-
Posts
6128 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Neigh
-
[quote name='Krysiam']Ile masz psów mariamc - chetnie poznam kogos bardziej zwariowanego ode mnie :loveu: Jak patrze na bannerek z Burcia i widze te "krówkowe" szczeniaki to mnie ciarki przechodzą - pomimo że tyle miesięcy minęło[/quote] Tak to zdjęcie jest przerażajace.......o ile się zna zakonczenie. Ja się mogę pochwalić: psy szt. 3 koty szt 3 ( jeden niby tymczas tia......) papuga szt. 1 szyszkowiec szt. 1 świnki morskie szt. 2 żółwie wodne szt. 2 żółwie lądowe szt. 3 rybki akwariowe szt. 3 Cholera nikogo nie pominęłam?:-)
-
[quote name='Krysiam']Wisełko kochana, chcesz jej pomóc? :lol:[/quote] Żeby pomóc, trzeba wiedzieć w czym? Czyż nie:-)?
-
Ja żyłam w przekonaniu, ze Kair był pod opieką behawiorysty - w rozumieniu - behawiorysta go widział, "diagnozował", pracował itp. Okazuje się jednak, ze nie. Neris twierdzi, ze konsultowała go telefonicznie. No cóż......ja wypowiedzi Neris na temat behawiorysty i jego postępów inaczej zinterpretowałam.
-
Doskonale pamiętam Kaira jeszcze w Krzyczkach. Pamiętam gdzie siedział ( słynne Shawshank). Kulał wtedy, miałam go zabierać do p. Małgosi. Jeśli po ponad 10 miesiącach tymczasu u Neris tak sie zachowuje.....to, przepraszam, ale trudno mi przyjąć postawę "wszystko będzie ok, behawiorysta sobie poradzi". Behawiorysta to człowiek, który lepiej niż inni zna zachowania zwierząt, lepiej niż inni umie z nimi pracować. To taki bardziej utalentowany dogomaniak........nie cudotwórca
-
Jestem zdołowana Krysiu, bo trzeba długich, długich miesięcy, by można było W OGÓLE przymierzać sie do adopcji Kaira. O ile kiedykolwiek będzie to możliwe. Ta perspektywa mnie przeraża. Mam niemal same nieadopcyjne psy - trudno wiec, zebym skakała do góry, prawda?
-
Normalne - tu smutno pokiwała głową. Ja nadal mylę imiona, a to już tyle lat....
-
[quote name='andzia69']Neigh - jutro wysyłam skarbonki kurierem:oops: było dużo roboty i wcześniej nie dało się zrobić:oops::oops: Irenaka - trzymaj się...ja parę lat temu w ciągu jednego tygodnia musiałam pożegnać obie swoje sunie:-([/quote] Andzia niechaj Ci dogo wynagrodzi:) Niekoniecznie nowymi psami...... Ja pożegnałam jedną po drugiej dwie suki.........a rok póżniej 3. W ciągu roku zniknęło całe moje stado....
