-
Posts
15248 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by LadyS
-
Mój york ma 4 miesiące, i nadal nie stoją mu uszka.
LadyS replied to york12's topic in Yorkshire terrier
Jeśli pies nie jest z hodowli zarejestrowanej w FCI, to nawet nie do końca wiadomo, jakich ma rodziców i jak wyrośnie - a uszy mogą nie stanąć wcale. Wejdź do działu na forum poświęconego yorkom, tam powinnaś znaleźć trochę rad. -
U nas zdarzają się zapytania o psy rasowe, najczęściej szczeniaczki - ku mojej rozpaczy, zapytania czynione przez osoby młode i w moim wieku, więc mam potwierdzenie, że edukacja leży i kwiczy żałośnie.. Ostatnio pytanie o szczylki podhalana (czy miewamy), więc odpisałam, ze to nie targ :diabloti: Zwłaszcza że pani pytała wcześniej o dorosłego psa w typie podhalana, ale on wykastrowany, a potem o suczkę, ale ona wysterylizowana i pani chciałaby białą (a suka uświniona, bo mieszka w kojcu, ale biała cała). Natomiast ze schroniska idą po równo - oczywiście, jak trafi się pekińczyk (czego nie rozumiem :lol:), to jest więcej chętnych, ale grzywka półłysa tkwiła w schronie przez kilka miesięcy, podobnie tkwi wyżełka, suka w typie rottka, a owczarków to nawet nie wliczę. Jest też pies w typie holendra oraz collie krótkowłosego - też siedzą i nikt się nie interesuje ;) Z doświadczeń widzę, że najwięcej do adopcji idzie mikrusów.
-
Mój york ma 4 miesiące, i nadal nie stoją mu uszka.
LadyS replied to york12's topic in Yorkshire terrier
A co na to hodowca psa? Nic nie podpowiedział? -
Dobrze, że doszłyśmy do konsensusu ;) Ja przerabiałam telefony o 6 rano, żeby podać adres i pan przyjedzie po tego szczeniaczka, bo mu dzień wcześniej "głupiego yorka" samochód przejechał i dzieci płaczą - pan był oburzony, że mu psa z litosci nad dziećmi nie dam :diabloti: Przerobiłam też pana próbującego dać mi łapówkę, żebym wydała mu psa bardzo w typie jamnika bez kastracji.
-
[quote name='klaki91']Z moich wiejskich doświadczeń wynika że te najbardziej ciskające się przez płot są najmniej szkodliwe w bezpośrednim kontakcie :cool1: W ogóle jak sobie porównuję zachowanie psów na wsi i tych w mieście to zdecydowanie oddaję głos za wiejskimi psami. Całe życie na mnie różne wyskakiwały i [B]nigdy [/B]nic się nie stało. Nawet jeśli były to psy które poza swoją działką niczego w życiu nie widziały i raz udało im się zwiać na giganta. W mieście już tak wesoło nie jest, ale niestety nie przeżyłam żadnej mrożącej krew w żyłach przygody :evil_lol:[/QUOTE] A ja mam zupełnie inne doświadczenia - na wsiach kilkukrotnie, choć bez psa na szczęście, spotkałam takie biegające burki, jeden wybiegł panu podczas gdy ten wjeżdżał w bramę - próbował rzucić się z zębami na mnie i przyjaciółkę. Drugi urwał się razem z łańcuchem i biegł zjeżony na nas, przechodzących po prostu ulicą, ale odciągnął go pies gospodarzy mieszkających niedaleko - poleciał za nim, tamten jednak sprawniejszy i w lepszej formie, więc wrócił bez problemu za paręnaście minut. W mieście jednak takich atrakcji nie miałam - na szczęście, i tfu tfu tfu :diabloti:
-
No własnie tu leży clou problemu. Ja nie napisałam, ze pies nie musi się codziennie wybiegać - choć "wybiegiwanie" się jest dla mnie nieco zabawne, bo mój pies moze biegać pół dnia i nie wpływa to zupełnie na jego zmęczenie. Ja uważam, że pies powinien być nauczony spokoju w domu niezależnie od spacerów. I nie można zwalać wszystkich problemów z niespokojnym zachowaniem psa na to, że się danego dnia nie wybiegał. Ot, cała rzecz.
-
Wychować! Zapewnij codziennie dawkę ruchu. Nauczyć w domu wyciszenia. Nie bawić się ciągle z psem, nie zwracać wciąż na niego uwagi. To nie jest wina psa, że on czegoś nie robi albo coś robi - to Wasza wina, bo Wy go tego nauczyliście bądź nie oduczyliście czegoś, moze stosując nieprawidłowe dla tego psa metody wychowawcze.
