-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Bo dla haszczaków i spółki powinno się zaczynać od 1% ;)
-
Metody pracy hodowlanej :diabloti: jak to zaliczysz, to już raczej nic gorszego Cię nie spotka. Mi biochemia podobała się bardziej niż zwykła chemia; jest bardziej opisowa i w sumie pamięciowa; nie ma horroru z zadaniami ;)
-
Biały lonżowany konik, czyli jack russell terrier Jax i ferajna - zapraszamy!
Martens replied to LadyS's topic in Foto Blogi
[quote name='ladySwallow']Nasze rozmowy wyglądają bardzo podobnie, jeśli chodzi o dialog z naszymi psami :lol: Co chwilę któraś przerywaa, żeby powiedzieć psu, co o nim myśli, a druga jest tak przyzwyczajona, że nawet nie reaguje :evil_lol: [/QUOTE] Moja babcia nadal się nie może przyzwyczaić, że czasem kiedy gadam z nią przez komórkę, nagle ryczę "WYPLUJ!!!" :evil_lol: Jax na fotach do góry kołami w pierwszej chwili wydał mi się białym bullowatym :lol: i dopiero po chwili mózg mi zaskoczył, że ja przecież u Was, a nie w świniakach jestem :evil_lol: -
To zależy, jak te zajęcia wyglądają, bo jeśli jest to praca ze szczeniakiem i skupianie go na sobie plus obok tego jako miły dodatek socjal z innymi psami i zabawa (wspaniale jeśli z elementami skupiania na właścicielu przy takim rozproszeniu) to ok - natomiast jest masa przedszkoli, w których szczeniaki traktuje się jak nierozumne oseski i zamiast uczyć czegoś, po prostu puszcza się je, żeby się bawiły w gromadce. Ten opis tym niestety pachnie, dlatego ja bym najpierw sprawdziła, jak te zajęcia wyglądają.
-
Obawiam się, że ta obojętność to nie moje dzieło :p bo on po prostu od samego początku tak miał. Chyba bardziej kwestia genów i nakierowania na mnie, przez co czasu na latanie do obcych brakowało ;)
-
No niestety, dla niektórych "publiczne" znaczy "niczyje"; taka mentalność - pewnie dlatego mamy taki syf na polskich ulicach, w lasach, etc.
-
Jeśli to jest mix husky, to można się spodziewać wszystkiego, szczególnie jeśli ojciec nieznany ;) Chcę Ci tylko uświadomić, że izolując psa od osób innych niż domownicy czy bliscy przyjaciele, nie wychowasz psa nieufnego, tylko lękliwego albo agresywnego. Nawet z rasami typowo nieufnymi z natury tego typu trening zaczyna się po ukończeniu pełnej dojrzałości przez psa i ta nieufność, jeśli ma się pojawić, to przychodzi sama. Próby sztucznego jej wykształcenia zwykle kończą się albo agresją, albo lękliwością psa (a to chyba jeszcze gorsze). Jeśli jest sytuacja, że nie ma kontroli na tym co się dzieje z furtką, to ja bym po prostu proponowała odgrodzić psu część podwórka, wybieg, na którym mógłby przebywać w dzień bez obaw, że ktoś go wypuści albo zostanie skradziony. Liczyć na to że sam nie wyjdzie, szczególnie husky, to trochę utopijna wiara ;)
-
Nie wiem, gdzie jesteś, ale u mnie tylko pierwszy rok był taki lajtowy :diabloti:
-
Popytaj o weta, który zajmuje się konkretnie problemami skórnymi; internistów niestety często to przerasta...
-
karenina, bo wszystkie małe psy mają w stosunku do swoich rozmiarów większe zapotrzebowanie niż duże rasy. Co do głodu - żołądek musi się skurczyć i przestawić na mniejsze a treściwsze porcje bez wypełniacza, więc akurat wilczym głodem przez pierwsze kilka dni bym się nie przejmowała; patrz czy pies nie traci na wadze.
