Jump to content
Dogomania

LadyS

Members
  • Posts

    15248
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by LadyS

  1. Jeśli pies nie jest z hodowli zarejestrowanej w FCI, to nawet nie do końca wiadomo, jakich ma rodziców i jak wyrośnie - a uszy mogą nie stanąć wcale. Wejdź do działu na forum poświęconego yorkom, tam powinnaś znaleźć trochę rad.
  2. U nas zdarzają się zapytania o psy rasowe, najczęściej szczeniaczki - ku mojej rozpaczy, zapytania czynione przez osoby młode i w moim wieku, więc mam potwierdzenie, że edukacja leży i kwiczy żałośnie.. Ostatnio pytanie o szczylki podhalana (czy miewamy), więc odpisałam, ze to nie targ :diabloti: Zwłaszcza że pani pytała wcześniej o dorosłego psa w typie podhalana, ale on wykastrowany, a potem o suczkę, ale ona wysterylizowana i pani chciałaby białą (a suka uświniona, bo mieszka w kojcu, ale biała cała). Natomiast ze schroniska idą po równo - oczywiście, jak trafi się pekińczyk (czego nie rozumiem :lol:), to jest więcej chętnych, ale grzywka półłysa tkwiła w schronie przez kilka miesięcy, podobnie tkwi wyżełka, suka w typie rottka, a owczarków to nawet nie wliczę. Jest też pies w typie holendra oraz collie krótkowłosego - też siedzą i nikt się nie interesuje ;) Z doświadczeń widzę, że najwięcej do adopcji idzie mikrusów.
  3. A co na to hodowca psa? Nic nie podpowiedział?
  4. Dobrze, że doszłyśmy do konsensusu ;) Ja przerabiałam telefony o 6 rano, żeby podać adres i pan przyjedzie po tego szczeniaczka, bo mu dzień wcześniej "głupiego yorka" samochód przejechał i dzieci płaczą - pan był oburzony, że mu psa z litosci nad dziećmi nie dam :diabloti: Przerobiłam też pana próbującego dać mi łapówkę, żebym wydała mu psa bardzo w typie jamnika bez kastracji.
  5. [quote name='klaki91']Z moich wiejskich doświadczeń wynika że te najbardziej ciskające się przez płot są najmniej szkodliwe w bezpośrednim kontakcie :cool1: W ogóle jak sobie porównuję zachowanie psów na wsi i tych w mieście to zdecydowanie oddaję głos za wiejskimi psami. Całe życie na mnie różne wyskakiwały i [B]nigdy [/B]nic się nie stało. Nawet jeśli były to psy które poza swoją działką niczego w życiu nie widziały i raz udało im się zwiać na giganta. W mieście już tak wesoło nie jest, ale niestety nie przeżyłam żadnej mrożącej krew w żyłach przygody :evil_lol:[/QUOTE] A ja mam zupełnie inne doświadczenia - na wsiach kilkukrotnie, choć bez psa na szczęście, spotkałam takie biegające burki, jeden wybiegł panu podczas gdy ten wjeżdżał w bramę - próbował rzucić się z zębami na mnie i przyjaciółkę. Drugi urwał się razem z łańcuchem i biegł zjeżony na nas, przechodzących po prostu ulicą, ale odciągnął go pies gospodarzy mieszkających niedaleko - poleciał za nim, tamten jednak sprawniejszy i w lepszej formie, więc wrócił bez problemu za paręnaście minut. W mieście jednak takich atrakcji nie miałam - na szczęście, i tfu tfu tfu :diabloti:
  6. I podejrzewam, że stąd wynika też jej ton wypowiedzi oraz ogólne niezrozumienie - dlatego wyjaśniłam, o co chodzi mi, bo wypowiedziałam się po prostu do tego tematu, a nie konkretnie o nim.
  7. No własnie tu leży clou problemu. Ja nie napisałam, ze pies nie musi się codziennie wybiegać - choć "wybiegiwanie" się jest dla mnie nieco zabawne, bo mój pies moze biegać pół dnia i nie wpływa to zupełnie na jego zmęczenie. Ja uważam, że pies powinien być nauczony spokoju w domu niezależnie od spacerów. I nie można zwalać wszystkich problemów z niespokojnym zachowaniem psa na to, że się danego dnia nie wybiegał. Ot, cała rzecz.
  8. Wychować! Zapewnij codziennie dawkę ruchu. Nauczyć w domu wyciszenia. Nie bawić się ciągle z psem, nie zwracać wciąż na niego uwagi. To nie jest wina psa, że on czegoś nie robi albo coś robi - to Wasza wina, bo Wy go tego nauczyliście bądź nie oduczyliście czegoś, moze stosując nieprawidłowe dla tego psa metody wychowawcze.
  9. zmierzchnica, miałam Cię zawsze za rozsądną osobę, a Ty w ogóle nie zrozumiałaś przesłania postów. Jak najbardziej - dla młodego psa trzeba mieć czas, dla dorosłego też, dla każdego psa trzeba mieć czas. Psu trzeba zapewniać spacery i ruch - o tym się trąbi aż do porzygu. Ale o tym, ze psa TRZEBA nauczyć odpoczynku i tego, że bez spaceru nie moze latać po ścianach, już się nie mówi. I potem psy niszczą, szczekają, wyją jak właściciel nie jest w stanie wyjść z nim na dłuższy spacer przez dwa dni, co się zdarza, bo nie jesteśmy w stanie nad wszystkim w życiu panować. Nawet na forum zdarzają sie osoby z takimi psami. I to nie jest normalne, ale o tym, żeby psu wpoić konieczność wypoczynku się nie mówi - tylko o tym, że trzeba mu zapewnić ruch.
  10. Moim zdaniem to może być reakcja uczuleniowa, znajoma z yorczką tak miała - też czerwone i delikatnie dodatkowo podpuchnięte. Ja chyba bym wykąpała, ale raczej samą wodą.
  11. Ja na ostatnim przykładzie mojego psa dziękowałam niebiosom, że on się umie w domu wyciszyć i bez spacerów długich jest w stanie przetrwać bez niszczenia i robienia rozpierdzielu w chałupie. Ja rozumiem i potwierdzam, że pies = spacery, ale niestety często wynika z tego pies dwa dni bez spaceru = totalne pobudzenie i nieumiejętność wyciszenia. A pamiętajmy, ze brak ruchu nie tylko zależy od sytuacji, gdy rozłoży NAS choroba, ale również od tego, gdy psa rozłoży choroba - taka, która nie daje mu objawów, wiec on czuje się dobrze i chce brykać, a nie może. O tym nikt nie mówi, wszyscy mówią, że pies codziennie MUSI mieć spacer co najmniej kilkugodzinny - ale o tym, ze pies MUSI umieć się wyciszyć w domu również bez ruchu, nikt nie wspomina.
  12. A mój 5 kg pies (tak dla porównania :lol:) próbował zjeść kurę (w zasadzie próbuje zawsze, gdy ma okazję) i naszą mysz też próbował, ale Stefan (mysz w sensie) wpieprzył mu przez kraty i się skończyło na popiskiwaniu ;) Na małe stworzonka jest cięty, ale usłuchany - wyraźne zabronienie sprawia, że przestaje przypuszczać atak. Kiedyś próbował zapolować na yorka takiego może 1 kg - na szczęścia na czas zauważyłam. Chyba po prostu nie uznał go za psa z daleka, w wysokiej trawie. Wszelkie myszy, krety - wyczuje i próbuje wykopać. Sam nigdy nie zaczyna konfliktu i zwykle też ustępuje w przypadku takowego, ale jak któryś pies mu wybitnie nie przypadnie do gustu i jest totalnie upierdliwy dłuższy czas - bardzo sprawnie próbuje go unicestwić. Ot - to po prostu pies z konkretnymi cechami rasowymi.
  13. Pierwszy długi spacer po przymusowej dla psa przerwie w ruchu. Pies podjarany, biega, bawi się, aportuje. Stoimy na środku dużego, zielonego placu, bez żadnej ścieżki ani takich rzeczy. Nagle idzie pan z psem na flexi, pies ze dwa razy większy od naszego, już z daleka się zjeżył i ciągnie. Wołam swojego, schodzę na bok i asekuracyjnie przytrzymuję - nie jest agresorem, ale w takim stopniu rozbawienia i przy braku ruchu tak długo pewnie chciałby się przywitać. No ale mam psa przy sobie, zajmuję go zabawką, żarciem. Co robi pan z psem? Specjalnie, środkiem łąki, idzie do nas z 20 metrów, z psem z pianą na mordzie, wyciągniętym na maksa na flexi, tylko po to, żeby dojść do nas (zasłaniamy naszego psa), a potem skręcić z powrotem i pójść zupełnie w inną stronę tak, że nadłożył drogi jedynie po to, aby podejść ze swoim rzucającym się psem do nas. Jaki cel mają tacy ludzie? Gdzie mają mózg? W jakie miejsce trzeba jechać, aby móc się normalnie minąć, skoro na łące szerokości przynajmniej 50 metrów się nie da?...
  14. [quote name='motyleqq']no właśnie ;) ja miałam takiego grzywka, który potrafił na chodniku narobić. mój własny Timi też nie widzi problemu, a wręcz celowo trzyma w sobie do spotkania jakiegoś słupa, który można ozdobić kupą :diabloti: niefajnie, jak się to zostawia, ale jak się sprzątnie, to jaki to problem[/QUOTE] Pudel kiedyś mi się zdecydował załatwić na środku Krakowskiego Przedmieścia w Lublinie :evil_lol: Myślałam, że spłonę ze wstydu, no ale posprzątałam, a panowie ze Straży Miejskiej się śmiali, tylko nie wiem, czy ze mnie i mojego pośpiechu w sprzątaniu oraz zakłopotania, czy psa, który absolutnie nic sobie ze srania na środku nie zrobił i, merdając kikutem, próbował mnie wepchnąć z radości we własne gówienko :diabloti:
  15. E, nie sądzę, aby imię coś zmieniało... Jak pies jest przyjazny i pozytywnie nastawiony, to będzie taki zawsze, a jak ktoś niedotykalskiego zawoła po imieniu, to nie sprawi, że ten nie odgryzie mu palców :lol: Znam wiele psów działających na zasadzie: jak ktoś obcy woła nawet po imieniu, to olewka; wystarczy, że ktoś będzie miał smakowity kąsek w otoczeniu i wtedy nie musi wcale znać imienia, żeby psa do siebie przekonać ;) Myśmy mieli adresówki najpierw metalowe z grawerem, ale grawer się brzydko starł i właściwie pozostał niewidoczny - tak się ponoć dzieje z tym laserowym na metalu. Obecnie już ponad pół roku, moze dłużej, mamy laminaty przezroczyste i bardzo sobie chwalę - nie "dzwonią" przy obroży, nic się nie kruszy i nie odłamuje, nie odbarwiają sierści, jak jest mokro (a poprzedniemu się zdarzało przy białym psie). No i napis jest widoczny.
  16. [quote name='Losiek1990']Koleżanko ja mieszkam we Wrocławiu i dowiadywałem się na tem temat w urzędzie miasta, więc nie wysnówaj tutaj teorii że opieram swoje wypowiedzi na jakimś dennym artykule.[/QUOTE] Nie koleżankuj mi, bo chyba nie zawieraliśmy znajomości. Aż dla pewności, że nic się od stycznia nie zmieniło, skontaktowałam się z Wydziałem Środowiska i Rolnictwa - Rada Miejska nie wprowadziła żadnych przepisów dotyczących ilości trzymanych zwierząt w mieszkaniu.[FONT=Segoe UI][COLOR=#333333] Za to we wspomnianym Bolesławcu - i owszem. Ja miałam na DT pudla, który nie pokazywał, że mu się chce, tylko po prostu robił, gdzie stał. Również na chodnik. Nic w tym strasznego - wystarczy posprzątać ;) Ja widziałam niestety dwa przypadki, kiedy na schodach na dworcu załatwiali się raz pies, a raz jakiś pan. Po żadnym nikt nie posprzątał ;)[/COLOR][/FONT]
  17. Limit psów i kotów nie jest we Wrocławiu, tylko w Bolesławcu, wypadałoby doczytać cały artykuł, a nie tylko patrzeć na miasto, pod którym jest umieszczony :evil_lol: Woreczki w dyspenserach spotkałam tylko w Kołobrzegu, w pięknym parczku - a i tak połowa "tubylców" nie sprzątała ;)
  18. Ja we Wrocławiu zauważyłam zależność - po rasowych sprzątają, po tych w typie i kundelkach nie ;) Oczywiście, mówię o psach z okolicy, które znałam. Ogólnie też widzę, że im bardziej ktoś z psem "coś" robi, to tym większe prawdopodobieństwo, że sprząta ;) A obecnie po przeprowadzce - nie sprząta tu właściwie nikt. Woreczków nie ma, kosze stoją jedynie pod Urzędem Miasta, chyba dwa czy trzy.
  19. We Wrocku na psa trzeba było kupić bilet, mieć ze sobą książeczkę zdrowia plus pies w kagańcu. A tutaj gdzie teraz mieszkam to ja nawet nie wiem, czy jest jakaś sieć autobusów, widuje moze dwa dziennie :lol: Na początku w autobusie było podjaranie, bo tyle ludziów do głaskania, ale szybko przywykł i ogólnie w środkach lokomocji głównie stara się spać ;)
  20. umberto_eco, z całym szacunkiem - nie życzę sobie z Twojej strony tekstów na takim poziomie. Owszem, mam swój rozum, dlatego uważam, że jeśli ktoś nad psem panuje, a jest teren, w którym faktycznie nie ma innych ludzi - to niech go puszcza. I uważam, że owszem, jeśli jest przepis, że pies ma być na smyczy i w kagańcu, to o ile pod blokiem czy na jakiejś łące nawet nikogo nie spotkamy i można sobie ten kaganiec, a w zależności od sytuacji, smycz, darować, o tyle w centrum miasta, na ulicy zatłoczonej, w autobusie, miedzy ludźmi - powinien on być. Bo takie są przepisy, między innymi. A dla psa to raczej nie problem, taki kaganiec - kazdy pies powinien być przyzwyczajony ;) A już abstrahując od tego kagańca i smyczy - nie spotkałam się jeszcze z miastem, które miałoby taki nakaz, że pies WSZĘDZIE i ZAWSZE w kagańcu i na smyczy. I nie chciałabym tam mieszkać jako psiarz ;) Natomiast bardzo dobrze - że tak się powtórzę, bo do tego jakoś zadna z Was się nie odniosła - określiła sytuację PaulinaBemol - nie płacenie za bilet w PKP to jak niepłacenie za jakąkolwiek inną usługę. Bo pies mały, bo włosy ścięte niedużo, bo reklama na FB tylko na jeden dzień i mała. Nie ogarniam takiego toku myślenia.
  21. LadyS

    Chcę adoptować kota

    [quote name='kochanezwierze']Jest przy tym trochę zachodu. Ja też chciałam adoptować kota z Fundacji. Kiedy zadzwoniłam do pani, która opiekowała się kocurem, którego chciałam wziąć, to zostałam przez nią przepytana na tysiąc sposobów o moje warunki mieszkalne, to czy mieszkam w kamienicy czy w domu, czy mam zabezpieczone okna, balkon, jaką mam podłoge w domu itd... W dodatku dowiedziałam się, że jeśli opiekun kocura uzna, że nie mam warunków by go przyjąć, to mi go nie dadzą. Cała procedura miała trwać do miesiąca czasu. Mam w domu dorosłego 4-letniego kocura. Trochę się znam na kocich sprawach. Trochę mnie to odstraszyło. W efekcie wzięłam małego burego kocurka od osoby prywatnej.[/QUOTE] To jest w sumie norma - trudno się dziwić, że osoba, która włożyła czas, trud i pieniądze w odratowanie zwierzaka, chce oddać go w jedynie dobre warunki. Wiele kotów np. idzie do domów niewychodzących. Niektóre pytania są na wyrost i oczywiście osoby zajmujące się adopcjami też przesadzają, ale zawsze pozostaje opcja adoptowania kota ze schroniska - tam nikt zwykle o nic nie pyta, trzeba jedynie podpisać umowę ;)
  22. [quote name='Ley']Renomą jako pasażera pociągu czy co? Bo nie rozumiem..? A np. prowadzasz swojego psa zawsze w kagańcu i na smyczy? Nie robienie tego to też "cwaniakowatość polska"?[/QUOTE] Jeśli wymagają tego przepisy, to należy to robić. Ale PaulinaBemol pięknie wyłuszczyła, o co chodzi. A chodzi o to, ze jak komuś nie odpowiada pułacenie za psa, to niech chodzi piechotą. Jest to usługa, za którą płacić należy. To tak, jakby młody chłopak z włosami 1 cm poszedl do fryzjera, co by go obcyndolił na łyso, a potem nie zapłacił, "bo to przecież niewielkie cięcie".
  23. We Wrocławiu za psa płaci się normalnie, niezależnie, czy wisi, czy siedzi, czy stoi. W PKP TEŻ płaci się normalnie. Jeżdżę różnie - najczęściej jeździłam Wrocław - Lublin, obecnie też Kielce - Lublin.
  24. LadyS

    PCMZ, a ZKwP

    Kastracja różnie od 80 do ok. 120 zł, zależy chyba od weterynarza. Nasz pies miał robioną metodą bezszwową, zabieg trwał 15 minut, odebrałam psa "na haju", ale już wybudzonego. W zasadzie dochodził do siebie tylko jeden dzień - ten, kiedy schodziła z niego narkoza. Na drugi dzień był aktywny, choć ograniczaliśmy mu ruch przez ok. 3 dni, bo próbował się lizać gdzie nie trzeba ;) Jako że szwów nie było - nie odwiedzaliśmy więcej weta, w ramach opieki pooperacyjnej pies dostał tylko zastrzyk z antybiotykiem i tyle.
  25. [quote name='rosa']Dioranne możesz mnie zabić, ale jak pies na rozciągniętej na 5 metrów flixi może być pod pełną kontrolą? Przepraszam, ale nieraz widzę jak właściciele nie kontrolują psów na flexi rozciągniętej na 2 metry a co dopiero 5 :razz:[/QUOTE] Pies moze być pod kontrolą niezależnie od smyczy czy bycia luzem ;) Musi być wychowany po prostu, a właściciel musi przejść jakże skomplikowany proces obsługi własnego mózgu, a także kciuka w przypadku Flexi ;)
×
×
  • Create New...