Jump to content
Dogomania

mestudio

Members
  • Posts

    18511
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by mestudio

  1. Dziś Gacusiowa. I kawałek naszej zieleniny wiosennej.
  2. Witam uzupełniłam rozliczenie o wpłaty i to co mam na paragonach, co znalazłam to wpisałam :-), reszty grzechów nie pamiętam.
  3. No ale ja już dawno zakupiłam za te pieniądze karmę dla kotów i dostałam potwierdzenie, że dostarczone - zapłaciłam 115 zł. Ta Pani ze Szczecina to pewnie ta paczka z karmą kocią bo firma jest w Szczecinie EMI Emilia Kolenda :-), także wszystko już ok.
  4. Inka, pewnie wynajdziesz zaraz Fiźce jakieś dolegliwości i zaniedbania przez nas poczynione - krzywe pazury, za długie zęby, tudzież zakręcone kły :-). Fiźka jest spoko, dasz radę dobra kobieto. Co do jamnikostwora to chyba go już nie przyjmą do przytuliska po takim czasie od znalezienia. A druga sprawa to by mi zad obrobili co niektórzy za to. Zdjęcia mam zaległe bo już śniadania na trawie u nas się zaczynają. Roza nam zasłabła w niedzielę :-(. Kiepsko to widzę bo Roza już przy tych wiosennych ciepłych dniach nie dawała rady.
  5. Rozi, ja też nic nie powiem, ale gdybym jeździła samochodem to bym go odwiozła do przytuliska sama na to zadupie, ale TZ coś dziwnie to przyjmował jak wyrażałam swoją opinię w tym temacie. Milczeniem przyjmował. Pies jest nieciekawy delikatnie ujmując problem, musi mieć dużo za uszami skoro ktoś go wywiózł. Gusiaczku, szczęście koślawe i dziurawe. Ale jest postęp - pies znaleziony raz na rok, a nie kilkadziesiąt w roku. Marne usprawiedliwienie własnej głupoty i braku stanowczości.
  6. Witam bez polotu najmniejszego. Nie mam jakoś natchnienia na życie i nie mam ochoty pisać, zaglądać choć powinnam. Generalnie jesteśmy w doooopie samej. Znaleziony jamniko burek domu nie znalazł i coś mi się wydaje, że łatwo nie będzie. Pies pokazał na co go stać niestety. Jest agresywny dla osób przychodzących, rzuca się do nóg i szczeka jak opętany do upadłego. Ostatnio było u nas Serduszko i pies dostawał szału na sam jej widok, jak wprowadziłam ją na wybieg to rzucał się jej do nóg aby gryźć. Myślę, że tak będzie z każdym nowym osobnikiem ludzkim w okolicy. Pies ucieka z wybiegu, przeciska się pod ogrodzeniem, musieliśmy ten bok zabezpieczyć specjalnymi krawężnikami takimi do kostki brukowej. Myślę, że rozejrzę się za jakimś hotelikiem dla niego gdzie jest więcej ludzi bo u nas nie ma możliwości oswajania go z innymi ludźmi, a jest zaborczy, kąśliwy, a przy tym strachliwy. Wyjeżdżamy na święta do rodziców i musimy go też zostawić w hotelu. Możemy zabrać tylko Fiźkę, potem wyjeżdżamy na długi weekend i ten jamniko szczekacz też jest dodatkowym problemem. Fiźka zostaje prawdopodobnie u Inki, reszta w hotelu bo dawno zaklepałam, a ten diabeł to problem. Dostaliśmy wpłatę od Pani Małgosi i serdecznie dziękujemy. :-) Dziękuję Agnieszka103 i Zuanna za wpłaty :-) Mam sporo paragonów z żarciem psim do wpisania i wpłatę od Mattilu, Pani Małgosi oraz Agnieszka103 i Zuanna. Postarm się uzupełnić to w tym tygodniu.
  7. No nic, trzeba się pozbierać i coś napisać, cokolwiek. Dziękujemy wszystkim za dobre słowo. Jordi był wyjątkowy - taki człaponek biedny i bezradny, nieszkodliwy i niekłopotliwy. W domu jest dziwnie, w ogrodzie jest dziwnie bo nikt nie krąży wokół domu uparcie dziesiątki razy zamiast sobie przysiąść. Wracam z psami ze spaceru i przez ułamek sekundy myślę, że trzeba na Jordiego poczekać aby go wnieść do domu. Serduszko bardzo go lubi, tak samo jak tę przedziwną Rozę i Gacka. Pusto się zrobiło. Może gdyby przy ostatnim kontrolnym badaniu krwi wet przypisał jego wychudzenie nie tylko problemowi z tarczycą to coś byśmy jeszcze ugrali, ale jak sobie patrzę na zdjęcia z lata to Jordi był na nich normalny, okrągły, a tu nagle w ciągu tak krótkiego czasu jakaś podstępna paskuda tak go wyniszczyła. Z Briną (podhalanką) też byłam jakoś tak dziwnie związana, jak odeszła to złapałam za odkurzacz jak nawiedzona i próbowałam zagłuszyć żal, że to już. Jordiemu M. znalazł miejsce w ogródku dopiero wczoraj, jeszcze rano go pogłaskałam po tym zimnym ciałku i pogadałam sobie do niego. Nie wiem, może mi odbija, ale TZ wziął sobie wczoraj urlop na żądanie pierwszy raz w życiu więc chyba też mu odbija. Gusiaczku, bardzo dziękujemy za bazarek, jesteśmy Ci ogromnie wdzięczni. Mattilu, serdeczne podziękowania za Twoją finansową pomoc i pamięć o naszym DT, dziękuję za wpłatę na konto psiaków. Bardzo dziękujemy za to, że tu zaglądacie.
  8. Taki czas przyszedł, że nakazano nam podjąć decyzję. Inna być nie mogła i nie powinna.
  9. Inka, nie mamy dość, czy jakoś tak. Smuci nas stan Jordiego. Jordi to bezproblemowy piesek, miły, ufny. Nie denerwuje mnie to, że jak dziś musieliśmy wyjść na kilka godzin i po powrocie zastałam potop bo Jordi kilka razy zwymiotował na zielono na tę ogromną pufę-kanapę. To poleciało po jej bokach na drewnianą podłogę i rozlało się pod pufą i musieliśmy pufę wynieść do ogrodu we dwójkę. TZ mył to wężem ogrodowym bo w domu nie da się tego zrobić. Ta pufa psia ma 2 metry długości i jest z mocnej ekoskóry na szczęście. Pod drzwiami zaś zastałam kałużę bo Roza nasikała - razem te dwa staruszki zostały w domu. Niestety żaden nie wytrzymuje dłużej niż 3-4 godziny, a nas nie było 5 godzin. Dość mam tylko wyczynów Beti i Poli - to są niszczycielskie i niereformowalne psiaki, bardzo kłopotliwe i zdaję sobie sprawę z tego, że zostaną u mnie w nagrodę bo nikt ich nie chce. Jordanek jest taki słabiutki, że trzeba go kłaść na legowiska - sporadycznie tylko się przemieszcza, w przypływie jakiejś siły nagłej i wtedy kładzie się tam gdzie stoi jak opada z sił czyli na twardej podłodze. Zaraz jedzie psinka na kontrolę.
  10. Badania i leki Jordiego 135 zł, dziś wieczorem powtórka. Jordi jest w stanie złym, weterynarz podejrzewa jakiś nowotwór, ale nie wie dokładnie gdzie i co. Tak szybkie wyniszczenie organizmu nic innego nie może powodować. Piesek ma mocny stan zapalny organizmu, wczoraj nie przyjmował nawet wody - po napiciu się wymiotował. Dziś zwymiotował tylko raz. Pola i Beti próbują niszczyć nowe panele ogrodzeniowe, zamontowane na siatce ogrodzeniowej, którą wcześniej zmarnowały. Myślę, że musimy zamontować na tym odcinku porządne deski i mieć nadzieję, że nie wpadną na pomysł niszczenia pozostałych boków ogrodzenia. Niestety wszystko wymaga czasu i pracy, a M. czasu nie ma.
  11. Jordi jest w lecznicy pod kroplówką. Czekam na jakieś wieści.
  12. Cisza bo nie chcę nikomu zawracać głowy naszymi jazdami, nie ma co pisać o psich kłopotach, bo są coraz poważniejsze. Z Jordim źle. Z naszą Lady nie najlepiej, mały jamnikowaty łobuz - bo za każdym razem po pięciu minutach w domu leje. Nikt nie dzwoni. I jeszcze te dwie wariatki Pola i Beti. Szkoda komentować.
  13. Jordano właśnie dojadł kolejną porcyjkę i drzemie na kołderce. Bieda z nędzą noszona już jest po schodach z domu i do domu. Przeraża mnie jego wygląd, bo ktoś spokojnie może się pokusić o stwierdzenie, że psa zagłodziliśmy. Ale i tak ma teraz leszy czas. Tuptuś jamnikowaty wrócił z kastracji, zapłaciliśmy 42 zł razem z lekami. Później dopiszę razem z paragonami za mięsko.
  14. Inka + akceptacja fiśniętej bandy dokonana :-) Dziś jamnikowaty ma kastrację, z ogłoszenia na OLX pomimo wyróżnienia cisza kompletna co jest przerażające. Dopisałam pieniądze z naszego bazarku i mamy mini plus na kilka najbliższych godzin. Generalnie martwi mnie jedynie ten jamnikowaty, ma jakieś 20 dni max na wyjazd od nas. Biedny Jordi, skóra i kości, choć ostatnio jada 3x dziennie i zjada to co mu pod nosek się podstawi, a najbardziej smakuje kocia karma tylko on ma potem różne ekscesy żołądkowe jak jada coś innego niż gotowany ryż z mięskiem i warzywami. Tak źle i tak niedobrze. No i jamnikowate z Betiną na wybiegu, Beti choć durna to przynajmniej lubi się bawić.
  15. Podnoszę bazarek.
  16. Inka, no dzięki za niespodziankę :-) Ja nieco taka jestem zrezygnowana przez tego młodego ciapulka, człowiek się bije z myślami w takich sytuacjach.
  17. Witamy serdecznie. Milczymy bo i o czym tu pisać, zresztą i tak głucho, ciemno, cicho i wycofana społecznie mestudio stara się nie zawracać nikomu głowy i innych części ciał niebieskich. Generalnie to Jordi kundelek jest w stanie złym - bywa, że karmię go ręką wkładając do dzioba mięsko po kawałku, a i tego czasami odmawia. Jeden dzień jest źle albo bardzo źle, a dnia drugiego nieco ożywa. Cudów już tu nie zdziałamy w jego wieku. Małe, jamnikowate siedzi w kojcu i uczę go chodzić na smyczy albo sterczę na wybiegu aby sobie polatał. Jest bardzo, mizialski i serdeczny, no i łobuzerski bo jak przyjdzie do domu to rozciąga różne rzeczy, sika i załatwia się. Zrobiłam mu wyróżnione olx i ma czas do końca miesiąca na znalezienie domku. Niestety nasza Lady go nie lubi i atakuje go w domu więc jest kłopot, nie mogę ryzykować i mieć go w domu.
  18. Zaglądam i podnoszę.
  19. Jordi nieco ożył, choć rano znowu nie miał siły jeść, przed 13 przyczłapał do kuchni i czekał więc mu podstawiłam miseczkę i zjadł prawie wszystko. Jednak z chodzeniem jest coraz gorzej, dziś nawet w ogrodzie na prostej ścieżynie się przewracał, a bywa, że w ogóle nie daje rady zrobić kilku kroków. Nic to, starość to czas okrutny zazwyczaj i nie odwrócimy tego ani nie naprawimy.
  20. Ech, Jordanek zjadł mikro kawałek mięska i się poddał, główkę położył i nic, zero chęci do życia. Smutne to bardzo. Bardzo dziękujemy za wpłatę ZUANNA. Dopisałam do rozliczenia pieniążki bazarkowe, Gusiaczku - jeszcze raz wielkie podziękowania. Dziś ma dojść ostatnia wpłata z naszego bazarku to zrobi nam się nieduży plus w rozliczeniu.
  21. Jamnikowe jest cudne, uroczo radosne, zabawne, przymilne niemiłosierne. Właśnie wróciłam z wybiegu i bawił się jak szalony z Beti aż się zziajał. Kochany piesek na krótkich łapinkach. Rozmawiałam z lecznicą i ustaliłam, że podejmiemy decyzję do poniedziałku co i jak - czy przekażemy go przytulisku. Kastracja u nas to koszt jakieś 20 zł w razie czego. Jordanek bida straszliwa, wyniosłam na sikanie i zaniosłam do domku. Nawet nie ma siły dooopki dowlec na niskie posłanko, za chwilę spróbujemy nakarmić biedulka. Inka dzięki bardzo za wysłanie do Doroty, ja tam nikomu nic nie podsyłam bom taka już jest durnowata, a wiem ile ona ma pod opieką tych jamnikowatych cudów.
  22. Ech, Jordanek jest bardzo słabiutki, ledwie żyje bieda taki słaby. Dziś w ogóle nie tknął jedzenia, jeszcze wczoraj po południu dojadł, ale dziś jest skołowany jakby nie miał kontaktu ze światem. Myślę, że on jest starszy niż nam się wydaje, bieda z niego okrutna. Zaraz dzwonię do lecznicy dowiedzieć się jak wygląda sprawa w przytulisku, trzeba zadecydować co zrobić z tym pieskiem. Jestem zła bo za dobę przetrzymania w lecznicy policzyli nas 40 zł - w tym odrobaczenie. Jakaś masakra finansowa to jest. Nie mieliśmy go gdzie zostawić, a ja w poniedziałek musiałam być w Warszawie i wróciłam po 20. Nie mogłam obcego psa zostawić z innymi w kojcu bo on jest napastliwy seksualnie, ma jakiegoś bzika. Psy mogłyby go zaatakować. No nic, po dziesiątej jest to próbuje się dodzwonić i sprawdzić co i jak.
  23. Gusiaczku, piesek błąkał się prawie w polu bo przy ostatnim miejskim domu (pustym), dalej już tylko są 4 km pól i dopiero nasza wieś. Nie jest to tutejszy ciapuś ani przedmiejski z tamtych domów. Straszliwie to to brudne było i głodne. Mieliśmy okrutny dylemat i naprawdę zastanawialiśmy się chwilę czy jechać go łapać no i ciemną nocą w niedzielę podjechaliśmy i szukaliśmy, w końcu przy drugim poszukiwaniu wyszedł i powoli zaczął podchodzić do jedzenia. Głód robi swoje dość często i piesek po pewnym czasie przestał uciekać i dał się złapać. A szukaliśmy nocą bo TZ wracał wieczorem z miasta i on mu kolejny raz przebiegł po ulicy. Bardzo dziękujemy za pieniążki, potwierdzę potem na wątku bo pewnie już są na koncie. Bardzo, bardzo dziękujemy!
×
×
  • Create New...