-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Ja kończę, bo rzygać mi się chce na widok niektórych wypowiedzi, odwracania kota ogonem i poziomu czytania ze zrozumieniem typowego dla Polski - mniej więcej tak jak niektórym z Was na widok schabowego. Cały czas wciskacie mi w usta coś czego nie napisałam - nigdzie nie napisałam, że wszystkie zwierzęta hodowlane mają świetnie, sielsko, bosko, tylko że niektóre rzeczy są po prostu demonizowane. Różne zwierzęta są trzymane w różnych warunkach, nioski klatkowe w potwornych, mleczne krowy w systemie wolnowybiegowym czy wolnostanowiskowym - w znośnych, a nie cudownych, które ze wszystkich sił próbujecie mi wcisnąć jako moją opinię. Na pewno nie można powiedzieć, że są katowane jak psy upchnięte po kilkanaście w małych boksach, gdzie nawzajem się zagryzają. Nigdzie też nie napisałam, że hodowla przemysłowa kipi szacunkiem do zwierząt, tylko że nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, jeśli zwierzę było trzymane w dobrych warunkach i jak najmniej boleśnie uśmiercone. Wkładacie mi "w klawiaturę" coś czego nie napisałam, rozdmuchujecie moje wypowiedzi do skrajności, a potem się nimi emocjonujecie i zapowietrzacie. I co z tego wynika? Jeśli tak ma wyglądać ten dobry wpływ wegetarianizmu na organizm tudzież zachowanie, to ja dziękuję, idę sprawdzić czy schab się dopiekł. EDIT: Robota do udoju widziałam x razy. Dramat. Potworność. Krew tryska. Olaboga. A dlaczego nie zaprasza się dzieci do sypialni, kiedy mama i tata robią braciszka? Czy to znaczy, że seks jest zły? Zastanów się co piszesz, bo to robi się naprawdę śmieszne.
-
Miałam na myśli krowy mleczne - one nie mogą mieć tragicznych warunków i żyć w stresie, bo zwyczajnie będą dawać mało mleka i nikomu nie będzie się opłacać trzymanie ich. Nie byłam w oborze, gdzie trzyma się bydło typowo rzeźne - te zresztą często utrzymywane jest na zewnątrz, na pastwiskach - w naprawdę sielskich warunkach nawet w porównaniu do dobrej obory. Tuczniki czy brojlery to trochę inna bajka. Porównanie do psów jest trochę nietrafione, bo psy nie istnieją docelowo po to, żeby siedzieć w schroniskach.
-
Problemy skórne, alergia i nie wiadomo co - błękitny staffik
Martens replied to Martens's topic in Dermatologia
[quote name='filodendron'] [SIZE=1]Co do alergii, to nie wiem, czy to będzie pocieszające, ale moje dziecko wyrosło z tak masakrycznej alergii, że żyć się nie dało - parę lat diety rotacyjnej i ostrego reżimu. A teraz zdrowe jak ryba. Może psom też się zdarza? Oby :)[/SIZE][/QUOTE] To by było piękne :lol: [quote name='Delph'] Czy zaobserwowałaś, że gorzej z nim jest w okresach zwiększonego stresu (dla każdego psa to co innego, np. więcej gości, nerwowa atmosfera, dużo nowych doznań, mniej relaksujących i rozładowujących spacerów itp.).[/QUOTE] Szczerze mówiąc nie. On w ogóle nie ekscytuje się przesadnie gośćmi, pogania chwilę, potrze się o nich i zachowuje się jakby nigdy nic, śpi, etc. Jak ma dużo wrażeń to zapomina o świądzie; aczkolwiek zdarza się, że wróci zmemlany ze spaceru, leży, oczy się zamykają, i nagle iska się po łapie, jakby wyraźnie coś go zaswędziało. Ogólnie on nie drapie się często i jakoś dramatycznie; po ustawieniu diety zdecydowanie rzadziej. Pozostał głównie problem z oczami, ale to nieodczulony jeszcze dym z papierosów i jakieś pyłki może jeszcze, no i ten pysk, stany zapalne przy wargach w fałdce, które ma sporo staffików, i największa zagadka, te przerzedzenia sierści. [quote name='Delph']Jedyne co przychodzi mi do głowy w Twoim przypadku to zastosowanie bardzo ostrej diety (bez jakichkolwiek, najmniejszych nawet kąsków urozmaiceń), leków, sprawdzenie jednak tej nużycy i zapewnienie psu maksymalnej ilości zajęć w ciągu dnia.[/QUOTE] Dostaje cały czas jedną karmę sprawdzaną na testach, plus jako smakołyki sporadycznie mięso z indyka, wieprzowe, i ogórka, jabłko, marchewkę, wszystko sprawdzane wcześniej na testach. Do tego Dermazyne z cynkiem - tabletki. Poza tym nic innego nie je. Nużycę, prawdopodobnie z innymi historiami będziemy ewentualnie sprawdzać po ogarnięciu w całości spraw alergicznych i ocenie jak się z tym sprawy mają po odczuleniu wszystkiego. Raczej skrobania już nie będzie, tylko od razu wycinek hp, żeby wykluczyć wszystko, czego nie stwierdziłaby sama zeskrobina. [quote name='Delph']Tak mi jeszcze przyszło na myśli - rozważałaś gronkowca? [/QUOTE] Wymaz był brany z tych zmian przy pysku u dr Rabiegi i nie wyhodowało się nic szczególnego. On w sumie nie tak drastycznych objawów na samej skórze, żeby wskazywało to na gronkowca. Jest tylko przerzedzenie sierści i czasami zaróżowione placki, typowo alergiczne, ostatni zszedł po odczulaniu w zeszłym tygodniu, prawdopodobnie był od pyłków. Pojutrze mamy kolejną wizytę, w moim portfelu harcuje przeciąg :evil_lol: Odpukać jak tak patrzę, to psu chyba trochę się poprawia. Jakby minimalnie odrastały włosy po wewnętrznej stronie kończyn? Aczkolwiek może mi się wydawać. Na pewno jest poprawa i to duża jeśli chodzi o świąd i oczy. -
[quote name='yuki']Ha! wiedziałam , że się w końcu ktoś do roślinek przyczepi, nie spodziewałam się jednak Martens, że to będziesz Ty :) Nawet tego nie komentuję, bo to już niemodne. [/QUOTE] Bo to było pół żartem, pół serio ;) Wegetarian u siebie akurat mam w miarę normalnych, raptem troje - i wierz mi, że oni ratują w moich oczach opinię wegetarian ogółem. Czubów spotykam głównie podczas internetowych dyskusji czy w większych miastach. [quote name='yuki']Dziękuję za obrażenie mnie nazywając wege czubkiem . [/QUOTE] Nie napisałam nigdzie, że każdy wegetarianin jest czubkiem. Część niewątpliwie jest i przez ich pryzmat niestety przeciętny Polak ocenia całą resztę. Jeśli uważasz, że zaliczasz się do tej grupy, to trudno. Ja Cię tak nie nazwałam. Ty natomiast podałaś cytat: "Myślę, więc jestem wegetarianinem." z którego jasno wynika, że ja nie myślę - bo nie jestem wegetarianką. I pomyśl, kto kogo obraził. [quote name='Charly']Martens bardzo się starasz poprowadzic temat ad absurdum. Wskaż proszę literautę traktującą o odczuwaniu bólu, strachu, cierpieniu oraz tęsknoty przez rośliny.Proszę literaturą naukową, nie z działu ezoteryki.[/QUOTE] Dla mnie ten temat miejscami już sam z siebie jest absurdalny, bez mojej pomocy. Literatury Ci nie wskażę, bo nie znam, ani nie twierdzę, że rośliny cierpią i tęsknią. Twierdzę, że nikt na mur beton nie udowodnił, że one NIE czują bólu. Rośliny są żywymi istotami. Zwierzęta też. Jednym i drugim należy się szacunek, między innymi właśnie dlatego, że je zjadamy. Co kto zjada jego sprawa, każdy powinien szanować to, co napełnia jego żołądek. I tyle. Bo przechodzimy w jedną z kolejnych wege-mięsnych dyskusji donikąd. Dość już ich chyba było na dogo.
-
[quote name='yuki'] "Wegetariański sposób życia, przez swoje czyste fizyczne działanie na ludzki temperament, może wpłynąć na ludzkość w najbardziej dobroczynny sposób." [B]Albert Einstein[/B][/QUOTE] Szkoda, że większość wegetarian, jakich spotykam, jest żywym zaprzeczeniem tej tezy. W samych kilku ostatnich postach znalazłam dość zręcznie ukryte obrażanie ludzie jedzących mięsa, począwszy od sugestii, że nie myślą (są idiotami?), po mordercze skłonności, do dość pejoratywnych określeń "jedzenie trupów zwierząt". Wegetarianie za to jedzą trupy roślin. Każda roślina jest żywą istotą, zachodzą w niej te same podstawowe procesy życiowe co u psa czy krowy. Tego, że nie odczuwa bólu, nikt w 100% nie dowiódł. Natomiast wegetarianie z poczuciem wyższości wobec innych ludzi i bez śladu wyrzutów sumienia pochłaniają te biednie istoty całymi tonami, wyrywane z biednej matki Ziemi, cięte, miażdżone, gotowane, siekane... Tylko dlatego, że są nieco niższą formą życia niż kura. Horror. Roślinny Holocaust ;) I jaka hipokryzja :evil_lol: bo to przecież też słynny szowinizm gatunkowy. Mleczarnie z kobietami - czemu nie, tym bardziej, że multum kobiet nie karmi piersią. Mi to nie przeszkadza. A te cielaki, które nawet nie mogą się obrócić i wymiona nie do udźwignięcia to też jakieś skrajności. Widziałam niejedną oborę, nawet dużą, i nigdzie takich cudów jak piszesz nie uświadczyłam, krowy łaziły sobie po wybiegu/w budynku, jadły, przeżuwały, wydalały, leżały albo przychodziły się przywitać. Cielęta były w dużych boksach, po 2-3 sztuki, bo niewskazane jest trzymanie ich pojedynczo ze względu własnie na stres i różne związane z nim zachowania - i miały miejsce, żeby dosłownie ganiać się dokoła kojca. Przejdźcie się może do jakiejś logicznej obory i obejrzyjcie warunki życia zwierząt na własne oczy, a nie na podstawie filmików posklejanych z najdrastyczniejszych przypadków robicie sobie wyobrażenie o całości, a potem wypisujecie dyrdymały, które obrażają ofiary holocaustu... Szczyt chamstwa. To dokładnie to samo, co nienawiść do całej rasy psów za kilka przypadków pogryzień. Nie mówię, że zwierzęta hodowlane mają raj, ale wiele wyobrażeń o ich warunkach życia jest mocno przesadzonych, a już na pewno nie jest normą. Obejrzyjcie sobie też fermę niosek w klatkach - to jest prawdziwy horror, a mnóstwo wegetarian radośnie pożera jajka z trójką (ja po wycieczce w to miejsce natychmiast przestałam) i puszy się, że są humanitarni, bo nie jedzą mięsa. Podsumowując, jak zostanę kiedyś wegetarianką, to chyba nie będę się do tego przyznawać - ani wśród dalszych znajomych, ani tu na forum, bo wstyd mi będzie, że będę wrzucana do jednego wora z gromadą wege-czubów, i będą mi z automatu przypisywane skrajne poglądy, których przykłady można sobie obejrzeć tu na wątku.
-
[quote name='laikinia']Mam tylko mala uwage- z tego co zrozumialam, to chyba nikt nie mowil tutaj o usmiercaniu zwierzat domowych, ale o kastrowaniu tych co sa i nie produkowaniu nowych... Niejako te co sa maja dozyc szczesliwej starosci, ale sie nie rozmnazac dalej... Chodzilo tutaj o wybor moralny niektorych osob: [B]poswiece[/B] ta przyjemnosc, jaka jest posiadanie kochanego pupila dla dobra milionow istot innych gatunkow nazywanych zwierzetami rzeznymi... Wynikalo to tutaj z tego powtarzajacego sie problemu: jak mozemy zlikwidowac rzeznie, jezeli nasze psy i koty musza jesc mieso?... [/QUOTE] Bardzo dziwne podejście jak na dogomaniaczkę, naprawdę. Ja proponuję wykastrować ludzi i eksterminować ich gatunek, w końcu to oni wymyślili rzeźnie, nie psy. Psy powstały, bo taka była kolej ewolucji, jako gatunek są dziełem natury, tak jak i ludzie - nie za duży przerost ego w tym, żeby człowiek miał teraz decydować o ich wymarciu? Zresztą, prawidłowo ubita świnia czy krowa, uprzednio ogłuszona, cierpi raczej mniej niż ekologicznie upolowana antylopa, które lwice żywcem wyrywają jelita i zaczynają jeść, kiedy jeszcze kopie. [quote name='laikinia']Swoja droga jak widze te myszki i ptaszki, ktore mi moje koty znosza, to nie wiem po co je mam jeszcze karmic... hmm... moze po puszkach z wolowina czuja sie wazniejsze- w naturze by nigdy nie zlowily krowy... ale puszek z miesem mysim jeszcze nigdy nie spotkalam...