-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Tez uwazam ze Przyjaciel Pies jest lepszy, kupuje go od poczatku czyli, hmm, juz jakies 8 latek :) Moj Pies kupuje kolo 5 lat. Z pozostalych wpadly mi w rece kilka razy Psy mysliwskie i Pies. W tej pierwszej nie znalazlam wiele ciekawego bo nie pasjonuje sie jakos wyjatkowo psami mysliwskimi, a poza tym cena zwala z nog :) Pies jest dosc ciekawy i profesjonalnie napisany, ale ciekawe artykuly gina w potoku reklam, ogloszen i relacji z wystaw, z ktorymi ja poki co nie mam wiele wspolnego :)
-
Ponadzmysłowe postrzeganie u psów - czyli historie o duchach...
Martens replied to Behemot's topic in Wszystko o psach
Popieram, bardzo ciekawy wątek. Ja chyba mam "nawiedzony domek" na dzialce :razz: Kiedys mieszkali w nim pradziadkowie, ktorzy juz kilka lat nie zyja. Dzialką opiekuja sie teraz glownie dziadkowie. Ja tez czesto tam bywam z Baryłką albo ze znajomymi. Na brak atrakcji nie narzekamy :) Prababcia na kilka miesiecy przed smiercia opowiadala ze widzi na podworku ludzi, z kazdym dniem wiecej i wiecej :crazyeye: a kiedy probuje do nich zagadac, wydaja sie jej nie widziec albo nie slyszec. Raz malo nie przyprawila mnie o zawal serca bo wpatrzona w cos obok mnie zapytala "a co to za dzieci kolo ciebie? jedno mniejsze i dwa takie starsze" spojrzalam na prababcie i ona naprawde patrzyla na cos obok mnie... Takie ciary mnie przeszly ze szok niesamowite uczucie :-o bialy dzien, swiecilo slonce, a ja wracalam do domu tak zeschizowana, ze co chwila ogladalam sie za siebie :scared: Skarzyla sie tez ze w nocy jakies pudla wywracaja sie na strychu i budzi ja łomot... Moj dziadek za nic w swiecie nie pojdzie na dzialke po zmroku :) a i w dzien nieraz opuszczal strefe w zorganizowanym pospiechu :) bo nagle uslyszal niewyjasniony lomot w pokoju obok. Moj kumpel od 2 miesiecy nie daje sie namowic na zadna wycieczke do tej chatki. Wyszedl za potrzeba :p i na jego oczach solidne drzwi zamkniete na klamke sie uchylily. Potem okno, ktore osobiscie zamykalam na haczyki zastalismy otwarte na osciez... Nie bylo opcji, zeby ktos mogl tam byc! W ogole w oknach czasami widac dziwna poswiate, jakby ktos siedzial w srodku z telefonem komorkowym (taka niebieskawa poswiata). Raz widzialam w oknie dziwny blysk, jakby ktos zapalil zapalke, a chata byla pusta... Paru moich znajomych slyszala w domu czyjes kroki... Moja suńka dziwnie sie tam zachowuje. Sa dni kiedy wszystko jest ok, ale czasami staje na srodku podworka i zaczyna ujadac na cos czego ja nie widze :crazyeye: to nie jest zwykle szczekanie jak np gdy szczeka na psy sasiadow. kiedy szczeka na to "cos" jest przerazona! ma zupelnie inny glos, prawie wyje i po chwili pędzi do domu. Jesli drzwi sa zamkniete, skacze na nie i drapie. Kiedy wpuszcze ja do domu, zwykle chowa sie pod lozko. Dlugo tam nie wysiedzi bo po chwili miota sie z pokoju do pokoju i znowu szczeka na "cos" w powietrzu. W ogole na dzialce zachowuje sie jak sploszony zajac, nie moze sobie znalezc miejsca. Ze strachu ma az wybaluszone oczy :crazyeye: Kiedys po akcji szczekania na powietrze na podworku wbiegla do domu i wpakowala sie na lozko!! (u niej to bardzo dziwne bo w domu nawet kiedy sama mam ochote sie w nia wtulic w nocy i zawolam ja na lozko, jakos niemrawo przychodzi, kladzi sie przy mnie tylko dlatego ze tak kazalam, lezy jak na szpilkach i jak tylko moze, wraca na swoje poslanie - jakos nie lubi ze mna spac) A wtedy na dzialce zagrzebala sie w poduszkach i narzucie, i nie bylo sily ją stamtad ruszyc. Kiedy biore smycz, w sekunde jest przy bramie i skacze z radosci na 5 metrow w gore, ze juz stamtad idziemy. Ja osobiscie wierze w duchy i rozne zjawiska niewyjasnione, chocby dlatego, ze w pewien sposob wydaje mi sie to logiczne Napisał(a) Behemot: "Chyba jednak nie zrobię. Umarłabym ze strachu, gdyby na zdjęciu rzeczywiście coś wyszło" Zdecydowanie popieram :mdleje: -
Problemy z sierścią - skutek sterylizacji czy diety
Martens replied to Martens's topic in Endokrynologia
juz wydrukowalam :) najpozniej w przyszlym tygodniu idziemy do weta i zobaczymy jak to bedzie. bede pisac o postepach. dzieki Wam bardzo :loveu: -
wedlug mnie oprocz nuzycy albo swierzbu moga to byc zmiany grzybicze. W tym wypadku zwykle sa to lyse okragle placki, mniejsze lub wieksze, najczesciej pojawiaja sie wlasnie na glowie. Ale to tez badanie pod mikroskopem.. pisalas ze matka i rodzenstwo suczki tez mialy te lyse plamki - grzybica jest dosc zarazliwa (podobnie jak pozostale dwa pasozyty).
-
Problemy z sierścią - skutek sterylizacji czy diety
Martens replied to Martens's topic in Endokrynologia
dzieki serdeczne przeczytalam artykul i bardzo mi pomogliscie. Wet nie zlecil zadnych badan krwi i widze ze sama bede musiala sie upomniec. Mysle nad zmiana weta ale z tym moze byc ciezko, w moim miescie (Maków Mazowiecki) jest kilku na krzyz i wiekszosc zajmuje sie raczej duzymi zwierzetami z okolicznych wiosek, nawet nie ma godzin przyjec dla malych zwierzat :shake: trzeba by jezdzic gdzies dalej a z tym moze byc problem bo nie mam samochodu.. zobaczymy jak to bedzie, poprosze weta (wydaje sie calkiem do rzeczy, mlody facet kilka lat po studiach) o badania krwi na tarczyce i sprobuje zmienic jej diete na naturalne jedzonko. moze uczula ja jakis skladnik karmy? jak tarczyca nic nie wykaze to bede szukac dalej.. z objawow przedstawionych w artykule zauwazylam wlasnie te symetryczne lyse placki (pachwiny i mostek), przesuszona siersc (a wiec i skóre), odrobine pociemniala skóre (w stosunku do tego jaka miala jako mlody pies - ale moze to juz moje schizy :lol: ), sklonnosc do tycia choc malo je (przy wielkim jednak apetycie, ktory musze trzymac w ryzach :razz: ).. Miala tez problemy z flora bakteryjna w jelitach przez biegunki ale to bylo kilka lat temu. Przed sterylizacja miala stosunkowo rzadko cieczki, pierwszą w wieku 12 miesiecy, nastepne co 7-8 miesiecy. Pasowaloby, bo nie zawsze wystapuja wszystkie objawy.. no coz zobaczymy... -
Co do strachu przed obcymi - bardzo dobry jest pomysł KAŚKI. Tylko ja bym poszla z tym jeszcze dalej. Niech jakis spokojny znajomy czlowiek usiadzie np. na lawce albo ukucnie, a Ty spokojnie przejdz sie z suczka po parku. Jeszcze lepiej jak ta osoba bedzie miala smakolyk albo zabawke - znasz swoja suczke i wiesz co ja predzej skusi :) moja tez obawia sie obcych choc co prawda nie w takim stopniu - tylko cofa sie i szczeka kiedy ktos chce ja poglaskac i patrzy bezposrednio na nia, mowi do niej.. Moj pies ma bzika na punkcie biegania za patykami i kiedy nowy znajomy wezmie "magiczny patyczek" i rzuci albo zacheci ja do zabawy - zostaje Wielkim Przyjacielem Baryłki :loveu: Ale sama musisz poprobowac czy lepiej podziala jedzonko czy zabawka. Wazne zeby suni nie ciagnac do tej osoby na sile ani odrobine, jesli jestescie w bezpiecznej odleglosci a ona ucieka, sama sprobuj odwrocic jej uwage zabawka czy smakolykiem. Ta osoba nie powinna tez patrzec bezposrednio na psa, ani nawet nic mowic, jesli pies sie tego obawia. Mam pytanie, jak suczka sie zachowuje wobec gosci przychodzacych do domu?
-
Dziekuje Wam za te wszystkie mile slowa i za zrozumienie :) Prawde mowiac spodziewalam sie ze Wasze zdania beda raczej podzielone i milo mnie zaskoczyliscie. Ja w sumie do dzis mam watpliwosci czy naprawde wyczerpalam kazda mozliwosc zeby mu pomoc. Na moja decyzje czesciowo wplynela tez rodzina, bo ostatnie kilka miesiecy pies spedzil zamkniety w moim pokoju - po prostu domownicy nie zyczyli sobie kontaktu z nim.. Teoretycznie mozna tak zyc, ale w pewnym momencie gdy wchodzilam do swojego pokoju lub zblizalam sie do psa, w mojej glowie zaczela pojawiac sie mysl "ugryzie mnie teraz czy nie?" Pies byl totalnie nieprzewidywalny. Sunie za to mam do dzis. Wychowalam ja od szczeniaka i nigdy nie probowala mnie zaatakowac. Wlasciwie nie miesci mi sie w glowie zeby mogla to zrobic :loveu: co ciekawe Zuch nigdy nie byl wobec niej agresywny. Moze 3-4 razy w zyciu potraktowal ja ostrzej zebami, kiedy ona tarmosila go bez opamietania i wykorzystywala przewage wielkosci i plci :evil_lol: co ciekawe nigdy do konca nie rozgryzlam ktory z moich psow jest dominantem. Teoretycznie byla to Baryłka, wiadomo - suka, zasiedziala i jakies trzy razy wieksza... Zuch na codzien okazywal jej uleglosc, schodzil z drogi, pozwalal sie tarmosic w roznych wymyslanych przez nia "bojkach na niby" :roll: nawet kiedys, gdy jeszcze jadly w jednym pomieszczeniu (w dwoch koncach, tylem do siebie, zeby sie nie prowokowaly) Baryłka polknela swoja porcje, spojrzala spode lba na Zucha - a on ku mojemu zaskoczeniu porzucil na jej rzecz w polowie pelna miske i pokornie wyszedl z kuchni.. Jednak kiedy np. w czasie zabawy Baryłka za mocno chwycila go zebami, Zuchowi natychmiast wracal rezon. Kilka razy ucial ja zebami i moja wielka rzekoma dominantka zmykala pod stół i warczala stamtad dosc niepewnym glosem. :evil_lol: Gasnik ksiazki na pewno poszukam, jak nie biblioteka to empik :) w koncu psiaki i ich psychika to jeden z moich ulubionych tematow ksiazek. jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam, bede tu jeszcze nieraz zagladac
-
Moja sunia ma ponad 7 lat. To mieszaniec troche w typie owczarka niemieckiego. Od kilku lat ma problemy z sierścią - linienie cały rok do granic mozliwosci plus symetryczne wylysienia na wewnetrznej stronie ud, ma cale lyse pachwiny u przednich lap, brzuch bez jednego wloska i lysy placek na spodzie klatki piersiowej. "Od wierzchu" wyglada normalnie, siersc nie jest szczegolnie przerzedzona, ale strasznie sucha. Odzywki, balsamy "do uzytku zewnetrznego" daja tylko chwilowy efekt, wiec przyczyna lezy raczej wewnatrz. Wet sugerowal ze przyczyna moze tkwic w diecie. Sunia przez pierwsze poltora roku zycia dostawala pedigree junior suche i z puszki. Wszystko bylo bez zarzutu, miala piekna siersc, odchowala sie bez problemu. Potem eksperymentowalam z domowym jedzeniem: mieso (najpierw puszki dla psow bez wypelniacza, potem mieso dla psow ze sklepu miesnego - z tym ze nie resztki wedlin itd. ale okrawki z miesa, itp) + ryż (czasem makaron) + gotowane jarzyny od czasu do czasu, do tego olej lniany + preparat mineralno-witaminowy w skromnej ilosci. Rano