-
[quote name='nektarynka'] socjalizacja szczenięcia nie polega na trzymaniu go na lince i na nauce skupiania jego uwagi na osobie właściciela - to niezgodne z naturą. To tak, jakbyście Państwo posłali swoje dziecko do szkoły i zabronili mu zabaw i kontaktów z rówieśnikami, a nakazali mu tylko i wyłącznie rozmowę z rodzicami i ich znajomymi.[/QUOTE] Na wątku o Millanie jest pani, która według takich zasad była w psim przedszkolu z owczarkiem niemieckim - w wieku pół roku pies musiał być traktowany przez szkoleniowca "metodami siłowymi", bo nie była w stanie nad nim zapanować przy innych psach. Wszystko z umiarem - zabawa z innymi psami jest młodzikowi potrzebna, ale nie zamiast pracy z opiekunem ani stawiana powyżej niej. Nienaturalne to jest zresztą puszczanie psów w takiej obcej gromadzie - psowate w naturze bawią się praktycznie tylko z członkami swojego stada, swoją rodziną, jeśli już autor tych zasad tak strasznie chce się odwoływać do "praw natury", których sam nie rozumie. Ja bym na twoim miejscu dopytała na czym dokładnie polegaja zajęcia i jeśli faktycznie ma to być ganianie z innymi psami przy olewce właściciela czy stawianiu go na drugim planie, to zrezygnowała z takich usług.
-
A czy te bezpańskie psy o których piszesz tworzą stada o wilczej strukturze, czy też takie luźne struktury jak dingo? Bo nie wiem, do czego zmierzasz z tym przykładem... Akita akurat nie jest najlepszym reprezentantem psa domowego jako takiego ;) jako jedna z pierwotnych ras. I to, że były zdolne przeżyć, też nie znaczy, że stworzyły ściśle wilczą strukturę stada.
-
[quote name='anias79']weci mówili mi o zastrzyku ale jednocześnie odradzali takie rozwiązanie, bo dość , że koszt jest porównywalny ze sterylizacją, to jeszcze na dodatek więcej niż pewne jest to, że sunia będzie mieć powikłania typu ropomacicze, a wtedy i tak konieczna jest sterylizacja...[/QUOTE] I maja rację. Lepiej zaoszczędzić suni tego, jak i obciążania organizmu ciążą, porodem, odbieraniem młodych, tylko wysterylizować po cieczce. USG trochę bez sensu - jeśli raz sunia nie była dopilnowana, to niestety może się to zdarzyć kolejny raz, i znów nerwy... Lepiej sobie tego zaoszczędzić i wysterylizować czy zaszła, czy nie.
-
Mój obcych ludzi traktuje jak powietrze. Mogą go głaskać, dotykać, nawet po głowie - on ich praktycznie nie zauważa, zajmuje się swoimi sprawami. Za to gości przychodzących do domu lubi i wykorzystuje do zabawy i drapania :diabloti:
-
[quote name='Terror Squad']Pies świetnie dogadywał się z innymi starszymi (jak i młodszymi) psami, które jak to w psiej hierarchi zawsze go traktowały jako takiego knypka co sie placze pod łapami. Jak to szczeniaczek czasem był ustawiany przez inne psy, nigdy w jakis "hard corowy" sposób, ale był świadkiem nie raz,że te inne psy czasem rozwiązywały swoje problemy siłowo, ale ,ze tak to ujmę wszystko trzymało się pewnych norm czyli nie dochodziło do krwawych jadek czy nad wyraz agresywnych zachowań u tamtych psów przy których mój pit bywał. Jednak faktem jest,ze pies od psa sie uczy i mogło mieć to wpływ na pózniejsze zachowanie wciąż małego pita, który jeśli zastosuje tą samą metodę co inne psy w stadzie to zrobi to wg. "możliwości swoich genów" a to oznacza juz konkretną sytuacje, która nie przerwana może skończyć się tragicznie. [/QUOTE] Dlatego właśnie ja starałam się sama stopować swojego w zabawach z innymi psami, kiedy przeginał - żeby nie dopuszczać do tego, że karcą go inne psy - nawet bezkrwawo, żeby nie przejął tego zachowania. Mój psa potrafi spokojnie minąć, o ile nie jest to pies duży, który ma zaczepną mowę ciała, patrzy mojemu w oczy, wyraźnie szuka konfrontacji - wtedy zdarza się, że mojemu psu puszczają nerwy i jeży się, warczy czy próbuje wyskoczyć do ataku. Z tymi punktami nie do końca się zgodzę, bo mój pies na przykład nie przepada za dotykaniem ud, zadu, łap, za to głowę i grzbiet sam wystawia do drapania, więc myślę, że to też indywidualna kwestia tudzież przyzwyczajenie psa.