-
zmierzchnica, miałam Cię zawsze za rozsądną osobę, a Ty w ogóle nie zrozumiałaś przesłania postów. Jak najbardziej - dla młodego psa trzeba mieć czas, dla dorosłego też, dla każdego psa trzeba mieć czas. Psu trzeba zapewniać spacery i ruch - o tym się trąbi aż do porzygu. Ale o tym, ze psa TRZEBA nauczyć odpoczynku i tego, że bez spaceru nie moze latać po ścianach, już się nie mówi. I potem psy niszczą, szczekają, wyją jak właściciel nie jest w stanie wyjść z nim na dłuższy spacer przez dwa dni, co się zdarza, bo nie jesteśmy w stanie nad wszystkim w życiu panować. Nawet na forum zdarzają sie osoby z takimi psami. I to nie jest normalne, ale o tym, żeby psu wpoić konieczność wypoczynku się nie mówi - tylko o tym, że trzeba mu zapewnić ruch.
-
Moim zdaniem to może być reakcja uczuleniowa, znajoma z yorczką tak miała - też czerwone i delikatnie dodatkowo podpuchnięte. Ja chyba bym wykąpała, ale raczej samą wodą.
-
Ja na ostatnim przykładzie mojego psa dziękowałam niebiosom, że on się umie w domu wyciszyć i bez spacerów długich jest w stanie przetrwać bez niszczenia i robienia rozpierdzielu w chałupie. Ja rozumiem i potwierdzam, że pies = spacery, ale niestety często wynika z tego pies dwa dni bez spaceru = totalne pobudzenie i nieumiejętność wyciszenia. A pamiętajmy, ze brak ruchu nie tylko zależy od sytuacji, gdy rozłoży NAS choroba, ale również od tego, gdy psa rozłoży choroba - taka, która nie daje mu objawów, wiec on czuje się dobrze i chce brykać, a nie może. O tym nikt nie mówi, wszyscy mówią, że pies codziennie MUSI mieć spacer co najmniej kilkugodzinny - ale o tym, ze pies MUSI umieć się wyciszyć w domu również bez ruchu, nikt nie wspomina.
-
A mój 5 kg pies (tak dla porównania :lol:) próbował zjeść kurę (w zasadzie próbuje zawsze, gdy ma okazję) i naszą mysz też próbował, ale Stefan (mysz w sensie) wpieprzył mu przez kraty i się skończyło na popiskiwaniu ;) Na małe stworzonka jest cięty, ale usłuchany - wyraźne zabronienie sprawia, że przestaje przypuszczać atak. Kiedyś próbował zapolować na yorka takiego może 1 kg - na szczęścia na czas zauważyłam. Chyba po prostu nie uznał go za psa z daleka, w wysokiej trawie. Wszelkie myszy, krety - wyczuje i próbuje wykopać. Sam nigdy nie zaczyna konfliktu i zwykle też ustępuje w przypadku takowego, ale jak któryś pies mu wybitnie nie przypadnie do gustu i jest totalnie upierdliwy dłuższy czas - bardzo sprawnie próbuje go unicestwić. Ot - to po prostu pies z konkretnymi cechami rasowymi.
-
Pierwszy długi spacer po przymusowej dla psa przerwie w ruchu. Pies podjarany, biega, bawi się, aportuje. Stoimy na środku dużego, zielonego placu, bez żadnej ścieżki ani takich rzeczy. Nagle idzie pan z psem na flexi, pies ze dwa razy większy od naszego, już z daleka się zjeżył i ciągnie. Wołam swojego, schodzę na bok i asekuracyjnie przytrzymuję - nie jest agresorem, ale w takim stopniu rozbawienia i przy braku ruchu tak długo pewnie chciałby się przywitać. No ale mam psa przy sobie, zajmuję go zabawką, żarciem. Co robi pan z psem? Specjalnie, środkiem łąki, idzie do nas z 20 metrów, z psem z pianą na mordzie, wyciągniętym na maksa na flexi, tylko po to, żeby dojść do nas (zasłaniamy naszego psa), a potem skręcić z powrotem i pójść zupełnie w inną stronę tak, że nadłożył drogi jedynie po to, aby podejść ze swoim rzucającym się psem do nas. Jaki cel mają tacy ludzie? Gdzie mają mózg? W jakie miejsce trzeba jechać, aby móc się normalnie minąć, skoro na łące szerokości przynajmniej 50 metrów się nie da?...
-
[quote name='motyleqq']no właśnie ;) ja miałam takiego grzywka, który potrafił na chodniku narobić. mój własny Timi też nie widzi problemu, a wręcz celowo trzyma w sobie do spotkania jakiegoś słupa, który można ozdobić kupą :diabloti: niefajnie, jak się to zostawia, ale jak się sprzątnie, to jaki to problem[/QUOTE] Pudel kiedyś mi się zdecydował załatwić na środku Krakowskiego Przedmieścia w Lublinie :evil_lol: Myślałam, że spłonę ze wstydu, no ale posprzątałam, a panowie ze Straży Miejskiej się śmiali, tylko nie wiem, czy ze mnie i mojego pośpiechu w sprzątaniu oraz zakłopotania, czy psa, który absolutnie nic sobie ze srania na środku nie zrobił i, merdając kikutem, próbował mnie wepchnąć z radości we własne gówienko :diabloti:
-
E, nie sądzę, aby imię coś zmieniało... Jak pies jest przyjazny i pozytywnie nastawiony, to będzie taki zawsze, a jak ktoś niedotykalskiego zawoła po imieniu, to nie sprawi, że ten nie odgryzie mu palców :lol: Znam wiele psów działających na zasadzie: jak ktoś obcy woła nawet po imieniu, to olewka; wystarczy, że ktoś będzie miał smakowity kąsek w otoczeniu i wtedy nie musi wcale znać imienia, żeby psa do siebie przekonać ;) Myśmy mieli adresówki najpierw metalowe z grawerem, ale grawer się brzydko starł i właściwie pozostał niewidoczny - tak się ponoć dzieje z tym laserowym na metalu. Obecnie już ponad pół roku, moze dłużej, mamy laminaty przezroczyste i bardzo sobie chwalę - nie "dzwonią" przy obroży, nic się nie kruszy i nie odłamuje, nie odbarwiają sierści, jak jest mokro (a poprzedniemu się zdarzało przy białym psie). No i napis jest widoczny.
-
[quote name='Losiek1990']Koleżanko ja mieszkam we Wrocławiu i dowiadywałem się na tem temat w urzędzie miasta, więc nie wysnówaj tutaj teorii że opieram swoje wypowiedzi na jakimś dennym artykule.[/QUOTE] Nie koleżankuj mi, bo chyba nie zawieraliśmy znajomości. Aż dla pewności, że nic się od stycznia nie zmieniło, skontaktowałam się z Wydziałem Środowiska i Rolnictwa - Rada Miejska nie wprowadziła żadnych przepisów dotyczących ilości trzymanych zwierząt w mieszkaniu.[FONT=Segoe UI][COLOR=#333333] Za to we wspomnianym Bolesławcu - i owszem. Ja miałam na DT pudla, który nie pokazywał, że mu się chce, tylko po prostu robił, gdzie stał. Również na chodnik. Nic w tym strasznego - wystarczy posprzątać ;) Ja widziałam niestety dwa przypadki, kiedy na schodach na dworcu załatwiali się raz pies, a raz jakiś pan. Po żadnym nikt nie posprzątał ;)[/COLOR][/FONT]
-
Limit psów i kotów nie jest we Wrocławiu, tylko w Bolesławcu, wypadałoby doczytać cały artykuł, a nie tylko patrzeć na miasto, pod którym jest umieszczony :evil_lol: Woreczki w dyspenserach spotkałam tylko w Kołobrzegu, w pięknym parczku - a i tak połowa "tubylców" nie sprzątała ;)
-
Ja we Wrocławiu zauważyłam zależność - po rasowych sprzątają, po tych w typie i kundelkach nie ;) Oczywiście, mówię o psach z okolicy, które znałam. Ogólnie też widzę, że im bardziej ktoś z psem "coś" robi, to tym większe prawdopodobieństwo, że sprząta ;) A obecnie po przeprowadzce - nie sprząta tu właściwie nikt. Woreczków nie ma, kosze stoją jedynie pod Urzędem Miasta, chyba dwa czy trzy.
-
We Wrocku na psa trzeba było kupić bilet, mieć ze sobą książeczkę zdrowia plus pies w kagańcu. A tutaj gdzie teraz mieszkam to ja nawet nie wiem, czy jest jakaś sieć autobusów, widuje moze dwa dziennie :lol: Na początku w autobusie było podjaranie, bo tyle ludziów do głaskania, ale szybko przywykł i ogólnie w środkach lokomocji głównie stara się spać ;)
-
umberto_eco, z całym szacunkiem - nie życzę sobie z Twojej strony tekstów na takim poziomie. Owszem, mam swój rozum, dlatego uważam, że jeśli ktoś nad psem panuje, a jest teren, w którym faktycznie nie ma innych ludzi - to niech go puszcza. I uważam, że owszem, jeśli jest przepis, że pies ma być na smyczy i w kagańcu, to o ile pod blokiem czy na jakiejś łące nawet nikogo nie spotkamy i można sobie ten kaganiec, a w zależności od sytuacji, smycz, darować, o tyle w centrum miasta, na ulicy zatłoczonej, w autobusie, miedzy ludźmi - powinien on być. Bo takie są przepisy, między innymi. A dla psa to raczej nie problem, taki kaganiec - kazdy pies powinien być przyzwyczajony ;) A już abstrahując od tego kagańca i smyczy - nie spotkałam się jeszcze z miastem, które miałoby taki nakaz, że pies WSZĘDZIE i ZAWSZE w kagańcu i na smyczy. I nie chciałabym tam mieszkać jako psiarz ;) Natomiast bardzo dobrze - że tak się powtórzę, bo do tego jakoś zadna z Was się nie odniosła - określiła sytuację PaulinaBemol - nie płacenie za bilet w PKP to jak niepłacenie za jakąkolwiek inną usługę. Bo pies mały, bo włosy ścięte niedużo, bo reklama na FB tylko na jeden dzień i mała. Nie ogarniam takiego toku myślenia.
-
[quote name='kochanezwierze']Jest przy tym trochę zachodu. Ja też chciałam adoptować kota z Fundacji. Kiedy zadzwoniłam do pani, która opiekowała się kocurem, którego chciałam wziąć, to zostałam przez nią przepytana na tysiąc sposobów o moje warunki mieszkalne, to czy mieszkam w kamienicy czy w domu, czy mam zabezpieczone okna, balkon, jaką mam podłoge w domu itd... W dodatku dowiedziałam się, że jeśli opiekun kocura uzna, że nie mam warunków by go przyjąć, to mi go nie dadzą. Cała procedura miała trwać do miesiąca czasu. Mam w domu dorosłego 4-letniego kocura. Trochę się znam na kocich sprawach. Trochę mnie to odstraszyło. W efekcie wzięłam małego burego kocurka od osoby prywatnej.[/QUOTE] To jest w sumie norma - trudno się dziwić, że osoba, która włożyła czas, trud i pieniądze w odratowanie zwierzaka, chce oddać go w jedynie dobre warunki. Wiele kotów np. idzie do domów niewychodzących. Niektóre pytania są na wyrost i oczywiście osoby zajmujące się adopcjami też przesadzają, ale zawsze pozostaje opcja adoptowania kota ze schroniska - tam nikt zwykle o nic nie pyta, trzeba jedynie podpisać umowę ;)
-
[quote name='Ley']Renomą jako pasażera pociągu czy co? Bo nie rozumiem..? A np. prowadzasz swojego psa zawsze w kagańcu i na smyczy? Nie robienie tego to też "cwaniakowatość polska"?[/QUOTE] Jeśli wymagają tego przepisy, to należy to robić. Ale PaulinaBemol pięknie wyłuszczyła, o co chodzi. A chodzi o to, ze jak komuś nie odpowiada pułacenie za psa, to niech chodzi piechotą. Jest to usługa, za którą płacić należy. To tak, jakby młody chłopak z włosami 1 cm poszedl do fryzjera, co by go obcyndolił na łyso, a potem nie zapłacił, "bo to przecież niewielkie cięcie".
-
We Wrocławiu za psa płaci się normalnie, niezależnie, czy wisi, czy siedzi, czy stoi. W PKP TEŻ płaci się normalnie. Jeżdżę różnie - najczęściej jeździłam Wrocław - Lublin, obecnie też Kielce - Lublin.
-
Kastracja różnie od 80 do ok. 120 zł, zależy chyba od weterynarza. Nasz pies miał robioną metodą bezszwową, zabieg trwał 15 minut, odebrałam psa "na haju", ale już wybudzonego. W zasadzie dochodził do siebie tylko jeden dzień - ten, kiedy schodziła z niego narkoza. Na drugi dzień był aktywny, choć ograniczaliśmy mu ruch przez ok. 3 dni, bo próbował się lizać gdzie nie trzeba ;) Jako że szwów nie było - nie odwiedzaliśmy więcej weta, w ramach opieki pooperacyjnej pies dostał tylko zastrzyk z antybiotykiem i tyle.
-
[quote name='rosa']Dioranne możesz mnie zabić, ale jak pies na rozciągniętej na 5 metrów flixi może być pod pełną kontrolą? Przepraszam, ale nieraz widzę jak właściciele nie kontrolują psów na flexi rozciągniętej na 2 metry a co dopiero 5 :razz:[/QUOTE] Pies moze być pod kontrolą niezależnie od smyczy czy bycia luzem ;) Musi być wychowany po prostu, a właściciel musi przejść jakże skomplikowany proces obsługi własnego mózgu, a także kciuka w przypadku Flexi ;)