-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
A ja po raz drugi w ciagu pół roku walcze z babeszjoza.. Niech to szlag! Moja suńka nabawiła się paskudztwa w pazdzierniku. Miała obroze firmy Bayer, ale niestety g...o dała. Przez tydzień nie jadła, dostawała kroplówki, zastrzyki - wyleczyła się na szczęście. Jakiś tydzień temu była odrobaczana i musiałam na kilka dni odstąpic od kleszczowej ochrony (suczka ma niedoczynność tarczycy i z wszelkimi lekami i "trutkami" muszę bardzo uważać). Przeglądałam ja po każdym spacerze, ale 2 kleszcze się uchowały i wyjęłam je już wkłute. Kilka dni temu użylam spot-on Fiprex i cała szczęśliwa myslalam, że w temacie kleszczy mogę się rozluźnić, a tu masz!! Wczoraj suńka była jakaś nieswoja i dyszała, mimo że było dość chłodno. Dziś nad ranem obudziła mnie dyszeniem, wypiła chyba ze 3 razy wiecej wody niz zwykle i miała strasznie zbolała mine. Zmierzyłam jej temperature, a tu 41,4!! Jeszcze dziś udałam sie do weta wlasnie dlatego że juz raz to przechodzilam i co? - Babeszjoza po raz drugi! Oczywiscie imizol, antybiotyk i jeszcze coś na oslone wątroby, nie pamietam juz jak to sie nazywalo.. Na szczescie u weta znalazla sie blyskawicznie, wiec nie miala zadnych problemow z moczem. Mam tylko obserwowac czy duzo pije i normalnie sika, bo w razie najmniejszych zaburzen w tym temacie bedzie kroplowka.. Czy jest w ogole jakis 100%-owy sposob zabezpieczenia przed kleszczami? Chyba nie. Ja chyba teraz zastosuje zmasowany atak: Fiprex spot-on, płyn odstraszający kleszcze (jakiś wynalazek z olejków eterycznych, naturalny, "Axel" - nic z "trucizną", a wiec bezpieczne) i oczywiscie ręczne "odkleszczanie" po kazdym spacerku. Powinno pomóc.. Jeszcze 2 lata temu w moim mieście (Maków Mazowiecki) choroby odkleszczowe były praktycznie niespotykane, mimo że kleszczy było zawsze sporo. A dziś wet mi powiedział, że w tym roku miał juz 7 przypadków babeszjozy, w tym 1 śmiertelny, bo pies trafił do niego 2 tygodnie (!!) od pierwszych objawów.. A moja sunia leży obok i w końcu śpi, chyba ma jeszcze gorączkę.. Martwię się o powikłania, bo to juz drugi raz, a tamten przeszła cięzko :-( TĘPIĆ KLESZCZE!!! :mad:
-
Problemy z sierścią - skutek sterylizacji czy diety
Martens replied to Martens's topic in Endokrynologia
Ajaj, zapomniałam! Mój weterynarz wygłosił opinię, że sterylizacja suki, zwłaszcza w młodym wieku (moja miała wtedy 2 lata), i związany z tym występujący przez dłuższy czas brak hormonów płciowych często prowadzi do zaburzeń hormonalnych, najczęściej właśnie do problemów z tarczycą lub nadnerczami. Pierwszy raz spotkałam się z taką teorią, choć sporo czytałam na temat wpływu sterylizacji na zdrowie psa, i przed zabiegiem i ostatnio. Na zdrowy rozum dla mnie ta teoria wydaje się mieć ręce i nogi, ale nie wiem.. W środowiskach osób "uświadomionych" w temacie opieki nad zwierzętami sterylizacja ma duże poparcie, głównie przez to, że zapobiega kliku chorobom i pomaga rozwiązać problem bezdomnych zwierząt, ale być może skutków ubocznych jest więcej, niz mówi się oficjalnie..? Nie mam zamiaru twierdzić, że sterylizacja jest fu, ani porównywać jej jak niektórzy do dręczenia zwierząt, bo jest potrzebna, zwłaszcza w schroniskach, ale może warto mówić głośno o wszystkich skutkach ubocznych, żeby odpowiedzialny właściciel psa mógł sam podjąć decyzję? -
Witam serdecznie, Wprawdzie nie mam zaprzęgowca (aczkolwiek uwielbiam husky :loveu: ), ale mam suczkę mieszańca, u której stwierdzono niedawno właśnie niedoczynność tarczycy. Szukam właścicieli psiaków z tym schorzeniem - zapraszam do tematu: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=4571092#post4571092[/URL] Forumowicze polecili mi ten wątek ze względu na zamieszczony artykuł. Będę wdzięczna za wszelkie informacje :)
-
Problemy z sierścią - skutek sterylizacji czy diety
Martens replied to Martens's topic in Endokrynologia
Diagnoza już jest - suczka ma niedoczynność tarczycy. Weterynarz przepisał jej Eltroxin 50 mikrogramów, mam zacząć od dawki 1 tabletka co 12 godzin, i jeśli poprawa będzie bardzo szybka i widoczna, to zmniejszamy dawkę o połowę, oczywiście po kontroli. W artykule, który poleciła mi andorka1 piszą: "Długotrwałe podawanie tyroksyny może niestety powodować skutki uboczne, np. problemy z sercem. Niewydolność serca spowodowana przerostem to częsty i poważny problem w stosowaniu Eltroxinu (syntetyczna tyroksyna). Zawsze trzeba się zastanowić, czy powodowane niedoczynnością dolegliwości są na tyle poważne, by ryzykować skutki uboczne leczenia hormonalnego." I właśnie dlatego mam wątpliwości, i jak na razie leku nie podawałam. Suczka ma 8 lat i nie ma żadnych problemów z sercem (jak na razie). Weterynarz stwierdził, że nie ma leku bez możliwych skutków ubocznych i radził podawać te tabletki, ale decyzja należy do mnie. Czy ktoś ma może psiaka z niedoczynnością i może coś na ten temat powiedzieć? I co to znaczy "długotrwałe podawanie" w przypadku tyroksyny? Czy takie skutki pojawiaja się po 1-2 latach czy np. zwykle dopiero po 5-6? Bo lek podaje się do końca życia psa. Będę wdzięczna za wszelkie uwagi i wskazówki na temat opieki nad psem z tym schorzeniem.. -
Witam z powrotem po długiej przerwie :) Zgadzam się z przedmówcami, na ogół za mało się informuje osoby, które chcą zaadoptować psa z ulicy czy ze schroniska, szczególnie takiego, który sprawia lub może sprawić problemy. W schronisku wyglada to o tyle lepiej, że zwykle są tam wolontariusze, którzy doradzą i pomogą. Gorzej, jeśli bierzemy psa od osoby która "w dobrej wierze" zataiła jakie pies sprawia problemy, albo zwierzę prosto z ulicy, tak jak mój Zuch, o którym praktycznie nic się nie wie. Jednak mimo wszystko gdybym chciała miec kolenego psa i trafiłby się uliczny kundelek, to bym sie nie wahała :) Ale nie polecam takiej decyzji ludziom bez wiedzy i doświadczenia, albo rodzinom z małymi dziećmi.
-
[quote name='Marta i Wika']Najwyraźniej skutecznie oduczyłaś ją spania w łóżku, czyli nauczyłaś, że leżenie w łóżku w Twojej obecności jest w jakiś sposób niebezpieczne. Dlatego leży sztywno i woli schodzić...[/quote] Ja wiem czy niebezpieczne.. Nigdy jej przy tym nie uderzyłam ani nie potraktowałam jakoś brutalnie. Na początku to był taki troche teatr: brałam sie pod boki, robiłam groźna mine i ze wskazaniem paluchem kierunku kazałam jej iść na miejsce. Czasami udawała, że nie słyszy i wtedy powtarzałam to troche ostrzejszym tonem. Wlasciwie to wszystko z tym ze z zelazną konsekwencją powtarzałam to przez długie miesiące :) Może przestane w koncu narzekac na psa i oszalamiający efekt swojej pracy :p tylko zaczne sie cieszyc tym czego ją sama nauczyłam hehe. Pewnie wielu ludzi ma problem raczej odwrotny wiec moze pojde otworzyc szampana i oblac sukces wychowawczy :multi: ;) ;) ;) A, i źle to ujęłam - poza łóżkiem chętnie śpi obok mnie, wręcz pod moimi nogami. Tylko łóżko jej nie odpowiada. Może zmienie płyn do płukania pościeli hehe
-
Miałam jedno i drugie, każde ma swój urok. Fakt, zauwazylam, ze pies garnie sie do kobiet, a suczka do facetów :) ale jesli w domu nie ma facetów to sunia zdecydowanie. Jak siostrzyczka :loveu:
-
Czy można wychować psa bez karcenia i karania?
Martens replied to Marta i Wika's topic in Wychowanie
Ja w tak zwanym okresie ucieczek nie wytrzymalam nerwowo i dalam klapsa w tylek kiedy pies wracal po 3 godzinach szlajania sie i radosnej ucieczki na moje wolanie. Za skutki płacę do dziś - jeśli 7-letni juz pies wyczuje w moim glosie najmniejsze zniecierpliwienie, trzyma sie kilka metrow ode mnie. Nigdy wiecej takiego błędu nie popelnie :p Teraz mimo najwiekszego wk.....nia musze byc dla mojego psa miła kiedy jest bez smyczy. -
Beauceron zdecydowanie :loveu: Ale też wielka sympatia dla malinois, husky i wszelkich wolf-dogów :)
-
Moja sunia NIE LUBI spac w łóżku kiedy ja w nim jestem ani w ogole przy mnie - moze smierdze jej zdaniem ;) Jako szczeniak czesto pakowala sie w posciel i lezala w nogach, ale kiedy naczytalam sie o teorii dominacji i zaczelam konsekwentnie ja tego oduczac - ona autentycznie na lozko wchodzic nie chce. Nawet kiedy mi smutno i wieczorem ja zawolam, bo chcialabym sie poprzytulac:loveu: ona polezy przy mnie sztywno - widac ze tylko dlatego ze ja sobie tego zycze, a kiedy tylko odwroce wzrok albo pomysli ze zasnelam - zmyka na swoje poslanie. Moze ktos ma sposob jak NAUCZYC psa spania w łóżku? :evil_lol: co ciekawe pod moja nieobecnosc chetnie na nim poleguje, ale nigdy nie dala sie przylapac - zdradza ją wygrzane miejsce :lol: Moj drugi psiak (juz za TM) był znajdką z ulicy i bardzo doceniał uroki spania w łóżku :) ale był bardzo nieśmiały - nigdy nie pakowal sie do łóżka na chama. Siadał koło łóżka rozglądał sie ostrożnie i wzdychał. Urocze :loveu: I jak tu go nie zaprosić :lol:
-
Jak zachowuje się twój pies w czasie sylwestra?