-
z Kairem jest kiepsko... rano merdał na nas ogonem,ale podejśc nie dał do siebie, unikał, uciekał - daliśmy spokój po pracy merdał ogonem i jw. wzięłam krzesełko małe i zaniosłam do kojca, usiadłam z parówką, zaciekawiony podszedł dosyć blisko. pierwszą parówkę położyłam zjadł w kącie kojca, następne brał już z ręki, ale gryzł dalej ode mnie. skracałam odległość między mną a ręką i na koniec podszedł pod same moje kolana. jak już nic nie miałam szczekał na mnie i mruczał i tak siedzieliśmy na przeciw siebie dosyć długo. w końcu się położył i zasnął. (do budy w ogóle nie wchodzi, głównie siedzi, rzadko się kładzie, zasypia na siedząco) ponieważ nie sikał od wczoraj, chcieliśmy zabrać go na spacer, do ogródka, ale na smyczy. nie dał podejść do siebie warczał i rzucał się na poważnie, mąż założył mu pętelkę ze smyczy w rogu kojca i usiadł na budzie i go głaskał - dał się głaskać. dramat zaczął się gdy chcieliśmy go wyprowadzić, bronił się tak zajadle, że zrobił kupę pod siebie 2 razy. tarzał się, my go nie ciągnęliśmy, wszystko działo się w jednym miejscu. smycz z szyi musieliśmy zdjąć drucikiem zza kojca (nie zauważył nawet, bo siedział tyłem), bo strasznie się rzucał z zębami, a smycz trochę się zacisnęła. jestem trochę podłamana, bo zniweczyłam ten czas z kojca, potem po akcji ze smyczą już parówki nie chciał brać ode mnie, nawet z daleka. nie wiem jak go wyprowadzić z kojca na sikanie, nie chcę już go brać na pętlę ze smyczy i nie chcę patrzeć na jego przerażenie. on sprawia wrażenie strasznie zmęczonego, umęczonego strachem. zasypia na siedząco, z pochyloną głową, jakby skuloną. żal za serce ściska. . nie chcę umacniać w nim zachowań lękowych, a martwię się tym, ze nie sika (chyba, ze sika na siatkę kojca i tego nie widać). nie bedę zakładać mu obrozy, jesli się boi, nie bedzie wychodził z kojca, jesli się boi. chcę zyskać jego zaufanie, by wiedział, że nic mu nie zrobię. bał się, nawet jak kasłałam, boi się gwałtownych ruchów (bawiłam się z innym tymczasem piłkąw ogródku i piłka upadła blisko kojca Kaira, gdy po nią sięgnęłam, on uciekł - syndrom wiejskiego psa, w którego rzucano kamieniami) Kolejny mail: znowu siedziałam z Kairem On nie chowa się do budy, lezy na deskach (w kojcu jest podłoga z desek) i się trzęsie. zaczął leżeć tam, gdzie siedziałam na krzesełku (wczoraj i do południa leżał koło budy wcisnięty w kąt), poszłam z kocykiem dla niego (podszedł jak weszłam, powąchał rękę, ale pogłaskać się nie dał, a ja nie nalegam) i w tym miejscu gdzie teraz lezy położyłam kocyk i sama tam usiadłam bokiem, ignorując go. znowu mruczał na mnie,zasypiał na siedząco, w końcu się położył. zmniejszył dystans między nami - siedział przed budą, a nie prawie za jak wcześniej. to, ze się położył przy mnie, też jest malenkim kroczkiem do przodu. rano śniadania przy mężu nie tknął, musiał wyjśc z kojca, przy mnie obiad zjadł, odeszłam od miski na jakiś metr, bedę tę odległość zmniejszać stopniowo. nie wiem czy jest się z czego cieszyć. strasznie się martwię o niego. zrobił siku w kojcu. wreszcie
-
Mówiąc w skrócie myślę, ze jest w najgorszej formie psychicznej z zabranych psów...... Wkleję relację
-
Radar to pies mi szczególnie bliski........W jakimś sensie uratowałam mu życie. Chociaż.....wiary to we mnie ( przyznaję wielkiej nie było). Nawet wet u której go zostawiłyśmy nie dawała wielkich nadziei. Ale widać ma on jeszcze jakąś misję tu na ziemi do wypełnienia. Żyć chciał jak mało kto...... Pojękujący kawał brudnego, rudawego futra okazał się super psem. Dupa na Radarach ( przepraszam nie mogłam się oprzeć ) hihihih
-
[quote name='auraa']Dziś miałam kolejny telefon. Dzwonił facet ze stadniny. Odeszła im suczka a druga bardzo tęskni ale mała miałaby być cały czas na dworzu.:razz:[/quote] W stadninach to jest tak, że pies żyje sobie sam sobie.......nieeee wiem. Gdyby chcieli jeszcze jakąś bidę..........ale szczeniak. Często bywam w różnych stajniach ( jezdzę w końcu nie?). W większości są psy......nawet kilka. Nikt nie bije, ale nikt też się specjalnie nei zajmuje/przejmuje. Pies sam musi nabrać rozumu........