-
Tylko to by oznaczało, że ten kleszcze "przechował się" (na mnie, na psach?) 2 dni...
-
Po opisie ja jestem za eutanazją. Pies nie widzi, nie słyszy, nie je, chudnie, nie może normalnie biegać, a do tego jeszcze te piski - to chyba raczej nie jest objaw komfortu życia. On ma 17 lat, już nie odmłodnieje, nie zrobi mu się lepiej. Ja bym poważnie rozważyła uśpienie. Popatrz na psa, zobacz ile on ma z tego życia radości i beztroski, a ile trudności i cierpienia, i zdecyduj...
-
A u mnie staffik jest zaczepiany na okrągło, bo 90% ludzi myśli że to szczeniak pitbulla, a szczeniaczek wiadomo, słodki niegroźny - aczkolwiek zwykle kończy się na ciumkaniu i gadaniu; głaskać rzadko ktoś próbuje jak nie zaproponuję. Śmiesznie jest za to jak w trakcie uświadamiam kogoś, że to nie szczeniak, tylko 2-letni pies, i zszokowani zabierają ręce :lol: Tylko z nim sobie tak pozwalam, bo on od małego miał obcych w nosie, nawet jak go głaskali to zachowywał się jakby nie istnieli, wychodził spod głaszczącej ręki wąchać trawę, w ogóle na nich nie patrzył - po prostu powietrze. Z cmokającymi radzę sobie tak, że jak ktoś mi na Buca cmoka, to luzuję smycz i zaczynam iść w jego stronę :evil_lol: zwykle cmokanie ustaje i pojawia się wielka konsternacja i oddalenie się w pośpiechu. Jeszcze nikt nie skomentował, i dobrze, bo spytałabym, czemu robi ze mnie idiotkę; przecież cmoka na pieska to chyba chce żeby podszedł :diabloti: No ale to wszystko się udaje, bo on ani się do obcych nie cieszy, ani nie jest agresywny; gdybym miała dużego psa, który mi tak na to reaguje, to chyba bym osiwiała, albo z wiatrówką wychodziła i zdejmowała po kolei ciumkających :evil_lol:
-
Jak zmienia zęby to uszy raz będą idealne, raz jak pompony... Samo minie ;) Jak geny dobre, to nie trzeba lepić. Zęby spróbuj delikatnie wybujać na szmacie albo daj mu dużą surową kość do gryzienia. Jak w kilka dni nie polecą, idź do weta, żeby wyrwał, żeby stałe krzywo nie wyrosły. U nas też był taki problem, ale z dolnymi.
-
A poszedłeś do pierwszego lepszego weta czy poleconego...? Jak stały ząb jest już widoczny, mleczak powinien być usunięty jak najszybciej. Im dłużej siedzi, tym większe ryzyko, że stały urośnie krzywo, a to nie tylko kwestia ocen psa na wystawach, ale też później problemów dentystycznych, kiedy krzywy stały kieł uciska podniebienie czy dziąsło, robią się stany zapalne... Co do skóry brak słów - typowe podejście konowała, antybiotyk w ciemno. Pierwsze co powinno być zrobione to zeskrobina skóry (potrzebne kilka minut i najprostszy mikroskop), żeby wykluczyć świerzbowca i nużycę (na którą psy błękitne są szczególnie podatne). Po wykluczeniu powyższych dopiero powinno być zastanowienie, czy alergia, czy infekcja, czy jedno i drugie (bo infekcja często jest powikłaniem alergii), i czy infekcja bakteryjna czy grzybicza, czy to i to... Jeśli objawami jest tylko świąd i wyłysienia, to najbardziej prawdopodobna jest alergia i/lub grzyb. I żałuję, że nie wiedziałam tego 2 lata temu, kiedy zaczynałam tułać się z problemami skórnymi swojego psa po weterynarzach.
-
[quote name='SzalonaNakrętka']Skoro osoby obce, które dla mieszkańców domu nie są kimś ważnym moga się z nią bawic, to tak jakby każda przechodząca osoba mogła to robic. Na jedno wychodzi.A Pies przyzwyczajony że przechodzące osoby się z nim bawią może sie sam dopraszac u nich tego.[/QUOTE] Nie, nie wychodzi na jedno. Osoba wpuszczana przez Ciebie na Wasze podwórko i akceptowana tam to nie to samo co przypadkowa osoba na ulicy. [quote name='SzalonaNakrętka']Sunia nie ma byc alarmem a jedynie nie jest naszym życzeniem żeby bawiły się z nią przypadkowe osoby jak np listonosz, czy panie zbierające na kaplicę, bo potem zdarzają się wypadki że pies wychodzi za nimi i znajduje sie dopiero po kilku dniach jak któryś z sąsiadów życzliwie odprowadzi, albo powiadomi gdzie jest. Pies miał byc łagodny dla dzieci(małe dziecko w domu), żywy,energiczny jako motywacja do ruchu dla mnie[/QUOTE] Tym bardziej nie rozumiem wyboru rasy, bo husky jest właśnie taki jak nie chcesz żeby był - pomijając nieliczne wyjątki, będzie się bawił z każdym kto mu to zaproponuje. Troszkę historii rasy - te psy były narzędziem pociągowym, często co sezon zmieniały właściciela, były jednorazowo pożyczane komuś w trasę... One nie mogły być nieufne wobec obcych - mało tego, każdą osobę, którym je przekazano, musiały traktować praktycznie jak właściciela. Jest masa psów, które lubią dzieci, same wymagają ruchu i do niego motywują, a jednocześnie są z natury nieufne do obcych. Husky się do tej grupy nie zalicza. I nie bardzo rozumiem sytuację - ktoś samowolnie wchodzi do Was na podwórko, a potem co, sam wychodzi, wypuszcza psa, nikogo przy tym nie ma? Mało który pies nie skorzysta z okazji na wycieczkę - a już na pewno nie husky. Tu problem nie leży w wychowaniu psa, tylko w Waszej kontroli nad tym co się dzieje. Jeśli wy nie ogarniacie, kto wchodzi i wychodzi, czy furtka jest otwarta, to nie oczekujcie, że pies będzie ogarniał :roll: Jak już pisałam - izolując szczeniaka od obcych masz wszelkie szanse na wychowanie psa lękliwego lub agresywnego. Chęci do ucieczek tak nie zniwelujesz. Naprawdę nie rozumiem przy tych oczekiwaniach decyzji o wzięciu psa, którego zabawa i łaszenie się do złodziei są wręcz przysłowiowe, i wcale nie wynikają ze złego wychowania, tylko psychiki tej rasy.
