Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Z tego samego źródła, którego użyłaś Ty: "Większość źródeł podaje, że genetyka ma jakieś 30-50% wpływu na to jakie pies będzie miał stawy." => [URL]http://www.zperonowki.com/html/Article566.html[/URL] [SIZE=1]Btw kopiując perfidnie na żywca napisany przez kogoś tekst powinnaś użyć cudzysłowu i podać źródło, inaczej to trochę nieładnie wychodzi - podawać czyjąś pracę jako swój post. [SIZE=2]Wiem jakim problemem jest hodowla skierowana tylko na eksterier - problem tylko w tym, że nawet bardzo rygorystyczna hodowla psów pod kątem eliminacji dysplazji nie daje takich efektów jak w przypadku eliminacji innych schorzeń! Pytanie też skąd bierze się dysplazja u ras, u których dotychczas nie występowała w ogóle od wielu pokoleń (i nie mówię tu o rasach wybitnie użytkowych), bo nie miały one do niej predyspozycji ani z tytułu budowy, ani jak łatwo wywnioskować, w populacji musiało nie być genów ją niosących. Sama kwestia selekcji tego wszystkiego nie wyjaśnia, podobnie jest zresztą z rozwojem innych chorób, nie tylko u psów. Wilki nie miewają dysplazji, wilki przechodzą ostrą selekcję, ale wilkom też łapy nie rozjeżdżają się na śliskich parkietach, odżywiają się tak naturalnym pokarmem jak to tylko możliwe i nie są na okrągło poddawane działaniu czynników cywilizacyjnych (od substancji chemicznych po zmianę trybu życia) jak nasze psy. Dla mnie i dla większości naukowców pracujących nad osiągnięciami w tej dziedzinie sama kwestia obciążenia genetycznego nie usprawiedliwia narastania problemu na taką skalę - jeśli dla Ciebie to wystarczające wyjaśnienie, żeby podawać je jako jedyną prawdziwą prawdę, to gratuluję przekonania o własnej nieomylności :p W niektórych rasach dysplazja jest w tej chwili takim problemem, że 25% psów ze stawami dysplastycznymi to stan bliski największym marzeniom miłośników - w rzeczywistości w wielu rasach 25% to psy ze stawami HD-A, a hodowcy są stawiani między młotem a kowadłem - jak wyeliminują z hodowli wszystkie psy z gorszymi wynikami, to przy niezbyt dużej populacji danej rasy będzie to oznaczało jej koniec, bo nie będzie czego hodować bez znacznego inbredu, który spowoduje multum innych problemów, a przy okazji wyjdzie, że po obu psach ze stawami A od kilku pokoleń, połowa szczeniąt urodziła się z ciężką dysplazją - bo i takie sytuacje nie są rzadkością przy dziedziczeniu wielogenowym jak w przypadku tej choroby. Dopóki eliminujemy problem opierający się na ekspresji jednej pary genów, czy będzie to cecha dominująca czy recesywna, dopóty jest naprawdę łatwo. W ogóle dopóty próbujemy wyeliminować problem ujawniający się wskutek oddziaływania genów determinujących cechy jakościowe nie jest tak źle. Gorzej jak przychodzi do cech ilościowych (a do takich zalicza się geny determinujące dysplazję) - żeby coś tu wypracować, trzeba mieć ogromną i dokładną bazę danych obejmującą wyniki nie tylko przodków, ale i rodzeństwa i potomstwa danych zwierząt. Żeby dane na temat przodków, rodzeństwa i potomstwa miały jakikolwiek sens statystyczny, muszą być gromadzone na dużej liczbie osobników. I nawet wtedy efekty planowej hodowli są dość mizerne w stosunku do wkładanego wysiłku, co można zauważyć w pracy hodowlanej nie tylko w przypadku psów, ale zwykłej hodowli zwierząt gospodarskich pod kątem cech użytkowych. W przypadku psów nie ma fizycznej możliwości prowadzenia takich programów hodowlanych jak w przypadku krów czy świń, bo populacja danej rasy, możliwości reprodukcyjne jednego osobnika i możliwości hodowców w ogóle są za małe, żeby to miało sens. Jeśli dodać do tego podejrzewany przez naukowców wpływ na zdrowie stawów nieokreślonych jeszcze czynników środowiska, to hodowla psów bez dysplazji zaczyna bardziej przypominać grę w ruletkę niż naukę ścisłą. Dlatego nie zgodzę się - to nie jest takie proste jak piszesz. Przynajmniej w praktyce, a to ona jest tu jednak najważniejsza. [/SIZE][/SIZE]
  2. Co do tej zazdrości, to najnowsze badania dowodzą czegoś innego - psy jak najbardziej są zdolne do odczuwania zazdrości ;) Co do samego problemu... Mam wrażenie, że psiak jest po prostu trochę rozpuszczony... Jak reagujesz w momencie kiedy warczy, chce kogoś zaatakować? Uczyliście go czegokolwiek, jak wyglądało jego wychowanie? Co pies robi na codzień? Czy było jakieś wydarzenie, które zapoczątkowało te niemiłe zachowanie? Jak zachowywali się u Was goście od samego początku kiedy był pies? Co do lektur - polecam Zofię Mrzewińską, Stanleya Corena - akurat dzieła pani Fennel są dość kontrowersyjne, opierają się na dawno obalonych teoriach i miałam już "przyjemność" doradzać właścicielom psów zepsutych jej metodami...
  3. Ja jako dziecko w początkowym stadium podstawówki, po lekturze "Księgi Psów" Taylora :evil_lol: chciałam się popisać przed ojcem, kiedy siedzieliśmy na ławce z psiakiem cioci i mijał nas facet z młodym dobkiem - sypnęłam tekstem, że na szczęście to nie doberman, bo mógłby naszego zjeść - to manchester terrier... :evil_lol: Facet ryknął śmiechem, mój ojciec się zburaczył, a ja nie wiedziałąm o co chodzi; dopiero kilka lat później dotarło do mnie, że polskie ulice kilkanaście lat temu to nie to samo co angielski album o psach i prawdopodobieństwo ujrzenia wtedy w mojej dziurze manchestera czy sealyham terriera to jakieś 1 do miliona ;)
  4. Tylko, że z dysplazją jest jeszcze taki problem, ze po pierwsze dziedziczy się ona wielogenowo, po drugie coraz częściej mówi się o głównej jej przyczynie jako efekcie czynników środowiskowych (i wcale nie w kwestii prawidłowego odchowu szczeniaka). W wielu rasach w niektórych krajach prowadzono bardzo rygorystyczne programy hodowlane mające na celu wyeliminowanie dysplazji, i niestety efekt w porównaniu do eliminowania innych cech dziedzicznych był naprawdę mizerny. Mało tego, dysplazja pojawia się coraz częściej w rasach, u których nie występowała wcześniej praktycznie w ogóle i pod względem budowy nijak do niej nie predysponowanych; pojawia się u kundelków, które pod względem genetycznym powinny być zmiksowane i zdrowe jak rydze. Podobnie zresztą jest z ludzkimi chorobami stawów coraz częstszymi u coraz młodszych osób - tu upatruje się przyczyn głównie w siedzącym trybie życia; u psów może to być wszystko: są hipotezy że to kwestia zanieczyszczeń środowiska, działania jakiejś substancji, składnika pożywienia już nawet na ciężarne samice - ale to wciąż hipotezy, na razie nikt nic w tej kwestii konkretnie nie odkrył. Może się doczekamy :roll:
  5. [quote name='xxxx52'] cyt" ma duzo psow napewno jest stara panna i nie ma nic do roboty" [/QUOTE] Jak masz więcej niż jednego psa (czy nie daj boże robisz coś z psem) a nie mieszkasz w swoim domu i nie masz tych psów w budzie do stróżowania, to na pewno masz coś z głową ;) W Polsce standardowy pogląd. A nie, przepraszam, podziw na moim osiedlu budziła jedynie baba - właścicielka dwóch jamników, która co pół roku sprzedawała szczeniaki. Podziw - bo miała z tego kasę, a nie jak te wszystkie głupie co tylko na spacerki latają i żarcie drogie kupuję :roll: [quote name='*Monia*'] Na moją twierdzącą odpowiedź zaczęła śpiewkę o obrzydliwości, brudzie, smrodzie itp.[/QUOTE] Co ja się nie nasłuchałam od rodziny, że żaden facet mnie nie będzie chciał jak śpię z psem w łóżku, ani żaden mnie nie pocałuje, jak ja potrafię cmoknąć psa... Cóż, mój eks był koneserem wąchania psich łapek, spał z jamnikiem pod kołderką i też moją sucz całował, czego nie omieszkałam rodzinie ironicznie oznajmić :diabloti: No ale moja rodzina imała się wszystkiego, żeby mi psy obrzydzić, z widocznym skutkiem :lol:
  6. Martens

    Barf

    Ja nie liczę, bo się boję :D Póki mi starcza, to jest ok ;) Ale to wszystko ogromnie zależy od tego, gdzie i co kupujesz. Jeśli będziesz dawać dużo grzbietów z indyka i gęsi, to wyjdzie dużo taniej niż jak będziesz dawać więcej skrzydełek z kurczaka i szyj z indyka. Jak kupisz w drogim sklepie to wyjdzie nawet 2-3 razy drożej niż w hurtowni czy na bazarku. Przed barfem karmiłam royalem, eukanubą, acaną i nie czuję, żeby teraz wychodziło mi drożej (a przynajmniej o wiele) ;)
  7. No ale cudu nikt nie zrobi... Kastracja na pewno zmniejszy intensywność i czas jego wycieczek, zmniejszy ryzyko pogryzienia się z psami (bo on ma dopiero 6 miesięcy - wątpię, żeby za kolejne pół roku ustępował psom tak jak teraz, jeszcze mając obok siebie sukę) - ale jeśli ucieczki są już zachowaniem wyuczonym, główną atrakcją dnia dla psa, na którą on czeka to sam zabieg wiele nie zmieni. Logiczne, że nikt nie ma czasu spędzać całego dnia z psem - ale w czasie gdy nie można się nim zająć nie można po prostu trzymać go w domu? A rano kiedy tak się rwie do ucieczek, wyprowadzać go na lince? Normalne, że mieszkając w swoim domu, mając swoją posesję nikt nie ma ochoty wychodzić z psem na smyczy na każde siku - ale jeśli posesja jest nieogrodzona, a pies ucieka to ja innego wyjścia nie widzę. Ja mieszkam w bloku i zasuwam z moimi dwoma sama codziennie 5-6 razy - jeśli u Was jest kilka osób to na pewno da się jakoś zorganizować obowiązki tak, żeby znaleźć czas na wyprowadzenie go te 3 razy. Jeśli już naprawdę nie ma nikt akurat czasu żeby spędzić z nim te pół godziny na podwórku, to uważam, że lepiej przywiązać go na mocnej kilkunastometrowej lince i zostawić na trochę niż puszczać i niech się dzieje wola nieba. Lepszy pies przywiązany niż martwy. Niepokojące jest to, że on ma dopiero pół roku i już ucieka tak zawzięcie i często - z miesiąca na miesiąc będzie tylko coraz gorzej. Każda pełna atrakcji ucieczka wyucza w nim ten nawyk jeszcze bardziej, i moim zdaniem nie ma innego wyjścia niż mu te ucieczki fizycznie uniemożliwić. Możesz pomyśleć ewentualnie o elektrycznym pastuchu w łagodnej wersji dla psów, ale to też spory wydatek.
  8. [quote name='Daga & Maks']ja pamiętam sytuację jak przechodzą dwie osoby jedna mówi do faceta : patrz jaki fajny pies, a facet jej na głos odpowiada : no co ty brzydki jest jak nie wiem. Już mógł takie komentarze zachować dla siebie :roll:[/QUOTE] Niestety nie mieszkamy w kulturalnym kraju... Pociesz się, że o spanielach rzadko lecą takie teksty - jak masz bullowatego, to słyszysz to czasami na każdym dłuższym spacerze...
  9. Była pobierana zeskrobina skóry, lekarz świecił lampą na grzyba? Bo to może być nużeniec, grzybica, i nie tylko.Wypadałoby to zdiagnozowac porządnie, skoro zmiany się powiększają i coś tam się dzieje.
  10. [quote name='Bogarka'] a co wymyslicie o ludziach którzy maja psy nieagresywne niepodbiegajace ale nawet po jezdni "prowadza" je luzem i niekoniecznie przy nodze?[/QUOTE] Pies to tylko pies. I dla mnie takie "prowadzenie" psa w tłumie czy przy ruchliwych ulicach to niepotrzebne narażanie go. Wszystkiego nie przewidzimy - pies może wyrwać za kotem, przestraszyć się huku, zwąchać sukę z cieczką czy generalnie coś mu odbije i wyląduje prosto pod samochodem. I po co to?
  11. Pies poza domem wyprowadzany na smyczy jak w mieście. Jak nie ma ogrodzenia, spacery odpadają, wiązać nie chcesz, kastracja be... to pomódl się, żeby za szybko nie wpadł pod samochód albo żeby przy walce o sukę nie zagryzły go inne psy. To boli bardziej niż kastracja. Ucieczki do suki z cieczką psa zostawionego na nieogrodzonej posesji są praktycznie nie do oduczenia, jeśli pies zwiewa dlatego, że czuje sukę, a nie z nudów. Jeśli z nudów - psa trzeba zająć szkoleniem, nauką, zabawą.
  12. Martens

    Barf

    [quote name='filodendron']Gammolen to oleje z lnu i z ogorecznika. Taki z lnu, z pierwszego tłoczenia, można kupić w sklepach ze zdrową żywnością a nawet w niektórych zwykłych spożywczych. Fajna sprawa i znacznie tańsza niż kapsułki gammolenu. [/QUOTE] Dokładnie ;) Gammolen to droga impreza, a wszystko co on w sobie ma, można kupić taniej w butelkach i podawać psu ;)
  13. I co, to znaczy że można to tak zostawić? :roll: Pewnie gdyby ktoś zsiadł z roweru i psa skopał albo poczestował gazem, albo nasłał na Was policję, to raz dwa by się dalo psa oduczyć albo dopilnować :roll: [B]Fun[/B], zainwestuj w linkę kilkanaście metrów (na niej też wybiegasz psa) i ćwicz odwołanie w trudnych sytuacjach, także przy biegaczach. Dopóki nie wypracujesz posłuszeństwa i umiejętności odwoływania psa w odpowiednim momencie, powinien chodzić na lince, dla własnego bezpieczeństwa. Wierz mi, dla biegacza nie ma nic bardziej wk**wiającego niż co kilkadziesiąt metrów podbiegające i obszczekujące, czy próbujące złapać za kostkę psy i w pewnym momencie nie myśli on już o niczym innym, niż żeby któryś zbliżył się na tyle, żeby dosięgnąć go porządnie z buta... :diabloti:
  14. Pies jazgocze - ostrym tonem polecenie "na miejsce" i "zostań" na jakiś czas. Jeśli pies nie umie "na miejsce" - nauczyć i egzekwować. Konsekwentnie odsyłać za każdym razem, kiedy jazgocze. Z nauką "daj głos" często jest potem taki problem, że "daj głos" zaczyna się psu o wiele bardziej podobać niż "cicho", stąd ja nigdy swoich psów tego nie uczyłam i w ogóle nie polecam nauki takiego polecenia ot tak dla zabawy, bo potem skutki często są takie jak u Ciebie ;)
  15. Jeśli pies dostaje tylko miękkie mięso, wypełniacz i warzywa to trzeba suplementować wapń. Jak bedzie go za mało w stosunku do fosforu, to będzie duże obciązenie nerek. Zamiast preparatu możesz podawać surowe kości i nabiał.
  16. Odwołanie to u Was najmniejszy problem ;) Problemem może być to, że pies po szkoleniu może zacząć reagowac agresją lękową na sytuacje, w których do tej pory nie reagował w ogóle. Może kogoś pogryźć, kiedy będziesz szarpała się ze znajomym w żartach, kiedy ktoś koło Was się potknie czy machnie parasolką, może rzucić się na "dziwną" osobę stojącą np. za drzewem, bo skojarzy ją z sytuacjami na szkoleniu, w których szuka się i oszczekuje pozoranta w zasadzce - a już będzie nauczony gryźć. Elementem szkolenia obronnego jest też samodzielny atak psa w razie nagłej napaści pozoranta - przekładając to na codzienne życie, pies o słabym, lękliwym charakterze będzie miał potem skłonności do doszukiwania się niebezpieczenstwa w normalnych sytuacjach - może rzucić się na staruszkę machającą koło Was laską czy kogoś znajomego kto zajdzie cię od tyłu... Dlatego tak ważne jest, żeby pies do IPO był pewny siebie, przyjazny i ufny - żeby nie reagował w sytuacjach, w których nie ma takiej potrzeby. Pies bojaźliwy niestety ma skłonności do doszukiwania się zagrożenia tam gdzie go nie ma i reagowania na zapas - i taki pies jest po prostu niebezpieczny - a na twoje nieszczęście w chwili realnego zagrożenia i prawdziwej konfrontacji najprawdopodobniej ucieknie :roll: Szarika z niego nie zrobisz, jego charakteru i predyspozycji nie ulepisz od nowa, niestety. Z psem o takim charakterze możesz i powinnaś robić elementy pracy węchowej, ewentualnie trochę zabawy rękawem, bo to owszem, podniesie mu morale - ale absolutnie nie atak w sytuacji upozorowanego zagrożenia czy zachęcanie do ataku na pozoranta w kryjówce (możliwe skutki już opisałam).
  17. Martens

    Barf

    [quote name='Bonsai']Mogłabyś rozwinąć? Ja się zastanawiam szczerze nad tą serią: [url]http://cdvet.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.browse&category_id=10&Itemid=1[/url][/QUOTE] Można "przedawkować" wapń i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. BARF z zasady jest dietą o dużej zawartości wapnia, i jeśli dołożymy do tego to, co jest zawarte np. w Can-Vicie, to mamy np. odkładanie się wapnia w tkankach miękkich, głównie nerkach, naczyniach krwionośnych. Skutki niefajne. Preparaty mineralno-witaminowe są potrzebne w diecie mięso+wypełniacz+warzywa, ale w momencie kiedy pies dostaje kości i nabiał, nie należy ich podawać. Hiperwitaminoza A na przykład ma chyba jeszcze gorsze efekty niż brak witaminy, stąd trzeba uważać zarówno na ilości owych preparatów, jak i wątroby, tranu. Natomiast jeśli chodzi o takie dodatki jak oleje roślinne i z mięsni ryb, drożdże, algi, miód, preparaty z glukozaminą i chondroityną na stawy - to oczywiście można podawać ;)
  18. Do szkolenia obronnego pies musi mieć predyspozycje - pewny siebie, silny charakter. Z psem o wrodzonym lękliwym charakterze czy zwalonej socjalizacji cudów nie zdziałasz, a szkolenie obronne, szczególnie poprowadzone w niewłaściwy sposób może z Twojego przyjaciela uczynić psa nieprzewidywalnego, gryzącego ze strachu i zwyczajnie niebezpiecznego w sytuacjach w których do tej pory był przyjazny. Prowadzone z naprawdę dobrym szkoleniowcem [U]niektóre elementy[/U] IPO mogą poprawić pewność siebie psa same w sobie, ale całość absolutnie nie nadaje się dla psa, który boi się ludzi! :shake: Pies do szkolenia obronnego nie ma prawa się ludzi bać - on ma być pewny siebie, wręcz przyjazny... Wtedy są podstawy do szkolenia obronnego. Dobry treser w ogóle nie przyjmie cię na szkolenie z tak zachowującym się psem - kiepski czy idący na kasę weźmie i wyszkoli - szkoda tylko że skutki mogą być tragiczne dla przypadkowych osób w przyszłości... I przede wszystkim - zanim pomyśli się o nauczeniu psa ataku na komendę, trzeba psa umieć odwołać. Umiesz odwołać psa w pół skoku, kiedy goni kota? Nie? To pomyśl, ze kiedy zaatakuje człowieka (o co przy lękliwym charakterze nie trudno) będzie jeszcze ciężej, a konsekwencje bez porównania większe.
  19. Martens

    Barf

    [quote name='annber']dzieki za odpowiedz .....tak poza tym to chciała bym przejsc na takie naturalne pozywienie ....tylko dodatkowo do tego jakies witaminki [/QUOTE] Preparatem mineralno-witaminowym na barfie można tylko krzywdę psu zrobić ;)
  20. No ale szczeniak z hodowli, który wyssał swoją porcję siary, prawidłowo odchowany, zadbany, zdrowy, po pierwszym szczepieniu, to zupełnie inna bajka niż szczenię w ogóle nie szczepione, w warunkach schroniskowych, zestresowane, odchowane nie wiadomo czyli byle jak, czy wręcz 4-tygodniowe bez matki. W tym drugim przypadku kwarantanna jest jak najbardziej na miejscu.
  21. Po pierwsze przestać denerwować psa przy jedzeniu, bo to co w tej chwili robisz to wypracowywanie bardzo silnych agresywnych reakcji przy misce/kości. Przed Tobą długa droga na odkręcanie tego. Dawaj psu mało atrakcyjne żarcie, np. kawalek chleba, podchodź i podrzucaj kawałki mięsa. Nie dotykaj tego co pies je! Musi być wyraźna różnica, pies ma coś takiego sobie, Ty podchodzisz i dajesz jeszcze lepsze. Dopiero kiedy pies będzie z pełnym spokojem i bez najmniejszego stresu reagował na Twoje zbliżanie się kiedy je, możesz zacząć próbowac dorzucać smakołyki z bliższej odległości i pracować nad wymianą np. kawałka chleba na kawałek mięsa.
  22. A wykluczono guza mózgu? Bo przy niektórych nowotworach to dość typowy objaw - bezsenność w nocy, stany lękowe, etc.
  23. Spróbuj może zmasowany atak - CanVit plus na sierść Efa Oil (?) w kapsułkach, drożdże (jest tu gdzieś wątek) i Algolith?
  24. Martens

    Barf

    Może się czasowo obraził na surowe jak mój młody... Spróbuj sparzyć wrzątkiem - tylko takie sparzone nie może długo leżeć. A kości i karma to dwie różne bajki jednak; kości są na pewno twardsze, no i widziałam efekt; na karmie moja suka miała zęby całe w kamieniu, przy kościach ani śladu.
  25. Martens

    Barf

    [quote name='annber']Ile mój ok 30 kilowy psiak musiał by dziennie zjadac mięska i co dokładnie dawać ? i jeszcze jedno dlaczego wg was barf jest lepszy od suchego ? (podobno suche jest bardziej zbilansowane i z surowego cos tam sie nie wchłania tak szybko , czy nie do konca ....niz jak to sie ma w suchym pozdrawiam[/QUOTE] Jeśli pies dorosły, po zakończeniu rozwoju całkowicie to 0,6-0,9 kg, ale jeśli pies jest bardzo aktywny albo ma szybką przemianę materii to więcej, być może znacznie więcej. Trzeba obserwować. Co się podaje, zajrzyj do wątku "Barf jadłospisy", bodajże w drugim poście jest jadłospis który stosuję u swoich psów z wyszczególnieniem co podaję. Dlaczego jest lepszy? podam po swoich obserwacjach ;) Bardziej smakuje psom, dużo rzadziej mają problemy z przewodem pokarmowym, zniknęły problemy z gruczołami przyodbytowymi i kamieniem nazębnym, starsza sunia ma o wiele ładniejszą sierść i jej wyniki badań krwi pod kątem wątroby wróciły do normy, nie ma puszczania gazów, zmniejszyła się znacznie ilość tłuszczu, a ładnie wzrosła masa mięsniowa. Z bardziej naukowych uwag - pies ma krótki przewód pokarmowy przystosowany do szybkiego trawienia surowych produktów pochodzenia zwierzęcego - gotowe karmy czy duża ilość produktów zbożowych wymaga długiego przebywania w przewodzie pokarmowym, taki pokarm często fermentuje i powoduje gazy, a przede wszystkim jest to pokarm skrajnie przetworzony (a dietetycy na całym świecie zalecają pokarmy jak najmniej przetworzone jako najzdrowsze) i niestety nawet najlepszej firmy karma ma w swoim składzie substancje konserwujące; tanie karmy również sztuczne barwniki, polepszacze smaku i zapachu, i w uproszczeniu całą tablice Mendelejewa :lol: Do karm wrzuca się wszystko to, czego nie da się upchnąć nawet do parówki; w niektórych karmach znajdowano nawet resztki środków służących do eutanazji zwierząt w lecznicach, więc domyśl się na czym nieraz polega utylizacja zwłok w klinikach weterynaryjnych... Idealne zbilansowanie o dziwo w przyrodzie występuje chyba tylko w karmach dla psów. Przy urozmaiconej diecie i przestrzeganiu podstawowych zasad (stosunek wapnia do fosforu, czyli kości i nabiału do miękkiego mięsa, i uważaniu na ilość witamin rozpuszczalnych w tłuszczach - tran) organizm sam pobiera to, czego potrzebuje i nie sposób narobić braków, a żaden zakonserwowany śmieciowy pokarm przetworzony w suche kulki nigdy nie będzie tak wartościowy, bogaty w składniki odżywcze i zdrowy jak świeże mięso, kefir, kość cielęca. Ty też nie wyliczasz sobie w każdym posiłku zawartości białka, tłuszczu i wszystkich składników odżywczych, nie robi tego żadne zwierzę żyjące na wolności - i jakoś żyją i cieszą się dobrym zdrowiem. No ale "idealne zbilansowanie" dobrze brzmi w reklamie i sugeruje, że musisz kupować karmę, bo inaczej psu stanie się krzywda. I kasa leci. [B]Gośka[/B] - Ale nie chce w ogóle surowego, czy tylko kości? Bo mogą boleć go dziąsła przy gryzieniu. Próbowałaś podać np. zmielone łapki?
×
×
  • Create New...