo duża, Saj czuła się źle wiele razy. Decyzję musiałam podjąć sama. Lekarz nie zalecił uśpienia, zostawił mi decyzję. Podjęłam ją i jest mi z tym bardzo ciężko. Mam wrażenie, że postąpiłam nieetycznie. Gdybym miała fundusze na leczenie i częste hospitalizowanie Saj, odpowiednie warunki mieszkaniowe i mogła zrezygnować z pracy, aby zapewnić suni stałą opiekę nie podjęłabym tej decyzji. Saj zostałaby ze mną, walczyłybyśmy dalej, byłaby moim ukochanym psem (bo nie ma mowy o wydaniu do adopcji psa z takim przebiegiem choroby). Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że byłaby to walka z wiatrakami i prędzej czy później bym ją przegrała. Ale może dałabym jej jeszcze tydzień, miesiąc, rok życia w domu, w którym byłaby kochanym psem. Nawet sobie nie wyobrażacie, co teraz czuję, jestem w totalnej rozsypce. Zostawiłam ją w jej obróżce, to nie był bezdomny pies, to moja ukochana Saj. Zrozumiem w zupełności, jeżeli będziecie chciały wycofać swoją pomoc dla suni. Piszcie o tym szczerze, nie poczuję się urażona. Chciałam Wam również bardzo gorąco podziękować za wsparcie, pomoc finansową, obecność na wątku, porady i zaciskanie kciuków. Niestety nie udało mi się, bardzo Was przepraszam :(
-
Kolejny atak, bardzo, bardzo silny, o 15:00. Zadzwoniłam po kolegę, siedzimy i nie potrafię odważyć się na wyjazd do lecznicy... Nie potrafię jej zabić. Śpiączka nie ma sensu, nie ma pieniędzy na kolejne bardzo kosztowne badaniam i utrzymanie jej w szpitaliku, a wiadomo i tak, że sytuacja będzie się powtarzać. Kolejnej dawki relsedu też już nie powinnam podawać. Siedzę i czekam nie wiem na co, na cud, przytulam Saj. Wpadłam w jakieś otępienie...
-
Dziękuję, że jesteście. Przytulam najwięcej jak się da, Saj jest otumaniona po atakach i dużo chodzi po mieszkaniu zataczając się. Gdy jest chwila wyciszenia wtedy się przytulamy i szepczę jej do uszka jak bardzo kochanym jest psem. W przerwach odchodzę od zmysłów i klepię w klawiaturę, to mnie hipnotyzuje i uspokaja. Nie dopuszczam do siebie przegranej, taki wspaniały pies nie zasługuje na to wszystko co przeszedł. Los jest okrutny.
-
Kolejny atak, tym razem bardzo silny.................. Jezu, dziewczyny, ja nie mam nawet teraz samochodu żeby z nią jechać do lecznicy, tz wziął do pracy.... Dobrze, że sama nie wyszłam do roboty, najwyżej mnie wyrzucą, trudno. Podałam całą wlewkę Relsedu (10 mg). Jeżeli będzie następny atak, mogę podać jeszcze jedną. A później zostaje nam śpiączka w lecznicy........ Błagam, trzymajcie kciuki żeby to pomogło i żeby już nie było ataku :( Ona tak na mnie patrzy... :( :( :(
-
Boję się wyjść do pracy, bo ostatnio od jednego się zaczęło :( Dałam wodę z glukozą, magnez i wit. B, troszkę jedzenia. Była na spacerze, zrobiła siku i kupę. Nie był silny (jak na nią), nawet się nie posiusiała, krótki, z oczopląsem i pienieniem, pod koniec wydaje mi się, że nawet była świadoma. Okres wysycenia trwa trzy tygodnie, w tym czasie gdyby nastąpiły ataki, to mieliśmy nie zwiększać dawki, bo jeszcze nie ma pełnego działania. Właśnie kończy się czwarty tydzień podawania luminalu.... To oznacza, że musimy zwiększyć dawkę :( Jestem załamana......
-
Sajutek właśnie pochłania olbrzymią prasowaną kość. Aż przyjemnie popatrzeć, reszta moich starszych piesków potwornie się męczy nad mniejszymi i łatwiejszymi do gryzienia smakołykami. Ma dziewczynka zajęcie, niech się nacieszy, bo była dzisiaj bardzo grzeczna. Dlaczego nikt nie chce takiego spokojnego, kochanego psiska? Jak można taką istotkę porzucić? Przyszła właśnie do mnie popatrzeć mi w oczy, przytulić się i wróciła do kosteczki.
