-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Temat przedpotopowy, ale odświeżam. Czy ktoś przechodził z psem korektę wady zgryzu? Jak to wygląda, jakie są koszty, czy jest możliwe w każdym przypadku czy jeśli wada jest duża to nie da się nic poprawić albo tylko trochę? Mój pies ma przodozgryz, może nie jakiś potworny, ale też i nie mały i sęk w tym, że powoduje to problemy zdrowotne, konkretnie nawracające bardzo przykre dla psa stany zapalne skóry i śluzówek w okolicach kłów, właściwie za kłami. Weterynarz zasugerował, że może to być właśnie spowodowane wadą zgryzu, bo znane mi staffiki z normalnym zgryzem nożycowym takich problemów nie mają. Zna ktoś taki przypadek?
-
Pomijając temat kwarantanny po szczepieniach... skoro już ją olaliście, to lepiej od razu uczyc na dworze, a nie na matę; oszczędzicie sobie kłopotu. Oczekiwać od 2-miesięcznego szczeniaka, że będzie zawsze trafiał na matę, to jak oczekiwanie od niemowlaka, że zawsze trafi na nocnik :roll: Wpadki mają absolutne prawo zdarzać się do 4 miesiąca, bo dopiero wtedy u psa rozwija się pełna kontrola nad zwieraczami... Nagradzacie psa, kiedy załatwi się na macie? Chodzenia na smyczy nie uczy się ciągnąc szczeniaka po betonie, tylko bierze się torbę smakołyków, kuca ze szczeniakiem na luźnej smyczy i po kawałku kusi i nagradza smakołykami.
-
Ja cały czas podtrzymuję propozycję bazarku tarotowego - jeśli będzie takie zainteresowanie jak przy Florku to 200, nawet 300 zł miesięcznie może z tego być. Ja nadal nie dowierzam co się stało; nie rozumiem całkowicie Sylwii; po tym co było napisane na wątku o Quatro, i co ona pisała potem mam wrażenie, że to jest totalnie niepoważna i nieodpowiedzialna osoba... Tyle było ach i och, tyle zapewnień że sobie poradzą, że dadzą sobie radę z agresją, potem że piesek super - a teraz zachowują się tak, jakby im tego psa podrzucono :angryy:
-
[quote name='papillonek'] nie wiem jak można zabic swojego przyjaciela dla mięsa :(,ale świnie i krowy hodowane na fermach raczej niczyimi przyjaciołmi nie są i na tym chyba polega różnica.[/QUOTE] Idąc dalej tym rozumowaniem, psy w laboratoriach też nie są niczyimi przyjaciółmi :roll: A świnia biorąc pod uwagę jej inteligencję też mogłaby z powodzeniem przyjacielem być, tylko jest większa i bardziej śmierdzi - więc nie zasługuje na takie współczucie tak jak pies... [quote name='papillonek']o to mi właśnie chodziło,bo są karmy nie testowane na zwierzętach i to nie jedna,a na rynku jest taki wybór karm,że nie widzę powodu podawania eukanuby. [/QUOTE] Jaką masz gwarancję, że inna karma jaką kupujesz nie była testowana w ten sposób? I z drugiej karmy - kupiłabyś karmę, której nikt nigdy nie testował = eksperymentowała na swoim przyjacielu? Mnie najbardziej boli to, że wielkie oburzenie niektórych co do tego, co robi IAMS kończy się na pokrzyczeniu na forum i niekupowaniu karmy przez garstkę osób - realny skutek żaden. Więc może zamiast krzyczeć na kogoś, jak śmie to kupować, lepiej byłoby wsadzić tę parę w jakieś konkretne działania? Gdyby były prowadzone z równą energią co niepotrzebne strzępienie klawiatury na forach i jęczenie jak tak można, to może i skutki jakieś realne by już były.
