Dziś byłam u Lucka, siedzielismy sobie na podlodze i wyjatkowo chcial byc caly czas drapany, przytulal sie, polozyl mi sie kolo nog, wiec to bylo bardziej wzruszajace niz zwykle, bo ostatni raz przed jego wyjazdem. A potem nie chcial sobie zalozyc pieluchy, niby czesto sie przy tym kreci, ale dzis to 20 minut nam zajelo. Po prostu wie, ze jak mu zakladam pieluche to znaczy ze ide... O raju, jakie to ciezkie tak sie z nim rozstac. Wierze, ze bedzie mu dobrze w nowym domku i trzymam kciuki. Oczywiscie licze na to, ze za jakis miesiac, dwa, go odwiedze.