-
Mam informacje z nowego miejsca pobytu Kaira.......ale nie wiem czy mam je wklejać......dołujące są.
-
To przecież jest jasne.......
-
Załuż, ale myślę - ze tu też miło poczytać czasem coś optymistyczniej brzmiącego. ( tfu tfu na psa urok). Przy tym niefarcie, to sie nawet nie ośmielam czuc zadowolona. A co do facetów. Nieufność......hmmm powiem tak - oznaczać, to może tyle, że i tak sie z własną płcią solidaryzuje. Tygrys miał początkowo silne postanowienie wprowadzenia seksmisji na własną łapę.....
-
Czyli jednak mieszkaniowy.......tak myslałam. I pomyśleć sobie, ze może kiedys, gdzieś ktoś za nim płakał. W końcu nie można zakładać, że wszystkie krzyczkowe, to wyrzucone. Te psy, które miały dobre domy przedtem.......to widać. Psychicznie lepiej zniosły. To tak jakby ten straszny czas nie zabił w nich wszystkiego. W przypadku Dupka dodatkowo liczy sie jeszcze charakter. Zawsze mnie zdumiewała ta jego "siła spokoju". Moim zdaniem, on nie jest dupowaty, tylko to jest zwyczajny stoik:-). A co mu tam.......... Zresztą sie przekonamy. Aguś, jak tylko pojawią się na koncie fundacji ( już powinny być ) pieniądze na Hektora od p. Teresy S ( 200 zł ) to zabierzesz go na przeglad do Ady? Ot tak na wszelki wypadek.......dobra? I wiesz co Mała? eeeeee Ty już wiesz co:-)
-
Dowiedziałam się właśnie, że autem jezdzic ni umi. W takim razie skoro był, to uprzejmie informuję - telefonów w jego sprawie......ZERO.
-
Wiecie.......ja bym coś tym ludziom robiła......a przede wszystkim odbierała prawo do posiadania zwierząt...... Neigh na prezydenta! I na bank wszelkie prawa zwierząt przejdą.......A cała reszta i tak się nie zmieni:-)
-
Ja nie miałam gazety. Wiem jedno - nikt nie zadzwonił. W tej chwili pewien rudy Dupek podąża na tymczas do Gusi. Nie oznacza to, że nie szuka domu. Owszem szuka........na razie chcemy się dowiedzieć, czy nadaje się na psa miastowego. Cała reszta z "naszych" wymaga domów z ogródkiem - pytanie skąd je brać..... Moze chociaż Dupka sie uda przeflancować do miasta. Czekamy na rewelacje Gusi:loveu:
-
Uwaga - pilnie poszukiwany młody psiak w typie ratlerka. Ma być malusi - bo to do towarzystwa dla starszej osoby. Wprawdzie nei podoba mi się, ze ma być młody.......no ale moze to akurat do wyperswadowania. Znacie odpowiedniego kandydata? Niestety suńka odpada.
-
Czytasz w moich myslach, właśnie miałam prosić, żeby ktoś sprawdził, czy jest Dupek:-)
-
Patula w cudnym domku!!! Można już płakać z radości !!!!
Neigh replied to irenaka's topic in Już w nowym domu
Weź daj spokoj, przecież nie staż decyduje o wrażliwości człowieka. On, owszem, czasem daje pewną hmm rutynę, doświadczenie .......bardziej w temacie kogo warto unikać. Bo psy, jak to psy zawsze takie same. Dziewczyny jeszcze jedno jest istotne - miesięczny koszt leków Tygrynia to ponad 100 zł. ( ach ten bromek......). Niestety leki psów są pełnopłatne. Do kosztów utrzymania Patosa, trzeba doliczyć jeszcze tę kwotę. -
Ewa ja o tym po prostu wiem. Pamiętam jak chowaliśmy naszego pierwszego kota. Staliśmy tacy na maksa zaryczani. To był mój pierwszy własny kot w życiu. Wcześniej nie mogłam mieć, bo moj ojciec nienawidził kotów. No i .......nagle patrzę, a na polu coś się porusza. Wiem to niewiarygodne, ale tym polem wlókł się kot........potwornie zmaskarowany. Samochód go potrącił, miała ( bo to kotka była ) złamaną miednicę.......obie nogi. Wet powiedział - albo auto albo .......łopata. Jakim cudem się dowlokła ....nie wiem. Ale głęboko wierzę w to - że gdzieś tam ......poszedł sygnał : czołgaj się Kicia - miejsce sie zwolniło. Nie miałam czasu na rozpacz, żałobę - bo musiałam ratować to życie. Wierzę, ze tak właśnie miało być. Przeżyła jeszcze długich 9 lat - odeszła w zeszłym roku. Mieszkała u mojej najlepszej przyjaciółki. Której wyszła alergia. Kota nie oddała, po prostu czasem się podduszała. A Tola? Znalazłam ją wracając z badaniami Sake. Kiedy wiedziałam, ze dla mojego psa nie ma już ratunku. Ze chłoniak wygrał. Jechałam wolno......bo trudno się prowadzi, jak się drogi nie widzi........ Nooo moze dlatego zauważyłam Tolę leżącą pomiędzy pasami. Zgarnęłam, wrzuciłam na tył.........i pomyślałam sobie "jeśli to jest suka.......ech"
-
Opowiem Wam dwie historie, które sie moim zdaniem łączą. Otóż....dwa dni temu odezwała się do mnie moja "kocia koleżanka". Wyjezdza na niedługo wprawdzie, ale bardzo, bardzo daleko. Jej dwa koty pozostają pod opieką Rodziców. Poprosiła mnie ........że gdyby co. Gdyby któryś sie rozchorował, zwiał, gdyby jej się coś stało....Obiecałam ratować jak własne. Uff - odetchnęłam - powiedziała. Musiałam im zapewnić taką opiekę. Często sie zastanawiam co by sie stało z moim zwierzyńcem gdyby mnie zabrakło - mysl, ze któreś wyladowałoby w schronie - przeraża mnie. Jeśli się kogoś kocha stara się go zostawić w jak najlepszych rękach prawda? Czy nie sądzicie że nasze psy odchodząc wolałyby nas zostawiać w jakiś dobrych łapach? Z kimś, kto ich zdaniem, zadba w odpowiedni sposób? Wyliże niemowlaka ( jak moje śp Alfa i Tequila mojego 3 dniowego synka - bo co ta durna wie o szczeniakach??? ), będzie krecił kólka i przyglądał się nerwowo każdemu w kaloszach jak Tygrys? Bo przecież ta durna pani zabłądzi, a jak toto bez węchu do domu trafi? I jeszcze ją ktoś pogryzie...... Mój pierwszy pies Gaj foxterier szorstkowłosy ( oj nie byłam dobrą pania, nie) wpadał w panikę, kiedy zaczynałam płakać. Nawet tak sie bawiliśmy - ja zakrywałam twarz rękami i udawałam ze płaczę, on biegał, skakał , lizał Kiedyś zaczęłam przy nim płakać naprawdę. Miałam wtedy z 9 lat. Wyłam jak diabli z jakiegoś powodu. Najpierw biegał wokoł mnie, probował lizać, wpychał sie pod rece. Ale to nie pomagało. I wiecie co zrobił? Usiadł obok i zaczął wyć:-) Nie umiał pomóc to sie przyłączył do smutku. Powtarzam, naszym ukochanym czterołapnym byłoby lepiej, gdyby wiedziały, ze ich człowiek nie jest tylko z innymi człowiekami. Stado bez psa? A co to za stado?