-
Bilans dorastania Baryła nie jest bardzo imponujący ;) Podarte książki i czasopisma, pogryzione długopisy i ołówki, poszatkowane 50 zł, notorycznie pozdzierane pazurami plakaty na moich drzwiach... Buc miał większą inwencję, choć napsuł ogólnie mniej - wyżarta dziurka w łóżku pod moją poduszką, wydrapana i wygryziona dziura w podłodze balkonu (jeszcze bez płytek), zdezelowane jak na powyższym zdjęciu posłanie Baryły, ze 3 kapcie, jakiś ołówek, naddarta firanka, i chyba tyle - za to wczoraj nadrobił :cry: Oszczał TZtowi zasilacz od laptopa. Włączonego. Skutki opłakane. Już myślałam, że będzie pozew o rozwód, ale nie było tak źle :evil_lol: Z tymczasów tylko jeden był niszczycielski - bilans mojego wyjścia po drobne zakupy - podarte firanki i zasłonki, rozniesiony w pył papier toaletowy, zjedzony suchy makaron z szafki (!), dziura w tynku i potwornie pogryzione dwa drewniane parapety. Cud, że szyby nie wybił i oknem nie wyskoczył. Jak wróciłam to mnie zatkało, bo piesek wielkości jamnika... Teraz żałuję, że nie mam zdjęć ;)
-
Cytaty z pierwszej strony wątku, te posty wiszą tam od dawna i edytowane nie były: w związku z tym nie rozumiem tych wypowiedzi: Dla mnie wniosek jest taki - albo Aleksandra opisała psa na wątku jako potwora, a Sylwii przedstawiła go jako lekko niesfornego asta-aniołka :razz: albo ktoś nie zadał sobie trudu, żeby przeczytać wątek psa, którego adoptuje, albo nie rozumie słowa pisanego, tudzież porwał się z motyką na słońce nie mając zielonego pojęcia co znaczy agresja u amstaffa. Sylwia, gdyby ten pies był naprawdę "bardzo agresywny", to miałabyś już pewnie kolekcję szwów na całym ciele :roll: więc jeśli masz odrobinę przyzwoitości to nie pogarszaj swojej sytuacji, bo przykro mi, ale dla mnie jasne jest jak słońce, że to Wy wzięliście tego psa nie mając zielonego pojęcia, że opisane problemy to nie kaszka z mleczkiem i nie wyeliminujecie ich ot tak hop. Ja biorąc Quatro po tym co przeczytałam na wątku nie byłabym ani odrobinę zdziwiona gdyby użarł mnie przez kurtkę - bo źle wychowane, nakręcone ttb, jeszcze w stresie tak właśnie robią - a Ty jesteś w ciężkim szoku...? I Ty znasz się na bullowatych i chciałaś brać psa po przejściach? Ręce, uszy, cycki i liście opadają.
-
Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Quatro został potraktowany jak... pluszak. Weźmiemy, już hura, poradzimy sobie, wychowaliśmy już rotka od szczeniaczka to damy radę; jak się z naszym nie dogada to pójdzie gdzie indziej, a jak nie to może do cioci, jak jej się spodoba - postąpiono z nim jak z zabawką, chyba komuś się zapomniało, że to pies bojowy po przejściach i z problemem agresji :roll: A już się cieszyłam, że taka szansa mu się trafiła, przecież tak ciężko o ogarniętych ludzi, którzy chcą psa z adopcji a tu taki fart... Widać jaki fart; lepiej by było dla niego gdyby do tej pory była cisza... Trzeba było d*** nie zawracać, to byśmy szukali deklaracji na hotel ze szkoleniem, a nie rozmyślali nad transportem dla pieska-zabawki... A policja to nie korporacja taxi, odwieźć to oni mogą go najwyżej na chwytaku do schroniska. Jak dla mnie Sylwia powinna trafić na czarne kwiatki, i tu, i na forach ttb, bo to jest po prostu ŻENADA. Jak tak zachowują się miłośnicy i znawcy ttb to strach myśleć o reszcie. Jeśli Quatro miałby trafić do hotelu, zrobię dla niego bazarek tarotowy - przy moim Florku wychodziło nawet 200-300 zł miesięcznie, więc gdyby kilka osób dołożyło się z deklaracjami to można by było to tak rozwiązać - są hoteliki ze szkoleniem, gdzie pracują ludzie z ttb w szczególności, tak jak tam gdzie wspominałam - dla niego to teraz chyba jedyna szansa na normalność, bo jak wróci do poprzednich właścicieli, będzie tylko gorzej i albo pójdzie pod igłę bo będzie tragedia, albo znajdzie się w schronie czy byle gdzie. I Aleksandro, nie miej wyrzutów sumienia, że to pies w jakichś dobrych warunkach i inne bardziej potrzebują - owszem jest wiele potrzebujących, ale jeśli on nie trafi szybko w ręce kogoś, kto będzie umiał z nim pracować, czy to w DT, czy w hotelu, to równie dobrze można go od razu zaprowadzić pod igłę.
-
Czytam wątek po cichu od początku i sorry, ale jestem w szoku. Mi jako osobie nawet nieszczególnie wyczulonej przy czytaniu na zachowania psa bo nie biorę pod uwagę adopcji kolejnego rzuciło się wyraźnie w oczy, że pies jest agresywny. Aleksandra pisała, że potrafił ni z tego ni z owego złapać ją za rękę, podobnie dziecko. To wszystko jest na wątku. Jego zachowanie kojarzy mi się z astem Dropsem, który był czy jest u Marka w Bogatyni - jest nawet mniej problemowe. Więc przepraszam, ale jakie kłamstwa?? Czy ktoś tu pisał, że do adopcji jest biedny słodki prosiaczek, którego nie chcą w domu bo rodzi się dziecko, i będzie słitaśny i odwdzięczy się za domek? Sylwia, czy Ty sobie robisz z ludzi jaja??? Piszesz Ty i ludzie piszą na Twój temat, że interesujesz się ttb, że organizujesz spotkania, piszesz artykuły - czy Ty miałaś kiedykolwiek styczność z naprawdę problemowym amstaffem? Bo problemowe amstaffy zachowują się właśnie tak jak Quatro i osoby obeznane z tematem w ogóle nie uznałyby jego zachowania za coś szczególnie dziwnego. Praca z ttb po przejściach, ze skrzywionym psychicznie samcem to zupełnie inna bajka niż wychowywanie od szczeniaka swojego pitusia czy rottka. Wszystko na temat zachowania psa jest na wątku i jeśli Ty wzięłaś na pałę psa z takimi problemami, nawet nie wiedząc czy dogada się z twoim drugim samcem ttb, to Ty jesteś tu najbardziej nieodpowiedzialną osobą! :shake: Masz pretensje do Aleksandry - od początku wiadomo było na wątku jaka jest sytuacja - to nie jest jej pies i nigdy nie był i jeszcze raz podkreślam, wszystkie jego chore zachowania były opisane, widziałam je ja jako postronny czytelnik, a nie widziałaś Ty jako osoba adoptująca psa???; Aleksandra jedynie pośredniczyła w znalezieniu mu domu i dla mnie logiczne jest, że nie ma decydującego głosu w kwestii tego co zrobią pełnoletni członkowie jej rodziny; czy wezmą psa z powrotem czy nie. Przykro mi, ale moim zdaniem jesteś w tej chwili odpowiedzialna za psa w tym samym stopniu co jego poprzednia właścicielka.
-
Powtórzyłam po jednym z bardziej znanych amerykańskich szkoleniowców, Brianie Kilcommonsie. Nie zawsze jest to czysta prawda w każdym przypadku, niemniej jednak u psa atakującego na serio człowieka (szczególnie gdy jest to agresja na tle lękowym - a przy domowych "technikach" IPO często taka jest) emocje są dużo większe niż przy pogoni za kotem - nie mówiąc już o konsekwencjach. Biorąc pod uwagę, że 99% właścicieli psów w Polsce ma psy odwoływalne inaczej - czyt. takie, które przychodzą na wołanie, o ile nie ma w pobliżu innego pieska, kotka, dziecka z hamburgerem, rowerzysty czy statku kosmitów, dla mnie przerażające jest to, że ludzie najpierw myślą o tym, jak psa rozszczuć, a dopiero potem jak nad nim zapanować...
-
Jak się chce psa obronnego, to najpierw trzeba kupić psa po dobrych rodzicach, z silną psychiką. Potem, trzeba socjalizować go z jak największą liczbą osób, aby nie wyrósł na zwierzę niepewne siebie i lękliwe. Pies pewny siebie, twardy, to pies nastawiony przyjaźnie do otoczenia, nie reagujący jakąkolwiek agresją, lękiem, nieufnością na obcych ludzi, szczególnie w młodym wieku. To co piszesz o unikaniu kontaktów psa z innymi ludźmi niż rodzina, to coś dokładnie odwrotnego - pracujesz w ten sposób na psa niesocjalnego, lękliwego, który będzie robił dużo hałasu, a w chwili zagrożenia ucieknie, bo psychika mu nie wytrzyma. Następnie zapisujemy się z psem na dobry kurs posłuszeństwa - bo nad psem najpierw trzeba panować - potem myśleć o pracy z agresją, też pod okiem doświadczonego instruktora. Pracować z psem, bez przemocy, poświęcać na to czas i mieć dużo cierpliwości. I potem cieszyć się obrońcą, którego użycie w praktyce i tak spowoduje więcej problemów z prawem niż korzyści. Jak chcesz się bronić, to polecam gaz. Z psami jest różnie, a pies po IPO i psy do ochrony osobistej jakie widujesz w policji to dwie różne bajki i te bajki na pewno nie nadają się dla laika, który nawet o wychowaniu szczeniaka ma blade pojęcie. I zmień kolejność. Bo ta o której piszesz - najpierw rozbudzanie agresji, potem panowanie nad nią; nie daj boże prowadzenie szkolenia chałupniczymi metodami, bez wykwalifikowanego pozoranta - to najprostszy sposób na zwierzaka nieprzewidywalnego, który pogryzie kogoś w domu albo na ulicy dziecko, które się potknęło i poleciało w Waszą stronę - w powaznej sytuacji najwyżej sobie poszczeka albo ucieknie. I jeszcze jedno - pies to nie automat. Polecenie "do mnie" to nie przycisk "on/off". Takie opanowanie psa to efekt lat pracy i nie zawsze i nie z każdym psem się uda. Pomyśl co zrobisz, jak przycisk "do mnie" się zatnie, podczas gdy Ty chciałeś kogoś tylko nastraszyć :roll: Wyobrażasz sobie pewnie jak trudno odwołać jednym słowem w pół skoku psa z pogoni za kotem. To napiszę tylko, że z ataku na człowieka o wiele trudniej.
-
Moim zdaniem, to co próbujesz zrobić z psem nie ma najmniejszego sensu. O dominacji już tu napisano - teoria dawno obalona, a już na pewno nie ma odniesienia do kilkumiesięcznego szczeniaka. To, czy pies ignoruje obcych zależy przede wszystkim od jego charakteru i wieku - są psy które rwą się do ludzi cale życie mimo że nie miały z nimi zbyt poufałych kontaktów w młodości; są psy obmacywane i ciumkanie przez wszystkich dookoła, które po osiągnięciu dojrzałości (1,5-3 lata) zaczynają ludzi ignorować, a ich instynkt stróża sam wskakuje na swoje miejsce.
-
Pies to nie automat. A szczególnie młody - psychicznie właściwie jeszcze szczeniak. Żeby pies wykonywał polecenia idealnie w obecności innych osób czy w ogóle w rozproszeniach (przy innych psach, w mieście, przy ludziach), trzeba to z nim najpierw cierpliwie przećwiczyć na lince, nagradzać smakołykiem czy zabawą, które będą atrakcyjniejsze od rozpraszających bodźców. Skupiać uwagę psa możesz jego ulubioną piłką, zabawką, której nie ma na codzień, jedzeniem. I ćwiczyć - kilka razy dziennie po kilka-kilkanaście minut - najpierw samodzielnie w domu, potem powoli zwiększając ilość rozproszeń. Będziesz pracował systematycznie i cierpliwie - będą efekty. Na pewno czekają cię jeszcze zawirowania i nieposłuszeństwo okresu dorastania - tym też się nie przejmuj, bądź cierpliwy, rób swoje, a pies się z czasem "wyrobi" ;) W zachowaniu Twojego psa nie ma nic nienormalnego - poczytaj sobie ten blog o wychowaniu owczarka: [url]http://www.owczarek.pl/zofia/journal/default.asp[/url]
-
Ano właśnie... Ja też hipokryzji nie lubię i nie wierzę, żeby żadna karma poza Eukanubą nie była testowana w taki sposób. Moim psom Eukanuba nie podchodziła; miałam kilka lat temu 1 czy dwa worki - teraz karm w ogóle nie używam za to niestety daję zarobić kurzym fermom i rzeźniom. I nie czuję się ani lepiej, ani gorzej ze swoim sumieniem niż kiedy dawałam Eukanubę. Subiektywnie rzecz biorąc kogoś cierpienie psów może ruszać bardziej niż cierpienie kurczaków, ale plucie na kogos dlatego, że tę hipokryzję odsłania i żałuje w równym stopniu psów co innych zwierząt jest trochę... niesmaczne - pomijając to, że jak słusznie zauważono krowa czy kura cierpi tak samo. A przypisywanie komuś z tytułu kupowania E. szargania zdrowia jego psa i traktowania go jak bydlę bez wartości przywiązane do słupa to już zwyczajne chamskie obrażanie. Jeśli na tym polega miłość do psów, to ja chyba nie chcę się zaliczać do typowych miłośników bo za niektórych cholernie mi wstyd :roll: bo wychodzi na to, że jeśli karmisz karmą testowaną na psach (a śmiem twierdzić, że wszystkie bez wyjątku są) ale z których to testów filmiki nie wiszą w internecie, to jesteś święty...
-
[quote name='annber']martynkao...a dlaczego dla borderków az kilogram jak one nie waza duzo?? az taki wysiłek mają zeby jesc 3 razy tyle ile powinny?[/QUOTE] Te 2-3% masy ciała to ilość bardzo orientacyjna i zależnie od przemiany materii, wieku, aktywności, rasy... Psa karmimy taką ilością, żeby nie tył ani nie był za chudy, a to nieraz bardzo odchodzi od tych norm. Moja suka lat 11 z chorą tarczycą je 1,5-2% masy ciała dziennie; młody staffik bardziej koło 5%. Z ciekaowstek rasy półnosce, zaprzęgowe, nawet mimo sporej ilości ruchu karmi się małymi ilościami, ok. 1% wagi. [quote name='panbazyl']Moim jak się trafi wpadka nocna to zmiatam na szufelkę i po krzyku (zapach tez jest niekwiatowy, ale nie mam efektów cofania się kolacji).[/QUOTE] Mnie zawsze zadziwia jak się zdarzy młodemu wpadka, jakim cudem ta mała sucha kupka potrafi przy tak niewinnym wyglądzie tak potwornie śmierdzieć...
-
Ja jestem o krok od zaprzestania sprzątania :roll: Mieszkam tu gdzie mieszkam od roku. Dzielnie latam z woreczkami i zbieram kupki gdziekolwiek nie zostaną złożone. Poza mną na całym osiedlu nie robi tego NIKT co owocuje tym, że włażąc po ciemku po kupę mojego psa na trawnik, przynoszę inne g***o do domu na butach. Ale to jeszcze nic. Na okrągło spotykam się ze złośliwymi komentarzami na temat tego, jakim prawem chodzę gdzieś z psem, z darciem ryja i wyzwiskami kiedy pies się załatwia, a ja stoję nad nim z woreczkiem - raz jakiś babsztyl podszedł z wyzwiskami na cały blok i chciał nawet szarpnąć mnie za ramię; przyjechała policja... Osoby, które mnie rozpoznają i wiedzą, że sprzątam kupy po psach, potrafią teraz wyskoczyć z ryjem, że mój pies sika - np. na trawie za blokiem od strony gdzie nie ma żadnych okien, rabatek, etc. albo żebym zabrała sobie tą torebkę do mieszkania, a nie wrzucała do śmietnika koło ławki (innych nie ma). A nieraz ci sami ludzie wywalają na ulicę pety i spleśniały chleb, po pijanemu szczą pod balkonami i jak trusie przechodzą obok postawnego faceta, którego pitbull właśnie robi kupę pod oknem. Podsumowując, mam dość. Jeśli tak ma to wyglądać, to wolę już znosić pretensje za coś, co jest moją winą, a nie za próby dogodzenia całemu światu, który i tak znajdzie dziurę w całym. Mieszkam widać na osiedlu samych brudasów i świń (z których przez ten rok nawet jedna osoba nie poszła za przykładem sprzątania), to trudno - póki tu mieszkam, muszę się dostosować...
-
Teraz już trochę za późno na obwinianie hodowcy; zresztą nie każdy pies jest kupowany, niektóre są przygarniane albo adoptowane po pseudo i jakoś trzeba sobie z nimi poradzić. W jakim % na zachowanie psa wpływają geny, a w jakim psychika, nie odkryli jednoznacznie nawet najlepsi zoopsychologowie :p ale na pewno w dużym. Robienie wszystkiego tak jakby pies się nie bał i socjalizowanie go ze wszystkim na siłę (jeszcze w tym wieku) to niezbyt szczęśliwy pomysł :roll: chyba że ktoś chce potem odkręcać na dokładkę nerwicowe zachowania kompulsywne czy inne gorsze w skutkach kwiatki. Socjalizować na hura można młodego psa, zwierzaka o ogólnie odpornej psychice, ale z pewnymi zaniedbaniami wychowawczymi. W momencie kiedy mamy psa w starszym wieku, o lękach utrwalanych przez długie lata i genetycznie słabej psychice, nieraz już chorego, takie pomysły mogą pogorszyć jego samopoczucie i zachowanie, i nawet stan zdrowia, na skutek ciągłego silnego stresu. Nie z każdym psem i nie w każdym wieku socjalizacja w jakimś znaczącym stopniu pomoże (jeszcze zależy jak się z psem pracuje, bo jest różnica między pracą maleńkimi kroczkami, ze smakołykami, z możliwością bardzo powolnej regulacji bodźców a zwykłym braniem psa wszędzie, które sprawdza się przy szczeniaku w odpowiedniej fazie dorastania; przy starszym lękliwym psie można tylko zaszkodzić). Dodatkowo żadna socjalizacja nie naprawi zmian neurohormonalnych w mózgu, które pojawiają się u psów genetycznie lękliwych czy wręcz z zaburzeniami psychicznymi, chorobami na tym tle. Z tego psa już nikt nie zrobi całkowicie normalnego i zrównoważonego zwierzęcia, więc ja nie widzę sensu narażania go na dodatkowe stresy, których i tak jego życie jest pełne - skoro ma kochający dom i funkcjonuje w nim w miarę normalnie. I tu akurat decyzję o lekach bardzo popieram, bo przede wszystkim przyniosą one psu ulgę - wystarczy sobie wyobrazić w jakim stanie psychicznym bylibyśmy przez kilka miesięcy panicznie bojąc się spokojnie zasnąć :( Może i na dłuższą metę wątroba psa w jakimś stopniu ucierpi ale to i tak nic w porównaniu do tego, co on przeżywa teraz.
-
Można pogłaskać? ... i inne pytania i zachowania przechodniów ...
Martens replied to Wiza's topic in Wszystko o psach
[quote name='Daga & Maks']dobrze że u mnie nie ma takich dzieci które wyszarpują smycz z ręki :crazyeye:[/QUOTE] U mnie są :roll: Raz jakaś dziewczynka chciała mi wyrwać smycz - niby zapytała czy może potrzymać, ale nie czekając na odpowiedź pociągnęła za smycz tak, ze aż pies się przesunął; jakby na jego końcu był pluszak do majtania... Zagotowałam się i teraz dziewczynka omija mnie szerokim łukiem - matki na horyzoncie oczywiście brak, albo nie chciała się przyznawać że to jej dzieciak :roll: -
Nie dziwi mnie stwierdzenie, że co 4 pies rasowy ma problemy genetyczne. Są co prawda rasy, w których co 4 pies tych problemów nie ma, a są takie w których ma je jeden na sto, ale nie w tym rzecz. Właśnie naukowcy nie są już wcale tak pewni, że powstawanie dysplazji pod wpływem czynników środowiskowych lub jej brak to tylko kwestia genów. To nie ja to sobie wymyśliłam. I nigdzie nie napisałam że dysplazja u ludzi powstaje wskutek siedzącego trybu życia czy u psów od śliskiej podłogi. W większości przypadków powstaje pod wpływem gorszego podłoża genetycznego, ale możliwe, że nie we wszystkich. [quote name='iwona&CAR'] Piszac dalej i pouczajac mnie i forumowiczow o dysplazji napisalas cos z czym trudno sie zgodzic , bo jezeli zakladasz ze dysplazja jest choroba dziedziczna to skad to ponizej porownanie z chorobami stawow u ludzi ze niby coraz mlodsi ludzie choruja ..... Dysplazje albo sie ja ma albo sie jej nie ma !A nie jak piszesz ze mozna ja nabyc ?!?!?!poprzez siedzacy tryb zycia czy pies wdycha zanieczyszczone powietrze np.[/QUOTE] Porównanie stąd, że problemy ze stawami (i większe skłonności do wytworzenia dysplazji, i inne choroby) mogą wywoływać czynniki środowiska których do tej pory nie brano pod uwagę, i które powodują problemy stawowe niezależnie od genotypu psa. Po raz enty podkreślam, że nie jest to mój osobisty wymysł, tylko takie są hipotezy naukowców. Które mam nadzieję będą zbadane, choć znając życie znajdą się ważniejsze badania do finansowania. [quote name='iwona&CAR']Tu co ponizej piszesz to sama sobie zaprzeczasz ,raz piszesz ze dysplazja jest dziedziczna a ponizej napisalas ze psy ja maja od sliskich podlog!?!?!?[/QUOTE] Przeczytaj jeszcze raz mój poprzedni i ten post ze zrozumieniem. Artykuł który "zacytowałaś" też w całości, bo ja nie mam czasu i ochoty prostować tego, co usiłujesz wsadzić mi "w klawiaturę" wyrywając fragmenty z kontekstu i zmieniając sens mojej wypowiedzi. [quote name='iwona&CAR']Czy to takie trudne do zrozumienia Martens,ze na skutek istniejacej wady [B]genetycznej[/B] poprzez czynniki srodowiskowe mozna doprowadzic do zwyrodnien bardzo duzych albo nie doprowadzic do nich wcale,czyli dobrze prowadzony pies z dysplazja moze nie miec zwyrodnien (najlepszym przykladem jest moj pies, ma 9 lat i nie ma zwyrodnien,a dysplazje ma D/D-postaralam sie b.oto by moj pies nie odczuwal dysplazji nawet z wiekiem.)[/QUOTE] Dysplazja w genach przenosząca się jedynie na potomstwo bez możliwego wpływu na fenotyp osobnika, dysplazja w genach z możliwym wpływem na stawy osobnika, dysplazja w stawach i zwyrodnienia jako skutek dysplazji w stawach to cztery różne rzeczy. Pies może nie być obciążony genetycznie dysplazją i mieć całkowicie zdrowe stawy biodrowe, może też być obciążony genetycznie, ale dysplazji nie rozwinąć (zwyrodnień tym bardziej), może być też obciążony genetycznie i dysplazję rozwinąć, ale dzięki dbałości opiekuna dobrze funkcjonować, a może też być obciążony genetycznie, nabyć dysplazję i później zwyrodnienia. Natomiast naukowcy [U]podejrzewają[/U], że możliwy jest jeszcze taki wariant, którego do tej pory nie dopuszczano - czyli pies zdrowy genetycznie, ale rozwijający u siebie dysplazję. I nie od chodzenia po śliskiej podłodze jak sugerujesz, ale choćby z powodu oddziaływania jakichś nieznanych dotąd czynników środowiska już na ciężarną sukę lub samego psa w okresie wzrostu. Ty jesteś pewna, że pies ze zdrowymi genami dysplazji nie rozwinie - badacze już nie są ;) To co by się stało ze stawami mega zdrowego genetycznie wilka odchowanego na odpadkach ze śmietnika, chodzącego non stop po schodach i śliskiej podłodze, forsownego do upadłego możemy sobie najwyżej wywróżyć z fusów, bo z tego co mi wiadomo nikt tego nie badał. [quote name='iwona&CAR'] Do hodowcy nalezy obciazenie,ktore jest dziedziczone,czyli genetyka. Wlasciciel odpowiedzialny jest za prowadzenie psa,czyli za czynnik srodowiskowy, [B]ale nimi na genetyke nie wplyniesz.[/B][/QUOTE] Biorąc pod uwagę wpływ opieki nad suką ciężarną i odchów szczeniąt na rozwój psa hodowca na czynniki środowiskowe wpływ ma również, więc ma wpływ na fenotyp psa nie tylko w kwestii genetycznej - ale fakt, zgadzam się z Tobą, że czynnikami środowiskowymi genów nie zmieni (choć i takie kwiatki się zdarzają; czasem czynniki środowiska są w stanie wpłynąć na przemiany chemiczne w DNA i aktywność samych genów).
-
[url]http://www.polskatimes.pl/rozmaitosci/67607,zazdrosc-zawisc-i-duma-naszych-psow,id,t.html?cookie=1[/url] I kontrartykuł Zofii Mrzewińskiej, która tłumaczy, że zazdrość zazdrością nie jest ;) [url]http://pies.onet.pl/4278,13,17,o_psiej_zazdrosci,1,artykul.html[/url] Z którego dla mnie wynika, że to czy psy odczuwają zazdrość jest kwestią umowną, bo zależy też od tego jak my zazdrość zdefiniujemy ;) Możemy to nazywać zazdrością, możemy rywalizacją o zasoby, ale w praktyce wychodzi na jedno i to samo.
-
Maków Maz. - Mały śliczny psiak koczuje na ulicy - na razie pod opieką
Martens replied to Martens's topic in Już w nowym domu
Pies biegał wczoraj po ulicy :angryy::angryy::angryy: Podobno już drugi dzień. Znajoma pani od psiaków mówi, że pies na 100% miał dom w Ulaskach, kilka km od Makowa, bo sama go tam odwiedziła. Pytanie teraz czy uciekł i wrócił tu, gdzie koczował za jakąś sunią, i po niego przyjadą - czy może znowu nie ma domu... U ludzi którzy mają ową sunię i pod których płotem koczował pies był tylko kilkunastoletni chłopak, który nic w sprawie psiaka nie wiedział, poza tym, że faktycznie latał tam wcześniej i matka go komuś oddała. Napiszę, kiedy tylko się czegoś dowiem. Jak pomyślę, że miał zaklepane miejsce w hoteliku i do tej pory mógł już mieć normalny kochający dom, to krew mnie zalewa... Mam jeszcze nadzieję, że faktycznie tylko uciekł - jest czysty, dobrze wygląda... Ale jak znam ludzi to małe szanse :( -
A co ja się ich w trawie jakiś czas niestrzyżonej naszukam :D
-
[quote name='panbazyl']te twarde kupy na barfie są wspaniale do sprzatania - bo mam nadzieję, ze wszyscy sprzątają po swoich pupilach???? :evil_lol: Bierze się taki pakuneczek przez worek prawie w całości i po problemie, nic się nie maże. I jak się trafi czasem "wpadka" w domu, to bez problemu zmiatam "to" na szufelkę.[/QUOTE] Ja sobie to wszystko baaardzo chwalę :loveu: Szczególnie, że kupki po 25-kilogramowym psie wchodzą mi w torebeczkę wielkości jak dla yorka ;) W "Przyjacielu Psie" bodajże kiedyś jakiś przeciwnik suchych karm pisał, że ludzie dają suche bobki, żeby psy miały małe suche kupy łatwe do sprzątania - większej bzdury nie czytałam; po karmie mieliśmy kloce większe niż ludzkie, miękkie, fuj :shake:
-
Przez pierwsze parę dni na barfie psy w ogóle są zwykle nadzwyczaj głodne, bo kurczy się żoładek rozepchany wypełniaczami z karmy czy gotowanego ;) A skąd wiadomo ile dawać karmy? Na opakowaniu niby jest napisane że pies 25 kg powinien jeść przykładowe 385 g karmy - tylko że zależnie od aktywności, wieku, przemiany materii, ta wartość może się rozjechać nawet o połowę w obie strony. Niezależnie od tego czym się karmi, trzeba obserwować, czy pies jest w dobrej kondycji, nie tyje ani nie chudnie. Co do samych kości - żołądek psa jest wyjątkowo twardy i elastyczny, i właściwie nie ma jak go przebić. Ryzyko perforacji jest tylko w przełyku i jelitach - jednak do jelit kości docierają na tyle mocno strawione kwasami w żołądku, że wbić się nie ma co. Wszystko to dotyczy kości surowych - bo te poddawane obróbce termiczne to już inna para kaloszy i tesą rzeczywiście niebezpieczne. Na barfie kupy są twardsze, jeśli pies jadł akurat kości, ale pies też nie powinien bobkować czystymi kamieniami kwicząc z bólu ;) Zaczyna się też zawsze od delikatniejszych kości z drobiu, żeby organizm się przywyczaił, a kości cielęce, wołowe, wieprzowe stopniowo wprowadza później i nie podaje zbyt często - a właściciele karmiący karmą czy gotowanym lubią znienacka zafundować psu dużą, nierzadko jeszcze o zgrozo gotowaną wieprzową czy wołową kość, i dziwią się, że są potem problemy ;)
-
[quote name='evl']Dla mnie osobiście, z uciekinierem do suk byłaby prosta sprawa - ciach ciach :diabloti: Nie rozumiem, czemu się tak zapieracie, to jakiś wybitny rasowy reproduktor?[/QUOTE] Inna sprawa, że to może nie pomóc; psiak jest młody i myślę, że on bardziej ucieka dla rozrywki, pobawić się, niż latać za sukami - co nie znaczy że za jakiś czas nie zacznie i tego. Z tą 5 rano tez się dziwnie poczułam, bo dziś o 5 rano właśnie byłam z psami na dworze :evil_lol: bo TZ wcześniej pojechał do pracy i one się rozbudziły, i ja w sumie też już nie miałam ochoty leżeć. Jak komuś cięzko wyjść o tej 5 w papuciach na schodki na własnym podwórku, to co ja mam powiedzieć, ubierając się wtedy od góry do dołu, dymając z 3 piętra i łażąc z psami na smyczy? Tym bardziej że jak piszesz brakuje u Was tylko bramy i to jak rozumiem tymczasowo, więc i wyprowadzanie psa w towarzystwie na sikanie byłoby tylko tymczasowym środkiem ostrożności, a nie koniecznością na wieki. Tym bardziej nie rozumiem w czym aż taki problem. Przede wszystkim półroczny pies fizjologicznie rzecz biorąc nie potrzebuje wychodzić w nocy czy nie wiadomo ile razy dziennie siku. Spokojnie powinien wytrzymać do tej 7 rano, jeśli wieczorem wyszedł po 22 i się załatwił. Może po prostu przyzwyczailiście go, że jest wypuszczany na każde zawołanie, być może wcale nie za potrzebą, tylko po prostu kiedy mu się nudzi, to chce wyjść? Ustalcie stałe pory wyjść, dla półrocznego psa może to być przykładowo ta 7, 12, 17 i 22, i poza wyznaczonymi porami choćby skręcał się z ochoty i dostawał małpiego rozumu, nie wypuszczajcie go. Polamentuje parę dni, ale przyzwyczai się potem i będziecie mogli normalnie spać ;)