Martens replied to Figaro's topic in Wszystko o psach
Baryłka troszkę się obawia, ale jej reakcja zalezy głównie od tego czy ja jestem w pobliżu. Jeśli mnie nie ma i sylwestra spędza z dziadkami, to wyszukuje jakies spokojne miejsce gdzie przeczekuje wybuchy z dość niepewna miną. Najczęściej pod stołem lub pod nogami babci. Kiedys chciała wpakować się babuni na kolana - pies prawie wielkości ONka :lol: Przy mnie robi niepewną mine i sprawdza moja reakcję. Widząc ze jestem spokojna i nic sobie z zamieszania nie robię, wraca do swoich zajęć. Czasem trochę popatrzy ze mną, ale nie jest szczególnie zainteresowana ani nie wariuje. Dodam że jako szczeniak przeszła specyficzną socjalizacje w temacie petard - jako 12-latka spedzalam swieta u ciotki i z moimi bracmi znalezlismy sobie cudowna rozrywke - rzucanie petard :cool1: Baryłka, wtedy 3-4 miesieczny szczeniak byla ze mna i gdy petarda byla rzucona i uciekalismy, ona była u mnie na rekach. Niezbyt madra zabawa ale mojemu psu wyszla na zdrowie. Przez pierwsze kilka lat zycia w ogole nie reagowal na sylwestrowe strzały - chyba fajnie mu sie kojarzyly. Teraz ma ponad 7 lat i dopiero ostatnio zrobila sie troche niepewna. Moze to z wiekiem albo co. :roll: -
Jaka jest różnica między szkoleniem belgów a szkoleniem ONków?
Martens replied to Zołza's topic in Owczarek belgijski
Moja rada nie opiera sie wprawdzie na praktyce, ale moge podzielic sie z Toba tym co czytałam i slyszałam od madrzejszych ode mnie - malinois to jedna z moich dwóch ulubionych ras i jestem mniej wiecej w temacie. Po pierwsze belg jest o wiele bardziej pobudliwy od ONka. Byle drobiazg na który ON czesto nie zwraca uwagi, u belga moze doprowadzic do urazu psychicznego i agresji ze strachu. Dlatego szczególnie ważna jest prawidłowa socjalizacja. Polecam blog Zofii Mrzewińskiej o wychowaniu młodego owczarka. Po drugie masz rację, belgi źle reagują na przymus w szkoleniu i poleca się raczej metody oparte na wzmacnianiu pozytywnym np. kliker, odwracanie uwagi zamiast karania, itp. Belgi są szalenie inteligentne, co ma swoje złe strony dla początkujacego właściciela - pies często próbuje go przechytrzyć i nudzi się monotonnymi ćwiczeniami. Polecam ci artykuł z Przyjaciela Psa nr 3/2002 "Jak szkolić owczarki belgijskie". Tam w przystępny sposób wytłumaczono jaka jest specyfika szkolenia tych ras i czym się ona rózni od edukacji innych psów. Numer archiwalny mozesz zamówić tutaj, w dziale Archiwum numerów: [URL]http://www.pies.pl/[/URL] -
Moja suńka nie przepada za niektórymi małymi psami. Na te właściciele często zupełnie nie zwracaja uwagi, dopóki nie stwierdzą, że psiak jest w niebezpieczeństwie :) kiedy widza, że Baryłka warczy i wystawia cały garnitur zębów, najczęściej sami w popłochu odwołują pieska. Z właścicielami duzych bywa różnie. Najczęściej kończy się to korridą w stylu ja próbuje trzymac swojego psa z drugiej strony moich nóg a obcy ze wszystkich sił próbuje sie przez ta bariere przedrzec. Właściciel najczesciej bezskutecznie nawoluje swojego psa z odleglosci kilkunastu metrow. Osoba ktora rusza tylek i łapie psa to rzadkosc. Chyba ludzie boja sie osmieszenia ze nie beda umieli wlasnego psa zlapac albo zacznie on przed nimi uciekac :razz: Ale ogolnie moje doswiadczenia nie sa az takie zle. Generalnie wiekszosc ludzi napotkanych na spacerze widzac ze zapinam swojego na smycz, odwoluja zwierzaka do siebie. Inna sprawa to tzw. psiak-ogon. Podejdzie, powącha sie z moim, bo zatrzymam sie dla swietego spokoju, a potem nie moge isc w spokoju dalej. Tamten przyczepi sie jak rzep, moj pies kreci sie i odwraca, bo tamten wtyka mu nos pod ogon.. Wlasciciel najczesciej nie reaguje - pali fajka, rozmawia ze znajomym.. Dopiero kiedy wydre sie na jego psa albo zblizamy sie z "rzepem" do ruchliwej ulicy, nastepuje reakcja właściciela w stylu leniwego wołania. Z moich obserwacji wynika, ze w małym miescie gdzie mieszkam na codzien ludzie sa mniej towarzyscy jesli chodzi o zabawy psow. Kazdy trzyma swojego przy sobie, bawia sie tylko psiaki znajomych ludzi. Praktycznie nie zdarza sie zeby obca osoba zagadala czy psiaki moga sie zapoznac. W Warszawie jest inaczej, ludzie po raz pierwszy spotkani moga godzinami rozprawiac o psach, ich zwierzaki sa tez lagodniejsze i bardziej nastawione na nowe znajomosci :)
-
Zgadzam sie w pelni, ze trzymanie takiego zwierzaka w bloku czy z małymi dziećmi to nienajszczęśliwszy pomysł. Jeśli juz zdecydowalabym sie na jego posiadanie to tylko posiadając dom z ogrodem (ogolnie nie przeszkadza mi ze pies rozkopuje ogródek - moj wlasny rozkpuje działke z wielkim zapalem :) ) Spotkałam się z informacjami, że dzikie dingo czystej krwi w samej Australii sa coraz rzadsze. Zagraża im wyginięcie z powodu krzyżówek z psem domowym, głównie z bezpańskimi zwierzetami. Takie krzyżówki podobno są wyjatkowo niebezpieczne, gdyż wychowuja się na wolności, ale nie wykazują takiego strachu przed człowiekiem jak dziki dingo - częste są przypadki ataków na ludzi. Być może więc w dalekiej przyszłości jedynymi miejscami gdzie będzie mozna spotkać czystego dingo, bedzie ogród zoologiczny i właśnie prywatne domy. Co sądzicie o mozliwości, że dingo zostanie "wtórnie udomowiony" i bedzie selekcjonowany przez hodowców pod kątem trzymania w domu? W encyklopedii "Psy" Bruce'a Fogle'a dingo został przedstawiony wśród ras prymitywnych, takich jak pies faraona czy podenco ibicenco. A moze juz któraś z organizacji kynologicznych na swiecie uznaje go za rasę? Wiecie coś na ten temat?
-
Zapomniałam - sa przeciez przypadki, ze ludzie przyprowadzaja do uspienia psy tylko i wylacznie dlatego, ze chca sie ich pozbyc. Nie chce im sie szukac domu dla niechcianego juz zwierzaka, a porzucenie go na ulicy obłudnie nazywaja dreczeniem zwierzat. Wymyslaja weterynarzom niestworzone bajki o agresji psa, jego klopotliwosci czy katuszach przezywanych przez psa w czasie choroby - wszystko oczywiscie wyssane z palca. Pewna kobieta z sentymentalną mina oznajmila mi, ze uspila swojego psa, bo jest chora i ciezko jej bylo sie nim opiekowac, a nie chciala oddac go w dobre rece, bo... cierpial by teskniac za nia!! Wobec tego zwyczajnie go usmiercila. Podobno go kochala. Podobno jest milosniczka zwierzat w ogole!! Brak mi słów :-(
-
Osobiście, jeżeli w przyszłości będe miała psa rasowego, na pewno bedzie miał rodowód. Dla mnie posiadanie psa rasowego, z rodowodem, po doskonałych rodzicach, w pewnym sensie do czegoś "zobowiązuje". Jeżeli kupuję psa, w którego wyselekcjonowanie i wychowanie ktoś włożył masę czasu i pieniędzy, to według mnie bardzo na miejscu jest kontynuacja pracy hodowcy, choćby poprzez udział w wystawach, zeby zaprezentowac efekty jego pracy. Natomiast "do kochania" wystarczą mi mieszańce - ze schroniska czy ulicy. Kupno psa "rasowego" bez rodowodu jest dla mnie absurdem. Jeżeli jakaś rasa interesuje mnie na tyle, że chciałabym jej przedstawiciela widzieć w swoim domu, to chciałabym brać udział we wszystkich aspektach posiadania psa okreslonej rasy. To znaczy w wystawach i rozmnażaniu w celu poprawy rasy tez, jeżeli pozwoli na to eksterier i charakter psa. Być moze gdyby w Polsce rasowe psy nie stanowily ułamka procenta wszystkich zwierząt, moje zdanie byloby inne, nieco mniej drastyczne. Ale w sytuacji, gdy setki tysięcy mieszancow błąka sie po ulicach i żyje w schroniskach, czułabym się w pewnym sensie głupio kupując psa rasowego tylko po to, by był moim przyjacielem. Jest mi wszystko jedno, czy spacerować będę z psem z rodowodem, czy z przeciętnej urody kundelkiem. Jeżeli nie zalezy mi na wystawach, hodowli czy sporcie, do którego potrzebny jest pies rodowodowy, to dlaczego nie miałabym polepszyć losu jakiegoś kundelka czy może nawet uratować mu zycia? Na rasowego psa z rodowodem na ogół znajdzie się wielu odpowiednich chętnych. Kupowanie psa "rasowego" bez rodowodu nie jest według mnie dowodem wielkiej miłości i fascynacji rasą. Pies bez rodowodu najczęściej ma tyle wspólnego z dana rasą co mieszczący się mniej więcej we wzorcu wygląd. Charakter i zdrowie w większości przypadków pozostawiają wiele do życzenia. Moim zdaniem fascynacja rasą to nie tylko ślepe uwielbienie dla wyglądu jej przedstawiciela, ale znajomość charakteru, wad wrodzonych częstych w rasie, tendencji hodowlanych oraz chęc promowania (mądrego!) tejże rasy, jej poprawienia, no i oczywiście cieszenia się obecnością takich psów w swoim domu. Może należałoby sobie zadać pytanie DLACZEGO chcę mieć psa okreslonej rasy. Dlaczego chcę mieć go aż tak bardzo, że wystarcza mi w miarę mieszczący się w rasie wygląd, bo to jedyne co może zagwarantować zakup psa bez papierów. Jeśli naprawdę tak "kochamy" jakąś rasę, "szalejemy" za nią, to czemu popieramy powiększanie szarej strefy psów bez papierów, pracę pseudohodowców liczących tylko na zysk, którzy niweczą pracę hodowlaną prawdziwych miłośników rasy, dlaczego pośrednio przyczyniamy się do narastania jej złej sławy? Wady zdrowotne lub charakteru w popularnych rasach najczęściej dotyczą psów bez papierów - w kilku rasach doszło do przerażającej sytuacji, gdy psów bez papierów jest więcej niz z rodowodem i te osobniki kształtują opinie o rasie, często niezbyt pochlebne. Kilka osób może poczuć się urażonych moja wypowiedzią, ale cóż, takie moje zdanie. Rozumiem 8-letnie dziecko, które po obejrzeniu "101 dalmatyńczyków" czy innego podobnego filmu, sprzedałoby duszę diabłu, żeby tylko mieć psa w kropki. Ale dorosłe świadome osoby nazywajace się miłośnikami rasy powinny mieć nieco więcej rozsądku.
-
Zgadzam sie, decyzja taka jest często podejmowana pochopnie, przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o psychice psa i opierajacych się na mitach takich jak wspomniane czarne podniebienie. Ludzie ci nie mają ochoty marnować czasu ani pieniędzy na coś takiego jak konsultacje z trenerem czy nawet dobra książka. Metodą wychowawczą jest lanie agresywnego psa, a potem nastepuje wielkie zdziwienie, że jest coraz gorzej. Albo młodzieńcy szarpiący sie z ASTopodobnymi szczeniakami, podszczuwajacy je na wszystko co się rusza, a potem spuszczający psu manto, gdy dorosły juz rzuca sie na rodzinę czy przechodniów - a pies robi w końcu to, czego sami go z wielką determinacja uczyli. Czy ludzie nie potrafia tego pojąć? Mam wrażenie że wielu tak. Wielu właścicieli naprawdę juz agresywnych (zwykle z ich własnej winy) psów nie podejmuje decyzji o próbach profesjonalnego szkolenia czy uśpieniu, lecz najczęściej oddaniu psa. O zgrozo, w Polsce nietrudno znaleźć chętnych na gryzącego psa - nawet takich którzy dobrze zapłacą! Zwierzak trafia na podwórko, często na łańcuch i czeka go zwykle bardzo smutny los. O dziwo człowiek, który kupiwszy psa z etykietką "agresywny" z dumą opowiada o nim sąsiadom, gdy pies naprawdę kogoś pogryzie, od razu spuszcza z tonu. Opowiada, że pies jakiś "głupi" był i zrobił z nim co należało (wiele jest mozliwości, na pewno domyślacie się o co chodzi). Smutne ale prawdziwe. Tylko jak to zmienić.. Taka jest po prostu mentalność wielu ludzi w naszym kraju.
-
Dzięki dla MB za linki do artykułów - pomogły mi lepiej zrozumieć problem z którym miałam do czynienia. Moją uwage najbardziej przykuło zdanie "psy cierpiące na CDA często w ogóle się nie bawią, nie są zabawą zainteresowane". To zgadzałoby sie idealnie, bo moj pies od samego początku nie umiał sie bawic w zaden znany mi sposob. Bawil sie z moja suczka w typowe "psie zapasy", ale na tym koniec.O zabawie ze mną nie było mowy (tym bardziej z jakimkolwiek innym człowiekiem), nawet mimo przykładu Baryłki, która na widok piłki czy patyka szaleje. Zuch na widok patyka zamieral w przerażeniu, a chodzenie koło niego, nawet na czworakach, i turlanie mu pileczki sprawiało, że wciskał się w kąt i na wszelkie sposoby okazywał uległość. Odnosiłam wrażnie,że on w ogole nie widzi w tym sensu, jest to dla niego stres i marzy abym dała mu w końcu spokój. Tak też w końcu zrobiłam. Inny fragment artykułu, już na temat leczenia takiej agresji: "Zasada pierwsza unikanie sytuacji - wyzwalaczy. np. jeśli pies reaguje agresją na dotyk podczas budzenia, przestajemy go dotykać w czasie snu." - zgodzę się z tym, ale tylko częściowo. Bo jak unikac sytuacji, gdy pies atakuje, gdy mija sie jego posłanie w odległosci 2 metrow i to mniej wiecej raz na kilkadziesiąt takich przejsc.. Zaznaczam ze pies w tym momencie nie spal. Trudno, żeby przechodzić przez pokój po ścianie ;) Zresztą akurat w przypadku Zucha nie było szczególnie typowych sytuacji, które prowokowały jego agresję. Z wypowiedzi Romas: "Kiedy ogladam Animal Planet tam w programie Policja dla zwierzat bez pardonu usypiaja kazdego psa ktory wykazuej chocby cien agresji do ludzi .Czasem to az przykro ogladac ten program,ratuja jakiegos psa, lecza, odkarmiaja ,potem przychodzi trener podaje psu miske ,wklada tam sztuczna dlon na pierwsze pokazanie zebow zapada wyrok. Straszne. Ale czy nie maja racji.A jesli to ja bym wziela takiego psa a moja mala corka wlozylaby reke do jego miski ?A jesli nie skonczyloby sie na ugryzieniu reki a ucierpiala by twarz i trauma do konca zycia." - Dyskutowałabym. Test z wkładaniem sztucznej ręki do miski, jaki tam przeprowadzają nie wydaje mi się szczególnie miarodajny. Owszem, pies wychowywany w domu, w rodzinie, gdzie panuje stabilna hierarchia w stadzie i przestrzegaja jej wszyscy domownicy, nie powinien takiego zachowania wykazywać. Moje psy nigdy nie broniły mi dostępu do miski, przyzwyczajałam je do tego od szczeniaka. Raz moja suka cicho warknęła na babcię, która przechodząc potrąciła ją w czasie posiłku (babcia nie jest stałym domownikiem) i to właściwie jedyny taki przypadek. W programie mowa jest o psach, które trafiły do schroniska z ulicy, często były głodzone i nie mają pojęcia na ile musi wystarczyć im podany posiłek. W dodatku osobą wkładającą rękę do miski nie jest przewodnik, którego pies zna, szanuje i jest mu podporzadkowany, tylko praktycznie obca dla osoba. Ja osobiście na miejscu tego psa co najmniej wystawiłabym cały garnitur zębów :evil_lol: więc pewnie zostalabym uspiona. Takie psy mozna by wydawac do rodzin gdzie nie ma małych dzieci, gdzie ludzie znaja się na wychowaniu psów, etc. (Według mnie jednak sytuacja, gdy dziecko grzebie w psiej misce w czasie posiłku jest niedopuszczalnym zaniedbaniem ze strony rodziców - pies jest zwierzęciem i choćby był nie wiem jak łagodny, w pewnej sytuacji może zachowac się instynktownie, bronic swojego pozywienia. Moze i nie powinien wykazywac takich zachowan pies bedacy w rodzinie z dziecmi, ale zawsze istnieje ryzyko, ze sie to wydarzy. Nikt tego zagwarantowac nie moze.) Domyslam sie jednak, ze i tam rządzą prawa kapitalizmu - wiele bardzo łagodnych psów, niewykazujących "agresji przy misce" czeka na dom, wiec pracownicy nie zamierzaja dopuscic do sytuacji, by miejsce "blokowaly" psy potencjalnie agresywne, zapewne znajdujace mniej chetnych do adopcji (odwrotnie niz w Polsce hehe). Delay: "Niestety sporo jest osób nie umiejących zrozumieć różnicy między normalnymi psimi zachowaniami (no ludzie, psy gryzą...kury dziobią...) a patologiami. Są przypadki takiego dramatyzowania, samonakręcania się ludzi, że problem zostaje daleko wyolbrzymiony. Wydaje mi się że nie zawsze psa trzeba od razu usypiać. Są ludzie, którzy takie decyzje podejmują zbyt pochopnie jednak.To, że 1-czy nawet 3 osoby sobie z psem nie radzą nie znaczy, że 4 sobie nie poradzi. Decyzja o uśpieniu psa powinna być ABSOLUTNIE ostatecznością, podjęta po konsultacjach z jednak większą ilością fachowców." - Nie każdy decyzję o uśpieniu psa może podjąć tylko według własnego widzimisię. Teoretycznie takie zwierze mozna hodowac w nieskonczonosc, bo ilosci trenerow do konsultacji, ksiazek do przeczytania, itp. jest ogromna ilosc, ale nie kazdy mieszka sam, ma mozliwosc odizolowania agresywnego psa od otoczenia lub w ostatecznosci znalezienia odpowiedzialnych chetnych do nabycia takiego psa i reperowania jego psychiki. W moim przypadku z oddaniem psa nie mialabym problemu, tym bardziej gdybym wspomniala o jego agresji. Ale nie chcialam by bezdomny, dreczony w przeszłości pies wyladował na jakims podworku jako "postrach okolicy" i od nowa przezywal historie, ktora prawdopodobnie stala sie kiedys jego udzialem. Dla wiekszosci ludzi agresywny pies jest ok, dopoki gryzie obcych. W przeciwnym razie mozna sie domyslic jaki los zwykle staje sie jego udzialem. Dziekuje za wszystkie wypowiedzi, pozdrawiam. Jeszcze bede sie wypowiadac ale przez kilka tygodni bede miec jeszcze kłopoty z dostepem do internetu wiec wybaczcie opoznienia :oops:
-
"Jeszcze mi się nasuwa spostrzeżenie,że Wezyr gdy go chwalę głosem lub głaszczę ( w nagrodę) to oczekuje, że dam mu coś na ząb. Wydaje mi sie, że on wykonuje polecenia dla nagrody i gdybym go nagrodziła z grobową miną to też by był zadowolony." Bogna, to zachowanie mojego psa z młodszych lat :) W koncu zaczelo mnie to wkurzac i ograniczylam smakolyki. Z tym ze ja od poczatku oprocz smakolyku nagradzalam psa pochwala, glaskaniem (tzn. wszystko naraz) ale i tak mialam wrazenie, ze sunia ma wszystko w d... poza smakolykiem :shake: Gdzies przeczytalam, ze jezeli pies wykonuje polecenia TYLKO za smakolyki, to trzeba w ogole przestac je stosowac :) ale z Twoim psem jest wszystko w porzadku jesli bez smakolyku tez jest posluszny. Mysle ze entuzjazm w szkoleniu zalezy w pewnym stopniu od rasy. Ja mam psa owczarkopodobnego - wszystkie owczarki sa nastawione na scisla wspolprace z czlowiekiem, do tego sa od wieków selekcjonowane. Na konkursach pasienia widac to najlepiej, kiedy np. border collie reaguje na kazdy gwizdek i wrecz "prosi oczami" o kolejna komende. Z innymi rasami moze byc trudniej, np. z husky czy terierem ciezko osiagnac taki poziom wspolpracy, ze pies trzesie sie w oczekiwaniu na kolejne polecenie (o ile nie mamy w reku smakołyku :cool1: ). Nie chodzi o to ze psy te sa mniej inteligentne, tylko po prostu bardziej niezalezne w dzialaniu. Nie "jara" ich niewolniczne spelnianie polecen, jak to bywa w przypadku owczarkow. Osobiscie bardzo lubie husky i wsciekam sie kiedy znajomi twierdza, ze to głupie psy - bo np. nie sluchaja polecen :angryy: Dochodze do wniosku, ze to wlasnie husky sa inteligentniejsze od tych ludzi, skoro ich przechytrzyly i postawily na swoim - robia co im sie podoba :p Sprobujcie zajac sie szkoleniem odstawiajac w ogole smakolyki, np. na probe, na jeden dzien. Z poczatku pies pewnie bedzie wykazywal mniej entuzjazmu albo "wypatrywal" swojej nagrody, ale z czasem mozna nauczyc go "doceniac" tez inne formy nagradzania. Jesli na slowo lub poglaskanie reakcja jest na razie chlodna, to mozna sprobowac np. zabawy. Wydaje mi sie ze lepiej nagradzac smakolykiem losowo niz za szczegolnie dobrze wykonane polecenie. W sumie nie chodzi o to zeby pies staral sie i wyskakiwal ze skóry zeby w koncu dostac zarcie, bo znowu sprowadzamy szkolenie do starania sie o smakolyk. Poglaskanie w ten sposob staje sie nagroda "drugiej kategorii", a chyba nie o to chodzi.
-
Witam Nie wiem czy był juz podobny temat, jakoś nie znalazłam, ale może za slabo szukałam? Chciałam podyskutować na temat trzymania psa dingo w domu. Wiem, że takie przypadki w Polsce się zdarzają, można przeczytać choćby w PP albo MP artykuły na ten temat. O ile pamiętam na warszawskim osiedlu mieszka dingo (u pana Szansera, biologa), o ile jeszcze żyje, bo artykuł ukazał sie ładny kawałek czasu temu. W książce "Tajemne życie psów" Elizabeth Marshall Thomas autoerka miała sukę dingo i krzyżowała ją z psem domowym - jednak ani słowa nie było na temat czy młode różniły się od domowych psów. (Tego akurat nie popieram jako że dingo z powodu krzyżówek z psem domowym w swojej ojczyźnie są zagrożone wymarciem - ale pomysł autorki skrzyżowania dingo z husky bardzo mnie zaintrygował. Wspomniała że psiaki były złotorude z niebieskimi oczami - domyślam się że cudo - ale co z charakterem?) Z tego co czytałam dingo różnią się zachowaniem od psów domowych - np. trudno im zakceptować obrożę i smycz, nauczyć je czystości czy pozostawiania ich samych w domu, a jako dorosłe bywają agresywne wobec psów, których nie znają od szczeniaka; małe pieski potrafia traktować jak zdobycz. Może jest na dogo jakiś właściciel dingo i się wypowie na ten temat? :) No i pytanie skąd takiego zwierzaka wytrzasnąć - hodowli jako takich przecież nie ma, przynajmniej w Polsce. Pan Szanser o ile pamiętam swojego dingo miał z zoo - kiedy zwierzaki się rozmnożyły i kilka szczeniąt nie mogło pozostać w stadzie. I co, tak po prostu się je kupuje? Domyślam się że to nie takie proste :p na pewno są jakieś przepisy, które coś o tym mówią (choć w sumie to Polska, więc nigdy nic nie wiadomo) albo pracownicy zoo przeprowadzają selekcję kandydatów. Ale czy potrzebne jest jakieś pozwolenie? W sumie w świetle prawa to chyba "dziki zwierz", tak mi się wydaje. W sumie pytam póki co tylko w teorii, bo na razie nie myslę o drugim zwierzaku, szczególnie potencjalnie tak problemowym jak dingo, ale przyznam, że może kiedyś bym się pokusiła... :razz: bo pomysł jest ekscytujacy.
-
Wąchania stópek nauczył mnie kumpel, który ma jamnika. Zapach niczego sobie, ale ja jestem fanką zapachu mokrej sierści :loveu: Moja sunia po sterylizacji zamiast "psem" pachnie jak stare futro, które długo leżało w szafie :p
-
Zgadzam się z Zofią, że psiak prawdopodobnie praktykuje typowe "psie powitanie". Piszesz, że zachowanie psiaka wydaje Ci się miec wiecej wspolnego z agresją niz zabawa - a sprawdziles, co pies zrobi, kiedy dasz mu dosiegnac swojej twarzy? 7-tygodniowy szczeniak raczej krzywdy nie zrobi, najwyzej capnie za nos ;) byc moze po prostu energicznie Cie wylize i jest to calkowicie normalne. Moja sunia jest dorosla, ale kiedy wracam do domu szaleje i chwilami nie potrafi sie powstrzymac od skakania - wyglada to dosc brutalnie, jakby miala mi oczy wydrapac pazurami jak sie schyle ;) ale kiedy ukucne, robi sie delikatna i ostrozna, polize mnie po "pysku" (az sie trzesie z ekscytacji) ale ten rytual momentalnie ja uspokaja. Kiedy wypelni swoj "obowiazek" okazania uleglosci, powitanie jest zakonczone. Jesli szczeniak bedzie probowal zlapac Cie zebami za twarz, musisz mu pokazac ze tak nie wolno, to boli, tak jak zrobilby to inny szczeniak z miotu lub matka. Bardzo wczesnie zabraliscie go do siebie. Jesli szczeniak nie bedzie mial czestych kontaktow z innymi psami (jako ze ma kwarantanne, to np. z matka i rodzenstwem, jesli mieszka blisko), moze miec problemy z zachowaniem wobec innych psów - zwłaszcza ze pinczery potrafią i bez tego byc dosc zaczepne, przynajmniej niektore osobniki. Zachowanie o którym piszesz prawdopodobnie szybko skarciłaby matka, a w tym momencie ciezar wychowania spadl w calosci na Ciebie ;) niektorzy radza w takiej sytuacji zlapac psa za kark i potrzasnac - podobno tak robi suka.. ale ja osobiscie nie polecam. Jesli pies ma silny charakter mozesz rozbudzic w nim agresje, a mniej pewnego siebie po prostu przerazic. Skuteczne moze okazac sie glosne pisniecie, okazanie, ze sprawilo to bol - ale tu tez jest ryzyko ze jesli nie okazesz przy tym stanowczosci, pies uzna Cie za dużą piszczącą zabawkę :evil_lol: i bedzie mial swietna zabawe. Najlepiej hyba groznie spojrzec na szczeniaka i powaznie, stanowczo powiedziec "nie wolno" (lub inna komende jaka wybierzesz), glosem przypominającym warczenie (nie krzyczec!!). To powinno szczeniaka nieco speszyć. Wtedy mozna zainteresowac go zabawką lub smakołykiem. Mozesz juz powoli, w zabawie, za pomocą smakołyków uczyc go polecenia "siad" - wydawanie go przy powitaniu i pochwała za jego wykonanie będzie wstępem do nauki dobrych manier :)
-
Pozwalanie na zabawe smyczą to nie jest dobry pomysl - zwlaszcza jesli pies gryzie smycz, gdy usilujesz go na niej prowadzic. Potem mozesz miec na spacerach cyrk w rodzaju "pies lapie smycz zebami i sie ze mna siluje". Przy najmniejszej próbie zabawy z psem smycza, szczeniak momentalnie sie uczy ze jest to swietna zabawka. Tylko oduczyc pozniej ciezko - na szczescie wiem to z doswiadczenia znajomych, nie wlasnego. Nie rozumieli co zlego jest w zabawie smyczą, mimo że ich ostrzegałam, dopóki wyrośniety juz sznaucer olbrzym nie zaczal wyrywac im jej z rak w srodku miasta :lol: Na przyzwyczajenie jest tylko jedna rada - odwracanie uwagi plus czas. Sama wiesz co Twój pies lubi najbardziej - czy beda to smakolyki, czy zabawa pileczka. Mozesz tez sprobowac uciekac przed nim, kiedy bedzie mial przypieta i puszczona luzno smycz - moze bedzie tak podekscytowany perspektywa gonitwy, ze o smyczy zapomni? Kolejny krok to próby prowadzenia. Moja suczka przy najmniejszym pociągnieciu za smycz wytrzeszczala oczy i zapierala sie jak osiol. Najlepiej przypiac smycz, odejsc krok lub dwa trzymajac ją w reku i zawolac psiaka, ukucnąć, pokazac smakolyk.. kiedy podejdzie pochwalic. Ciagniecie na sile powoduje efekt odwrotny :cool1: Trudno mi powiedziec, czy lepiej przyzwyczajac psa juz w domu czy dopiero na zewnatrz. Na dworzu dzieje sie wiecej ciekawych rzeczy i jest szansa, ze pies szybciej o smyczy zapomni. W domu rzadko cos odwraca uwage psa, wiec jest ona skupiona zwykle tylko na nowej dziwnej rzeczy :) ale zalezy od psa. Nie zaszkodzi sprobowac juz w domu, a jak nie bedzie szlo, to sprobowac na zewnatrz, w bezpiecznym miejscu. Powodzenia :bye:
-
Czytam o waszych doświadczeniach z klikerami i sama nabieram ochoty spróbować :cool3: moja sunia ma 8 lat i nie wiem jak nam bedzie szło, ale mam z nia dobry kontakt, chetnie sie uczy, to moze cos z tego bedzie. A co do autorki postu to chyba przychyle sie do kilku wczesniejszych wypowiedzi - skoro pies nie reaguje za specjalnie na kliker, to moze lepiej pozostac przy tradycyjnej metodzie? Ja jestem z niej bardzo zadowolona. Jesli psiak tyje, to moze lepiej ograniczyc racje z miski, a nagradzać czyms atrakcyjniejszym zamiast skarmiac na sile codzienna miche? Moze by sie pokusic o ograniczenie smakołykow w ogole? Pisałam o tym tutaj: [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=39139[/url] Hyba ze psiak jest juz wiekowy i bez smakolyku nie reaguje; tak juz sie przyzwyczail, ze to jest nagroda - z takim tez mialam do czynienia :)
-
A w jaki sposób nagradzasz swojego psa? Bo może to być smakołyk, pogłaskanie, pochwała słowna, zabawa czy nawet skinienie głową - zalezy w jakim stopniu jestes zżyta z psem, jak dobrze sie juz dogadujecie. Polecałabym ci nagradzac psa slowami, glaskaniem - ogolnie okazywaniem zadowolenia z tego co zrobil. Natomiast smakolyk mozna podawac raz na jakis czas - wtedy wlasnie psiak bedzie bardziej zainteresowany, bedzie wykonywal komendy z wiekszym entuzjazmem, bo moze wlasnie tym razem dasz mu cos smacznego :) Najwazniejsze jest zeby pies chcial z Toba wspolpracowac, ale do tego dochodzi sie dopiero po dluzszym czasie pracy z psem. Kiedy moja sunia byla młoda, jej glownym motorem dzialania w szkoleniu byly smakolyki :) jednak przy kazdej komendzie oprocz smakolyka chwalilam ja slownie i delikatnie glaskalam. Z czasem zaczelam wycofywac smakolyki, bo poczulam, ze pies zaczyna wspolpracowac ze mna, bo chce zasluzyc na moja aprobate, na pochwale i to wystarcza - nie potrzeba smakolyku. Od momentu, kiedy nauczyla sie dwoch pierwszych komend, dostrzega chwile, kiedy chce ja nauczyc jakiejs nowej czynnosci i jest wtedy szczegolnie skupiona, stara sie zrozumiec o co chodzi. Generalnie jestem za stopniowym wycofywaniem smakolykow ze szkolenia, jezeli oczywiscie wszystko idzie gladko. W pracy ze szczeniakiem, psem po przejsciach czy problematycznym sa wg mnie konieczne. Ale jesli szkolisz psa tylko w celu polepszenia wiezi, ktora was łączy, to mozesz sie pokusić o nauczenie go, że pochwała to juz tylko skinienie głową :) jakis sygnal dla psa, ze zachowal sie dobrze, musi byc, wiec nie rezygnuj moze z nagradzania w ogole, ale zmien jego forme do bardziej powsciagliwej. Mozna to zrobic poczatkowo łącząc smakolyk z pogłaskaniem i słowami, potem eliminujemy smakołyk. W nagrode psa tylko głaszczemy i chwalimy, kiwamy głową.. Pozniej eliminujemy głaskanie - chodzi o to zeby pies okreslone słowo lub skinienie głową uznał za sygnał, ze robi dobrze. Ale warto co jakis czas poglaskac go czy nagrodzic smakolykiem - zeby wlasnie nie stracil "weny" do wykonywania poleceń :) W szkoleniu mojej suczki juz prawie nie uzywam smakolykow. Moze to nietypowe, ale smakolyki ja... rozpraszaja! Podobnie jest z zabawkami. (Kiedys nagradzałam ja rzuceniem ulubionej pileczki - teraz praktykuje to raczej jako nagrode po zakonczonych cwiczeniach, za całokształt jej wysiłku :) ) Przy nauce komend to utrudnia prace, bo pies gapi sie na jedzenie albo na moja kieszen od spodni, podczas gdy ja bezskutecznie sie produkuje usilujac cos jej pokazac czy ja nakierowac. Za to przy oduczaniu niepozadanych zachowan, do odwracania uwagi - smakolyk czy zabawki sa niezastapione