-
[quote name='SAIKO'] Jeżeli nie wilk to za przykład niech posłuży dziki pies afrykański. Nie zaszkodzi też pójść do zoo i poobserwować sobie zachowanie tych że psów w naturze (pseudo).[/QUOTE] Ale czemu on, skoro wilk jest psu najbliższy genetycznie z psowatych? [quote name='SAIKO']To, że psy żyją w symbiozie z człowiekiem nie oznacza że ich natura tak bardzo się zmieniła od np, dzikich afrykańskich pobratymców. W każdej chwili niewychowane i niepilnowane wykazują najdziksze instynkty, czego przykładem są choćby pogryzienia...[/QUOTE] Mój królik też wykazuje najdziksze instynkty; jak raz urąbał mnie w palec to krew się polała ;) I czego to dowodzi? Że ma naturę wilka? [quote name='SAIKO']wilki - psy to krewni wilka, nie ma dwóch zdań, co z tego ze nia maja identycznych wzorców zachowań, ale hierarchia i dominacja jak najbardziej jest zachowana. psy wałęsające sie bezpańsko tworza stada, w których jest to nadal zachowane. Podejrzewam ze regresja do wzorów wilczych nastapilaby bardzo szybko na przestrzeni dwoch trzech generacji - prawo do pokrywania przez alfe, karmienie szczeniat itd.[/QUOTE] Na jakiej podstawie to piszesz? Bo ja na podstawie własnych obserwacji, obserwacji ludzi pracujących z dużymi grupami psów, badań naukowych twierdzę, że tak nie jest. Jak to czytam, mam wrażenie, że w ogóle nie widziałeś sfory wałęsających się psów. To są luźne grupy; najstabilniejsze kiedy jakaś suka ma cieczkę :evil_lol: i wtedy mamy "alfę" czy raczej przerażoną uciekającą samicę, i jej "sforę" czyli napalonych absztyfikantów, żrących się między sobą jak... ludzie, co chwilę od nowa, czego efektem często są poważne rany, co u wilków jest rzadkością, bo hierarchia jest dawno obcykana. Po tym okresie suka zostaje zazwyczaj sama z miotem, pieski się rozbiegają, a to same, a to po dwa, wpadają pod samochody, jedzą ze śmietników, etc. Gerta pisała też, jak to wygląda w Celestynowie - może jedź i zobacz? Były próby umieszczenia grup psów różnych ras w warunkach zbliżonych do naturalnego rezerwatu i obserwacji, które rasy są w stanie stworzyć stabilne stado. Według Ciebie powinno to nastąpić raz dwa, a wcale się tak nie stało, psy nie potrafiły stworzyć takiej społeczności, albo ciągle popadały w konflikty, albo tworzyły się małe grupki. Ogromna większość nie miałaby szans przetrwać w warunkach dzikich. O dziwo nawet z husky to nie wypaliło; najbardziej stabilną grupę stworzyły... pudle :roll: prawdopodobnie ze względu na swoją inteligencję i niekonfliktowy charakter - ale to też nie była struktura wilczego stada. Czytałam o tym bodaj u Corena, dokładnie nie pamiętam, ale postaram się znaleźć. Co dalej - dingo. To nawet nie jest wilk czy dziki psowaty - to jest pies domowy wtórnie zdziczały, na baaardzo wczesnym etapie udomowienia, od tysięcy lat żyje na dziko - i nawet on nie tworzy takiej struktury stada jak wilk! (A jak to jest u nich, to bardzo ciekawy temat) Jak więc może ją tworzyć żyjący od kilku tysięcy lat na ludzkich kolanach pekińczyk? Dingo zachowują się jak nasze psy. Nie ma rozmnażającej się pary alfa - jak suki mają ruję, podążają za nimi gromadki samców, i to suka wybiera partnera. Patrz, zupełnie jak u bezdomnych psów o których pisałam, tylko że nie żrą się tak mocno, bo te co tak miały, dawno zginęły i nie przekazały genów. No i gdybyś miał rację z tymi alfami i wilczymi zachowaniami, to co z hodowlą psów? Hodowca dopuszczający samca do krycia czy pozwalający suce mieć miot automatycznie spada niżej w hierarchii? :razz: To się nie trzyma kupy. [quote name='SAIKO'] W walkach o terytorium wilki walczą na śmierć i życie. Nie mówię o walkach o dominację. Sporo jest tego w sieci trzeba tylko dobrze szukać i dokładnie czytać, do tego filmy dokumentalne.[/QUOTE] [quote name='SAIKO']Beatrix; nigdzie nie napisałem, że dochodzi do nich często, także nie napisałem, że są priorytetem -> że są od razu, bez wcześniejszych ostrzeżeń itd, natomiast napisałem, że jeżeli dochodzi do spotkania konsekwencją jest walka...;-).Więc nie mów mi, że dzikie wilki gdy już się spotkają (oko w oko) to nie walczą o terytoria tylko wolą się wycofać -> jeżeli to robią to i tak jedna ze sfor będzie je ścigać. Poza tym człowiek nie monitoruje "wszystkich" sfor i tak naprawdę nie wiemy jak często dochodzi do spotkań.[/QUOTE] A co w takim razie ma do rzeczy walka o terytorium do dominowania człowieka z tego samego stada? Nawet zakładając, że walki na śmierć i życie o terytorium są faktem (a nie do końca) i odziedziczyły to nasze domowe psy, to wcale nie znaczy, że musiały też strukturę stada z alfą. Pies jest przekształconym genetycznie (a więc eksterierowo i psychicznie) wilkiem. Czyli nie jest jak przez kalkę. No i chyba czytamy inne rzeczy, bo ja czytałam o stadach zaprzyjaźnionych, które na północy z okazji wędrówek za zwierzyną wręcz się odwiedzają ;) Im większe zagęszczenie wilków na terytorium, tym intensywniejsze walki; kiedy populacja mała a obszar duży, to nie ma o co walczyć, a już na pewno nie na śmierć i życie, bo gdyby tak było, nigdy byśmy wilka nawet na zdjęciu nie zobaczyli, bo dawno by same wymarły... Skrajnym przeciwieństwem tego są np. TTB - dzieło człowieka, które bez stałej kontroli człowieka miałoby marne szanse przetrwania w warunkach dzikich właśnie z powodu bardzo łatwej do rozdmuchania chęci do walki z przedstawicielami swojego gatunku... I to walki na śmierć i życie, nie o dominację, podczas gdy na chłopski rozum, żeby gatunek przetrwał, jego przedstawiciele nie mogą się okaleczać, ranić, wyniszczać, szczególnie przy takiej strategii rozrodu jaką mają wilki. TTB albo by wymarły, albo baaardzo szybko i drastycznie ewoluowały w wersję o odmiennych cechach psychicznych. I na nich najlepiej widać, że pies nie traktuje człowieka jak innego psa. Jedna z podstawowych cech TTB to w uproszczeniu agresja wobec innych psów, baaaardzo łatwa do obudzenia, a ogromna wrodzona łagodność i tolerancja wobec człowieka. One nie traktują nas tak samo jak przedstawicieli swojego gatunku, a skoro one są zdolne do postrzegania takiej różnicy, to czemu inne rasy nie?
-
No to trzeba popracować jak z młodym psem przy nauce wykonywania komend w rozproszeniach - zaczynać od najmniejszej odległości w jakiej jeszcze ten pies nie wywołuje reakcji i nagradzać posłuszeństwo, i stopniowo zmniejszać odległość. Jeśli zaczyna się znowu drzeć - bez ceremonii zabierać, do domu albo na dalszą odległość od psa. U psa lękliwego co prawda mogłoby to nasilić agresję (hurra, wypyszczam się, to zabierają mnie od potwora), ale jeśli ona z frajdą sama dąży do kontaktu z psem to właśnie uniemożliwienie jej tego i oddalenie będzie karą.
-
A "karny jeżyk" czyli po wyskoku natychmiast warowanko na komendę dłuższy czas? Ale to byś musiała popracować nad komendami, posłuszeństwem.
-
[quote name='omry'] Nie chodzi inaczej, zawsze jest na smyczy. Zawsze idzie przy nodze, ale tu pies wyjdzie zza rogu, a tu sam do niej podbiegnie i pozostaje mi już tylko ją szarpać i odganiać obcego.[/QUOTE] Bierz Torikę za siebie i wchodź między psy. Z yorkiem to nie będzie fizycznie trudne, a obcego psa zwykle zniechęca gdy między niego a jego psi obiekt zainteresowania wchodzi obcy człowiek o zdecydowanej postawie. Odzyskasz kontrolę nad sytuacją i Torika dostanie lekcję, że to Ty decydujesz czy dojdzie do spotkania, zamiast obserwować jak miotasz się, nie mogąc ogarnąć ani jej, ani obcego psa.