-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Czyżby kolejna osoba żyjąca w przekonaniu że staffik to zdrobnienie od "amstaffika"? :evil_lol:
-
[quote name='SAIKO']Niemal każdy dominujący samiec nie pozwoliłby na zachowania dominacyjne gówniarza i zaraz sprowadziłby go do pionu chociażby samym warknięciem, czy przyciśnięciem do ziemi. [/QUOTE] No to mamy odmienne obserwacje, bo z tego co ja zauważyłam, te najbardziej pewnie siebie psy kompletnie nie reagują na zaczepki szczeniąt w tym wieku - czyli praktycznie niedawno zabranych od cyca. Ostre ustawianie zaczyna się najwcześniej koło 5-6 miesiąca. Poza tym bezkrwawe usadzenie szczeniaka też trudno nazwać agresją, a co dopiero porównywać to do walki dwóch dorosłych samców.
-
No przecież nie amstaff ;) Staffik to staffik, amstaff (ast) to amstaff.
-
[quote name='GAJOS']Polska mowa być trudny język? Proszę czytaj ze zrozumieniem moje posty: Amstaffa, który nigdy w życiu [B]nie rzucił[/B] się na psa, [B]który go nie atakował[/B], co najwyżej warknął.[/QUOTE] Dobrze, skoro trzeba jak krowie na rowie, to proszę bardzo: To, że pies sam nie prowokuje bójki nie dowodzi, że nie potrafi wykazać agresji, że w ogóle nie jest agresywny. Agresja to nie tylko czynny atak bez powodu; to również sposób reagowania na dane bodźce - np. zaczepki innego psa. Jeden pies je zignoruje, drugi się wystraszy, inny ruszy pokazać, gdzie raki zimują i ten ostatni sposób będzie raczej najczęstszą reakcją dorosłego samca asta.
-
Byłam 2 dni wcześniej na działce i ze dwa razy przełaziłam przez nisko zawieszone gałęzie wiśni. Poza tym tylko płaskie tereny, trawniki, skwerki, gdzie nawet nie zbliżałam się do krzaków, więc nie wiem, skąd się to diabelstwo wzięło...
-
[quote name='SAIKO'] Kończąc mój wątek o Akitach powiem tylko, że jest to rasa z "jajami":).[/QUOTE] To przekonanie i duma emanuje z każdego Twojego posta o akitach i już chciałam to nieco złośliwie skomentować, ale szkoda takiego pięknego dnia na afery na forum :evil_lol: [quote name='SAIKO']To ja powiem tak; mój dobry znajomy mającego asta (teraz najlepszy kumpel mojego psa) z papierami wpuścił mnie, razem z psem na swój ogród, gdzie obcych osób nie ma szans aby wpuścił bez właściciela. Mnie pies praktycznie nie znał, a co dopiero gówniarza i to 3miesięcznego, który chciał go ustawiać na jego własnym terenie...[/QUOTE] Witki opadają. Chyba żaden normalny psychicznie pies nie weźmie na poważnie podrygów 3-miesięcznego szczeniaka, więc nie sposób na tej podstawie oceniać agresji wobec innych samców u TTB. 3-miesięczne szczenię to dla dorosłego samca żaden rywal, właściwie nawet nie samiec. To dzieciak. To tak jakbyś Ty chciał połamać 10-latka, za to że brzydko się do Ciebie odezwał. Ciekawe, jak ów ast zachowałby się, gdyby pierwsze spotkanie z Twoim psem miało miejsce, gdy Twój miał np. 2 lata - to co opisałeś, to w ogóle nie jest przykład do podanego zagadnienia. [quote name='SAIKO']Być może chodzi o to, że korzystając z metod Millan'a odpowiada wzięciu za siebie odpowiedzialności, nie tylko za psa, pracę z nim, ale i wszystkim innym w co jest zaangażowana. Metody Cesara to styl życia, działają tylko wtedy gdy stosuje się je 24/7. Kiedy się zastanowić, to Cesar mówi swoim klientom (i widzom programu) „weź się za siebie, zacznij od siebie, a 'naprawisz' psa”. Ale „wzięcie się za siebie” nie jest „rozrywką” dla leniwców i pozerów. (...) Dla mnóstwa osób drażniący jest facet, który w każdym odcinku swojego programu uświadamia swoim klientom, a przez to oglądającym program, że to nie pies nawala, ale oni. Że to właściciel jest np. sfrustrowany i emanuje swoją frustrację na zwierzę. [/QUOTE] No mnie to raczej nie dotyczy, bo ja z powyższym w pełni się zgadzam. [quote name='SAIKO']Trzeba wyjść poza schematy do których jesteśmy przyzwyczajeni (choćby po to by przekonać się, że najnowsze ustalenia naukowców od lat prowadzących doświadczenia na psach, psowatych i wilkach tylko potwierdzają, że podejście proponowane przez Millan'a jest właściwe → psy są hierarchiczne, a udomowienie nauczyło je jak znaleźć się w nowej relacji : człowiek-pies).[/QUOTE] No niestety, psy nie są TAK hierarchiczne jak wilki. Jedne rasy są mniej hierarchiczne niż inne; można powiedzieć, że ich świat kręci się wokół innych kwestii niż budowanie drabinki w stadzie i obsesyjne tego przestrzeganie - stąd i praca z nimi musi wyglądać nieco inaczej i bardziej skupiać się na innych zagadnieniach. Daj linka do tych najnowszych badań; ja staram się być na bieżąco z takowymi w tej dziedzinie i te które ja znam mówią coś innego ;)
-
[quote name='gerta'] Problem polega na tym, że nawet jeśli w stadach obowiązuje coś takiego, jak hierarchia, to my ludzie mamy całkiem inną definicję tejże niż np. psy. Ja obserwując duże stado psów w schronisku w Celestynowie (około 90 osobników biegających tam luzem) zauwazyłam, że: - nie ma tam żadnego psa Alpha - są psy, które są asertywne i mają prawo dość swobodnie poruszać się po terenie schroniska - i w tej grupie było kilka, może kilkanaście takich osobników - są psy lękliwe, które albo same atakują inne, albo się chowają przed innymi - są psy zachowujące się submisywnie w stosunku do innych psów i te czasem mogą spokojnie przejść, a czasem nie. Ale te też miały nie najgorzej, bo zwykle nie były poranione, tylko takie "zastrachane'. [/QUOTE] Ja jeszcze dodam, że u psów zależnie od rasy (i to w bardzo dużym stopniu) ta hierarchia jest bardzo różnie widoczna nawet w kontaktach między psami, a co dopiero w kontakcie z człowiekiem. W całkowicie odmiennym stopniu manifestuje się to u ras pierwotnych, u gończych, u owczarków, u bullowatych czy u piesków kanapowych. Gdyby wszystkie psy przejawiały w takim samym stopniu zaambarasowanie hierarchią co wilki na wolności, to połowa ludzi na tym forum skończyłaby z odgryzionymi głowami :evil_lol:
-
[quote name='Jara'] Sorry łagodny golden? Ja takich nie znam. Tak jak nieodpowiedni ludzie biorą TTB, tak nieodpowiedni ludzie biorą retrievery, bo niby same się wychowają i same z siebie są łagodne.[/QUOTE] A ja znam łagodne goldeny ;) Z labami różnie, ale te psy akurat bardziej zniszczyły pseudo i moda. Z agresją tych psów się rzadko spotykam, ale z nieposłuszeństwem, nachalnym kontaktem, brutalnymi próbami zabawy z innymi psami niestety tak...
-
To samo można znaleźć w książkach Corena ;) Tylko jeszcze dokładniej i bardziej szczegółowo opracowane ;) Więc ja nadal nie rozumiem, czemu by Millana wynosić na taki piedestał jak to robią niektórzy. To że ktoś spotyka się po raz pierwszy z jakimś zagadnieniem u Millana, nie znaczy że jest to odkrycie czy metoda samego Millana.
