ewkar
Members-
Posts
2370 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ewkar
-
Znajoma nie chciała jechać, mówiła, że to nie na jej nerwy, pojechał ze mną jej syn, zresztą mój były uczeń.Zrobiłam parę fotek, ale z okien autobusu jednak lepiej widać, jest się wyżej. Psa już nie ma, boję się myśleć, co się z nim stało.To był duży pies, w budzie się nie mieścił.Buda na zdjęciach wygląda nieźle, ale naprawdę jest ażurowa.
-
Nie wypowiadam się w sprawach weterynaryjnych, bo zupełnie się na tym nie znam.Pozostaje mi tylko trzymać kciuki, aby kuracja była skuteczna. Ze ściśniętym sercem czytałam o Ergo, o tym jakim grzecznym psem jest.Tyle lat koszmaru nie wypaczyło mu charakteru.On naprawdę zasługuje na to, aby go ktoś pokochał.Zyska cudownego psa, dobrze ułożonego, zadbanego i zdrowego, taką mam nadzieję.
-
Ja coś znajdę na bazarek, ale nie wiem, czy fanty się spodobają.Postaram się jutro porobić zdjęcia. Przejeżdżałam znowu przez Jamnicę.Widziałam dawną opiekunkę Ergo, a więc tam jednak mieszka.Były też kury."Buda" Ergo rozwalona totalnie, resztki desek na środku podwórka. W Stalach, wieś tuż za Tarnobrzegiem,jest duży pies w typie mastifa przywiązany do budy, a właściwie skrzynki na jabłka.Nie chroni nawet przed mżawką, o deszczu nawet nie wspomnę.Pies po kolana w błocie, bo nie ma nawet źdźbła trawy.Nie wiem jak przeżyje w słońcu, bo cienia też nie ma.Misek nie widziałam.To ziemia niczyja, ani Stalowa Wola, ani Tarnobrzeg, nikt nie będzie interweniował w sprawie tego biedaka.Chyba namówię znajomą, ma samochód, podjedziemy i porobię zdjęcia.Ergo żył w luksusach w porównaniu do niektórych wiejskich psów.
-
Wiem, że sunia wróciła z adopcji z powodu głuchoty.Śledzę losy psów z hoteliku.Myślę, że i niepełnosprawne zwierzęta znajdują domy.Mój kotek Maciuś właśnie dojeżdża do domku, w którym jest sterany życiem i chorobami pies staruszek, który kilka lat spędził w schronisku.Zostały mu ponoć tylko trzy zęby, ma kłopoty z poruszaniem się, a jednak go przygarnęli, kochają bardzo.Sunia jest zdrowa, ładna, a głuchota to chyba nie taki wielki problem.Pisałam już o piesku sąsiadów, który świetnie sobie radził, bardzo byliśmy zaprzyjaźnieni i dopiero po jego śmierci dowiedziałam się, że był niewidomy.Zwierzęta mają bardzo rozwinięte różne zmysły, utrata jednego pozwala mimo wszystko nieźle sobie radzić.Na psach się nie znam, ale domy znajdują niewidome koty, koty bez łapy, ogona..itd.Sama takie wyadoptowałam.Sunia nie jest bez szans, tak myślę.
-
One nie są u mnie, na szczęście, bo nie miałabym jak ich izolować, mam siedem kotów na małej powierzchni.Są u pani, która ma duże mieszkanie i łazienkę z oknem.Są jednak pod moją opieką,chodzę do nich, biorę do weta..itd. Chciałabym je wziąć do siebie, ale jak się trochę u mnie przerzedzi.Łatwiej mi wtedy będzie, bo taki zaoczny DT to tylko w sytuacjach awaryjnych. Ergo najwyraźniej się socjalizuje, lubi towarzystwo innych psów, fajnie się z nimi bawi.Jest zadbany, błyszczący, nie widać po nim choroby, ale łapka wygląda nieciekawie, niestety.Tak mi go szkoda.To niesprawiedliwe, że po tylu latach cierpienia, kiedy już wydawało się, że wszystko co złe za nim takie paskudztwo się przyplątało.
-
Spokojnie, każdy się przejmuje losem Ergo i jego chorobą, reaguje więc emocjonalnie.Bardzo dziękuję za wszelką pomoc dla Ergo, za sympatię mu okazywaną, wsparcie finansowe, ogłoszenia..itd. A teraz małe OT.Ktoś wywalił młodziutką kotkę w ciąży.Nie zdążyłam ze sterylką, urodziła dwa maluszki w piwnicy.Mają już tydzień, są zaopiekowane.Wciąż twierdzę, że często lepiej mają bezdomne zwierzęta niż te mające nieodpowiedzialnych opiekunów.Moje bezdomniaki są zdrowe, grubiutkie, wysterylizowane, jedzą lepiej niż niektóre domowe.A psy? Jaką mają szansę na przeżycie uwiązane na łańcuchu, umierające z gorąca albo zimna, mając za pożywienie jakiś ochłap rzucony od czasu do czasu? Nie odwiedzam wielu wątków, ale i Ergo i Sum są tego doskonałym przykładem.Im się udało, mimo wszystko.Miejmy nadzieję, że będzie happy end. Kocia mama z maluszkami
-
Właśnie.W dużym mieście są jednak większe możliwości.Mam kotkę z nowotworem, wzięłam ją od starszej, również chorej na nowotwór osoby.Dla kotki jednak nie ma ratunku, za późno i źle była leczona.Teraz chodzi tylko o przedłużenie jej życia, zapewnienie jakiegoś komfortu i tyle.To strasznie dołujące. Tak mi szkoda Ergo.Mam nadzieję, że go nic nie boli.Został uratowany, wydawało się, że już wszystko co złe ma za sobą.Życie pisze jednak okrutne scenariusze.Nie chcę, by zapachniało defetyzmem, zawsze jest nadzieja i ja takową mam.Ergo żyje jak każde zwierzę dniem dzisiejszym, nie wybiega w przyszłość i dobrze.Ma pełną miskę, jest wybiegany, dostaje też porcję głasków, a mnóstwo osób mu kibicuje i przesyła ciepłe myśli. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wspierają tego jakże sympatycznego psa.
-
Nie, biega po wsi.Jestem w kontakcie nowo powstałą psią fundacją, ale oni chcą zdjęcie, określenie jakiej jest płci, w jakim wieku i czy ktoś może po niego pojechać.To wszystko niewykonalne dla mnie.Jedynie co mogłam obiecać to to, że ktoś go złapie i przetrzyma, o ile na pewno będzie zabrany, ale nic poza tym.Ja dysponuję wyłącznie rowerem.
-
Zaczęło się już chyba wyrzucanie psów.Podstalowowolska wieś, zatrzymuje się piękny srebrny opel, otwierają się drzwi, zostaje wywalony mały, czarny piesek.Opel odjeżdża.Pani mieszkająca w tej wsi nie zdążyła zapamiętać numerów.Piesek od wczoraj błąka się, zdezorientowany, głodny.Nie mogę słuchać takich rzeczy.