To już wiem, że Martulinek zrobiła wczoraj dwie rundki do Lucka, a dzis nie przeczytala ze bede i sie spotkałyśmy;). Przyszlam do Lucka o 11, niestety mial prawie sciągniętą pieluchę i niestety troche sie guzdrałam przy wejsciu i Lucek zrobil koopke, wiec go przestawilam, by posprzatac, ale Lucek obrazony, ze jeszcze nie wyszlismy na spacer zrobił drugą, no to go znowu przestawilam, i tak juz za chwilę sprzątałam po trzeciej;). Nie dobry ten nasz kawaler. W kazdym razie chwycilam przescieradlo (fatalne) i poszlismy na spacer. Doszlismy do lawki, ale niegdy nie udawalo mi sie na niej usiasc, bo Lucek od razu chcial isc dalej, jednak dzis dal mi wytchnąć i posiedzielismy z 5 minut. Wracajac zderzylismy sie z Martą, ktora przyszla ze swoją sunią. Uznałyśmy jednak ze dwa psy to malo i wzielysmy szczeniaka na spacer tez - jest kochany! Skonczylysmy spacery przed 13 i niestety z cala robotą zostawilam Martulinek samą:(.