-
Pfff, mogłaś uważać. I przede wszystkim trawy nie deptać :diabloti:
-
Nie ma agresywnych ras , są tylko ludzie-ignoranci
Martens replied to Weaver's topic in Rasy 'agresywne'
[quote name='Dardamell'] ''źle ułożony lub zaniedbany rottweiler ma znacznie większe szanse stać się zwierzęciem agresywnym, niebezpiecznym niż źle ułożony lub zaniedbany labrador'' Również nie zgadzam się, że zaniedbane rottweilery są bardziej agresywne niż zaniedbane labradory. Każdy pies, który jest źle traktowany ma takie same szanse stać się niebezpieczny dla otoczenia. Ataków labków się nie nagłaśnia bo to nie pasuje do ich wyobrażenia. A czy rottek może zrobić większą kżywdę? Biorąc pod uwagę gabaryty jego a labka - pewnie tak. [/QUOTE] No to teraz sam sobie zaprzeczasz, bo najpierw piszesz o genach i predyspozycjach, a za chwilę, że zaniedbany rottek i lab to jedno. Otóż nie, nie jedno, bo parametry ich psychiki pod wieloma względami, np. agresji terytorialnej są skrajnie odmienne i o ile zaniedbany lab będzie roznosił dom i kopał doły w ogródku, tak zaniedbany rott raczej wpadnie w obsesję stróżowania i agresji wobec intruzów. I to jest różnica między rasami, a nie tylko kwestia wychowania, i każda rasa stróżująco-obronna przy nieodpowiednim wychowaniu będzie miała większe szanse na rozwój nadmiernej agresji niż rasy do towarzystwa czy aportery. Btw laby i rottki są zazwyczaj dość podobne gabarytowo - tyle że rotty selekcjonowano pod względem silnego chwytu tudzież predyspozycji obronnych, natomiast laby na łagodne miśki o bardzo miękkim chwycie, żeby nie uszkodziły przynoszonej zwierzyny. I to stąd bardziej prawdopodobne, że wzorcowy rott może zrobić większą krzywdę niż wzorcowy lab. Pytanie tylko ile psów jest wzorcowych pod względem psychiki i owego chwytu, bo w czasach hodowli pod kątem wystaw i wyglądu lab nie umiejący aportować (a więc często też nie mający "miękkiego pyska") wcale nie jest rzadkością. -
Wykrakałam - wczoraj ściągnęłam kleszcza ze swojej bluzki :shake: Na psach na szczęście nic nie znalazłam.
-
West kontra cieczka u suczek ---
Martens replied to LACKY*WHITE's topic in West Highland White Terrier
Jak piesek nie do hodowli i tak się męczy przy cieczkach suń, to ja bym radziła kastrację ;) Na pewno w dużym stopniu pomoże. -
Wygląda jak uczulenie. Możesz spróbować też Sudocremu. No i ważne, żeby tego nie lizała, bo to zaognia i zakaża takie zmiany.
-
To nie musi być wina ryb, może po prostu jakiś konserwant z tej firmy go uczula.
-
[quote name='Diana S']Nie raz weszłam w psia kupę.... Wielkiej tragedii z tego nie robilam....[/QUOTE] A jechałaś z mega śmierdzącymi resztkami tej kupy na bucie półtorej godziny samochodem? No chyba że po prostu lubisz te klimaty, to nie wnikam. W kupę to ja mogę wejść na pastwisku na wsi jak nie zauważę placka, i wtedy nie robić tragedii, a nie na półmetrowym trawniku w środku stolicy kraju...
-
[quote name='GAJOS']Przyprowadź psa :) Postaw żone przed faktem dokonanym :) I już ![/QUOTE] Niestety są osoby "niereformowalne" w temacie. Nie żal wtedy psa? Widziałeś kiedyś problemy behawioralne, jakie pojawiają się u psa, którego ktoś w domu zdecydowanie nie akceptuje, nie lubi, odtrąca? Ja już się z tym spotkałam i odechciało mi się radzenia, żeby brać pieska wbrew komuś z domowników...