[/QUOTE] Ty tak na poważnie? [quote name='laikinia']Ja mam jakis ciagly niedosyt i stad moze jestem czasem nieuprzejma, ale moje oczekiwania co do ludzi na dogo byly tak wysokie... nie, zebym myslala, ze wszyscy sa wege, ale jak na boga mozna oplakiwac zranionego psa, finansowac jego leczenie, pielegnowac itd. itd... i jednoczesnie ogladac filmy, zdjecia, reportaze o hodowli, transportach i rzezi innych zwierzat i twierdzic, ze takie juz jest zycie, to sa prawa natury... Wybaczcie, jezeli mnie czasem ponosi, ale ja tego tak bardzo nie rozumiem...takie wypowiedzi mnie strasznie rania... [/QUOTE] To zacytuj mi taką wypowiedź, bo ja nigdzie na całej dogomanii przez 4 lata nie spotkałam się z twierdzeniem, że przemysłowa hodowla zwierząt na wielką skalę, niehumanitarny ich transport i zabijanie bez przestrzegania podstawowych zasad ograniczenia ich cierpienia ma coś wspólnego z naturą i że tak powinno być. Ja pisałam, że naturalne jest to, że ludzie mają prawo do jedzenia mięsa w ilości odpowiedniej do swoich potrzeb (a to nie jest 7 dni w tygodniu kilka razy dziennie), podobnie mają to prawo psy jako część ekosystemu naszej planety, i to właśnie to jest naturalne, a nie 600 brojlerów upchanych w jednym kurniku czy skrwawiane praktycznie żywcem świnie. Mięsożercy przyczyniają się do zabijania jakiejś części populacji zwierząt; wielu wegetarian jak widzę przy całym ich szacunku do zwierząt i przyrody ma za to zapędy do decydowania o eksterminacji całych gatunków... Ja szczerze mówiąc nie wiem, co jest gorsze. Ja mięsa jakoś szczególnie nie lubię, jem raz dziennie w małych ilościach, albo i to nie; nie wykluczam, że kiedyś z niego zrezygnuję z bardzo hmm, nazwijmy to "ezoterycznych" powodów, więc moja "obrona mięsożerców" raczej nie wynika z miłości do schabowego (fuj, swoją drogą). Lubię miłych wegetarian, podziwiam ich za ten wybór jako jednostek. Natomiast nie popieram i przeraża mnie agresja wielu z nich wobec osób, które nie dojrzały takich decyzji, stawianie na równi samego faktu jedzenia mięsa z popieraniem masowej produkcji zwierzęcej, próby zrobienia wegetarian czy wegan ze zwierząt przystosowanych do jedzenia mięsa znacznie bardziej od nas, czy wręcz te pomysły likwidacji instytucji zwierzęcia domowego z naszej planety. Jeśli ktoś ma problem z kupowaniem mięsa i karmieniem nim zwierzęcia to masz rację, jest masa królików do adopcji. Swoją drogą, jak eksterminować zwierzęta domowe, w tym psy, to czemu i królików nie? Po raz kolejny wegetarianie bawią się w bogów, mięsożerne zwierzęta domowe nie mają racji bytu, roślinożerne tak? Gdzie to dalej pójdzie? Będziemy pomagać słoniom i antylopom a złym brzydkim lwom nie? Ja jednak mam nadzieję, że nie dojdzie do światowej dominacji wegetarian (przynajmniej tych ortodoksyjnych), bo autentycznie życiu na Ziemi zacznie grozić zagłada :p
-
Nie ma agresywnych ras , są tylko ludzie-ignoranci
Martens replied to Weaver's topic in Rasy 'agresywne'
Pytasz poważnie? :razz: Predyspozycjami do pracy, poziomem pobudliwości i aktywności, skłonnościami dominacyjnymi, siłą instynktu terytorialnego... Długo by wymieniać, pomijając nawet zupełnie cechy zewnętrzne. To dwie różne rasy, jedna wyhodowana do zadań całkowicie pokojowych, aportowania, posiadająca "miękki pysk"; druga typowo obronno-stróżująca, o silnym charakterze, popędzie obrony terytorium i przewodnika, zdecydowanych reakcjach. To wszystko sprawia, że źle ułożony lub zaniedbany rottweiler ma znacznie większe szanse stać się zwierzęciem agresywnym, niebezpiecznym niż źle ułożony lub zaniedbany labrador. Myślałam, że to oczywiste. -
[quote name='ola&neo']jezeli masz jakies przyklady skrecenia kregow to podaj. stosuje kantar dzieki temu ze jest polecany,skuteczny,stosowala go victoria stilwell. Przez jednych polecany, przez innych krytykowany, ale wszyscy mający odrobinę oleju w głowie zalecają ostrożność. "[FONT=verdana]przy tego typu obrożach należy jednak prowadzić psa delikatną ręką, unikając szarpnięć, gdyż każde szarpnięcie powoduje gwałtowne odwrócenie głowy psa, co nie tylko nie jest dla psa przyjemne, ale grozi poważnymi urazami szyi i pyska. "[/FONT] http://www.bernardyny.wortale.net/57--Spacerowy-ekwipunek-Kantarek-8211-dyscyplina-w-zlagodzonej-formie.html Jeśli nadal upierasz się, że halterem nie da się zrobić takiej krzywdy jak kolczatką, to przywiąż sobie mocno głowę (nie za szyję, samą głowę) mocno do jakiejś barierki i szarpnij całym ciężarem ciała w bok :evil_lol: najlepiej poproś, żeby ktoś np. walnął Ci petardą pod nosem, żeby siła szarpnięcia była porównywalna do reakcji psa, który np. wystraszył się huku.. I daj potem znać, ile siedziałaś w kołnierzu ortopedycznym ;) Btw po kilkunastominutowej edukacji w internecie dowiedziałam się, że jednym z głównych kryteriów haltera jest to, żeby NIE zamykał psu pyska, był luźny i oddziaływał jedynie poprzez nacisk na grzbiet pyska i odwracanie głowy w bok. To przerażające; nie wiesz nic o narzędziach które krytykujesz, ba, wiesz niewiele nawet o tych, których sama używasz... [quote name='ola&neo']mnostwo razy widzialam w u mnie w okolicy psy szarpane za pomoca kolczatki.psy piszczaly z bolu.czy to jest dobre??? Nie. Zacytuj, kto tu napisał, że jest - bo nie rozumiem sensu tej wypowiedzi. Przez Twoje udowadnianie, że kolczatka jest zła, kantarek nie staje się obiektywnie lepszy.
-
Na wynikach z krwi i robiliśmy usg.
-
[quote name='Charly']Inna sprawa to Ty pisałas powyżej o rzekomych problemach psychicznych wegetarian i wegan. Rozumiem ironia i sarkazm oraz spychanie ludzi w określonym kierunku to dozwolona norma u mięsożerców, a wegetarianom już nie przystoi? Można się poczuć wyróznionym;)[/QUOTE] Niektórych wegan i wegetarian. Bo ewidentnie mają problemy. Normalnych też znam, szkoda że mniejszość. Tak, uważam, że skoro wegetarianie pretendują do bycia osobami bardziej oświeconymi, humanitarnymi i pełnymi szacunku dla świata, ich wypowiedzi chyba również powinny to odzwierciedlać, a bywa wręcz odwrotnie. Czasem mam wrażenie, że litościwi wegetarianie radośnie posłaliby mięsożerców do rzeźni w charakterze przyszłych kotletów - tak w ramach humanitaryzmu. [quote name='laikinia']A juz szczytem podlosci jest twoje rozumowanie: ludzie moga/ powinni (bo sa wszystkozerni) jesc mieso, ale owszem, nie powinni znecac sie nad zwierzetami,[B] ale to jedno z drugim nie ma nic wspolnego... [/B]Ma i to jak najbardziej!![/QUOTE] W takim razie żyjemy na planecie podłych potworów, bo jak świat długi i szeroki, stworzenia się mordują i pożerają, z pewnością nie sposób uprzejmy i delikatny. Ba, gdyby nie to, upadłyby praktycznie wszystkie ekosystemy. Jako jeden z tych podłych prymitywnych potworów chyba powinnam zakończyć dyskusję, bo nie dorastam poziomem rozwoju duchowego do tutaj obecnych...
-
O patrz, a mój pies się wymsknął z kantara, i to naprawdę dobrze zapiętego. I nie wiem, skąd Ci się wzięło, że kantar oddziałuje poprzez zamknięcie pyska, które jest ot tak niemiłe. Zasada działania kantara jest taka, że po pierwsze, kiedy pies ciągnie, jego głowa wywija się w bok, do tyłu, co zazwyczaj skutecznie zniechęca do ciągnięcia; po drugie oddziałuje naciskiem na górną część pyska - a u psowatych chwyt za pysk jest jednym z najbardziej brutalnych chwytów okazania dominacji w walce - jest to miejsce newralgiczne, podobnie jak kark, bo pies schwytany za pysk nie ma możliwości obrony, walki. Jest to więc znacznie silniejsze oddziaływanie czysto behawioralne niż Ci się wydaje; znacznie brutalniejsze psychicznie niż Twoje o tym wyobrażenie. Zresztą, gdyby działanie kantara miało polegać na zamykaniu pyska, smycz byłaby przypinana od góry, bo to żuchwa u psa jest ruchomą częścią pyska, nie szczęka ;) Te "fanaberie o kręgach szyjnych" to potwierdzone przypadki i słowa specjalistów w dziedzinie szkolenia, również wielu wyznawców metod pozytywnych (do których kantar naprawdę ciężko zaliczyć) - w przeciwieństwie do Twoich czysto teoretycznych wymysłów o nagminnym okaleczaniu psiej szyi kolczatką... Zresztą jak piszesz w takim tonie o czymś, co jest zagrożeniem życia dla psa, to naprawdę, odechciewa się z Tobą pisać, bo do merytorycznej dyskusji trzeba mieć odpowiedniego partnera, którym Ty chyba jednak nie jesteś :roll: Czasami aż ręce opadają.
-
Ciekawe czy Ci wszyscy światli przytoczeni tutaj wegetarianie (bo ekoterrorystami bym ich akurat nie nazwała) namawialiby innych do przestawiania psów na wegańskie karmy czy wysyłania znajomym filmików typu "czemu powinieneś zjeść własnego psa" :roll: Zresztą rzekome wielkie współczucie dla żywych istot i taki sarkazm trochę dziwnie wyglądają obok siebie w jednym poście bardzo oświeconej, wyższej duchowo istoty :razz: To naprawdę nie zachęca do wegetarianizmu, wręcz przeciwnie.
-
Z tłuszczu to i ja chcę teraz zejść i na pewno będę karmę zmieniać monitorując przy okazji jak się mają wyniki enzymów wątrobowych. U mnie kwestia taka, że pies już nie jest młody, ma 12 lat i te zmiany raczej się nie cofną - wątroba jest zwyrodniała, poprzerastana tkanką łączną, prawdopodobnie na skutek przebytych dwóch babeszjoz i leków, które pies dostaje codziennie od kilku lat (tarczyca) - stanów zapalnych wątroby nie mieliśmy, wątroba po prostu jest "zjechana" przez wiek i powyższe czynniki.
-
Na jakiej podstawie twierdzisz, że pies nie odczuwa dyskomfortu? Gdyby nie odczuwał, to by ciągnął. Na tej samej zasadzie ja mogę powiedzieć, że mój pies nie odczuwał dyskomfortu w kolczatce, bo nie reagował na nią nigdy negatywnie - a na pierwszym spacerze w kantarku był dużo bardziej spięty niż przy pierwszym wyjściu na kolcach. Wielu behawiorystów uważa obroże uzdową za znacznie bardziej inwazyjną od kolczatki, za znacznie silniejszy bodziec - ponadto pies łatwiej może wysunąć z niej głowę, a jeśli jest mocno dopięta, a on w panice szarpnie z dużą siłą, może sobie nawet uszkodzić kręgi szyjne, skręcić kark.
-
[quote name='WATACHA']Dziwny gość, on tylko do Ciebie się czepia czy do innych również?Ja to raczej spokojna jestem i mógł by mi tak sobie gadać do usranej śmierci.No, ale ile można w końcu pewnie bym się mężowi poskarżyła, ale jak mówisz nie możesz.Nie wiem, nigdy aż takich wytrwałych nie znałam.[/QUOTE] Nie widziałam, żeby kiedykolwiek zaczepił kogoś poza mną, mimo że nikt tu po psach nie sprząta, ciągle ktoś z psami łazi i naprawdę miałby się do kogo rzucać. On uparcie twierdzi, że zwraca uwagę wszystkim - coś nie chce mi się wierzyć. Gdybym się emocjonowała każdym, kto się do mnie odzywa, to już bym była w wariatkowie, ale ten facet jest wybitny, czepia się już koło roku, i nie pomaga brak reakcji, moje sprzątanie, to że przestałam wychodzić za blok tu gdzie ma okna, żeby nie miał się czego czepiać. Dalej swoje, jak katarynka. Ja mówię, żeby się odpatyczkował, bo sprzątam, on że ja wcale nie sprzątam, bo on nie widział, a jak raz widział, to było na pewno tylko na pokaz :roll: Ręce opadają i... odechciewa się sprzątać, skoro ludzie wypuszczający psy na osiedle, żeby srały po wszystkich trawnikach mają święty spokój, a ja zbieram kazania za całe osiedle brudasów. Przypuszczam, że uczepił się do mnie, bo mam DWA psy - czysta patologia, ktoś w JEGO bloku trzyma dwa śmierdziele; no i jestem młodą kobietą, mam raptem 24 lata i mimo że jestem wysoka, podobno na tyle nawet nie wyglądam. Do karka z pitem się nie odezwie, bo by dostał w łeb albo jutro miał porysowane auto; do dziadka w swoim wieku z pieskiem też, bo pewnie nie wypada i tamten by go wyśmiał z sąsiadami, za to ja jestem idealnym celem, kobieta, młoda, mieszka tu krótko... To huzia na Józia :roll:
-
[quote name='ladySwallow']A myślę, że nakreślenie sprawy dzielnicowemu oraz złożenie doniesienia będzie o tyle dobre, że jeśli kiedyś przejdzie do rękoczynów (tfu tfu tfu, niby kulturalny, ale i takie właśnie stare babki najczęściej potrafią kogoś szarpać na ulicy) albo do powazniejszych wykroczeń, będziesz miała "zrobione plecy" - że już o tym donosiłaś, że dawałaś znać o sytuacji.[/QUOTE] Z tą właśnie myślą zadzwoniłam dziś na policję, bo facet rano mnie nie wyzwał ani na mnie nie właził, tylko sobie wykrzykiwał pretensje, ale chciałam pokazać, że sobie tak radośnie używał na mnie nie będzie, i żeby było jakieś świadectwo na przyszłość. Co do sąsiadów nie wiem, bo wiadomo, że ludzie potrafią się do Ciebie uśmiechać, a za plecami obrobić tyłek, ale jest przynajmniej kilka osób w bloku których na pewno nie posądziłabym o jakieś pretensje do mojej osoby. Pomyślałam o zebraniu podpisów od sąsiadów, przynajmniej w mojej klatce (mieszkam w 2-klatkowcu, facet urzęduje w klatce obok), na temat uciążliwości (czy raczej jej braku) moich psów, ale nie wiem na ile to ma sens i na ile wypali, bo ludzie moga miec opory, żeby się dziadowi nie narazić - on tu mieszka chyba długo, ja raptem półtora roku. Nie wiem, ciężka sprawa. Swoją drogą jego ostatnie wyrzuty do mnie były rozbrajające - jak ja mogłam się tak zachować, wezwać na niego policję, przecież on na mnie policji nie wzywał! Ciekawe z jakiego powodu miałby wezwać - że idę po jego chodniku? :razz:
-
[quote name='WATACHA']A może udawaj, że go nie widzisz, nie słyszysz.Traktuj jak powietrze, to lepiej działa niż jakiekolwiek rozmowy lub kłótnie.[/QUOTE] Tego próbowałam rok temu, na samym początku. Ja nic, a on dalej swoje, miałam wrażenie, że wtedy wręcz się rozbestwiał. [quote name='ladySwallow']Na pewno nie można tego zostawić... Bo facet się tylko rozochoci.[/QUOTE] No teraz już się przekonałam... Pytanie tylko co zrobić, bo wizyta mundurowych najwyraźniej go jeszcze nakręciła, i w pogróżkach wyraża pełną gotowość bojową, z wymuszeniem na mnie spacerów z psami w kagańcach, i umileniem życia sąsiedzkiego w ogóle. Ja już w zeszłe lato po kilku potyczkach słownych z nim wychodziłam z domu sztywna z nerwów czy się na niego natknę; zimą go praktycznie nie widywałam i było ok, ale jak widać wystarczyło go po prostu spotkać kiedy pies kucał, a co będzie w lato, jak będzie sterczał wieczorami pod blokiem to już strach pomyśleć :roll:
-
[quote name='ladySwallow']A porozmawiać z dzielnicowym i powiedzieć mu, że złożysz doniesienie na policję, że facet Cię nęka i nie czujesz się bezpiecznie, jak go spotkasz? Może on jak pogada z dziadkiem, to coś więcej da?[/QUOTE] Problem w tym, że facet już dziś rano nawydzierał się na mnie w momencie, kiedy sprzątałam po psie (!)... Zadzwoniłam na policję i poszli wtedy z panem porozmawiać (to było w poście wyżej, który przez pomyłkę mi się usunął), i efekt jest taki jak widać. Jeszcze w trakcie tamtej rozmowy z policją na klatkę wyszła jego sąsiadka, która powiedziała, że widzi często jak sprzątam po psach - a on teraz z uporem maniak twierdzi, że rano posprzątałam tylko na pokaz. Facet naprawdę ma jakiś problem ze sobą, i wygląda na to, że zostałam jego ścierką do wylewania pretensji do całego świata za wszystkie psie kupy, psy na osiedlu, itd itp...
-
"Mam nadzieję, że teraz będę miała święty spokój." Nadzieja matką głupich. Facet może i się rano wystraszył, ale podlał sobie widać dla kurażu i nabrał odwagi... Natknęłam się na niego wychodząc z Bucem. Zbulwersowany jak wszyscy diabli, z wielkim wyrzutem, zaczął perorować do mnie, jak mogłam się tak podle zachować, żeby wezwać na niego policję! :-o Przecież on grzecznie zwracał mi uwagę (o ile podniesiony głos i wieczne nieuzasadnione pretensje można za takowe uznać), przecież on zna całą moją rodzinę (chodził z moją daleką ciotką do szkoły:cool3:), i że... to ja go nękam! Podszedł do mnie na jakieś 10 cm i zawiało tak gorzelnią, że mało nie padłam. Powiedziałam, żeby się odsunął, bo jest pijany i żeby zostawił mnie w spokoju. Wytłumaczył mi się, że wypił piwo :cool3: i dalej jazda swoje, że on mi pokaże, że wszyscy sąsiedzi są przeciwko mnie (dziwne tylko, że nikt nigdy nie miał do mnie pretensji o psy, nawet ludzie z mojej klatki, którzy mają małe dzieci), i że on doprowadzi do tego, że mój pies będzie chodził w kagańcu, bo on wie co to za rasa, i on na razie jeszcze jest mały, ale później to zobaczę... Poszedł gdzieś w cholerę, chyba do osiedlowego sklepu. Poszłam się przejść, cała się trzęsłam z nerwów, wracam, a on pod blokiem i od nowa... Że on ma świadków, że moje psy srają wszędzie; że ten pies co go mam to na razie jest młody, ale jak skończy 2 lata, to będzie taki agresywny, że z domu z nim nawet nie wyjdę, i najlepsze - że tą torebkę do sprzątania rano miałam tylko raz, na pokaz :-o Oczywiście nadal niemal na mnie właził i chuchał, aż szlag ciężki mnie trafił i rozdarłam się na cały głos, żeby dziad p*** się odsunął, bo dostanie gazem po mordzie. Pomogło, odsunął się oburzony jak wszyscy diabli i zrejterował do domu mamrocząc pod nosem, czego to ja nie zobaczę. Chryste. Umówiłam się na jutro na rozmowę z dzielnicowym. Co ja mam z tym idiotą zrobić? :-( Staję na uszach, żeby moje psy nikomu nie przeszkadzały, nie puszczam ich pod blokiem, sprzątam dosłownie jak ta jedyna naiwna pośród brudasów i co z tego mam? Starego świra na głowie, który twierdzi, że chodzę z torebeczką na pokaz i sprzątam specjalnie jak on idzie... Pochlebia sobie :roll: To jakiś straszny typ, taki dziadek pseudo-inteligencik, ani razu nie przeklął w rozmowie ze mną, oficjalny do bólu, a widać przy tym, że sfrustrowany jak wszyscy diabli, nie wiem, żona mu nie daje czy wiecznie chlać mu się chce? Do jednego delikwenta, który wydzierał się do mnie po pijaku, wysłałam TZta - powiedział kulturalnie co myśli o jego zaczepkach i skończyło się jak nożem uciął. Tutaj jak tak zrobię, to coś czuję, że będziemy mieli policję na karku ze skargą o groźby karalne albo coś na podobę, że TZ chciał pobić staruszka - taki typ. Ale przecież nie mogę tak tego zostawić i wychodzić 3 razy dziennie z psami sztywna z nerwów, że się na niego natknę :roll: i znowu wysłuchiwać ciosania na głowie kołków za coś, czego nie robię. Macie jakiś pomysł? Bo mi już się skończyły. Kulturalne tłumaczenie jak się sprawy mają jest jak gadanie do słupa, bo on wie lepiej, rozmowa z policjantami była dla niego wielką zniewagą, TZta nie wyślę, bo będzie tak jak pisałam... Skończyły mi się pomysły. Boję się, że nakręci na mnie wszystkich sąsiadów; swoją drogą Ci jego świadkowie i "sąsiedzi przeciwko mnie" to raczej pic na wodę, bo wiem jacy są ludzie - mi przytakną, jemu przytakną, a tak naprawdę mają to wszystko gdzieś, najwyżej jeszcze się pośmieją w domu... Ale to nie jest przyjemne, szczególnie, że z psami wychodzić jakoś muszę, nie teleportuję się na łąki; najgorsze jest to, że to nie jest wynajęte mieszkanie, które mogę sobie ot tak zmienić, tylko moje własne, w którym spędzę jeszcze pewnie dobre kilka lat :-(
-
Lysiejacy pies, swiad i skora twardniejaca na pancerz
Martens replied to karjo2's topic in Dermatologia
[quote name='gryf80']karjo-kup sobie advocate i zakrop na psa na pewno nie zaszkodzisz,a być może pies przestanie się drapać i zacznie odrastać sierść[/QUOTE] Tylko jeżeli będzie chciała zrobić później jakieś zeskrobiny, wynik może być przekłamany... -
Kasłała odkąd ją macie? Była odrobaczana? Glisty mogą powodować kaszel. Co dalej - zapalenie gardła? Antybiotyk jednak powinien pomóc. Wet brał pod uwagę zapadnięcie tchawicy? To dość częsta przypadłość u yorków i tu antybiotyk wiele nie pomoże. Co na to hodowca, kontaktowaliście się z nim?
-
Całkiem dobry jest Can-Vit, weź wersję dla dorosłych psów, i skoro podajesz nabiał, dodawaj go do pokarmu 1/3-1/2 zalecanej dziennej dawki.
-
[quote name='gryf80']no właśnie,rc gastrointestinal low fat ma 7%[/QUOTE] Tak, tylko on jest polecany przy problemach trzustkowych, jelitowych. Royal Hepatic dla wątrobowców ma tłuszczu... 16% :crazyeye: Czy ja źle widzę, czy skład karm weterynaryjnych zaprzecza zaleceniom dietetycznym przy danych chorobach? :razz: Bo jeśli przy zwyrodnieniu wątroby mój pies ma dostawać mało tłuszczu, to wolę mu dać dobrą składowo Acanę Light&Fit, która ma go 10% niż niby weterynaryjne kukurydziano-ryżowe wynalazki, które mają tłuszczu 16-17%...
-
A tak z ciekawości podpytam, bo gdzieś czytałam i kiedyś i wydawało mi się, że to był regulamin ZK - czy ilość miotów w życiu suki nie jest przez ZK ograniczona do 5? Albo kiedyś nie była?
-
Z ciekawości poszłam sprawdzić na worku Trovetu zawartość tłuszczu, żeby porównać go z Acaną. Padłam. 17%! Acana Light&Fit ma 10, taką ilość tłuszczu mają tylko Acany bezzbożowe i ta dla psów pracujących... Zaczęło mnie teraz intrygować, czemu ta karma jest przeznaczona dla trzustkowców i wątrobowców.