dostawala sucha karme, wieczorem taki wlasnie posilek, codziennie gotowalam swiezy. Po jakims czasie zaczely sie problemy z biegunkami. Wet radzil odstawienie miesa z puszki, wiec zastapilam je gotowanym miesem. Biegunki ustaly, a za jakis czas od poczatku.. Sierść sie spaskudziła, sunia schudła... Po wielu zmaganiach poddałam sie i wrocilam do suchej karmy. Z trawieniem teraz wszystko ok, jak nigdy, ale siersc... Zalamka. Ostatnio zaczelam sie zastanawiac czy te wylysienia i brak natluszczenia siersci nie maja zwiazku ze sterylizacja. Nie pamietam dokladnie czy pojawily sie bezposrednio po niej bo to bylo 5 lat temu, ale z tego co pamietam przed operacja byla od spodu bardziej owlosiona.. Nie sprawia to takich problemow jak np. nietrzymanie moczu po takim zabiegu (czytalam watek), wiec nie wiem czy jesli przyczyna jest hormonalna, to czy jest sens faszerowac ja preparatami z hormonami.. Przez jakis czas dostawala Amino-biotin, ale bez specjalnych rezultatow.. Po tym wszystkim co tu czytam, rozwazam "przestawienie" jej na pokarm przygotowany w domu, moze to cos da.. Ale juz bez zadnego dodatku gotowych karm, tylko PRAWDZIWE mieso + ryz + warzywa, ew. olej lniany, dodatki witaminowe. Fakt, na pewno bedzie wiecej kosztowalo, ale.. Sunia wazy 22 kilo, jest pieskiem seniorem i ma sklonnosci do tycia :) dawka nie bedzie wiec bardzo duza, finansowo do zniesienia. Dodam, ze sunia czasem sie drapie w chwilach podekscytowania, np. kiedy przyjda goscie, ale nie w miejscach wylysienia, na ktorym nie ma zadnych zmian. No poza tym ze sa lyse :lol: Myslalam tez czy powodem nie jest alergia. Sunia ma bardzo jasne umaszczenie (kremowe z czarna maska), gdzies doczytalam, ze biale i jasno umaszczone psy czesciej sa alergikami, ale nie wiem czy w to wierzyc czy nie.. Co wy na to? Jak myslicie, co to moze byc? Hyba zmienie weta, bo widze po nim, ze juz sam sie glowi co to moze byc, ale coraz mniej mu wychodzi...
-
ja bardzo nie polecam książek Wacha wedlug tego pana szkolenie sprowadza sie w praktyce do szarpania psa kolczatką i prania witką po pysku pochwaly jak na lekarstwo...
-
3 lata temu musiałam uśpić psa z powodu jego agresji. To był mieszaniec w typie teriera. Wzielam go z ulicy dla mojej babci, której piesek wtedy odszedł za TM :-( Zuch mieszkał rok z babcią, ale to mnie uwazał za swoją panią, kiedy wychodziłam od babci lamentował na całą ulicę :placz: bardzo sie do mnie przywiazal, chyba dlatego, ze to ja go przygarnelam i zabralam z zasniezonego osiedla. Wczesniej prawdopodobnie byl na lancuchu, mial siersc na szyi powycieraną okrutnie, jakby od obrozy. poza tym na poczatku sikal w domu, wiec prawdopodobnie czystosci nikt go nigdy nie uczyl. Od poczatku byly problemy z jego agresja wobec dzieci. Na widok biegających, nie daj boze piszczacych dzieci doslownie caly się trzasl i warczal. Pogryzl 7-letniego synka sasiadow babci, skonczylo sie 4 szwami na lydce :shake: pretensji wielkich nie mieli, bo to tacy ludzie, ze dla nich to jak wypadek, nie wina wlasciciela. sama uciekalam przed ich psem na plot :razz: bo zerwal sie z lancuch i zrobil terror okolicy. jednak powstal problem bo ewidentnie bylo widac ze babci ciezko zapanowac nad agresywnym psem, a w okolicy mieszkalo sporo dzieci, ktore potrafily wlezc jej przez siatke na posesje i myszkowac w ogrodku (co skonczylo sie drugim, nie tak na szczescie powaznym ugryzieniem bachora - ehh sama nie przepadam za dziecmi i szczerze mowiac nie zal mi dzieciaka ktory wkrada sie staruszce na podworko i warzywa z ogrodka podprowadza ). Po dyskusji z rodzicami zabrałam Zucha do siebie. Mieszkam w bloku i juz mialam jednego psa - wilkowata suczkę, wiec rodzice mocno zachwyceni nie byli, ale jako ze w opiece nad pierwszym psem nikt mnie wyreczac nigdy nie musial, zgodzili sie. Chodzilo glownie o to, ze mi latwiej bylo zapanowac nad agresywnym psem niz starszej niedoleznej kobiecie. Co z tego ze pies byl wielkosci jamnika - potrafil solidnie ugryzc jak zdazylismy sie przekonac. Na poczatku wszystko bylo ok. Spacery tylko na smyczy, biegal luzem tylko na łąkach i w kagancu.. W domu nie sprawial klopotow. Schodzil wszystkim z drogi, lacznie z moja sunia. Mi okazywal wrecz wybitna uleglosc, wystarczylo dluzej go glaskac, pochylic sie nad nim, zeby pokazywal brzuch, czasem nawet posikiwal na znak uleglosci. Z agresja wobec innych psow czy kotow tez nie bylo problemu. Klopot sprawial tylko jego wybujaly instynkt obrony, zwlaszcza w stosunku do mnie. Kiedy przychodzil ktos z przyjaciol, Zuch szczeknal kilka razy albo w ogole, trzymal sie na dystans, nieraz podchodzil, merdal ogonem, dawal sie poglaskac... ale wystarczyl jeden falszywy ruch ;) np ta osoba machnela przy mnie reka albo wstala kiedy bylam odwrocona tylem - i musialam odciagac ryczacego potwora ze wszystkimi zebami na wierzchu.. "Pokazówka" to nie byla; jestem pewna, ze gdyby mu pozwolic pogryzlby delikwenta tak, ze skonczyloby sie szyciem. To tez dalo sie zniesc. Kiedy ktos przychodził, Zuch byl zamykany w innym pokoju, zeby goscie mogli swobodnie sie poruszac ;) Byl z nami juz kilka lat, kiedy zaczal zachowywac sie coraz dziwniej. "Polował" na domownikow (wszystkich oprocz mnie) - lezal na poslaniu, a kiedy ktos przechodzil obok, wyskakiwal jak diabelek z pudelka i gryzl. Nie na zarty. Pogryzl mojego brata, ktory chcial podniesc z podlogi pilota, ktory lezal obok psa. Najdziwniejsze bylo to, ze chwile pozniej machal ogonem i okazywal mu uleglosc. Zupelnie jakby go przez chwile nie poznawal. We wszystkich tych sytuacjach zachowywal sie tak, jakby przezywal chwilowe zacmienie umyslu. Gryzl, a za chwile sie lasil. doslownie dr Jekyll i mr Hyde :diabloti: Czytałam od dawna wiele książek o psiej psychice, m.in. "Mój pies swiadczy o mnie" B. Killcommonsa i S. Wilson (polecam wszystkim) i nie znalazlam nigdzie wyjasnienia problemu. Nie sprawial nigdy klopotow typowych dla dominanta - byl posluszny, moglam w kazdej chwili wlozyc reke do jego miski, kiedy jadl, itd itp. podobnie zachowywal sie wobec reszty domownikow. Rozmawialam z weterynarzem na temat jego agresji. Rozwazalam kastracje, ale lekarz stwierdzil ze wplyneloby to bardziej na typowe zachowanie dominacyjne, zwlaszcza wobec innych psow. Podejrzewal ze pies moze miec zmiany w mozgu albo po prostu wypaczona psychike ze wzgledu na jego nieznana przeszlosc. Na pewno byl bity, bo kiedy pierwszego dnia jego pobytu u nas przypadkowo odwrocilam sie w jego strone z wieszakiem w reku, Zuch znalazl sie pod szafka i piszczal wnieboglosy. Lekarz stwierdzil, ze jesli zachowanie takie bedzie sie poglebiac, pozostanie tylko eutanazja. Wlasciwie lekarz po uslyszeniu jak pies sie zachowuje zasugerowal to od razu, ale... kochalam mojego psa i wcale nie usmiechalo mi sie usmiercenie go! Zanim podjelam decyzje pogryzl mnie dwa razy. Raz kiedy siedzialam na kanapie i siegalam po ksiazke, ktora lezala obok niego. Skonczylo sie siniakiem na ramieniu. Oczywiscie zachowywal sie tak, jakby mnie nie poznal. Sekunde pozniej lasil sie i lizal moje rece. Drugi raz, kiedy zamykalam go w pokoju. Wtedy juz od pewnego czasu wpadal w szal, kiedy ktos pukal do drzwi. Nie mogl dosiegnac goscia, wiec w momencie zamykania mu drzwi przed nosem, rzucal sie na nie z furia i gryzl z calej sily. Wtedy pech chcial, ze to moja matka miala otworzyc drzwi gosciom, a ja zamykalam sie z Zuchem w swoim pokoju. No i wtedy zamiast drzwi, ugryzl mnie. We wspomnianej książce zostało to opisane jako tzw. "agresja przeniesiona" - w momencie furii pies, który nie może dosięgnąć obiektu swojej agresji, gryzie kogokolwiek lub cokolwiek. Eliminowanie tego droga szkolenia jest praktycznie niemozliwe bo pies nie dziala swiadomie. Autor (doswiadczony szkoleniowiec) napisal, ze jedynym wyjsciem jest zwykle eutanazja. Na drugi dzien poszlismy do weta i...:-( dla mnie to bylo okropne doswiadczenie. Bylam przy tym ostatnim zastrzyku i wylalam jezioro lez. Zuch zachowywal sie normalnie, lasil sie, patrzyl mi w oczy.. nie chcialam wierzyc, ze kiedy wrocimy do domu, pewnie jeszcze tego samego dnia ze dwa razy cos mu odbije i kogos pogryzie. Nikomu nie zycze stracic psa w ten sposob. Bardzo kochalam tego psiaka i chcialabym uratowac mu zycie, ale... cala rodzina lacznie ze mna byla pogryziona, do schroniska nigdy bym go nie oddala, oddac komus psa z takimi problemami tez nie mozna - albo nikt by go nie chcial albo musialabym klamac i byc moze doprowadzic do tragedii, a jego spotkalby jeszcze gorszy los. Od tamtej pory minely juz 3 lata. Mam uraz. W wielu ksiazkach czytalam, ze teriery najpierw robia, potem mysla. Wiem, ze niewiele ma to wspolnego z zachowaniem Zucha, ale.. nieodparcie mi sie z nim kojarzy. Teriera ani psa tego typu raczej bym sobie juz nie sprawila. Choc na pewno wiekszosc z nich to nieagresywne, dobrze ulozone psy, zwlaszcza jesli sa z dobrej hodowli. Jednak psa z ulicy chetnie bym przygarnela jeszcze raz. Nawet mimo klopotow, z jakimi czesto sie to wiaze. Nie kazde problemy z przygarnietym psem sa tak drastyczne jak byly z moim. Załozylam ten watek, zeby zobaczyc co macie do powiedzenia na temat usypiania psow w takich przypadkach, usypiania psow w ogole tez. Moze ktos potrafi wyjasnic przyczyne zachowania mojego psa, na ktora ja nigdy nie wpadlam? Moze ktos ma podobne doswiadczenia? Ogólnie piszcie na ten temat, co sądzicie.
-
Baryłkę mam od kobiety, która mieszka blisko mojej (nieżyjącej już) prababci. Szłam jak zwykle na spacerek z psem babci (swojego jeszcze nie miałam choć bardzo chciałam). A tu zza płotu sąsiadów zaczeła ujadać na nas mała kremowo-szara kulka.. Zdziwiłam się bo sąsiedzi mieli juz 3 psy, w tym 2 wychudzone wiszące na łancuchach. po co im 4-ty trudno mi bylo zrozumiec. ale strasznie wpadl mi w oko.. ;) na drugi dzien rozmawialam z sasiadka. chciala oddac szczeniaka bo jej synek przyniosl psiaka do domu. podobno ze szkoly wracal a jakis pan mu wcisnal... ehh pani stwierdzila ze jeszcze za maly na lancuch, a poza tym malo co zje bo tamte wieksze psy mu zabieraja (jak by nie mogla wziac go do domu zeby mogl zjesc w spokoju..) poza tym szczeniak na oko 2-miesieczny na podworku bez budy - a byla polowa listopada.. na drugi dzien sunia byla moja, sikala mi na podloge i do lozka, obgryzala uchwyty od regalu itd itp :lol: jest ze mną do dziś czyli już 8 lat, moja najlepsza przyjaciółka :loveu: Moj drugi psiak Zuch juz nie zyje niestety :placz: taki terierkowaty kundelek. kiedy piesek babci odszedł za Tęczowy Most, przypomnialam sobie psiaka który biegał po moim osiedlu i skutecznie zapobiegał nauczaniu mojej kilkumiesięcznej wówczas suni przychodzenia na wołanie :diabloti: wyskoczylam przed blok z parówkami i oblaskawilam zwierzaka :lol: ponad rok mieszkal z babcia, ale pozniej zabralam go do siebie. Zabijaka byl z niego :evil_lol: Niestety juz 3 lata nie ma go z nami :-(
-
Zwierzęta a Kościół-opinia księdza-co o tym myślicie?
Martens replied to Marlena:)'s topic in Wszystko o psach
księża sa naprawde różni.. moj ksiadz z czasow liceum uwazal, ze sam pomysl pomocy zwierzetom - jakies fundacje, zbiorki pieniedzy itp. to grzech. Ze trzeba pomagac dzieciom, starcom, chorym ludziom.. ze zwierzeta sa mniej wazne. szlag mnie trafia na takie slowa! takie oskarzenia zazwyczaj rzucaja ludzie, ktorzy w zyciu nie wysilili sie na pomoc dla zadnej takiej osoby! potrafia tylko krytykowac innych za to, ze w ogole cos robia, zeby na swiecie bylo lepiej!! zwierze w przeciwienstwie do czlowieka nie bedzie krzyczalo o pomoc, nie pojdzie samo do opieki spolecznej, nie zadzwoni do telewizji zeby narobic szumu ze jest maltretowane.. jest bardziej bezbronne niz np. 10-letnie dziecko. wedlug tegoz ksiedza osoba majaca kilka psow, dokarmiajaca bezdomne zwierzaki to jakis odchyl od normy. ale to nie tylko zdanie ksiedza ale bardzo wielu ludzi, zwlaszcza w mniejszych miejscowosciach. do niedawna na moim osiedlu kazda osoba ktora miala wiecej niz jednego psa byla przez wiekszosc ludzi uwazana za jakiegos "zielonego swira". a nie daj boze jesli dokarmia bezdomne psy.. ludzie pukaja sie w glowe - stuknieta jakas.. od paru lat coraz wiecej osob ma dwa albo i trzy psy. jest lepiej ale.. takie osoby powinny byc wedlug mnie szczegonie szanowane skoro z dobrego serca zajmuja sie tym, co w swietle prawa nalezy do gminy. nikt im za to nie placi. a jest jak jest. jest wielu wspanialych księży (tak wierze choc wielu nie spotkalam) ale niestety wielu z nich uwaza ze miłość sie zwierzetom nie nalezy - choc tak czesto uzywaja tego slowa w kazaniach. -
Wysterylizowalam moja sunie kiedy miala okolo 2,5 roku. Miala przedtem mlode, mimo ze to mieszaniec, ale nie uwazam zeby to bylo konieczne, wrecz przeciwnie. Zdecydowalam sie wczesniej na szczeniaki tylko dlatego, ze bylo wielu chetnych na przyszlych ich wlascicieli. W przeciwnym razie nie zdecydowalabym sie na jej pokrycie. I tak to pierwszy i ostatni miot mieszancow, jaki wychowalam. Nie chce nigdy wiecej rozmnazac kundelkow, bo i tak jest ich w Polsce za wiele (psow ogolnie), czesto cierpia i trafiaja do schronisk.. Nie chce brac w tym udzialu - w rozmnazaniu niechcianych stworzen. Kazda moja suczka bedzie w przyszlosci wysterylizowa, chyba ze bedzie hodowlana.