I to jest właśnie nieco hmm niezrozumiałe. To znaczy nie mam wątpliwości, że to była właścicielka, wiedziała o braku zęba na przodzie, guzie na podbrzuszu i boku i takich tam. Psica zareagowała na imię, ucieszyła się na widok właścicieli, bo dwoje ich było, po czym wlazła pod stół i położyła się przy hmm.........moich nogach. Ja sobie raczej euforyczną scenę powitania wyobrażałam.........ale nic to.
Przepytani na okolicznośc zaginięcia powiedzieli: w sobotę pies był z panem w Markach na zakupach, ale ponoć urwała się ze smyczy, którą przegryzła na Służewiu gdzie mieszkają. Początkowo liczyli, że wróci sama. Mają ogródek z którego wychodzi ( szok.........) pobawić się z psami.......i sama wraca. Kiedy tym razem nie wróciła zaczęli szukać. Zaginęła w sobotę, miała na szyi niebieską obroże i jak rozumiem resztki smyczy.......
W sobotę ją widziano ( jeśli to ta ) w okolicach Radzyminskiej, w niedzielę o 17 zabrałam ją ja........
Jakoś tak się nie do końca kupy trzyma, ale może jestem przewrażliwiona.
Fajne te Husky tak na marginesie:-)