-
mari23: Współczuję sytuacji, przesyłam moc dobrych życzeń i zdrowia dla córy i psiaka, oby się wszystko wyjaśniło. Noc przespana na szczęście, dzisiaj humor pulpecikowi dopisuje. Zrobiłyśmy sobie nawet przed chwilą sesję szkoleniową, sunieczka łapie wszystko w mig, jest kochana i bardzo mądra :loveu: Lilk_a raz jeszcze dziękuję za wspaniały bazarek! Mam dociągnąć furagin tylko do dziesięciu dni, czyli wychodzi do dzisiaj/jutra maksymalnie. Zobaczymy co się będzie działo i jak nadal będzie źle, to sunia dostanie silniejsze leki. Dostałam receptę na spasmophen, jeżeli złapie ją mocno to mam podać. Mocz by się przydało zbadać, tylko że dopóki bierze leki wyniki nie będą miarodajne. Kombinuję z tymi badaniami krwi jak koń pod górę, bo Saj musi być na czczo, a ja chodzę do pracy i nie mam jak jej rano podrzucić. Nie chcę jej też po badaniach zostawić samej w domu, bo ostatnio ta koszmarna seria ataków padaczkowych była właśnie po powrocie z badań, być może mała się za bardzo zestresowała. Ona jest bardzo delikatna, nawet przy szczepieniu piszczy, więc to dla niej przeżycie. Może w sobotę się uda.
-
Nawet przez chwilę się łudziłam, że wyleczy ją zwykła nospa i furagin, ale to by było chyba za proste :( Dlaczego trafiam na takie zagadki? Edit: lilk_a myślę, że przy poważnym zapaleniu pęcherza widać by to było na usg. Mój psiak w zeszłym roku chorował na przewlekłe zapalenie i usg wykazało np. pogrubione ściany pęcherza. W moczu też inaczej wyszło wszystko. Wydaje mi się, że to nie jest zwykłe zapalenie :( Obym się myliła.
-
Daję furagin, nospę i rutinoscorbin, nie przerwałam, bo Saj znowu źle się czuje. Nie wiem czy nie dostanie po prostu silniejszego antybiotyku. Znowu na bakier z siusianiem, od rana nic, chodziłyśmy przed chwilą długo, a ona nie sika. Karmę zalewam wodą, ona sama też trochę pije. Nakarmiłam i spróbuję jeszcze raz za chwilę wyjść... Nie mam pomysłu. Jak będziemy na badaniu tarczycy to pogadam z weterynarzami, może zaproponują coś silniejszego. I tak jak piszesz lilk_a, na dłużej. Tylko że to też ryzyko, bo jak to wcale nie pęcherz tylko coś innego, to można pogorszyć sprawę. Ale chyba nie ma wyjścia.
-
TEKILA bokserka z padaczką - Ma już Nowy DOM :)
Delph replied to Bolsbokser's topic in Już w nowym domu
Dziewczyny, macie olbrzymie doświadczenie z padaczkowymi psiakami, może będziecie w stanie pomóc mojej podopiecznej Sajuki, bo skończyły mi się pomysły: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/248047-U%C5%9Bpi%C4%87-grzeczn%C4%85-kanapow%C4%85-m%C5%82od%C4%85-suni%C4%99-Padaczka-przekre%C5%9Bla-szanse-na-dom[/url] Przeczytałam cały wątek, jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co robicie, wymiziajcie ode mnie Tekilkę :) -
Ja nie mogę zrozumieć jak to jest z tą padaczką. Do tej pory nie zdawałam sobie nawet sprawy, jak często ta choroba jest spotykana. Dopiero odkąd jest u mnie Saj i trąbię o niej na prawo i lewo okazuje się, jak dużo osób miało lub ma psa chorego na padaczkę. Nikt się do tej pory nie przyznawał, mimo że często są to osoby, z którymi o psach już wielokrotnie rozmawiałam. Ludzie mają jakieś dziwne nastawienie. Z drugiej strony spotykam się też z bagatelizowaniem problemu, tak jak piszecie (chodzi mi oczywiście o weterynarzy, o których piszecie, nie o Was dziewczyny) albo nawet gorzej - niektórzy potrafią nic nie robić mimo ataków, tak jakby to nie było nic poważnego. Strasznie to wszystko dla mnie dziwne i ciężkie. Ewanka: Właśnie nie mam pojęcia, może być przez złogi w nerkach, problemy z pęcherzem, coś w jelitach albo nietypowe ataki padaczki. Albo jeszcze coś innego... :niewiem: Sunieczka poszła spać, przytula się, a gdy jadłam obiad dawała łapkę i próbowała wdrapać mi się na kolanka :loveu: To jest 25kg puszystej słodyczy, mówię Wam. Dobrze, że czuje się lepiej, mam nadzieję, że prześpi spokojnie noc.
-
To też, ale wtedy łazi inaczej ;) Jak się źle czuje albo coś zaczyna się dziać, to wtedy wpatruje mi się cały czas w oczy, nie może sobie znaleźć miejsca. Tak jak pies, który chce wyjść, jest głodny, prosi o pomoc. Jak jest wszystko ok, to też jest kontaktowa, ale ma wtedy hmmm... żeby to głupio nie zabrzmiało - inny wyraz oczu. No i nie kręci się po domu, tylko przytula się, zasypia i jest rozluźniona. Teraz wędruje nerwowo, co chwila do mnie wraca, chwilę się wpatruje i znowu zaczyna wędrówkę. Kładzie się na chwilę, widać że nie jest jej wygodnie i znowu wstaje. Moim zdaniem coś jest nie tak, tym bardziej że już kilka razy w ten sposób zaczęły się nasze nieprzespane noce i te dni, kiedy było z nią źle (np. wtedy gdy wymiotowała). Po moich psach też widzę, kiedy z nią jest gorzej. Moja suka zaczyna wtedy nerwowo reagować na Saj, nie pozwala jej się zbliżać. A ona jest mistrzynią wyczuwania złego samopoczucia u innych psów.
-
Dotarła pomoc od agusiazet, Sajuki pięknie dziękuje za wsparcie:Rose: Jakoś się trzymamy, nadal trochę na bakier z tym siusianiem no i dzisiaj Saj jest lekko nie w sosie, tzn. znowu za mną chodzi i o coś prosi. A ja nie mam pojęcia o co. Obawiam się, czy aby znowu nie czuje się gorzej. Szuka jedzenia i wędruje po domu. Znowu też jakby ostrożniej się kładzie, tzn. spina się przy tym i robi to w zwolnionym tempie. Kciuki nadal potrzebne. W tym tygodniu zrobię badania tarczycowe, próbuję właśnie jakoś dobrać termin, bo sunia musi być na czczo i trzeba to jakoś zgrać z moją pracą. Boję się, czy weterynarze nie poproszą o powtórzenie badania moczu :shake: Cały czas na Nospie pies nie może być, to tylko łagodzi objawy, ale jej nie wyleczy... Żebym tylko wiedziała, co dokładnie jej dolega, od razu byłoby z górki...
-
Myślałam właśnie o takiej grawerowanej, żeby w razie ataków się nie rozpadła. Na razie Saj ma obróżkę z wyszytym numerem telefonu, ale zastanawiam się jeszcze nad tą informacją o chorobie. Byliśmy na długim spacerze, udało się namówić Sajuki na trochę biegania :) Kondycji to panienka nie ma w ogóle, mój kilkunastoletni psiak trzyma się lepiej od niej, ale nie ma co wymagać wiele na początku. Ważne, że dobrze się bawiła i miała uśmiechnięty pysio, teraz w nagrodę chrupie sobie gryzaka. Mój TZ tak się zaangażował w rozbawianie suni, że aż wpadł do wody i skąpał sobie buty :lol:
-
Dobrze, martwiłam się, że sobie nie pośpię, ale Saj była spokojna w nocy. Obudziła mnie rano popiskiwaniem, ale nie jest źle. Zastanawiam się nad pewnym pomysłem, który przyszedł mi do głowy. Co sądzicie o tym, żeby psy takie jak Saj miały oprócz adresówki umieszczoną informację o chorobie? Np. Choruję na padaczkę, zadzwoń i nr telefonu. Czy może lepiej nie odstraszać chorobą osób chcących jej pomóc? Może po prostu info "muszę przyjmować leki, skontaktuj się z moim właścicielem i nr tel.". Co o tym sądzicie? Chodzi mi o to, żeby w razie zaginięcia osoba, która znajdzie takiego psa nie zwlekała z pomocą. No i jak taką informację umieścić?