-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
[quote name='Pies Pustyni']Przeciez piszemy o psach udomowionych, a nie o skradajacych sie do ludzkich siedzib wilkach. Holdy i pogrzeby - zgoda. Ale dalej wydaje mi sie, ze to sie dzialo jak juz czlowiek udomowil inne zwierzeta.[/QUOTE] Genetycznie rzecz biorąc psy oddzieliły się nieco od wilków już 150 tys. lat temu, więc trudno tu wyznaczyć granicę kiedy pies był jeszcze wilkiem, a wilk już psem. Co do tych pogrzebów a udomowienia innych zwierząt, aż skłoniłeś mnie do szperania na ten temat ;) jak zdobędę informacje to się wypowiem.
-
Lysiejacy pies, swiad i skora twardniejaca na pancerz
Martens replied to karjo2's topic in Dermatologia
Nawet jeśli w wynikach wyjdą grzyby czy bakterie, zróbcie testy alergiczne. AZS też chyba wtedy wyjdzie. -
Nie ma agresywnych ras , są tylko ludzie-ignoranci
Martens replied to Weaver's topic in Rasy 'agresywne'
[quote name='Weaver'] U nas proporcja jest niestety odwrotna tylko ok 20% psów mieszkających w Polsce to psy rodowodowe .[/QUOTE] Ile? :crazyeye: Ja słyszałam wersję o poniżej 1% i w tę jestem skłonna dużo bardziej uwierzyć, nawet patrząc po swoim osiedlu na spacerach. Psów będzie na nim 100, może 200, psy z rodowodem mogę policzyć na palcach jednej ręki. Z jednej strony w pełni popieram to, co piszesz; z drugiej przesada w obie strony jest niezdrowa, bo są rasy bardziej i mniej skłonne do agresji, i twierdzenie, że zachowanie psa zależy tylko i wyłącznie od wychowania prowadzi do wniosku, że rottweiler i labrador to jedno i to samo. Tylko, że dla mnie w ogóle kwestia tworzenia jakichś list i obostrzeń jest pomylona. Najprostsze rozwiązania są najlepsze - dosolić horrendalne kary za pogryzienie i je egzekwować, i psy będą pilnowane jak oko w głowie. Do tego lepszy dostęp do edukacji kynologicznej i problem zmalałby zdecydowanie. -
[quote name='corrida']no przecie takiego już posiadasz... W naszej regionalnej tv puszczali reportaż o tym jak amsztaf pogryzł psa. Ozdobione to było wypowiedziami pewnego weterynarza nt. agresywnych ras z listy. W tle upiorna muzyka i zbliżenie kamery na tablice z rysunkami ras, a konkretnie na...tadam! STAFFIKA :evil_lol:. [/QUOTE] Ale mój pies to dopiero szczeniak tego Amsztafa to jeszcze niegroźny, można mi dokuczać :evil_lol: Mnie dwa razy pochwalono, raz starsza pani sąsiadka z mojej klatki (która nie obcyndalając się uprzejmie zwraca uwagę również swoim starszym paniom koleżankom jak po yorczku nie sprzątną :)), drugi raz mamy na placu zabaw; co prawda nie powiedziały nic głośno, ale jak pies zrobił kupkę za płotkiem placu zabaw, a ja ją pozbierałam, to patrzyły na mnie jak na boskie objawienie :evil_lol: więc mogę chyba liczyć za wyrazy uznania :)
-
Jest sens, ale musisz suplementować wapń.
-
[quote name='Pies Pustyni']Bardzo to romantycznie brzmi, ale zauwaz jedna istostna (moim zdaniem) rzecz - pies byl udomowiony jako pierwszy, duzo wczesniej niz jakiekolwiek zwierze gospodarskie. Zanim dolaczyly do niego kopytne mogl miec status zwierzecia do "wszystkiego", czyli jesli ludzie zorientowali sie, ze moze pomoc w polowaniu, ciagac jakies sanie itp. to mysle, ze byl do tego wykorzystywany, ale na rowni z byciem zwierzeciem rzeznym. Ludy prymitywne moga trzymac zwierze i dobrze, z szacunkiem je traktowac, ale nie przeszkadza im to w skonsumowaniu go bez wylewania lez. Indianie tez skladali hold zabitym przez siebie zwierzakom, ba, nawet w dzisiejszym lowiectwie zachowal sie tzw. ostatni kęs czyli kawalek galazki wkladany zabitemu zwierzeciu do pyska, majacy "wyposarzyc je w ostatnia podroz". Tak wiec szacunek szacunkiem, a zycie zyciem.[/QUOTE] Zauważ rzecz istotną - wilk zwierzę bardzo nieufne. Gdyby podchodził do ludzkich siedzib i był na hura mordowany, nie dałby się udomowić. Psów początkowo nie trzymano na uwięzi, były przy ludzkich obozowiskach z własnej woli - były oswajane. Zabijanie ich uniemożliwiłoby udomowienie. Zachowały się nawet późniejsze świadectwa kopalne wskazujące na to, że psów, które zginęły w czasie polowania nie zjadano, ba chowano w całości z hołdem należnym plemiennemu wojownikowi. To krańcowo odmienne podejście niż do zabijanego karibu czy zająca. To czy pies był zwierzęciem rzeźnym, zależy od rejonu świata i podejścia ludzi. W ciepłych rejonach psy pariasy były czymś co tam biega i można se zjeść jak da się złapać (inna bajka to charty, niemal czczone, nikomu by nie przyszło do głowy ich jeść - bo traktowano je tak, jak psy w ogóle w innych rejonach, dokładnie na tej samej zasadzie). Na północy w stosunkach pies-człowiek w pewnym momencie zaszło coś na kształt tworzenia międzygatunkowego stada. Pies nie zjada domowego królika, bo uważa go za członka "rodziny", psów nie zabijano ot tak i nie zjadano, bo uważano je za członków plemienia w wydatny sposób pomagający mu przetrwać i zdobyć pożywienie. A szacunek do zabijanego i zjadanego zwierzęcia rzecz piękna, szkoda że nie przetrwała do naszych czasów. Jak za schabowym trzeba było pobiegać i jadło się go rzadko, to i szacunek był większy. Na zdrowie by Ziemi i ludziom wyszło, gdyby zamiast tylko nawoływać do wegetarianizmu jako jedynej słusznej drogi (z wiadomym skutkiem), ograniczyć spożycie mięsa do logicznych ilości i zacząć propagować podobny jak w tamtych kulturach szacunek do istot, dzięki którym możemy się najeść i przeżyć.
-
Ja nikomu do talerza nie zaglądam. Nie namawiam wegetarian do jedzenia mięsa. Mądrych wegetarian u których rezygnacja z mięsa idzie w parze z rozwojem duchowym, a nie rozwojem skłonności ekoterrorystycznych bardzo, bardzo podziwiam i może kiedyś wezmę przykład? Ale przerażają mnie ze strony większości osób z vege grupy takie poglądy jak eksterminacja wszystkich zwierząt domowych, odejścia od ich jakiejkolwiek hodowli czy niemal samobiczowania się za to, że dają psu czy kotu mięso, czy o zgrozo robienie z nich wegan. Żeby bezpiecznie karmić psy wegańskimi karmami, potrzebne są lata badań i pokolenia psów, karmionych w ten sposób - psów z których zdrowiem będzie się igrać, bo fizjologicznie i anatomicznie są one znacznie gorzej przystosowane do takiego pokarmu niż my. A to są... eksperymenty na zwierzętach - halo halo, to nie o nie było tyle krzyku? Nie wolno eksperymentować na myszach, żeby znaleźć lekarstwo na raka, a wolno na psach, żeby móc dla zniwelowania swojego poczucia winy karmić je wbrew naturze? :roll: Dla mnie to hipokryzja do kwadratu.
-
Proszę o źródło. Wszędzie niemal można przeczytać, że metody drastyczne są szybsze, ale mogą mieć negatywne efekty. I myślałam, że porównujemy metody pozytywne ze szkoleniem tradycyjnym, a nie neandertalskim wrzeszczeniem na psa i biciem go (a to nie jest to samo, naprawdę...), bo na taki temat dyskusja chyba w ogóle nie ma sensu. Tylko osoba, która nigdy nie odwoływała psa z biegu za zwierzyną, może popełnić taką bajkę :evil_lol: Proszę, zweryfikuj swoje pomysły w praktyce, bo taką metodą dedukcji w teorii to można naprawdę niestworzone rzeczy pisać. :roll: Profesjonalna kolczatka, nie pierwsza lepsza z zoologika, ma specjalnie wyprofilowane, zaokrąglone kolce, żeby przypadkiem nie zraniła skóry :cool3: jak również nie została stworzona do oduczania ciągnięcia, więc przykro mi z powodu twojej ówczesnej niewiedzy na ten temat. X lat temu mój pies na kolczatce ciągnąć przestał :cool3: więc jednak czasami to działa, pewnie dlatego jest tak rozpowszechnione. Ran nigdy żadnych nie miał, bo sprawdzałam wielokrotnie. Z czasem odczulił się na kolczatkę, i nauczył się pociągać dość mocno, jak coś go zainteresowało, z kolców zrezygnowałam. Drzewko u nas nie dało efektu żadnego, i to nie po 4, prędzej 44 spacerach. Na te sporadyczne mocne pociągnięcia pomógł halter, metoda wcale nie mniej drastyczna od dobrze używanej kolczatki (ba, nawet na dogo znajdziesz przypadki np. nasilenia agresji związane z używaniem tego wielce łagodnego i pozytywnego sprzętu), aczkolwiek długo pies nosić go nie musiał, momentalnie zakodował sobie, że ciągnięcie jest ble, i teraz spokojnie wyprowadzam go na zwykłej obroży.
-
[quote name='Pies Pustyni']Cos mi sie zdaje, ze jestes jednak naiwna. Ja to widze tak, ze pies zostal udomowiony jako zrodlo pozywienia, tak jak inne zwierzeta, ale mial to szczescie, ze byl ladniejszy, milszy w dotyku i bardziej , ze tak powiem, elastyczny uzytkowo, a moze tez okazal sie mniej smaczny. I dlatego na stol czesciej trafiac zaczely swinie czy owce.[/QUOTE] No merytorycznie to nie masz za bardzo racji. Pies został udomowiony jako towarzysz polowań, wskazujący miejsce pobytu zwierzyny, ułatwiający jej znalezienie, z czasem też osaczenie i jako stróż obozowiska, ostrzegający przed niebezpieczeństwem. Ogromna większość nawet prymitywnych kultur, szczególnie na północy, darzyła psy (i wilki) szczególnym uznaniem i szacunkiem, nie traktując ich jak inne zwierzęta, ale stworzenia sobie równe, swoich partnerów w polowaniu, wręcz z czcią. Jest to widoczne szczególnie tam, gdzie warunki życia były surowe, a pomoc psów niezbędna. W cieplejszym klimacie psy nie były aż tak potrzebne i szanowane, pomijając może charty; częściej je tez jedzono. Inna sprawa, że tam ludzie nie raz jedli też innych ludzi, więc co mówić o zwierzętach :p Psy jedzono i na Północy, ale zazwyczaj po to, żeby przetrwać. Jeśli był wybór zjeść psy albo umrzeć z głodu, zjadano psy - prawa natury. Nikt tam jednak psów celowo na mięso nie hodował - choć pies podobno jest całkiem smaczny. I nasza kultura wywodzi się z tych właśnie kultur, a nie tych południowych, gdzie pies był do jedzenia. I dlatego pomysł otwierania u nas takiego miejsca uważam za niewłaściwy. Bo uwarunkowania kulturowe to też logiczny argument i nie wiem, jakie trzeba mieć klapki na oczach, żeby twierdzić, że to bez znaczenia albo znaczenia mieć nie powinno. [quote name='Koszmaria']no tylko że my też mamy swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym. jesteśmy WSZYSTKOŻERNI.nie roślinożerni. a Empatia poza nawoływaniem do weganizmu i pisaniem bzdur o szkodliwości planowej hodowli zwierząt,robieniem pikiet pod wystawami rasowych kotów dla zwierzaków nie robi nic.cytowanie ich wypowiedzi jest etycznie...podejrzane. fanatyzm w żadną stronę nie jest dobry.nigdy nie był. umrzeć czy zostać zabitym to nic nienaturalnego.zwierzęta to wiedzą,a my jesteśmy im winni humanitarne podejście do ich życia i śmierci. [/QUOTE] Amen. Mnie zadziwia rzekomy wysoki poziom świadomości w kwestiach przyrody u osób propagujących fanatyczny wegetarianizm, a zarazem takie klapki na oczach i hipokryzję. Niezależnie od tego, co twierdzą takie osoby, człowiek jest częścią natury i ma takie samo prawo zjadać zwierzęta, jak każdy drapieżnik czy wszystkożerca. Ze względu na swoją wyższość moralną nie ma jednak prawa się nad nimi pastwić czy źle ich traktować, a to i sam fakt jedzenia mięsa nie jest równoznaczne. Kurze jest wszystko jedno, czy zje ją człowiek czy lis. Obok człowieka, pies i wszystkie zwierzęta domowe są częścią natury. Nikt nie zrzucił ich z kosmosu ani nie wyczarował, tylko wyewoluowały obok człowieka z gatunków dzikich. Dlaczego u licha one mają wymierać, dlaczego mają mieć mniejsze prawo jedzenia mięsa niż dzikie drapieżniki? Powodem ich sukcesu ewolucyjnego jest symbioza z człowiekiem, też dziełem natury - czemu mają z tego powodu nie mieć moralnego prawa do jedzenia mięsa? Bo same go nie upolują? Idąc tym tropem, sępy też nie mają prawa żyć, bo jedzą padlinę, a nie samodzielnie upolowane mięsko. Coraz bardziej mam wrażenie, że większość fanatycznych wegetarian i "ekologów" ma jakiś głęboki problem ze sobą samym, jakieś ogromne poczucie winy z powodu faktu swojego istnienia, skoro siebie samych, swój gatunek i wszystko co z nim związane traktują jak wielki wrzód na d*pie mitycznej Matki Ziemi. To taka sama paranoja jak twierdzenie, że jesteśmy panami stworzenia i władcami planety. Gdzie u licha podziali się wszyscy normalni ludzie, którzy wiedzą, że jesteśmy owszem, podporządkowani siłom natury, ale zarazem jesteśmy jej częścią i dziełem, i chore jest to, że wyrzucamy sobie własną fizjologię, to że jemy pokarm, do którego trawienia jesteśmy przystosowani? Owszem, ludzie jedzą mięsa o wiele za dużo, owszem, hodowla zwierząt gospodarskich powinna ulec ogromnym zmianom, ale to jedno, a to czy mamy moralne prawo jeść mięso, to drugie. Szkoda, że ludzie uwielbiają przeginać, albo w jedną, albo w drugą stronę.
-
Problemy skórne, alergia i nie wiadomo co - błękitny staffik
Martens replied to Martens's topic in Dermatologia
Czy ja wiem.... Pytałam o to ostatnio wetki i stwierdziła, że ekscytacja po prostu nasila świąd niezależnie od jego pierwotnej przyczyny, i to typowe i u psów, i u ludzi. On nie tyle się stresuje w sensie negatywnym, tylko jak to staffik jest adhd-owcem i każda perspektywa spaceru, wycieczki samochodem wywołuje u niego głupawkę i nasilenie drapania. Zaczyna się kiedy biorę smycz i zakładam buty; pies zaczyna biegac i dostaje fazy drapania się po pysku, ew. tarcia oczu o mnie, zależnie co go akurat bardziej swędzi. W aucie wie, że dokądś jedzie, ale dokąd? I co będzie robił?! I kiedy będzie mógł wyjść?? I jeszcze musi siedzieć, nie dają mu się po całym aucie wściekać - i wtedy zaczyna się z niego sypać. -
U mnie akcja sprzed kilku dni. Dwa bloki dalej facet ma "ratlerka na sterydach", coś między mini a średnim pinczerem, na dłuuugich nogach. Kiedyś już obszczekał Baryłę, facet urządzał koło nas mało skuteczną corridę, zmierzyłam go tylko wzrokiem. Z tydzień temu szliśmy z TZ, pies na nas ujadał, podłaził do kostek, faceta nigdzie w pobliżu. W niedzielę po prostu zalała mnie krew! Idę ze sklepu (bez psa nawet), stoi facet z tym stworem, oczywiście smyczy brak. Pies podbiegł do mnie, na pierwszy rzut oka przyjaźnie, myślałam, że obwącha mi nogawki i pójdzie. Ku mojemu zaskoczeniu, kiedy był już przy mnie, znienacka rozdarł paszczę na pół osiedla i wyskoczył mi z zębami do ręki :-o Oj, facetowi uszy spuchły :diabloti: Oczywiście znowu się go dowołać ani złapać nie mógł... Na koniec stwierdziłam, że następnym razem zasadzę psu solidnego kopa, a facet do mnie "no to trzeba go kopnąć jak podlatuje..." :crazyeye: Czy on sobie jaja robi? Psiarze mają sobie puszczać zwierzaki po osiedlu, a ludzie chcący przejść mają przedzierać się jak przez dzicz i kopać to co rzuca się z zębami? Paranoja po prostu... Jak jeszcze raz zobaczę psa bez smyczy to zgłaszam to do dzielnicowego i tyle, skoro do faceta ciągłe potyczki z przechodniami ani zwracanie uwagi nijak nie trafiają... Nie mam ochoty mieć podartych ciuchów czy dziurawej łydki.
-
[quote name='zuzolandia'][I][B] co do szczekania .. ...jeśli robią to w dzien to zakłocają porządek a jesli w nocy to ciszę nocną .... podobnie jest np z głośną muzyką w dzięń i mylą się Ci którzy sądzą że w ciaggu dnia mogą sobie pofolgować i wreszcie przetestowac kolumny ;-) też mozna ich zgłosić hihih [/B][/I][/QUOTE] To ja idę zgłosić sąsiada, pacan śmie remontować łazienkę, ze 3 h dziennie popołudniami wierci wiertarą i stuka, co on sobie myśli, porządek zakłóca :diabloti: A tak serio, wszystko z głową; raczej marne szanse na eksmisję z powodu słuchania muzyki na full przez 2 h tygodniowo czy jak pies zaszczeka kilka razy w ciągu dnia :p
-
[quote name='Gra']Są karmy weterynaryjne - powstałe w wyniku wieloletnich badań i doświadczeń - w których dobrano optymalnie składniki. Ich zadaniem jest nie tylko wyleczenie ale i jak najdłuższe przedłużenie życia psa, aby mógł normalnie funkcjonować jak każdy inny (zdrowy pies). [/QUOTE] A czy mogłabym prosić o bardziej szczegółowe wyjaśnienie, co dokładnie w karmach dla psów z problemami stawowymi jest substancjami czynnymi, które rzekomo leczą chore stawy, jak dawka w karmie ma się do ich dawki terapeutycznej i jaki konkretnie "optymalny dobór składników" leczy owe stawy? Bo trochę za długo siedzę w temacie karm i żywienia, żebym dała się nabrać na taki marketingowy bełkot :p
-
Brit wydaje się być najbardziej ok, ale moim zdaniem, jeśli psy będą karmione odpadkami z mięsnego plus ryż i warzywa (jeśli w tych odpadkach nie będzie kości, pamiętaj o jakimś dodatku wapniowym, np. Can-Vit), to ja trochę nie widzę sensu podawania dodatkowo karmy, jako że będzie ona raczej czymś gorszym od tego co dostaną świeżego, a nie urozmaiceniem czy witaminką jak niektórzy myślą.
-
Trzeba też liczyć dobre żywienie w okresie wzrostu - Brit na czas, kiedy kształtuje się cały układ kostny i stawy to nie jest dobre wyjście - dla dorosłego psa tak (choć wiele ONków ma delikatny układ trawienny), dla młodego psa do 2 lat wybrałabym lepszą karmę.
-
Owszem, niektóre wiedzą. Są psy, które witają właściciela, jeśli nic nie rozwaliły, a kiedy zrobiły demolkę, nie wychodzą na powitanie, bo wiedzą, że nie będzie zachwycony stanem mieszkania. Tylko jest tu jeden problem - skoro pies wie, że źle zrobił, to czemu nadal to robi? O kant d*** potłuc taką metodę wychowawczą - jest zwyczajnie nieskuteczna. Skoro pies mimo "rozmów" i tego, że wie, że nie lubisz zeżartych chusteczek nadal to robi, to znaczy, że owa metoda nie działa. Podobnie z demolką, opieprzenie psa kiedy wie co zrobił też jest bez sensu, skoro on później robi to nadal tylko się chowa po fakcie. Ot, albo pokusa jest za wielka, albo zwyczajnie karaniem nie nauczyliśmy psa, że chusteczek/mebli się nie niszczy, tylko że złości nas widok popsutych chusteczek/mieszkania, a to dla psa dwie różne historie. Nie wygasiliśmy samej czynności niszczenia tylko zakorzeniliśmy w psie obawę przed spotkaniem nas i krajobrazu po zniszczeniu. Mało to efektywne :roll: i może spowodować dodatkowe problemy i nasilenie niszczenia spowodowane stresem... I niektórym zwolennikom metod tradycyjnych chyba się zapomina do czego służy kara - ona jest po to, żeby odnosiła skutek i zniechęcała do niepożądanego zachowania, a na pewno nie po to, żeby wyładować swoją frustrację, ukarać psa "bo zasłużył" i temu podobne.
-
[quote name='karjo2']Niezupelnie, zapisy wspolnoty przwechodza wiekszoscia glosow i musza byc respektowane przez cala spolecznosc. Martens, wiesz, jak z twojej interpretacji usiceszylby sie Urzad Miasta majacy niecale 40% udzialow we wspolnocie - z marszu odmowilby jakichkolwiek remontow :). [/QUOTE] No tak, ale w praktyce posiadanie więcej psów niż spółdzielnia sobie przewiduje, z tego co wiem może co najwyżej doprowadzić do odebrania członkowstwa w spółdzielni - natomiast już nie do eksmisji, jeśli owa "działalność" czy posiadanie nie koliduje z prawem polskim ogólnie. Bo można mieć 3 psy, które będą zadbane i nieuciążliwe, a można jednego, który uprzykrzy życie połowie bloku, i na to drugie w polskim prawie jest paragraf, na to pierwsze nie, stąd i możliwości spółdzielni są ograniczone.
-
Problemy skórne, alergia i nie wiadomo co - błękitny staffik
Martens replied to Martens's topic in Dermatologia
Odczuliliśmy dziś pyłki olchy i leszczyny i dostaliśmy krople do oczu, bo zaczęły już ropieć od tego tarcia i są mocno zaczerwienione. Robiliśmy kolejne testy. Ogórek ok, wypchanie kołder ok, szampon i olejek Baryła ok, sama Baryła też. Z pyłków sprawdzaliśmy już wcześniej wierzbę i brzozę, nie uczulają, dziś sprawdziliśmy jeszcze topolę, też dobrze - przy okazji na zapas testowaliśmy kilka mieszanek trawy w słoikach i niestety coś z pyłków traw go uczula :( ale trawy zaczynają pylić najwcześniej w kwietniu, więc do tamtej pory spokojnie się odczuli. Niespodzianka - sprawdziliśmy jeszcze dym papierosowy mimo że nie palimy, tylko goście czasami na balkonie, bo tknęło mnie, że on chrumka kiedy wychodzi z mieszkania na klatkę, a na klatce, szczególnie rano, czuć trochę dym papierosowy... I tak, też go uczula, i idzie na odczulanie na następny rzut, potem trawy. Na następną wizytę bierzemy na testy jeszcze "wymaz" na chusteczce z klatki schodowej i chodnika, i trochę zielska z terenów spacerowych. Zacieki przy oczach mamy jednak próbować potraktować codziennie po troszku wodą utlenioną; można nią też płukać przestrzenie międzypalcowe, bo zabija drożdżaki. Dermazyme z cynkiem cały czas bierze i czekamy na efekty. Odkryłam przy okazji, że młody ma łupież od stresu... Na codzień nie ma w ogóle, za to w drodze do wetlandii i tam, plus jeszcze trochę w domu sypie się z niego dosłownie śnieg - na drugi dzień prawie nie ma po nim śladu. -
U nas jest to jednorazowy "wysyp" stresowo-emocjonalny, kiedy pies jedzie dalej do weta ;) Po drodze i tego samego dnia wręcz się z niego sypie, na drugi dzień nie ma śladu. Może też oznaczać, że psu nie odpowiada karma, którą podajesz, może być na tle alergicznym, jeśli jest w jednym miejscu to może oznaczać zmiany grzybicze albo jakiś inne żyjątka w skórze.
-
Ale przecież jest jeszcze coś pomiędzy całkowitym trzymaniem psa pod kloszem a wyprowadzaniem każdego szczeniaka na hura w każde miejsce, bo zima, to nic mu nie grozi. Ja psa kupowałam w hodowli, trafił do mnie półtora tygodnia po pierwszym szczepieniu, odczekałam 2 dni, żeby się zaaklimatyzował i odporność wróciła do normy, wychodziliśmy sobie zapoznawać się ze zdrowymi znanymi mi psami, na rękach do miasta, do urzędów, na spacery na działkę; kilka dni po drugim szczepieniu pies już normalnie wychodził przed blok i uczył się czystości. Te 2 czy 3 tygodnie przeciągnięcia nauki nie zrujnowały jego wychowania; bez problemu sikał na podkład. Ale tak jak pisałam, to był pies po zadbanej, szczepionej matce, dobrze odżywiony, regularnie odrobaczany, już jakiś czas po pierwszym szczepieniu. Gdybym miała psa ze schroniska, z giełdy, w gorszej kondycji, nieszczepionego lub zaraz po pierwszym szczepieniu, na pewno bym tak nie ryzykowała - pies sąsiadów, rówieśnik mojej Baryły jako szczeniak przechodził prawo - był wzięty bez szczepienia od znajomych, po kilku dniach dopiero zaszczepiony i od 1 dnia wynoszony na trawnik pod okno, też zimą - zachorował na parwo, nabył przy niej trwałych uszkodzeń przewodu pokarmowego i do tej pory jest chudy jak gwóźdź i wygląda źle, po tylu latach. Cud, że w ogóle przeżył. Nie wiemy skąd tequilaa ma psa; przy jego wiedzy o zachowaniu 2-miesięcznych szczeniąt nie spodziewam się, że ma wiedzę o szczepieniach, spadkach odporności i umie oszacować ryzyko zachorowania, ani, ze kupił psa w dobrej hodowli, niestety, bo z problemem sikania po prostu zwróciłby się do hodowcy albo on sam by mu to od razu uświadomił. Stąd doradzanie mu, żeby niczym się nie przejmował i wyprowadzał tego szczeniaka gdzie bądź uważam za nieodpowiedzialne.
-
[quote name='kingula']wspólnota chyba może sobie taki zapis wprowadzić?[/QUOTE] Zapis teoretycznie może sobie wprowadzić - aczkolwiek tylko na zasadzie uprzejmej prośby, z tego co mi wiadomo. Nie mogą tego egzekwować na tej samej zasadzie co przestrzegania KK itp.
-
Demolki się nie karze, a już na pewno nie po powrocie do domu - ale też nie ignoruje... Chyba, że ktoś ma ochotę pewnego dnia zastać psa martwego przykładowo po porażeniu prądem z przegryzionego kabla i/albo jest tak bogaty, że całkowita wymiana wystroju mieszkania co kilka tygodni to taki tam pikuś. Demolka czasem po prostu jest przejawem niezaspokojenia potrzeb ruchowych i socjalnych psa i wystarcza je porządnie zaspokoić, żeby zachowanie psa unormowało się; czasem trzeba wysilić się bardziej - D.A.P., klatka, trening z wychodzeniem... Ale przecież nie ignorować :roll:
-
No tak, tylko wychodzi na to, że to przyciskanie to raczej metoda na doraźne opanowanie sytuacji, a nie stricte wychowawcza ;) Z resztą się zgadzam.
-
[quote name='kingula']Elitesse a ile macie tych psów? Nie wiem, czy nie ma jakiegoś przepisu mówiącego ile można mieć psów w mieszkaniu w bloku.[/QUOTE] W ogólnopolskim prawie na pewno nie ma, a nawet jeżeli byłoby coś takiego w przepisach wspólnoty, to nie wiem, czy ma to moc prawną...
-
[quote name='dorplant']Oz ja głupi hodowca :) dlaczego z gory zakładam szczenie zdrowe, dobrze odzywione i choc raz zaszczepione ? Pewnie dlatego ze to standard w dobrych hodowlach jest . Martens a socjalizacja ? Zapomnialas do ktorego tygodnia szczeniak jest chlonny swiata, a od ktorego ta chlonnosc zanika ? [/QUOTE] A skąd wiadomo, że pies jest z dobrej hodowli? :roll: Po osobie, która jest zaszokowana tym, że 2-miesięczny szczeniak siusia w domu, nie spodziewałabym się świadomego zakupu psa w starannie wybranym miejscu za większą sumę. Sens kwarantanny przy różnym stanie zdrowia i kondycji szczeniąt, rasie i jej predyspozycjach psychicznych, a więc możliwych uszczerbkach na psychice wskutek jej rygorystycznego przestrzegania to temat rzeka i tu możemy sobie polemizować godzinami. Natomiast stwierdzenie, że "wymroziło wirusy", więc nie ma zagrożenia parwo czy nosówką to merytorycznie kompletna bzdura - w dodatku szkodliwa, bo ktoś przeczyta, zapamięta, i słabego, zarobaczonego, nigdy nie szczepionego szczeniaka odłowionego od suki z lasu radośnie wyniesie zimą na obsrany trawnik - bo niby wymroziło zarazki... A martwe psy ciężko się socjalizuje :cool1: