Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Bardzo sympatyczne fotki, cała galeria jest bardzo pozytywna i jakoś natchnęła mnie sympatią do księży (przynajmniej niektórych). Tylko te dziwaczne wdzianka na psach.. :shake:
  2. No właśnie Puli, problem nie w tym, że ona nie zwraca na mnie uwagi na spacerach, tylko w samym jej zachowaniu wobec psa, jeśli już dochodzi do spotkania. Nie mam problemu ze skupieniem jej uwagi na sobie - wezmę patyk, piłkę, smaczek, i jestem bogiem :lol: Tylko przy takim jej zachowaniu wychodzi na to, że właściwie nie powinnam jej pozwalac na kontakt z innymi psami w ogóle, a to chyba nie wyjdzie jej na dobre. Wydaje mi się, że czasami takie zachowania prowokuje coś na kształt zazdrości, ale nie zawsze. Np. kiedy zajmujemy się aportowaniem i suka wraca z piłką, i w pobliżu zakręci się jakiś psiak, jest natychmiast przepedzany, po czym Baryła cała szczęśliwa wraca do mnie z piłką. I co wtedy? Przeciez nie ukarać?! Suczkę mam w avatarku, jest wielkości trochę drobniejszego ONka, ma 8 lat. To zachowanie zaczęło się pojawiać kiedy miała 5-6 lat i ogólnie stała się pewniejsza siebie. W tym samym czasie zaczęło jej sie zdarzać znaczyć teren z podnoszeniem nogi łącznie (oczywiście nie tak jak pies, ale troszkę tą nogę unosi), co trwa do dziś. Tak jakby skoczyła jej pozycja w "parkowej mafii" :cool1: Dodam, że wcześniej zmagałam się u niej z agresją lękową (obszczekiwanie), głównie wobec "dziwnie" zachowujących się ludzi i (w mniejszym stopniu) duzych psów, co zakończyło sie umiarkowanym sukcesem - zdarza jej się zaszczekać, kiedy pijany facet wpada z impetem na żywopłot, albo przestraszyć się dużego psa który pędzi prosto na nią, ale generalnie jest ok. Gdzieś spotkałam się z teorią, że psy o bardziej niż przeciętny dominującym charakterze, nawet jeśli są podporządkowane właścicielowi, swoją potrzebę dominacji przekierowują na inne psy i np. obcych ludzi, gości, co powoduje różne nie do końca uzasadnione zachowania dominacyjne i agresywne wobec nich. Więc może po prostu w ten sposób odbija sobie to, że mi wejść na głowę nie daje rady :evil_lol:
  3. Martens

    pies w lesie

    [quote name='lis']A ja na jakimś forum znalazłem coś takiego: " - leśnicy powinni mieć możliwość odstrzału każdego psa w lesie bez dzielenia na zdziczały lub nie (pies bez kagańca w lesie to powinien być martwy pies) "...............[/quote] No właśnie, obiło mi się o uszy, że mysliwy nie ma prawa zastrzelić psa w kagańcu. Tylko skoro myśliwi mają takie "problemy ze wzrokiem" :cool1: to ciekawe jak zauważą czarny skórzany kaganiec na czarnym psie :cool3: Czytałam gdzieś o przypadku, że mysliwy po takim "pomyłkowym" strzale szybciutko zdjął psu kaganiec i schował w krzakach, zanim właścicielka zdążyła dobiec na miejsce. W świetle ustawy w razie jakichkolwiek watpliwosci należy sie wstrzymać z odstrzałem, ale po tym co tu czytam, jakoś nie widze, żeby większość się do tego paliła :roll: A skoro juz mowa o pomysłach na bzdurne przepisy, to może niech policja strzela do wszystkich ludzi znajdujących się po 23.00 na ulicy, bo ani chybi sami bandyci i mordercy :lol:
  4. Martens

    pies w lesie

    Moje zdanie na temat myśliwych jest podobne do powyzszego i tego co napisała Zofia, i opieram je na własnych obserwacjach. Jedna osoba z mojej dalszej rodziny jest myśliwym, widziałam jak wyglada polowanie i słyszałam wiele na temat myśliwstwa "z pierwszej ręki", że tak powiem. Według mnie WIELU (żeby nie napisać większość i niesłusznie nie oczernić nikogo), ZA WIELU myśliwych to sadyści, pijacy i osoby mające w nosie prawo łowieckie, choćby w punkcie dotyczącym strzelania do zdziczałych psów ("takie rzeczy załatwia się po cichu"; "o świcie albo o zmroku" - rodzynki z forum łowiecki). Nie zgodzę się z ironiczną odpowiedzią Mars, że skoro myśliwi piją, to może jeszcze wąchają klej itp. Doskonale wiem, że w wielu przypadkach libacja odbywa się przed i po polowaniu. No bo jak wytłumaczyć wspomnianego na forum łowiecki czy też tutaj (nie pamietam już dokładnie) myśliwego, który popił sobie tak, że nie nadawał się do polowania, i dał kolegom swojego psa. Tak, na pewno on sam wypił 0,75 l wódki i "zaliczył zgona", że tak powiem, a reszta tylko się przyglądała, po czym wszyscy oprócz niego, trzeźwi jak szczypiorek poszli sobie postrzelać. Albo opisana w felietonie w "Psach myśliwskich" sytuacja, gdy myśliwy w lesie rzucał wyzlicy do aportowania butelke po pól litra. Pewnie znalazł przypadkiem :p Skoro kierowcom nie wolno prowadzić po alkoholu, bo stwarza to zagrożenie dla życia ludzi i nawet 1 piwo przed jazdą może skończyć się mandatem, to co powiedziec o facecie który po kilku głębszych biega ze strzelbą po lesie??? I jak mozna się dziwić że nie odróżnia dzika od jagdterriera?? Od razu uprzedzam, że znam również normalnego myśliwego, który choć nie stroni od kieliszka, jest inteligentnym człowiekiem i na pewno nie sadystą. Nie twierdzę, że wszyscy myśliwi to potwory. Nie mam też szczególnych uprzedzeń do picia alkoholu, bo i na to jest miejsce i czas. Ale na pewno nie jest to las i polowanie.
  5. Martens

    pies w lesie

    [quote name='ULKA12']To gdzie właściwie pies ma się wybiegać??? W parku nie, w lesie też nie, na łące też nie bardzo bo za blisko lasu i odludzie? [/QUOTE] Państwo stawia właścicieli psów w nieciekawej sytuacji. Wychodzi na to, że na posiadanie psa mogą sobie pozwolić tylko osoby posiadające ogrodzone kilka hektarów, aby zapewnić psu odpowiednią ilość ruchu. Gdzie ma wybiegać psa osoba, która mieszka w bloku? W mieście nie wolno, to właściwie oczywiste. W lesie również. A na terenach podmiejskich typu pola, łąki - również grasują myśliwi. Żaden z nich nie ma wypisanego na czole czy jest porządnym człowiekiem przestrzegającym przepisów, czy może pijanym sadystą, który z radością postrzela do pieska "szkodnika". Parków dla psów w Polsce jak na lekarstwo. Mam wrażenie, że właściciele psów są po prostu przez rząd lekceważeni. A to dziwne, bo w porównaniu z innymi krajami jest ich naprawdę dużo.
  6. Martens

    pies w lesie

    Na obrzezu mojego miasta jest las, ale nic mi nie wiadomo o tym, aby organizowano tam polowania. Zdarzało mi się puszczać tam psa bez smyczy, ale znajdował się pod moją kontrolą i nie odbiegał dalej niz na kilkanaście metrów. Nigdy nie ścigał żadnego dzikiego zwierzaka, choć zdarzyło nam sie natknąć na sarne - z tym że mój pies zamiast jak przystało na krwiożerczego drapieżnika pognać za zwierzyna - zaczął iść koło mojej nogi, bo wielkie zwierzaki chyba go zaniepokoiły :cool1: Gdyby mój pies ganiał za napotkanymi dzikimi zwierzętami, gdyby w lesie bywali myśliwi - na pewno nie odważyłabym się psa puścić ze smyczy. Ostatnio i tak przestałam to robić, bo natknęłam się na wnyki, a nie usmiecha mi się, żebym mój pies w nie wpadł. Sam przepis o strzelaniu do zdziczałych zwierzaków jest w obecnej sytuacji złem koniecznym, ale rozwiązuje on problem tylko doraźnie, nic nie robiąc z jego przyczynami. Powszechnie wiadomo, że wielu rolników wypuszcza psy samopas nocą, żeby same sie wyzywiły, i myślę ze to właśnie one stanowia większość przypadków gdy zagryzana jest zwierzyna leśna. To z tym nalezałoby coś zrobić, a nie strzelać jak popadnie do głodzonych i w sumie niczemu tak naprawdę niewinnych zwierzaków. Jeśli ten problem zostałby rozwiązany, to myślę że sporadyczne przypadki zastrzelenia przez myśliwego psa bezpańskiego i zdziczałego, który NAPRAWDĘ stwarza dla zwierzyny zagrożenie, nie byłyby powodem wzburzenia tylu osób. Sama podczas spaceru natknęłam sie na zdziczałe psy. Byłam ze znajomym i moim psem na spacerze. Szczere pole kilka km za miastem, w oddali na horyzoncie jakies gospodarstwo. Mieliśmy szczęście, że uniknęliśmy pogryzienia, bo 2 psy zaczęły nas osaczać, ale jakos udało nam sie je odpędzić. Psy były wyraźnie niedozywione, brudne i bez wątpienia chciały zaatakować, bez jakiejkolwiek prowokacji ze strony mojej czy mojego psa. Według mnie niewątpliwie takiego psa należy w humanitarny sposób uśmiercić. W schronisku i tak zostałby uspiony. Ale mam dwa zastrzeżenie: 1) Należy nie tylko strzelać do psów, ale rozwiązać problem ze stadami wiejskich agresywnych burków, które tak naprawdę wcale nie sa bezdomne. Tylko trzeba dotrzeć do ich właścicieli. Co z tego że mysliwy zastrzeli komuś psa skoro na jego miejsce zjawi się kolejny? Trzeba dotrzeć do podstawy problemu. I może pomóc mogłoby w tym bardzo silne przecież lobby myśliwych. No chyba że wielu z nich wcale nieśpieszno, bo lubią sobie postrzelać..? 2) Jak to jest mozliwe, że myśliwy nie odróznia zdziczałego zwierzaka od psa, ktory wybiegl zza zakretu przed wlascicielem, jest zadbany, ma obroze.. Przepis jest bardzo jasno sformułowany więc dlaczego mnożą sie przypadki tak drastycznych nadużyć?? Ja choc mysliwym nie jestem, nie mialabym problemu z odroznieniem. I choc duzo spaceruje po lasach i łakach, na zdziczałe psy natknelam sie tylko jeden jedyny raz.
  7. Nie wiem, czy do końca w temacie, ale moja suka ma dziwne zachowanie, które mnie niepokoi - to pewnego rodzaju agresja. Załozyłam na to nowy temat, bo nie znalazłam podobnego [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=62347[/URL]
  8. [quote name='AniaGd']Niestety Bullteriery mają jakąś "barierę komunikacyjną" i atakują bez sygnałów ostrzegawczych.[/quote] Chyba po tej wypowiedzi wskazującej na znakomitą i rzetelną wiedzę na temat psich zachowań w ogóle.. :p
  9. Wiem, że na forum jest wiele osób, które mają bardzo duzą wiedzę na temat behawioru psów i w związku z tym mam pytanie dotyczące zachowania mojej suki, które nie wydaje mi się do końca normalne. Kiedy wita się z psem, który jest pewny siebie, który podchodzi przyjaźnie, ale z podniesionym ogonem, nastawionymi uszami, porusza się pewnie i zdecydowanie, wtedy wszystko jest w porządku. Wita się bez agresji, z wyraźnym respektem. Natomiast atakuje psy, które podchodzą z wahaniem, niepewnie, które okazują jej strach lub uległość (nie mam na myśli całkowitego poddania się - pozycji z brzuchem do góry, bo psa który tak by zareagował jeszcze nie spotkałyśmy). "Atak" ten polegania na warczeniu, szczekaniu, odpędzaniu na pewną odległość, ale nigdy żadnego z tych psów nie próbowała chwycić zębami - to raczej taka pokazówka. :diabloti: Nie wydaje mi się to do końca normalnym zachowaniem, bo z tego co wiem, uległość powinna hamować takie zachowania, a nie wręcz je prowokować. Właściwie to sama umiem juz rozpoznać po zachowaniu psy, które ja "prowokują" i w takich sytuacjach staram się odwracać jej uwagę komendą, zabawką, itp. Skutek jest marny, zwłaszcza gdy drugi pies nachalnie podchodzi, bo właściciel mimo próśb nie raczy go odwołać albo w ogóle nie ma go w poblizu. Jeśli taki pies do nas podbiega, jeszcze zanim suka okaże agresję chwalę ja i nagradzam, ale efekt jest taki że po chwili psa i tak próbuje przepędzić. Niepokoi mnie to, że kiedy obwą****e się z takim psem, wszystko wydaje się być ok, a po kilku sekundach jak znienacka na niego ryknie, to biedak wygląda jakby miał dostać zawału :shake: Karanie wydaje sie nie mieć sensu, bo wzbudzi negatywne skojarzenia z podchodzącymi psami. Suczka zna komendę "zostań" i teoretycznie mogłabym w obecności takiego psa kazać jej leżeć w miejscu, ale wydaje mi się że taka sytuacja będzie ja jeszcze bardziej nakręcać, zamiast zmienić jej nastawienie. Mam wrażenie że przepędzanie niepewnych siebie psów sprawia jej przyjemność i swego rodzaju satysfakcję. Problem nie jest bardzo palący, bo ona nie próbuje zrobic żadnemu psu krzywdy, ale jest to nieco uciążliwe i niezbyt mile widziane przez innych właścicieli psów.. Dodam że jej zachowanie nie zalezy od wielkości psa - potrafi spokojnie przywitać się z pewnym siebie jamnikiem, a "huknąć" na potulnego psa dwa razy od niej większego.
  10. Moim zdaniem kobietę z małym psiakiem mógł zmylić fakt, że pies jest głaskany przez dzieci, nie ma kagańca, a w dodatku do zabawy zachęcał go inny mały psiak i nic się nie działo (skąd miała wiedzieć że to akurat suka - nie zawsze widać to na pierwszy rzut oka) - wiecie, taki sielski obrazek... Wina leży też po jej stronie (choć według mnie nie tylko), bo zanim podeszła, mogła zapytać, itp. Może na to nie wpadła, może po prostu nie znała sie aż tak dobrze na psach, ale skutki były tragiczne i nieadekwatne do popełnionego błędu. Mój pies nie przepada za małymi pieskami (oprócz tych które zna od szczeniaka). Prawie codziennie jest obszczekiwany przez malutkie psy, nad którymi nikt nie panuje ani nawet nie zadaje sobie trudu, żeby to zrobić. Często te psiaki podchodzą naprawdę blisko. Moja suka nigdy nie uszkodziła żadnego szczekacza. Owszem warczy, szczeka, czy nawet rzuca się w ich stronę, ale nigdy żaden nie dostał nawet draśnięty zębami. Znam ją na tyle, że wiem, że nawet gdyby była bez smyczy, pogoniła by go kilkanaście metrów, powarczała, ale nawet nie próbowała uzywać zębów. Co innego gdyby rzeczony psiak uwiesił się jej zębami u gardła. Nie wiem, co wtedy, bo w takiej sytuacji się nie znalazła. Kasie, czy ostrzegałaś właścicielkę małego psa, żeby nie podchodziła, bo twój może zachować się agresywnie w obecności suki? Jeśli tak, wina była wyłącznie po jej stronie. Jeśli nie, "bo pies wcześniej się tak nie zachowywał", to niestety część winy spada na Ciebie. Ja na Twoim miejscu zakładałabym jednak psu kaganiec. Jeśli taka sytuacja zdarzyła się raz, to może i drugi, a ja na przykład nie chciałabym mieć świadomości, że z zębów mojego psa zginął inny. Ale w sumie nic mi do tego, dopóki nie spotkam Twojego psa na swojej drodze, ale to mało prawdopodobne.
  11. [quote name='Kenzo']Jeszcze jedno...ja nie przeczę, że kleszcz może się wpić-mój psiak tak miał ale chwile potem odpadł w całości-substancja w tej obroży poprostu go pali i po nim:multi:[/quote] No właśnie ten kleszcz juz byl troszke podpasiony, i znajdowal sie przy ogonie gdzie moze po prostu moc obrozy nie siegnela. Po Fiprexie znajduje tylko czasem jakiegos suszonego kleszczyka przyczepionego rozpaczliwie do sierści skurczonymi łapkami. Normalnie az mi sie żal ich robi :placz: hehe
  12. [quote name='Delay']Zgadzam się. Też odniosłam podobne wrażenie niejednokrotnie będąc świadkiem takich "dziwniejszych", "patologicznych" czasem zachowań. No takie uporczywe kopulowanie "bez sensu" też widziałam. Podejrzewam, że zdarzają się też takie "natręctwa" jak np kręcenie się w kółko, czasem godzinami, uporczywe drapanie się, lizanie - lub to samo skierowane w stronę innego psa (o ile jak wiadomo nie ma stwierdzonej choroby skórnej). Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że to często ma sporo wspólnego ze zbyt małą ilością aktywności takich psów.[/quote] [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=59826[/URL]
  13. Nagrać nie mam jak :razz: Hmm ustawiasz palce jak do drapania, z tymże drapiesz w jednym miejscu i tylko po jakims czasie delikatnie przesuwasz się w inne. palcami robisz takie ruchy jakbys chciala cos zlapac koncami paznokci, miedzy kciuk a reszte palcow. tak jakbys delikatnie kołtunki przy skorze przeczesywała może być. Nie wiem chyba inaczej nie wytłumacze :eviltong: Ale sucz chyba sie tak zaraz nie obrazi, nawet jak bedzie troche inaczej ;)
  14. Wypróbowałam iskanie na mojej suńce i zostało przyjęte z aprobatą :cool3: Nawet buziaka w nos potem dostałam za moją czułość :loveu:
  15. [quote name='Kenzo']Zgadzam się ze wszystkim, co napisała Martens ale :razz:...ja osobiście używam obroży Bayera Kiltix i jest doskonała...Zero kleszczy, nawet po nim nie spacerują:eviltong:zapomniałam juz jak kleszcz wyglada.[/quote] A ja przy stosowaniu tej obroży znalazłam u mojej suki kilka kleszczy, w tym jednego zabierającego się już do posiłku... Może to po prostu zależy od psa...? Co do obroży za 10-12 złotych, to one nawet na pchły nie działają po tygodniu, a co dopiero na kleszcze...
  16. Wydaje mi się, że niekoniecznie jest to problem zdrowotny, ale zachowanie wywołane stresem. W kwietniowym numerze "Mojego psa" jest długi artykuł na temat takich nerwicowych zachowań, polecam. Moja suczka przez kilka miesięcy wylizywała sobie natrętnie przednie łapy (tylko w jednym miejscu), ale było to spowodowane tym, że musiałam wyjechać na kilka miesięcy i zostawić ją u dziadków. Po moim powrocie zachowanie nie zniknęło od razu, ale teraz, po kilku miesiacach prawie juz zupełnie zanikło. Ocieranie głową o meble to czesto objaw świądu, który może mieć najrózniejszą przyczynę (pasozyty, alergia, zapalenie uszu, jak również stres), natomiast wylizywanie przednich łap i mebli to typowy objaw nerwowego, obsesyjnego zachowania. Czy w otoczeniu psa zaszły jakieś zmiany, przeżył jakiś stres? Np. wyjazd lub powrót kogoś z rodziny, goście, nowe zwierzę, niecodzienne wydarzenie, jakiś uraz... Takie sytuacje moga powodować tego typu kompulsywne zachowania u psa, zwłaszcza starszego, który już gorzej znosi zmiany w otoczeniu niz młody. Co z tym zrobić? Na pewno nie powstrzymywać na siłe od wylizywania, nie przytrzymywać, nie zabraniać - to nasila stres, a więc i te niepożądane zachowanie. Radę opieram na wspomnianym artykule: 1. więcej spacerów, ruchu,, jakieś szkolenie, wspólne zajęcia, zabawy z psami (jeśli je lubi), można sucha karmę podawać w specjalnej piłce zabawce, którą pies turla po ziemi i sam wydostaje z niej kulki. Jeśli piłki brak, mozna chować je po domu i z psem bawic się w szukanie smaczków. 2. jeśli znajdziemy przyczynę stresu u psa, należy ją wyeliminować (o ile oczywiście jest to możliwe) i oszczędzić psu innych niemiłych sytuacji typu typu silny hałas, domowe awantury, itp. Im bardziej stały rozkład dnia ma pies, tym pewniej i bezpieczniej się czuje. 3. przyzwyczajać psa do stresujących go sytuacji (kiedy juz takie znajdziemy), oczywiście ostrożnie aby sprawy nie pogorszyć; uczyć psa spokojnego zachowania w sytuacjach, które powoduja jego ekscytację (np. powitania po powrocie właścicieli) oraz odwracać jego uwagę n inne zachowania w momencie gdy jest zestresowany i zaczyna się lizać - np. podać coś do gryzienia, zabawkę itp. Efektów nie ma od razu, i trzeba pamiętać że nasze nerwowe reakcje jeszcze takie zachowania nasilają. Niestety u starszych psiaków takie zachowania często występują samoistnie, i jest to spowodowane lekkim starczym otępieniem, mniejszą odpornością na stres, osłabieniem czułości zmysłów - co sprawia, że pies czuje się niepewnie. Inne tego typu zachowania to np. kręcenie się za własnym ogonem, łapanie nieistniejących much, polowanie na cienie, szczekanie i skomlenie w okreslonych sytuacjach, ssanie skóry na boku (moja suczka tez miała taki nawyk), podgryzanie łap czy ogona, uporczywe lizanie innych zwłaszcza mniejszych zwierząt, zjadanie rzeczy niejadalnych (moja suczka zbierała kompletnie niejadalne paproszki z podłogi i mieliła je w pysku). Pozdrawiam i jestem ciekawa dalszych postów ;)
  17. Ranki po kleszczu goją się zwykle nie za ciekawie - długo się zabliźniają, zostaje często blizna, zwłaszcza jeśli kleszcz długo był niezauważony. Jeśli miejsce jest bolesne i gorące to prawdopodobnie zrobił się ropień - trzeba wziąć psiaka do lekarza, który oczyści go z ropy i potraktuje psa antybiotykiem. Jednak w porównaniu z chorobami odkleszczowymi, często śmiertelnymi, taki ropień to najmniejszy problem. Dlatego jeszcze przez kilka tygodni musisz obserwować zwierzaka i przy jakichkolwiek zmianach zachowania nie zwlekać z weterynarzem (może chodzić o życie psa), szczególnie jeśli pies będzie osowiały, nie będzie miał apetytu, będzie dyszał (gorączka). Moja suczka dwukrotnie przechodziła babeszjozę, za 1-szym razem była naprawdę w złym stanie; za drugim razem trafiła do lekarza kilka godzin od pierwszych objawów, więc leczenie poszło gładko. Ale znałam kilka psów, które tego nie przezyły, głównie dlatego, że właściciel zwlekał z wizytą u lekarza, bo objawy (osowiałość) nie wydawały się poważne. A na przyszłość polecam dokładne zabezpieczanie psa przed kleszczami: najlepiej według mnie za pomocą spot-onu Frontline albo Fiprex. Obróżki i inne środki pozostawiają sporo do życzenia jeśli chodzi o skuteczność. A kleszczy w tym roku dużo, bo zima była ciepła.
  18. My pierwsze pływanko zaliczyłyśmy kilka dni temu. Zwykle zaczynamy mniej więcej w kwietniu, a kończymy w październiku, o ile jest w miarę ciepło. Suczka ma już 8 lat i zimą przy duzych mrozach na porannym spacerku czasem chodzi odrobinkę sztywno, dlatego nie ryzykuję pływania przy niskich temperaturach; zresztą nigdy nie wydawalo mi się ok, żeby pies pływał przy 20-stopniowym mrozie. Ale lepiej kiedy pies pływa przy temp. 15-20 stopni, niż w 30-stopniowym upale - wiadomo, szok termiczny. Po pływanku zwykle uskuteczniamy jakieś aportowanie, intensywne bieganko, żeby futrzak szybciej wysechł ;)
  19. [quote name='Devis&Marta']fajnie macie bo moj pies nie umie plywac, tzn bardzo by chcial ale jak traci grunt pod lapami to idzie pod wode, musialabym chyba mu brzuch podtrzymywac zeby sie nauczyl![/quote] Ja moją Baryłę tak właśnie uczyłam :razz: wpakowałam się z kumpelą do wody, ja z obrożę, ona za tył... (bo pies nie taki mały) i pies pływał :lol: Tylko nogi potem strasznie podrapane miałam :p A teraz mam psa świra na punkcie wody.. Zimą musze z nia spacerować z dala od rzeki, bo gotowa chyba przerębel wyrąbać, żeby tylko się zamoczyć.. a jak trafi się na łące większe bajoro, to kica w nim jak zając, żeby był jak największy plusk. A patyk nad woda to juz szalenstwo - drze się, skacze, trzęsie, żeby tylko jej wrzucić. Jak pierwszy raz zanurkowała i zobaczyłam wystający nad wodą psi tyłek z merdającym ogonem, to troche mnie zatkało :crazyeye: Co ciekawe uwielbia skakać z takiej niskiej skoczni - nie wiem czy to bezpieczne, ale skoro pies płynie jak najszybciej do brzegu i pędzi z powrotem skakać, to chyba krzywda mu się nie dzieje.. Jeszcze większą radochę ma, kiedy ją do wody wrzucę :roll: Miałam jeszcze drugiego psa, który za wodą nie przepadał i nasze harce obserwował z brzegu, ale raz popłynął z własnej woli. Wypłynęłam z Baryłką na środek rzeczki (prądu prawie brak), a Zuch biegał wzdłuż brzegu, aż z "krzykiem desperacji" (dokładnie tak to brzmiało) skoczył ze skarpy, podpłynął, opłynął nas naokoło i zupełnie uspokojony wrócił na brzeg. To był jego pierwszy i ostatni raz ;)
  20. Jeśli suczka ma jakieś uprzedzenie do zapinania jej na smyczy i kojarzy jej się to z powrotem do domu, to myślę że pomoże, jak w czasie spaceru będziesz ja wiele razy wołała, zapinała smycz, przez chwilę bawiła się z nią na tej smyczy tak, żeby sprawić jej wielką frajdę, i puszczała znowu. Jeśli ta chwila na smyczy będzie jej się kojarzyć z czymś extra, czego nie ma gdy biega swobodnie, to powinno przyspieszyć jej reakcje ;) Mozesz to robic takze gdy ma przypieta i puszczoną swobodnie linkę - po prostu na chwilę dopniesz tez smycz.
  21. Coś okropnego. A przeciez w wielu miejscach to normalna sytuacja, że właściciele mniejszych psiaków boją się je wyprowadzać bez lustrowania terenu przez okno - czy przypadkiem nie "wyprowadza się" na spacer jakis agresywny pies.. Bardzo jestem ciekawa, co wyniknie ze sprawy. Dobrze że chociaz policja potraktowała sprawę poważnie. Szkoda tylko, że zdążył ucierpieć już psiak :-( Gdyby właściciele ASTa byli odpowiedzialni, a egzekwowanie prawa lepsze, do sytuacji by nie doszło. Właściciele ASTa są żałośni - kłamstwa w zeznaniach, zrzucanie winy na drugą stronę (to może nikt inny w kamienicy nie ma juz prawa mieć psa, bo to będzie jego wina, jak zostanie pogryziony..) i chwalenie się morderczymi wyczynami pupilka...
  22. [quote name='pidzej']Największy problem mieliśmy z jedzeniem- nie chciała nic jeść- badania nic nie wykazały. Na widok pełnej miski warczała i wchodziła pod stół, robiła się sztywna. Nie było mowy o wyciągniętej ręce z jedzeniem- warczała. Jadła tylko w samotności i to niewielkie ilości, coś tam mlasnęła.[/quote] Akurat to zachowanie musiało byc skutkiem jakiegoś urazu, prawdopodobnie poprzedni właściciele kusili suczke jedzeniem, później bili; stąd jej nieufne zachowanie w takich sytuacjach - różne są sposoby znęcania sie nad zwierzakiem.. Pidzej i Blow współczuję straty. Wiem jak to jest mieć świadomość: zabiłam/em własnego psa. Jeśli chodzi o zbicie psa w tym przypadku to nie popieram, ale rozumiem. Kompletną głupota jest dla mnie praktykowane przez schroniska wydawanie zwierząt z poważnymi problemami z agresją ludziom bez doświadczenia. Jeśli psa przywieziono z interwencji albo wykazuje on kompletnie nieprzewidywalne zachowania agresywne, to z adopcją należałoby się wstrzymac w ogóle. Guzik prawda, że w domowych warunkach wszystko nagle samo z siebie sie wyprostuje - przeważnie jest jeszcze gorzej. Jeśli pies trafia do kilku rodzin i za każdym razem wraca po pogryzieniu dzieci, domowników, a ludzie ci nie są ciemną masą jeśli chodzi o układanie psów (tacy psa nie powinni dostać w ogóle) , to należałoby pomyśleć czy może z psem jest coś nie tak. Zwierzę niebezpieczne i nieprzewidywalne, które nie będzie mogło być bez zagrożenia dla właściciela trzymane nawet przez osobę samotną, powinno być w schronisku uśpione. Przykra prawda ale w Polsce schroniska nie mogą sobie pozwolić na dożywotnie przechowywanie zwierząt z nieodwracalnie wypaczoną psychiką - nie w takiej sytuacji jaka jest. Może kiedyś tak, ale raczej nieprędko... [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=42166[/URL] Tu pisałam o psie kumpeli, który trafił do schroniska w Ostrowii Mazowieckiej, po tym jak ją pogryzł. Wspomniałam tam, że psa prawdopodobnie w schronisku uśpiono. Teraz już nie jestem tego taka pewna. Pies miał swoje lata, ale był to ONek (bez rodowodu, ale po rodzicach z papierami), duży i ładny, a wielu ludziom agresja psa jest bardzo na rękę. Nie zdziwiłabym się gdyby trafił do kolejnej rodziny i znowu kogoś pogryzł. Jego agresja wynikała prawdopodobnie z dominacji, ale mam duże wątpliwości, czy przeciętna osoba (a nawet posiadająca pewną wiedzę w temacie) adoptująca psa ze schroniska poradziłaby sobie z 8-9 letnim (a więc z utrwalonymi juz nawykami) psem, który waży ponad 50 kilo, ma potężne skłonności do dominacji i jest przyzwyczajony do rozwiązań siłowych w kontaktach z człowiekiem. Wydawanie takiego psa to proszenie się o tragedię, zrażenie kolejnej rodziny do schroniskowych adopcji i być może pozbawienie szansy na dom innego psa, który dałby rodzinie wiele radości. Nie oszukujmy się - moim zdaniem niektóre psy w schroniskach TRZEBA usypiać. Rozwiązanie polegające na trzymaniu przez kilkanaście lat takiego agresywnego zwierzaka w klatce nie jest dla mnie równoznaczne z dobrym uczynkiem. A jeszcze mieć pretensje do nowych właścicieli, gdy zwracają zwierzę, które w ogóle nie powinno być nikomu wydane... Brak mi słów :shake:
  23. [quote name='nowicjuszka'][I]Ja z psem pracuje na kazdym spaceerze - po to jest spacer.[/I] Obserwując okoliczne psy i ich właścicieli jakoś trudno uwierzyć, że inni myślą podobnie ...:-o[/quote] Zwrócilas uwagę na ciekawy problem nowicjuszko :p ja u siebie w miescie widzialam doslownie kilka osob majacych taki poglad na spacery z psem. inna sprawa ze te osoby nie maja zadnych praktycznie problemów z posluszenstwem podczas spacerów. a reszta? pół biedy, jesli wlasciciel rozumie ze pies powinien sie na spacerze przynajmniej wybiegac. bo sa osoby, ktore psa wyprowadzaja tylko i wylacznie w celu zalatwienia potrzeb fizjologicznych i jak tylko zwierzak zrobi "kupkę", ciągna go do domu. nie dziwie sie ze cwany pies stara sie czesto ten moment jak najbardziej odwlec, ku frustracji wlascicieli :evil_lol: a powaznie - jesli szkolimy psa tylko w jakims jednym wybranym miejscu, o jednej porze i traktujemy to jako 'lekcję", po której pies ma juz wolne, uczymy psa słuchać się nas tylko w czasie tych zajęć. a przeciez chodzi o to, żeby pies byl posluszny w kazdej sytuacji, miejscu i okolicznosciach. I dlatego wedlug mnie z psem trzeba pracowac zawsze i wszedzie, gdy mamy z nim kontakt. Tzn na spacerze, w domu, w mieście, u znajomych, na klatce schodowej - wszędzie gdzie pies ma umieć się zachować po prostu.
  24. [quote name='Romas']Martens a ile psow wychowałes ,jesli tak stanowczo sie wypowiadasz. Nowicjuszka została zrugana na poztywnym forum nie dlatego ,ze osmieliła sie zwalic psa z łozka.Generalna zasada jest zeby wiedziec co sie robi i jakie tego beda konsekwencje . To co zrobiła Nowicjuszka było typowym proszeniem sie o kłopoty. Pies jest obcy , wziety jako dorosły ,nie ma wyrobionych nawykow i takiemu psu pozwala sie włazic na dzieciece łozka a potem nagle chce sie ,zeby przestrzegał zasad . Pozytywne wychowanie nie oznacza braku konsekwencji i jakichkolwiek zakazow .Tylko trzeba wysilic sie troche zeby tak psem manipulowac zeby nie byla potrzebna proba sił ,łapanie za kark i zwalanie z łozka( czy jak tam Nowicjuszka zrobiła) . Nie ma co wieszac psow na takim czy innym rodzaju wychowania ,trzeba natomias wiedzic jak sie chce psa wychowac i konsekwentnie tego przestrzegac.Jesli sie chce stosowac przemoc to nalezy to robic a nie szukac powodow do zrugania psa.Złapac go za ten kark jak włazi na łozko,jak zabiera sie do ataku ,jak zabiera sie do popełnienia przestepstwa .Ale mało kogo stac na taka brutalnosc. Zwykle czeka sie az pies cos spsoci ,potem sie go karci a jesli pies sie broni to swiete oburzenia "jak to nie przestrzega swojej pozycji w stadzie " A zreszta to juz tysiac razy bylo dyskutowane ,ze nie trzeba wylewitowywac psa z łozka przez psychokineze tylko wziasc sie do roboty i nauczyc go wchodzenia i schodzenia na komende .I problem znika jak reka odjał bez koniecznosci proby sił czy martwienia sie ,z e dzis moze psu akurat sie nie zechce zejsc z łozka i trzeba bedzie go palnac w łeb.[/quote] Wychowałam 3 psy, w tym jednego cudzego, w dość podeszłym wieku i prawie kompletnie głuchego. Zgadzam się z Twoją wypowiedzią, że nie mozna karać psa za łamanie zasad, których nie zna, a przemoc fizyczną (przemoc, nie nacisk) uważam za bezcelową. Prawdą też jest, że narzekanie na psa jest łatwiejsze niż poświęcanie czasu na pracę z nim. Chcę też podkreślić, że wszystkie rady to tylko MOJE zdanie i nikt nie powinien czuć się zmuszony do ich stosowania. Kiedy napisałam, że pozostaje psa z łóżka wyekspediować ręcznie, kilkakrotnie ostrzegłam, że może to się skończyć ugryzieniem. W momencie kiedy pies już lezy na łóżku i warczy, nie ma idealnej recepty. Zrzucisz - narażasz się na konfrontację, wycofasz się - stracisz w oczach psa kolejna porcję nadszarpniętego już autorytetu. Do takiej sytuacji nie należało w ogóle dopuścić, ale czasu się nie cofnie. Co najlepiej zrobić teraz, to kwestia poglądów na ten temat.
  25. Mi powiedziano, że suczka przez okres kwarantanny (2 tyg. po ostatnim szczepieniu - I szczepienie 8 tyg, II 10 tyg - nie licząc wścieklizny; a więc do 12 tyg. życia) może (a nawet powinna) stykać się z psami znajomymi, zdrowymi i zaszczepionymi, najlepiej na prywatnym terenie, natomiast nalezy unikac kontaktu z psami obcymi, zwłaszcza bezpańskimi. Do tego się zastosowałam i suczce nic się nie stało.. Hyba trzeba po prostu znalezc zloty srodek..
×
×
  • Create New...