-
Jedna jaskółka wiosny nie czyni. TTB to nie golden czy caviś, i lepiej żeby ludzie mieli tego świadomość niż wkręcali, że to tak samo łagodny piesek jak goldenek, tylko ma większą buzię. Nie należy ich demonizować, ale i źle robić z nich aniołka i pieska dla każdego, bo to nie ta bajka. I jakoś nie sądzę, żeby amstaff tej babci, zaatakowany przez obcego samca pozostał oazą spokoju albo chował się babci za nogi.
-
[quote name='GAJOS'] Radzę Wam sie drogie Panie uzbroić w cierpliwość, Astki są takie nakręcone do około trzeciego roku życia :)[/QUOTE] A od kiedy staffik to astek? :evil_lol: Astek to może i jest nakręcony do 3 roku życia, staffik do 13-stego :evil_lol: Odkąd mam staffika, amstaffy jawią mi się jako flegmatyczne ciepłe kluchy ;) Wątek trochę zapomniany, bo dyskusja przeszła na forum rasy, ale może napiszę, że Adi jest po kastracji i są postępy w pracy z nim ;)
-
[quote name='SAIKO']Niestety większość właścicieli ttb są tzw dresami, młodymi osobami które się jarają tym, że pies jest silny, brutalny itd, rajcuje ich to, że pies jest ostry i najczęściej nic z tym nie robią, ale znam także i takich, którzy potrafią ogarnąć swoje amstafy, które akceptują obce psy nawet na swoim terytorium...[/QUOTE] Nieprawda. Dresy o których piszesz najczęściej mają psy w typie bulli, mniej lub bardziej, rzadko kiedy psy rodowodowe. Ja mówię o psach z papierem, z normalnej hodowli, będących w rękach np. dogomaniaków. I większość tych właścicieli śmiech by ogarnął, gdyby ktoś zaproponował wprowadzenie ot tak obcego samca na ich teren. Przy wielu z nich nawet nie da się wprowadzić drugiego samca jako domownika... A są to psy naprawdę dobrze prowadzone, wybiegane, etc. A psychiki ttb bez papierów, szczutych, często po celowo kojarzonych agresywnych rodzicach nawet nie ma co wkładać do tego porównania. [quote name='SAIKO']Ale jeżeli się go ogarnie to pies akceptuje "jedynie akceptuje" obecność innych psów, ale daj mu się tylko zbliżyć do obcego...taka jest własnie akita. To co mówisz, że się nie rzucają to prawda- pod warunkiem, że są kontrolowane, ale daj mu wolną rękę...znajomemu uciekł raz amstaf na łące- zaczął coś gonić i zwiał. Na drugi dzień przyprowadziła go "zupełnie" obca osoba, mało tego złapała go, gdy bawił się z jej psem na ogrodzie, a że miał obrożę z numerem tel, to nie było problemu ze znalezieniem właściciela- właściwie sąsiada z wioski. Akita, raczej nie pozwoliłaby sobie na to, a co dopiero na zabawę z psem- obcym... ale nie ważne:) [/QUOTE] Demoniczna akita :diabloti: Akitek jednej z moich najbliższych koleżanek, dorosły niekastrowany samiec kiedyś nawiał z posesji, przywitał się z kilkoma psami bez agresji, po czym dał się złapać obcemu facetowi ;) A charakter 100% akity, koci, dumny, pilnuje gości wchodzących na posesję, z moim samcem staffikiem mało sobie łbów nie urwały przez płot, jak kiedyś przypadkowo się na siebie nadziały, więc nie jest też jakimś wyjątkiem wypranym z agresji do psów. [quote name='olalolaa'] Martens próbowałaś zamiast wrzeszczeć mówić do psów stanowczym nie wysokim głosem? Nie mówię że mi się to nie zdarza bo są sytuacje kiedy pies tez wyprowadza z równowagi (ale trzeba nad tym pracować cały czas ;) ). [/QUOTE] Ale kiedy ja wrzeszczę, to nie jestem wyprowadzona z równowagi, zdenerwowana, etc. Ja po prostu wydaję mega głośn i ostro jakieś polecenie, kiedy pies np. zawiesza się widokiem innego psa i zastanawia czy do niego wystartować - i robię to tak głośno, żeby psa wyrwać z tego transu i żeby już nie miał ochoty się zastanawiać, czy na pewno musi posłuchać :evil_lol: Miłośnicy Millana zamiast tego dziugają psa w bok ;) więc ja chyba jednak wolę moją, dla niektórych histeryczną, metodę, bo żeby zadziałała, nie muszę stać nad psem, robić złych skojarzeń z moją ręką, etc.
-
[quote name='SAIKO']Pies zachowywał się tak, że podczas wołania przybiegał z "impetem" (bez ociągania się) siadał i czekał co zrobię. Najpierw pies był pogłaskany lub pochwalony głosem i dopiero później nagrodzony smakołykiem. Następnie dostawał komendę "idź biegać". Niektóre psy mają po prostu twarde charaktery na prawdę nie jest łatwo je wychować. Trzeba to włożyć masę pracy zwłaszcza z pracą z Akitą. Zapewne wiesz, że ta rasa jak chyba żadna inna (nawet pity) nie mają takiego zawzięcia do zalatwienia drugiego psa...z kim bym nie rozmawiał to zawsze każdy powtarza, że ile by nie pracowali to na obcego psa idzie, żeby... Mimo socjalizacji, mimo znajomych psów które akceptuje. Jednego dnia ma ochotę na spinę, a drugiego już nie i to bez względu na płeć- taka jest najczęściej akita.[/QUOTE] No to trochę cienka była ta nagroda jak na oderwanie od dobrej zabawy ;) Ja nagradzałam psa lepszą zabawą niż ta samotna, bujaniem na sznurku do przeciągania, rzuceniem piłki; teraz mam psa, który nie czai co to "idź biegać" tylko znosi mi kije albo łazi przyklejony do mojej nogi. Być może jestem tą mobilną stacją zabawy, ale jestem w stanie go zawrócić jedną ostrą komendą, kiedy rusza na innego psa. [I]Zapewne wiesz, że ta rasa jak chyba żadna inna (nawet pity) nie mają takiego zawzięcia do zalatwienia drugiego psa...z kim bym nie rozmawiał to zawsze każdy powtarza, że ile by nie pracowali to na obcego psa idzie, żeby... - [/I]według mnie demonizujesz ;) i chyba nawet kręci Cię, że piszesz, jaką masz trudną, zawziętą rasę ;) Każda rasa jest specyficzna, każda na swój sposób trudna. Czy akita jest trudniejszy od ttb możesz powiedzieć, jak z ttb popracujesz - bo że mimo socjalu i innych bajerów większość nie kocha innych psów to powie Ci większość ich właścicieli, i większość niestety też nie umie ich opanować słownie. Natomiast akity które znam wcale nie rzucają się na inne psy bez względu na płeć - bronią swojego terytorium przed innymi samcami, to bardzo zawzięcie, ale żeby rzucały się na spacerze, bo pies im się nie podoba, albo atakowały sukę? Kosmos. Takie odchyły to najczęściej widzę u owczarków ;) a to podobno takie łatwe do układania pieski.
-
[quote name='SAIKO']Takie właśnie miałem pytania jak mały miał 3 miesiące i miałbym na niego krzyczeć? może faktycznie nie jesteś taka "pozytywna" :)[/QUOTE] U szczeniaka w tym wieku doskonale działało ostre klaśnięcie w dłonie ;) [quote name='SAIKO']wolę skorygować raz, drugi i mieć spokój (nie mówię o stukaniu psa, zazwyczaj wystarcza "ejjj" lub "dość" "nie wolno" zależy to od sytuacji, ponieważ na te słowa reaguje i już[/QUOTE] Tylko że wtedy po prostu wydajesz psu polecenie, które pies zna i respektuje; trudno to w sumie nazwać korektą. Też to robię i korektą tego nie nazywam, bo to po prostu praktyczne wykorzystanie wyuczonego polecenia. [quote name='SAIKO']Przy szkoleniu pozytywnym napisałem, że jest bezstresowe ponieważ wydaje mi się niektóre osoby uważają, że puknięcie, wybicie ze stanu, czy korekta psa jest dla niego stresową sytuacją- dlatego tak napisałem. [/QUOTE] Bo "pukanie" psa moim zdaniem jest bez sensu. Ręce nigdy nie powinny być od karcenia psa, udzielania niemiłych bodźców, a u agresora czy psa lękliwego można tak jeszcze pogorszyć sprawę. Lepiej już szarpnąć umiejętnie smyczą. [quote name='SAIKO']Pies nie olewał smakołyków/zabawek itd, wyglądało to tak, że przykładowo pies biegał po łące, kopał czy cokolwiek tam sobie robił i go zawołałem to przychodził-ok, ale za powiedzmy 3 razem gdy zobaczył, że nie został za to nagrodzony to zaczynał mnie olewać... Czy ucząc szczeniaka nie trzeba właśnie umacniać dobrego zachowania? nie ważne czym...czy to kawałek szynki, ulubiona zabawka, zwrócenie na niego uwagi, pogłaskanie, pochwalenie głosem itd, ja to właśnie tak rozumiem. [/QUOTE] No to po prostu nie nagradzałeś psa dość atrakcyjnie dla niego, i/albo nie pozwalałeś mu zabiegać o Twoją uwagę, a sam zabiegałeś o jego. Pies ma się cieszyć, że majestat zechciał go zawołać i będzie coś fajnego, a nie rozkminiać, czy opłaca się przyjść, jak ten gość woła. Próbowałeś nagradzać go inaczej niż żarciem? I nie mówię tu o mechanicznym głaskaniu psa rozglądającego się już za czymś ciekawszym, bo ja z kolei zauważyłam, że większość ludzi nie potrafi nagrodzić psa i jeśli nie jest on typem, który za żarcie zrobi wszystko, to marudzą, że pozytywy nie skutkują... Żeby nagroda działała, musi być dla psa naprawdę atrakcyjna, to raz, a po drugie musi być czymś czego pies odczuwa niedosyt. [quote name='SAIKO']Argumentuje to tym, że chodzenie w stadzie polega na tym, że to przewodnik/samiec lub samica alpha stoi na czele, dyktuje tempo, kierunek- stoi na czele, a stado dostosowuje się.[/QUOTE] Chodzenie w jakim stadzie? Bo raczej nie wilczym. Polowanie wilcze wcale tak nie wyglądają - tam zwierzęta współpracują jak części jednego organizmu i alfa wcale nie pcha się przed osobniki z najlepszym węchem, najszybsze, etc. bo to one muszą być na czele, żeby polowanie się powiodło. Już lepiej hierarchię widać przy samym jedzeniu. [quote name='SAIKO']Jeżeli chodzi o kopanie, puknięcie itd,- w tym wszystkim chodzi o dotknięcie psa, albo inaczej- pewnego rodzaju zaznaczenie ugryzienia- krótkiego takiego jak przy wzajemnym dyscyplinowaniu się psów. To samo z dotykiem dwóch palców u dłoni tak, żeby imitowały zęby. Efektem tego ma być pokazanie, że konkretne zachowanie jest nie jest tolerowane. Podobnie używanie łańcuszków i kolczatek. Ma rozproszyć psa tak, żeby przestał świrować na punkcie czegoś co np. zauważył. [/QUOTE] Ale to jest ostateczność po wyczerpaniu metod "bezcielesnych" (i to wcale nie dlatego, że pieska boli, tylko dlatego, że panowanie nad psem powinno być maksymalnie psychiczne, a nie oparte na ingerencji w cielesność) i moim zdaniem nie powinno się tego typu rzeczy robić rękami. Jestem za bodźcami dźwiękowymi; w mądrych rękach nawet kolczatką, ale nie dyscyplinowaniem psa naszymi rękami, butami.
