Dzis bylam u Lucka o 11. Poszlismy na dosc dlugi spacerek, zawiazalam mu papier na nodze, bo nie mialam czasu szukac bandaza;).
Niestety mielismy smutne chwile, bo jakas Pani przyszla odebrac swojego psa, juz niezyjacego. Takie to bylo przykre jak plakala i wogole siedzielismy z Luckiem w w tym pokoju nizej po schodkach, ale nie tym glownym w ktorym sie przyjmuje. Stal tam krolik z nienormalnie wieksza glowa, jak z wodoglowiem. Matko, ale nieciekawa wizyta...
Aha, mis jest w praniu, bo juz rzucilam sie na Pania Karoline z piesciami, zeby oddawala;);P.