Jump to content
Dogomania

LadyS

Members
  • Posts

    15248
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by LadyS

  1. [IMG]https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/557974_426298157466357_146620394_n.jpg[/IMG]
  2. [quote name='Ebin_Spurdo']Tak, chodzi o karme Frolic. Dziekuje, czym predzej wybiore sie do weterynarza i poprosze o rade. Dzis rano probowalem dac psu ogorka, ale w ogole tego nie chcial zjesc. Ostatnio jest taki niemrawy i apatyczny. Z ananasem jeszcze nie probowalem. Do weterynarza przejade sie we wtorek. Smieszna sprawa z tym bzem, mowie wam. Zalgo mnie oblegal kiedy załatwialem swoje potrzeby w toalecie, drapal i węszyl. Choć i tak drzwi do toalety zamykam by nie mogl sie dostac. Tym lepiej, ze pies nie dosiegnie do klamki (jamnik). W sumie od 4 dni podaje mu czekolade (na swoj sposob barwa i konsystencja przypomina kope), bo poradzilem sie kolegi z innego forum ktory poradzil by karmic go codziennie jedna tabliczka, by odzyskal magnez. Na razie jest w porzadku, od paru dni pies jest spokojniejszy i wiekszosc czasu lezy. Nie podszedl nawet dzis do wiekanocnego stolu. Czuje dobrze z tego powodu, taki grzeczny sie zrobil. Chociaz od wczoraj tylko lezy i sapie. Dziekuje za poleceni mi tabletek, jak tylko bede mial mozliwosc to je kup(i)e. :cool2::cool1:[/QUOTE] Jeśli chcesz go zabić, to jesteś na doskonałej drodze. Czekolada jest dla psów trująca - może Ci się pies podtruł i dlatego jest spokojny. Poza tym nie trolluj.
  3. [quote name='zmierzchnica']I jak psy to zniosły? Mnie martwi kwestia siku itd. Bo do Pragi się długo jedzie... Z drugiej strony, w nocy wytrzymują psy sporo godzin, to chyba i w pociągu by wytrzymały. W Pradze jest zoo, gdzie można z psami wchodzić ;) W ogóle to inna bajka, strasznie tam bym chciała z psem pojechać.[/QUOTE] Jeżdżę z psem regularnie pociągami, najczęściej na trasach minimum 6 godzin pociągami dalekobieżnymi albo 2 godziny szynobusami. W tej podróży, o której mówiła evel, też uczestniczyłam razem z moim psem - oba nasze psy spały całą drogę. Na siku wychodziły może raz, ale oba były średnio chętne do sikania. Nie piły za wiele wody, nie jadły pełnych porcji żarcia. W zasadzie - zero problemów.
  4. Szkolenie psów ratowniczych przeprowadzane jest jedynie przez profesjonalistów, którzy są do celu szkoleni przez wiele lat i mają zazwyczaj również uprawienia egzaminatorów. Najpierw trzeba do tego wiele pracy, praktyki, doświadczenia. Jedyne, co możesz zrobić, to zgłosić się ze swoim psem (o ile spełnia określone kryteria) do odpowiedniej jednostki - w OSP albo organizacji. Takie szkolenie z psem trwa całe życie, choć zanim przystąpisz w ogóle do akcji, pracujesz ok. 2 lata. Co rok odnawia się egzaminy. Akcji jest na lekarstwo. Ale przede wszystkim nie stawiałabym tego na równi z dogoterapią - choć i ta jest przydatna i potrzebna, to jednak w przypadku akcji ratunkowej od profesjonalizmu i dobrego wyszkolenia zależy ludzkie życie. Nie wiem, z jakiego jesteś regionu - na zachodzie Polski powstała całkiem niedawno [URL="http://fundacjairma.pl/"]Fundacja[/URL], w której tworzeniu uczestniczę non-profit i ja, więc jeśli chcesz z okolicy, możesz się odezwać; jeśli nie, tak czy siak zapraszamy do wolontariatu w innych formach, to zawsze dobry początek.
  5. Małe białe z okazji przedwczorajszych urodzin poniekąd dostało w prezencie konkursowym (akurat tu wygrałam ja, nie pies :lol:) obrożę Red Dingo, z zapięciem typu zacisk martingale. Całkiem fajnie to wygląda, na spacerach widać, że musi się jeszcze "wyrobić", no i ja musze ogarnąć, jak ciasno ona powinna być założona, bo jednak ten zacisk zachowuje się inaczej niż lańcuszek ;) [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-SUf1yi8pI5E/UUyB8WuTzkI/AAAAAAAAJHI/WpXs6x1_D1A/s512/531517_588807907803523_417502644_n.jpg[/IMG]
  6. O, to ten sam pan, który na forum rasowym jrt i prt pytał, czy te rasy nadają się do bloku, będą się słuchać i czy będą bardzo linieć, bo sierść w mieszkaniu jest be. Widać niestety wypowiedzi hodowców i właścicieli JRT i PRT nie wystarczyły. Więc powtórzę się: kwestia gubienia sierści jest sprawa indywidualną, co nie zmienia faktu, ze JRT i PRT potrafią sierść gubić w ogromnych ilościach w zależności od pory roku, różnic temperatur, żywienia, a czasami gubią cały rok tak samo mocno. JRT i PRT to psy z założenia dość niezależne - nie są to owczarki, które z łatwością wszystkiego nauczysz. JRT i PRT mają silny instynkt pogoni, który można wykorzystać w trakcie szkolenia, które jednak również sprawia, że psy te gonią drobną zwierzynę czy koty - jest to do oduczenia u niektórych psów szybciej, u niektórych trwa to dłużej. Jako małe teriery, których rolą było wypłaszanie np. lisa z nory za pomocą m.in. szczekania, mają skłonność do bycia szczekliwymi. Jeżeli nie będziesz z nimi trenował wyciszenia, panowania nad emocjami, systemu on/off, to będą sprawiały problemy swoją pobudliwością i skłonnością do bycia ciągle aktywnymi - tutaj nie wystarczy długi spacer, trzeba wielu różnorodnych zajęć. Terier niemiecki Twojego taty to po prostu pies niewychowany, skoro mimo faktu, że chodzi na polowania, ucieka gdy otworzy się brama. Do niepopełnienia błędu przy wychowaniu psa trzeba kilku rzeczy: doświadczenia, praktyki w wychowaniu różnych psów (czy radzeniu sobie z ich problemami), lektury wielu książek (nie jednej czy jednego e-booka) i jakiegoś przemyślanego planu, jak to wychowanie miałoby wygląd. To wszystko powiedzieli Ci i właściciele, i hodowcy JRT i PRT. Jeśli chcesz poczytać o codzienności z takim psem - zapraszam ponownie na tamto forum oraz na mojego bloga (podlinkowany pod obrazek na dole), ale z obecnym podejściem ja bym Ci raczej odradziła obie te rasy. czi_czi - ja mam samca JRT 2letniego, kastrata, który jest uległy do innych psów i w ogole nie wywołuje konfliktów. Ale on do 6miesiąca przebywał z psami w hodowli, rownież dorosłymi, a potem mocny nacisk kładziony był na wywoływanie zachowań pożądanych a niwelowanie ewentualnych złych skojarzeń. Natomiast z mojego doswiadczenia wynika, że jest więcej suk JRT, które nie akceptują innych suk, niż samców, które nie akceptują samców - ale pewnie to zależy też od psów, które znamy :)
  7. To się nazywa lęk separacyjny. Tutaj masz więcej na ten temat, poczytaj też o treningu klatkowym, crate games, doggie zen: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/233258[/url] Akurat część metod - np. nauka komend, posłuszeństwa - to dobre pomysły; teoria dominacji i jedzenie przed psem raczej nie zrobi mu żadnej różnicy. Natomiast w wybiegiwaniu bardzo ważne jest to, aby psa po takim spacerze wyciszyć, bo niejednokrotnie taka zwiększona aktywność paradoksalnie wpływa na szczekanie - pies jest bardziej pobudzony. Próbowaliście zostawiac mu np. konga?
  8. [quote name='Anuska_nA']Witam, mam doś dużego bulowatego 1,5 rocznego psa który wiecznie piszczy rano, w południe, wieczorem, nocy a nawet na spacerze kiedy przez chwile musi postać na smyczy, komenda "przestań" nic nie daje bo im bardziej ja go uciszam tym głośniej on piszczy Psa mam od kiedy skończył 5 tyg. (wiem, że to za wcześnie ale osoba która oddawała szczeniaki powiedziała, że ma ich już dosyć i, że je już oddaje). Dexter jest bardzo energicznym psem którego energia nigdy się nie męczy i za długo nie potrafi w miejscu usiedzieć, zaczełam z nim trenować dog frisbee aby go wymęczyć bardziej niż zwykłym patykiem i przy okazji czegoś nauczyć, staram się przynajmniej raz dziennie go tak "skatować" że już nie chce biegać i się kładzie gdzieś na ziemi ale to nic nie daje i tak dalej piszczy jak wrócimy do domu pozatym jest w pełni zdrowy więc to nie ma nic wspólnego np. z chorobą czy bólem. Macie może jakieś sposoby na oduczenie go piszczenia? Dodam, że tak jest od kąd go mam.[/QUOTE] Borykaliśmy się z podobnym problemem - psa mam zupełnie innego, bo to 5kg terier, ale piszczenie tego rodzaju + niespożyta energia mogą wskazywać na to, że po prostu Twój pies jest bardzo pobudliwy. Wiele pobudliwych psów ma problem z opanowaniem emocji i pokazuje to właśnie przez piszczenie. Uciszanie tutaj nic nie da, bo to tak naprawdę jest trochę bezwiedne zachowanie - szkoda psa. U nas dało się to opanować w 90% głównie przez treningi; crate games, doggie zen, generalnie opanowywanie emocji, naukę wyciszania. Nie dało to efektów od razu, ale po ok. 3-4 tygodniach już była zauważalna poprawa. Najpierw ćwiczyliśmy w domu, potem w większych rozproszeniach itd. Dziś piszczenie zdarza nam się jedynie wówczas, gdy sytuacja jest zupełnie nowa i po prostu pies nie jest w stanie się w niej odnaleźć, dlatego staramy się zawsze nad tym jakoś panować. Dobrze jest też wypracować sobie jedną komendę, która będzie właśnie wskazywała psu, że ma się wyciszyć. Paradoksalnie, zapewniając coraz więcej aktywności można pobudzać takie zachowania (u nas tak było), to to męczy psa fizycznie, a nie psychicznie. Gdy zaczęliśmy wypracowywać równowagę między ćwiczeniami fizycznymi i psychicznymi, problem się zmniejszył. Rozumiem, że masz pewność, że jest całkowicie zdrowy, tzn. był gruntownie przebadany? Nie wiąże się to z żadnym cyklem aktywności?
  9. Ashraf, napisz, skąd jesteście, może ktoś z okolicy pomoże.
  10. [quote name='rodzinaLilki']Przypadkowo znalazłam ten wątek. Teraz zapewne rozumiesz, że czasem trudno zapanować nad wagą własnego psa, nawet jeżeli bardzo się starasz. Pamiętasz zapewne Lilkę z Nowodworu. Fakt, wtedy przytyła ale jak sama widzisz- tak się zdarza. I niekoniecznie "wieszanie psów na właścicielach" jest dobrym rozwiązaniem. Zuzanka także sporo przybrała! Gdzie jest teraz cała ta wiedza, którą tak bardzo chciałyście się dzielić z innymi. Przecież to takie proste! Jesteście bardzo młode i niedoświadczone i dlatego tak łatwo przychodzi Wam krytyka innych. " Duża wiedza czyni skromnym- mała zarozumiałym." U Lilki wszystko w porządku. Jest zdrowa, schudła i serdecznie pozdrawia cioteczki z Lubelskiego. Zdjęcia Lilki na wątku Bianki.[/QUOTE] Hahahaha, nie sądziłam, że ktoś uznający siebie za "doświadczonego" i jak rozumiem starego będzie wracał po paru latach do tego, że napisałyśmy, ze pies chory na stawy kolanowe był otyły. Zuza waży ok. 11 kg, przytyła półtora - ale ona nie jest chora na stawy, nie jest "delikatnym" pieskiem, którego nie można było wysterylizować, ale którego można było zatuczyć. Bo z tego, co pamiętam, Lilka ważyła ok. 4,5 kg, a była po prostu parówą na cienkich łapkach. Znalazłam fotki, o, tak dla porównania: [URL="http://oi47.tinypic.com/t5rck9.jpg"]przed zatuczeniem[/URL] i po zatuczeniu: [URL="http://foto1.m.onet.pl/_m/2c5424650e5108a3e4d6ecaf5505fe4d,10,19,0.jpg"]fot. 1[/URL] i [URL="http://foto1.m.onet.pl/_m/741f33993f254ffa8db0af614fb931f1,10,19,0.jpg"]fot. 2[/URL]. A dodam jeszcze, jako że piszesz per "wy", a ja również w tamtym wątku się odzywałam - moj pies jest ogromnym łasuchem. Jadłby i jadł. Mimo że jest wykastrowany, mimo że w zimie ma mniej ruchu - trzyma równo wagę od półtora roku, od kiedy jest z nami. Jak się człowiek stara i jak mu zależy, to się da. A mój przykład jest lepszy, bo mam psa i bardziej zbliżonego wagowo do Lilki, i krótkowłosego, gdzie wagę widać idealnie, jak na dłoni. Tak więc nadal uważam, że Lilka była zwyczajnie zatuczona przez nieodpowiedzialność - a czy ktoś napisze, że "bardzo się stara", to mnie nie przekonuje - wystarczy zmniejszyć dawkę żywieniową. Nie trzeba nawet biegać, zwłaszcza z chorym psem. Niemniej bardzo mnie cieszy, że Lilka schudła i jest zdrowa, bo swoje wycierpiała w życiu ;) A zawsze uważałam, ze doprowadzanie do otyłości zwierzęcia, kiedy nie wynika to np. z problemow hormonalnych, powinno być rozpatrywane jako zaniedbanie.
  11. [quote name='Joven']na początku zamykaliśmy drzwi od łazienki i sypialni....ale Biz je prawie zeżarł :) więc stwierdziliśmy, że otworzymy te drzwi i faktycznie przez jakiś czas był spokój... Tej uszczelni to aktualnie już nie ma ;) potem wrzucę fotki więc nie ma co zaklejać..chciałam tylko go oduczyć tego niszczenia zanim kupię nową. Mam klatkę i trening klatkowy za nami....pies lubi klatkę, czasem w niej śpi sam bez zamykania nawet, czuje się w niej bezpiecznie, jak wychodzimy na chwilę jest ok, ale jak wychodzimy na dłużej (ponad godzinę), to po powrocie zastajemy wyrwany pręt...a to jest metalowa klatka z przyspawanymi prętami... może zabrakło czegoś w treningu? nie wiem? albo może po prostu musi więcej czasu upłynąć? klatka jest od 2 miesięcy u nas . pies od 4-ech. dodam, że nie zamykamy go w klatce na noc, śpi z nami (coraz częściej woli spać pod łóżkiem niż z nami - na plus :)), ale było kilka razy, kiedy musiałam go zamknąć w klatce na noc i piszczał cichutko może ze 2 -3 minuty a potem zasnął - więc z tym też nie ma problemu[/QUOTE] U nas pies dał się zostawić na dłużej bez szczekania po ok. 4 miesiącach intensywnego, codziennego (codziennie po parę razy) treningu klatkowego. Przełomów było kilka - jeden nastąpił, gdy pies przestał spać z nami, a zaczął spać na początku u siebie na miejscu, potem w kennelu. Dziś, gdy już zostaje bez problemu, śpi część nocy sam z siebie w klatce/na swoim miejscu, nad ranem przychodzi do nas. Drugi przełom nastąpił, gdy staraliśmy się unikać sytuacji, gdy pies jest do nas "przyklejony" w dzień - czyli nie ma łażenia za nami, leżenia z nami itd. Jest z tego taki plus, że teraz pies po prostu większość dnia śpi, aktywuje się gdy coś od niego chcemy albo zaaranżujemy odpowiednią sytuację. Tutaj nie chodzi o to, że pies "ma problem" ze spaniem w klatce w nocy, tylko o to, że przyzwyczaja się do niej jako bezpiecznego miejsca na każde warunki. Poza tym - jestem zdania (na podstawie obserwacji swojego psa oraz innych, które miały robione crate games), że gdy pies bez dodatkowych rozproszeń (czyli my jesteśmy w domu, sytuacja jest standardowa) jest zamykany w klatce i piszczy nawet przez parę pierwszych minut, to trening klatkowy nie jest wprowadzony do końca. Za zakończony uważam trening, w wyniku którego pies wchodzi do klatki i praktycznie od razu układa się spać czy na swój sposób wycisza się i uspokaja. Natomiast na pewno takie piszczenie jest etapem przejściowym - sami przez to przechodziliśmy.
  12. Da się nauczyć psa łapczywego jedzenia - na rozmaite sposoby, na przykład spalenie miski i skarmianie z ręki, skojarzenie zarcia ze zrobieniem czegoś, budowaniu w psu przekonania, że nie będzie chodził głodny itd. Ostatnio nawet pisałam o tym dłuższa notkę [URL="http://bialyjack.blogspot.com/2013/02/problemy-z-jedzeniem.html"]tutaj[/URL], na bazie sposobów, z których korzystałam u moich tymczasów i mojego psa. Tylko to wszystko wymaga czasu. Żarcia zdecydowanie nie dosypywać, za to wprowadzić stałe pory posiłków. I dodatkowo można nabyć też miskę odpowiednią, spowalniającą jedzenie ;)
  13. Na wakacje wybieramy się w Gorce, ale mamy w planach zwiedzić również Pieniny czy dostępniejsze tereny Tatr. W związku z tym mam pytanie - o ile wiem, że w TPN rygorystycznie przestrzegają wchodzenia z psem na szlaki i zabraniają, to jak jest w tych pozostałych? Miał ktoś jakieś doświadczenia?
  14. [quote name='motyleqq']przecież właśnie w bezprzedziałowym jest najlepiej z psem. jak mi raz przyszło jechać tlk z przedziałami, to się cieszyłam, że akurat jestem bez psa, bo chyba musiałabym go mieć na głowie. a jeżdząc nowym, bezprzedziałowym mogłam położyć psa przed/pod siedzeniami, że nawet nikt go nie widział ;)[/QUOTE] To chyba też zależy od rozmiarów psa ;) My bardzo wiele razy jeździliśmy pociągami, również w bardzo długie trasy, ale wygodniej się jeździ tymi przedziałowymi - tyle, że u nas pies śpi albo obok (na kocyku właśnie, i zwykle nie zajmujemy więcej, niż 1 siedzenia), albo na kolanach. Zwykle jest też przykryty, wiec niejednokrotnie już słyszałam, że kupiłam bilet dla psa, tylko psa nie mam ;) Raz pan powiedział nam, że pies powinien być na podłodze, ale nie powiedział, zeby go tam przenieść, wiec jechał obok. Rzecz jasna, to ma miejsce, gdy jest mało osób w przedziale - gdy jest tłum, to pies nie zajmuje dodatkowego miejsca... Tyle, że młody jest przyzwyczajony do jazdy pociągami i jak tylko tam wchodzi, to od razu zasypia :evil_lol:
  15. Joven, doprawdy, nie wiem, czego Ty nie rozumiesz. W schroniskach są psy w typie rasy, jak działam w schronie przez kilka lat, tak tych z tatuażem było może... 3? 4? O ile pies trafiający do schroniska nie posiada rodowodu w pysku, o tyle posiada coś, co służy identyfikacji go jako rasowego: tatuaż albo jeszcze obecnie rzadziej chip. Owszem, psy w schroniskach nie wszystkie mają problemy behawioralne, które byłyby nie do rozwiązania czy tragicznie utrudniały życie, ale może to się zdarzyć i niekoniecznie jest to widoczne od razu. Jeśli ktoś chce mieć po prostu psa, ale nie zależy mu na określonym charakterze, to pies prosto ze schroniska jest super rozwiązaniem; jeśli chce mieć psa, który będzie mu się podobał, miał określony charakter, ale nie będzie żadną rasą, to pies z DT jest super rozwiązaniem. Natomiast jeśli ktoś chce psa o określonym wyglądzie oraz charakterze, konkretnych popędach i dodatkowo chce mieć go od szczeniaka - to jedynie pies z hodowli jest dobrym rozwiązaniem, ale: pies z dobrej hodowli, która należy do FCI; pies z hodowli, gdzie wcześniej pojedziemy, obejrzymy rodziców, poobserwujemy inne psy z tej hodowli na wystawach, nawiążemy kontakt z właścicielami i hodowcami, dowiemy się paru opinii o danej hodowli. Nie z hodowli na zasadzie: jadę i biorę, bo mam blisko. Jeśli ktoś chce psa rasowego, to niech to zrobi jak należy: odpowiednio wybierze hodowlę i psa. Rodowód to potwierdzenie przynależności do rasy, a odpowiedni przodkowie: własciwego dla rasy wyglądu, charakteru, konkretnych popędów. Dodatkowo, jeśli przodkowie mieli robione badania: to również jakaś gwarancja, ze pies będzie statystycznie miał mniejsze szanse na zachorowanie na chorobę typową dla rasy. Natomiast nie jest to gwarancja, że pies nie zachoruje: każdy pies może zachorować. Przykład z najbliższego otoczenia: znam cztery psy, dwa są rasowe, jeden w typie, jeden kundelek. Najzdrowsze są te rasowe, mają też najbardziej odpowiadające rasie charaktery, czego u psa z pseudo nie można oczekiwać - on jest dokładnie lustrzanym odbiciem charakteru swojej rasy. Uważam, że psa z hodowli nie tylko "można" brać do sportu czy pracy, ale tez po prostu, bo ma się takie widzimisię - w końcu to jest czyjś wybór, ktoś z tym psem będzie żył. Ja sobie nie wyobrażam życia przez kilkanaście lat z psem, który mi nie odpowiada pod kątem charakteru czy wyglądu, taka jestem egoistyczna. Natomiast branie szczeniaka ze schroniska, bo według jakiegoś pracownika czy wolontariusza przypomina daną rasę... cóż, tymczasowałam wiele szczeniąt - 2miesięczne szczyle przypominają wiele ras, co nie znaczy, ze na nie wyrosną. [B]Czas, żeby dogomania dorosła i się przyzwyczaiła do faktu, ze nie każdy chce psa ze schroniska, niektórzy chcą szczeniaka z hodowli - i nie ma w tym nic złego.[/B]
  16. [quote name='WEIMAR']miewa sie dobrze bo royal nie jest trucizna tylko cena w porownaniu do jakosci jest bardzo mocno zawyzona w kakadu wyprzedaja karme symply ktora ma calkiem fajny sklad dla jamnika chyba najlepsza bedzie puppy z indykiem ma fajne chrupki i najwiecej miesa ze wszystkich rodzajow tego producenta nie sugeruj sie nazwa puppy bo to tylko marketing[/QUOTE] Tylko marketing? Więc różnica w ilości białka, tłuszczy cz dawkowania to też "tylko marketing"?
  17. LadyS

    kong

    U nas znów kong się super sprawdził, też mieliśmy problem z wypełnieniem przy psie-alergiku, ale jakoś poszło ;) Nadal uważam, że to jedno z najlepszych rozwiązań dla psów, które nadmiernie się pobudzają, gdy zostają same, trochę więcej można poczytać [URL="http://bialyjack.blogspot.com/2013/02/dobry-kong-nie-jest-zy.html"]tutaj[/URL].
  18. LadyS

    Novafoods

    U nas na Trainerze jest bardzo ok, kończymy właśnie średni worek z królikiem. Zero rzutów alergii, drapania, kupy ok, jedzona baaardzo chętnie. Przy okazji wybierania karm bezzbożowych dla młodego i dylematów, co wybrac, stworzyłam zestawienie takich karm, może komuś się przyda [URL="http://bialyjack.blogspot.com/2013/02/zestawienie-karm-karmy-bezzbozowe.html"]>klik<[/URL]
  19. [quote name='Aysel']:) Ja się przez pierwszy rok kiedy kupiłam chi męczyłam z alergiczną suczką. Myśleliśmy że to nadwrażliwe jelita, potem, ze to problemy z trzustką. W końcu gdy wszystkie opcje karm się praktycznie wyczerpały sięgnęłam po barf. Wydał się najrozsądniejszy, bo moja suczka nie trawiła w pewnym momencie już żadnych zbóż i tylko niektóre warzywa i owoce. Miała krwiste biegunki, lądowała pod kroplówką praktycznie co tydzień. Psiak dziś może jeść wszystko (to znaczy nie dziś, bo chwilowo są na suchym. Ale ogólnie w trakcie karmienia barfem ;)), nawet ryż czy płatki owsiane po których wcześniej załatwial się krwią. Choć zbóż nie podaję w ogóle. Taka już jestem antyzbożowa ;) Dla mnie duzy plus dla barfu. I nieprawdą jest, że dla małych psów się nie nadaje. U mnie jedna suczka waży ledwo 2 kg a druga 2,5 ;) I gryzą kości jak szalone. Ale dobra sucha nie jest zła ;) dobra, koniec offu ;)[/QUOTE] U nas - zupełnie odwrotnie. Młody jadł BARFa, jadłospis specjalnie skomponowany, potem dostrajany do psa. Do dziś jest reakcja alergiczna na każdy kawałek drobiu, nawet tłuszcz czy chrząstki, również w suchych karmach, choć wcześnie jadł karmę kurczakową i zero problemów. Na BARFie nieregularne wypróżnienia, wstawanie w nocy, bo psu się chce, a na sam koniec: drożdżyca na łapach. Przejście na suchą karmę: brak problemów, pod warunkiem, że w karmie nie ma drobiu. Ale fakt faktem, że pies 5kg radził sobie bez problemu z wszelkim kośćcem. Także: co komu pasuje :)
  20. Jeśli faktycznie chcesz nauczyć czegoś psa, pracować z nim aktywnie, uczyć sztuczek, a jednocześnie chcesz psa, który wysiedzi całą noc spokojnie na rybach albo wybiega się na podwórku - nie bierz jack russella. Jack zostawiony na podwórku wyrośnie po prostu na szczekacza. Spokój na rybach? Może, jak pies będzie starszy (ponad 2-3 lata), przedtem będziesz miał piszczenie, łażenie w miejscu, węszenie za drobną zwierzyną. Na pewno nie jest to też pies jednego pana. Jeśli u JRT nie wypracujesz odwołania dokładnie i jasno od szczenięcia, to w dorosłości trudno będzie Ci liczyć na powrót do Ciebie na komendę. Pamiętaj, ze to psy, które w zamiarze były myśliwskie - miały i mają nadal ogromny instynkt pogoni. Dodatkowo: są bardzo pobudliwe i trudno się wyciszają, więc musiałbyś od małego ćwiczyć np. doggie zen, crate games. Słowem: do Twoich wymagań terier mi zupełnie nie pasuje, zamęczycie się oboje. Co do psa bez rodowodu - jesli nie chcesz rodowodu, to rozumiem, ze chcesz kundelka... Tego możesz mieć za darmo ze schroniska. Jeśli chcesz psa rasowego, to bez rodowodu go nie dostaniesz. Rodowód TYLKO z FCI, czyli pies ze Związku Kynologicznego; dodatkowo - trzeba do hodowli pojechać, sprawdzić, jak wyglądają i zachowują się rodzice. To nie chodzi o to, żeby było im taniej, tylko żeby pies faktycznie był psem danej rasy. Pies z gównianych hodowli taki nie będzie. Choćby jacki pety (czyli niewystawowe i nie do rozmnażania - choć nadal Ci jacka odradzam gorąco) kosztowały półtora roku temu od 1000 zł wzwyż, pod warunkiem, ze np. były starsze, 6-12 miesięczne. Teraz ok. 1500 zł pewnie minimum. Górnej granicy nie ma.
  21. Mały mistrz zen na dowód, że żyjemy :lol: [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-cqRYJd9izVU/USJPEatWX8I/AAAAAAAAIZk/v9zLnl4-2E4/s512/DSC05650-002.JPG[/IMG]
  22. [quote name='Unbelievable']o, to zdanie ładnie mi i Brumsztyla opisuje ;) po kilku miesiącach chodzenia w kolcach kuma, że trzeba iść wolno i nie ciąga na smyczy, ale to tylko w stanie normalnego pobudzenia. Ciąga za to do piesków czy do zapaszków, ale tego to ja się chyba nigdy nie pozbędę. I bez porządnego trzepnięcia pieskiem do pieska nie dochodzi :grins: jak ma tryb praca, przy czym musi być wystarczająco mocno zmotywowana (jak na razie udaje mi się tylko przy frisbee i flyballu) to fajnie można z nią wszystko porobić, nie reaguje na pieski, odwołuje się od wszystkiego, a poza tym jest kapa :grins: i też mam czasem wrażenie że jest autystyczna jak chcesz evel to silvia trkman pisała o swoim autystycznym borderze całkiem sporo na lolabulandzie ;)[/QUOTE] Hihi, to w takim razie Jax jest autystyczny wybiórczo. Tzn. w trybie pracy jak Bruma zupełnie, poza trybem pracy natomiast na dwoje babka wie pan, jeśli chodzi głównie o ciągnięcie, czasami nadal o odwołanie (ale tego to ja chyba nigdy nie pokonam, już się pogodziłam :lol:) - czasami wszystko idealnie, na jedno słowo reaguje, albo i na gest, a czasami kurde jakby był głuchy, ślepy i zamknięty we własnym świecie :roll:
  23. Zostało ok. 250 zł. Ja mam fanty od evel, tzn. evel ma fanty, ja mam opisy i zdjęcia, ale od 5 tygodni nie miałam nawet wolnego weekendu czy popołudnia (teraz też pracuję zresztą), więc nawet nie mam kiedy się, że tak kolokwialnie powiem, w tyłek podrapać. Dziś kończę większe zlecenie, więc jutro powinnam być "wolniejsza" - wystawię ten bazar. Też bym chciała mieć to z głowy, ale mówię - nawet nie mam kiedy wchodzić na fora i mało mnie w sieci poza godzinami pracy ;)
  24. [quote name='dobrusia']witam mam suczkę Labradorkę 2 lata i mam z nią mały problem , jest uległa wszystkim napotkanym psom , każdy samiec sobie na niej ćwiczy, jest to strasznie irytujące. Na spacerze spotka psa np. yorka i przed nim się kładzie. W stajni mamy 4 psy 3 z nich są to małe suczki i jeden samiec . Suki ją zawsze podgryzą nastraszą a ona podkuli ogon i chowa sie za mnie . Pies na niej ćwiczy jak tylko spuszczę ją z oka, Nie wiem co mam robić, chciała bym aby umiała się obronić i nie była taka ciotka . Jest psem po szkoleniach podstawowych , jest bardzo grzeczna, nie boi sie tak to niczego tylko psów . Proszę jak wiecie co z tym można zrobić to błagam dajcie mi jakieś wskazówki. Nie chce jej uczyć agresji tylko takiej pewności siebie.:placz:[/QUOTE] Moim zdaniem to, że jest uległa, jest na pewno lepsze niż gdyby miała być dominująca, szczególnie skoro jest całe stado. Jest taka książka, "Strachopies", w której mogłabyś znaleźć coś ciekawego, ale przede wszystkim poszukaj sobie, jak można zwiększać u psa pewność siebie. Suczka jest grzeczna, skoro chowa się za Tobą, to pewnie szuka w Tobie oparcia - starałabym się nie pozwalać innym psom na przesadne jej gnębienie, wtedy i ona bedzie się mniej bać, jak zobaczy, że przewodnik panuje nad wszystkim. Możliwe, że ona taka po prostu jest i wiele na to nie poradzisz - jedyne, co mi przychodzi dodatkowo do głowy to to, że wszystkie znane mi suki po sterylizacji stały się bardziej "twarde" i mniej uległe.
  25. [quote name='Joven']Używamy...tzn klatka jest od grudnia...pies ją nawet lubi...je w niej, po spacerze sam do niej wchodzi żeby mu na ręczniku łapki wyschły, drzemie sobie w niej czasem..trening klatkowy przeprowadzony w całości...już mi się nie chce rozpisywać jak, ale wzorowo. No i mamy za sobą 3 razy, kiedy wyszliśmy z domu tak naprawdę. Raz na pół godziny, drugi raz na godzinę i raz na 2 godziny. Za każdym razem to samo - najpierw jest spokój niby. A potem zaczyna się szczekanie...za pierwszym razem jak wróciłam do domu po mieszkaniu fruwały strzępy podkładu, który mu zostawiłam w klatce...teraz już jest ręcznik ;) za drugim razem odgięty pręt. Za trzecim razem też odgięty pręt - i w sumie złamany (a był przyspawany!). A to jest klatka na średnie psy....niby.... ;) Pies w klatce zachowuje sie tak jak zostaje sam w domu. Wie kiedy wychodzimy na niby (do sklepu obok bloku), a kiedy naprawde... nie wiem, jasnowidz jakiś czy co. no i posmarowanie ostrym chrzanem tez nie pomoglo...:) niesamowite Nie ma traumy po klatce. Po takiej godzinie spędzonej na konsumowaniu prętu i po naszym przyjściu, zachowuje się normalnie i bezproblemu sam wchodzi od razu do klaki - jak jestesmy w domu. W sumie, to nie wiem co jeszcze moglabym z ta klatka zrobic, wiec przestalam go zamykac, zwlaszcza, zeprzestal niszczyc, Ale odkad nie ma jak sie wyszumiec na spacerze (łapka) - chyba z nadmiaru energii znowu zaczyna niszczyc.... jakies rady? chetnie sprobuje wszystkiego ;) DAP już jest od miesiąca w kontakcie. Stress Out jemy od grudnia. Cała ta metodologia z ignorowaniem psa, pokazaniem mu kto tu jest alfa nie działa...on wie że jestem alfa, to widać po każdym jego zachowaniu i nawet po jego mowie ciała... ale co z tego...[/QUOTE] Odniosę się, bo u nas było podobnie. Tzn. nie było niszczenia, ale darcie się, na początku w klatce również, mimo że jak byliśmy w domu, to zostawał pięknie. Przede wszystkim: Twój pies nie jest jasnowidzem, że wie, kiedy na ile wychodzicie, tylko po prostu jest psem ;) Mój też doskonale to wiedział. Widać mimo tego, że człowiek się stara, aby pies nie zauważał różnicy między wyjściami, ta różnica wyraźnie jest. Jax potrafił się telepać na poczatkowym etapie nawet gdy się zbierałam - standardowo wg mnie, jak zwykle, ale jednak coś było inaczej. Co pomogło: odwrażliwianie na wyjścia. Ciągłe, nieprzerwane. Kojarzenie, że jak wychodzę, to pies dostaje konga, jak wracam, to zabieram. Nie wypuszczanie psa z klatki wcześniej, niż 5-10 minut po przyjściu do domu. No i przetrzymywanie go - nie wchodzenie do domu, jak szczeka, nie reagowanie na wydawanie dźwieków w klatce, jak my jesteśmy w domu (ew. opierdziel, w zależności od sytuacji). Pokazywanie psu, że ma iść do klatki częściej, bo my tego chcemy, niż dlatego, że sam chce - po prostu, aby wiedział, że to kolejne zadanie. Nie pozwalanie psu na ciągłe leżenie koło nas, na spanie z nami w łóżku, na łażenie za nami. To, co u Was jest, to po prostu objawy lęku separacyjnego, i tak trzeba to traktować. Trwało to ładnych kilka tygodni. Ostatecznie teraz jest idealnie.
×
×
  • Create New...