-
[quote name='busiu']To rzeczywiście wymaga trochę pracy- parę razy z ciekawości przetestowałam wspomniany stan "spokojnej asertywności" na ludziach- na chłopaku, na wykładowcach i paru znajomych- i to naprawdę działa. Opisałabym to jako mieszankę konsekwencji, z jasną wizją celu i niezachwianą pewnością, że wiemy, czego chcemy.[/QUOTE] Wiesz, odkąd ja zaczęłam przenosić na ludzi ze swojego otoczenia metody pracy z psami, również te pozytywne, w zasadzie ich główne założenia, jakoś o wiele łatwiej mi skłonić ludzi, żeby zachowywali się po mojej myśli ;) [quote name='busiu']Podoba mi się też metoda Victorii Stilwell (skoro już mowa o programach w telewizji) ignorowania psa w ramach kary za niepożądane zachowanie, bądź wyprowadzenie go do drugiego pokoju. Brak naszej uwagi to możliwie najbardziej bolesna kara dla psa.[/QUOTE] Tak - ale dla psa, z którym mamy więź. A więź trzeba wypracować. Pies wiecznie tylko dominowany nie odbierze tego jako karę tylko przyzwolenie na "rób co chcesz"... I koło się zamyka.
-
Akurat zgryz przemienny to bardzo śliska sprawa; tu długość żuchwy jest zwykle prawidłowa natomiast same zęby siedzą krzywo. Psu o słabo ukorzenionych siekaczach można takowy zgryz samemu zafundować np. mocno szarpiąc się z nimi zabawkami, szmatą w okresie wzrostu stałych zębów. No niestety, jeśli od przeglądu miotu w wieku 6 tygodni do Twojej wycieczki do ZKwP x czasu po zakupie psa nikt poza hodowcą i Tobą tego zgryzu nie widział, to obawiam się, że tylko wróżka może stwierdzić, jaki był zgryz w momencie zakupu...
-
[quote name='SAIKO']Myślałem, że polega to na pozytywnym, bezstresowym utrwalaniu u psa pewnych zachowań...a może się mylę? Mój pies dostawał smaczka/zabawkę za wykonaną komendę, olanie jakiegoś psa, każdy powrót do mnie- tak aby dobrze to kojarzył, chodzenie przy nodze itd, itp. Ale chwila... czy to czasami nie są metody szkolenia psa??? no właśnie... a metody Millana nie polegają na szkoleniu tylko na wychowaniu.[/QUOTE] No i robisz najczęstszy błąd w rozumieniu takiego podejścia. Pozytywne nie znaczy bezstresowe. "Bezstresowe" to może być szkolenie tudzież wychowanie... martwego psa ;) A kolejny błąd to takie czarno-białe rozgraniczanie wychowania i szkolenia. Jedno przenika drugie, jedno jest do drugiego potrzebne. Psa szkolisz, żeby ułatwić sobie wychowanie go (masz następnie narzędzie w postaci znanych psu poleceń, które pozwalają nauczyć psa jak zachować się w danej sytuacji); wychowujesz psa żeby szkolenie nie było tylko sztuczką dla gości, ale czymś użytecznym na codzień. Jak pies w pewnym momencie zaczął olewać Twoje smakołyki, to znaczy nie mniej ni więcej tylko to, że nie umiałeś dobrać odpowiedniego narzędzia motywacji... I nie mówię tu o zmianie smaku ciastek tylko o tym, że nie umiałeś być dla psa bardziej atrakcyjny niż otoczenie. Mój pies wszystkich poleceń, od przywołania po chodzenie na miejsce, nauczył się bez żadnej nagrody w postaci smakołyków - wszystko szło na manipulowanie moją uwagą i ewentualnie nagradzanie zabawą szarpakiem. [quote name='SAIKO']Tylko, że pozytywne szkolenie=wychowanie, ale to nie działa u wszystkich ras i "egzemplarzy" psów. Są takie jak np, mój Akit który ma "twardy charakter" chwila zwątpienia/zawahania i pies podejmuje decyzje... odwracanie uwagi smakołykiem od chęci pójścia na psa (mój 3 miesięczny szczeniak brał zabawę na poważnie i każdego psa chciał ustawiać) na dłuższą metę się nie sprawdzały. Owszem w "szkoleniu" dawanie smaczka/zabawki za wykonane polecenie "TAK" dla utrwalenia zachowania, ale do wychowania, gdzie pies ma nie np, atakować, szczekać, warczeć, skakać po kimś, wymuszać głaskanie, podważać autorytet przewodnika- zwłaszcza jeżeli robi to przy innym psie jest nie na miejscy, no chyba że komuś to pasuje...[/QUOTE] Zacznijmy od tego, że Ty chyba nie rozumiesz kompletnie na czym owe pozytywne metody polegają, bo na pewno nie polegają na pakowaniu w psa smakołyków, żeby zechciał czegoś nie robić... Można z psem pracować pozytywnie w ogóle bez użycia jedzenia, ba, są psy z którymi tak właśnie trzeba bo albo są niejadkami, albo jedzenie za mocno je nakręca. Mój pies miał od 1 dnia w domu wprowadzone polecenie "dosyć" - właśnie na okazję za ostrej zabawy i podobnych fikołków. Niereagowanie miało konsekwencje w postaci natychmiastowego zignorowania psa, zabrania zabawek, ew. medytacji w łazience - w skrócie zabrania psu tego czego akurat chciał najbardziej; u każdego psa może to być co innego. Wryło się psu na tyle, że kiedy miał 8-10 miesięcy i ulubioną zabawę w postaci prób wyrwania polików przestraszonym psim kolegom "dosyć" natychmiast spuszczało parę z czajnika. A jak nie pomagało, to zabawa i spacerek się kończyły... I dochodzimy do sedna - jak się mądrze pracuje ze szczeniakiem od początku, to potem nie trzeba go szturchać i dominować. Jak na początku się błądzi i zawala, nie wypracuje więzi z psem i komend stopujących, nie nauczy motywować psa, to potem nie ma jak inaczej zapanować nad nim jak właśnie szturchając... [quote name='SAIKO']Mam takie pytania z czystej ciekawości...dotyczy "metod pozytywnych"; Jak postąpiłabyś w sytuacji gdy pies warczy przy Tobie na dziecko- Twoje czy obce- bez różnicy? Jak postąpiłabyś w sytuacji gdy pies podważa Twój autorytet- np, nie wykonuje polecenia przy innym psie? I w końcu w jaki sposób wybiłabyś ze stanu ekscytacji psa np, podczas spotkania innego psa?[/QUOTE] Intryguje mnie, czemu mnie o to akurat pytasz, skoro ja wcale nie twierdzę, że wszystko i zawsze da się załatwić pozytywnie - szczególnie z dorosłym psem, którego wychowanie ktoś spieprzył. 1. Zabieram dziecko, staram się znaleźć przyczynę warczenia, następnie na spokojnie pracuję z psem i dziećmi włączając jakieś w elementy szkolenia, pozwalając im nagradzać psa, jednocześnie stopując psa poleceniami, jeśli sobie pozwala. 2. Wrzeszczę ;) 3. Wrzeszczę ;) więc nie wiem, czy jestem taka strasznie pozytywna. Mylisz mnie chyba z jakimiś ortodoksami, którzy w szkoleniu uznają tylko smaczki i kliker. [quote name='SAIKO']Bo np, będąc w parku ze znajomymi nie wyobrażam sobie ustawiać dwa psy przez 1 godzinę czy ile tam...aby odchodząc do drzewa i czekać aż pies się uspokoi i robić tak w kółko, aż zmieni swoje zachowanie...Myślę, że znajomi szybciej by uciekli do domów z nudów niż czekali na rozstrzygnięcie sprawy :).[/QUOTE] Na to już w ogóle ręce opadają - a to Ty pisałeś posta wyżej o cierpliwości i pracy nad sobą :evil_lol: Spotkanie towarzyskie to nie jest miejsce na uczenie psa. Jak biorę psa to ludzie rozumieją, że z nim pracuję - no szczególnie jak sami mają psy. Jak nie, to go nie biorę albo mam na lince/smyczy, a na naukę aranżuję specjalną sesję, kiedy nikt nie będzie marudził, że moja praca z psem przeszkadza w popijaniu browarka :evil_lol: